⁨Ukraina miała wielokrotnie próbować wciągnąć Polskę do wojny z celem umiędzynarodowienia konfliktu zbrojnego❗

NOWE FAKTY

Kijów rozprowadzał w Polsce fakenewsy na temat ataków dronowych w celu wymuszenia reakcji zbrojnej.

Zbigniew Parafianowicz, jeden z najbardziej cenionych polskich dziennikarzy specjalizujących się w polityce wschodniej, opublikował książkę "Polska na wojnie" opartą na rozmowach z polskimi dyplomatami, służbami specjalnymi i wojskiem. Zawiera informacje, które w Polsce nie przebiły się do głównego nurtu debaty publicznej.

Jesienią 2025 roku Rosjanie wysłali nad Polskę co najmniej dwadzieścia dronów. Polska ocena wywiadowcza: celem było sprawdzenie systemów obrony powietrznej — ewentualnie wymuszenie na Polsce zerwania stosunków dyplomatycznych z Rosją, żeby przedstawić Polskę Trumpowi jako państwo nieracjonalne i rusofobiczne.

Ale równolegle swoją grę prowadził Kijów. Zełenski zawyżył publicznie liczbę dronów

które wleciały w polską przestrzeń powietrzną — powiedział, że było ich ponad dziewięćdziesiąt. Polska ocena: mógł powiedzieć milion, liczby nie miały znaczenia. Markował wolę pomocy Polsce — po to, żeby natychmiast wejść w narrację, że NATO i Polska muszą strącać rosyjskie drony i pociski nad samą Ukrainą.

Polskie służby oceniały, że Zełenski od początku wojny próbował wciągnąć Polskę w bezpośredni konflikt z Rosją — chciał rozmieszczenia natowskich, polskich systemów na terytorium Ukrainy.

Tymczasem za kulisami: gdy Amerykanie dowiedzieli się o dronach nad Polską, zadzwonili bezpośrednio do Rosjan przez specjalną linię kryzysową i zapytali wprost: "To prowokacja czy zaczynacie wojnę?" NATO oddelegowało sto samolotów gotowych do kontruderzenia w Rosję.

Polska była o krok od bezpośredniej konfrontacji. A Zełenski — zamiast gasić ogień — podsycał narrację o konieczności użycia polskich systemów na Ukrainie.⁩ #polska #polacy #politykamiedzynarodowa #ukraincy #ukrainizacja #ukraina

20

„Senioralny cohousing” – jak Ministerstwo Klimatu rozwiązuje ubóstwo energetyczne? Wyrzucając emerytów do komuny!m.in.

12 maja w Warszawie Ministerstwo Klimatu i Środowiska zorganizowało forum LeadAir, na którym lansowano http://m.in. tzw. „senioralny cohousing”.

Co kryje się pod tą nazwą?

Seniorzy, wpędzeni w ubóstwo energetyczne, którzy nie są w stanie utrzymać własnego mieszkania czy domu z powodu wciąż rosnących cen energii, ogrzewania, przymusu remontów klimatycznych, mieliby być przenoszeni do wspólnych obiektów – z małymi pokojami lub nawet tylko miejscem w pokoju wieloosobowym, wspólnymi przestrzeniami i ograniczoną prywatnością! Brzmi to bardziej jak przedsionek piekła dla starszej osoby, niż realna pomoc ludziom, którzy przepracowali całe życie!

Emeryci ledwo wiążą koniec z końcem, a rachunki za prąd i ogrzewanie rosną jak szalone. Ludzie, którzy przepracowali całe życie dla Polski, dziś muszą wybierać: jedzenie czy ogrzewanie?

Zamiast przyznać, że to chora, unijna polityka klimatyczna jest winna, rządzący wymyślili „genialne” rozwiązanie: zbiórki seniorów do komunalnych rezerwatów.

To jest dokładnie to, co myślą sobie urzędnicy w Brukseli i ich polscy lokaje: Starsi Polacy za drodzy w swoich mieszkaniach? To wpakujmy ich do jednego gara, niech sobie żyją jak w peerelowskiej komunie – pokoik albo tylko łóżko, zero prywatności, wspólna łazienka na korytarzu.

Skąd się wzięło to ubóstwo energetyczne?

Z unijnych ETS-ów i innych klimatycznych regulacji! Z ETS 1, a niedługo z ETS 2, który dobija zwykłych ludzi. Za 2500 zł emerytury – 1000 zł na rachunki. Reszta na leki, jedzenie i… przeżycie.

Zamiast wyrzucić ETS do kosza, odciąć się od szalonej polityki klimatycznej i pozwolić Polakom normalnie ogrzewać domy – oni proponują degradację godności seniorów.

To nie jest pomoc. To jest traktowanie emerytów jak problemu do rozwiązania. Jak balastu. Jak starych mebli, które trzeba upchnąć do piwnicy.

Jedyna przyzwoita odpowiedź na ubóstwo energetyczne to jego likwidacja u źródła.

Koniec z ETS-ami!

Koniec z zieloną ideologią, która niszczy polski przemysł i polski portfel!

Koniec z traktowaniem polskich seniorów jak materiału na eksperymenty socjalistycznych inżynierów dusz!

Polscy emeryci zasłużyli na godność, ciepły dom i spokojną starość – a nie na lewackie komuny pod okiem unijnych komisarzy. #polacy #politycy #politka #polska #politykaspoleczna #politykamiedzynarodowa #emerytura

11

Uniwersytet Wrocławski nadał doktorat honoris causa człowiekowi, który Banderę i Szuchewycza nazywa bohaterami❗

Doktorat honoris causa otrzymał Serhij Żadan — ukraiński pisarz, muzyk i żołnierz neobanderowskiej 13. Brygady Gwardii Narodowej Ukrainy "Chartija".

Rektor prof. Robert Olkiewicz nazwał to "bardzo ważnym sygnałem w relacjach polsko-ukraińskich." Sygnał rzeczywiście jest — tylko zupełnie inny niż sobie wyobraża rektor.

W sierpniu 2024 roku Żadan powiedział w ukraińskiej telewizji: "Dlaczego oni tak nienawidzą Bandery? Bo uformował ruch, który ich niszczył i bił. On jest bohaterem. Tak samo jest z Szuchewyczem. Oni są wojownikami. Zwycięzcami."

Stepan Bandera — przywódca OUN. Roman Szuchewycz — dowódca UPA. Organizacja odpowiedzialna za ludobójstwo od 100 do 120 tysięcy Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Zamordowanych kobiet, dzieci, księży — w sposób, którego szczegółów nie sposób opisać bez łamania się głosu.

Polska uczelnia uznała człowieka gloryfikującego sprawców tego ludobójstwa za godnego swojego najwyższego wyróżnienia akademickiego.

Wstyd.⁩ #polacy #polska #ukraina #ukraincy #ukrainizacja #ukrainizacjapolski #polityka #politykaspoleczna #politykamiedzynarodowa

22

💸 UE właśnie dała Ukrainie 90 miliardów euro. Niemcy chcą kolejnych 90 miliardów. W tle afera korupcyjna❗

W czwartek na szczycie NATO w szwedzkim Helsingborgu minister spraw zagranicznych Niemiec Johann Wadephul ogłosił, że Ukraina potrzebuje kolejnych 90 miliardów euro — tyle samo, ile UE właśnie jej przyznała. Według Wadephula partnerzy NATO i Kanada powinni dorzucić drugie tyle bilateralnie. Razem: nawet 270 miliardów euro w jednej rundzie finansowania.

Poprzednie 90 mld euro miało wystarczyć do 2027 roku. W kręgach dyplomatycznych już od tygodni mówiono o luce finansowej sięgającej połowy tej kwoty. Pieniądze jeszcze nie wypłynęły, a już wiadomo, że nie wystarczą.

Równolegle ukraińskie Biuro Antykorupcyjne NABU ujawnia szereg afer, w które zaangażowani są najbliżsi współpracownicy Zełenskiego. Korupcja dotyczy również produkcji zbrojeniowej.

Niemcy domagają się kolejnych 90 miliardów, zanim rozliczono poprzednie. Polska wysyła pieniądze, BGK zapowiada kredytowanie ukraińskich samorządów. A korupcja w Kijowie sięga wprost prezydenta Biura i ministrów.

Zadajmy sobie pytanie wprost: komu oni służą?⁩ #ukraina #ukraincy #polska #politka #politykamiedzynarodowa #niemieckalogika

18

Ponad 509 tys. cudzoziemców z krajów trzecich złożyło w 2025 roku w Polsce wnioski o pobyt czasowy.

Najwięcej wniosków dotyczy obywateli Ukrainy (288 tys.), ale także Białorusinów, Kolumbijczyków, Gruzinów i Hindusów.

Tymczasem rząd Donalda Tuska przygotował projekt UD408, który wprowadza tzw. „milczącą zgodę”. Jeśli urząd nie wyda decyzji w ciągu 60 dni od złożenia kompletnego wniosku, sprawa będzie automatycznie uznawana za rozpatrzoną pozytywnie.

❗ To kolejny krok w stronę coraz bardziej niekontrolowanej imigracji. Zamiast uszczelniać system i dokładnie weryfikować osoby przyjeżdżające do Polski, państwo chce w praktyce automatyzować wydawanie zgód na pobyt.

To nie jest odpowiedzialna polityka migracyjna, tylko dalsze otwieranie drzwi dla masowej imigracji. Najpierw PiS, teraz rząd Tuska - obie strony od lat prowadzą politykę, która coraz bardziej zmienia strukturę społeczną Polski.

⚠️ „Milcząca zgoda” oznacza w praktyce, że niewydolność urzędów będzie rozwiązywana kosztem bezpieczeństwa i kontroli państwa nad tym, kto otrzymuje prawo pobytu.

👉 Polska nie może powielać błędów Europy Zachodniej i iść w kierunku państwa multikulti. Potrzebujemy polityki, która stawia na bezpieczeństwo, interes obywateli i realną kontrolę migracji. #polacy #polska #politykazagraniczna #politykaspoleczna #politykamiedzynarodowa #migracja #migranci

22

🍗 Trzy dni umowy Mercosur. Pierwsza partia kurczaka z Brazylii - 80 procent skażone salmonellą❗

Umowa handlowa UE-Mercosur weszła w życie 1 maja 2026 roku. Do Grecji dotarła pierwsza partia mrożonego kurczaka z Brazylii - 5 ton. Greckie laboratoria weterynaryjne w Agia Paraskevi zbadały mięso i wskazały: 80 procent partii skażone salmonellą

Prezes Panhelleńskiej Federacji Inżynierów Geotechnicznych Nikos Kakavas postawił pytanie retoryczne, które powinno brzmieć w Brukseli jak alarm: "Kiedy pierwsza próbka wykaże 80 proc. obciążenia, co może się stać, gdy proces stanie się w pełni systematyczny, a kontrole będą ograniczone?"

Odpowiedź jest prosta - będzie gorzej. Standardy fitosanitarne to jedno. Szkodliwe substancje w żywności to drugie. Brazylia dopuszcza do użytku ponad 3600 pestycydów, w tym dawno zakazane w Europie. Holenderskie służby wykryły wcześniej estradiol - hormon zakazany w UE - w wołowinie z Brazylii. Z Urugwaju do Polski trafiła wołowina z pozostałościami progesteronu.

Równocześnie Brazylia blokuje wydawanie świadectw weterynaryjnych na polskie produkty mleczarskie. My im otwieramy rynek, oni blokują nasz eksport.

Polskie drobiarstwo - trzeci eksporter drobiu na świecie, 2 miliony ton rocznie niemal wyłącznie na rynek unijny - będzie konkurować z mięsem, które przy pierwszej kontroli wykazuje 80 procent zakażenia groźną bakterią.,

Komisja Europejska wiedziała, wdrożyła. Rząd Tuska wiedział, nie zaprotestował #uniaeuropejska #zielonaenergia #zielonylad #polacy #polska #politka #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna #politykazagraniczna

31

🌾 Wsparcie dla rolników? Von der Leyen mówi wprost: najpierw nowe euro-podatki❗

Parlament Europejski przegłosował 28 kwietnia stanowisko w sprawie budżetu WPR po 2027 roku: 433 miliardy euro na rolnictwo. Brzmi jak dobra wiadomość dla rolników.

Następnego dnia Ursula von der Leyen wyjaśniła w Parlamencie co to w rzeczywistości oznacza. "Nowe zasoby własne są niezbędne" - powiedziała wprost. Eurokraci chcą więcej podatków, które zasilą ich budżet w celu wydawania go według swoich widzimisię, bez pytania krajów członkowskich o zgodę.

Jest to zapowiedź centralizacji finansowej UE. Kolejny etap budowy unijnego superpaństwa.

Cel wygląda następująco:

Nowe podatki pobierane od firm i obywateli w państwach UE, trafiające bezpośrednio do budżetu Komisji. Pieniądze wracają do państw nie jako klasyczne fundusze, lecz przez plany, reformy i kamienie milowe zatwierdzane przez Komisję.

Innymi słowy: polski rolnik zapłaci nowe podatki, żeby Komisja Europejska mogła mu przyznać dopłaty - pod warunkiem że spełni unijne warunki, zrealizuje kamienie milowe i otrzyma akceptację Brukseli. Rolnik dopłaca do własnych dopłat, a Komisja zyskuje kolejną dźwignię kontroli.

To większa władza w rękach niedemokratycznych i niewybieralnych struktur ponadnarodowych. Musimy się temu przeciwstawić!⁩ #unia #uniaeuropejska #zielonaenergia #polacy #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna #rolnictwo

22

Polskie miliardy na odesskim bazarze. W taki sposób Ukraina robi z nas idiotów

Kilka dni temu ukraińska prokuratura znów musiała przyznać to, co Polacy czują od dawna: pomoc humanitarna dla Ukrainy trafia na bazar zamiast być przekazanej na front lub do potrzebujących. W Odessie na słynnym na targu przemysłowym „7. kilometr” sprzedano ponad 50 ton darów – odzież, obuwie i inne rzeczy przysłane od europejskich partnerów. Wartość nielegalnego procederu – ponad 40 milionów hrywien. W sprawę zamieszani były funkcjonariusz celny, przedstawiciel organizacji charytatywnej i ich zagraniczny wspólnik. Zrobili wszystko, by stworzyć pozory legalności – fałszywe dokumenty o „przekazaniu między organizacjami”. W praktyce towary od razu szły na sprzedaż.

To nie jedyny incydent – to model ukraiński działania. Od 2022 roku polskie generatory, żywność, kamizelki kuloodporne i inne dary regularnie pojawiają się na ukraińskich targowiskach i w sklepach. To, co Polacy oddawali z serca – albo za pieniądze podatnika – stało się towarem na handel.

W sektorze wojskowym sprawa jest jeszcze bardziej dramatyczna, bo tam rozkradana jest pomoc, która ma ratować życie ukraińskich żołnierzy. NABU i SAPO regularnie ujawniają nowe schematy. Wśród najbardziej wykorzystywanych przez Ukraińców są następujące:

Zawyżone ceny i przekręty w procurementie: W 2023 r. skandal z żywnością dla armii – jajka kupowane po kilkakrotnie wyższych cenach niż rynkowe. Minister obrony Oleksij Reznikow stracił stanowisko m.in. z powodu afer z żywnością i umundurowaniem. W 2025 r. schematy z dronami FPV i systemami walki elektronicznej – kontrakty zawierane po zawyżonych cenach, łapówki sięgające 30% wartości. NABU zakończyło śledztwa m.in. w sprawie ponad 90 mln hrywien rozkradzionych na dronach.

Nieudane (uszkodzone lub wadliwe) dostawy uzbrojenia: W 2024 r. ujawniono schemat na ok. 40 mln dolarów (1,5 mld hrywien) przy zakupie 100 tys. moździerzowych pocisków poprzez firmę Lviv Arsenal – pieniądze wypłacono z góry, amunicji nie dostarczono. W 2025 r. aresztowania za dostawy dziesiątek tysięcy wadliwych pocisków artyleryjskich – część wycofano z frontu w czasie największego niedoboru amunicji. Fabryki celowo stosowały gorsze materiały, by maksymalizować zysk przy współudziale urzędników.

W rankingu Transparency International Ukraina dostała żałosne 36 punktów na 100, plasując się na 104. miejscu na świecie. Sektor obronny tradycyjnie zbiera najgorsze oceny. Niezależne szacunki, w tym polskiego byłego wiceministra, mówią wprost: 30–50 proc. pomocy znika lub jest wykorzystywane nieefektywnie.

Polska jest jednym z największych darczyńców Ukrainy. Przekazaliśmy 318 czołgów (PT-91, T-72, Leopardy 2A4), 586 pojazdów opancerzonych, 137 systemów artyleryjskich (w tym Kraby), 10 MiG-29 i 10 helikopterów Mi-24. Wartość samego sprzętu wojskowego wraz z logistyką i szkoleniami przekroczyła do marca 2025 roku 18 miliardów złotych. Efekt? Wojsko Polskie na pewien czas zostało rozbrojone. Żeby uzupełnić braki, musieliśmy gonić zakupy za granicą – Abramsy, K2, F-35 – co kosztuje kolejne dziesiątki miliardów.

Do tego dochodzą wydatki na uchodźców. W 2025 roku Polska przeznaczyła na ich utrzymanie około 2,2 miliarda dolarów – pomoc socjalna, zdrowie, edukacja, zakwaterowanie. Dodatkowe miliardy pochłonął hub w Rzeszowie-Jasionce. A efekt? Część tej pomocy wraca do nas jako szara strefa albo po prostu znika w ukraińskiej korupcyjnej machinie lub w innych państwach NATO.

Ukraina walczy o przetrwanie i ponosi ogromne ofiary – tego nikt rozsądny nie neguje. Polska ma żywotny interes w tym, by nasz sąsiad nie przegrał – granica ukraińska to dziś linia obrony Rzeczypospolitej. Ale solidarność nie może oznaczać samobójstwa i ślepoty. Płacimy podwójnie: raz za wysłany sprzęt i dary, drugi raz – za osłabienie własnej obrony i utrzymywanie systemu, w którym korupcja jest sposobem na życie.

Czas na twardy realizm. Wspólne audyty, dostawy z pełnym śledzeniem, uzależnienie dalszej pomocy od konkretnych, mierzalnych reform antykorupcyjnych. Tylko taka pomoc ma sens – zarówno dla Ukrainy, jak i dla Polski. Bo jeśli nic się nie zmieni, to my – polscy podatnicy – będziemy dalej dokładać do cudzego interesu, tracąc przy tym własne bezpieczeństwo. A to nie jest już solidarność. To naiwność, za którą płacimy bardzo wysoką cenę.

#ukraina #ukraincy #polacy #politka #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna #politykazagraniczna #ukropolin #korupcja

5

⁨UE chce zakazać VPN ❗m.in.

Eurokraci chcę mieć pełną kontrolę nad tym, co robimy w sieci. VPN im to uniemożliwia, dlatego chcą go ograniczyć, a nawet zakazać. Pretekst ten sam co zawsze – „ochrona najmłodszych”.

Wiceprzewodnicząca KE Henna Virkkunen zapowiedziała wprost, że Komisja będzie sprawdzać, jak uniemożliwić obchodzenie weryfikacji wieku przez VPN. "To ważny element kolejnych kroków" - powiedziała na konferencji prasowej w Strasburgu.

VPN to ważne narzędzie. Używają go miliony zwykłych obywateli - do bezpiecznej pracy zdalnej, ochrony danych w publicznych sieciach, omijania cenzury w krajach autorytarnych, ochrony prywatności przed korporacyjnym śledzeniem. Ograniczenie VPN to ograniczenie podstawowego narzędzia cyfrowego bezpieczeństwa.

Co ciekawe - sama Virkkunen przyznała, że "trudno stworzyć rozwiązania, których nie da się obejść". Innymi słowy: wiedzą, że VPN trzeba będzie zakazać, aby osiągnąć założone cele. Kto jest zakazuje VPN na świecie? http://M.in. Chiny i Rosja.

Polska do końca 2026 roku musi przedstawić plan wdrożenia weryfikacji wieku. Rząd Tuska jak zwykle kiwa głową i wdraża. Prawdopodobnie do Facebooka będziemy logować się przez mObywatela. Abstrakcja!

Konfederacja mówi wprost: prywatność w sieci i prawo do anonimowego korzystania z internetu to element wolności obywatelskiej.⁩ #uniaeuropejska #unia #politka #politycznapoprawnosc #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna

25

Militarny hazard na kredyt: Polska dla USA naraża się na finansową katastrofę

Gdy w 2029 roku na wrocławskich Strachowicach wyląduje pierwszy amerykański transportowiec C-5 Galaxy, Polska będzie już nie tylko sojusznikiem, ale de facto logistyczną kolonią Pentagonu w Europie Środkowej. Jak ujawnia „Forsal”, na lotnisku powstaje gigantyczne Airport of Debarkation – samowystarczalne miasto e z płytami postojowymi na dziesiątki ciężkich samolotów, magazynami amunicji, stołówkami, szpitalami polowymi i centrami dowodzenia. Do tego rozbudowa Drawska Pomorskiego, Powidza i Łasku. Całość – ponad 500 milionów dolarów amerykańskich inwestycji, z których zdecydowaną większość płaci polski podatnik. Rząd mówi o „współfinansowaniu”. W rzeczywistości to my bierzemy kredyt, a Amerykanie dostają gotową infrastrukturę.

To nie jest incydent. To kulminacja beztroskiej, nieprzemyślanej militaryzacji, którą rząd prowadzi w najgorszym możliwym momencie gospodarczym w historii III RP.

Budżet na 2026 rok zakłada 200,1 mld zł na obronę – 4,81 proc. PKB. Z Funduszem Wsparcia Sił Zbrojnych przekracza 201 mld zł i pożera prawie 22 proc. wszystkich wydatków państwa. Jeszcze cztery lata temu było to 1,6–2 proc. Do 2035 roku tylko na sprzęt wojskowy mamy wydać 640 mld zł, a cała dekada militaryzacji może pochłonąć nawet 1,9 bln zł. Jednocześnie deficyt budżetowy sięga 271,7 mld zł – rekord wszech czasów. Dochody pokrywają ledwie 70 proc. wydatków. Dług publiczny galopuje, obsługa zadłużenia w 2026 roku wyniesie 112,5 mld zł – więcej niż cały resort edukacji czy zdrowia. FWSZ jest już zadłużony na dziesiątki miliardów i co roku pożycza kolejne dziesiątki. To nie jest finansowanie – to finansowa bomba z opóźnionym zapłonem.

Taka „inwestycja w bezpieczeństwo” – to po prostu hazard.

Po pierwsze – totalny brak priorytetów. Budujemy jednocześnie bazy dla obcych wojsk, kupujemy za granicą broń na kredyt, zwiększamy armię do ponad 300 tys. żołnierzy i modernizujemy wszystko naraz. Nie ma publicznej, wiarygodnej strategii, która pokazałaby, ile z tych miliardów realnie wzmacnia polskie zdolności bojowe, a ile po prostu ułatwia amerykanom przerzut sił na wschód. Polska staje się wielkim parkingiem i magazynem dla USA – za własne pieniądze.

Po drugie – druzgocące koszty alternatywne. Każde 100 mld zł wrzucone w czołgi i bazy to pieniądze, których nie ma na szpitale (kolejki do specjalistów biją rekordy), szkoły (budynki w ruinie), drogi, kolej czy transformację energetyczną. W czasie gdy gospodarka hamuje, przedsiębiorcy walczą o przetrwanie, a demografia wykrwawia rynek pracy, państwo pompuję setki miliardów w sektor, który nie zwróci się nigdy w formie wzrostu PKB. To nie jest wybór „bezpieczeństwo albo dobrobyt”. To wybór „bezpieczeństwo zamiast przyszłości”.

Po trzecie – cykliczne oszustwo finansowe. Zamiast uczciwej debaty o podatkach, cięciach w systemie socjalnym czy reformach, rząd ukrywa gigantyczne wydatki w pozabudżetowym FWSZ. NIK i ekonomiści od lat biją na alarm: to klasyczne omijanie konstytucyjnych limitów zadłużenia. Efekt? Dług ukryty, który kiedyś i tak spadnie na zwykłych obywateli w formie wyższych podatków, inflacji lub cięć emerytur.

Oczywiście, wojna w Ukrainie jest faktem i nikt przy zdrowych zmysłach nie neguje potrzeby modernizacji armii po dekadach zaniedbań. Ale skala, tempo i beztroska, z jaką rząd zadłuża kraj po uszy, przekraczają granice rozsądku. Budujemy imperium logistyczne dla USA, jakbyśmy mieli nieskończone zasoby, a nie rekordowy deficyt i rosnące odsetki od długu.

Pytanie nie brzmi już „czy Polska powinna się zbroić”. Pytanie brzmi: czy Polska nie popełnia właśnie największego finansowego błędu strategicznego od 1989 roku?

Z całą pewnością można stwierdzić, że historia o wrocławskiej bazie to nie jest wiadomość o „kolejnej inwestycji”. To symbol. Symbol państwa, które w imię bezpieczeństwa gotowe jest poświęcić stabilność finansów publicznych, przyszłość młodych pokoleń i suwerenność gospodarczą. Historia uczy, że armie budowane na kredyt kończą się albo bankructwem, albo uzależnieniem. Polska właśnie testuje obie te drogi jednocześnie – i robi to z uśmiechem na ustach.

JACEK TOCHMAN #wojsko #polityka #politycy #polska #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna

10

⁨UE wprowadza parytety we władzach prywatnych spółek giełdowych!IDEOLOGIA zamiast kompetencji.

Do 30 czerwca 2026 roku duże spółki giełdowe w całej Unii Europejskiej będą musiały zwiększyć udział kobiet w zarządach i radach nadzorczych. Wymusza to dyrektywa „Women on Boards”, która nakłada na firmy obowiązek osiągnięcia określonych parytetów płci w organach zarządzających.

Przepisy zakładają dwa możliwe cele. Albo 40 proc. kobiet w radach nadzorczych, albo 33 proc. udziału kobiet we wszystkich stanowiskach kierowniczych, zarówno w zarządach, jak i w radach nadzorczych.

W Polsce nowe regulacje obejmą ponad 100 spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych. Problem polega na tym, że obecnie wymagania te spełnia zaledwie niewielka część firm. W 2024 roku kobiety stanowiły 13,6 proc. członków zarządów oraz 18,7 proc. członków rad nadzorczych, a ponad 60 proc. spółek nie miało ani jednej kobiety w zarządzie.

Zamiast zostawić te decyzje właścicielom firm i akcjonariuszom, Bruksela chce rozwiązać problem ustawowym przymusem. Oznacza to, że spółki będą zmuszone dobierać skład władz nie według kompetencji, doświadczenia czy wyników, lecz według narzuconych z góry proporcji płci.

Nikt nie powinien patrzeć na płeć przy zatrudnieniu ludzi, a jeszcze gorszy jest fakt, że UE tego typu praktyki zamierza stosować przymusowo wobec prywatnych podmiotów.

To nie tylko absurdalny interwencjonizm, ale również podejście uwłaczające dla kobiet. W praktyce dojdzie do sytuacji, w której kobiety w zarządach i radach nadzorczych będą tylko figurantkami, które dostają pensję tylko za to, że pomagają zrealizować unijną politykę. To uderzy w autorytet kobiet, które swoją karierę zawodową zawdzięczają kompetencjom, pracowitości i umiejętnościom.

W gospodarce liczyć powinny się przede wszystkim kompetencje, doświadczenie i odpowiedzialność za wyniki przedsiębiorstwa. Jeśli zaczniemy zastępować te kryteria politycznymi parytetami, wkraczamy na drogę, na której o składzie zarządów firm decydować będą urzędnicy i ideologiczne cele Brukseli, a nie realne potrzeby rynku.⁩ #politka #polacy #polska #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna #uniaeuropejska #zielonaenergia

17

Katastrofa migracyjna z Bliskiego Wschodu już puka

W dobie geopolitycznych zawirowań polskie władze pompują miliardy złotych w betonowe fortyfikacje na granicy z Białorusią i Rosją, przekonując podatników, że to klucz do bezpieczeństwa. Zapora z Białorusią, ukończona w 2022 roku, pochłonęła 1,6 miliarda złotych, a ambitny program „Tarcza Wschód” z 2024 roku zakłada kolejne 10 miliardów na umocnienia wschodniej flanki. Brzmi imponująco? Szkoda tylko, że te stalowe mury nie powstrzymują fali migrantów – ani tych nielegalnych, ani tych witanych z otwartymi ramionami i wizami pracowniczymi. Nadciągająca burza z Bliskiego Wschodu, gdzie USA i Izrael właśnie rozpętały wojnę z Iranem, każe pytać: po co beton na wschodzie, skoro prawdziwe wyzwania płyną z dyplomacji i… zachodniej granicy?

Budowa zapory na granicy z Białorusią ruszyła w 2021 roku. Stalowa konstrukcja wysokości 5,5 metra, z drutem kolczastym i systemami elektronicznymi, kosztowała 1,6 miliarda złotych – kwotę, którą można by przeznaczyć na setki szkół czy szpitali. Do tego dochodzą plany na granicę z obwodem kaliningradzkim: tymczasowe bariery z drutu, a wkrótce elektroniczne systemy za setki milionów. Całość uzupełnia „Tarcza Wschód” – projekt z 2024 roku, wart 10 miliardów złotych, obejmujący bunkry, okopy i zaawansowane technologie. Premier Donald Tusk chwalił to jako „inwestycję w bezpieczeństwo”, ale fakty mówią co innego.

W 2023 roku odnotowano 26 tysięcy prób nielegalnego przekroczenia granicy polsko-białoruskiej. W 2024 – już 30,4 tysiąca, choć w drugiej połowie roku spadek o 50% po wprowadzeniu strefy buforowej. W 2025 – około 30 tysięcy, z lekkim obniżeniem dynamiki. Płot na granicy dziurawy jak sito: Straż Graniczna chwali się skutecznością 97–98%, ale tysiące pushbacków – często brutalnych i kwestionowanych przez HRW jako łamanie prawa UE – świadczą o braku nadziei. A koszty? Utrzymanie granicy z Białorusią pochłania 2,5 miliarda złotych rocznie. Chociaż dyplomacja przyniosła efekty w 2024, ale betonowy fetysz wciąż trwa.

Tymczasem nikt z polityków nie chce powiedzieć otwarcie, że prawdziwa „inwazja” w naszym kraju dzieje się legalnie. W 2023 roku urodziło się w Polsce około 272 tysięcy dzieci, podczas gdy wydano 320,6 tysiąca pozwoleń na pracę dla cudzoziemców. W 2024 – 245 tysięcy urodzeń kontra 322,9 tysiąca wiz pracowniczych. W 2024 Polska wydała 488,8 tysiąca pierwszych zezwoleń na pobyt dla obywateli spoza EU, a liczba cudzoziemców z ważnymi dokumentami przekroczyła milion. To nie incydent – polski trend od 2019. Gospodarka pędzi, ale brakuje rąk: logistyka, budownictwo, opieka zdrowotna stoją dzięki „importowi” z Ukrainy, Indii czy Kolumbii.

Państwo kapituluje przed demografią: współczynnik dzietności spadł do 1,03 w 2025, a zamiast polityki prorodzinnej – tanie mieszkania, stabilne umowy – woli wizy. To pragmatyzm czy lenistwo? Mur na wschodzie nie wpływa na te liczby – imigranci lądują na Okęciu, nie w Puszczy Białowieskiej.

A teraz wisienka na torcie: 28 lutego 2026 USA i Izrael rozpoczęły ofensywę przeciw Iranowi. Ataki na Teheran, zabicie ajatollaha Chameneiego, bombardowania nuklearnych instalacji – Trump nazywa to „ostatnią szansą” na zmianę reżimu. Iran kontratakuje: ataki na bazy USA, blokada Ormuzu, zaangażowanie Hezbollahu i Huti. Konflikt eskaluje: setki zabitych, destabilizacja regionu.

Eksperci z Mixed Migration Centre szacują, że w przypadku długotrwałej destabilizacji, do 20-25% populacji – czyli 18-22 miliony Irańczyków – może szukać schronienia poza granicami Iranu. To więcej niż w Syrii w 2015 roku, gdzie wojna wypędziła 6,6 miliona osób, z czego ponad milion trafiło do Europy. Na razie nie ma masowego exodusu: raporty z pierwszych dni wskazują na niewielki wzrost przekroczeń granicy z Turcją (50–100 pojazdów więcej dziennie), Armenią i Irakiem, głównie przez Irańskich Kurdów i zamożniejszych obywateli. Ale to cisza przed burzą – jak w Syrii, gdzie początkowe ucieczki do sąsiadów (Turcja, Liban, Jordania) szybko przerodziły się w falę do Europy.

Dla Polski oznacza to presję na system azylowy. Historycznie, konflikty bliskowschodnie – jak wojna w Iraku (2003), Syrii (2011) czy Afganistanie (2021) – generowały fale migrantów przez szlak bałkański: z Turcji przez Grecję, Macedonię, Serbię do Węgier i dalej na północ. W 2015 roku Polska przyjęła tylko 12 tysięcy uchodźców z Syrii, ale presja UE na relokację była ogromna. Teraz, z destabilizacją Libanu (Hezbollah), Jemenu i potencjalnie Iraku, szlaki mogą się zintensyfikować. UNHCR ostrzega, że w ciągu 18–24 miesięcy Europa może zobaczyć 2-4 miliony nowych migrantów z regionu, w tym Irańczyków, Libańczyków i Irakijczyków. Polska, z już napiętym systemem, może być zmuszona do przyjęcia dziesiątek tysięcy – zwłaszcza jeśli Niemcy, jak w 2015, otworzą granice, a potem zaczną pushbacki w ramach procedur dublińskich.

Budowa ogrodzenia na granicy z Rosją i Białorusią to lekcja marnotrawstwa: miliardy złotych na barierę, która nie zatrzymuje migrantów, podczas gdy dyplomacja mogłaby przynieść trwałe rozwiązania. W obliczu wojny USA-Izrael-Iran, Polska musi przygotować się na nową falę uchodźców – nie murami, ale współpracą międzynarodową. Inaczej betonowe fortyfikacje okażą się tylko kosztownym pomnikiem krótkowzroczności polityki naszych władz.

HANNA KRAMER #politka #politycy #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna #migranci #iran

11

W Kijowie sprzedają generatory za polskie pieniądze

W ostatnich dniach internet huczy od plotek: Ukraińcy rzekomo odsprzedają polskie generatory na OLX. W tle głośnych doniesień o polskiej pomocy rządowej i obywatelskiej – zwłaszcza transportach agregatów prądotwórczych do Kijowa – w polskich mediach społecznościowych lawinowo rozprzestrzenia się narracja o tym, że darowizny trafiają na czarny rynek.

Jedna z najmocniej rezonujących historii dotyczy właśnie generatorów przekazanych w ramach akcji „Ciepło z Polski dla Kijowa”. Na początku 2026 roku na platformie X pojawiły się setki postów z rzekomymi zrzutami ekranu z ukraińskiego OLX – zdjęcia ogłoszeń sugerowały, że pomocowe agregaty są wystawiane na sprzedaż z zyskiem. Według strony ukraińskiej to typowa operacja hybrydowa: rosyjskie boty i trolle pompują nienawiść, by rozbić polsko-ukraińską solidarność. Polskie MSWiA również szybko zdementowało sprawę, zapewniając, że każdy egzemplarz jest dokładnie monitorowany i trafia wyłącznie do cywilów. Problem w tym, że Kijów do dziś nie pokazał żadnego twardego dowodu – zdjęcia z rozładunku, listy seryjne, protokoły przekazania – które jednoznacznie potwierdziłyby, że te konkretne maszyny dotarły do potrzebujących. W takiej sytuacji rodzi się uzasadnione pytanie: czy pomoc naprawdę trafia tam, gdzie powinna?

Mądrość ludowa głosi, że nie ma dymu bez ognia. Ukraina od dekad boryka się z głęboko zakorzenioną korupcją, a wojna tylko dolewa oliwy do ognia. W rankingu Transparency International za 2024 rok (publikowanym w 2025) Ukraina uplasowała się na 105. miejscu spośród 180 państw, zdobywając zaledwie 35 punktów na 100 – wynik wyraźnie wskazujący na bardzo wysoki poziom ryzyka korupcyjnego.

Polska pomoc humanitarna – w tym generatorów z akcji „Ciepło z Polski dla Kijowa” – nie jest wolna od ryzyka. Ukraina rzeczywiście zmaga się z głęboko zakorzenioną korupcją, a wojna tylko spotęgowała stare patologie: zawyżone ceny, fikcyjne kontrakty, haracze i wyprowadzanie pieniędzy. Afery typu „jajka po 17 hrywien”, schemat Hrynkewycza, operacja „Midas” czy niewykonane osłony infrastruktury energetycznej za 1,6 mld dolarów pokazują, że problem jest realny i systemowy. Nie da się go zamieść pod dywan hasłami o „solidarności”. Pomoc powinna być monitorowana jeszcze mocniej: pełne listy seryjne, publiczne protokoły przekazania, audyty międzynarodowe, mechanizmy wycofania w razie nadużyć. Bez tego zaufanie będzie słabnąć – nie tylko wśród zwykłych Polaków, ale także wśród rządów i organizacji donatorów. Ukraina musi sama pokazać, że potrafi rozliczać się z korupcją nie tylko w słowach, lecz w czynach. Dopóki tego nie zrobi, każda nowa afera będzie podsycać wątpliwości, bo w wojnie o zaufanie nie wystarczy dobry intencja – trzeba też przejrzystości i dowodów. Inaczej dym, o którym mówi przysłowie, będzie gęstniał, nawet jeśli ognia naprawdę nie ma.

HANNA KRAMER

#polacy #politka #politycy #politykamiedzynarodowa #ukraina #ukraincy #ukrainskapropaganda #korupcja

7

Biologiczny ojciec bez praw. Jego dziecko trafi na Ukrainę przez bierność państwa.

Historia 42 letniego Sebastiana z Raciborza pokazuje brutalną prawdę o polskim prawie rodzinnym. Mężczyzna, który jest biologicznym ojcem dziecka, został przez system zepchnięty na margines, pozbawiony kontaktu z córką i możliwosci obrony swoich praw. Testy DNA jednoznacznie potwierdzają jego ojcostwo, a mimo to od ponad roku nie widział własnego dziecka. Państwo w tej sprawie stoi po stronie formalnej fikcji, a nie biologicznej i emocjonalnej rzeczywistości.

Matka dziecka wskazała jako ojca swojego nowego męża, a on podpisał się pod tym oświadczeniem. Prawo na to pozwala. Nie ma sankcji karnych, nie ma odpowiedzialności za świadome podanie nieprawdy w tak fundamentalnej sprawie jak ojcostwo. Adwokaci wprost przyznają, że kobieta może wskazać dowolnego mężczyznę, a biologiczny ojciec zostaje z niczym, dopóki nie przejdzie wieloletniej drogi sądowej. To systemowe przyzwolenie na krzywdę.

Pan Sebastian dowiedział się o narodzinach córki z mediów społecznościowych. Gdy rozpoczął walkę o dziecko, prokuratura przez ponad pół roku przetrzymywała sprawę, a on sam był traktowany wyłącznie jako świadek. Formalnie nie istnieje jako ojciec, więc nie ma prawa do informacji, decyzji ani kontaktu.

Najbardziej niepokojące są wypowiedzi matki dziecka. Wprost zapowiada wyjazd na Ukrainę, by uniemożliwić ojcu jakikolwiek kontakt z córką, nawet jeśli sąd potwierdzi jego ojcostwo. Prawo rodzinne okazuje się bezradne wobec takiego działania, a dziecko staje się narzędziem w sporze dorosłych.

W tej historii nie chodzi tylko o jednego mężczyznę. Chodzi o tysiące ojców, którzy zostali wyeliminowani z życia własnych dzieci przez wadliwe przepisy i urzędniczą obojętność. Biologiczne ojcostwo nie daje dziś realnej ochrony. Liczy się podpis, procedura i wygoda jednej strony. Dobro dziecka jest tylko hasłem, które znika w zderzeniu z praktyką. Państwo, które nie chroni prawa dziecka do obojga rodziców i prawa ojca do relacji z własnym dzieckiem, samo produkuje dramaty, frustrację i poczucie niesprawiedliwości

#polska #polacy #politka #politycy #politykaspoleczna #politykamiedzynarodowa #ukraina #ukraincy #ukrainizacjapolski

15

„Na Ukrainie liczy się biznes, dziewiętnastowieczny, bez zasad”youtube.com

Zdjęcie

- o Ukrainie - państwie wielonarodowościowym

- jak Rosja może (i pewnie będzie) wykorzystywać nierozwiązaną kwestię banderowską

- o dokrtynie nacjonalistycznej - systematycznym rugowaniu resztek polskości ze Lwowa

- o skrajnie naiwnej polityce zagranicznej Polski

- o agenturze

- o skali korupcji

rozmawiają Zapałowski i Warzecha

http://www.youtube.com/watch?v=6z2pODsCBTM

#ukraina #politykamiedzynarodowa #gospodarka

10

Umowa z Mercosur oznacza olbrzymi przemyt narkotyków do Europy!

Już dziś morskie transporty żywności z Ameryki Południowej do Europy służą do przemytu narkotyków. Po podpisaniu umowy z Mercosur staniemy się eldorado dla karteli narkotykowych. W jednym transporcie da się ukryć kilka ton kokainy!

Brytyjski dziennik „The Telegraph”, powołując się na źródła wywiadowcze, ujawnił, że kartele wykorzystują statki załadowane chorym i martwym bydłem do przemytu ogromnych ilości kokainy trafiającej ostatecznie na europejski rynek.

Według informacji pochodzących z Centrum Analiz i Operacji Morskich ds. Narkotyków, w portach kontrolowanych przez gangi w Brazylii oraz w kolumbijskiej Cartagenie na zdezelowane jednostki ładuje się jednorazowo nawet 10 tys. krów. Statki płyną przez Karaiby, gdzie przejmują kokainę z mniejszych jednostek. Ładunki o wartości sięgającej 450 mln funtów są ukrywane w silosach zbożowych i improwizowanych skrytkach na pokładzie.

Służby graniczne rzadko decydują się na przejęcie takich statków. Zarządzanie tysiącami zwierząt, fatalne warunki sanitarne i intensywny odór tworzą koszmar logistyczny. Psy tropiące są bezużyteczne, a koszt pełnej kontroli bez precyzyjnych danych jest ogromny. Przemytnicy doskonale o tym wiedzą i cynicznie to wykorzystują.

Oficjalnym celem rejsów są porty w Libanie lub Egipcie, gdzie przepisy sanitarne są mniej rygorystyczne. Po drodze narkotyki przeznaczone dla Antwerpii i Rotterdamu trafiają na pontony wyposażone w GPS i w ten sposób są wprowadzane do Belgii i Holandii. Skuteczność tej metody jest porażająca. Przez ostatnie 18 lat w Europie zatrzymano tylko jeden statek z bydłem przewożący kokainę, choć według szacunków, co tydzień z Ameryki Południowej wypływa co najmniej jedna podejrzana jednostka.

24 stycznia 2023 roku hiszpańska policja przechwyciła statek Orion V płynący z Kolumbii do Libanu. Na jego pokładzie znaleziono 4,5 tony kokainy. Podczas interwencji funkcjonariusze brodzili w gnoju. Ten przykład pokazuje, o jakiej skali problemu mówimy.W tym kontekście umowa handlowa z Mercosur nie jest abstrakcyjną debatą o taryfach. To realne ryzyko zwiększenia skali przemytu narkotyków do Europy pod przykrywką handlu żywnością. Jeżeli transportów żywnościowych będzie więcej, to i ładunki będą mogły być mniejsze, więc mniej wykrywalne. To tylko kolejny powód do zatrzymania umowy z Mercosur! Zatrzymajmy to, zanim koszty poniosą nasze społeczeństwa. #politka #politycy #politykazagraniczna #politykamiedzynarodowa #uniaeuropejska #mercosur

15

Ukraińcy będą pomagać tropić dezinformację w Polsce? To oni dezinformują!4.pr

Polska i Ukraina podpisały nową umowę o współpracy w zwalczaniu przestępczości. W umowie wspomniano o wspólnym przeciwdziałaniu dezinformacji. Polskie MSW poinformowało, że po wejściu umowy w życie możliwa będzie skuteczniejsza wymiana informacji między polskimi i ukraińskimi służbami. Problem w tym, że często to Ukraina prowadzi u nas dezinformację. W kontekście wojny, ale i w kontekście polityki historycznej.

Tu przykłady dezinformacji Ukrainy:

1.Katastrofa w Przewodowie: Ukraińska rakieta przeciwlotnicza zabiła dwóch Polaków na Lubelszczyźnie. Ukraiński rząd naciskał, aby Polska zwaliła winę na Rosję. Przeprosin do dziś nie uzyskaliśmy, a Ukraińcy blokują śledztwo.

2.Minimalizowanie roli OUN-UPA w rzezi wołyńskiej: Ukraińskie instytucje państwowe (np. Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej) promowały narrację o "wojnie polsko-ukraińskiej" lub "buncie społecznym" w 1943 r., bagatelizując zaplanowany charakter ludobójstwa na Polakach i przerzucając częściową odpowiedzialność na stronę polską.

3.Pretensje o brak dostaw MiG-29: Zełenski publicznie krytykował Polskę za nieprzestrzeganie rzekomych porozumień o przekazaniu wszystkich myśliwców. Takie porozumienia nie istnieją.

http://4.Próba wciągnięcia innych w wojnę: Wielokrotnie Ukraińcy produkowali fejki o rzekomym naruszeniu przestrzeni powietrznej nad Polską, Rumunią i Mołdawią twierdząc, że to celowe ataki Rosji. Najczęściej było to jednak związane z błędami ukraińskiej obrony przeciwlotniczej.

5.Brak wdzięczności za pomoc humanitarną: W kontekście protestów rolników i blokowania ukraińskiego zboża technicznego, ukraińskie instytucje sugerowały, że Polska wykorzystuje sytuację wojenną dla własnych interesów, mimo że w rzeczywistości byliśmy największym dawcą pomocy w przeliczeniu na PKB.

Czy Ukraina, to jest na pewno dobry partner do walki z dezinformacją? Co uważacie? #polacy #politka #politycy #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna #ukraina #ukraincy #ukrainizacja #ukrainskapropaganda

15

Ukraińscy politycy przegłosowali 3-krotne PODWYŻKI dla samych siebie!

Jednocześnie Kijów żąda zagranicznego wsparcia finansowego.

Przegłosowany budżet Ukrainy na 2026 rok zawiera oczekiwanie 60 mld euro zagranicznego wsparcia. Jednocześnie deputowani podnieśli własne środki na działalność polityczną z 60 tys. do 200 tys. hrywien miesięcznie. Podwyżka jest tłumaczona jako rzekome zabezpieczenie przed korupcją.

W budżecie nie uwzględniono podwyżek dla żołnierzy, co gorzko komentują wojskowi. Ukraińscy oficerowie, w tym ppłk Maksym Żorin, mówią wprost, że brak podwyżek to kompromitacja, która przełoży się na morale, dezercje i spadek gotowości bojowej. Jeżeli państwo prowadzi wojnę totalną, a jednocześnie uznaje, że politycy zasługują na trzykrotne zwiększenie funduszy, to znaczy, że aparat władzy zwyczajnie nie szanuje życia żołnierzy.

W dokumentach rządowych zapisano rekordowe 27 procent PKB na obronę, co odpowiada ponad 2 bilionom hrywien, czyli około 243 mld zł. Jednocześnie część ukraińskich mediów zwraca uwagę, że w budżecie znajdują się pozycje zupełnie nieadekwatne do sytuacji wojennej, jak program profilaktycznych badań 40 latków czy dotacje na telewizyjny program United News. Powstaje zasadnicze pytanie, czy rząd, który zabiega na świecie o dziesiątki miliardów euro, może równocześnie pozwolić sobie na takie wydatki i oczekiwać, że partnerzy międzynarodowi będą traktować go jak państwo poważne i odpowiedzialne.

Kiedy ukraińscy politycy się bawią, polscy podatnicy wydają kolejne miliony na pomoc dla Ukrainy czy zmagają się z turystyką zdrowotną. Sytuacja na Ukrainie jest wysoko patologiczna i pokazuje, że nasze wsparcie nie jest tam szanowane, a wręcz jest przyczynkiem do rozbestwienia. #ukriana #ukraincy #politka #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna

8

Polska tonie w długach. Które regiony mają największe problemy finansowe?

Według najnowszego raportu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej, zadłużenie Polaków osiągnęło niepokojący poziom. W sumie prawie 2 miliony osób w kraju ma do spłacenia aż 42,8 miliarda złotych. To nie tylko raty kredytów czy pożyczek, ale także zaległości za abonamenty telefoniczne, internet, telewizję, czynsze, a nawet opłaty za media. Skala problemu jest ogromna i dotyka niemal każdego zakątka Polski, choć są regiony, które wyróżniają się zarówno pod względem wysokości zadłużenia, jak i rzetelności płatniczej.

Najbardziej zadłużone miasta i powiaty

Analiza Krajowego Rejestru Długów pokazuje, że największe problemy finansowe mają mieszkańcy Śląska i Pomorza. Wśród miast na prawach powiatu niechlubnym liderem jest Wałbrzych, gdzie zadłużenie w przeliczeniu na 1000 mieszkańców wynosi aż 3,7 miliona złotych. W rejestrze figuruje ponad 13,5 tysiąca osób, co stanowi 13,7 procent lokalnej społeczności. Średnie zobowiązanie dłużnika to 26,7 tysiąca złotych.

Na kolejnych miejscach znalazły się Siemianowice Śląskie z długiem na 1000 mieszkańców w wysokości 2,7 miliona złotych i średnim zadłużeniem przekraczającym 30 tysięcy złotych. Wysoki odsetek dłużników odnotowano również w Świętochłowicach, Chorzowie, Bytomiu i Zabrzu, gdzie zadłużenie na 1000 mieszkańców sięga od 2,5 do 2,7 miliona złotych, a odsetek osób z problemami finansowymi waha się między 9 a 11 procent.

Wysoki poziom zadłużenia na Górnym Śląsku to efekt złożonych procesów społeczno-ekonomicznych. Region ten od dekad zmaga się ze skutkami transformacji gospodarczej(...). Mimo że płace są tu zbliżone do średniej krajowej, a bezrobocie niskie, mamy do czynienia z wysokimi kosztami życia - tłumaczy prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej Adam Łącki.

Wśród innych miast z wysokim zadłużeniem znalazły się także Włocławek (2,2 mln zł na 1000 mieszkańców), Jelenia Góra, Legnica, Elbląg i Zabrze, gdzie zadłużenie oscyluje wokół 2 milionów złotych na 1000 mieszkańców. W tych miejscowościach średnio co jedenasta osoba ma zaległości w płatnościach.

Wśród powiatów ziemskich prym wiodą te położone na Pomorzu - sztumski, nowodworski i malborski. Wierzyciele czekają tam na spłatę od 2 do 2,2 miliona złotych na 1000 mieszkańców, a problemy finansowe ma od 7 do 8 procent społeczeństwa. Wysoko na liście znalazł się także powiat białogardzki z Zachodniopomorskiego oraz cztery powiaty z Dolnego Śląska: zgorzelecki, wałbrzyski, lwówecki i lubański. W każdym z nich zadłużenie na 1000 mieszkańców przekracza 1,8 miliona złotych, a co jedenasty mieszkaniec nie reguluje swoich zobowiązań na czas.

Listę zamykają powiaty tczewski z Pomorza i łobeski z Zachodniopomorskiego, gdzie zadłużenie wynosi odpowiednio 7,8 i 7,5 miliona złotych, a odsetek zadłużonych mieszkańców to około 7,6 procent.

Najbardziej rzetelni płatnicy w Polsce

Na drugim biegunie rankingu znalazły się miasta i powiaty, w których zadłużenie jest najniższe. Wśród miast na prawach powiatu najlepiej wypada Tarnobrzeg, gdzie na 1000 mieszkańców przypada niespełna 654 tysiące złotych długu, a w rejestrze figuruje tylko 3,3 procent społeczeństwa. Podobnie niski poziom zadłużenia odnotowano w Rzeszowie (711 tys. zł), Krośnie (821 tys. zł), Kielcach (869 tys. zł), Łomży (903 tys. zł), Białymstoku (930 tys. zł), Nowym Sączu (941 tys. zł), Siedlcach (972 tys. zł), Białej Podlaskiej (980 tys. zł) i Żorach (986 tys. zł).

W każdym z tych miast odsetek mieszkańców wpisanych do rejestru KRD oscyluje wokół 3-4 procent, co daje kilkakrotnie mniej niż w najbardziej zadłużonych ośrodkach na Śląsku czy Dolnym Śląsku.

Wśród powiatów ziemskich z najniższym zadłużeniem dominują regiony południowo-wschodniej Polski. Na czele jest powiat kolbuszowski w województwie podkarpackim, gdzie na 1000 mieszkańców przypada zaledwie 298 tysięcy złotych długu, a w rejestrze dłużników figuruje tylko 1,6 procent mieszkańców, a średnia zadłużenie to 19 tysięcy złotych. Podobna sytuacja występuje w innych powiatach Podkarpacia oraz w powiatach małopolskich: dąbrowskim, nowosądeckim, limanowskim i nowotarskim.

Według autorów raportu, mieszkańcy Podkarpacia i Małopolski są "najbardziej rzetelnymi płatnikami w kraju". "Wynika to z niższych kosztów życia, w efekcie czego mieszkańcy nie są zmuszeni sięgać po pożyczki konsumpcyjne oraz silnych więzi społecznych, które sprawiają, że nikt nie chce żyć z odium dłużnika" - podkreślają eksperci.

Zadłużenie Polaków to nie tylko efekt indywidualnych decyzji finansowych, ale także złożonych procesów społeczno-ekonomicznych. Wysokie koszty życia, transformacja gospodarcza, a także różnice w poziomie zarobków i dostępności usług finansowych sprawiają, że niektóre regiony są bardziej narażone na problemy z regulowaniem zobowiązań.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, liczba ludności Polski na koniec pierwszego półrocza 2025 roku wynosiła 37,4 miliona osób. W kraju funkcjonuje 314 powiatów i 66 miast na prawach powiatu, a zadłużenie dotyka niemal każdego z nich, choć w różnym stopniu. #polacy #polska #polityka #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna

9

Pierwszy mandat w warszawskiej Strefie Czystego Transportu!

Straż miejska nałożyła pierwszy mandat na kierowcę, który czterokrotnie w tym roku wjechał do obszaru objętego ograniczeniami. Strefa obejmuje znaczną część Śródmieścia, a także fragmenty Woli, Żoliborza, Mokotowa oraz rejony Pragi. Wjazd nie jest fizycznie kontrolowany, nie ma szlabanów ani punktów weryfikacji, dlatego odpowiedzialność została przerzucona bezpośrednio na kierowców.

Przepisy dopuszczają wjazd pod warunkiem spełniania norm emisji Euro, co w praktyce oznacza wykluczenie aut benzynowych sprzed 1997 roku i diesli sprzed 2005 roku. Za naruszenie zakazu grozi do 500 zł mandatu. Oznacza to, że jeśli nie stać cię na nowe auto, to zapłacisz ekstra.

W Polsce bezmyślnie kopiowany jest model z państw zachodnich, lecz zupełnie nieprzystający do realiów. Takie regulacje tworzone są w państwach o wielokrotnie wyższym poziomie zamożności, podczas gdy w Polsce duża część obywateli porusza się samochodami starszymi, bo zwyczajnie nie stać ich na nowsze. Wiek przeciętnego auta w naszym kraju to 14 lat. Efekty wprowadzenia SCT są łatwe do przewidzenia. Ruch samochodowy w sercu aglomeracji stanie się de facto dobrem elit dysponujących drogimi autami nowszej generacji.

To element szerszego pomysłu na demotoryzację Polski. Odgórne zakazy, eliminacja rynku wtórnego (dopłaty do elektryków za złomowanie sprawnych aut), sztuczne wypychanie starszych aut z przestrzeni publicznej idealnie wpisują się w interes producentów motoryzacyjnych, a cały proces jest osłaniany narracją klimatyczną. Właśnie dlatego potrzebna jest presja społeczna i sprzeciw wobec absurdów polityki klimatycznej. Żaden Polak na tym nie wyjdzie dobrze.

#zielonaenergia #uniaeuropejska #polska #politka #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna

19