„W Ukrainie” czy „na Ukrainie” i inne wydumane problemy. Korwin-Mikke broni języka polskiegox.com

Zdjęcie

W Ukrainie czy na Ukrainie? – to wciąż dla wielu problem, jednak całkowicie wydumany. Janusz Korwin-Mikke celnie wskazuje, że rezygnujemy z języka polskiego tam, gdzie ten język jest naturalny i świetnie sobie radzi, a ulegamy politycznej poprawności i komunistycznej nowomowie. W wpisie na X nestor polskiej prawicy wolnościowej przypomina, że zamiast sowieckiego Zaporoża i Iwano-Frankowska polszczyzna ma właściwe i pierwotne nazwy tych miast: Aleksandrowsk i Stanisławów, tak jak zamiast Kaliningradu – Królewiec. Niestety problem jest szerszy, bo dotyczy nie tylko nazw miejscowości.

Janusz Korwin-Mikke na X napisał:

„Ukraińcy dzielnie bronią Orzechowa. Rosjanie buńczucznie zapowiadają, że pod koniec roku dojdzie do bezpośredniej walki o Aleksandrowsk (chwilowo „Zaporoże”)…

Jak zamiast komunistycznego „Kaliningrad” zawsze pisałem po polsku „Królewiec” to patrzono na mnie, jak na zbrodniarza. Gdy zamiast komunistycznego „Zaporoże” czy „Iwano-Frankowsk” piszę „Aleksandrowsk” i „Stanisławów” – to znów jestem zbrodniarzem. Niektórzy są bardziej przywiązani do ukraińskości i komunizmu, niż do polszczyzny.”

http://x.com/JkmMikke/status/2104076064444309643

Janusz Korwin-Mikke słusznie zauważa, że skoro nazwa Królewiec nie obraża historii i geografii, to na tej samej zasadzie nazwa Stanisławów nie jest aktem wrogości. Niestety problem jest szerszy niż tylko nazwy miejscowości.

W Ukrainie czy na Ukrainie? Klitschko czy Kłyczko? Polszczyzna zna odpowiedź

Język polski od stuleci transkrybuje rusiński alfabet lepiej niż nowomowa politpoprawnych redakcji. Formy gramatyczne takie jak „na Ukrainie” wynikają z tradycji historyczno-językowej, a nie z podważania czyjejś państwowości. Setki lat zachodnia Ruś była częścią Rzeczpospolitej, o tym, że należymy do wspólnej rodziny językowej, nie wspominając.

Po polsku mówimy na Ukrainie, na Węgrzech, na Słowacji i na Litwie – i nikt przy zdrowych zmysłach nie twierdzi, że tym samym kwestionujemy suwerenność Kijowa, Budapesztu, Bratysławy czy Wilna.

Tymczasem po 2022 roku część mediów, niczym na komendę, zaczęła pisać „w Ukrainie”, bo tak każe poprawność polityczna. Jednak to nie jest żaden szacunek dla tożsamości sąsiada, tylko lęk przed opinią salonów, które zmieniają język na polityczne zamówienie.

Podobnie jest z pisownią imion i nazwisk ukraińskich. Braci Kłyczko media uporczywie zapisują „Kliczko”, jakby polszczyzna nie umiała oddać wymowy cyrylicy.

Nazwisko prezydenta Ukrainy powinniśmy zapisywać Zelenski, przez L, a nie Zełenski przez Ł, bo to nazwisko pochodzi od koloru zielonego, po ukraińsku fonetycznie zeleny – tam nie ma Ł, wystarczy posłuchać jak wymawiają to nazwisko Ukraińcy. A imię Włodzimierz też nie musi być Volodymyrem.

Angielska kalka Zelenskyy czy Klitschko w polskim tekście wygląda jak kapitulacja własnego alfabetu przed Waszyngtonem i Londynem (dlaczego nie piszemy Washington czy London? – brak konsekwencji). Polski czytelnik zasługuje na polską pisownię, nie na kalkę z agencji Reutera.

Zmiana nazwy to ten sam chwyt, co wysiedlenie

Komuniści lubili zmieniać nazwy, bo to wykorzenia ludzi z historii, tradycji i kultury, a bez tego nie istnieją narody. Nowa tabliczka urywa odniesienia, kasuje konteksty, wprowadza nowomowę, w której nazwa nie ma już rodowodu, tylko nowy numer w planie pięcioletnim.

Gdy Stanisławów staje się Iwano-Frankowskiem, a Królewiec Kaliningradem, znika nie tylko dźwięk, ale przede wszystkim pamięć, kto tu mieszkał, kto fundował kościół, kto handlował, kto zginął. Bez pamięci łatwiej sterować ludźmi i narzucać im nowy światopogląd – skoro nazwa jest nowa, historia też może być napisana na nowo. Tak działo się także w PRL po 1945 roku – np. Katowice w latach 1953/56 nosiły nazwę Stalinogród.

Na tej samej zasadzie komuniści przesiedlali wielkie grupy ludzi. Zrywali ciągłość pokoleń, rozbijali wspólnoty, mieszali dialekty, parafie i cmentarze, by sąsiad nie pamiętał sąsiada, a wnuk nie umiał powtórzyć opowieści dziada i wskazać miejsc, kontekstów i relacji. Zmiana nazwy działa identycznie, tylko taniej – nie trzeba wagonów i funkcjonariuszy, wystarczy mapa i rozporządzenie.

Dlatego Korwin pyta, czemu za polskie nazwy znów jest „zbrodniarzem”, bo część internetowego komentariatu bardziej lgnie do sowieckich tabliczek i importowanej nowomowy niż do własnego języka.

Język polski nie jest reliktem i narzędziem w rękach politpoprawnych totalniaków. Jest narzędziem precyzji i pamięci. Kto pisze „na Ukrainie”, Kłyczko czy Zelenski, nie atakuje Kijowa tylko zachowuje tożsamość polszczyzny przed sezonową modą. A moda, jak wiadomo, zawsze mija, natomiast język to jeden z fundamentów kultury i narodowej wspólnoty.

Warto o tym pamiętać, zanim kolejna redakcja każe nam pisać po angielsku, ukraińsku czy innym politycznie poprawnym niby-języku.

http://nczas.info/2026/09/27/w-ukrainie-czy-na-ukrainie-i-inne-wydumane-problemy-korwin-mikke-broni-jezyka-polskiego/

#korwinmikke #korwin #jezykpolski #Polska

14

#heheszki #ekolodzy #zwierzeta #postep #jezykpolski

Kochani, bądźmy konsekwentni w upiększaniu polszczyzny, jak już zapoznaliśmy się z zaimkami chłopców w sukienkach, pokazaliśmy "Murzynowi" czerwoną kartkę, to teraz zakażmy "czochrania bobra" i innych takich stygmatyzacji zwierząt, bo okazuje się, że one się tym mocno przejmują i jak tylko uzyskają prawa wyborcze jako bracia mniejsi, to zagłosują na lewicę i na to kto na obiad.

8

#jezykpolski #reforma

W końcu krok w dobrym kierunku, ale liczę na kolejne.

12

Polska język - trudna język.

Czy ktoś z Rady Języka Polskiego, albo innego poważnego tworu ds. poprawności, której to uczyłem się w szkołach publicznych: podstawowej, średniej oraz wyższej mógłby mi wytłumaczyć o tso chozi z tą OFICERKĄ czy KOMISARKĄ?

#jezykpolski #nowomowa #gazetawyborcza #lewicowespierdolenie #feminatywy

7

ale mnie irytuje ta nowomowa. dawniej się mówiło: dziewczyna/chłopak. nie było seksistowskiego i przede wszystkim niepotrzebnego rozróżniania płci gdy mowa była o Polakach, mówiło się pani psycholog albo pani minister, a dziś? "Polki i Polacy, ministra, partnerka, psycholożka, gościnia". normalnie jak w jakiejś małpiarni.

#jezykpolski #boldupy #gry #cyberpunk2077

19

Gardziciel - człowiek, którego charakteryzuje pogarda dla osób, stanów, cech, sytuacji itp

#jezykpolski #językpolski @zakowskijan72

http://sjp.pwn.pl/doroszewski/gardziciel;5429520.html

http://pl.glosbe.com/pl/pl/gardziciel

10

nie mówi się "na komisariacie"?

@zakowskijan72 #pytanie #jezykpolski #media

im się już chyba na mózg rzuciło od "w Ukrainie"

15

30

#jezykpolski #historia #rzeczpospolitaobojganarodow #rosja #moskwa #ukraina #bekazlewactwa

Wpis pochodzi ze bardzo dobrej i rzetelnej historycznie strony Rzeczpospolita Obojga Narodów i poświęcony jest okiełznaniu szajby pojęciowej jaka opętała środowiska, jak i poszczególnych ludzi, chcących za wszelką cenę zrobić dobrze Ukraińcom, nawet kosztem zasad języka polskiego, faktów i zdrowego rozsądku. Tymczasem sami Ukraińcy:

--------

Moskwa, nie Rosja

Ukraina rozważa oficjalną zmianę nazwy swojego wschodniego sąsiada z “Rosja” na “Moskowia”. Pod odpowiednią petycją zebrano ponad 25 tys. podpisów i sprawę rozpatrzy rząd.

Nie jest to jednak kolejny pstryczek w nos barbarzyńskiego agresora. Pomysł ten w przestrzeni publicznej pojawiał się wcześniej, a stoją za nim jak najbardziej historyczne argumenty.

Nawet w Polsce nie wszyscy okrzepli jeszcze po absurdalnej manii zamieniania słowa “ruski” na “galicyjski”, czy “ukraiński”. Zamiana “Rosji” na “Moskowię” i “rosyjski” na “moskiewski”/”moskowski” zapewne zlikwidowałoby problem.

A wynika on ze zbyt silnej pozycji j. rosyjskiego. W j. polskim istnieje bowiem jasne rozróżnienie na “Rosję” (państwo Federacja Rosyjska) i szerszy, historycznie raczej rozumiany termin “Ruś” (kraina zamieszkiwana przez Rusinów — dzisiaj Ukraińców, Białorusinów, Rosjan itd.) i pochodzące od nich przymiotniki “rosyjski” (związany z “Rosją”) i “ruski” (związany z Rusią). Nieco inaczej funkcjonuje to w j. rosyjskim, w którym wyrażenie “ja ruskij” znaczy najczęściej “jestem Rosjaninem w sensie narodowym”, natomiast “ja Rasijanin” — “jestem obywatelem Rosji”.

Nie rozstrzygam, czy stało się to na skutek wpływu j. rosyjskiego, czy na skutek autonomicznego procesu, ale w dzisiejszym potocznym j. polskim przymiotnik “ruski” zbliżył się do znaczenia, jakie ma w j. rosyjskim stając się kojarzonym raczej z Rosją niż Ukrainą czy Białorusią. Dodatkowo nabrał wyraźnie negatywnego zabarwienia. Prowadzi to do absurdalnych potworków typu “Ruscy napadli na Ukrainę”; “Hołd ruski” (jako nazwa pokłonu Szujskich przed Zygmuntem III) czy “potop ruski” (jako nazwa napadu Wielkiego Księstwa Moskiewskiego na Rzplitą w 1654 r.

Wobec takiego pomieszania pojęć można nawet czasami utożsamiać się z potrzebą postawienia jasnego rozgraniczenia. Na Podlasiu jedna z organizacji prawosławnych przeprowadziła niedawno akcję “Nie jestem ruski” w celu odsunięcia negatywnego skojarzenia z Rosją (dodajmy, że na Podlasiu funkcjonuje określenie “ruskie porządki” — taki odpowiednik “Polnische Wirtschaft”). Mimo słusznych intencji, inicjatywa doprowadziła do kontrowersji i inne organizacje doszukiwały się w projekcie sprzeniewierzenie własnych — ruskich — korzeni.

Problem funkcjonuje także w dominującym dzisiaj j. angielskim. Co prawda istnieje określenie “Ruthenia/ruthenian”, ale ma raczej charakter specjalistyczny, nie znany przeciętnemu użytkownikowi. Zazwyczaj “Ruś” tłumaczy się jako “Russia”, czyli w sposób nierozróżnialny od nazwy Federacji Rosyjskiej. Musimy zdawać sobie z tego sprawę, gdyż to sprawia, że przeciętny “Anglosas” przeglądając historyczne mapy Europy widzi morze “Russians”, z których dopiero po czasie wyodrębnili się “Ukrainians” i “Belorusians”.

Pewne podobieństwa widać także w sporze o “w/na Ukrainie”. Wiele osób, odwołując się do tego, jak podział ten działa w j. rosyjskim (“w” — dla państw niezależnych; “na” — dla podległych regionów) próbuje zmienić uzus w j. polskim. Niestety uzasadnia się to fatalnie dobranymi, czy wręcz sfałszowanymi argumentami historycznymi, z którymi rozprawiliśmy się wcześniej (link w komentarzu).

Rosjo-centryczna nomenklatura odwraca uwagę od faktu, że Ukraińcy, Białorusini, podlascy Rusini itd., mają takie samo, a może nawet większe prawo do utożsamiania się z “Rusią” i “ruskością”.

Dlaczego większe? Nie dlatego, że chcielibyśmy Rosjanom odebrać ich “ruskość”, tylko wskazać na argumenty historyczne.

Zaczynając, w pierwszych wiekach Rusi serce tej krainy znajdowało się na terenach dzisiejszej Białorusi i Ukrainy. Zwłaszcza w Kijowie. Tam, gdzie dzisiaj leży część europejskiej części Federacji Rosyjskiej znajdowała się tzw. Ruś Zaleska — absolutna peryferia świata ruskiego. Bardziej znaczący dla ruskiej kultury był Nowogród Wielki. Ten sam, który później został krwawo spacyfikowany przez “cara wszechrusi” Iwana IV Groźnego.

No właśnie — “cara wszechrusi”. Przypomnijmy, że termin ten został uzurpowany w czasie, w którym wielcy książęta moskiewscy nie panowali nad “całą Rusią”. Miał on uzasadniać podbój wschodnich połaci Wielkiego Księstwa Litewskiego i Korony. “Zbieranie ziem ruskich” było tylko pretekstem do żądań, w których Iwan IV się nie cofał przed niczym. Wmawiał Zygmuntowi Augustowi, że jako krewnemu Oktawiana Augusta (oczywiście bzdura) należą mu się Prusy. Jego “wotczina”, czyli ziemia należna po przodkach, sięga aż do Wisły. Król polski nie pozostawał jednak sąsiadowi dłużnym, odpowiadając, że z racji posiadania Kijowa ma większe prawa do tytułu władcy “wszechrusi”. Iwan powinien zatem ustąpić przynajmniej Nowogrodu.

Od tego czasu nazwa “Ruś” stała się przedmiotem ideologicznego sporu między Rzplitą a jej wschodnim sąsiadem. Moskwa starała się tę nazwę zmonopolizować, natomiast Rzplita twierdziła: “Ruś jest u nas. Wy jesteście Moskwa.” Kiedy Władysław IV w ramach swoich roszczeń określał się “carem”, jeden z senatorów poprawił go, wskazując, że tytułu tego Rzplita nie uznaje. Poprawny to: “Wielki Książe Moskiewski”.

Warto dodać, że kontrowersja trwa wśród historyków do dzisiaj. W historiografii polskiej i ukraińskiej wschodniego sąsiada Litwy w XVI i 1. po. XVII w. określa się “Państwem Moskiewskim”. Tymczasem Rosjanie stosują konsekwentnie termin “Ruskoje Gosudarstwo”. Noo… prawie konsekwentnie. Podczas jednego z webinarów organizowanych na ukraińskim kanale “Historical Webinar”, pewien rosyjski historyk grzecznie poprawił “Ruskoje” na “Moskowskoje”, co zamieszczamy w komentarzu.

Zdaniem prof. Hieronima Grali, dzisiejsze inicjatywy przesuwania znaczeniowego przymiotnika “ruski” w kierunku Rosji jest przyznaniem racji Iwanowi IV i jego następcom.

Wobec tego, postulat wysuwany w środowisku ukraińskim wydaje się podejściem zdecydowanie bardziej przemyślanym, lepiej ugruntowanym w tradycji historycznej, wybijającym zęby propagandzie rosyjskiej i chyba także — bardziej skutecznym. Wprowadza bowiem jasne rozgraniczenie Rusi od Rosji (Moskowii), nie powodując jednocześnie ogromnego pomieszania z poplątaniem, jak w przypadku roszad z przymiotnikiem “ruski”.

---

Link do źródła: http://www.facebook.com/profile.php?id=100063458525460

10