Polska szykuje wydobycie ropy na Bałtyku. Niemcy zgłaszają zastrzeżeniakresy.pl

Polska przygotowuje ocenę środowiskową dla projektu Wolin East na Bałtyku. Inwestycja zakłada sztuczną wyspę i do 30 odwiertów. Projektowi zagraża jednak fala zastrzeżeń ze strony niemieckich organizacji ekologicznych i samorządów.

W trakcie przygotowań do zagospodarowania złoża Wolin East na Bałtyku, około 6 km od wybrzeży wysp Wolin i Uznam, Polska rozpoczęła prace nad transgraniczną oceną oddziaływania inwestycji na środowisko, co umożliwi stronie niemieckiej przedstawienie stanowiska wobec projektu. O sprawie poinformował regionalny niemiecki nadawca publiczny NDR.

Ze względu na położenie inwestycji w pobliżu niemieckiej części Uznamu projekt wywołuje sprzeciw organizacji ekologicznych działających w Meklemburgii-Pomorzu Przednim. BUND domaga się szczegółowej analizy wpływu planowanego wydobycia na morświny, foki, ptaki morskie i dno Bałtyku.

Organizacja chce także zbadania technologii, które mają zostać zastosowane podczas wierceń, oraz możliwego wpływu prac na warstwy geologiczne i wodonośne. Zastrzeżenia dotyczą także potencjalnych konsekwencji dla przyszłego zaopatrzenia Uznamu w wodę.

BUND opowiada się jednocześnie za wprowadzeniem zakazu nowych odwiertów ropy i gazu na Bałtyku.

Spór o obszary chronione

Planowana infrastruktura ma powstać w pobliżu kilku obszarów objętych europejskimi formami ochrony przyrody. Inicjatywa Lebensraum Vorpommern utrzymuje, że część inwestycji może oddziaływać na obszar Natura 2000 istotny dla ptaków migrujących, fok szarych i morświnów.

Niemieckie organizacje zwracają także uwagę na ryzyko ewentualnej awarii instalacji. Prawnik gminy Ostseebad Heringsdorf ocenił, że w przypadku uszkodzenia infrastruktury do czasu jego usunięcia do morza mogłoby trafiać maksymalnie 3,3 tys. litrów ropy dziennie.

„Taki kompleks wydobywczy zagraża środowisku i turystyce” — powiedział prawnik gminy Ostseebad Heringsdorf.

Samorządy obawiają się skutków dla turystyki

Zastrzeżenia wobec projektu zgłaszają również niemieckie samorządy na Uznamie. Tamtejsze kurorty są w dużym stopniu uzależnione od ruchu turystycznego, dlatego przedstawiciele władz lokalnych obawiają się, że ewentualne zanieczyszczenie Bałtyku mogłoby odbić się zarówno na środowisku, jak i miejscowej gospodarce.

W sierpniu niemieckie organizacje ekologiczne zawiązały koalicję przeciw planowanemu wydobyciu ropy i gazu ze złoża Wolin East w pobliżu Świnoujścia. Pod petycją, która we wrześniu ma trafić do Komisji Europejskiej, zebrano już 88 tys. podpisów.

Jedno z największych odkryć surowcowych ostatnich lat

Złoże Wolin East zostało odkryte w lipcu 2025 roku u wybrzeży Świnoujścia, w rejonie wyspy Uznam i w pobliżu granicy polsko-niemieckiej. Odkrycia dokonała Central European Petroleum, kanadyjska spółka kontrolowana przez norweskich inwestorów, posiadająca koncesję na tym obszarze.

Zasoby złoża są szacowane na około 22 mln ton ropy naftowej oraz 5 mld m sześc. gazu ziemnego o jakości handlowej. Przy obecnych cenach wartość znajdujących się tam surowców przekracza 40 mld zł. Jego zagospodarowanie mogłoby przez kilka lat pokrywać 4–5 proc. rocznego zapotrzebowania Polski na ten surowiec.

Projekt zakłada utworzenie na Bałtyku sztucznej wyspy o powierzchni około 10 ha. Ma się na niej znaleźć platforma wiertnicza, port i falochron. Do wyspy ma prowadzić kanał wejściowy o szerokości 200 m i głębokości 12 m.

Instalacja ma umożliwić wykonanie do 30 odwiertów, a maksymalna zakładana produkcja ma sięgać 8,1 tys. ton ropy dziennie. Jeśli projekt otrzyma wymagane zgody, rozpoczęcie budowy byłoby możliwe najwcześniej w 2028 roku.

Wolin East jest największym odkryciem naftowym w historii Polski i jednym z największych odkryć surowcowych dokonanych w Europie w ostatnich latach.

Jeszcze w zeszłym roku dziennik „Die Welt” pisał, że odkryte złoże jest większe niż największe dotychczas niemieckie pole naftowe Mittelplate na Morzu Północnym, z którego ropa wydobywana jest od 40 lat. Niemiecki dziennik podał, że część złoża znajduje się jednak po stronie niemieckiej. „Czy Polska będzie musiała dzielić się przychodami?” – donosi gazeta.

http://kresy.pl/wydarzenia/polska-szykuje-wydobycie-ropy-na-baltyku-niemcy-zglaszaja-zastrzezenia/

#Polska #niemcy #ropanaftowa

12

„Nadszedł czas, gdy trzeba rozmawiać”. Niemcy robią zwrot w polityce wobec Rosjinczas.info

Szef MSZ Niemiec Johann Wadephul, broniąc swojej decyzji o spotkaniu z rosyjskim ministrem spraw zagranicznych Siergiejem Ławrowem, oświadczył w niedzielę w wywiadzie dla telewizji ARD, że jego zdaniem „nadszedł czas» na rozmowy z Rosją.

– To jest nowa decyzja. To prawda, ale brak rozmów jest dla dyplomatów i ministra spraw zagranicznych sytuacją raczej wyjątkową – powiedział Wadephul, odpowiadając na pytanie, czy w polityce wobec Rosji doszło do „zwrotu o 180 stopni”. Szef niemieckiej dyplomacji udzielił w niedzielę wieczorem krótkiego wywiadu pierwszemu programowi niemieckiej telewizji publicznej ARD.

Wadephul spotkał się z Ławrowem przy okazji debaty generalnej na sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Było to pierwsze spotkanie ministra spraw zagranicznych Niemiec z szefem rosyjskiej dyplomacji od inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 r.

Wadephul podkreślił, że przerwanie dialogu było „właściwą i konieczną” reakcją na pełnoskalowy atak Rosji przeciwko Ukrainie. – Teraz moim zdaniem nadszedł czas, gdy trzeba rozmawiać – wyjaśnił.

Wadephul wymienił dwa powody swojej decyzji. – Rosja na lotnisku w Lipsku użyła uzbrojonych dronów. Wszyscy to widzieli. Na szczęście nie stało się nic złego. Ale było to przekroczenie granicy. Chciałem wyraźnie zaznaczyć, żeby Rosja zrozumiała, że jesteśmy gotowi do przeciwstawienia się, do obrony – podkreślił minister.

Jak wyjaśnił, drugim powodem były prośby kolegów z globalnego południa. Wojna uniemożliwia eksport zboża, co oznacza, że na południu grozi głód. Wadephul poruszył temat zawieszenia broni na Morzu Czarnym, co pozwoliłoby na odblokowanie eksportu zboża.

Odpowiadając na pytanie ARD, czy spotkanie z Ławrowem było też próbą włączenia się do rozmów o przyszłości Ukrainy, Wadephul powiedział: – Chciałem dać sygnał, że rokowania nie mogą być na stałe pozostawione amerykańskim partnerom. Mamy własne interesy, własne punkty widzenia, które muszą zostać uwzględnione. Tylko my możemy je przedstawić.

Oceniając spotkanie z Ławrowem, Wadephul powiedział, że przebieg rozmowy, a przede wszystkim reakcja rosyjskiego kolegi, pokazał, że „brak konkretnych rokowań nie jest winą ani Europy, ani Ukrainy”. – Rosja nie jest do tego gotowa. My musimy jednak być ciągle gotowi do prowadzenia rozmów – powiedział szef niemieckiego MSZ.

– Moim zadaniem jest podjęcie każdej próby ponownego otwarcia kanałów rozmów, chociaż jest to trudne i czasami trzeba przeskoczyć samego siebie – oświadczył minister.

http://nczas.info/2026/09/27/nadszedl-czas-gdy-trzeba-rozmawiac-niemcy-robia-zwrot-w-polityce-wobec-rosji/

#niemcy #rosja

7

Wyciąg z programu wyborczego Die Linke – partii, która ostatnio wygrała landowe wybory w Berlinie:

1. Praca policji ma zostać zastąpiona pracą socjalną

2. Zakaz zakrywania twarzy zostanie zniesiony

3. Rozwiązać służby specjalne, zakazać opozycji

4, Solidarność z osobami skazanymi za przemoc

5. Zajmujesz przez rok, potem mieszkanie jest twoje

6. Jazda na gapę: żadnej kary, żadnego mandatu

7. Więzienie ma być absolutnym wyjątkiem

8. Nikt nie zostanie deportowany

9. Berlin prowadzi własną politykę imigracyjną

10. Strefy publiczne do zażywania narkotyków

11. Na basenie nikt nie będzie już kontrolowany

12. Szpitale nie mogą ćwiczyć na wypadek wojny

13. Żadnych ocen do 9. Klasy

14. Żadnego betonu, żadnych domów jednorodzinnych, żadnych SUV-ów

Zdjęcie

http://dielinke.berlin/wahlprogramm/

#lewica #lewicamozgu #dielinke #niemcy #lewactwo

16

#heheheszki #bekazlewactwa #niemcy

😂 😂 😂 🇩🇪

Nie zajmuję się szwabską polityką, jednocześnie mam mniej więcej jakiś % wiedzy co kto tam u nich.

O tym jak wygląda kandydatura z De Linke to nie wiedziałem... i chyba wiem dla czego. 🤣

Śmiejemy się z naszych klaunów a tu jeszcze lepsze.

-----------------------------------

http://youtu.be/t7kwnbdHjD4?si=bSBt5TdCdF85_9u2

-----------------------------------

De Linke (Sozialistische Linke) - została utworzona w sierpniu 2006 roku i obejmuje zwolenników keynesizmu i komunistów reformatorów, a także trockistowską organizację Linksruck będącą członkiem Międzynarodowej Tendencji Socjalistycznej.

To tak abyście wiedzieli co to za zwierzę.

Ps. Przeraża mnie jedno. Ktoś tych ludzi wybrał na stanowiska i to nie była jedna osoba. Ile oni mają tam zjebów w społeczeństwie?

9

Lwów nie został zdobyty w walce. Wzięty w dwa ognie, musiał skapitulowaćkresy.pl

Zdjęcie

22 września 1939 roku Lwów, po dziesięciu dniach obrony przed Niemcami i w obliczu wkroczenia Armii Czerwonej, skapitulował przed Sowietami. Obrona miasta nie została jednak przełamana w walce.

Walki o Lwów rozpoczęły się 12 września, gdy pod miasto dotarły oddziały Wehrmachtu. Pomimo przewagi przeciwnika polskie dowództwo zdołało zorganizować skuteczną obronę, opierającą się głównie na jednostkach improwizowanych i zapasowych Wojska Polskiego, a także policji i ochotnikach.

– W polskich planach Lwów nie był brany pod uwagę jako miejsce oporu, ponieważ liczono na to, że front tam po prostu nie dojdzie – mówił historyk Damian Markowski. Miasto miało stanowić zaplecze mobilizacyjne i punkt, przez który na front kierowano by sprzęt sprowadzany przez Rumunię. Tymczasem pierwsze niemieckie bomby spadły na Lwów już 1 września. Luftwaffe zaatakowała wówczas m.in. główny dworzec kolejowy.

Pierwsze bezpośrednie starcia o miasto 12 września zakończyły się sukcesem obrońców. Niemiecka kolumna pościgowa dotarła do ulicy Gródeckiej, lecz została powstrzymana. Istotną rolę odegrał kontratak Policji Państwowej. Pokazuje to, jak słabo przygotowana była początkowo obrona miasta.

W kolejnych dniach obronę wzmacniały oddziały zapasowe i rezerwowe Wojska Polskiego. Na zachód od miasta do Lwowa próbowały przebić się oddziały Armii „Małopolska” gen. Kazimierza Sosnkowskiego. Na północnych przedpolach miasta walczyła natomiast 10. Brygada Kawalerii płk. Stanisława Maczka, która w dniach 14–17 września prowadziła ciężkie walki, przede wszystkim o Zboiska.

Miasto było bombardowane przez Luftwaffe i ostrzeliwane przez niemiecką artylerię.

W walki i pomoc obrońcom zaangażowali się także mieszkańcy Lwowa, w tym harcerze i harcerki. – Pełniły niezwykle ofiarną służbę czy to w szpitalach polowych, czy też jako łączniczki, znajdując się często na linii bojowej pod niemieckim ostrzałem artylerii lub ogniem niemieckich strzelców wyborowych – przypominał Markowski.

Harcerze angażowali się również bezpośrednio w działania bojowe. – Doszło nawet do pewnej samowolki, gdy jeden z lwowskich oddziałów harcerskich dokonał samodzielnego wypadu, przebijając się do Armii „Małopolska”. I harcerze przynieśli wówczas polskim żołnierzom trzy słynne „Urugwaje”, czyli karabiny przeciwpancerne – mówił historyk.

Sytuacja zmieniła się całkowicie po 17 września, gdy na mocy tajnego protokołu paktu Ribbentrop–Mołotow Związek Sowiecki zaatakował Polskę. Pierwsze oddziały Armii Czerwonej dotarły pod Lwów w nocy z 18 na 19 września. Tego samego dnia sowieckie dowództwo zaproponowało gen. Władysławowi Langnerowi kapitulację.

Polskie oddziały znalazły się w położeniu bez wyjścia. Niemcy nadal znajdowali się na zachód i północ od miasta, a od wschodu nadciągnęła Armia Czerwona. Przedstawiciele Wehrmachtu i Armii Czerwonej spotykali się pod Lwowem w celu uzgodnienia dalszych działań. 20 września niemieckie dowództwo otrzymało jednak rozkaz zaprzestania oblężenia miasta, które zgodnie z ustaleniami niemiecko-sowieckimi miało przypaść ZSRR.

Wobec braku szans na odsiecz oraz obaw o dalsze straty wśród ludności cywilnej gen. Władysław Langner zdecydował o kapitulacji przed Sowietami.

– Pamiętajmy, że obrona Lwowa nie została złamana – mówił Markowski. – Lwów nie został zdobyty w walce. Miasto poddało się, gdy stało się jasne, że wojna jest po prostu przegrana.

22 września podpisano „Protokół ogłoszenia o przekazaniu miasta Lwowa Armii Czerwonej”. Polscy oficerowie mieli zachować wolność osobistą, nietykalność własności i prawo wyjazdu za granicę. Żołnierze po złożeniu broni mieli zostać zwolnieni.

Sowieci niemal natychmiast złamali podpisane warunki. Oficerów Wojska Polskiego rozbrojono i wzięto do niewoli. Armia Czerwona i NKWD dopuściły się także zbrodni na polskich żołnierzach i policjantach. IPN wskazuje m.in. na rozstrzelanie policjantów przy rogatce na ul. Zielonej oraz żołnierzy i policjantów w Brygidkach.

Łącznie do niewoli sowieckiej dostało się ponad 15 tys. polskich żołnierzy, w tym około 1500 oficerów. Wielu oficerów trafiło następnie do sowieckich obozów jenieckich i zostało zamordowanych wiosną 1940 roku w ramach zbrodni katyńskiej, m.in. w Charkowie.

Z wkroczeniem Armii Czerwonej rozpoczęła się pierwsza okupacja sowiecka Lwowa. Nowe władze oczekiwały od mieszkańców przystrojenia ulic czerwonymi flagami. W przypadku braku sowieckich symboli polecano rozdzierać polskie biało-czerwone flagi i wywieszać ich czerwoną część.

Z tego czasu pochodzi historia lwowskiej rodziny Gruszkowskich, która, chcąc ocalić polską flagę, ukryła ją w domowym składzie węgla. Po wojnie rodzina zabrała ją do Gdańska. Flaga, z zachowanymi zabrudzeniami po węglu, znajduje się dziś w zbiorach Muzeum II Wojny Światowej.

http://kresy.pl/kresopedia/lwow-nie-zostal-zdobyty-wziety-w-dwa-ognie-musial-skapitulowac/

#iiws #iiwojnaswiatowa #Polska #lwow #niemcy #zsrr #historiapolski #historia

8

Tymczasem na niemieckim tłicie po wyborach krążą takie obrazki. 🤡🌍

#niemcy #wybory #berlin

*BERLIN dostał to na co zasłużył.

CDU nie weszło nawet do Landtagu. Znowu trzeba zbudować mur wokół Berlina.😆

Nawet bosowie arabskich klaunów świętują z lewakami. 🤡🌍

9

Odpowiedź na pytanie. Spust do mega wiadra. Była jakaś impreza nad Renem i jeździli pedalarze blokując ruch i stały takie tojtoje, dokładnie jest to spust na niebieski płyn do czyszczenia. 🤡🌍

#niemcy #kibel #heheszki

6

CZYLI BĘDZIEMY KUPOWAĆ GAZ OD NIEMIEC I SOBIE TO CHWALIĆ.... - Reuters: AfD chce rozmawiać z człowiekiem Putina o rosyjskim gazie. W grze Nord Streamkresy.pl

Wysłannik Władimira Putina oraz kierownictwo Alternatywy dla Niemiec odpowiednie przygotowanie do spotkań w 2027 roku. Rozmowy mają zastosowanie do dostaw rosyjskiego gazu do Niemiec, a także do stosowania przez użytkownika uruchamiającego gazociągów Nord Stream.

Wysłannik gospodarczy prezydenta Władimira Putina Kirył Dmitrijew oraz kierownictwo alternatywy dla niemieckiego przygotowania do zestawu w zasięgu roku, które jest określone przez ma być przedłużenie dostawy rosyjskiego gazu do Niemiec – przepis w piątek Reuters, po przepisaniu się na dwie osoby zaznajomione z planami.

Jedne ze źródeł do ustaleń powstałych już w marcu 2027 roku. W występach uczestników Dmitrijew, wyjściowy doradca Putina i szefa Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich, oraz współprzewodniczący AfD Alice Weidel i Tino Chrupalla.

Rzecznik AfD oraz przedstawiciel Dmitrijewa odmówili Reutersowi komentarza.

Możliwość korzystania z rozmów, które mogą być uruchamiane przez rosyjskich gazociągów Nord Stream. Organizatorzy mają także dostęp do udziałów w Stanach Zjednoczonych, w tym Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera. Wysoki rangą przedstawiciela administracji publicznej jednak Reutersowi, że nie został poinformowany o planowanym działaniu ani na niezaproszony.

Jednego źródła spotkania, które jest dostarczane dopiero po wcześniejszym uzgodnieniu, RAM pokojowego między Rosją a Ukrainą. Wśród różnych miejsc rozmów wymieniane są Izrael, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Indie.

Przedłożenie nam sankcji na Rosję po wprowadzeniu pełnoskalowej wojny na Ukrainie w 2022 roku ponad połowę niemieckiego gazu ziemnego oraz ponad jedną trzecią importowanej przez Niemcy rurociągowe przybyły z Rosji. W czerwcu Weidel przedstawił się w rozwiązaniu z Reutersem za wnioskiem bojkotu rosyjskiej ropy i gazu, argumentując, że rozwiązanie to niemieckie wyjaśnienie.

AfD przedstawia powrót do rosyjskich przepisów jako rozwiązanie gospodarcze. Weidel określiła wcześniej „tanią osobę z Rosji” jako „tajemnicę sukcesu «Made in Germany»”.

Zobacz: Rekordowe poparcie sondażowe dla AfD

Planowane rozmowy spotkały się z krytyką polityków innych niemieckich partii. Zastępca Zielonego Michaela Kellnera, który w czasie, gdy jest zasilany, jest uruchamiany za pośrednictwem energii elektrycznej, który jest automatycznie dostępny, gdy nie jest dostępny ponownie od Rosji.

„Nie można zastosować błędów zasilania elektrycznego” – powiedział. Jak doszło do kryzysu w wysokości 50 miliardów euro. „Nie można tego usunąć. Putin wykorzystuje AfD do celów użytkowych” – stwierdził.

Krytycznie odrywany do podłoża również Roderich Kiesewetter z CDU. Jego podstawowe znaczenie dostaw przez Nord Stream stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa elektrycznego i ponowne sterowanie integracją niemiecką od Rosji.

Reuters zwraca uwagę, że samo spotkanie jest przede wszystkim polityczne, ponieważ AfD nie jest rozpatrywane przez władze federalne. Jedno ze źródeł liczy się jednak, że wyniki są jej źródłem, jako ugrupowanie, które służy do prowadzenia polityki zagranicznej oraz użytkownika, który nie jest dostępny dla wyborców z cen energii.

http://kresy.pl/wydarzenia/reuters-afd-chce-rozmawiac-z-czlowiekiem-putina-o-rosyjskim-gazie-w-grze-nord-stream/

#afd #niemcy #gaz #rosja #Polska

8

CIEKAWE DLACZEGO... - Niemcy emigrują do Polski. „Powinniśmy w końcu zacząć uczyć się też od naszych sąsiadów”kresy.pl

W 2025 roku do Polski przeprowadziło się niemal 5 tys. obywateli Niemiec – więcej niż do Wielkiej Brytanii, Włoch czy Hiszpanii. „Handelsblatt” wskazuje, że przyciągają ich m.in. niższe podatki, sprawniejsza cyfryzacja i bardziej optymistyczne nastroje.

Coraz więcej obywateli Niemiec decyduje się na przeprowadzkę do Polski – zwrócił uwagę w piątek niemiecki dziennik gospodarczy „Handelsblatt”. Według danych Federalnego Urzędu Statystycznego w 2025 roku z Niemiec do Polski wyemigrowało 4941 osób. Było ich więcej niż Niemców wybierających Wielką Brytanię, Włochy czy Hiszpanię, a liczba przeprowadzek do Polski była najwyższa od czasu pandemii koronawirusa. W przeciwnym kierunku przeniosło się 1720 obywateli Niemiec.

Gazeta zastanawia się, dlaczego Polska staje się dla Niemców coraz atrakcyjniejsza i jakie rozwiązania funkcjonujące po tej stronie Odry mogłyby zostać wykorzystane w RFN.

Jednym z rozmówców „Handelsblatt” jest 33-letni Kevin Wörner, który w ubiegłym roku przeprowadził się z Berlina do Warszawy. Jego matka pochodzi z Polski. „Panuje tu niesamowita atmosfera nowego początku, wszyscy są tu bardzo optymistyczni” – powiedział. Jak zaznaczył, w Niemczech w rozmowach ze znajomymi znacznie częściej spotyka się z narzekaniem na sytuację w kraju. „To tylko cię przygnębia” – dodał.

Wörner prowadzi firmę zajmującą się przygotowywaniem treści dla przedsiębiorstw w mediach społecznościowych. Wśród zalet prowadzenia działalności w Polsce wymienia niższe niż w Niemczech podatki, wyższy poziom cyfryzacji oraz mniejszą biurokrację. „Mam wrażenie, że tutaj wszystko jest trochę prostsze i bardziej sprzyja przedsiębiorczości” – ocenił. Zwrócił jednocześnie uwagę, że wraz z rozwojem gospodarczym rosną w Polsce czynsze i ceny mieszkań.

O zmianach zachodzących w Polsce mówi również Jens Althoff, kierujący warszawskim biurem Fundacji im. Heinricha Bölla. Jego zdaniem wielu Niemców nadal ma nieaktualny obraz swojego wschodniego sąsiada. „Inwestuje się w infrastrukturę i ją rozbudowuje, poziom cyfryzacji jest wysoki, pociągi jeżdżą punktualnie, a dworce są w świetnym stanie” – powiedział.

Althoff zwrócił też uwagę na postawę młodych Polaków. Według niego są oni dobrze wykształceni i wykazują dużą gotowość do pracy oraz realizowania własnych przedsięwzięć. Ocenił, że Niemcy mogą uczyć się od Polski dynamiki działania i sprawniejszego przeprowadzania projektów.

Nie wszyscy rozmówcy niemieckiej gazety przedstawiają Polskę wyłącznie w pozytywnym świetle. Mieszkający od lat w Polsce niemiecki aktor i kabareciarz Steffen Möller ocenił, że kraj „to nie jest raj, są tu ogromne problemy”, wskazując m.in. na silne polityczne podziały społeczne.

Z kolei Christine Schmitt, która od pięciu lat regularnie przyjeżdża do Polski i rozważa stałą przeprowadzkę, zwróciła uwagę m.in. na system płatności BLIK i aplikację mObywatel. Jej zdaniem Niemcy powinny bardziej pragmatycznie podchodzić do doświadczeń Polski. „Powinniśmy w końcu zacząć uczyć się też od naszych sąsiadów” – stwierdziła.

http://kresy.pl/wydarzenia/niemcy-emigruja-do-polski-powinnismy-w-koncu-zaczac-uczyc-sie-tez-od-naszych-sasiadow/

#Polska #niemcy #imigracja

12

Prawda o kopani soli w Kłodawie

Czy doprowadzenie polskich kopalni soli do ruiny, może doprowadzić do katastrofy ekologicznej w naszym kraju? 🚨

Niemcy mają potężne problemu ze składowaniem niebezpiecznych odpadów m.in. popiołów z pieców hutniczych, kadmu, azbestu, odpadów radioaktywnych itp.

Dla ich składowania szukają miejsc pod ziemią, także w innych krajach Europy.☢️☣️

Czy Kłodawa, wokół której zrobiło się teraz głośno, może być ich kolejnym celem?!⚠️

http://www.facebook.com/reel/1096377126375158

#tusk #koalicjaobywatelska #niemcy #Polska #kopalnia

11

NO PROSZĘ, LEWICY RELIGIA NIE PRZESZKADZA - W Niemczech dwukrotnie wzrosła liczba uczniów uczęszczających na religię, ale…nczas.info

W Niemczech rośnie liczba uczniów uczęszczających na lekcje religii. Ale chodzi o islam. „Liczba uczniów uczestniczących w zajęciach dotyczących islamu w niemieckich szkołach podwoiła się w ciągu dekady” – podał portal dw.com i podkreślił, że zapewne ilość ta byłaby jeszcze większa, lecz w wielu miejscach brakuje oferty takich zajęć. Co ciekawe, niemiecki system zachęca do uczęszczania na lekcje islamu.

W ubiegłym roku szkolnym 84,3 tys. uczniów w Niemczech uczęszczało na lekcje religii islamskiej lub zajęcia z wiedzy o islamie. Wynika to z analizy opublikowanej przez serwis „Mediendienst Integration”. 10 lat wcześniej w takich lekcjach uczestniczyło 42,6 tys. uczniów.

Z analizy wynika, że na lekcje islamu przychodzi dwukrotnie więcej uczniów, niż dekadę temu. Ponadto nie ma wszędzie dostępnej oferty lekcji, która obejmowałaby cały kraj.

Serwis zapytał ministerstwa edukacji wszystkich 16 landów. W 9 z nich prowadzone są albo lekcje religii islamskiej – nauczanie oparte na konkretnym wyznaniu – lub wiedza o islamie, tj. nauczanie o religii.

„Uwagę zwraca różnica między wschodem a zachodem kraju. O ile w Berlinie uczniowie mogą uczęszczać na lekcje religii islamskiej, o tyle w Meklemburgii-Pomorzu Przednim, Brandenburgii, Saksonii-Anhalt, Saksonii i Turyngii – czyli na terenie byłej NRD – takiej oferty brakuje. W Niemczech mieszka szacunkowo 6,6 miliona muzułmanów, z czego ponad 90 procent żyje w zachodniej części kraju” – czytamy.

Co ciekawe, w Niemczech wręcz zachęca się uczniów muzułmańskich do zapisywania się na lekcje islamu. Media i politycy przekonują, że rzekomo ma to zapobiec radykalizacji i pomóc muzułmanom dokonać tej słynnej integracji ze „społeczeństwem niemieckim”.

A takie podejście wskazuje, że Niemcy nie potrafią uczyć się na błędach.

http://nczas.info/2026/09/17/w-niemczech-dwukrotnie-wzrosla-liczba-uczniow-uczeszczajacych-na-religie-ale/

#niemcy #religa #islam

11

„Państwo polskie i jego rząd faktycznie przestały istnieć”. 84 lata temu Armia Czerwona wkroczyła na teren Rzeczypospolitej Polskiejnczas.info

Zdjęcie

84 lata temu, 17 września 1939 r., łamiąc polsko-sowiecki pakt o nieagresji, Armia Czerwona wkroczyła na teren Rzeczypospolitej Polskiej, realizując ustalenia zawarte w tajnym protokole paktu Ribbentrop-Mołotow. Konsekwencją sojuszu dwóch totalitaryzmów był rozbiór osamotnionej Polski.

Sowiecka napaść na Polskę była realizacją układu podpisanego w Moskwie 23 sierpnia 1939 r. przez ministra spraw zagranicznych III Rzeszy Joachima von Ribbentropa oraz ludowego komisarza spraw zagranicznych ZSRS Wiaczesława Mołotowa, pełniącego jednocześnie funkcję przewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych (premiera).

Tajny protokół

Integralną częścią zawartego wówczas sowiecko-niemieckiego paktu o nieagresji, był tajny protokół dodatkowy. Jego drugi punkt, dotyczący bezpośrednio Polski, brzmiał następująco:

„W wypadku terytorialnych i politycznych przekształceń na terenach należących do Państwa Polskiego granica stref interesów Niemiec i ZSRS przebiegać będzie w przybliżeniu po linii rzek Narwi, Wisły i Sanu. Kwestia, czy w obopólnym interesie będzie pożądane utrzymanie niezależnego Państwa Polskiego i jakie będą granice tego państwa, będzie mogła być ostatecznie wyjaśniona tylko w toku dalszych wydarzeń politycznych. W każdym razie oba rządy rozstrzygną tę kwestię na drodze przyjaznego porozumienia”.

Informacja na temat wspomnianego tajnego protokołu nie dotarła do Polski, mimo że przywódcy alianccy dysponowali wiedzą na jego temat.

„IV rozbiór Polski”

Oceniając sojusz dwóch totalitarnych mocarstw prof. Andrzej Garlicki pisał:

„Pakt Ribbentrop-Mołotow nazywa się często IV rozbiorem Polski. Ta nazwa dobrze oddaje jego istotę. Dwa sąsiadujące z Polską państwa zawarły porozumienie dotyczące podziału jej terytorium pomiędzy siebie. Po kilku tygodniach porozumienie to zostało zrealizowane. Pakt Ribbentrop-Mołotow przyniósł Hitlerowi pozornie mniejsze korzyści niż Stalinowi: terytorium polskie na zachód od linii Wisły oraz uznanie Litwy za niemiecką strefę wpływów. Ale Hitler otrzymywał równocześnie – i to było bezcenne – gwarancje neutralności Moskwy w jego konflikcie z Zachodem. Groźba wojny na dwa fronty, przynajmniej w najbliższym czasie, przestawała istnieć dla Niemiec. Obaj partnerzy podpisujący pakt na Kremlu traktowali go jako rozwiązanie doraźne. Obaj mieli cele o wiele bardziej ambitne niż rozbiór Polski czy podporządkowanie republik nadbałtyckich. Były to cele sprzeczne, dlatego wojna pomiędzy III Rzeszą i Związkiem Radzieckim była nieunikniona”. (A. Garlicki „Historia 1815-1939. Polska i świat”).

Po zaatakowaniu Polski przez wojska niemieckie 1 września 1939 r. strona sowiecka utrzymywała przez następne dni pozory neutralności. Minister Józef Beck wspominał:

„Zachowanie ambasadora sowieckiego nie pozostawiało nic do życzenia, zdradzał on nawet chęć rozmów co do możliwości dowozu pewnych towarów przez ZSRS. Poleciłem ambasadorowi Grzybowskiemu sondaż u Mołotowa, jakie dostawy przez Sowiety mogłyby być brane pod uwagę, oraz oczekiwałem od niego akcji dla zapewnienia nam tranzytu od państw sprzymierzonych”. (J.Beck „Ostatni raport”)

Niemcy od trzeciego dnia wojny ponaglali Moskwę, ażeby zajęła obszary uznane w pakcie Ribbentrop-Mołotow za jej strefę interesów. Stalin zwlekał z podjęciem decyzji, czekając na to, jak zachowają się wobec niemieckiej agresji na Polskę Wielka Brytania i Francja. Przyglądał się również jak silny opór Niemcom stawia polskie wojsko. Jednocześnie jednak w ZSRS trwały ukryte przygotowania do wojny. 24 sierpnia 1939 r. rozpoczęto stopniową koncentrację wojsk.

3 września komisarz obrony Klimient Woroszyłow wydał rozkaz o podwyższeniu gotowości bojowej w okręgach wojskowych, które miały wziąć bezpośredni udział w ataku na Polskę, oraz rozkaz o rozpoczęciu tajnej mobilizacji. Do działań przeciwko państwu polskiemu przeznaczono dwa fronty: Białoruski – komandarma Michaiła Kowalowa i Ukraiński komandarma Siemiona Timoszenki. W sumie liczyły one co najmniej 620 000 żołnierzy, ponad 4700 czołgów i 3300 samolotów. Po stronie polskiej granicy z ZSRS, liczącej ponad 1400 km, strzegły jedynie przerzedzone oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza.

Wkroczenie Armii Czerwonej do Polski

17 września 1939 r. o godz. 3 w nocy (według obowiązującego w Polsce czasu środkowoeuropejskiego była godzina pierwsza) do Komisariatu Spraw Zagranicznych w Moskwie wezwany został ambasador RP Wacław Grzybowski, któremu Władimir Potiomkin – zastępca Mołotowa – odczytał treść uzgodnionej wcześniej z Berlinem noty.

Władze sowieckie oświadczały w niej m.in.: „Wojna polsko-niemiecka ujawniła wewnętrzne bankructwo państwa polskiego. W ciągu dziesięciu dni działań wojennych Polska utraciła wszystkie swoje ośrodki przemysłowe i centra kulturalne. Warszawa, jako stolica Polski, już nie istnieje. Rząd polski uległ rozkładowi i nie przejawia oznak życia. Oznacza to, że państwo polskie i jego rząd faktycznie przestały istnieć. Tym samym utraciły ważność umowy zawarte pomiędzy ZSRS a Polską”.

Uzasadniając wkroczenie Armii Czerwonej na teren Rzeczypospolitej Polskiej stwierdzano: „Rząd sowiecki nie może pozostać obojętny na fakt, że zamieszkująca terytorium Polski pobratymcza ludność ukraińska i białoruska, pozostawiona własnemu losowi, stała się bezbronna. Wobec powyższych okoliczności Rząd Sowiecki polecił Naczelnemu Dowództwu Armii Czerwonej, aby nakazało wojskom przekroczyć granicę i wziąć pod swoją opiekę życie i mienie ludności Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi. Rząd sowiecki zamierza równocześnie podjąć wszelkie środki mające na celu wywikłanie narodu polskiego z nieszczęsnej wojny, w którą wepchnęli go nierozumni przywódcy i umożliwienie mu zażycia pokojowej egzystencji”.

Ambasador Grzybowski zdecydowanie odmówił przyjęcia sowieckiej noty. W tym samym czasie Armia Czerwona rozpoczęła napaść na Polskę. Od godz. 3 do godz. 6 rano jej wojska przekroczyły na całej długości wschodnią granicę z Polską.

Przedstawiając plan sowieckiego ataku prof. Wojciech Materski pisał:

„Rozkaz jak najszybszego uchwycenia ważnych obiektów militarnych w głębi polskiej obrony poprzez skoncentrowane uderzenia rozcinające wykonywać miały wydzielone spośród wszystkich armii tzw. grupy ruchome (uderzeniowe). Trzy grupy ruchome Frontu Białoruskiego (dzierżyńska, mińska i połocka) otrzymały zadanie opanowania Wilna (poprzez Święciany i Michaliszki), Grodna i Białegostoku (poprzez Wołkowysk). Cztery grupy ruchome Frontu Ukraińskiego (15 korpus, szepietowska, wołoczyska i kamieniecko-podolska), po uchwyceniu w ciągu pierwszych trzech dni agresji rubieży Kowel-Włodzimierz Wołyński-Sokal, miały wyjść na linię rzeki San. Za nimi postępować miały podporządkowane operacyjnie na czas kampanii dowództwu Armii Czerwonej pograniczne oddziały NKWD, likwidując według wcześniej przygotowanych list osoby uznane za elementy antysowieckie, mogące utrudnić trwałe umocnienie się na zdobytych terenach. Rozbite polskie linie obrony miały być atakowane frontalnie przez podstawowe siły obu frontów”. (W.Materski „Tarcza Europy. Stosunki polsko-sowieckie 1918-1939”)

Łącznie siły Armii Czerwonej skierowane w trzech rzutach przeciwko Rzeczypospolitej wynosiły ok. 1,5 miliona żołnierzy, ponad 6 tys. czołgów i ok. 1800 samolotów. Cytowany powyżej prof. Materski zwracał dodatkowo uwagę na fakt, iż: „Uderzenie dwu frontów sowieckich zostało poprzedzone czterodniowymi intensywnymi działaniami grup sabotażowo-dywersyjnych, które były organizowane na polskich Kresach Wschodnich przez wywiad sowiecki, komunistów i miejscowych nacjonalistów. Działania te okazały się rozleglejsze i skuteczniejsze niż akcja V kolumny poprzedzająca agresję niemiecką”.

Reakcję na wiadomość o sowieckiej napaści na Polskę tak wspominał szef sztabu Naczelnego Wodza gen. Wacław Stachiewicz: „Nie znajduję słów, które by oddały nastrój przygnębienia, jaki zapanował. Ani Naczelny Wódz, ani nikt z nas, oficerów Sztabu, nie miał najmniejszych wątpliwości co do charakteru, w jakim Sowiety wkroczyły do Polski. Było dla nas jasne, że dostaliśmy podstępny cios w plecy, który przesądzał ostatecznie o losach kampanii i niweczył ostatnią nadzieję prowadzenia zorganizowanej walki na terenie Polski”.

Rozkaz marszałka Śmigłego-Rydza

Wieczorem 17 września Naczelny Wódz wydał następujący rozkaz (dyrektywę): „Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony albo próby rozbrojenia oddziałów. Zadanie Warszawy i miast, które miały się bronić przed Niemcami – bez zmian. Miasta, do których podejdą bolszewicy, powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii”.

Władze polskie wzywając do unikania walki z Armią Czerwoną nie uznały jej wkroczenia za powód do wypowiedzenia wojny i nie zerwały stosunków dyplomatycznych z Moskwą. Zaistniała sytuacja zadecydowała o tym, iż w nocy z 17 na 18 września prezydent Ignacy Mościcki wraz z rządem polskim i korpusem dyplomatycznym przekroczył granicę rumuńską, planując przedostanie się do Francji. Razem z nimi terytorium polskie opuścił Naczelny Wódz marszałek Edward Śmigły-Rydz.

Zdaniem prof. Pawła Wieczorkiewicza, rozkaz marszałka Śmigłego-Rydza wydany 17 września „wprowadził w efekcie zamęt i utrudnił, czy wręcz uniemożliwił organizację obrony Kresów Wschodnich, tam gdzie istniały po temu jakiekolwiek szanse”. (P. Wieczorkiewicz „Historia polityczna Polski 1935-1945”)

Rozkaz ten nie dotarł jednak do wielu oddziałów, a przez część dowódców uznany został za prowokację. Do starć z Armią Czerwoną dochodziło w wielu miejscach. Na Polesiu i Wołyniu improwizowana grupa KOP dowodzona przez gen. Wilhelma Orlika-Rueckemanna stoczyła z Sowietami kilkanaście potyczek i dwie bitwy: pod Szackiem 28-29 września i Wytycznem w pow. włodawskim 1 października. Na Polesiu z Armią Czerwoną walczyły także: dowodzony przez ppłk Nikodema Sulika-Sarneckiego pułk KOP „Sarny”, brygada KOP „Polesie” oraz jednostki KOP „Kleck” i „Baranowicze”. Z kolei w Kodziowcach, niedaleko Grodna, w nocy z 21 na 22 września doszło do bitwy, w której 101 pułk ułanów przez kilka godzin zatrzymywał przeważające siły sowieckie, niszcząc m.in. 22 czołgi. Na Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie z Sowietami walczyły oddziały KOP „Iwieniec”, „Głębokie” i „Krasne”.

Wkraczającym oddziałom Armii Czerwonej opór stawiały również miasta, wśród których najbardziej zacięty i tragiczny bój stoczyło Grodno. Walki z Wehrmachtem i Armią Czerwoną toczyła dowodzona przez gen. Franciszka Kleeberga Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie”, w skład której weszli m.in. marynarze Pińskiej Flotylli Wojennej.

Tragiczny bilans

W sumie w starciach z Armią Czerwoną zginęło ok. 2,5 tys. polskich żołnierzy, a ok. 20 tys. było rannych i zaginionych. Do niewoli sowieckiej dostało się ok. 250 tys. żołnierzy, w tym ponad 10 tys. oficerów, którzy na mocy decyzji podjętej 5 marca 1940 r. przez Biuro Polityczne WKP(b) zostali rozstrzelani.

Straty sowieckie wynosiły ok. 3 tys. zabitych i 6-7 tys. rannych. Wkraczająca na ziemie Rzeczypospolitej Armia Czerwona zachowywała się równie bestialsko jak wojska niemieckie. Przykładów zbrodni popełnianych na polskich wojskowych, policjantach i cywilach jest wiele, m.in. w Grodnie po zajęciu miasta Sowieci wymordowali ponad 300 jego obrońców, na Polesiu 150 oficerów, a w okolicach Augustowa 30 policjantów.

„Traktat Sowiecko-Niemiecki o Granicy i Przyjaźni”

28 września 1939 r. podczas kolejnej wizyty Ribbentropa w Moskwie zawarty został „Traktat Sowiecko-Niemiecki o Granicy i Przyjaźni”, któremu towarzyszyły tajne protokoły dodatkowe. We wstępie do traktatu stwierdzano: „Rząd Rzeszy Niemieckiej i rząd ZSRS uznają, po upadku dotychczasowego państwa polskiego, za wyłącznie swoje zadanie przywrócenie na tym terenie pokoju i porządku oraz zapewnienie żyjącym tam narodom spokojnej egzystencji, zgodnej z ich narodowymi odrębnościami”.

Zgodnie z propozycją Stalina przeprowadzona została korekta podziału terytorialnego ziem polskich. Granica pomiędzy ZSRS a III Rzeszą przebiegać miała odtąd wzdłuż linii rzek San-Bug-Narew-Pisa.

Jak pisał prof. Andrzej Paczkowski: „Stalin proponując nowelizację tajnej klauzuli układu z 23 sierpnia i «oddając» Niemcom ziemie polskie aż do linii Bugu (zamiast Wisły) – w zamian za przesunięcie do «radzieckiej strefy wpływów» Litwy – miał niewątpliwie na celu pozbycie się terytoriów o przygniatającej przewadze ludności polskiej, a tym samym poważnego problemu politycznego”. (A. Paczkowski „Pół wieku dziejów Polski 1939-1989”)

Przedstawiciele dwóch totalitarnych mocarstw ustalili również, iż „nie będą na swoich terenach tolerować żadnej polskiej agitacji, która przenikałaby na terytorium drugiej strony. Wszelkie próby takiej agitacji na ich terenach będą likwidowane, a obie strony będą się informowały wzajemnie o podejmowanych w tych celach środkach”.

Pokłosie sowieckiej agresji

W wyniku dokonanego rozbioru Polski Związek Sowiecki zagarnął obszar o powierzchni ponad 190 tys. km kw. z ludnością liczącą ok. 13 mln. Okrojona Wileńszczyzna została przez władze sowieckie w październiku 1939 r. uroczyście przekazana Litwie. Nie na długo jednak, bowiem już w czerwcu 1940 r. Litwa razem z Łotwą i Estonią weszła w skład ZSRS. Liczba ofiar wśród obywateli polskich, którzy w latach 1939-1941 znaleźli się pod sowiecką okupacją, do dziś nie jest w pełni znana.

Prof. A. Paczkowski odnosząc się do tej kwestii w książce „Czarna księga komunizmu. Zbrodnie, terror, prześladowania” pisał: „Uważa się, że w ciągu niespełna dwóch lat władzy sowieckiej na ziemiach zabranych Polsce represjonowano w różnych formach – od rozstrzelania, poprzez więzienia, obozy i zsyłki, po pracę przymusową – ponad 1 milion osób (…). Nie mniej niż 30 tysięcy osób zostało rozstrzelanych, a śmiertelność wśród łagierników i deportowanych szacuje się na 8-10 proc., czyli zmarło zapewne 90-100 tysięcy osób”.

http://nczas.info/2026/09/17/panstwo-polskie-i-jego-rzad-faktycznie-przestaly-istniec-84-lata-temu-armia-czerwona-wkroczyla-na-teren-rzeczypospolitej-polskiej/

#Polska #niemcy #zsrr #bolszewicy #iiws #iiwojnaswiatowa #historia

17

Zdjęcie

PO BITWIE WĘGRZY STANĘLI PO STRONIE POLAKÓW

Po przegranej bitwie pod Jaktorowem we wrześniu 1944 roku Zgrupowanie AK „Kampinos” zostało rozbite. Wielu partyzantów poległo, inni ruszyli w lasy, próbując uniknąć niemieckiej obławy.

Wtedy wydarzyło się coś niezwykłego.

Węgierscy żołnierze, którzy stacjonowali w okolicy jako część wojsk sojuszniczych III Rzeszy, udzielili pomocy około 100 polskim partyzantom. Zamiast ich wydać Niemcom, pozwolili im przejść przez zajmowany przez siebie teren i pomogli im wydostać się z niemieckiego pierścienia.

Co więcej, Węgrzy mieli powstrzymać niemiecki pościg, dzięki czemu Polacy zyskali czas na ucieczkę.

Był to jeden z najbardziej niezwykłych przykładów pomocy udzielonej żołnierzom AK przez węgierskich wojskowych podczas Powstania Warszawskiego i walk na jego zapleczu.

http://www.facebook.com/61572286545295/posts/122185922882742884/

#Polska #Wegry #niemcy #iiws #iiwojnaswiatowa

17

DEMOKRACJA PO LEWACKU - Eurodeputowany Zielonych grozi Saksonii-Anhalt zamrożeniem funduszy UE, jeśli władzę przejmie AfDkresy.pl

Eurodeputowany Zielonych Daniel Freund uważa, że Komisja Europejska powinna rozważyć wstrzymanie części środków dla Saksonii-Anhalt, jeśli przyszły rząd z udziałem AfD naruszałby zasady praworządności lub dyskryminował mniejszości. Polityk powołał się na wcześniejsze zamrażanie funduszy dla Węgier i Polski.

Eurodeputowany Zielonych Daniel Freund oświadczył, że Komisja Europejska mogłaby wstrzymać część funduszy przeznaczonych dla Saksonii-Anhalt, jeżeli po przejęciu władzy przez AfD rząd landu podejmowałby działania sprzeczne z zasadami Unii Europejskiej.

Zdaniem Freunda AfD działa przeciwko europejskiemu projektowi oraz samej UE. „Wówczas Komisja Europejska, jeśli byłoby to konieczne, musiałaby również wstrzymać środki” – powiedział.

Polityk przypomniał przypadki Węgier i Polski, wobec których Bruksela wcześniej czasowo blokowała wypłatę części funduszy. Freund należał do eurodeputowanych opowiadających się za wstrzymaniem do 18 mld euro dla Węgier.

„W obu krajach widzieliśmy, że po zamrożeniu środków unijnych doszło do zmian rządów, a nowe rządy miały znacznie lepsze relacje z instytucjami europejskimi” – stwierdził.

Według Freunda podobny mechanizm mógłby zostać zastosowany wobec Saksonii-Anhalt, jeżeli władze landu naruszałyby praworządność albo dyskryminowały mniejszości. Unia Europejska może wstrzymywać wypłaty w przypadkach, w których środki mogłyby być związane z korupcją lub naruszeniami zasad praworządności.

W Niemczech część takich instrumentów może dotyczyć również poszczególnych krajów związkowych, między innymi za pośrednictwem funduszy strukturalnych administrowanych w dużej mierze przez landy.

Luise Quaritsch z berlińskiego Jacques Delors Center oceniła, że w przypadku Saksonii-Anhalt chodzi obecnie o około 500 mln euro rocznie. Kwota ta odpowiada około 20 proc. wydatków inwestycyjnych landu.

Ewentualne zamrożenie środków mogłoby więc uderzyć w programy rozwoju regionalnego oraz inwestycje współfinansowane z budżetu UE, obejmujące m.in. szkoły, hale sportowe, placówki opieki nad dziećmi i szpitale.

AfD odrzuciła takie sugestie. „Śmiejemy się z naszych partyjnych przeciwników, którzy teraz próbują także na poziomie UE w niedemokratyczny sposób działać na naszą niekorzyść. Od dawna są bezradni wobec nas w politycznej rywalizacji” – powiedział Bernd Baumann, parlamentarny sekretarz frakcji AfD w Bundestagu.

SPD chce natomiast, aby Saksonia-Anhalt nadal korzystała z funduszy unijnych w perspektywie budżetowej 2028–2034. Eurodeputowany Matthias Ecke zaznaczył jednak, że dostęp do tych pieniędzy jest związany z przestrzeganiem podstawowych wartości UE.

http://kresy.pl/wydarzenia/eurodeputowany-zielonych-grozi-saksonii-anhalt-zamrozeniem-funduszy-ue-jesli-wladze-przejmie-afd/

#demokracja #lewactwo #niemcy

9