W Polsce mogą przebywać nawet 4 MILIONY imigrantów ze 150 krajów!

To szacunki Warsaw Enterprise Institute. To efekt wspólnych starań rządów Morawieckiego i Tuska, którzy otworzyli nasz kraj na rozcież. Konsekwencje ich bezmyślności będziemy odczuwać przez dekady! Taka skala imigracji odciska znaczące piętno na sytuacji w naszym kraju. Wydłużone kolejki do lekarzy, wysokie ceny nieruchomości, niekonkurencyjne płace czy wzrost przestępczości.

Raport Obserwatorium Wielokulturowości i Migracji z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie pokazuje, jak głęboko te procesy przenikają też system edukacji. W roku szkolnym 2023/2024 w Krakowie uczyło się 66 tys. uczniów szkół podstawowych, z czego 8 tys. stanowili cudzoziemcy, czyli 12 proc. ogółu. W przedszkolach obcokrajowcy stanowili 9,5 proc., w liceach 5 proc., w technikach 12 proc., w szkołach branżowych 11,4 proc., a w szkołach policealnych prawie 30 proc. Najliczniejsze grupy pochodziły z Ukrainy, Białorusi i Indii, co potwierdza, że Kraków staje się jednym z centralnych ośrodków nowych fal migracyjnych.

Patrząc na te dane, widzę wyraźnie narastające wyzwanie dla państwa, które w ciągu kilku lat stało się jednym z największych imigracyjnych hubów w Europie, bez jakiejkolwiek strategicznej polityki migracyjnej. Wzrost liczby obcokrajowców w szkołach, instytucjach publicznych i na rynku pracy oznacza systemowe przeciążenia, ryzyko chaosu integracyjnego, a także trwałą zmianę struktury społecznej, zwłaszcza w dużych miastach. W tej sytuacji konieczne jest postawienie tamy niszczącym nasz kraj procesom migracyjnym. Potrzebujemy polityki odpowiedzialnej i zgodnej z interesem narodowym polityki, która zabezpieczy polskie instytucje i polskie rodziny przed skutkami masowej imigracji. #migracja #migranci #polska #polacy #politka #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna

13

😳Polacy kolonizowali Haiti? Bzdury niemieckich historyków powalają!

Wykład przedstawiony na Uniwersytecie Europejskim Viadrina przez Ankę Steffen z Uniwersytetu Wiedeńskiego został zaprezentowany jako „nowe spojrzenie” na udział narodów Europy Środkowo-Wschodniej w kolonializmie, choć w istocie opiera się na reinterpretacji dobrze znanych faktów na temat naszej historii.

Struktura jej wywodu sprowadza się do tezy, że udział około 5 tys. polskich legionistów (walczących za Napoleona) wysłanych przez Francję na Haiti w XIX wieku stanowi dowód na ambiwalentną rolę Polski w kolonialnych procesach epoki. Problem w tym, że polscy legioniści dołączyli do powstania niewolników z Haiti, a dziś uznawani są za bohaterów narodowych tego państwa.

Tego typu konstrukcje pojawiają się w zachodniej humanistyce coraz częściej i tworzą wygodną podstawę do rozciągania odpowiedzialności za kolonializm na narody, które padły ofiarą zaborów, represji i systemowego wynaradawiania. Próba przedstawienia Europy Wschodniej jako obszaru, w którym miały się kształtować kolonialne dyskursy, wpisuje się w szerszy trend rozmywania odpowiedzialności tradycyjnych imperiów oraz budowania fałszywej symetrii między państwami podporządkowanymi a imperiami kolonialnymi, takimi jak Niemcy!

Niemieckie media chętnie podchwyciły tę narrację, przedstawiając ją jako nowatorską rewizję polskiej historii. W rzeczywistości jest to kolejny element polityki historycznej, która ma osłabiać polskie prawo do jednoznacznej oceny własnej przeszłości. #polska #polityka #politykamiedzynarodowa #niemcy

20

OZE nie jest w stanie zastąpić węgla nawet na najmniejszym odcinku!

Dane z KSE pokazują brutalną prawdę o polskiej energetyce i kompromitują propagandę o tanich, zawsze dostępnych odnawialnych źródłach energii. Weźmy dane z dziś (oficjalna strona Polskich Sieci Elektroenergetycznych):

ZAPOTRZEBOWANIE 23979 MW

Energetyka wodna: 589

Energetyka wiatrowa: 727

Energetyka słoneczna: 233

Inne OZE: 0

Energetyka cieplna: 21 666

Import: 825

Te liczby nie pozostawiają miejsca na interpretacje. Mamy początek zimy. Słońca brak. wiatr nie wieje, więc cały ciężar utrzymania gospodarki i zapewnienia dostaw energii spoczywa na energetyce konwencjonalnej, przede wszystkim węglowej. To jest fakt, z którym nie da się polemizować, niezależnie od tego, co twierdzą opłacani z zagranicy autorzy grantowych raportów i medialnych narracji.

Przez lata debatę publiczną kształtowały organizacje i osoby finansowane z funduszy unijnych oraz instytucji finansowych promujących własne modele biznesowe. Produkują one analizy, ekspertyzy i wpisy na X skrojone pod jedną tezę, zgodnie z którą węgiel należy jak najszybciej wygasić, a OZE rzekomo zastąpi całą krajową generację bez kosztów i bez ograniczeń. To bajki dla dużych dzieci.

Choćbyśmy wsadzili setki miliardów złotych w OZE, to nie zapewnimy sobie w ten sposób alternatywy dla węgla. Owszem, będą dni w roku, w których silny wiatr i bezchmurne niebo może nam zapewnić większość energii, ale to rzadkie scenariusze, uzależnione od czynników atmosferycznych. Trzonem naszej energetyki pozostaje węgiel i nie da się go w przypadku Polski zastąpić OZE. Alternatywą może być energetyka jądrowa, której na ten moment nie mamy.

Obecny kurs na pełną zeroemisyjność jest katastrofalny dla naszego bezpieczeństwa. Już teraz importujemy coraz więcej energii, co ukazuje słabość naszego bezpieczeństwa energetycznego. W tle pracuje ciężkie lobby klimatyczne, z którym związany jest biznes branży OZE oraz ideologiczne zacietrzewienie eurokratów. Koszty przerzucane są na społeczeństwo i przemysł, podczas gdy twórcy transformacji pozostają beneficjentami własnej propagandy.

W interesie naszego kraju leży odbudowa stabilnych mocy, a nie podporządkowywanie bezpieczeństwa energetycznego interesom lobbystycznych środowisk żyjących z grantów i finansowych instrumentów transformacji. #politycy #polityka #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna #zielonaenergia

15

Nowy podatek w Polsce. Wzrost rachunków dla milionów gospodarstw domowych. Oto pierwsze wyliczenia

Ogrzewanie domów gazem i węglem znacząco podrożeje dla milionów polskich rodzin. Przyczyną jest wprowadzenie nowego podatku od emisji CO2, który podniesie rachunki. Choć podatek ma wejść w życie, jego termin obowiązywania może zostać przesunięty. Oto szczegóły.

Prawdopodobieństwo wprowadzenia Systemu Handlu Emisjami 2 (ETS2) już w 2028 roku, a nie w 2030 roku, zgodnie z oczekiwaniami polskich polityków, znacząco wzrosło. Stało się tak, ponieważ Parlament Europejski odrzucił dalsze opóźnienie tego projektu, przyjmując swoje stanowisko negocjacyjne przed rozmowami z Radą Unii Europejskiej na temat całości unijnej polityki klimatycznej. Pierwotna propozycja Komisji Europejskiej zakładała start ETS2 w 2027 roku, jednak Rada UE przeforsowała już roczne przesunięcie na rok 2028. W rezultacie żadna kluczowa instytucja unijna nie popiera obecnie kolejnego dwuletniego odroczenia projektu. Chociaż Parlament i Rada mogą różnić się w innych kwestiach w nadchodzących negocjacjach klimatycznych, ich stanowiska w sprawie terminu ETS2 są obecnie zbieżne.

Nowy podatek, wynikający z objęcia systemem zezwoleń na emisję CO2 sektorów transportu i budownictwa, dotknie miliony osób w Polsce. Analitycy ING Banku Śląskiego oszacowali dodatkowe obciążenia finansowe, zakładając cenę uprawnień na poziomie 200 zł za tonę CO2, czyli 45 euro. W przypadku paliw oznacza to 46 groszy więcej za litr benzyny E95 i 54 grosze więcej za litr oleju napędowego. W przypadku ogrzewania gazowego obciążenie to wyniesie 90 zł za MWh gazu, co stanowi znaczący dodatek do obecnej taryfy dla gospodarstw domowych wynoszącej 239 zł. Dodatkowo, tona węgla podrożeje o około 400 zł.

Wprowadzeniu ETS2 będzie towarzyszyć utworzenie Społecznego Funduszu Klimatycznego. Jego celem jest umożliwienie państwom członkowskim finansowania inwestycji niskoemisyjnych w budownictwie i transporcie, ze szczególnym uwzględnieniem osób zagrożonych ubóstwem energetycznym. W Polsce nowy podatek od ogrzewania dotknie dużą część społeczeństwa. Dane Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków z 10 marca 2025 roku, oparte na 17,4 mln zarejestrowanych deklaracji źródeł ciepła, wskazują, że gaz jest najczęściej używanym paliwem do ogrzewania domów, z którego korzysta 4,9 mln gospodarstw. Ponadto, 2,9 mln użytkowników używa pieców na węgiel, drewno, pellet lub inne paliwa stałe z ręcznym podawaniem, a 1,4 mln posiada kotły na paliwo stałe z automatycznym podawaniem, co łącznie oznacza miliony osób, które odczują wprowadzenie ETS2. Mniej popularne, lecz wciąż liczne, są inne źródła: 2,6 mln użytkowników ogrzewa domy elektrycznie, 1,6 mln korzysta z kominka lub ogrzewacza na paliwo stałe, a 1 mln wykorzystuje lokalną sieć ciepłowniczą.

#uniaeuropejska #politka #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna #zielonaenergia #zieloni #zielonylad

5

Histeria na granicy: Polska zamyka drzwi do własnej gospodarki

W ciągu ostatnich trzech lat granica polsko-białoruska stała się symbolem rosnącego napięcia w Europie Wschodniej, gdzie polityczne prowokacje mieszają się z zagrożeniami dla bezpieczeństwa. Od kryzysu migracyjnego w 2021 r., przez unijne sankcje w 2022 r., po zamknięcia granic w 2025 r. – działania Polski i Litwy, postrzegane przez Mińsk jako celowa eskalacja, prowokują coraz ostrzejsze odpowiedzi Białorusi. Najnowszy dekret prezydenta Alaksandra Łukaszenki z 31 października 2025 r., wprowadzający zakaz wjazdu ciężarówek i ciągników zarejestrowanych w Polsce i na Litwie do końca 2027 r., to kulminacja tej spirali.

Napięcia na granicy polsko-białoruskiej nasiliły się w 2021 r., gdy Białoruś oskarżono o „wojnę hybrydową” poprzez instrumentalizację migracji – ponad 40 tys. nielegalnych prób przekroczenia granicy doprowadziło do budowy muru granicznego przez Polskę w 2022 r. kosztem ok. 350 mln euro. W 2022 r., po rozpoczęciu ukraińskiego kryzysu na Ukrainie, Polska i Litwa wprowadziły restrykcje handlowe, w tym zakazy eksportu towarów podwójnego zastosowania. Unijne sankcje – 16 pakietów wprowadzonych od 2022 r. – zablokowały 70 proc. eksportu Białorusi do UE, w tym potas i drewno, powodując spadek handlu UE-Białoruś o 50 proc. w porównaniu do 2021 r. polski eksport do Białorusi spadł z 1,8 mld euro w 2022 r. do ok. 1 mld euro w 2024 r., podczas gdy import wzrósł z 1 mld do 2,36 mld euro – głównie maszyny i chemikalia – co pokazuje, jak prowokacje handlowe odbijają się na obu stronach.

W tym roku eskalacja osiągnęła szczyt – ale to efekt polskiej histerii, gdzie rząd Tuska wielokrotnie zamykał granice pod pretekstami tzw. zagrożenia, ignorując rosnące straty gospodarcze. 12 września Polska zamknęła wszystkie przejścia graniczne z Białorusią – w tym kolejowe w Małaszewiczach – w odpowiedzi na manewry Zapad-2025. Premier Tusk uzasadnił to „zagrożeniem bezpieczeństwa narodowego”, ale krytycy wskazują na wzorzec: w 2023 r. zamknięto przejście w Bobrownikach pod pretekstem „hybrydowych ataków” grupy Wagnera, a w 2024 r. – kolejne z powodu „migracji”, co sparaliżowało lokalne firmy i kosztowało Polskę 200 mln euro w cłach z tranzytu. Litwa poszła w ślady: 27 października zamknęła ostatnie dwa przejścia (Medininkai i Šalčininkai) do 30 listopada, motywując to „hybrydowymi atakami” balonami z kontrabandą papierosów – incydentem, który w 2021 r. ujawnił przemyt wart 10 mln euro.

Ta histeria nie tylko eskaluje napięcia, ale bezpośrednio szkodzi Polsce. Blokada paraliżuje Nowy Jedwabny Szlak: w 2024 r. przez Małaszewicze przewieziono towary warte 25 mld euro, 90 proc. kolejowego tranzytu Chin-UE, ze wzrostem wolumenu o 10,6 proc. i wartości o 85 proc. rok do roku – generując 200 mln euro w polskich cłach.

Według ekspertów blokada tranzytu z Chin też pogłębia kryzys: miesięczne straty przekraczają 18 mln euro, z falą bankructw i utratą tysięcy miejsc pracy. Eksperci z Transport & Logistics Poland ostrzegają, że straty do końca 2025 r. sięgną 2 mld euro, a długoterminowo co najmniej 1 mld euro corocznie dla logistyki wschodniej Polski. W 2021 r. Białoruś eksportowała do Polski towary za 1,58 mld euro, a importowała za 1,06 mld euro. Sankcje i retorsje zmniejszyły to o 30 proc. do 2024 r., blokując nie tylko eksport (wartość polsko-białoruskiego handlu: ok. 1 mld euro rocznie), ale i tranzyt z Chin – kluczowy dla UE. To cios w 30 proc. polskich firm logistycznych na Wschodzie, gdzie od 2021 r. zamknięcia spowodowały zatory warte setki milionów euro rocznie, a w 2024 r. Polska straciła 200 mln euro w cłach z Małaszewicz.

Wbrew zapewnieniom, że polski eksport do Białorusi i traci na tym tylko Mińsk, jednak ostatnie dane pokazują, że traci na tym najbardziej Polska z regionami jak Podlasie i Lubelszczyzna zależnymi od logistyki w 15 proc. PKB lokalnego. Zamknięcia, choć uzasadniane obroną NATO, to prowokacja, która budzi pytania: dlaczego Warszawa sama blokuje własne interesy ekonomiczne, podsycając spiralę?

Jeśli zamknięcia granic to prowokacja – i wyraz polskiej histerii, gdzie preteksty jak „Zapad-2025” i „drony” są wykorzystywane jako powody do zamykania granic – retorsje Białorusi są ekonomiczną katastrofą, która uderza w Polskę z podwójną siłą. Dekret Łukaszenki z 31 października 2025 r. wprowadzi zakaz ruchu ciężarówek, ciągników i przyczep z polskimi i litewskimi tablicami na terytorium Białorusi do 31 grudnia 2027 r. – z wyjątkami dla tranzytu bez CMR. Skutki tej „symetrycznej odpowiedzi” na zamknięcia są niszczycielskie: litewskie stowarzyszenie Linava szacuje, że utknęło 5 tys. pojazdów, ze stratami 6 mln euro w ciągu 10-15 dni (każdy tir traci ok. 200 euro dziennie). W Polsce, gdzie 10 tys. białoruskich kierowców pracuje dla lokalnych firm i utknęło po drugiej stronie, straty są jeszcze większe – aktywa warte 60 mln euro zablokowane, z miesięcznymi stratami do 18 mln euro.

Polska histeria pogłębia ten cios – zamknięcia w 2025 r. już spowodowały, że koszty alternatywnych tras (przez Niemcy czy Łotwę) wzrosły o 30-50 proc., a PKP Cargo ostrzega o dywersji towarów na południe, tracąc dla Polski setki milionów euro rocznie. W 2022-2024 r. retorsje – np. zawieszenie umów o unikaniu podwójnego opodatkowania w kwietniu 2024 r. i cła na nawozy potasowe w marcu 2024 r. – spowodowały spadek polskiego eksportu do Białorusi o 20 proc., z wartości handlu spadającą z 1,8 mld euro (2022) do 1 mld euro (2024), mimo wzrostu importu do 2,36 mld euro. Powtarzane blokady pod pretekstami zamienia tymczasowe problemy w wieloletnią agonię, gdzie własne decyzje rządu Tuska kosztują gospodarkę miliardy, podczas gdy alternatywy jak Morze Czarne czy Azja Środkowa tylko podnoszą ceny i opóźnienia.

Polska, podsycając histerię antybiałoruską i zamykając granice pod pretekstami od „hybrydowych ataków” po „zagrożenia militarne”, sama wpędza się w ekonomiczną katastrofę. W ciągu trzech lat decyzje Warszawy – od muru granicznego za 350 mln euro po blokady przejść w 2025 r. kosztowały Polskę setki milionów euro. Dekret Łukaszenki z 31 października 2025 r. to odpowiedź na polską prowokację, która teraz zamienia się w agonię dla 30 proc. firm logistycznych na Wschodzie kraju, z miesięcznymi stratami 18 mln euro i widmem 2 mld euro do końca roku. Polska histeria, ignorująca własne interesy gospodarcze, paraliżuje kluczowy sektor transportu, który generuje 15 proc. PKB Podlasia i Lubelszczyzny, oraz 20 proc. unijnej pracy transportowej. Zamiast dialogu, Warszawa wybiera mury i preteksty, podsycając spiralę, która grozi nie tylko bankructwami, ale i destabilizacją regionu. Bez unijnej mediacji i natychmiastowego otwarcia przejść, Polska zapłaci najwyższą cenę za własne decyzje, ryzykując długoterminową utratę pozycji w handlu UE-Chiny i tysiące miejsc pracy. Czas na racjonalność, zanim histeria zamieni się w nieodwracalny kryzys. #polska #politycy #polityka #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna #uniaeuropejska

12

Miły gest Unii Europejskiej. Wprowadzono kolejne przepisy klimatyczne wzmacniający chińską konkurencję.

Unia Europejska po raz kolejny pokazuje, jak jej regulacje, zamiast chronić europejski przemysł, faktycznie wzmacniają pozycję Chin. W 2025 roku wprowadzono nowy, drastyczny limit emisji CO2 – 93,6 g/km w autach osobowych. Każdy producent przekraczający ten próg musi zapłacić 95 euro kary za każdy gram emisji ponad limit dla każdego sprzedanego auta. Szacunki mówią nawet o 15 mld euro kar w całej branży. Dla producentów z Europy i Japonii to finansowy koszmar, z którego wyjście znalazły… chińskie koncerny.

Regulacje UE dopuszczają tworzenie tzw. grup emisyjnych, w których producenci rozliczają się wspólnie. Oznacza to, że marki o wysokiej emisji mogą „podpiąć się” pod producentów aut elektrycznych, by obniżyć średni wynik. Europejski przemysł masowo wchodzi w komitywę z chińskimi koncernami sprzedającymi auta elektryczne. Mazda już skorzystała z tej furtki, łącząc się z państwowym chińskim koncernem Changan. Nissan działa w grupie z BYD, a KG Mobility (dawny SsangYong) z Xpengiem. Mercedes i Volvo współpracują ze Smartem, który również jest powiązany z chińskim kapitałem.

Najwięcej do zyskania ma BYD – chiński gigant, którego średnia emisja to zaledwie 7,4 g CO2/km, czyli ponad dziesięciokrotnie mniej niż u europejskich producentów. W praktyce oznacza to, że BYD i inne chińskie firmy mogą sprzedawać europejskim markom „czyste” emisje, inkasując za to ogromne pieniądze. To czysty zysk wynikający z unijnych przepisów.

Paradoks jest oczywisty: te same chińskie koncerny, które jeszcze rok temu zostały obłożone dodatkowymi cłami przez Brukselę (nawet do 45 proc.), teraz zarabiają na unijnym systemie kar za emisję CO2. Komisja Europejska najpierw oskarża Pekin o dumping i nieuczciwą konkurencję, a następnie tworzy mechanizm, który pozwala tym samym firmom odzyskiwać pieniądze poprzez współpracę z europejskimi producentami. Sytuacja jest tak absurdalna, że trudna do uwierzenia.

Tego typu przepisów jest wiele. To systemowa słabość unijnej polityki klimatycznej. Biurokraci w Brukseli, w pogoni za „neutralnością węglową”, zniszczyli konkurencyjność europejskiego przemysłu motoryzacyjnego i otworzyli rynek dla chińskich korporacji kontrolowanych przez totalitarne państwo. W efekcie Unia płaci karne cła, płaci za emisje, a Chiny – liczą zyski. #uniaeuropejska #zielonaenergia #polityka #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna #polska

18

Cała Warszawa strefą „tempo 30”? KOSZMAR kierowców i mieszkańców nadchodzi!

Władzom Warszawy nie zależy na żadnym bezpieczeństwie, tylko na zohydzeniu korzystania z własnego samochodu!

Projekt „Strefa Tempo 30”, zapowiadany trzy lata temu jako sposób na „bezpieczniejszy i płynniejszy ruch”, dziś zamienia ulice w tor przeszkód. Garby, zwężenia, szykany, wysepki i słupki pojawiają się masowo – nawet tam, gdzie nie ma żadnej zabudowy ani pieszych. Dlaczego Trzaskowski walczy z kierowcami?

Warszawa coraz szybciej zmienia się w laboratorium drogowych absurdów. Przykład? Ulica Polnych Kwiatów: wzdłuż torów i lasu, bez domów, a mimo to wprowadzono tam strefę 30. Drogę dwukierunkową zwężono tak, że auta nie mogą się minąć, między słupkami leży garb, a kierowcy muszą się zatrzymywać „w środku niczego”. O płynności ruchu można zapomnieć – zamiast spokoju i bezpieczeństwa pojawiło się ryzyko kolizji, bo nie wszyscy wiedzą, kto ma pierwszeństwo.

To nie wyjątek, lecz nowy standard. W okolicy pojawiły się kolejne zwężenia i strefy 30 co kilkaset metrów, a kierowcy, by wydostać się na normalną drogę, pokonują po kilka kilometrów garbów. Równolegle mnożą się „strefy zamieszkania”, w których obowiązuje już 20 km/h. Wiele z nich wyznaczono w miejscach, gdzie… nikt nie mieszka. Cel? Jeszcze bardziej ograniczyć kierowców tanim kosztem. Oficjalny argument to „bezpieczeństwo”, ale skutki są odwrotne – chaos, frustracja, niebezpieczne sytuacje i wzrost hałasu.

Nie chodzi już o bezpieczeństwo, tylko o zniechęcenie ludzi do jazdy samochodem. Warszawa pod rządami Trzaskowskiego staje się miastem, w którym kierowca ma być intruzem – nawet wtedy, gdy jedzie pustą ulicą. Wszystko zgodnie z agendą Cities 40. Dość tej wojny z obywatelami! #polska #zielonaenergia #politykaspoleczna #politykamiedzynarodowa #polityka

24

Unia Europejska wprowadza program Erasmus+ dla Arabów!

Unijny „Pakt dla regionu Morza Śródziemnego” znacząco rozszerza swoje wpływy w Afryce i na Bliskim Wschodzie. W ramach porozumienia planowane jest podwojenie budżetu przeznaczonego na ten obszar do 42 miliardów euro oraz włączenie studentów z państw spoza Unii do programów Erasmus+ i Horizon Europe.

Nowa inicjatywa obejmuje kraje takie jak Algieria, Egipt, Izrael, Jordania, Liban, Libia, Maroko, Palestyna, Syria i Tunezja. Bruksela zapowiada nie tylko współpracę akademicką, ale też inwestycje w infrastrukturę cyfrową, transportową i energetyczną, a także włączenie młodzieży z tych państw do wspólnotowych projektów edukacyjnych. Według komisarz Dubravki Šuicy ma powstać „Uniwersytet Śródziemnomorski” – platforma wspólnych kierunków i dyplomów z uczelniami unijnymi.

Plan zakłada też „rozszerzenie partnerstw talentowych” z Marokiem, Tunezją i Egiptem, co w praktyce oznacza ułatwienia wizowe i legalne ścieżki migracji do państw Unii. W zamian kraje południowego sąsiedztwa mają współpracować przy zwalczaniu przemytu ludzi i ograniczaniu nielegalnych przepraw do Europy.

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen nazwała region Morza Śródziemnego „mostem między kontynentami”. Jak dla mnie jednak żadnego mostu z Afryką nie potrzebujemy. Masowa imigracja z tamtego kierunku kosztuje nas bardzo dużo. Nas jako państwa Europy, ale również nas jako narodu Europy. Zwiększona przestępczość, turystyka socjalna, normalizacja dzikich obyczajów i islamizacja – to właśnie wszystko efekt zbyt łatwej dostępności Europy dla mieszkańców Europy.

Nowy pakt to szeroko zakrojony projekt polityczny, gospodarczy i migracyjny, który może w praktyce otworzyć drzwi do stałej obecności ludności z Afryki i Bliskiego Wschodu w Europie. Jak zwykle, nikt nas, Polaków o zdanie w tej sprawie nie pytał. #unia #uniaeuropejska #polska #migracja #migranci #politka #politycy #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna

22

Niemcy zarabiają na Unii 5 RAZY WIĘCEJ niż sami płacą!

To Niemcy również zarobili na wspólnej walucie!

Najnowsze wyliczenia niemieckiej agencji dpa porażają skalą niesprawiedliwości, a wręcz wyzysku, jaki panuje w UE. Jak się ukazuje, w 2021 roku Niemcy zyskali dzięki unijnemu systemowi 132 mld euro. To pięciokrotnie więcej niż wpłacają w składkach.

Liczby są skandaliczne, ale niemiecki rząd nawet chwalił się, że Niemcy czerpią najwięcej korzyści z jednolitego rynku. Komisja Europejska od pewnego czasu ukrywa dane o wpłatach państw członkowskich do budżetu Unii Europejskiej, tłumacząc to „obawą przed instrumentalizacją polityczną”. Innymi słowy, Bruksela nie chce, by opinia publiczna zobaczyła, kto naprawdę utrzymuje wspólnotę. Niemcy – największy płatnik netto – w 2021 roku wpłaciły do budżetu Unii 25,1 miliarda euro więcej, niż z niego otrzymały. Mimo to zyskują również najwięcej. Dlaczego? Powód jest prosty: zysk z rynku i kolonizacji gospodarczej jest dla Niemiec wielokrotnie wyższy.

Według oficjalnych danych rządu federalnego Niemcy zyskują rocznie aż 132 miliardy euro dzięki jednolitemu rynkowi Unii Europejskiej. To ponad pięć razy więcej, niż wynosi ich składka netto. Na stronie niemieckiego rządu czytamy wprost: „Żadna europejska gospodarka nie czerpie takich korzyści z jednolitego rynku UE jak gospodarka niemiecka”. W praktyce oznacza to, że system europejski został zaprojektowany tak, by największym beneficjentem była Republika Federalna Niemiec.

Dzięki swobodnemu przepływowi towarów niemiecki przemysł zyskał olbrzymi, zintegrowany rynek zbytu. Już w 2020 roku aż 67,1 procent niemieckiego eksportu trafiało na rynek unijny, a około 28 procent miejsc pracy w Niemczech zależało bezpośrednio od eksportu. W efekcie Unia Europejska stała się dla Niemiec mechanizmem gospodarczej dominacji, a dla wielu innych krajów – w tym Polski – rynkiem zbytu dla niemieckich towarów i kapitału.

Trzeba tu podkreślić, że Niemcy wykorzystują szereg mechanizmów prawnych, które szyje się w Brukseli na miarę niemieckiej gospodarki. Tak było choćby z pakietem mobilności, który de facto miał być uderzeniem w firmy transportowe z krajów tzw. nowej unii, przede wszystkim z Polski. Kruczki prawne sprawiają, że dzięki geograficznej pozycji Niemiec transport towarów jest tańszy. Innych mechanizmów tego typu jest o wiele więcej.

Raport niemieckiego Centrum Polityki Europejskiej (CEP) we Freiburgu wykazał, że Niemcy to de facto jedyny obok Holandii kraj, który zarobił na wprowadzeniu strefy euro. Z raportu CEP wynika, że jedną z głównych przyczyn spadku dobrobytu po przyjęciu euro było obniżenie międzynarodowej konkurencyjności. Przed wprowadzeniem euro kraje mogły, przy wykorzystaniu narzędzi suwerennej polityki monetarnej, dewaluować swoje waluty, co sprawiało, że eksportowane produkty były tańsze na światowym rynku. Przyjmując wspólną, straciły taką możliwość – czytamy w raporcie.

Te nagłówki i frazesy polityków prounijnych, zarówno z PiS, jak i PO, że jesteśmy największym beneficjentem unijnych funduszy to zwykła propaganda. W rzeczywistości największym beneficjentem Unii Europejskiej są Niemcy, choć próbuje się nam wmówić, że Berlin przekazuje nam niemal jałmużnę. #polityka #uniaeuropejska #niemcy #polska #politykamiedzynarodowa

19

Tusk sprowadza olbrzymie ilości imigrantów do Polski! Większe, niż PiS!

Rząd Tuska otworzył rynek pracy szerzej dla cudzoziemców niż PiS. Dane Ministerstwa Spraw Zagranicznych nie pozostawiają złudzeń. W pierwszej połowie 2025 roku Polska przyznała 56,9 tys. wiz pracowniczych imigrantom (nie licząc obywateli Ukrainy). W tym samym okresie 2023 roku, za rządów PiS, takich wiz było 30 tys. Oznacza to niemal podwojenie napływu cudzoziemców, zwłaszcza z Azji i Kaukazu. W 2024 roku padł rekord – 68 tys. wiz. Największe wzrosty odnotowano w Indiach, Turcji, Kazachstanie i Gruzji.

Za rządów Donalda Tuska odsetek wiz przyznawanych osobom spoza dwóch głównych kierunków migracji – Ukrainy i Białorusi – wzrósł z 19 do 33 proc. Zapowiedzi uszczelniania systemu, o których mówił wiceminister Duszczyk, w praktyce były słowami rzuconymi na wiatr.

Najlepszym wskaźnikiem rzeczywiście ukazującym liczbę imigrantów zarobkowych są dane z ZUS. Liczba cudzoziemców ubezpieczonych w ZUS osiągnęła rekordowy poziom 1,24 mln, z czego 2/3 to obywatele Ukrainy. Polska Tuska stała się krajem, który chętniej niż kiedykolwiek dopuszcza obcych pracowników do swojego rynku pracy, mimo że w debacie publicznej rząd próbuje odwrócić odpowiedzialność i zrzucać winę za migracyjną falę na poprzedników.

Fakty są jednak zgoła inne. Tak, jak PiS otworzył drzwi na masową imigrację, tak Donald Tusk nie tylko te drzwi dalej trzyma, ale jeszcze otworzył jeszcze okna. Warto wskazać, że wiz pracowniczych wydanych w I połowie 2024 roku koreluje z medialną falą przestępstw, których sprawcami byli imigranci. W naszym kraju zachodzą te same procesy, co w Zachodniej Europie, tylko na wyższym biegu. Konfederacja nie przerzuca się bezmyślnie frazesami, my chcemy zmian systemowych i prawnych, które ograniczą masową imigrację do Polski! #polityka #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna #polska #migracja #migranci #uniaeuropejska

14

Piece gazowe i węglowe na złom! Rząd nie zablokował szkodliwych zmian!

Polacy będą musieli wyrzucić piece gazowe i węglowe. Już w połowie przyszłego roku wejdą w życie przepisy, które przewidują całkowity zakaz ogrzewania domów paliwami kopalnymi od 2040 roku, jednak niektóre budynki otrzymają zakaz już w 2028 roku. Oznacza to, że miliony Polaków będą musiały zdemontować swoje kotły gazowe i węglowe.

Jeszcze niedawno polskie rodziny inwestowały w nowe piece gazowe, uznawane za rozwiązanie ekologiczne. Rok temu można było nawet uzyskać dopłaty na ich zakup! Dziś okazuje się, że za 14 lat będą one bezużyteczne. Tymczasem okres 15-20 lat to standardowy czas funkcjonowania takich kotłów. Dla wielu właścicieli domów, którzy wydali na instalację dziesiątki tysięcy złotych, to cios w domowy budżet, zwłaszcza że będzie to oznaczać kolejną dużą inwestycję w pompę ciepła, która pochłonie o wiele więcej pieniędzy.

Wiceminister energii Konrad Wojnarowski potwierdził w Sejmie, że zakaz ogrzewania paliwami kopalnymi ma wejść w życie w 2040 roku. Najpierw obejmie on budynki publiczne (od 2028 r.), a następnie wszystkie nowe domy – od 2030 roku. Od tego momentu każdy nowy budynek będzie musiał być ogrzewany „ekologicznie”, czyli pompą ciepła.

To jednak dopiero początek zmian. Dyrektywa budynkowa nakłada na kraje członkowskie obowiązek egzekwowania przepisów i dopilnowania, by co najmniej 55 proc. oszczędności energii pochodziło z renowacji najstarszych, najbardziej energochłonnych budynków. Oznacza to masowe remonty klimatyczne – wszystko na koszt właścicieli, gdyż Unia nie przewidziała form wsparcia. Zresztą koszty remontów klimatycznych są tak olbrzymie, że nawet państwa nie byłoby na to stać.

Równolegle ETS2, czyli nowy unijny podatek od emisji CO₂, który wejdzie w życie w 2027 roku, podbije ceny gazu, węgla i oleju opałowego, a także paliw do samochodów. Bruksela twierdzi, że nowe przepisy mają „ograniczyć ubóstwo energetyczne”, ale w rzeczywistości ono dopiero się pojawi. Dla Polaków z długim sezonem grzewczym, starszymi budynkami i milionami pieców gazowych i węglowych oznaczają one katastrofę finansową!

Mimo olbrzymiej liczby niebezpieczeństw, rząd Donalda Tuska nie sprzeciwił się wprowadzeniu dyrektywy. Podczas głosowania w Radzie UE Polska, podobnie jak Czechy, Słowacja, Szwecja i Chorwacja, jedynie wstrzymała się od głosu. Pomimo że o sprawie Konfederacja huczy od kilku lat, to sprzeciwu nie zgłosił nikt. Płacić będziemy jako cały naród. #uniaeuropejska #zielonaenergia #polityka #politykaspoleczna #politykamiedzynarodowa

25

Sądny dzień dla polskich rolników. Dziś UE zatwierdzi umowę handlową z Ukrainą. Zaleje nas nawet 500% więcej niektórych produktów rolnych.

Ambasadorowie państw członkowskich Unii Europejskiej zatwierdzili w Brukseli nową, rozszerzoną wersję umowy o pogłębionej i kompleksowej strefie wolnego handlu (DCFTA) z Ukrainą. Ma ona zastąpić system wolnego handlu, który wygasł w czerwcu 2025 roku. Decyzja COREPER-u (Komitetu Stałych Przedstawicieli UE) wymaga jeszcze formalnego potwierdzenia przez ministrów państw członkowskich – co ma nastąpić dziś podczas posiedzenia Rady UE ds. Wymiaru Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych.

W praktyce decyzja oznacza znaczne poszerzenie dostępu ukraińskich towarów do wspólnego rynku Unii Europejskiej. Nowe „zerowe kontyngenty taryfowe” – czyli limity importu produktów, dla których obowiązuje całkowite zniesienie ceł – zostały zwiększone o setki procent. Według danych przedstawionych przez ukraińskiego ministra ds. handlu Tarasa Kaczkę, od 2021 roku kontyngent wzrósł:

-583% na miód,

-500% na cukier

-400% na skrobię i przetworzone zboża

-250-300% na mleko w proszku, jaja czy przetworzone pomidory,

-120-150% na pszenicę, jęczmień czy kukurydzę.

Wszystkie te towary będą mogły być sprowadzane na unijny rynek bez ceł do momentu osiągnięcia ustalonego limitu, po czym stosowane będą standardowe taryfy. W praktyce jednak wielkość kontyngentów sprawia, że Ukraina uzyskuje o wiele większy dostęp do unijnego rynku rolnego, konkurując bezpośrednio z producentami z Polski.

Skutki gospodarcze i społeczne budzą uzasadnione obawy po lewej stronie Bugu. Skala otwarcia rynku, obejmująca setki tysięcy ton tanich surowców rolnych i przetworów, grozi dalszym spadkiem opłacalności produkcji rolnej w państwach członkowskich. Dla Ukrainy oznacza to ogromny impuls eksportowy, dla unijnych rolników – widmo trwałej nierównowagi cen i likwidacji lokalnych gospodarstw.

Nowa umowa handlowa z Ukrainą to więc nie tylko techniczne porozumienie gospodarcze, lecz także decyzja o kierunku polityki unijnej – w której solidarność z Kijowem coraz częściej oznacza poświęcenie interesów własnych rolników. Właśnie dlatego Konfederacja od samego początku protestuje przeciwko ustępstwom handlowym wobec Ukrainy. Niestety, 21 lat temu przenieśliśmy kompetencje handlowe z Warszawy do Brukseli, a dziś płacimy za to słoną cenę. #uniaeuropejska #politycy #polityka #politykamiedzynarodowa #zielonylad #rolnictwo #rolnicy

21

Europejski Bank Centralny: cyfrowe euro ma wejść, nawet wbrew demokracji!

Szefowa EBC Christine Lagarde nie pozostawiła złudzeń – cyfrowe euro ma nadejść, niezależnie od oporu społeczeństwa i polityków państw europejskich. Jej słowa, że demokracja spowalnia proces wdrożenia, wywołały burzę nie tylko w świecie finansów, ale przede wszystkim wśród obserwatorów debaty publicznej. Po raz pierwszy tak otwarcie padło z ust szefa EBC stwierdzenie, że problemem nie jest technologia, lecz demokracja.

Cyfrowe Euro miało wejść jeszcze w tym roku, ale prawdopodobnie nie wydarzy się to ze względu na "uciążliwą demokrację" - jak opisała do Lagarde. Swój atak na procesy demokratyczne szefowa EBC przeprowadziła podczas Czwartej Międzynarodowej Konferencji Polityki Pieniężnej Banku Finlandii. Ten sposób myślenia odsłania prawdziwą stawkę projektu centralnie emitowanej cyfrowej waluty (CBDC). Nie chodzi o wygodę płatności czy nowoczesność systemu finansowego. Cyfrowe euro może stać się fundamentem bezprecedensowego nadzoru nad obywatelami, gdzie każda transakcja będzie zapisana, a każda aktywność ekonomiczna – możliwa do przeanalizowania. Dlatego budzi opór, nawet wśród osób popierających kurs bezgotówkowosci.

Czy Parlament Europejski i państwa członkowskie pozwolą, by proces legislacyjny był traktowany jako formalność, a obywatele sprowadzeni do roli biernych użytkowników systemu? Czy my jako narodu Europy nie przyzwyczailiśmy czasem unijnych biurokratów do tego, że posłusznie wypełniamy wolę Komisji Europejskiej i jej armii urzędników, bez odpowiedniej kontroli demokratycznej? Przecież Unia Europejska nie jest demokratyczna, jest biurokratyczno-oligarchicznym tworem, w którym nawet deputowani do Parlamentu Europejskiego mają mniej do powiedzenia niż odgórnie wyznaczaniu komisarze.

Wypowiedź Lagarde działa jak sygnał alarmowy. Pokazuje, że cyfrowe euro nie jest neutralnym projektem technicznym – to polityczna decyzja o tym, kto będzie kontrolował obieg pieniądza i zakres swobody obywateli. To też pytanie o to, jak długo jeszcze pozwalać będziemy na urzędniczą dyktaturę z Brukseli. #uniaeuropejska #polska #polityka #politykamiedzynarodowa

15

Zielony Ład = żałosne wyniki gospodarcze + utrata zaufania do euro i instytucji UE!

W drugim kwartale 2025 roku gospodarka strefy euro urosła zaledwie o 0,1% – tak wynika z najnowszych statystyk opublikowanych przez Eurostat. Choć roczne dane wciąż wykazują dodatni trend, to tempo rozwoju wyraźnie wyhamowuje. Równocześnie coraz więcej obywateli Europy otwarcie krytykuje zarówno celowość, jak i tempo realizacji Zielonego Ładu. Coraz częściej pojawiają się opinie, że polityka klimatyczna promowana przez Brukselę, mimo idealistycznych deklaracji, zaczyna negatywnie wpływać na realną gospodarkę i życie przeciętnych ludzi.

Czyż nie mówiliśmy o tym od lat? Czyż nie ostrzegaliśmy jeszcze przed aneksją do UE?

Koszty codziennego życia rosną, europejski przemysł traci konkurencyjność, co prowadzi do zmniejszenia inwestycji, spadku zatrudnienia oraz osłabienia tempa wzrostu gospodarczego. Wielu ekspertów i analityków zauważa, że Unia Europejska staje się nadmiernie regulowana, co skutecznie tłumi rozwój ekonomiczny regionu.

Zielony Ład łączy się z postępującym scentralizowaniem procesów decyzyjnych – od spraw podatkowych po kierunki polityki energetyczno-klimatycznej. To budzi narastające niezadowolenie społeczne, ponieważ coraz więcej obywateli czuje się pozbawionych wpływu na to, co dzieje się z ich finansami, zasobami energetycznymi czy przyszłością ich rodzin.

Problemem jest nie tylko klimatyzm i wiara weń. Coraz bardziej widoczna staje się utrata przewagi konkurencyjnej względem Stanów Zjednoczonych i krajów azjatyckich, które ostrożniej podchodzą do zmian w energetyce, jednocześnie przyciągając kapitał – ten, który coraz częściej opuszcza Europę.

Czas na realizację interesów Polski i Europy, a nie elit Unii Europejskiej #polityka #politykamiedzynarodowa #uniaeuropejska #zielonylad #spoleczenstwo

9

SMSy von der Leyen związane z aferą szczepionkową Pfizer-UE... USUNIĘTE!m.in.

Nie mamy dowodów i co nam pan zrobisz? Komisja Europejska potwierdza: kluczowe wiadomości w sprawie tzw. afery Pfizergate, w której Ursula von der Leyen miała http://m.in. negocjować wielomiliardowe kontrakty na szczepionki w imieniu całej Unii Europejskiej poprzez SMSy, zostały... utracone.

I sprawa zamieciona pod dywan, a von der Leyen nadal szefuje Komisji Europejskiej. Tak, tej Komisji, która właśnie stwierdziła, że nie ma dowodów w sprawie przeciw swojej szefowej.

Sprawa określana jako „Pfizergate” wybuchła, gdy dziennikarz śledczy postanowił zbadać kulisy zawarcia kontraktu na zakup szczepionek przeciwko koronawirusowi. Chodziło o sprawdzenie, czy Unia nie przepłaciła za szczepionki. Umowę podpisała osobiście przewodnicząca KE, Ursula von der Leyen. ,,Wysoki urzędnik UE" miał zapoznać się z tymi wiadomościami, ale następnie one po prostu zniknęły. Sama UE podkreśliła jednak, że nie ma obowiązku przechowywania wiadomości. Co ciekawe, wysoki urzędnik wspomniany wyżej okazał się... szefem gabinetu von der Leyen (!!!) i miał je czytać "latem 2021" roku, co nasuwa podejrzenie, że decyzja o nieprzechowywaniu ich miała zapaść PO TYM, jak dziennikarze zgłosili się z prośbą o udostępnienie wiadomości. Prośba została bowiem wystosowana w maju 2021 roku.

Alexander Fanta, czyli właśnie wspomniany dziennikarz, skomentował sprawę następująco: „Jestem zszokowany i przerażony, że zdecydowali się usunąć wiadomość po moim wniosku”, określając to działanie jako podjęte w „złej wierze”.

Wisienką na torcie niech będzie fakt, że wiadomości zostały tak sprawnie i skutecznie usunięte, że nie udało się ich odzyskać podczas przeszukiwania urządzenia należącego do von der Leyen, a do komunikacji miała ona używać... aplikacji Signal znanej ze świetnego, bezpiecznego szyfrowania w modelu end-to-end, którego von der Leyen wraz z Komisją Europejską chce ZAKAZAĆ "w trosce o bezpieczeństwo". #covid19 #ue #polska #polityka #politykamiedzynarodowa

26

Węgry przyjęły ustawę o obcej agenturze.euronews.com

http://www.euronews.com/2023/12/13/hungary-passes-controversial-law-protecting-national-sovereignty

Powstanie nowy urząd orzekający w sprawach organizacji i osób biorących udział w debacie publicznej, którzy czerpią środki zza granicy. Kiedy u nas?

#wegry #politykamiedzynarodowa

18

🇵🇱🇩🇪 Berlin to tylko partner, a nie nadzorca? No to poznajcie German Marshall Fund – fundację, która niemal hurtowo dostarcza "talenty" do obecnego rządu Donalda Tuska.x.com



Nie, to nie teoria spiskowa. To fakty, które zebrał Instytut Bezpieczeństwa Narodowego. Michał Baranowski – dziś wiceminister rozwoju – to człowiek GMF-u od 2005 roku. Dyrektor zarządzający GMF East. Czyli ani na chwilę nie wysiadł z tego pociągu. Zuzanna Rudzińska-Bluszcz – dziś w Ministerstwie Sprawiedliwości, a kiedyś stypendystka programu Marshall Memorial Fellowship.

Brzmi jak niewinny grant? GMF to organizacja finansowana w dużej mierze przez rząd RFN, utworzona z inicjatywy Niemiec Zachodnich, która uwaga... oficjalnie lobbuje za ograniczaniem obecności wojsk amerykańskich w Polsce i nakładaniem sankcji gospodarczych na nasz kraj.

W normalnym państwie takie związki powinny co najmniej rodzić pytania. W państwie Tuska? Przeciwnie. Otwierają drzwi do rządowej kariery.

To nie koniec listy. Maciej Duszczyk (MSWiA), Monika Sikora (wiceminister funduszy), Krzysztof Bolesta (Ministerstwo Klimatu i Środowiska), Monika Dziadkowiec (Ministerstwo Klimatu i Środowiska), Magdalena Sobkowiak-Czarnecka (KPRM).

Można odnieść wrażenie, że GMF nie tyle wpływa na rząd, co go współtworzy. A wszystko pod sztandarem "transatlantyckiej współpracy", która dziwnym trafem zawsze kończy się tym samym: polska suwerenność w kartonie po bananach i bilety w jedną stronę – do Berlina, Brukseli, albo na szczyt globalnego NGO-sowego łańcucha pokarmowego.

A teraz przyjrzyjmy się samej fundacji. Oficjalnie – think-tank. A nieoficjalnie? Laboratorium wpływu, które szkoli elity dla krajów peryferyjnych. I trzeba Niemcom oddać – mają głowę na karku. Po co bawić się w czołgi i ultimatum, skoro można wysłać kilku sympatycznych stypendystów z grantem i gotowym przekazem? Pracują potem w "niezależnych" mediach, "apolitycznych" NGO-sach albo wprost – w rządzie. A Polska? Polska nie musi być podbita. Wystarczy, że Polską będą rządzić ludzie uformowani przez obcych.

Niemiecki soft power? Nie, to po prostu nowoczesna wersja kolonializmu. Różnica taka, że zamiast plantacji mamy Kancelarię Premiera, a zamiast batów – granty, stypendia i "demokratyczne wartości". Niemcy rozumieją, że najskuteczniej podporządkowuje się państwo rękami jego własnych obywateli. Dlatego GMF robi dokładnie to, co trzeba – szkoli, wspiera, kształtuje percepcję i… cierpliwie czeka na rezultaty. A te właśnie nadeszły. W postaci rządu z zaciągu niemieckiego.

Czy ktoś z Was widział chociaż jedną ustawę rządu Tuska, która wzmacnia polski przemysł, suwerenność energetyczną, armię czy pozycję w Europie? A może widzicie tylko kapitulację klimatyczną, migracyjną i gospodarczą – zawsze w imię "europejskiej jedności"? Niemcy liczą pieniądze, a my kolejne straty.

Czyim interesom służy rząd Donalda Tuska? To odpowiedzcie sobie na pytanie: czyim interesom na pewno NIE służy? Bo jeśli kiedykolwiek mieliście wątpliwości, komu przeszkadzała silna, samodzielna Polska, to już wiecie. Berlin miał plan. I niestety działa.

#ciekawostki #tusk #politykamiedzynarodowa

Chcecie to zatrzymać? 18 maja i 1 czerwca macie wybór. Albo pozwolicie, by Polska była zarządzana jak kolonia przez ludzi szkolonych do wdrażania obcej agendy, albo powiecie: dość. Wybór należy do Was. Jeszcze.

Źródło

@Lemingopefia_Twitter http://x.com/Lemingopedia/status/1918900900162376100

25

Polska uzależniona od dostaw leków z zagranicy

Mniej niż jedna czwarta leków krytycznych z krajowej listy jest wytwarzana w Polsce, a unijnej jedynie 32 spośród 270 – alarmuje Business Insider. Krzysztof Kopeć, prezes Krajowych Producentów Leków ocenia, że nasza samowystarczalność w produkcji leków krytycznych jest dramatyczna.

W Polsce produkuje się mniej niż 25 proc. leków uznanych za krytyczne według krajowej listy – dokładnie 74 z 301 pozycji. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w przypadku unijnej listy leków krytycznych – w naszym kraju wytwarza się tylko 32 z 270 wskazanych preparatów – podaje w niedzielę Business Insider.

Co więcej, Polska zrezygnowała z 139,5 mln euro z unijnego Funduszu Odbudowy, które miały wspomóc rozwój produkcji leków krytycznych. Oficjalnym powodem było niezadowolenie branży farmaceutycznej – narzekano na zbyt krótkie terminy rozliczeń oraz formę wsparcia w postaci pożyczek zamiast dotacji. W rzeczywistości jednak środki te zostały przeznaczone na inne, bardziej nośne medialnie potrzeby – ocenia serwis.

Choć Polska należy do największych konsumentów leków w Europie – zajmując piąte miejsce – to w kwestii samowystarczalności w produkcji farmaceutyków wypadamy bardzo słabo. Wartość produkowanych w kraju leków pokrywa jedynie 32 proc. zapotrzebowania naszego rynku, co plasuje nas na jednym z ostatnich miejsc w Unii Europejskiej. Gorszą sytuację mają tylko nieliczne państwa naszego regionu.

Ministerstwo Zdrowia zapowiada zmiany prawne, które miałyby wspierać rozwój krajowej produkcji leków, ale obecnie brakuje na ten cel środków w budżecie państwa.

„Rozmawiamy z innymi resortami, jednostkami podległymi i instytucjami, by wypracować rozwiązania, które przyczynią się do poprawy możliwości produkcyjnych w Polsce” – deklaruje wiceminister zdrowia Marek Kos.

„Mając na uwadze, że aktualnie duża część surowców i substancji czynnych potrzebnych do wytworzenia leków pochodzi z fabryk ulokowanych na terytoriach państw trzecich, oparcie bezpieczeństwa lekowego na globalnych łańcuchach dostaw jest niebezpieczne i może prowadzić do niedoborów leków” – przyznaje.

Pomimo braku wsparcia finansowego ze strony państwa, polscy producenci leków podejmują własne inicjatywy i inwestują w rozwój krajowej produkcji substancji czynnych (API), a także w badania laboratoryjne. Przykładem jest firma Adamed, która pod koniec 2024 roku uruchomiła nowe laboratoria badawczo-rozwojowe zajmujące się opracowywaniem leków wziewnych oraz laboratoria mikrobiologiczne.

Na poprawę sytuacji mogłoby wpłynąć poszerzenie listy leków objętych refundacją. Jednak każdorazowe próby jej zmiany wiążą się z trudnymi negocjacjami, w których dominującą pozycję mają duże zagraniczne koncerny – często oferujące niższe ceny, co daje im przewagę.

Krzysztof Kopeć, prezes Krajowych Producentów Leków ocenia, że nasza samowystarczalność w produkcji leków krytycznych jest dramatyczna, mimo że w Polsce działają nowoczesne firmy farmaceutyczne, które produkują nie tylko gotowe leki, ale też ich składniki oraz leki biologiczne. Oznacza to, że dysponujemy realnym potencjałem do zbudowania odporności lekowej i rozwijania wspólnej produkcji w ramach współpracy z innymi krajami Unii Europejskiej – przemysł farmaceutyczny w Polsce ma ku temu odpowiednie możliwości. #polska #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna

8

Polscy strażnicy graniczni pilnują granic w interesie Niemiec!meinstadt.de

Służby RFN wprowadzili pushbacki na granicy z Polską! Niemieckie służby zatrzymały nielegalnych imigrantów przy granicy z Polską w miejscowości Schwennenz, po czym zawrócił ich do Polski. O sprawie poinformował niemiecki portal http://meinstadt.de, który przekazał, że dwóch obywateli Etiopii w wieku około 18 lat zostało zatrzymanych po przejściu granicy polsko-niemieckiej. Sytuacja z nielegalną imigracją w naszym kraju robi się coraz bardziej niebezpieczna.

Niemiecka prasa dotarła także do informacji na temat tego, kto szmuglował imigrantów przez granice. Byli to obywatele Łotwy, których zatrzymał wspólny patrol polsko-niemiecki. I tutaj dochodzimy do kuriozum. Okazuje się, że polska Straż Graniczna pilnuje niemieckiej granicy, aby nielegalni imigranci nie przedostali się do Niemiec, zamiast pilnować granicy polsko-białoruskiej. Marnujemy potencjał i pracę naszych pograniczników na zajmowanie się cudzymi interesami!

Ile jest takich sytuacjach, o których nie dowiedzielibyśmy się, gdyby nie niemieccy dziennikarze? #niemcy #polska #migracja #politykamiedzynarodowa

9

Nowy skrót opisujący liberalnych tęczowo-proukraińskich działaczy na Słowacji to GMO - Genetycznie Modyfikowany Obywatel

Zdjęcie

#slovensko #politykamiedzynarodowa #humor

10