WALKA Z KLIMATEM PRZYNOSI EFEKTY - Koniec złotej jesieni. Po fali ciepła nadciąga załamanie pogody i potężny spadek temperatur

Złota polska jesień z temperaturami sięgającymi 23 stopni Celsjusza powoli dobiega końca. Choć najbliższe dni upłyną pod znakiem niemal bezchmurnego nieba, modele synoptyczne kreślą już zupełnie inny scenariusz. Spodziewany jest gwałtowny spadek temperatur, a w rejonach górskich pierwsze mocne uderzenie zimy.

Końcówka września i pierwsze dni października serwują nam wymarzoną, wyżową aurę. W całym kraju będziemy mieli nawet do 11 godzin pełnego słońca dziennie, a termometry na Dolnym Śląsku oraz w pasie zachodnim wskażą przyjemne 22–23 stopnie.

Do niedawna prognozy zakładały, że suchy i ciepły układ utrzyma się także w pierwszy weekend października. Najnowsze wyliczenia modelu ECMWF zweryfikowały te założenia.

Załamanie pogody spodziewane jest w sobotę. Od północy i zachodu wkroczy front niosący rozproszone opady deszczu. W niedzielę strefa opadów rozleje się na centrum i południe kraju, otwierając drogę wilgotnym masom powietrza.

Kulminacja załamania aury przypadnie na 8 i 9 października. Wtedy deszcze obejmą niemal całą Polskę, a dobowe sumy opadów sięgną 12–13 mm. W ślad za ulewami nadejdzie dotkliwe ochłodzenie. Słupki rtęci pokażą zaledwie 9–12 stopniach Celsjusza.

Nie zabraknie także zimowego akcentu, przede wszystkim w rejonach górskich. Modele pokazują, że 12 a 13 października spodziewane są pierwsze opady śniegu i to nie tylko w górach wysokich.

Pewne jest, że to ostatnie ciepłe dni i temperatury w okolicach 20 st. C.

#lewackiespierdolenie #klimatyzm #klimat #pogoda

8

#obserwacja #spoted #klimat #pogoda #przyroda #gesi

Dziś widziałem pierwsze klucze gęsi lecące na południe.

To skutki globalnych zmian klimatycznych (nie mylić z pogodą). Szczęśliwie, przytwierdzenie zakrętek do butelek dało odrobinę pozytywnych skutków, ale to mało. Trzeba więcej płacić na wąglika dwutlenu, tylko to może powstrzymać migrację ptactwa do lepszych miejsc.

No i trzeba jeszcze otworzyć granice, aby ptakom lepiej się latało.

#heheszki #lewackalogika

Zdjęcie

A przy okazji całkiem sporo nietoperzy widziałem wieczorem. Uroki życia na zadupiu, chłodna temperatura ich nie odstraszała. Ciekawe skąd przylatują. Jest kilka starych rozpadających się chałup w okolicy, może tam gniazdują.

7

Wolą czarne złoto od gazu. Węgiel cichym triumfatorem konfliktu na Bliskim Wschodzie

Konflikt na Bliskim Wschodzie napędza wzrost zapotrzebowania na węgiel energetyczny. Obecna sytuacja pokazuje, że węgiel dobrze się sprawdza jako swoisty bufor bezpieczeństwa w sytuacji rosnących napięć o charakterze geopolitycznym.

Luka w podaży skroplonego gazu ziemnego (LNG) wymusza na przedsiębiorstwach energetycznych bardziej intensywne wykorzystywanie mocy wytwórczych węgla. Katarski zakład Ras Laffan, uszkodzony w wyniku konfliktu, ogłosił siłę wyższą i wstrzymał dostawy LNG do Azji w ilości blisko 10,2 mln ton rocznie. Spowodowało to zacieśnienie regionalnych rynków gazu. Niedobory są w coraz większym stopniu niwelowane poprzez zwiększone wykorzystanie węgla. Łańcuch dostaw węgla pozostaje bowiem nietknięty. Węgiel zdecydowanie wkroczył do akcji, kiedy ceny gazu gwałtownie zaczęły rosnąć. Węgiel pozostaje bowiem surowcem stanowiącym swoisty bufor bezpieczeństwa dla systemu.

 Lansowanie w UE wyłącznie gazu jako paliwa przejściowego do osiągnięcia gospodarki zeroemisyjnej to błędne podejście. Najpierw trzeba zbudować alternatywne, stabilne źródła energii, na przykład elektrownie atomowe, a dopiero potem likwidować istniejące moce węglowe. - Nie na odwrót. Właśnie taka powinna być kolejność, żeby nie popaść w poważne tarapaty -  ocenił w wywiadzie dla WNP Janusz Olszowski, prezes Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej. 

http://www.wnp.pl/energia/wola-czarne-zloto-od-gazu-wegiel-cichym-triumfatorem-konfliktu-na-bliskim-wschodzie,1101156.html

#wegiel #gaz #oze #klimat #energetyka #bezpieczenstwo

11

Naukowcy podjęli kolejny krok w walce ze zmianami klimatu. Chodzi o gaz, który ma ogromny wpływ na ocieplanie się planety.

Naukowcy rozpoczęli eksperymentalny program wyłapywania pary wodnej bezpośrednio z atmosfery. Jak tłumaczą, para wodna jest gazem o dramatycznym efekcie cieplarnianym, dlatego konieczne jest ograniczenie jej obecności w powietrzu.

Wyłapana para ma być następnie zakopywana pod ziemią, gdzie nie będzie mogła wpływać na klimat.

To jednak dopiero początek. W kolejnej fazie projektu naukowcy planują podgrzewać wodę, zamieniać ją w parę wodną, a następnie zwiększyć skalę jej zakopywania pod ziemią

Zdjęcie

„Jeżeli uda nam się zakopać wystarczająco dużo pary wodnej, możemy znacząco ograniczyć jej wpływ na klimat” – wyjaśnia Niels Bloomdahl -kierownik projektu

Nasz pierwszy projekt był zbyt niebezpieczny - dodaje Bloomdahl i w nieoficjalnych rozmowach nadmienia - przecież jak to się kiedyś rozszczelni to wybije wszystko co żyje w morzu norweskim. Nie mogliśmy na to pozwolić.

Zdjęcie

#ekologizm #klimat #satyra

6

Jak wiecie, plony spadają, nie będzie co jeść. Dlaczego? Bo klimat się zmienia i staramy się nie wystarczająco mocno. Rok do roku jest coraz gorzej.To są namacalne konsekwencje, które dotykają każdego z nas. Branżowi specjaliści od energetyki i klimatu ostrzegają, że jest coraz mniej czasu. Coraz mniejsze plony

Zdjęcie

Tymczasem rzeczywistość 🤡

Zdjęcie

Źródło http://x.com/Marek39556099/status/2083432539059106285?s=19

#klimat #ekologizm

23

gdy tydzień temu dotarło do nas gorące powietrze znad Sahary to był symptom globalnego ocieplenia, a teraz jak dociera zimne to już jest #pogoda, a nie #klimat

19

MOŻE KTOŚ OD #klimat #pogoda SIĘ WYPOWIE?

Witajcie 🫶

Troszkę mi to zajęło, ale w końcu dokopałem się do dokumentów. Bardzo ciekawe rzeczy można w nich przeczytać 🤯

🚫 Koniec domysłów. Oto oficjalna, systemowa pętla oparta na ich własnych dokumentach:

1️⃣ Raport Lancaster:

335k ton wiecznego kwasu TFA z deszczu.

2️⃣ Raport Białego Domu:

Plany wstrzykiwania aerozoli siarki w stratosferę (SAI).

3️⃣ Dokumentacja techniczna HALO: Używanie trwałych markerów PFC w locie.

Zdjęcie

http://www.facebook.com/reel/795744890194453

10

Rząd wielkiej brytanii zakazuje kilmatyzacji w domach.telegraph.co.uk

Homeowners are being forced to tear out air conditioning from their private properties under climate laws, despite rising temperatures.

Council planning officers ordered residents to remove air-con units over fears they produce too much carbon dioxide, stating they should only be used as a “last resort”.

The net zero clampdown is part of building regulations that state “active cooling” should only ever be allowed when all other means of “passive cooling”, such as opening windows or using fans, have been exhausted.


Właściciele domów są zmuszani do usówania klimatyzacji ze swoich prywatnych nieruchomości zgodnie z przepisami klimatycznymi, pomimo rosnących temperatur.

Planowania Rady nakazał mieszkańcom usunięcie jednostek klimatyzacyjnych z obawy, że wytwarzają zbyt dużo dwutlenku węgla, stwierdzając, że powinny być używane tylko w "ostateczności".

Ograniczenie zerowe netto jest częścią przepisów budowlanych, które stanowią ,że "aktywne chłodzenie" powinno być dozwolone tylko wtedy, gdy wszystkie inne środki" pasywnego chłodzenia", takie jak otwieranie okien lub używanie wentylatorów, zostały wyczerpane.

Arytkuł:

http://www.telegraph.co.uk/money/consumer-affairs/air-conditioning-torn-from-homes-under-net-zero-clampdown/

#klimat #klimatyzacja #debile #globalneocieplenie

21

Jakby jakieś lipathorki dalej nie wiedzieli to dla przypomnienia o czym wiedzieli ludzie nie mający zbytniego pojęcia o fizyce kwantowej ale za to znający prawa ziemi.

http://youtu.be/jQZ4I67uF_w?t=204

Zdjęcie

#klimat #pogoda #ziemiaplonie

10

Mili Państwo, w poniedziałek spłonę razem z planetą, a tak naprawdę to nie bo prognoza się pozmienia 10 razy do tego czasu. w aplikacji microsoftu jeszcze inne bzdury.

w każdym razie najróżniejsze krasnale klimatyczne mają używanie, muszą skrzętnie wykorzystać okienko pogodowe żeby straszyć jak to się nam wszystko zawali by wyciągnąć od nas jeszcze więcej hajsu bo niebawem znowu będzie zimno i #pogoda, a nie #klimat

9

Współczesna histeria klimatyczna to przecież nihil novum sub solenczas.info

Temperatura powietrza atmosferycznego na kuli ziemskiej zależy do bardzo wielu różnorodnych czynników, takich jak między innymi cyrkulacja powietrza, wpływ prądów morskich, oscylacje termiczne wód oceanicznych, zmiany cykli słonecznych, aktywność wulkanów, a w perspektywie wielu tysięcy lat zależy także od tzw. cykli Milankovicia, związanych z precesją osi ziemskiej i równoczesną precesją ziemskiej orbity oraz cyklicznymi zmianami wartości kąta nachylenia osi ziemskiej, a także i okresowymi zmianami stopnia ekscentryczności orbity naszej planety. Każdy z trzech wymienionych tutaj cykli Milankovicia posiada inną wartość okresu, wynoszącą odpowiednio 23, 41 i 100 tysięcy lat, a trafiająca się raz na jakiś czas swoista wzajemna kumulacja ich efektów może powodować w swym rezultacie pojawianie się nawet na naszym globie kolejnych potężnych zlodowaceń.

Jednak tego rodzaju racjonalne argumenty zdają się w ogóle nie przekonywać zagorzałych wyznawców swego rodzaju nowej świeckiej religii, określanej mianem „klimatyzmu”, ponieważ według nich jedynym istotnym czynnikiem mającym wpływ na kształtowanie się temperatur na kuli ziemskiej pozostaje wyłącznie stężenie dwutlenku węgla w atmosferze. Swoje katastroficzne wizje „płonącej planety” snują wyłącznie na podstawie wyników uzyskanych z przeprowadzanych swego czasu przez czołowych kapłanów klimatyzmu jakichś bliżej nieokreślonych symulacji komputerowych, z których ma rzekomo wynikać, że już w najbliższej przyszłości, jeśli tylko nie przestaniemy emitować dwutlenku węgla do atmosfery, to grozi nam wprost nieuchronna i straszliwa w swych skutkach zagłada – zapewne wszyscy zginiemy marnie w szalejących płomieniach, zapewne dokładnie tak samo jak palone w średniowieczu na stosie okrutne czarownice.

Odnośnie wspomnianych symulacji komputerowych należy przede wszystkim pamiętać, że zawsze opierają się one na uprzednio opracowanych modelach matematycznych analizowanych zjawisk fizycznych. Tymczasem tego rodzaju modele matematyczne są zawsze dalece uproszczonym i w rezultacie wielce niedoskonałym odwzorowaniem otaczającej nas rzeczywistości. Bowiem zawsze modele matematyczne zjawisk fizycznych bazują na jakichś dalece idących i nader często w dużej mierze nierealistycznych założeniach, a także i sporych uproszczeniach otaczającej nas rzeczywistości. W związku z powyższym model matematyczny nigdy nie jest wiernym odwzorowaniem realnego świata, gdyż w swej istocie jest zaledwie jakimś jego niedoskonałym odbiciem. Posługując się słowami Platona, można powiedzieć, że tego rodzaju modele matematyczne są jedynie wyłącznie cieniami, dostrzeganymi przez nas na ścianach jaskini.

Jednak tego rodzaju stan rzeczy jest w swej istocie w pewien sposób nieuchronny, ponieważ aby dokładnie odwzorować otaczającą nas rzeczywistość w języku matematyki i uwzględnić przy tym wszelkie jej możliwe aspekty, musielibyśmy dokładnie wiedzieć, jaka rozpatrywana przez nas rzeczywistość w swej istocie dokładnie jest, czyli innymi słowy musielibyśmy uzyskać swoisty wgląd w istotę rzeczy, a tego jednakże nigdy nie będziemy w stanie osiągnąć, bo nie jesteśmy przecież Duchem Świętym.

Z tego powodu zawsze będą istnieć pewne czynniki, których w naszym modelu matematycznym nie będziemy w stanie po prostu uwzględnić. Pozostaje tylko pytanie, w jakim stopniu wspomniane czynniki będą istotne i jaki wpływ ich zaniedbanie, a w efekcie nieuwzględnienie podczas procesu modelowania matematycznego, będzie miało na zakres stosowalności rozpatrywanego przez nas modelu analizowanych zjawisk fizycznych.

Dodatkowo w każdym modelu matematycznym występuje zawsze cały szereg różnego rodzaju parametrów, których wartości muszą najczęściej zostać wyznaczone w sposób empiryczny, co niekiedy może być trudne do praktycznej realizacji, a przyjęte oszacowania ich wartości mogą być niekiedy obarczone znacznym błędem – w skrajnych przypadkach sięgającym nawet wielu rzędów wielkości fizycznych. Jest rzeczą oczywistą, że brak dostatecznie dokładnych oszacowań wartości rozważanych parametrów będzie prowadził do pojawienia się znacznych błędów w wyliczonych na podstawie takiego modelu wielkościach wyjściowych.

Zadając na wejście modelu odpowiednie dane, będące rezultatem przeprowadzonych uprzednio pomiarów, oczekujemy na jego wyjściu interesujących nas rezultatów końcowych. Jednak zebrane przez nas uprzednio dane pomiarowe są zawsze w sposób nieuchronny również obarczone pewnym błędem, a niekiedy mogą one być po prostu niekompletne i z tego powodu brakujące wartości muszą podlegać wyłącznie interpolacji. W takim wypadku po naszym modelu nie należy się już bynajmniej zbyt wiele spodziewać, w myśl żelaznej zasady, dotyczącej zresztą każdego systemu przetwarzania informacji, że śmieci na jego wejściu mogą skutkować jedynie śmieciami na jego wyjściu.

Następnie, mając już opracowany model matematycznych rozpatrywanych zjawisk fizycznych, należy w kolejnym kroku dokonać jego implementacji w postaci programu komputerowego, który trzeba napisać w pewnym wybranym przez nas języku programowania, takim przykładowo jak Fortran, C, C++, C#, Pascal, Ada, Java, Python, JavaScript bądź w jakimkolwiek dowolnym innym, nadającym się jednakże do praktycznej realizacji założonego przez nas celu.

Na tym etapie pojawia się poważne niebezpieczeństwo, polegające na tym, że nasz program komputerowy będzie posiadał mimo wszystko jakieś błędy (w pewnej mierze jest to zjawisko do pewnego stopnia wręcz nieuchronne), które niekiedy są bardzo trudne do wykrycia na etapie testowania wytworzonego przez nas oprogramowania, ponieważ nigdy nie jesteśmy w stanie w jakimś rozsądnym przedziale czasowym sprawdzić wszelkich możliwych kombinacji danych wejściowych, które hipotetycznie mogą się pojawić podczas wykonywania programu.

Nawet jeśli stworzone przez nas oprogramowanie implementujące dany model matematyczny jest całkowicie wolne od błędów programistycznych, to i tak na etapie symulacji wybranych zjawisk fizycznych mogą pojawić się kolejne problemy. Otóż może okazać się, że nasz problem numeryczny jest źle uwarunkowany, tzn. wykazuje on bardzo dużą wrażliwość na zmianę wartości danych wejściowych. Niekiedy może się okazać, że zmiana zaledwie jednej cyfry na jakimś odległym miejscu po przecinku będzie skutkowała tym, że otrzymane rozwiązanie będzie się różnić diametralnie od rozwiązania uzyskanego poprzednio.

W takim wypadku wyznaczane przy pomocy komputera wyniki są już niestety całkowicie bezużyteczne. Jest to tzw. zjawisko chaosu deterministycznego, które zostało odkryte w latach 60. ubiegłego stulecia podczas podejmowanych w tym czasie prób przewidywania pogody za pomocą stworzonych w tym celu programów komputerowych. Okazało się wówczas, że w pełni deterministyczny model zjawisk fizycznych może generować całkowicie chaotyczne rozwiązania, będące skutkiem kumulacji błędów obliczeniowych, związanych z notorycznym zaokrąglaniem przez komputer wyliczanych wartości, co jest po prostu jedynie rezultatem skończonej długości jego rejestrów wewnętrznych i nawet zastosowanie w tym wypadku tzw. podwójnej precyzji obliczeń (typ zmiennej double) absolutnie niczego tutaj nie jest w stanie zmienić.

Ostateczny wniosek jest taki, że do wyników wszelkich symulacji komputerowych należy podchodzić zawsze z dystansem, a nawet wręcz i z pewną dozą nieufności, gdyż dopiero przeprowadzenie rzeczywistego eksperymentu fizycznego, a następnie jego późniejsza konfrontacja z otrzymanymi uprzednio wynikami obliczeń komputerowych ma w tym wypadku moc rozstrzygającą, czy stworzony przez nas model jest w pewnym obszarze jego zastosowań w ogóle wiarygodny, a uzyskiwane za jego pomocą rezultaty z wymaganą dokładnością przybliżają otaczającą nas rzeczywistość.

Niestety tego rodzaju kwestie, które powinny być wręcz oczywiste dla każdego programisty zajmującego się metodami numerycznymi, są całkowicie ignorowane przez klimatystów, którzy stworzone przez siebie modele komputerowe podnoszą wręcz do rangi swego rodzaju nieomylnej wyroczni i na tej podstawie snują następnie jakieś kasandryczne wizje płonącej w przyszłości planety, co ochoczo podchwytywane jest później w formie lotnych haseł przez pozbawionych wszelkich rozumowych kryteriów niedouczonych polityków, którzy próbują zbić na tym kapitał (w zdecydowanej większości ludzie ci po prostu nie nadają się w ogóle do wykonywania jakiejkolwiek innej użytecznej pracy).

Pamiętam, jak całkiem niedawno jeden z arcykapłanów świeckiej religii klimatyzmu w udzielonym wywiadzie wygłosił tezę, że gdybyśmy spalili wszystkie występujące na kuli ziemskiej zasoby węgla, to stężenie dwutlenku węgla podniosłoby się aż o 2000 ppm i w związku z tym zaczęlibyśmy się dusić tak, jak gdybyśmy przebywali w jakimś od dawna niewietrzonym i bardzo ciasnym pomieszczeniu.

Ale kto o zdrowych zmysłach w ogóle mówi o spaleniu wszystkich zasobów węgla na Ziemi?! To jest przecież absolutnie technicznie i ekonomicznie niemożliwe! A ile setek czy nawet tysięcy lat by to zajęło?

Przede wszystkim tzw. zasoby perspektywiczne stanowią zaledwie niewielki ułamek zasobów całkowitych węgla dostępnych na kuli ziemskiej. Z kolei jedynie część wspomnianych zasobów perspektywicznych uznawana jest obecnie za ekonomicznie uzasadnioną do wydobycia i eksploatacji. Zresztą to, jaką część złóż danego surowca uznajemy za ekonomicznie zdatną do wydobycia, zależy przede wszystkim od aktualnej ceny danego typu surowca. W każdym razie nie jesteśmy w stanie wydobyć więcej niż zaledwie niewielki procent istniejących na Ziemi zasobów surowców kopalnych z powodów natury zarówno technicznej, jak i przede wszystkim ekonomicznej.

Jednak tego rodzaju oczywiste i wręcz elementarne fakty są przez sektę klimatystów całkowicie ignorowane, ponieważ im chodzi jedynie o wywołanie w społeczeństwie swego rodzaju klimatycznej psychozy, aby łatwiej było im uzasadnić w takich warunkach konieczność wprowadzenia w naszym kraju zielonego ładu i związanej z tym transformacji energetycznej. Niestety kłamstwo powtórzone tysiąc razy z czasem staje się w powszechnym odbiorze prawdą, a wspomniana tresura klimatyczna trwa już w najlepsze od ponad trzydziestu lat. Sam dobrze pamiętam, jak mniej więcej w połowie lat dziewięćdziesiątych oglądałem jakiś program w telewizji, w którym pewien człowiek (posiadający nawet stopnie naukowe) perorował, że coś z tym dwutlenkiem węgla musimy koniecznie zrobić, bo za chwilę będzie go tyle w atmosferze, że się wszyscy w wyniku tego udusimy (sic!).

W tym kontekście warto jest wspomnieć, że całkowita antropogeniczna emisja dwutlenku węgla, która ma miejsce obecnie na obszarze Polski, stanowi zaledwie około 0,3 promila łącznej emisji naturalnej tego gazu, wywołanej głównie procesami oddychania organizmów żywych, zamieszkujących kulę ziemską. Dla porównania roczne wydobycie węgla kamiennego wynosi w Polsce około 40 milionów ton, a Chiny wydobywają go prawie 5 miliardów ton, budując aktualnie ponad 130 nowoczesnych węglowych bloków ultranadkrytycznych, w których planują zainstalować jeszcze co najmniej 300 GW mocy i mają gdzieś cały ten „zielony ład”, wdrażany z tak zaciekłym uporem w naszej części świata.

Tymczasem obserwowany wzrost koncentracji dwutlenku węgla w powietrzu atmosferycznym wynosi zaledwie niecałe 2 ppm na rok, co oznacza, że jeśli będzie go nadal przybywać w obecnym tempie, to za sto lat jego stężenie będzie większe o około 200 ppm niż obecnie, czyli będzie wynosiło około 600 ppm, czyli tyle, ile mniej więcej wynosiło w epoce trzeciorzędu, co żyjącym wówczas różnym gatunkom kręgowców jakoś bynajmniej nie przeszkadzało.

Ale czy już teraz powinien nas ten fakt w jakikolwiek sposób martwić? Wydaje się, że obecnie mamy w kraju znacznie poważniejsze problemy, którym już w najbliższym czasie będziemy musieli bezwzględnie stawić czoła. A niewątpliwie najważniejszym z nich jest nadciągająca nieuchronnie katastrofa demograficzna Polski, ponieważ przy obecnym poziomie dzietności liczba naszych rodaków w każdym kolejnym pokoleniu będzie zmniejszać się o połowę i w związku z tym za jakieś ponad 100 lat jako naród możemy w zasadzie przestać już w ogóle istnieć, a co gorsze prawdopodobnie nikt tego faktu nie będzie raczył nawet zauważyć.

A tymczasem co poniektórzy martwią się wyłącznie tym, jakie za 100 lat będzie stężenie dwutlenku węgla w ziemskiej atmosferze. Nie wiem, jak uważają Szanowni Państwo Czytelnicy, ale ja osobiście mam głęboko w nosie i w dużym poważaniu, jaką zawartością dwutlenku węgla w powietrzu będą oddychać za jakieś 100 lat potomkowie dzisiejszych mieszkańców Afryki, muzułmańskich krajów centralnej Azji i przede wszystkim Indii, którzy w tym czasie będą zapewne w przeważającej mierze zaludniać kulę ziemską. Ten niewielki wzrost koncentracji dwutlenku węgla, który obecnie obserwujemy, nie jest żadnym sensownym powodem, dla którego już teraz mamy dokonać totalnej dewastacji naszego systemu elektroenergetycznego, zrujnować gospodarkę całego kraju i wpędzić się w związku z tym w jakąś niewyobrażalną w swych rozmiarach katastrofę i biedę, z której możemy się już nigdy więcej nie podnieść, bo ewentualne usuwanie jej skutków musiałoby trwać wręcz całe dekady.

Co interesujące, pojawianie się tego rodzaju histerii klimatycznej nie jest w zasadzie niczym nowym w historii rodzaju ludzkiego. Nakręcanie tego rodzaju psychozy to w sumie nihil novum sub sole. O tego rodzaju histerycznych reakcjach pisał już prawie sto lat temu między innymi Tadeusz Dołęga-Mostowicz (1900–1939) w swym znakomitym felietonie zatytułowanym „Ciemnota”:

„Niemal codziennie dają się słyszeć takie utyskiwania:

– Co z tą pogodą się dzieje! Jeszcze nigdy takiej nie było. Takiej najstarsi ludzie nie pamiętają.

Co prawda, nie ma czemu się dziwić, że najstarsi nie pamiętają, przecie ludzie na starość tracą pamięć, gdyby było inaczej na pewno opowiedzieliby nam i o śniegu w lipcu, i o gradzie w marcu, i o przymrozkach w maju, o deszczach i powodziach, o suszy trwającej miesiącami. Co tu dużo gadać. Klimat pozostał takim, jak był, a jeżeli są w nim zmiany wynikłe ze stałego przechylania się osi naszego globu, to dla zaobserwowania ich trzeba tysięcy lat.

Zdawałoby się, że jest to oczywiste dla każdego inteligentnego człowieka. Tymczasem – nie:

– Jeszcze nigdy takiej aury nie było. Kto wie… dawniej i radia nie było…

Słowo rzucone. Tu i ówdzie gmina uchwaliła, by nie pozwalać zakładać »radja« na chałupach. Tu i ówdzie chłopstwo zniszczyło we dworkach anteny. Raz nawet doszło do rozlewu krwi, gdy zapalony radioman-nauczyciel bronił swego aparatu przed tłumem.

– Radio sprowadza deszcz i zimno!

Nie dziwić się chłopstwu, ale nawet inteligencja zaczyna wierzyć tej dzikiej bzdurze”.

Według relacji Dołęgi-Mostowicza niegdyś w przedwojennej Rzeczypospolitej zapalczywa w swych działaniach wiejska niepiśmienna ciemnota walczyła bohatersko z raczkującą wówczas dopiero co radiotechniką, obwiniając ją o rzekome oziębienie klimatu na Ziemi, gdy tymczasem wielce światłe, wszechstronnie wykształcone i znakomicie wyedukowane nowoczesne społeczeństwo wręcz z uporem maniaka zmaga się ze znienawidzonym dwutlenkiem węgla, z powodu którego „planeta za oknem się pali” (oj, tutaj przydałby się jednak konsultacja psychiatryczna).

Gdy tymczasem dwóch polskich naukowców – dr inż. Jan Kubicki z Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie i dr inż. Tomasz Wójcik z Politechniki Wrocławskiej – przeprowadzili stosunkowo prosty eksperyment, za pomocą którego w sposób definitywny obalili tezę o decydującym wpływie dwutlenku węgla na temperaturę powietrza atmosferycznego na kuli ziemskiej. Przeprowadzony przez wspomnianych naukowców eksperyment potwierdził uzyskane już znacznie wcześniej rezultaty teoretyczne (tzw. równanie Schwarzschielda), zgodnie z którymi absorpcja promieniowania termicznego jest funkcją logarytmiczną stężenia dwutlenku węgla w powietrzu. Co więcej, pokazali oni, że przy obecnym jego stężeniu, przekraczającym 400 ppm, znajdujemy się wyraźnie już w obszarze nasycenia wspomnianej krzywej logarytmicznej, w związku z czym dalsze powiększanie wartości koncentracji dwutlenku węgla w powietrzu nie ma już właściwie żadnego istotnego wpływu na wzrost absorpcji promieniowania termicznego, czyli tym samym nie będzie powodowało dalszego obserwowalnego wzrostu temperatury powietrza, co można zobaczyć na rys. 1.

Zdjęcie

Niestety tego rodzaju argumenty o charakterze naukowym zdają się w ogóle nie docierać do szerokich kręgów społeczeństwa, ponieważ umysły ludzkie są systematycznie i metodycznie zatruwane ideologią klimatyzmu i to począwszy już od najmłodszych lat – na etapie edukacji na poziomie szkoły podstawowej, a często nawet i przedszkola. Niestety w tym wypadku jakże aktualnie brzmią słowa Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, który włożył je swego czasu w usta hrabiego Żorża Ponimirskiego, gdy zapytano go, z czego właściwie tak strasznie się śmieje, na co ów odpowiedział:

„Z czego? Nie z czego, moi państwo, tylko z kogo⁈ Z was się śmieję, z was! Z całego społeczeństwa, z wszystkich kochanych rodaków! — Panie!… — Milczeć! — wrzasnął Ponimirski i jego blada twarzyczka chorowitego dziecka zrobiła się czerwona z wściekłości. — Milczeć! Z was się śmieję! Z was! Elita. Cha, cha, cha… Otóż oświadczam wam, że wasz mąż stanu, wasz Cincinnatus, wasz wielki człowiek, wasz Nikodem Dyzma to zwykły oszust, co was za nos wodzi, to sprytny łajdak, szaleniec, fałszerz, i jednocześnie kompletny kretyn!”.

A także nieco dalej:

„Czy wy tego nie widzicie? Źle powiedziałem, że on was za nos wodzi! To wy wywindowaliście to bydlę na piedestał! Wy, ludzie pozbawieni wszelkich rozumnych kryteriów! Z was się śmieję, głuptasy! Z was! Motłoch!… Nareszcie udało mu się włożyć monokl. Obrzucił wszystkich pogardliwym spojrzeniem i wyszedł trzaskając drzwiami”.

W rozważanym kontekście przychodzi mi jeszcze na myśl obraz namalowany w 1568 roku przez wybitnego niderlandzkiego malarza Pietera Bruegela (Starszego), noszący tytuł „Ślepcy”, który czytelnik może podziwiać na rys. 2.

Zdjęcie

W tym wypadku wydaje się, że analogia pomiędzy przedstawionymi na obrazie ślepcami, wpadającymi po kolei w głęboki dół – a naszym krajem, w którym w tak bezmyślny i całkowicie bezsensowny sposób niszczymy sobie własną elektroenergetykę, jest niezwykle daleko idąca. Bowiem pozbywanie się z krajowego systemu elektroenergetycznego stabilnych i w pełni dyspozycyjnych źródeł mocy elektrycznej w postaci elektrowni węglowych oraz podejmowanie próby zastąpienia ich wielce niestabilną energią wiatrową, a także pracującą sezonowo i cyklicznie fotowoltaiką, musi w sposób nieuchronny zakończyć się jedną wielką, totalną katastrofą, bo przecież nie jesteśmy w stanie zmienić obowiązujących we wszechświecie praw fizyki.

Sytuacja, w której obecnie znajduje się krajowa elektroenergetyka, przypomina także samochód pędzący z zawrotną prędkością równą 200 km/h, przed którym znajduje się ostry zakręt, a zaraz za nim jest potężna betonowa ściana. Niestety w obu wymienionych przypadkach gigantyczna w swych rozmiarach katastrofa jest po prostu wręcz nieunikniona.

http://nczas.info/2026/06/06/wspolczesna-histeria-klimatyczna-to-przeciez-nihil-novum-sub-sole/

#klimat #klimatyzm

6

Lurku pamiętaj,to pierdząca krowa jest zagrożeniem dla klimatu! 🤡🌍

#AI #heheszki #klimat

20

Nie zapomnij ,że planeta płonie!

#heheszki #pogoda #klimat

🤡🌍

11

#klimat #iran

Zauważyliście, że obrońcy planety, ci co krzyczeli, że planeta płonie etc gdy planeta na prawdę zaczęła płonąć jak Izrael zbombardował instalacje naftowe w Iranie zapadli się pod ziemię? Może nie wszyscy bo część podnieca się atakami na Iran.

17

Gdzie się podziali ekoaktywiści, gdy naprawdę ich potrzeba?youtu.be

W tym vlogu o hipokryzji środowisk ekoaktywistycznych oraz obojętności wobec nadciągającego zagrożenia dla naszej planety.

http://youtu.be/-DMBHgSscBk

#ekologia #globalneocieplenie #ue #uniaeuropejska #klimat

7

WIECH EKSPERTEM xD - Zanegował wpływ człowieka na globalne ocieplenie. Klimatyści od razu się rzucili na profesoranczas.info

Zdjęcie

Profesor Leszek Marks, geolog z Uniwersytetu Warszawskiego, na kanale Otwarta Konserwa zakwestionował oficjalną narrację o antropogenicznym globalnym ociepleniu. Od razu rzucili się na niego klimatyczni fanatycy. Oświadczenie w sprawie wydał Krzysztof Ziemiec, który rozmowę prowadził.

– Ja nie wątpię, że zmiany klimatu występują. Od pewnego czasu, nawet od 200 lat, następuje ocieplenie. Zmiany klimatyczne na ziemi zawsze się odbywały – zaznaczył na początku wywiadu prof. Marks.

W dalszej części zaznaczył jednak, że wpływ działalności człowieka na globalne zmiany klimatyczne jest marginalny lub pomijalny. Podkreślał też, że naukowcy sceptyczni wobec dominującej narracji boją się zabierać głos z obawy przed utratą grantów i pozycji w środowisku akademickim. Zaznaczył jednocześnie, że lokalne ocieplenia w dużych, zabetonowanych miastach mogą być efektem urbanizacji, a nie emisji CO2.

Za słowa niezgodne z klimatyczną religią prof. Marksa zaczęto odsądzać od czci i wiary. Prym wiódł w tym klimatysta Jakub Wiech. „Prof. Marks, geolog, znany jest w środowisku naukowym z powtarzania tez, które nie mają pokrycia w faktach. […] No, a teraz, pomimo tej całej historii, prof. Marks po raz kolejny idzie do jakiegoś medium i nieskrępowanie głosi swoje tezy, pozostające w sprzeczności do faktów” – napisał na X.

Atakowany za udostępnienie anteny prof. Marksowi jest też Krzysztof Ziemiec. Otwarta Konserwa wydała w tej sprawie oświadczenie i nie raczyła się kajać przed klimatystami, ani tym bardziej przepraszać.

„Stanowczo sprzeciwiamy się praktykom polegającym na próbie wykluczania z debaty publicznej osób mających inne, niż zakłada tzw. 'konsensus’, poglądy. Od początku istnienia 'Otwartej Konserwy’ naszym założeniem była otwartość na różne, często sprzeczne i przeciwstawne opinie i obserwacje na najważniejsze kwestie polityczne, społeczne, prawne, ekonomiczne czy ideologiczne. Jesteśmy ciekawi głosów prezentujących optykę tzw. głównego nurtu, ale uważamy, że należy przedstawiać także inne punkty widzenia, by spróbować je zrozumieć” – czytamy.

„Rzeczywistość wielokrotnie i boleśnie udowodniła, że nie ma czegoś takiego jak jedna, jedyna słuszna wersja, a wygłoszona z największą powagą 'opinia ekspercka’ w krótkim czasie może okazać się bujdą na resorach. Przekonywano nas już, że nie ma nic złego w robieniu interesów z Rosją 'taką jaka ona jest’. Zapewniano nas, że nosząc maseczki i nie wchodząc do lasu pokonamy wirusa z Wuhan. Z całą powagą najpierw twierdzono, że Ukraina padnie pod rosyjskim butem w ciągu kilku dni, po czym parę miesięcy później ci z tych samych ust słyszeliśmy, że to jednak Rosja zaraz zostanie rzucona na kolana. Nakazano nam (i wciąż się każe) likwidowanie źródeł ogrzewania na paliwo stałe grożąc, że w przeciwnym razie planeta spłonie. Jednocześnie państwowe instytucje ostrzegają, że ze względów bezpieczeństwa lepiej mieć na podorędziu… kozę czy piec kaflowy” – podaje przykłady Otwarta Konserwa.

„Dlatego nie zamierzamy przepraszać za to, że otwarcie rozmawiamy – ani za to, że pytamy. Historia wielokrotnie pokazała, że największe błędy rodziły się nie z nadmiaru pytań, lecz z zakazu ich zadawania. Naszym zdaniem debata publiczna nie polega na chóralnym powtarzaniu tej samej tezy, lecz na sporze, który pozwala oddzielić prawdę od złudzeń. (…) Ci, którzy dziś próbują zamykać usta rozmówcom i wyznaczać granice 'dopuszczalnych poglądów’, powinni pamiętać, że każda epoka była przekonana o swojej nieomylności – aż do momentu, gdy rzeczywistość brutalnie ją zweryfikowała. My pozostaniemy wierni zasadzie, od której zaczynaliśmy: wolna debata jeśli bywa niewygodna, to właśnie dlatego jest potrzebna. Bo prawda nie boi się rozmowy – boją się jej tylko ci, którzy nie są jej pewni” – czytamy w oświadczeniu.

http://nczas.info/2026/02/09/zanegowal-wplyw-czlowieka-na-globalne-ocieplenie-klimatysci-od-razu-sie-rzucili-na-profesora/

#wiech #klimat #klimatyzm

23