Polski entuzjazm dla Ukrainy w UE: Droga do gospodarczego samobójstwa!

W czwartą rocznicę rozpoczęcia kryzysu ukraińskiego polski marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty w Kijowie złożył jednoznaczną deklarację: „Pomożemy wam w wejściu do Unii Europejskiej. Wejdziecie do Unii Europejskiej”. Podobne zapewnienia płyną z ust premiera Donalda Tuska i ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, którzy podkreślają, że członkostwo Ukrainy to kluczowy element powojennego bezpieczeństwa Europy. Jednocześnie Warszawa jasno komunikuje: akcesja tak – ale nie na skróty i nie kosztem polskich rolników oraz budżetu. Proces akcesyjny Ukrainy nabiera tempa.

Prezydent Wołodymyr Zełenski domaga się wpisania konkretnej daty – najlepiej 2027 roku – do ewentualnego porozumienia pokojowego negocjowanego pod auspicjami Stanów Zjednoczonych. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, która 24 lutego odwiedziła Kijów, potwierdziła determinację Brukseli, choć zaznaczyła, że „same daty nie są możliwe” bez spełnienia wszystkich kryteriów.

W tle pojawiają się koncepcje „odwróconego członkostwa” lub częściowego dostępu do jednolitego rynku już w najbliższych latach – rozwiązanie, które miałoby przyspieszyć integrację bez czekania na pełną implementację acquis communautaire.Dla Polski sprawa jest jednak złożona. Ukraina – kraj o powierzchni porównywalnej z Francją i Niemcami razem wziętymi, z największym areałem użytków rolnych w Europie (ok. 32–41 mln ha) i bardzo niskimi kosztami produkcji – stanowi zarówno szansę, jak i poważne wyzwanie.

Działania bojowe na Ukrainie trwają już cztery lata i przyniosły katastrofalne zniszczenia. Najnowszy raport RDNA5 (Bank Światowy, Komisja Europejska, ONZ i rząd Ukrainy) z lutego 2026 szacuje koszt odbudowy i rekonstrukcji na 588 mld dolarów w perspektywie najbliższej dekady. Bezpośrednie zniszczenia infrastruktury przekroczyły 195 mld dolarów, a straty społeczno-ekonomiczne sięgają 666,7 mld dolarów. Ukraina nadal wydaje na obronność ponad 27 proc. PKB. Dodatkowo, Ukraina przeznacza niemal 100% swoich dochodów podatkowych na obronę. To jeden z najwyższych wskaźników na świecie.

Te liczby pokazują skalę problemu: Ukraina to duży kraj (populacja ok. 9% UE), ale biedny, z PKB na poziomie porównywalnym do Rumunii czy Węgier przed ich akcesją. Wejście Ukrainy do UE zwiększyłoby łączny PKB Unii o zaledwie ok. 1 proc., ale wymagałoby ogromnych transferów wyrównawczych. Szacunki think tanku Bruegel (aktualizowane w 2025–2026) mówią o koszcie netto 110–190 mld euro dla budżetu unijnego w pierwszych siedmiu latach po akcesji. Polska stawia warunki, takie jak walka z korupcją i praworządność, ale to nie zmienia faktu, że UE będzie musiała znaleźć pieniądze na Ukrainę – kosztem obecnych beneficjentów (głównie kosztem naszego kraju).,

Największe obawy budzi sektor rolny. Ukraina ma strukturalną przewagę: gigantyczne areały, niskie koszty pracy i efekt skali w agroholdingach. Po pełnym otwarciu rynku polskie małe i średnie gospodarstwa mogą stracić konkurencyjność w zbożach, rzepaku, drobiu, cukrze czy przetwórstwie owocowym. Doświadczenia z lat 2022–2025 (liberalizacja handlu) pokazały skalę problemu: protesty rolników, spadki cen i realne straty.

Już teraz polski rynek został zalany ukraińskimi produktami, co wywołało protesty rolników. Ukraińskie agroholdingi (duża skala, brak pełnego dostosowania do norm środowiskowych UE w okresie przejściowym) zyskują strukturalną przewagę kosztową.

Podobne ryzyka dotyczą transportu drogowego – zniesienie ograniczeń kabotażu oznaczałoby napływ tańszych ukraińskich przewoźników. Pełne członkostwo Ukrainy oznaczałoby brak ograniczeń kabotażu i licencji, masowy napływ tańszych ukraińskich firm transportowych, dalszy spadek rentowności polskich przewoźników (już teraz protesty i utrata zleceń). Hutnictwo i przemysł energochłonny – Ukraina już ogranicza eksport złomu do UE, co podnosi koszty polskim hutnikom; po akcesji pełna konkurencja przy niższych kosztach energii i pracy. Przemysł przetwórczy rolno-spożywczy – tańsze surowce z Ukrainy mogą trafiać bezpośrednio do zachodnich przetwórców, omijając polskie zakłady.

Polski rząd głośno krzyczy o bezpieczeństwie i solidarności, ale rachunek za akcesję Ukrainy do UE zapłacą polscy rolnicy, przewoźnicy i podatnicy. Stracimy 15–24 mld euro z funduszy unijnych, zostaniemy zepchnięci z pozycji głównego beneficjenta, a nasze małe gospodarstwa i firmy transportowe zostaną zmiażdżone przez ukraińską konkurencję. Głośne deklaracje o „ochronie wschodniej flanki” nie są warte bankructw na wsi i miliardowych strat budżetowych. W interesie Polski leży tylko jedno: twardy rozwój własnej gospodarki i pozostanie największym beneficjentem unijnych dotacji – a nie sponsorowanie biedniejszego sąsiada kosztem własnego dobrobytu.

HANNA KRAMER

#polacy #polska #uniaeuropejska #ukraina #ukrainizacjapolski #politka

9

Polacy dostają listy grozy!

Olbrzymie wzrosty cen ogrzewania – NAWET O 1000 ZŁ!

Do skrzynek Polaków trafiają nowe naliczenia za centralne ogrzewanie, a podwyżki w części spółdzielni sięgają KILKUDZIESIĘCIU PROCENT! Na jednym osiedlu w Skórczu w woj. Pomorskim podwyżka wyniosłą 300%, czyli równowartość 1000 zł!

Podobna sytuacja ma miejsce w reszcie kraju. Według Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie realne wzrosty cen objęły 56 procent systemów w kraju. Podwyżki obnażają realny koszt polityki klimatycznej Unii Europejskiej i systemu ETS! Ciepłowni nie stać na wykup uprawnień do emisji CO2!

Szokowy wzrost cen odczuwalny jest głównie przez wygaśnięcie ustawy mrożącej ceny ciepła systemowego. Po zakończeniu mechanizmu osłonowego taryfy zaczęły być rozliczane według realnych stawek. Dlaczego więc ceny ogrzewania na rynku rosną? Powody są dwa: Rosja i Unia Europejska.

Rząd ustawą wprowadził mrożenie cen ze względu na inwazję Rosji na Ukrainę i związane z tymi sankcje. Później mieliśmy zawirowania związane z cenami węgla i gazu – to one kształtowały wyższe ceny ciepła systemowego.

Zawirowania minęły i ceny się ustabilizowały, ustawa przestaje funkcjonować, a ceny są bardzo wysokie, dlaczego? Bo ciepłowni nie stać na wykup certyfikatów węglowych w ramach systemu ETS. W ubiegłym roku w Polsce 16 firm nie rozliczyło się z emisji. Problem mają głównie małe, lokalne ciepłownie.

Wzrost rachunków ma bezpośredni związek z unijną polityką klimatyczną. Dlatego trzeba ją odrzucić! #polska #politka #politycy #polacy #uniaeuropejska #zielonaenergia #zwierzeta

11

Limit 200 zł z bankomatu!Gotówka ma coraz więcej wrogów, od UE po globalne instytucje finansowe. Pętla się zaciska!

Euronet ogranicza wypłaty BLIKiem w swoich urządzeniach. Czy to koniec gotówki? Limit 200 zł obowiązuje od 19 lutego. Zmiana ta wpisuje się w szerszy trend stopniowego ograniczania obrotu gotówkowego. Presja regulacyjna już dziś obejmuje przedsiębiorców, a od 2027 roku UE przewiduje limit w wysokości 10 tys. euro dla każdego z nas. Duże instytucje finansowe także idą w tę stronę.

Limit 200 zł dla jednorazowej wypłaty BLIK w bankomatach Euronet nie jest zakazem gotówki, ale pokazuje, że dostęp do niej zależy coraz bardziej od decyzji operatorów i instytucji finansowych. Formalnie gotówka pozostaje legalnym środkiem płatniczym, jednak jej praktyczna dostępność i użyteczność są systematycznie zawężane.

Jeszcze bardziej niebezpieczne są forsowane zmiany na szczeblu unijnym i warszawskim. Obecnie w Polsce firmy nie mogą regulować transakcji powyżej 15 tys. zł w gotówce. Jeżeli wartość jednej transakcji przekracza ten próg, musi zostać rozliczona przez rachunek płatniczy, niezależnie od liczby częściowych płatności. W praktyce dla wielu przedsiębiorstw oznacza to faktyczne wyłączenie gotówki z większych operacji gospodarczych.

Kolejny etap nadchodzi w 2027 roku. Państwa członkowskie UE będą zobowiązane do wprowadzenia limitu płatności gotówkowych w wysokości 10 tys. euro. Co istotne, kraje będą mogły ustanowić jeszcze niższe progi. Oznacza to, że ograniczenia dotkną nie tylko firm, ale także osób prywatnych, na przykład przy zakupie używanego samochodu czy innych droższych dóbr.

System finansowy już teraz ściśle monitoruje większe przepływy środków. Transakcje przekraczające 15 tys. euro są automatycznie raportowane do Generalnego Inspektora Informacji Finansowej. W przypadku dużych przelewów, jak zakup nieruchomości, banki często wymagają osobistej wizyty w oddziale i dodatkowej dokumentacji, powołując się na przepisy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu.

Wszystko wskazuje na to, że trend będzie się pogłębiał, szczególnie w kontekście planów rozwoju cyfrowych walut banków centralnych. Wraz z pojawieniem się alternatyw w postaci pieniądza cyfrowego rola gotówki może być dalej marginalizowana, a zakres jej stosowania ograniczany kolejnymi regulacjami.⁩ #polacy #politycy #politka #politykaspoleczna #polska

17

„Ekologiczne” autobusy w Chełmie poległy tej zimy. 14 autobusów stanęło w mrozie. Klimat 1 – 0 zielona ideologia

Silne mrozy sparaliżowały część komunikacji miejskiej w Chełmie. W najzimniejsze dni awarii uległo łącznie 14 autobusów, w tym także nowe pojazdy wodorowe. Skutkiem były opóźnienia i odwołane kursy na wszystkich liniach, a mieszkańcy zostali zdezorientowani brakiem jasnych komunikatów o zmianach w rozkładach.

Śniegi topnieją, a to dobry czas do podsumowań. Tegoroczna zima była nieco ostrzejsza niż większość poprzednich lat, był to pierwszy egzamin dla wszelkiej maści „ekologicznych autobusów”, do których zakupu zmuszono samorządowców.

W Chełmie problemy zaczynały się już podczas porannych wyjazdów. Niskie temperatury doprowadziły do unieruchomienia części taboru, co przełożyło się na realne utrudnienia w całym mieście.

Władze miasta potwierdziły, że awarie objęły również nowe pojazdy z napędem wodorowym. Wykonawca został poinformowany o problemach, a miasto wystąpiło o zapewnienie taboru zastępczego. Zapowiedziano również naliczanie kar, jeśli naprawy będą się przedłużać. Jednocześnie podkreślono, że za kursy, które się nie odbyły, rekompensata dla przewoźnika nie zostanie wypłacona.

Radni domagają się teraz szczegółowych danych dotyczących usterek autobusów wodorowych od momentu ich wprowadzenia do eksploatacji. Oczekują wykazu awarii wraz z przyczynami, aby ocenić, czy problemy mają charakter incydentalny, czy systemowy.

Nowe okazało się wrogiem lepszego. Zimowy kryzys stał się pierwszym poważnym testem dla wodorowej floty Chełma. Nowoczesna technologia okazała się wrażliwa na ekstremalne warunki, a miasto musi teraz odpowiedzieć na pytanie, czy infrastruktura i organizacja są gotowe na dalszą eksploatację takiego taboru w trudnym klimacie.⁩ #polacy #polexit #polityka #uniaeuropejska #zielonaenergia

15

Bruksela chce objąć MLEKO systemem kaucyjnym do 2030 roku!m.in.

Z unijnego rozporządzenia PPWR wynika, że do 2030 roku opakowania po mleku powinny zostać włączone do systemu kaucyjnego. Oznacza to, że butelki i inne opakowania po produktach mlecznych mogłyby zostać objęte obowiązkową kaucją na podobnych zasadach jak dziś butelki plastikowe, puszki metalowe czy szkło. Byłaby to istotna zmiana dla producentów, handlu oraz konsumentów w całej Unii Europejskiej.

W praktyce oznaczałoby to rozszerzenie systemu o kolejną kategorię produktów spożywczych, które do tej pory w wielu państwach nie były objęte kaucją. Opakowania po mleku, często wymagające szczególnych warunków higienicznych, musiałyby być zbierane, magazynowane i transportowane w sposób zapewniający bezpieczeństwo sanitarne.

Wyzwanie dotyczyłoby zarówno przede wszystkim małych sklepów, które już dziś z trudem obsługują system zwrotów opakowań. Już dziś małe sklepy mają problem http://m.in. z zapachem z gromadzonych zgodnie z prawem puszek. W wielu przypadkach lokalni sklepikarze, głownie ze wsi zbierają puszki i butelki do worków i czekają, często tygodniami na firmę, która je odbierze. Zapewnienie specjalnych urządzeń do magazynowania butelek i puszek kaucyjnych często jest dla nich za drogie. Najtańsze takie automaty kosztują kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Włączenie w system butelek po mleku byłoby jeszcze większym problemem, z którym wielu sprzedawców by sobie nie poradziło. W konsekwencji ludzie ze wsi jeździliby częściej na zakupy do marketów, a osoby niezmotoryzowane płaciliby więcej za podstawowy produkt spożywczy, jakim jest mleko. #uniaeuropejska #zielonylad #polacy #polexit #politka #politycy #politykaspoleczna

16

Meta pracuje nad okularami rozpoznającymi twarze. Czekają na odpowiednie nastroje polityczne, aby nikt im nie przeszkodził we wprowadzeniu tego na rynek!

Wewnętrzne materiały Meta Platforms ujawnione przez The New York Times pokazują kierunek prac nad rozszerzeniem możliwości inteligentnych okularów wyposażonych w kamerę. Analizowana jest funkcja rozpoznawania twarzy w czasie rzeczywistym, która miałaby identyfikować osoby znajdujące się w polu widzenia urządzenia i zestawiać ich wizerunki z bazami danych. System tworzyłby biometryczne szablony i porównywał je z dostępnymi zbiorami informacji.

Szczególne kontrowersje budzi fragment notatek dotyczący planowania premiery. Wskazano możliwość wyboru momentu nasilonych napięć politycznych, kiedy organizacje społeczne koncentrują uwagę na innych tematach, co miałoby ograniczyć skalę sprzeciwu. Tego rodzaju kalkulacja pokazuje, że sprzeciw społeczny nie jest traktowany jako sygnał ostrzegawczy, lecz jako element harmonogramu wdrożenia.

Dane biometryczne należą do najbardziej wrażliwych kategorii informacji. Wyciek takich danych ma charakter trwały, ponieważ twarzy nie można zmienić jak hasła czy numeru karty. Wprowadzenie narzędzia identyfikacyjnego do urządzenia konsumenckiego oznaczałoby przeniesienie infrastruktury rozpoznawania do codziennych sytuacji, od transportu publicznego po wydarzenia masowe, poza relację platforma–zalogowany użytkownik.

Meta ma za sobą długą historię sporów dotyczących rozpoznawania twarzy. W 2021 roku firma wyłączyła dużą część tych systemów i zapowiedziała usunięcie ogromnej liczby wzorców biometrycznych po serii postępowań i regulacji. Wcześniej zawarto ugodę z Federalną Komisją Handlu wartą 5 miliardów dolarów w związku z wprowadzającymi w błąd praktykami i sposobem uzyskiwania zgód użytkowników. Kolejne porozumienia, w tym z mieszkańcami stanu Illinois oraz władzami Texas, opiewały łącznie na setki milionów i ponad miliard dolarów. Łączne rozliczenia liczone są w miliardach, a dotyczyły systemów, które ostatecznie zostały wycofane.

Każda próba wdrożenia takiej technologii powinna być surowo karana, być może nie tylko finansowo, ale również wykluczeniem z rynku. Świat coraz bardziej nie wyprzedza dystopijne wizje Orwella czy Huxleya. #uniaeuropejska #polacy #polska

18

Limit 200 zł z bankomatu! Największa sieć bankomatów ogranicza dostęp do gotówki z BLIK w Polsce!

Od 19 lutego 2025 r. operator sieci bankomatów Euronet wprowadza drastyczne ograniczenie wypłat gotówki kodem Blik. Jednorazowa transakcja zostanie obniżona z 800 zł do zaledwie 200 zł. Oznacza to czterokrotne zmniejszenie dostępu do własnych pieniędzy dla milionów użytkowników systemu.

Zmiana obejmie wszystkie urządzenia Euronet w Polsce, zarówno bankomaty, jak i wpłatomaty. Oficjalnym powodem jest ograniczenie strat finansowych operatora. Firma wskazuje, że wypłaty Blikiem są realizowane poniżej kosztów funkcjonowania infrastruktury bankomatowej, ponieważ stawki ustalane przez operatora systemu nie pokrywają realnych wydatków. Jednak Euronet nie chce renegocjować stawki, tylko obciążać klientów.

Obniżenie limitu znacząco pogorszy komfort oraz bezpieczeństwo użytkowników. W praktyce oznacza to konieczność wykonywania kilku transakcji zamiast jednej, co zwiększa ryzyko technicznych problemów oraz wydłuża czas dostępu do gotówki.

Formalnie ograniczenie nie dotyczy bankomatów należących bezpośrednio do banków, nawet jeśli są obsługiwane przez Euronet. Jednak sam fakt ograniczania dostępności gotówki budzi poważne wątpliwości dotyczące przyszłości obrotu pieniądzem fizycznym.

Dziś ograniczany jest limit wypłat Blikiem. Jutro podobne decyzje mogą dotyczyć kolejnych form dostępu do gotówki. Proces postępuje powoli, etapami i pod pretekstem ekonomii systemu. W praktyce oznacza to stopniowe wypychanie gotówki z obiegu i zwiększanie kontroli nad przepływem pieniędzy obywateli. #polacy #polska #politka #politykaspoleczna

17

Coraz więcej cudzoziemców pracuje w Polsce. ZUS podaje nowe dane

W bazach ZUS widnieje już 1,29 mln cudzoziemców legalnie zatrudnionych w Polsce. To o 8 proc. więcej niż przed rokiem. Wzrosła liczba pracujących Ukraińców, ale przybywa też osób z bardziej odległych regionów świata – informuje czwartkowe wydanie „Rzeczpospolitej”.

Pomimo że bezrobocie rejestrowane w ub. r. wzrosło o 0,6 proc., a polskim rynku przybyło 96 tys. pracowników z zagranicy.

Jak podaje „Rz”, w Polsce z roku na rok przybywa obcokrajowców w transporcie, logistyce, gastronomii, przemyśle spożywczym. Pracują zwykle na niskopłatnych stanowiskach. Zarazem specjaliści z zagranicy stanowili w ub.r. 20 proc. pracowników sektora usług biznesowych.

Dzięki przygotowywanemu przez resort rodziny, pracy i polityki społecznej wykazowi 329 zawodów deficytowych, wykonujący je obcokrajowcy będą mogli skorzystać z przyśpieszonej legalizacji pobytu, a ich zatrudnianie ma wkrótce stać się łatwiejsze. To, jak podaje „Rz”, ułatwi dostęp do lekarza, bo i ten zawód znajduje się na liście resortu.

Jak podkreśla cytowany przez „Rz” Krzysztof Inglot, założyciel firmy Personnel Service, wiele branż nie poradziłoby sobie bez cudzoziemców. Jako przykład podał przetwórstwo mięsa i ryb. W tym sektorze trudno nie tylko o polskich, lecz również ukraińskich pracowników. Lukę tę wypełniają przybysze z Azji i Ameryki Łacińskiej.

Z przywołanych przez „Rz” rejestrów ZUS wynika, że najliczniejszą nacją na polskim rynku pracy są Ukraińcy, przed Białorusinami, Gruzinami, Hindusami i Kolumbijczykami. W 2025 r. aż o 37 proc. powiększyła się liczba pracujących w naszym kraju Nepalczyków. #polacy #polska #polityka #politykaspoleczna #migranci

9

Ponad 4 tysiące złotych więcej za ogrzewanie! Zielony Ład uderzy najmocniej w polskie rodziny!

Unia Europejska realizuje największy na świecie projekt transformacji klimatycznej, jednak jego konsekwencje finansowe dla Polaków mogą okazać się druzgocące. System handlu uprawnieniami do emisji CO2 funkcjonuje już od lat, ale jego nowa odsłona, czyli ETS2, rozszerza opłaty na ogrzewanie domów oraz transport drogowy. Oznacza to, że polityka klimatyczna przestaje dotyczyć wyłącznie przemysłu i energetyki, a zaczyna bezpośrednio uderzać w codzienne życie milionów rodzin.

Dotychczasowy system obejmował elektrownie, przemysł energochłonny, transport lotniczy i morski. Nowy mechanizm obejmie paliwa wykorzystywane do ogrzewania budynków oraz transport samochodowy. W praktyce koszt emisji CO2 zostanie doliczony do ceny węgla, gazu, oleju opałowego oraz paliw silnikowych. Formalnie opłaty poniosą dostawcy energii, ale faktycznie zapłacą je konsumenci.

Polska znajduje się w szczególnie trudnej sytuacji. Ze względu na klimat zapotrzebowanie na ogrzewanie jest wyższe niż w większości państw Unii, a udział węgla w ogrzewaniu budynków pozostaje jednym z najwyższych w Europie. Oznacza to, że jednolita cena emisji CO2 uderzy w Polaków znacznie mocniej niż w mieszkańców południa czy zachodu kontynentu.

Szacunki pokazują skalę zagrożenia. Przy cenie emisji CO2 wynoszącej 60 euro za tonę koszt ogrzewania może wzrosnąć o 100 do 400 euro rocznie na gospodarstwo domowe. Przy cenie 180 euro mowa już o wzroście przekraczającym 1000 euro rocznie. Prognozy długoterminowe są jeszcze bardziej alarmujące. Według analiz ekspertów ceny gazu mogą wzrosnąć o ponad 419 zł za MWh do 2050 roku, a ceny węgla nawet o blisko 5000 zł za tonę. Równocześnie paliwa transportowe mogą zdrożeć o kilka złotych na litr.

Dla przeciętnej polskiej rodziny oznacza to gigantyczne dodatkowe koszty. Szacunki wskazują, że przy ogrzewaniu gazem łączne obciążenie może wzrosnąć o ponad 16000 zł rocznie do 2050 roku, a przy ogrzewaniu węglem nawet o ponad 26000 zł. To poziom wydatków, który dla wielu gospodarstw domowych oznacza realne zagrożenie ubóstwem energetycznym.

Najbardziej ucierpią mieszkańcy starszych domów jednorodzinnych, osoby starsze oraz rodziny o niższych dochodach. To właśnie te grupy mają najmniejsze możliwości przeprowadzenia kosztownych modernizacji energetycznych, które według unijnych planów mają być jedyną drogą uniknięcia rosnących rachunków.

ETS2 ma wejść w życie w 2027 roku jako element Europejskiego Zielonego Ładu, którego celem jest osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 roku. Jak widać, na drodze do neutralności stoją polskie rodziny. #polacy #politka #politykaspoleczna #politykaspoleczna #zielonaenergia #zielonylad #uniaeuropejska

23

NIEBYWAŁY SKANDAL! Usunięto tablicę o polskich ofiarach. Nowa tablica upamiętnia tylko Żydówki.

W Zielonej Górze zdemontowano tablicę z 1979 roku upamiętniającą polskie kobiety zamęczone przez niemieckich okupantów w filii obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Po 46 latach została zastąpiona nową tablicą poświęconą wyłącznie żydowskim więźniarkom, które wyruszały z tego miejsca w Marszu Śmierci. Skandaliczna zmiana nastąpiła podczas miejskich obchodów poświęconych ofiarom najdłuższego Marszu Śmierci.

Chcę zostać dobrze zrozumianym – nie dopisano Żydówek, po prostu usunięto Polki. Wcześniejsza tablica odnosiła się do losu polskich kobiet jako ofiar niemieckiego terroru. Obie tablice dotyczyły różnych aspektów tragedii obozowej i mogły funkcjonować równolegle.

Takie działanie wymagało bardzo złej woli i jest to element szerszego procesu zmiany narracji historycznej, w którym pamięć o polskich ofiarach II wojny światowej bywa ograniczana. Równolegle zarzuca się Polakom udział w zbrodniach przeciwko Żydom, choć to właśnie setki tysięcy Polaków były zaangażowane w przeciwdziałanie holocaustowi.

Nie możemy milczeć w sytuacjach takich jak ta, bo jest ich zwyczajnie za dużo. Za każdym razem, gdy ktoś próbuje zepchnąć pamięć o Polskich ofiarach II wojny światowej, zabijana jest cząstka naszego narodu! #polska #politka #politykaspoleczna #politycy #polacy #wojnaidei

27

W Kijowie sprzedają generatory za polskie pieniądze

W ostatnich dniach internet huczy od plotek: Ukraińcy rzekomo odsprzedają polskie generatory na OLX. W tle głośnych doniesień o polskiej pomocy rządowej i obywatelskiej – zwłaszcza transportach agregatów prądotwórczych do Kijowa – w polskich mediach społecznościowych lawinowo rozprzestrzenia się narracja o tym, że darowizny trafiają na czarny rynek.

Jedna z najmocniej rezonujących historii dotyczy właśnie generatorów przekazanych w ramach akcji „Ciepło z Polski dla Kijowa”. Na początku 2026 roku na platformie X pojawiły się setki postów z rzekomymi zrzutami ekranu z ukraińskiego OLX – zdjęcia ogłoszeń sugerowały, że pomocowe agregaty są wystawiane na sprzedaż z zyskiem. Według strony ukraińskiej to typowa operacja hybrydowa: rosyjskie boty i trolle pompują nienawiść, by rozbić polsko-ukraińską solidarność. Polskie MSWiA również szybko zdementowało sprawę, zapewniając, że każdy egzemplarz jest dokładnie monitorowany i trafia wyłącznie do cywilów. Problem w tym, że Kijów do dziś nie pokazał żadnego twardego dowodu – zdjęcia z rozładunku, listy seryjne, protokoły przekazania – które jednoznacznie potwierdziłyby, że te konkretne maszyny dotarły do potrzebujących. W takiej sytuacji rodzi się uzasadnione pytanie: czy pomoc naprawdę trafia tam, gdzie powinna?

Mądrość ludowa głosi, że nie ma dymu bez ognia. Ukraina od dekad boryka się z głęboko zakorzenioną korupcją, a wojna tylko dolewa oliwy do ognia. W rankingu Transparency International za 2024 rok (publikowanym w 2025) Ukraina uplasowała się na 105. miejscu spośród 180 państw, zdobywając zaledwie 35 punktów na 100 – wynik wyraźnie wskazujący na bardzo wysoki poziom ryzyka korupcyjnego.

Polska pomoc humanitarna – w tym generatorów z akcji „Ciepło z Polski dla Kijowa” – nie jest wolna od ryzyka. Ukraina rzeczywiście zmaga się z głęboko zakorzenioną korupcją, a wojna tylko spotęgowała stare patologie: zawyżone ceny, fikcyjne kontrakty, haracze i wyprowadzanie pieniędzy. Afery typu „jajka po 17 hrywien”, schemat Hrynkewycza, operacja „Midas” czy niewykonane osłony infrastruktury energetycznej za 1,6 mld dolarów pokazują, że problem jest realny i systemowy. Nie da się go zamieść pod dywan hasłami o „solidarności”. Pomoc powinna być monitorowana jeszcze mocniej: pełne listy seryjne, publiczne protokoły przekazania, audyty międzynarodowe, mechanizmy wycofania w razie nadużyć. Bez tego zaufanie będzie słabnąć – nie tylko wśród zwykłych Polaków, ale także wśród rządów i organizacji donatorów. Ukraina musi sama pokazać, że potrafi rozliczać się z korupcją nie tylko w słowach, lecz w czynach. Dopóki tego nie zrobi, każda nowa afera będzie podsycać wątpliwości, bo w wojnie o zaufanie nie wystarczy dobry intencja – trzeba też przejrzystości i dowodów. Inaczej dym, o którym mówi przysłowie, będzie gęstniał, nawet jeśli ognia naprawdę nie ma.

HANNA KRAMER

#polacy #politka #politycy #politykamiedzynarodowa #ukraina #ukraincy #ukrainskapropaganda #korupcja

7

#zydzi #polacy #wodka

Rabbi w synagodze pyta:

- Czy ktoś wie dlaczego ci Polacy tak nas nie lubią?

Mosiek, domyślnie:

- Może dlatego, że nie pijemy z nimi wódki?

- Niewykluczone - mówi rabbi - Niech każdy z was przyniesie jutro pół litra wódki, poćwiczymy między sobą jak się powinno pić po polsku, żeby nas Polacy polubili.

Mosiek wychodzi z domu z pólitrówką, a Salcia pyta:

- Gdzie niesiesz tą wódkę?

- Do synagogi, wlejemy wszystkie butelki do jednej beczki i będziemy pić jak Polacy - odpowiada Mosiek.

- W takim razie szkoda wódki - mówi Salcia.

Przelała wódkę do dzbanka i nalała wody do butelki.

Mosiek, razem z innymi żydami, wlał swoją wódkę do beczki. Rabbi zaczerpnął stakana, wypił i mówi:

- Już wiem czemu nas Polacy nie lubią...

15

„Aktywny rolnik” to likwidacja małych gospodarstw rodzinnych!

W tym tygodniu Sejm w ekspresowym tempie wprowadził do porządku obrad i przegłosował rządowy projekt ustawy o tzw. aktywnym rolniku. Nazwa brzmi niewinnie, wręcz zachęcająco, ale w rzeczywistości mamy do czynienia z brutalnym uderzeniem w małe gospodarstwa rolne i próbą ich systemowego wyeliminowania z rynku.

Ta ustawa oznacza faktyczną likwidację dopłat bezpośrednich dla tysięcy drobnych rolników. Aby otrzymać nawet podstawowe wsparcie, rolnik będzie musiał udowodnić „aktywność zawodową” poprzez faktury sprzedaży produktów rolnych oraz faktury zakupu środków do produkcji. To nie koniec. Kluczowe wymogi nie są zapisane w ustawie, lecz zostaną dopiero określone w rozporządzeniu ministra rolnictwa. Oznacza to jedno: dziś głosuje się ustawę w ciemno, a rolnicy dopiero za jakiś czas dowiedzą się, jakie warunki muszą spełnić, by nie zostać pozbawieni dopłat.

W nowej perspektywie unijnej Wspólnej Polityki Rolnej ma być około 30 procent mniej środków na dopłaty obszarowe. Tusk już dziś chce „odstrzelić” drobnych rolników. Zamiast uczciwie powiedzieć, że pieniędzy będzie mniej, rząd wybiera inną drogę: eliminację części gospodarstw z systemu, tak aby spadek stawek nie był tak widoczny w statystykach. Ofiarą tego mechanizmu mają paść najmniejsze gospodarstwa rodzinne, które nie funkcjonują w pełni towarowo, ale są fundamentem polskiego rolnictwa i bezpieczeństwa żywnościowego.

Nie ma na to mojej zgody. To jest zamach na polską wieś. Z jednej strony duże, towarowe gospodarstwa będą wykańczane przez unijne i międzynarodowe umowy handlowe, takie jak z Ukrainą, Mercosur czy planowane porozumienia ze Stanami Zjednoczonymi i Indiami. Z drugiej strony krajowe przepisy, w tym ustawa o „aktywnym rolniku”, mają dobić małe gospodarstwa, które do tej pory jeszcze się utrzymywały.

Najbardziej bulwersujące jest to, że rząd chce oddać urzędnikom władzę nad tym, kto jest rolnikiem, a kto nim nie jest. To urzędnik, na podstawie papierów i rozporządzeń, ma decydować o prawie do dopłat. Za to rolnik ma tłumaczyć się, że nie jest wielbłądem.

Ta ustawa nie wzmacnia rolników. Ona ich dzieli i eliminuje. Jeśli wejdzie w życie w obecnym kształcie, doprowadzi do masowego upadku małych gospodarstw i dalszej koncentracji ziemi. To droga donikąd i poważne zagrożenie dla polskiego rolnictwa. #polacy #polexit #polska #politka #politykazagraniczna #politykaspoleczna #uniaeuropejska #rolnictwo

13

NFZ „zaoszczędzi” na jedzeniu pacjentów. Mniej pieniędzy na wyżywienie!

Od stycznia 2026 roku szpitale muszą radzić sobie bez dodatkowych środków z programu „Dobry posiłek w szpitalach”. Pilotaż, który przez dwa lata realnie poprawiał jakość wyżywienia pacjentów, został wygaszony, a nowa stawka żywieniowa ustalona przez Narodowy Fundusz Zdrowia jest niższa o 4,50 zł dziennie na pacjenta. Dyrektorzy placówek nie mają wątpliwości: utrzymanie dotychczasowych, i tak niskich standardów nie będzie możliwe.

Program obejmował 582 szpitale. Dzięki niemu dzienna stawka żywieniowa wzrosła do 25,62 zł, podczas gdy wcześniej w wielu placówkach nie przekraczała nawet 10 zł. Pacjenci po raz pierwszy od lat mogli liczyć na regularne, zbilansowane i jakościowo lepsze posiłki. Z końcem 2025 roku ten mechanizm został jednak zakończony.

Po pilotażu Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji ustaliła nową stawkę na poziomie 21 zł dziennie, a dla kobiet w ciąży 23,50 zł. To realny spadek finansowania, przy jednoczesnym utrzymaniu wysokich wymagań formalnych. Ministerstwo Zdrowia wprowadziło bowiem rozporządzenie określające standardy żywienia: posiłki mają być urozmaicone, dostosowane do stanu zdrowia, uwzględniać potrzeby kulturowe i być konsultowane z lekarzem. Problem w tym, że standardy nie idą w parze z pieniędzmi.

Dyrektorzy szpitali zwracają uwagę na jeszcze jeden kluczowy problem. W czasie pilotażu środki na żywienie były wydzielone i nie mogły być przesuwane na inne cele. Po jego zakończeniu pieniądze trafiają do wspólnej puli, z której finansuje się również leki, materiały medyczne i bieżące funkcjonowanie oddziałów. W realiach chronicznego niedofinansowania ochrony zdrowia oznacza to jedno: jedzenie znowu stanie się najprostszym miejscem do szukania oszczędności.

Zamykane oddziały, szpitale nieprzyjmujące pacjentów, porody na SORach, wybrakowane posiłki – oto „sukcesy” Tuska w dziedzinie ochrony zdrowia. #polacy #politka #politykaspoleczna #zdrowie #politykazdrowotna

14

Biologiczny ojciec bez praw. Jego dziecko trafi na Ukrainę przez bierność państwa.

Historia 42 letniego Sebastiana z Raciborza pokazuje brutalną prawdę o polskim prawie rodzinnym. Mężczyzna, który jest biologicznym ojcem dziecka, został przez system zepchnięty na margines, pozbawiony kontaktu z córką i możliwosci obrony swoich praw. Testy DNA jednoznacznie potwierdzają jego ojcostwo, a mimo to od ponad roku nie widział własnego dziecka. Państwo w tej sprawie stoi po stronie formalnej fikcji, a nie biologicznej i emocjonalnej rzeczywistości.

Matka dziecka wskazała jako ojca swojego nowego męża, a on podpisał się pod tym oświadczeniem. Prawo na to pozwala. Nie ma sankcji karnych, nie ma odpowiedzialności za świadome podanie nieprawdy w tak fundamentalnej sprawie jak ojcostwo. Adwokaci wprost przyznają, że kobieta może wskazać dowolnego mężczyznę, a biologiczny ojciec zostaje z niczym, dopóki nie przejdzie wieloletniej drogi sądowej. To systemowe przyzwolenie na krzywdę.

Pan Sebastian dowiedział się o narodzinach córki z mediów społecznościowych. Gdy rozpoczął walkę o dziecko, prokuratura przez ponad pół roku przetrzymywała sprawę, a on sam był traktowany wyłącznie jako świadek. Formalnie nie istnieje jako ojciec, więc nie ma prawa do informacji, decyzji ani kontaktu.

Najbardziej niepokojące są wypowiedzi matki dziecka. Wprost zapowiada wyjazd na Ukrainę, by uniemożliwić ojcu jakikolwiek kontakt z córką, nawet jeśli sąd potwierdzi jego ojcostwo. Prawo rodzinne okazuje się bezradne wobec takiego działania, a dziecko staje się narzędziem w sporze dorosłych.

W tej historii nie chodzi tylko o jednego mężczyznę. Chodzi o tysiące ojców, którzy zostali wyeliminowani z życia własnych dzieci przez wadliwe przepisy i urzędniczą obojętność. Biologiczne ojcostwo nie daje dziś realnej ochrony. Liczy się podpis, procedura i wygoda jednej strony. Dobro dziecka jest tylko hasłem, które znika w zderzeniu z praktyką. Państwo, które nie chroni prawa dziecka do obojga rodziców i prawa ojca do relacji z własnym dzieckiem, samo produkuje dramaty, frustrację i poczucie niesprawiedliwości

#polska #polacy #politka #politycy #politykaspoleczna #politykamiedzynarodowa #ukraina #ukraincy #ukrainizacjapolski

15

Nowe obowiazki i kary do 50 tys. zł. Rząd Tuska uderza w przedsiębiorców kolejną unijną rewolucją!

Nadchodzi rewolucja, jakiej polski rynek pracy jeszcze nie widział. Jeśli projekt rządu przejdzie, to od 7 czerwca 2026 roku każdy pracodawca stanie się obiektem nowego eksperymentu ideologicznego, wdrażanego pod hasłami równości i sprawiedliwości, a w praktyce oznaczającego biurokratyczny paraliż, ryzyko kar i przerzucenie odpowiedzialności na przedsiębiorców.

Podstawą nowego systemu ma być obowiązkowe wartościowanie stanowisk pracy, obejmujące wszystkie firmy, niezależnie od ich wielkości. Każdy pracodawca będzie musiał tworzyć formalne kryteria oceny pracy, takie jak umiejętności, wysiłek, odpowiedzialność i warunki pracy. To nie będzie jednorazowa formalność, lecz stały obowiązek generujący koszty, spory interpretacyjne i ryzyko zakwestionowania każdej decyzji płacowej przez urzędników lub związki zawodowe.

Równolegle wprowadzona zostanie pełna przejrzystość wynagrodzeń. Kryteria ustalania i podwyższania płac mają być jawne, a pracownicy zyskają prawo do informacji nie tylko o własnym wynagrodzeniu, ale również o średnich zarobkach w podziale na płeć w danej kategorii. Nawet firmy zatrudniające mniej niż 50 osób będą musiały udzielać takich informacji na wniosek w ciągu 14 dni. To prosta droga do konfliktów w zespołach, presji płacowej oderwanej od realnej produktywności i sparaliżowania polityki wynagrodzeń w małych firmach.

Największe obciążenia czekają jednak średnich i większych pracodawców. Firmy zatrudniające od 100 pracowników będą zobowiązane do cyklicznego raportowania luki płacowej, a przy jej poziomie przekraczającym 5 procent do przeprowadzania wspólnej oceny wynagrodzeń z udziałem strony pracowniczej. Co kluczowe, to nie pracownik będzie musiał udowodnić dyskryminację. Ciężar dowodu zostanie przerzucony na pracodawcę, który będzie musiał wykazać, że różnice są obiektywne, nawet jeśli nikt nie przedstawi realnych dowodów naruszenia prawa.

Jeżeli urzędnicy lub strona pracownicza uznają, że działania naprawcze są niewystarczające, firma będzie zmuszona wdrożyć wskazane środki w określonym terminie. A jeśli się nie podporządkuje, wchodzą w grę sankcje. Państwowa Inspekcja Pracy zyska prawo dochodzenia roszczeń w imieniu pracowników, a odszkodowania mają wynosić co najmniej równowartość minimalnego wynagrodzenia. Do tego dochodzą grzywny od 3 000 zł do 50 000 zł oraz kolejne wykroczenia w kodeksie pracy, w tym karanie za zapisy o poufności wynagrodzeń czy za nieużywanie neutralnych nazw stanowisk.

Wszystko to jest efektem implementacji unijnej dyrektywy, która nawet przewidywała możliwość zwolnienia firm zatrudniających mniej niż 50 pracowników z części obowiązków. Polski rząd świadomie z tej opcji nie skorzystał. Wykazał się gorliwością większą niż wymagała Bruksela, dokładając przedsiębiorcom kolejne obciążenia i ryzyka prawne.

To ideologiczna ingerencja w relacje między pracodawcą a pracownikiem, oparta na założeniu, że państwo i urzędnik wiedzą lepiej, jak zarządzać firmą. Efektem będzie więcej papierów, więcej kontroli, więcej kar i mniej realnej swobody prowadzenia działalności gospodarczej. Tak właśnie wygląda polityka rządu Donalda Tuska wobec przedsiębiorców: nieufność, przymus i coraz wyższa cena za to, że ktoś w ogóle chce w Polsce zatrudniać ludzi. #polacy #polexit #politka #uniaeuropejska #zielonaenergia #zielonylad

20

Skarbówka zabrała mu 186 tys. za zaległą opłatę abonamentową. Urzędnicy bezlitośni!

Długi abonamentowe z tytułu niepłacenia za radio lub telewizor potrafią dziś sięgać grubych tysięcy złotych, a w skrajnych przypadkach setek tysięcy, o czym boleśnie przekonał się dłużnik z województwa łódzkiego. Opłatę pobiera Poczta Polska, ale realną siłą egzekucyjną jest skarbówka. Ministerstwo Finansów, na prośbę Interia Biznes, ujawniło dane za okres od stycznia do października 2025 roku.

Resort finansów przekazał listę najwyższych kwot wyegzekwowanych w poszczególnych województwach. W pięciu przypadkach skarbówka przejęła ponad 100 tys. zł zaległości abonamentowych. Kwoty z podziałem na województwa porażają:

•dolnośląskie - 116 tys. zł,

•kujawsko-pomorskie - 56 tys. zł,

•lubelskie - 34 tys. zł,

•lubuskie - 33 tys. zł,

•łódzkie - 186 tys. zł,

•małopolskie - 147 tys. zł,

•mazowieckie - 129 tys. zł,

•opolskie - 146 tys. zł,

•podkarpackie - 39 tys. zł,

•podlaskie - 18 tys. zł,

•pomorskie - 99 tys. zł,

•śląskie - 44 tys. zł,

•świętokrzyskie - 10 tys. zł,

•warmińsko-mazurskie - 41 tys. zł,

•wielkopolskie - 63 tys. zł,

•zachodniopomorskie - 99 tys. zł.

Z danych wynika też jasno, że najszybciej zadłużają się przedsiębiorstwa. Powód jest prosty. W firmach liczy się każdy odbiornik, w tym radia w samochodach, telefonach, komputery biurowe. Tak właśnie powstają rekordowe kwoty, które potem państwo ściąga. Nagłe odebranie komuś 186 tys. mocno uderza w budżet firmy. Pracownicy zapewne nie widzieli premii świątecznej.

To przykład systemu, w którym archaiczny abonament RTV, służący do finansowania rządowej propagandy uderza w polski biznes. #polacy #polska #politycy #politka #politykaspoleczna

13

#murzyn #usa #polacy

Typowi Polacy na produkcji uczą brzydkich wyrazów.

28

Ukraińcy będą pomagać tropić dezinformację w Polsce? To oni dezinformują!4.pr

Polska i Ukraina podpisały nową umowę o współpracy w zwalczaniu przestępczości. W umowie wspomniano o wspólnym przeciwdziałaniu dezinformacji. Polskie MSW poinformowało, że po wejściu umowy w życie możliwa będzie skuteczniejsza wymiana informacji między polskimi i ukraińskimi służbami. Problem w tym, że często to Ukraina prowadzi u nas dezinformację. W kontekście wojny, ale i w kontekście polityki historycznej.

Tu przykłady dezinformacji Ukrainy:

1.Katastrofa w Przewodowie: Ukraińska rakieta przeciwlotnicza zabiła dwóch Polaków na Lubelszczyźnie. Ukraiński rząd naciskał, aby Polska zwaliła winę na Rosję. Przeprosin do dziś nie uzyskaliśmy, a Ukraińcy blokują śledztwo.

2.Minimalizowanie roli OUN-UPA w rzezi wołyńskiej: Ukraińskie instytucje państwowe (np. Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej) promowały narrację o "wojnie polsko-ukraińskiej" lub "buncie społecznym" w 1943 r., bagatelizując zaplanowany charakter ludobójstwa na Polakach i przerzucając częściową odpowiedzialność na stronę polską.

3.Pretensje o brak dostaw MiG-29: Zełenski publicznie krytykował Polskę za nieprzestrzeganie rzekomych porozumień o przekazaniu wszystkich myśliwców. Takie porozumienia nie istnieją.

http://4.Próba wciągnięcia innych w wojnę: Wielokrotnie Ukraińcy produkowali fejki o rzekomym naruszeniu przestrzeni powietrznej nad Polską, Rumunią i Mołdawią twierdząc, że to celowe ataki Rosji. Najczęściej było to jednak związane z błędami ukraińskiej obrony przeciwlotniczej.

5.Brak wdzięczności za pomoc humanitarną: W kontekście protestów rolników i blokowania ukraińskiego zboża technicznego, ukraińskie instytucje sugerowały, że Polska wykorzystuje sytuację wojenną dla własnych interesów, mimo że w rzeczywistości byliśmy największym dawcą pomocy w przeliczeniu na PKB.

Czy Ukraina, to jest na pewno dobry partner do walki z dezinformacją? Co uważacie? #polacy #politka #politycy #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna #ukraina #ukraincy #ukrainizacja #ukrainskapropaganda

15