Mt 9

Jezus, wychodząc z Kafarnaum, ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: «Pójdź za Mną!» A on wstał i poszedł za Nim.

Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i zasiadło wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: «Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?»

On, usłyszawszy to, rzekł: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników».

Oto słowo Pańskie.


#slowazMoca #Ewangelia

6

Ciekawa perspektywa - niektóre ludy pominęły całkowicie dość istotne epoki cywilizacyjne - chociażby tworzenia stałych ośrodków miejskich + rolnictwa + wynalazek "koło". Aborygeni z Australii nawet zatracili umiejętność rozniecania ognia

A teraz bierze się ich i wpycha w cywilizację opartą o zdolność przewidywania konsekwencji swoich działań

8

To dla mnie głęboki fenomen że ktoś ogląda to nowe DEI gówno, jak przez ostatnie dekady naprodukowano tyle filmów (lub ogólniej: dzieł, książek, gier) że normalnemu człowiekowi nie starczy życia przerobić ich wszystkich

Co mam na myśli? Konsumpcja typu "pasza dla normików" - ważne żeby receptory dopaminowe się talepały od nowości; obiektywna referowalna jakość, doświadczenie artystyczne, refleksja po konsumpcji - nie ma znaczenia.

9

Masz prawo nie tolerowaćyoutu.be

http://youtu.be/RX_FX3s_K48

W tym odcinku o absurdzie tolerancji i o tym, że wbrew pozorom i ogólnej narracji, masz prawo do tego aby nie tolerować.

#lgbt #lewactwo #polityka #prawo

7

Ostrożnie, wchodzimy w 3 gęstość niedojebania mózgowego.

Czasem życzę takim ludziom żeby doświadczyli co to prawdziwy głód i nędza - tylko to sprawi że wytrzeźwieją

Człowiek z jakiegoś powodu, nie nadaje się do funkcjonowania w stanie dostatku - bardzo szybko zaczyna popadać w stany jak opisane poniżej:

11

Węgry zaostrzają politykę migracyjną. Koniec wiz pracowniczych dla obywateli trzech państwkresy.pl

Węgierski rząd wstrzymał wczoraj, 5 czerwca, wydawanie wiz pracowniczych osobom z Filipin, Gruzji i Armenii — podał Reuters, powołując się na rzeczniczkę rządu Vandę Szondi.

Decyzja ma być pierwszym krokiem w kierunku uregulowania napływu pracowników-gości na Węgry.

Nowe przepisy wpisują się w zapowiedzi partii Tisza premiera Pétera Magyara, która po kwietniowych wyborach zakończyła 16-letnie rządy Viktora Orbána. Reuters przypomina, że ugrupowanie Magyara deklarowało wstrzymanie od czerwca wydawania wiz pracownikom spoza Unii Europejskiej.

Rząd w Budapeszcie argumentuje, że ograniczenia mają uporządkować system zatrudniania cudzoziemców i powstrzymać zaniżanie wynagrodzeń Węgrów przez tańszą siłę roboczą z krajów trzecich.

Wcześniejsze plany całkowitego wstrzymania wiz dla pracowników spoza UE wywołały jednak zaniepokojenie przedsiębiorców i inwestorów. Firmy ostrzegały, że nagłe ograniczenia mogą uderzyć w produkcję w warunkach napiętego rynku pracy.

Według Reutersa cudzoziemcy stanowią niewielką część siły roboczej na Węgrzech, ale są istotni dla części sektorów gospodarki, zwłaszcza przemysłu. Przedsiębiorcy wskazywali wcześniej, że w niektórych branżach brak pracowników z państw trzecich może utrudnić utrzymanie produkcji.

http://kresy.pl/wydarzenia/wegry-zaostrzaja-polityke-migracyjna-koniec-wiz-pracowniczych-dla-obywateli-trzech-panstw/

#wegry #nachodzcy #imigracja

5

Do 2030 roku AI będzie zużywać tyle wody, ile potrzebuje 1,3 mld ludzi. ONZ ostrzega przed kosztami rozwoju sztucznej inteligencjikresy.pl

Centra danych obsługujące sztuczną inteligencję mogą do 2030 roku zużywać rocznie 9,3 bln litrów wody, czyli ilość odpowiadającą podstawowym potrzebom domowym 1,3 mld ludzi w Afryce Subsaharyjskiej – wynika z raportu Uniwersytetu Narodów Zjednoczonych.

Analizę przygotował Instytut Wody, Środowiska i Zdrowia Uniwersytetu Narodów Zjednoczonych (UNU-INWEH). Autorzy raportu wskazują, że szybki rozwój AI zwiększa nie tylko zapotrzebowanie na energię elektryczną, lecz także presję na zasoby wodne, grunty, sieci energetyczne i system gospodarki odpadami elektronicznymi.

Według szacunków UNU-INWEH centra danych w 2025 roku zużyły 448 TWh energii elektrycznej. Do 2030 roku ich zapotrzebowanie ma wzrosnąć do 945 TWh rocznie. Oznaczałoby to niemal podwojenie obecnego zużycia i poziom odpowiadający około 3 proc. prognozowanego światowego zużycia energii elektrycznej.

Wraz z rosnącym zużyciem energii zwiększać ma się także ślad wodny. W 2025 roku wynosił on 4,5 bln litrów, a do końca dekady ma wzrosnąć do 9,3 bln litrów. Autorzy raportu zwracają uwagę, że woda jest potrzebna zarówno bezpośrednio do chłodzenia infrastruktury, jak i pośrednio do produkcji energii zasilającej centra danych.

Raport ostrzega, że koszty środowiskowe AI są często zawężane wyłącznie do emisji CO2, podczas gdy realny wpływ technologii obejmuje także wodę, ziemię i zasoby wykorzystywane w całym łańcuchu dostaw. Według ONZ emisje związane z centrami danych mogą do 2030 roku wzrosnąć do 399 mln ton CO2 rocznie.

Eksperci wskazują, że coraz większe znaczenie ma nie samo trenowanie modeli, lecz ich codzienne używanie. Obsługa zapytań kierowanych do systemów AI, czyli tzw. inferencja, ma odpowiadać za 80–90 proc. zużycia energii przez sztuczną inteligencję.

ONZ zwraca również uwagę na nierównomierne rozmieszczenie infrastruktury AI. Ponad 90 proc. wyspecjalizowanej mocy obliczeniowej w chmurze znajduje się w USA i Chinach, podczas gdy ponad 150 państw nie dysponuje własną infrastrukturą tego typu. Autorzy raportu ostrzegają, że koncentracja centrów danych może pogłębiać globalne nierówności, zwłaszcza gdy koszty środowiskowe są ponoszone także poza państwami czerpiącymi największe korzyści z rozwoju AI.

http://kresy.pl/wydarzenia/do-2030-roku-ai-bedzie-zuzywac-tyle-wody-ile-potrzebuje-13-mld-ludzi-onz-ostrzega-przed-kosztami-rozwoju-sztucznej-inteligencji/

#ai #woda #ciekawostki

6

Współczesna histeria klimatyczna to przecież nihil novum sub solenczas.info

Temperatura powietrza atmosferycznego na kuli ziemskiej zależy do bardzo wielu różnorodnych czynników, takich jak między innymi cyrkulacja powietrza, wpływ prądów morskich, oscylacje termiczne wód oceanicznych, zmiany cykli słonecznych, aktywność wulkanów, a w perspektywie wielu tysięcy lat zależy także od tzw. cykli Milankovicia, związanych z precesją osi ziemskiej i równoczesną precesją ziemskiej orbity oraz cyklicznymi zmianami wartości kąta nachylenia osi ziemskiej, a także i okresowymi zmianami stopnia ekscentryczności orbity naszej planety. Każdy z trzech wymienionych tutaj cykli Milankovicia posiada inną wartość okresu, wynoszącą odpowiednio 23, 41 i 100 tysięcy lat, a trafiająca się raz na jakiś czas swoista wzajemna kumulacja ich efektów może powodować w swym rezultacie pojawianie się nawet na naszym globie kolejnych potężnych zlodowaceń.

Jednak tego rodzaju racjonalne argumenty zdają się w ogóle nie przekonywać zagorzałych wyznawców swego rodzaju nowej świeckiej religii, określanej mianem „klimatyzmu”, ponieważ według nich jedynym istotnym czynnikiem mającym wpływ na kształtowanie się temperatur na kuli ziemskiej pozostaje wyłącznie stężenie dwutlenku węgla w atmosferze. Swoje katastroficzne wizje „płonącej planety” snują wyłącznie na podstawie wyników uzyskanych z przeprowadzanych swego czasu przez czołowych kapłanów klimatyzmu jakichś bliżej nieokreślonych symulacji komputerowych, z których ma rzekomo wynikać, że już w najbliższej przyszłości, jeśli tylko nie przestaniemy emitować dwutlenku węgla do atmosfery, to grozi nam wprost nieuchronna i straszliwa w swych skutkach zagłada – zapewne wszyscy zginiemy marnie w szalejących płomieniach, zapewne dokładnie tak samo jak palone w średniowieczu na stosie okrutne czarownice.

Odnośnie wspomnianych symulacji komputerowych należy przede wszystkim pamiętać, że zawsze opierają się one na uprzednio opracowanych modelach matematycznych analizowanych zjawisk fizycznych. Tymczasem tego rodzaju modele matematyczne są zawsze dalece uproszczonym i w rezultacie wielce niedoskonałym odwzorowaniem otaczającej nas rzeczywistości. Bowiem zawsze modele matematyczne zjawisk fizycznych bazują na jakichś dalece idących i nader często w dużej mierze nierealistycznych założeniach, a także i sporych uproszczeniach otaczającej nas rzeczywistości. W związku z powyższym model matematyczny nigdy nie jest wiernym odwzorowaniem realnego świata, gdyż w swej istocie jest zaledwie jakimś jego niedoskonałym odbiciem. Posługując się słowami Platona, można powiedzieć, że tego rodzaju modele matematyczne są jedynie wyłącznie cieniami, dostrzeganymi przez nas na ścianach jaskini.

Jednak tego rodzaju stan rzeczy jest w swej istocie w pewien sposób nieuchronny, ponieważ aby dokładnie odwzorować otaczającą nas rzeczywistość w języku matematyki i uwzględnić przy tym wszelkie jej możliwe aspekty, musielibyśmy dokładnie wiedzieć, jaka rozpatrywana przez nas rzeczywistość w swej istocie dokładnie jest, czyli innymi słowy musielibyśmy uzyskać swoisty wgląd w istotę rzeczy, a tego jednakże nigdy nie będziemy w stanie osiągnąć, bo nie jesteśmy przecież Duchem Świętym.

Z tego powodu zawsze będą istnieć pewne czynniki, których w naszym modelu matematycznym nie będziemy w stanie po prostu uwzględnić. Pozostaje tylko pytanie, w jakim stopniu wspomniane czynniki będą istotne i jaki wpływ ich zaniedbanie, a w efekcie nieuwzględnienie podczas procesu modelowania matematycznego, będzie miało na zakres stosowalności rozpatrywanego przez nas modelu analizowanych zjawisk fizycznych.

Dodatkowo w każdym modelu matematycznym występuje zawsze cały szereg różnego rodzaju parametrów, których wartości muszą najczęściej zostać wyznaczone w sposób empiryczny, co niekiedy może być trudne do praktycznej realizacji, a przyjęte oszacowania ich wartości mogą być niekiedy obarczone znacznym błędem – w skrajnych przypadkach sięgającym nawet wielu rzędów wielkości fizycznych. Jest rzeczą oczywistą, że brak dostatecznie dokładnych oszacowań wartości rozważanych parametrów będzie prowadził do pojawienia się znacznych błędów w wyliczonych na podstawie takiego modelu wielkościach wyjściowych.

Zadając na wejście modelu odpowiednie dane, będące rezultatem przeprowadzonych uprzednio pomiarów, oczekujemy na jego wyjściu interesujących nas rezultatów końcowych. Jednak zebrane przez nas uprzednio dane pomiarowe są zawsze w sposób nieuchronny również obarczone pewnym błędem, a niekiedy mogą one być po prostu niekompletne i z tego powodu brakujące wartości muszą podlegać wyłącznie interpolacji. W takim wypadku po naszym modelu nie należy się już bynajmniej zbyt wiele spodziewać, w myśl żelaznej zasady, dotyczącej zresztą każdego systemu przetwarzania informacji, że śmieci na jego wejściu mogą skutkować jedynie śmieciami na jego wyjściu.

Następnie, mając już opracowany model matematycznych rozpatrywanych zjawisk fizycznych, należy w kolejnym kroku dokonać jego implementacji w postaci programu komputerowego, który trzeba napisać w pewnym wybranym przez nas języku programowania, takim przykładowo jak Fortran, C, C++, C#, Pascal, Ada, Java, Python, JavaScript bądź w jakimkolwiek dowolnym innym, nadającym się jednakże do praktycznej realizacji założonego przez nas celu.

Na tym etapie pojawia się poważne niebezpieczeństwo, polegające na tym, że nasz program komputerowy będzie posiadał mimo wszystko jakieś błędy (w pewnej mierze jest to zjawisko do pewnego stopnia wręcz nieuchronne), które niekiedy są bardzo trudne do wykrycia na etapie testowania wytworzonego przez nas oprogramowania, ponieważ nigdy nie jesteśmy w stanie w jakimś rozsądnym przedziale czasowym sprawdzić wszelkich możliwych kombinacji danych wejściowych, które hipotetycznie mogą się pojawić podczas wykonywania programu.

Nawet jeśli stworzone przez nas oprogramowanie implementujące dany model matematyczny jest całkowicie wolne od błędów programistycznych, to i tak na etapie symulacji wybranych zjawisk fizycznych mogą pojawić się kolejne problemy. Otóż może okazać się, że nasz problem numeryczny jest źle uwarunkowany, tzn. wykazuje on bardzo dużą wrażliwość na zmianę wartości danych wejściowych. Niekiedy może się okazać, że zmiana zaledwie jednej cyfry na jakimś odległym miejscu po przecinku będzie skutkowała tym, że otrzymane rozwiązanie będzie się różnić diametralnie od rozwiązania uzyskanego poprzednio.

W takim wypadku wyznaczane przy pomocy komputera wyniki są już niestety całkowicie bezużyteczne. Jest to tzw. zjawisko chaosu deterministycznego, które zostało odkryte w latach 60. ubiegłego stulecia podczas podejmowanych w tym czasie prób przewidywania pogody za pomocą stworzonych w tym celu programów komputerowych. Okazało się wówczas, że w pełni deterministyczny model zjawisk fizycznych może generować całkowicie chaotyczne rozwiązania, będące skutkiem kumulacji błędów obliczeniowych, związanych z notorycznym zaokrąglaniem przez komputer wyliczanych wartości, co jest po prostu jedynie rezultatem skończonej długości jego rejestrów wewnętrznych i nawet zastosowanie w tym wypadku tzw. podwójnej precyzji obliczeń (typ zmiennej double) absolutnie niczego tutaj nie jest w stanie zmienić.

Ostateczny wniosek jest taki, że do wyników wszelkich symulacji komputerowych należy podchodzić zawsze z dystansem, a nawet wręcz i z pewną dozą nieufności, gdyż dopiero przeprowadzenie rzeczywistego eksperymentu fizycznego, a następnie jego późniejsza konfrontacja z otrzymanymi uprzednio wynikami obliczeń komputerowych ma w tym wypadku moc rozstrzygającą, czy stworzony przez nas model jest w pewnym obszarze jego zastosowań w ogóle wiarygodny, a uzyskiwane za jego pomocą rezultaty z wymaganą dokładnością przybliżają otaczającą nas rzeczywistość.

Niestety tego rodzaju kwestie, które powinny być wręcz oczywiste dla każdego programisty zajmującego się metodami numerycznymi, są całkowicie ignorowane przez klimatystów, którzy stworzone przez siebie modele komputerowe podnoszą wręcz do rangi swego rodzaju nieomylnej wyroczni i na tej podstawie snują następnie jakieś kasandryczne wizje płonącej w przyszłości planety, co ochoczo podchwytywane jest później w formie lotnych haseł przez pozbawionych wszelkich rozumowych kryteriów niedouczonych polityków, którzy próbują zbić na tym kapitał (w zdecydowanej większości ludzie ci po prostu nie nadają się w ogóle do wykonywania jakiejkolwiek innej użytecznej pracy).

Pamiętam, jak całkiem niedawno jeden z arcykapłanów świeckiej religii klimatyzmu w udzielonym wywiadzie wygłosił tezę, że gdybyśmy spalili wszystkie występujące na kuli ziemskiej zasoby węgla, to stężenie dwutlenku węgla podniosłoby się aż o 2000 ppm i w związku z tym zaczęlibyśmy się dusić tak, jak gdybyśmy przebywali w jakimś od dawna niewietrzonym i bardzo ciasnym pomieszczeniu.

Ale kto o zdrowych zmysłach w ogóle mówi o spaleniu wszystkich zasobów węgla na Ziemi?! To jest przecież absolutnie technicznie i ekonomicznie niemożliwe! A ile setek czy nawet tysięcy lat by to zajęło?

Przede wszystkim tzw. zasoby perspektywiczne stanowią zaledwie niewielki ułamek zasobów całkowitych węgla dostępnych na kuli ziemskiej. Z kolei jedynie część wspomnianych zasobów perspektywicznych uznawana jest obecnie za ekonomicznie uzasadnioną do wydobycia i eksploatacji. Zresztą to, jaką część złóż danego surowca uznajemy za ekonomicznie zdatną do wydobycia, zależy przede wszystkim od aktualnej ceny danego typu surowca. W każdym razie nie jesteśmy w stanie wydobyć więcej niż zaledwie niewielki procent istniejących na Ziemi zasobów surowców kopalnych z powodów natury zarówno technicznej, jak i przede wszystkim ekonomicznej.

Jednak tego rodzaju oczywiste i wręcz elementarne fakty są przez sektę klimatystów całkowicie ignorowane, ponieważ im chodzi jedynie o wywołanie w społeczeństwie swego rodzaju klimatycznej psychozy, aby łatwiej było im uzasadnić w takich warunkach konieczność wprowadzenia w naszym kraju zielonego ładu i związanej z tym transformacji energetycznej. Niestety kłamstwo powtórzone tysiąc razy z czasem staje się w powszechnym odbiorze prawdą, a wspomniana tresura klimatyczna trwa już w najlepsze od ponad trzydziestu lat. Sam dobrze pamiętam, jak mniej więcej w połowie lat dziewięćdziesiątych oglądałem jakiś program w telewizji, w którym pewien człowiek (posiadający nawet stopnie naukowe) perorował, że coś z tym dwutlenkiem węgla musimy koniecznie zrobić, bo za chwilę będzie go tyle w atmosferze, że się wszyscy w wyniku tego udusimy (sic!).

W tym kontekście warto jest wspomnieć, że całkowita antropogeniczna emisja dwutlenku węgla, która ma miejsce obecnie na obszarze Polski, stanowi zaledwie około 0,3 promila łącznej emisji naturalnej tego gazu, wywołanej głównie procesami oddychania organizmów żywych, zamieszkujących kulę ziemską. Dla porównania roczne wydobycie węgla kamiennego wynosi w Polsce około 40 milionów ton, a Chiny wydobywają go prawie 5 miliardów ton, budując aktualnie ponad 130 nowoczesnych węglowych bloków ultranadkrytycznych, w których planują zainstalować jeszcze co najmniej 300 GW mocy i mają gdzieś cały ten „zielony ład”, wdrażany z tak zaciekłym uporem w naszej części świata.

Tymczasem obserwowany wzrost koncentracji dwutlenku węgla w powietrzu atmosferycznym wynosi zaledwie niecałe 2 ppm na rok, co oznacza, że jeśli będzie go nadal przybywać w obecnym tempie, to za sto lat jego stężenie będzie większe o około 200 ppm niż obecnie, czyli będzie wynosiło około 600 ppm, czyli tyle, ile mniej więcej wynosiło w epoce trzeciorzędu, co żyjącym wówczas różnym gatunkom kręgowców jakoś bynajmniej nie przeszkadzało.

Ale czy już teraz powinien nas ten fakt w jakikolwiek sposób martwić? Wydaje się, że obecnie mamy w kraju znacznie poważniejsze problemy, którym już w najbliższym czasie będziemy musieli bezwzględnie stawić czoła. A niewątpliwie najważniejszym z nich jest nadciągająca nieuchronnie katastrofa demograficzna Polski, ponieważ przy obecnym poziomie dzietności liczba naszych rodaków w każdym kolejnym pokoleniu będzie zmniejszać się o połowę i w związku z tym za jakieś ponad 100 lat jako naród możemy w zasadzie przestać już w ogóle istnieć, a co gorsze prawdopodobnie nikt tego faktu nie będzie raczył nawet zauważyć.

A tymczasem co poniektórzy martwią się wyłącznie tym, jakie za 100 lat będzie stężenie dwutlenku węgla w ziemskiej atmosferze. Nie wiem, jak uważają Szanowni Państwo Czytelnicy, ale ja osobiście mam głęboko w nosie i w dużym poważaniu, jaką zawartością dwutlenku węgla w powietrzu będą oddychać za jakieś 100 lat potomkowie dzisiejszych mieszkańców Afryki, muzułmańskich krajów centralnej Azji i przede wszystkim Indii, którzy w tym czasie będą zapewne w przeważającej mierze zaludniać kulę ziemską. Ten niewielki wzrost koncentracji dwutlenku węgla, który obecnie obserwujemy, nie jest żadnym sensownym powodem, dla którego już teraz mamy dokonać totalnej dewastacji naszego systemu elektroenergetycznego, zrujnować gospodarkę całego kraju i wpędzić się w związku z tym w jakąś niewyobrażalną w swych rozmiarach katastrofę i biedę, z której możemy się już nigdy więcej nie podnieść, bo ewentualne usuwanie jej skutków musiałoby trwać wręcz całe dekady.

Co interesujące, pojawianie się tego rodzaju histerii klimatycznej nie jest w zasadzie niczym nowym w historii rodzaju ludzkiego. Nakręcanie tego rodzaju psychozy to w sumie nihil novum sub sole. O tego rodzaju histerycznych reakcjach pisał już prawie sto lat temu między innymi Tadeusz Dołęga-Mostowicz (1900–1939) w swym znakomitym felietonie zatytułowanym „Ciemnota”:

„Niemal codziennie dają się słyszeć takie utyskiwania:

– Co z tą pogodą się dzieje! Jeszcze nigdy takiej nie było. Takiej najstarsi ludzie nie pamiętają.

Co prawda, nie ma czemu się dziwić, że najstarsi nie pamiętają, przecie ludzie na starość tracą pamięć, gdyby było inaczej na pewno opowiedzieliby nam i o śniegu w lipcu, i o gradzie w marcu, i o przymrozkach w maju, o deszczach i powodziach, o suszy trwającej miesiącami. Co tu dużo gadać. Klimat pozostał takim, jak był, a jeżeli są w nim zmiany wynikłe ze stałego przechylania się osi naszego globu, to dla zaobserwowania ich trzeba tysięcy lat.

Zdawałoby się, że jest to oczywiste dla każdego inteligentnego człowieka. Tymczasem – nie:

– Jeszcze nigdy takiej aury nie było. Kto wie… dawniej i radia nie było…

Słowo rzucone. Tu i ówdzie gmina uchwaliła, by nie pozwalać zakładać »radja« na chałupach. Tu i ówdzie chłopstwo zniszczyło we dworkach anteny. Raz nawet doszło do rozlewu krwi, gdy zapalony radioman-nauczyciel bronił swego aparatu przed tłumem.

– Radio sprowadza deszcz i zimno!

Nie dziwić się chłopstwu, ale nawet inteligencja zaczyna wierzyć tej dzikiej bzdurze”.

Według relacji Dołęgi-Mostowicza niegdyś w przedwojennej Rzeczypospolitej zapalczywa w swych działaniach wiejska niepiśmienna ciemnota walczyła bohatersko z raczkującą wówczas dopiero co radiotechniką, obwiniając ją o rzekome oziębienie klimatu na Ziemi, gdy tymczasem wielce światłe, wszechstronnie wykształcone i znakomicie wyedukowane nowoczesne społeczeństwo wręcz z uporem maniaka zmaga się ze znienawidzonym dwutlenkiem węgla, z powodu którego „planeta za oknem się pali” (oj, tutaj przydałby się jednak konsultacja psychiatryczna).

Gdy tymczasem dwóch polskich naukowców – dr inż. Jan Kubicki z Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie i dr inż. Tomasz Wójcik z Politechniki Wrocławskiej – przeprowadzili stosunkowo prosty eksperyment, za pomocą którego w sposób definitywny obalili tezę o decydującym wpływie dwutlenku węgla na temperaturę powietrza atmosferycznego na kuli ziemskiej. Przeprowadzony przez wspomnianych naukowców eksperyment potwierdził uzyskane już znacznie wcześniej rezultaty teoretyczne (tzw. równanie Schwarzschielda), zgodnie z którymi absorpcja promieniowania termicznego jest funkcją logarytmiczną stężenia dwutlenku węgla w powietrzu. Co więcej, pokazali oni, że przy obecnym jego stężeniu, przekraczającym 400 ppm, znajdujemy się wyraźnie już w obszarze nasycenia wspomnianej krzywej logarytmicznej, w związku z czym dalsze powiększanie wartości koncentracji dwutlenku węgla w powietrzu nie ma już właściwie żadnego istotnego wpływu na wzrost absorpcji promieniowania termicznego, czyli tym samym nie będzie powodowało dalszego obserwowalnego wzrostu temperatury powietrza, co można zobaczyć na rys. 1.

Zdjęcie

Niestety tego rodzaju argumenty o charakterze naukowym zdają się w ogóle nie docierać do szerokich kręgów społeczeństwa, ponieważ umysły ludzkie są systematycznie i metodycznie zatruwane ideologią klimatyzmu i to począwszy już od najmłodszych lat – na etapie edukacji na poziomie szkoły podstawowej, a często nawet i przedszkola. Niestety w tym wypadku jakże aktualnie brzmią słowa Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, który włożył je swego czasu w usta hrabiego Żorża Ponimirskiego, gdy zapytano go, z czego właściwie tak strasznie się śmieje, na co ów odpowiedział:

„Z czego? Nie z czego, moi państwo, tylko z kogo⁈ Z was się śmieję, z was! Z całego społeczeństwa, z wszystkich kochanych rodaków! — Panie!… — Milczeć! — wrzasnął Ponimirski i jego blada twarzyczka chorowitego dziecka zrobiła się czerwona z wściekłości. — Milczeć! Z was się śmieję! Z was! Elita. Cha, cha, cha… Otóż oświadczam wam, że wasz mąż stanu, wasz Cincinnatus, wasz wielki człowiek, wasz Nikodem Dyzma to zwykły oszust, co was za nos wodzi, to sprytny łajdak, szaleniec, fałszerz, i jednocześnie kompletny kretyn!”.

A także nieco dalej:

„Czy wy tego nie widzicie? Źle powiedziałem, że on was za nos wodzi! To wy wywindowaliście to bydlę na piedestał! Wy, ludzie pozbawieni wszelkich rozumnych kryteriów! Z was się śmieję, głuptasy! Z was! Motłoch!… Nareszcie udało mu się włożyć monokl. Obrzucił wszystkich pogardliwym spojrzeniem i wyszedł trzaskając drzwiami”.

W rozważanym kontekście przychodzi mi jeszcze na myśl obraz namalowany w 1568 roku przez wybitnego niderlandzkiego malarza Pietera Bruegela (Starszego), noszący tytuł „Ślepcy”, który czytelnik może podziwiać na rys. 2.

Zdjęcie

W tym wypadku wydaje się, że analogia pomiędzy przedstawionymi na obrazie ślepcami, wpadającymi po kolei w głęboki dół – a naszym krajem, w którym w tak bezmyślny i całkowicie bezsensowny sposób niszczymy sobie własną elektroenergetykę, jest niezwykle daleko idąca. Bowiem pozbywanie się z krajowego systemu elektroenergetycznego stabilnych i w pełni dyspozycyjnych źródeł mocy elektrycznej w postaci elektrowni węglowych oraz podejmowanie próby zastąpienia ich wielce niestabilną energią wiatrową, a także pracującą sezonowo i cyklicznie fotowoltaiką, musi w sposób nieuchronny zakończyć się jedną wielką, totalną katastrofą, bo przecież nie jesteśmy w stanie zmienić obowiązujących we wszechświecie praw fizyki.

Sytuacja, w której obecnie znajduje się krajowa elektroenergetyka, przypomina także samochód pędzący z zawrotną prędkością równą 200 km/h, przed którym znajduje się ostry zakręt, a zaraz za nim jest potężna betonowa ściana. Niestety w obu wymienionych przypadkach gigantyczna w swych rozmiarach katastrofa jest po prostu wręcz nieunikniona.

http://nczas.info/2026/06/06/wspolczesna-histeria-klimatyczna-to-przeciez-nihil-novum-sub-sole/

#klimat #klimatyzm

6

Mentzen drwi z Cienkowskiej i jej milionowych spacerów po lesienczas.info

Sławomir Mentzen zaprosił warszawiaków na darmowy spacer dendrologiczny po Łazienkach Królewskich, gdzie za „rynkową wartość” 1,7 miliona złotych można się będzie dowiedzieć, że wiosną drzewa wypuszczają liście, a jesienią je zrzucają. Mentzen bezlitośnie obnażył absurd urzędniczej hojności cudzym kosztem i bezczelnego dojenia kasy podatników, którym szczyci się minister Marta Cienkowska z ekipy Tuska.

Prawie DWA MILIONY za chodzenie po lesie

Obecna Minister Kultury Marta Cienkowska i jej firma BFF Consulting w latach 2021-2023 zarobiła prawie 1,7 miliona złotych na zleceniach od Zarządu Zieleni m.st. Warszawy. Chodziło m.in. o spacery dendrologiczne i edukację przyrodniczą – ludzie chodzili po lesie a leśnik opowiadał, jakie drzewa rosną w Polsce i jak odróżnić sosnę od dębu. Rzeczy, które każdy uczeń podstawówki ogarnia po jednej lekcji biologii.

Sławomir Mentzen postanowił zrobić to samo, ale za darmo i nie w byle jakim lesie, tylko w warszawskich Łazienkach Królewskich, wśród szlachetnych gatunków. To oczywiście drwina z rozkradania publicznych pieniędzy pod płaszczykiem jakiejś edukacji, misji społecznej itp. bzdur, które od dawna są w zainteresowaniu Marty Cienkowskiej.

Ekskluzywny spacer Mentzena całkowicie za darmo

W swoim wpisie poseł Konfederacji, drwiąc z dokonań Cienkowskiej, napisał:

„Zapraszam na darmowy spacer dendrologiczny po warszawskich Łazienkach! Podczas spaceru leśnik poopowiada nam, jakie gatunki drzew można spotkać w tym słynnym parku. Spróbujemy też odróżnić sosnę od dębu, a ponadto dowiemy się wielu cennych ciekawostek takich jak to, że wiosną drzewa wypuszczają liście, a jesienią je zrzucają. Rynkowa wartość takiego spaceru to 1,7 mln zł! A my go organizujemy kompletnie za darmo. Tam trzeba być. Taka okazja może się już nie powtórzyć!

Spacer będzie nie tylko darmowy, ale też ekskluzywny. W Łazienkach rosną szlachetne gatunki drzew, a minister Cienkowska organizowała spacery dendrologiczne po zwykłym, pospolitym lesie. Zaczynamy o 17 przy wejściu od strony ul. Myśliwieckiej!

http://nczas.info/2026/06/06/mentzen-drwi-z-cienkowskiej-i-jej-milionowych-spacerow-po-lesie/

#zlodzieje #koalicjaobywatelska

22

#lgbtp+

Lata sączenia i obecnie już to tak absurdalnie nie wygląda.

19

#ukraina #izrael #polska

Czy jeśli chodzi o Ukrainę i Izrael jest jakaś granica plucia w twarz Polsce po której ci którzy nami zarządzają powiedzą stop? Dlaczego dajemy sobie to robić?

10

To oby sen się ziścił. 🤞🤞🤞

#tenis

11

#polska #antypolonizm #ludobojstwo #upa #polska2050 #koalicjaobywatelska

Według wiceministra Andrzeja Szeptyckiego z Polski 2050 UPA "to byli tacy trochę ukraińscy Żołnierze Niezłomni". Czy da się jeszcze jakieś dno przebić w antypolonizmie?

20

Obcokrajowcy mieli zaczepiać 11-latki w centrum Kalisza. „Szukamy kochanek za pieniądze”kresy.pl

Grupa obcokrajowców miała obserwować i zaczepiać dzieci w centrum Kalisza — podał lokalny portal Fakty Kaliskie, powołując się na relację czytelniczki pracującej w jednej z lodziarni. Według relacji dzieci w wieku około 11–12 lat szukały pomocy przy ul. Złotej, twierdząc, że są śledzone przez kilku mężczyzn.

Do niepokojącej sytuacji miało dojść w centrum Kalisza, przy ul. Złotej. Jak podał w czwartek lokalny portal Fakty Kaliskie, do redakcji zgłosiła się czytelniczka pracująca w jednej z tamtejszych lodziarni, która opisała zachowanie kilku mężczyzn wobec grupy dzieci.

Według jej relacji do lokalu podeszły dzieci w wieku około 11–12 lat. Miały być wyraźnie zaniepokojone i twierdziły, że od pewnego czasu obserwuje je grupa mężczyzn. Kobieta przekazała, że część z nich rzeczywiście znajdowała się w pobliżu lodziarni.

„Dzieci powiedziały nam, że kilku mężczyzn miało je śledzić. Zauważyłyśmy, że część z nich rzeczywiście znajdowała się w pobliżu. Jeden z mężczyzn miał nawet przez pewien czas obserwować dzieci i czekać w okolicy, gdy odbierały lody” — relacjonuje czytelniczka.

Pracownice lodziarni postanowiły porozmawiać z dziećmi i zapytały, czy mężczyźni próbowali nawiązać z nimi kontakt. Z relacji przekazanej portalowi wynika, że wobec dzieci miały paść niepokojące komentarze.

Według Faktu Kaliskich mężczyźni mieli powiedzieć m.in., „że szukają kochanek za pieniądze”.

Portal podał, że mężczyzna, który miał przebywać w pobliżu lokalu, ostatecznie oddalił się z miejsca zdarzenia. Dzieci bezpiecznie opuściły okolicę.

Fakty Kaliskie zaznaczają, że opisują sprawę na podstawie relacji czytelniczki i publikują ją ku przestrodze. Portal przypomina, by w przypadku zauważenia niepokojących zachowań wobec dzieci kontaktować się ze służbami.

http://kresy.pl/wydarzenia/obcokrajowcy-mieli-zaczepiac-11-latki-w-centrum-kalisza-szukamy-kochanek-za-pieniadze/

#pedofile #nachodzcy

17

Ciapak na zachodzie dostanie jeszcze azyl jeżeli już tam się przedostał.Pamiętajcie aby odpowiednio przywitać nowych gości po wprowadzeniu paktu migracyjnego. 🫤

#imigracja #granica #zbrodnia

21