Observation (Win, PS4, Xone)
Dzisiaj w #tlusteindyki odlecimy trochę od pixelartowych i roguelikowych akcyjniaków na rzecz mocno filmowego hard sci-fi przeżycia jakim jest Observation. Nie będzie to zbyt długi wpis bo w grze gdzie fabuła gra główną rolę, spojlerowanie czegokolwiek to grzech a gameplayowo też nie ma się za bardzo o czym rozpisywać, chociaż developerowi trzeba pogratulować pomysłu na głównego protagonistę 😉
O co chodzi?
Gra rozpoczyna się na międzynarodowej stacji kosmicznej „Observation” znajdującej się na orbicie okołoziemskiej. Stacja owa ucierpiała na skutek nieznanego zdarzenia co pozbawiło ją mocy i wprawiło w ruch kołowy. Dr Emma Fisher, oficer medyczny na stacji próbuje przywrócić moc i skontaktować się z Houston, niestety bezskutecznie. W końcu jednak udaje jej się jednak przywrócić do „życia” SAMa – czyli orbitalną AI kontrolującą systemy i funkcje stacji... i na tym poprzestanę żeby nie zepsuć nikomu możliwości odkrycia dalszej części samemu.
Gdzie jest haczyk?
Ano haczykiem jest że nie wcielamy się w panią Fisher jak moglibyście przypuszczać a w... SAMa czyli wspomnianą AI. Podczas gry będziemy starać się z pomocą Emmy skumać co właściwie się stało, znaleźć pozostałych członków załogi i opanować sytuację. Jako AI będziemy mieli do dyspozycji dostęp do kamer rozlokowanych w różnych pomieszczeniach, kontrolę nad drzwiami a właściwie włazami a w miarę przywracania systemów również o wiele więcej (bez spoilerów!). Samą rozgrywkę ciężko opisać – jest to generalnie gra logiczna z elementami przygodówki, jako SAM będziemy penetrować systemy stacji i starać się ogarnąć cały ten bajzel poprzez manipulację jej zasobami. Jeśli śmierdzi wam to trochę Odyseją Kosmiczną to trafiliście w dychę – w grze widać mocną inspirację ponadczasowym dziełem Kubricka ale gra nie jest tylko prostą zrzynką a fabuła obfituje w ciekawe zwroty akcji. To co urzeka w Observation to nie sam gameplay a klimat! Ciężki, klaustrofobiczny i nieco horrorowaty. Wąskie, opuszczone korytarze, oszczędna muzyka i całkiem niezła grafika sprawia że całe doświadczenie jest mocno imersyjne. Jednocześnie sposób prowadzenia narracji sprawia że cały czas czujemy że coś jest nie tak i nie pozwala zapomnieć że jednak gramy jako AI która mimo zaprogramowania na wykonywanie poleceń załogi... cóż, jest przecież inteligentnym bytem. Gierka nie jest zbyt trudna a przez to też niezbyt długa, da się ją ukończyć w dwa, może trzy wieczory. Mimo tego momentami sprawia wrażenie nieco nużącej ale nie dłużej niż przez kilka, kilkanaście minut zanim uda się nam popchnąć fabułę do przodu.
Dla kogo?
Jak napisałem we wstępie, polecam głównie dla fanów gier fabularnych (nie RPG) gdzie to historia gra pierwsze skrzypce. Jeśli podobały się wam filmy jak Odyseja Kosmiczna, Grawitacja czy The Moon i lubicie thrillery - sięgnijcie po nią tym bardziej, zwłaszcza jeśli nie macie co zrobić z kilkoma najbliższymi wieczorami.
#grykomputerowe #gryindie #tlusteindyki <- Autorski tag do obserwowania/czarnolistowania
Dzisiaj w #tlusteindyki odlecimy trochę od pixelartowych i roguelikowych akcyjniaków na rzecz mocno filmowego hard sci-fi przeżycia jakim jest Observation. Nie będzie to zbyt długi wpis bo w grze gdzie fabuła gra główną rolę, spojlerowanie czegokolwiek to grzech a gameplayowo też nie ma się za bardzo o czym rozpisywać, chociaż developerowi trzeba pogratulować pomysłu na głównego protagonistę 😉
O co chodzi?
Gra rozpoczyna się na międzynarodowej stacji kosmicznej „Observation” znajdującej się na orbicie okołoziemskiej. Stacja owa ucierpiała na skutek nieznanego zdarzenia co pozbawiło ją mocy i wprawiło w ruch kołowy. Dr Emma Fisher, oficer medyczny na stacji próbuje przywrócić moc i skontaktować się z Houston, niestety bezskutecznie. W końcu jednak udaje jej się jednak przywrócić do „życia” SAMa – czyli orbitalną AI kontrolującą systemy i funkcje stacji... i na tym poprzestanę żeby nie zepsuć nikomu możliwości odkrycia dalszej części samemu.
Gdzie jest haczyk?
Ano haczykiem jest że nie wcielamy się w panią Fisher jak moglibyście przypuszczać a w... SAMa czyli wspomnianą AI. Podczas gry będziemy starać się z pomocą Emmy skumać co właściwie się stało, znaleźć pozostałych członków załogi i opanować sytuację. Jako AI będziemy mieli do dyspozycji dostęp do kamer rozlokowanych w różnych pomieszczeniach, kontrolę nad drzwiami a właściwie włazami a w miarę przywracania systemów również o wiele więcej (bez spoilerów!). Samą rozgrywkę ciężko opisać – jest to generalnie gra logiczna z elementami przygodówki, jako SAM będziemy penetrować systemy stacji i starać się ogarnąć cały ten bajzel poprzez manipulację jej zasobami. Jeśli śmierdzi wam to trochę Odyseją Kosmiczną to trafiliście w dychę – w grze widać mocną inspirację ponadczasowym dziełem Kubricka ale gra nie jest tylko prostą zrzynką a fabuła obfituje w ciekawe zwroty akcji. To co urzeka w Observation to nie sam gameplay a klimat! Ciężki, klaustrofobiczny i nieco horrorowaty. Wąskie, opuszczone korytarze, oszczędna muzyka i całkiem niezła grafika sprawia że całe doświadczenie jest mocno imersyjne. Jednocześnie sposób prowadzenia narracji sprawia że cały czas czujemy że coś jest nie tak i nie pozwala zapomnieć że jednak gramy jako AI która mimo zaprogramowania na wykonywanie poleceń załogi... cóż, jest przecież inteligentnym bytem. Gierka nie jest zbyt trudna a przez to też niezbyt długa, da się ją ukończyć w dwa, może trzy wieczory. Mimo tego momentami sprawia wrażenie nieco nużącej ale nie dłużej niż przez kilka, kilkanaście minut zanim uda się nam popchnąć fabułę do przodu.
Dla kogo?
Jak napisałem we wstępie, polecam głównie dla fanów gier fabularnych (nie RPG) gdzie to historia gra pierwsze skrzypce. Jeśli podobały się wam filmy jak Odyseja Kosmiczna, Grawitacja czy The Moon i lubicie thrillery - sięgnijcie po nią tym bardziej, zwłaszcza jeśli nie macie co zrobić z kilkoma najbliższymi wieczorami.
#grykomputerowe #gryindie #tlusteindyki <- Autorski tag do obserwowania/czarnolistowania
Pomysł brzmi nieźle i na początku byłem naprawdę zafascynowany jak to wszystko fajnie grało. Im dalej w las jednak okazuje się że Moonlighter to trochę zmarnowany potencjał i niejako samograj. Po pierwsze gra jest mocno za prosta jak dla mnie, lochy będziemy raczej opuszczać kiedy zapełnimy nasz ekwipunek niż po to żeby umknąć przed goniącymi nas niemilcami. Przez całe 10h gry zginąłem może z 5 razy. Nawet bossowie nie są jakimś wielkim wyzwaniem a po ulepszeniu ekwipunku przedzieramy się przez nich jak Lancelot przez majtki Ginewry. Po drugie nasz sklepik wyraźnie mógłby być bogatszy w opcje, jedyne co możemy zrobić to sprzedawać nasze bibeloty i może okazjonalnie wziąć jakieś zlecenie (przynieś mi 10 skrzydeł nietoperza) które generalnie olewałem, bo po co skoro i tak mogę je sprzedać, nawet jeśli trochę taniej. Brakowało mi handlu z prawdziwego zdarzenia, kupowania gratów od odwiedzających nas herosów, jakiegoś targowania się czy barteru. Ilość rzeczy do wykucia u kowala i upgradów naszego sklepu i wioski także nie powala, a całą grę można skończyć w 10h i pod koniec było to już trochę nużące.

Jeśli jednak damy jej szansę i nauczymy się co jak działa, okaże się że jednak nie jest tak źle a przefruwanie przez pokoje jak duch śmierci zostawiając za sobą tylko zgliszcza czy uniknięcie potężnego kombosa z setek pocisków naprawdę daje mega satysfakcję.








