Rodzina Pochwatków. Za ratowanie Żydów zapłacili życiem: Józef, Bronisława i dwie córki, w tym ciężarna Janina. Niemcy zamordowali ich w 1943 r. Szczątki ukryto na polu. IPN odnalazł je w lipcu 2024 w Kolczynie

Zdjęcie

http://www.facebook.com/reel/745826708407524

#Polska #zydzi #niemcy #iiiwojnaswiatowa

16

Wszystko zaczyna się w 1932 roku w Warszawie, w skromnym biurze przy Alejach Ujazdowskich. Trzej absolwenci matematyki Uniwersytetu Poznańskiego dostają zadanie, które z pozoru wydaje się niemożliwe: złamać szyfr Enigmy, urządzenia, które sama jego twórca uważał za niezniszczalne.

Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski nie byli kryptografami z zawodu. Byli matematykami, i właśnie to miało zmienić historię.

Zanim jednak do tego doszło, musiał się wydarzyć jeden z tych drobnych wypadków, które ciągną za sobą ogromne konsekwencje. W 1929 roku do Urzędu Celnego w Warszawie trafia paczka z Niemiec.

Celnik otwiera ją i znajduje dziwną maszynę do pisania. Telefon do Biura Szyfrów, kilka godzin czasu, aparat fotograficzny. Niemcy po paczce przyjeżdżają, maszyna wraca do nadawcy nienaruszona. Polacy mają zdjęcia i mają pewność, że Enigma jest czymś, czego powinni się bać.

Przez dwa lata nic. Szyfr trzyma się nieugięcie. Francuzi podrzucają instrukcje obsługi pozyskane przez szpiega, ale i to nie wystarczy. Wtedy pojawia się Rejewski.

Ma dwadzieścia siedem lat i pomysł, który nie przychodzi do głowy tradycyjnym kryptografom. Zamiast analizować treść wiadomości, zaczyna analizować samą strukturę szyfru. Zamiast szukać słów, szuka permutacji. Traktuje Enigmę jak problem algebraiczny, bo tym w istocie jest. W ciągu kilku tygodni rekonstruuje okablowanie rotorów. Robi to wyłącznie na podstawie matematyki, bez jednego fizycznego egzemplarza maszyny.

To, co Rejewski osiągnął, nie było odgadnięciem hasła ani szczęśliwym trafem. To było coś głębszego: zrozumienie wewnętrznej logiki urządzenia przez czyste myślenie abstrakcyjne. Do dzisiaj kryptografowie piszą o tym z podziwem.

Przez kolejne lata trio pracuje bez rozgłosu.

Zygalski projektuje arkusze perforowane, swego rodzaju kombinatoryczne sito do odsiewania możliwych konfiguracji rotorów. Różycki wynajduje metodę nazwaną od doby zegarowej. Rejewski buduje pierwszą mechaniczną bombę kryptologiczną, maszynę przyspieszającą łamanie kolejnych kluczy szyfrowych. To nie jest jeszcze Turing. To jest Rejewski, Polska, rok 1938.

W 1938 roku Niemcy komplikują system, dodając dwa nowe rotory. Wymagałoby to sześćdziesięciu bomb zamiast sześciu. Polacy mają środki na sześć. Wiedzą, że czas im ucieka.

I wtedy zapada decyzja, która jest jedną z najbardziej niedocenianych w historii II wojny światowej. W lipcu 1939 roku, kilka tygodni przed wybuchem wojny, Polacy zapraszają do Pyrzowie pod Warszawą Brytyjczyków i Francuzów. Przekazują im wszystko: repliki Enigmy, metody, arkusze Zygalskiego, dokumentację matematyczną.

Oddają to bez żadnych warunków, bez politycznych targów, po prostu jako dar. Alec Denniston z Bletchley Park wychodzi ze spotkania blady. Jego ekipa przez lata kręciła się wokół tego samego problemu i nie doszła tak daleko.

Churchill będzie później pisał o Bletchley jako o "kurach znoszących złote jaja, nigdy nie gdaczących". Będzie mówił o Turingu. O Polakach nie powie nic, bo nic nie będzie mógł powiedzieć, bo wszystko było tajne. Rejewski, Różycki i Zygalski trafią po klęsce kampanii wrześniowej do Francji, potem do Algierii, potem ponownie do Francji, gdzie w Vichy będą nadal łamać szyfry na małym oddziale. Różycki zginie w 1942 roku na Morzu Śródziemnym, prawdopodobnie gdy statek, którym płynął, zostanie zatopiony. Miał trzydzieści dwa lata.

Rejewski przeżyje wojnę i wróci do Polski. Przez całe dekady będzie pracował jako zwykły księgowy, bo praca w kryptografii była zbyt niebezpieczna w PRL-u. Dopiero pod koniec życia zacznie udzielać wywiadów, pisać wspomnienia, opowiadać o tym, co zrobił. Umrze w 1980 roku, rok przed stanem wojennym.

Historia o złamaniu Enigmy, jaką znamy z filmów i książek, zaczyna się zazwyczaj od Alana Turinga i Bletchley Park. To nie jest historia fałszywa, ale jest niepełna. Turing budował na fundamentach, które już stały. A fundamenty te postawili trzej polscy matematycy, którym dano złe narzędzia, zbyt mało czasu i w końcu nie dano nawet możliwości opowiedzenia własnej historii.

http://www.facebook.com/reel/1683972073052991

#szyfrowanie #iiiwojnaswiatowa #historia

15

Armia Krajowa uderzyła w Berlinie. Zamach „Zagra-Linu” w sercu III Rzeszy

10 kwietnia 1943 roku Armia Krajowa przeprowadziła jeden z najbardziej śmiałych zamachów w swojej historii. W samym centrum Berlina, na ruchliwym dworcu kolejowym Friedrichstraße, eksplodował ładunek podłożony przez żołnierzy polskiego podziemia.

Wybuch nastąpił w momencie, gdy na peronie zatrzymały się pociągi z urlopowanymi żołnierzami Wehrmachtu. Zginęło 14 osób, a około 60 zostało rannych. W sercu III Rzeszy rozległy się krzyki, zawyły syreny alarmowe, a niemieckie służby natychmiast rozpoczęły obławę na sprawców.

Za zamachem stał „Zagra-Lin” – wyspecjalizowany oddział dywersyjny działający w ramach Organizacji Specjalnych Akcji Bojowych „Osa”–„Kosa 30”, jednej z najbardziej elitarnych struktur Armii Krajowej. Jednostka ta została powołana do prowadzenia działań sabotażowych, likwidacyjnych i odwetowych, a jej wyjątkowość polegała na tym, że operowała nie tylko na terenie okupowanej Polski, lecz także w głębi III Rzeszy. Podlegała bezpośrednio Komendantowi Głównemu AK, a jej dowódcą był podpułkownik Józef Szajewski „Philips”. W praktyce działania „Zagra-Linu” koordynowali oficerowie operacyjni, w tym Bernard Drzyzga „Bogusław-Jarosław”, odpowiedzialny za akcje w Berlinie.

Utworzony pod koniec 1942 roku „Zagra-Lin” był odpowiedzią na narastający terror okupanta. Niemieckie represje, masowe egzekucje i wywózki ludności cywilnej skłoniły dowództwo AK do podjęcia działań odwetowych bezpośrednio na terenie przeciwnika. Celem nie było wyłącznie zadanie strat, lecz także efekt psychologiczny – pokazanie, że nawet w Berlinie Niemcy nie mogą czuć się bezpiecznie.

Zamach z 10 kwietnia 1943 roku był kulminacją tej strategii. Starannie przygotowany ładunek wybuchowy został podłożony w miejscu o dużym natężeniu ruchu wojskowego. Moment eksplozji dobrano tak, by uderzyć w żołnierzy Wehrmachtu przemieszczających się koleją. Skutki były natychmiastowe: chaos, panika i blokada dworca przez policję oraz gestapo. Śledztwo prowadzone przez najwyższe władze bezpieczeństwa III Rzeszy nie doprowadziło jednak do wykrycia sprawców.

Armia Krajowa uderzyła w Berlinie. Zamach „Zagra-Linu” w sercu III Rzeszy

10 April 2026|0 Komentarze|w Historia, II Wojna Światowa, Kresopedia |Przez Eugeniusz Wiśniewski

odjazd transportu rekrutów z dworca Stettiner Bahnhof, zdjęcie poglądowe, fot. Bundesarchiv, Bild 183-2007-0928-503 / CC-BY-SA 3.0.

10 kwietnia 1943 roku Armia Krajowa przeprowadziła jeden z najbardziej śmiałych zamachów w swojej historii. W samym centrum Berlina, na ruchliwym dworcu kolejowym Friedrichstraße, eksplodował ładunek podłożony przez żołnierzy polskiego podziemia.

Wybuch nastąpił w momencie, gdy na peronie zatrzymały się pociągi z urlopowanymi żołnierzami Wehrmachtu. Zginęło 14 osób, a około 60 zostało rannych. W sercu III Rzeszy rozległy się krzyki, zawyły syreny alarmowe, a niemieckie służby natychmiast rozpoczęły obławę na sprawców.

Za zamachem stał „Zagra-Lin” – wyspecjalizowany oddział dywersyjny działający w ramach Organizacji Specjalnych Akcji Bojowych „Osa”–„Kosa 30”, jednej z najbardziej elitarnych struktur Armii Krajowej. Jednostka ta została powołana do prowadzenia działań sabotażowych, likwidacyjnych i odwetowych, a jej wyjątkowość polegała na tym, że operowała nie tylko na terenie okupowanej Polski, lecz także w głębi III Rzeszy. Podlegała bezpośrednio Komendantowi Głównemu AK, a jej dowódcą był podpułkownik Józef Szajewski „Philips”. W praktyce działania „Zagra-Linu” koordynowali oficerowie operacyjni, w tym Bernard Drzyzga „Bogusław-Jarosław”, odpowiedzialny za akcje w Berlinie.

Czytaj też: Zamach w Tarnowie. Niemiecka bomba zegarowa wybuchła na trzy dni przed wojną

Utworzony pod koniec 1942 roku „Zagra-Lin” był odpowiedzią na narastający terror okupanta. Niemieckie represje, masowe egzekucje i wywózki ludności cywilnej skłoniły dowództwo AK do podjęcia działań odwetowych bezpośrednio na terenie przeciwnika. Celem nie było wyłącznie zadanie strat, lecz także efekt psychologiczny – pokazanie, że nawet w Berlinie Niemcy nie mogą czuć się bezpiecznie.

Zamach z 10 kwietnia 1943 roku był kulminacją tej strategii. Starannie przygotowany ładunek wybuchowy został podłożony w miejscu o dużym natężeniu ruchu wojskowego. Moment eksplozji dobrano tak, by uderzyć w żołnierzy Wehrmachtu przemieszczających się koleją. Skutki były natychmiastowe: chaos, panika i blokada dworca przez policję oraz gestapo. Śledztwo prowadzone przez najwyższe władze bezpieczeństwa III Rzeszy nie doprowadziło jednak do wykrycia sprawców.

Jesteśmy najbardziej rzetelnymi mediami w Polsce

Akcja berlińska nie była odosobniona. Już w lutym 1943 roku „Zagra-Lin” przeprowadził wcześniejszy zamach na tej samej stacji Friedrichstraße. W kolejnych tygodniach polscy dywersanci uderzyli również we Wrocławiu, gdzie eksplozja na dworcu kolejowym zakłóciła transporty wojskowe. Przeprowadzono także akcję wysadzenia pociągu z amunicją i sprzętem wojskowym w rejonie Rygi. Równolegle oddział uczestniczył w operacjach likwidacyjnych wymierzonych w funkcjonariuszy niemieckiego aparatu okupacyjnego.

Działalność „Zagra-Linu” była jednak krótkotrwała. 5 czerwca 1943 roku gestapo przeprowadziło szeroko zakrojoną akcję aresztowań, zatrzymując wielu członków „Osy”–„Kosy 30”. Uderzenie to doprowadziło do rozbicia struktur organizacji i jej rozwiązania. Mimo to w ciągu kilku miesięcy istnienia oddział zdążył przeprowadzić operacje, które odbiły się szerokim echem nie tylko w okupowanej Polsce, ale również w samej III Rzeszy.

Zamach na Friedrichstraße pozostaje jednym z najbardziej wymownych przykładów ofensywnej działalności Armii Krajowej. Pokazywał, że polskie podziemie nie ograniczało się do walki defensywnej, lecz potrafiło przenosić działania na teren przeciwnika, uderzając tam, gdzie Niemcy czuli się najpewniej.

#ak #bohater #iiiwojnaswiatowa #historia

11

🛑 KAT W SPÓDNICY. Zlikwidowali bestię z Dworca Zachodniego w równe 8 minut! [AKcja "PANIENKA"]

Wyobraźcie sobie mroźną, bezlitosną zimę 1944 roku. Zrujnowana, okupowana Warszawa. Wszechogarniający chłód i głód zaglądają w oczy z każdym dniem coraz mocniej. Zziębnięte, ubrane w łachmany dzieci z Woli i Ochoty podejmują desperackie ryzyko – wkradają się na tory Dworca Zachodniego, by zebrać kilka bryłek węgla i choć na chwilę ogrzać swoje zamarzające domy.

Dla nich to walka o przetrwanie. Dla niego – rozrywka i doskonała okazja do morderstwa.

Zbrodniarz nazywał się Karl Schmalz, pseudonim "Panienka". Był niemieckim funkcjonariuszem ochrony kolei, sadystą i absolutnym postrachem okolicy. Ten wysoki, potężnie zbudowany mężczyzna wymyślił potworną taktykę: przebierał się w kobiece stroje, zakładał na głowę chustę, malował usta i z daleka udawał staruszkę zbierającą węgiel. Gdy zmarznięci Polacy ufnie podchodzili bliżej, wyciągał broń. Za kradzież garstki węgla wymierzał tylko jedną karę: śmierć na miejscu, często w ogromnych męczarniach. Miał na sumieniu blisko 200 niewinnych ofiar.

Polskie Państwo Podziemne powiedziało: DOŚĆ. Wyrok mógł być tylko jeden.

Zadanie wydawało się samobójcze. Wartownia Schmalza przypominała twierdzę otoczoną drutem kolczastym, a tuż za rogiem znajdowały się niemieckie koszary pękające w szwach od żołnierzy Wehrmachtu. Wtedy do akcji wkroczył "Kazik" i "Kolumb" ze swoimi ludźmi z Kedywu.

Zastosowali genialnego "konia trojańskiego". W zdobycznych niemieckich mundurach, w biały dzień, wprowadzili rzekomego "złodzieja" węgla prosto do jaskini lwa. Hałas pobliskich betoniarek, wymuszony przez obstawę, zagłuszył strzały. Zlikwidowanie bestii i wyniesienie potężnego arsenału broni z ufortyfikowanej wachy zajęło im dokładnie 8 minut. Wyszli bez ani jednego zadraśnięcia.

To opowieść o nieludzkim bestialstwie okupanta, ale przede wszystkim o niewyobrażalnym bohaterstwie, chirurgicznej precyzji i odwadze żołnierzy Armii Krajowej. Zwycięstwo to miało jednak swoją tragiczną, potworną cenę – dowódca akcji i jego żona zostali później zamęczeni na Szucha, ratując jedynie swojego małego synka.

Nie możemy o nich zapomnieć.

👇 Znaliście wcześniej historię "Panienki" i tej brawurowej akcji Kedywu? Podzielcie się swoimi przemyśleniami w komentarzach – pamięć o tych ludziach musi trwać!

Drobna uwaga techniczna: Materiały wizualne towarzyszące tej historii zostały przygotowane przy pomocy nowoczesnych narzędzi cyfrowych. Z góry przepraszam za ewentualne wpadki w detalach, zniekształcenia czy historyczne nieścisłości w kadrach. Technologia wciąż bywa ułomna, ale moim nadrzędnym celem jest to, aby najważniejsza pozostała Pamięć o tych wydarzeniach.

http://www.facebook.com/reel/1250533009763730

#historia #iiiwojnaswiatowa

9

Ukraińskie MSZ: od trzech do pięciu tysięcy Ukraińców zdobywało Monte Cassinokresy.pl

Ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych twierdzi, że ukraińscy żołnierze zdobywali Monte Cassino. Była to reakcja na wypowiedzi wicepremiera Włoch Matteo Salviniego.

Ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych odniosło się do wypowiedzi wicepremiera Włoch Matteo Salviniego, który wezwał prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego do podpisania porozumienia pokojowego. Reakcję strony ukraińskiej przedstawił rzecznik MSZ Georgij Tychyj w serwisie X.

Dyplomata twierdzi, że w bitwie o Monte Cassino, udział wzięło od 3 do 5 tysięcy Ukraińców. Jego zdaniem, walczyli oni ramię w ramię z innymi aliantami o wyzwolenie Włoch i bezpieczeństwo całej Europy.

Na podstawie artykułu Jerzego Grzybowskiego dotyczącego udziału Ukraińców w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie można wysnuć, że przez Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie w czasie II wojny światowej przewinęło się około 2 tys. żołnierzy narodowości ukraińskiej, z czego znaczna część służyła w 2. Korpusie Polskim walczącym we Włoszech. W maju 1944 roku, podczas bitwy o Monte Cassino, korpus ten liczył około 50 tys. żołnierzy.

Na Polskim Cmentarzu Wojennym na Monte Cassino zidentyfikowano 18 poległych żołnierzy narodowości ukraińskiej.

W swojej wypowiedzi Tychyj odniósł się bezpośrednio do słów Matteo Salviniego, sugerując, że apele o zawarcie porozumienia pokojowego powinny być kierowane nie do władz Ukrainy, lecz do prezydenta Rosji Władimira Putina. Jak stwierdził, to Rosja rozpoczęła wojnę i ponosi odpowiedzialność za jej kontynuowanie.

Podczas weekendowego wydarzenia politycznego „Idee w ruchu”, zorganizowanego przez prawicową Ligę w miejscowości Rivisondoli w regionie Abruzja, wicepremier Włoch Matteo Salvini skrytykował prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. Wystąpienie miało miejsce kilka dni po przemówieniu ukraińskiego przywódcy na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos.

Salvini stwierdził, że po latach szerokiego wsparcia politycznego, wojskowego i finansowego ze strony państw Zachodu Zełenski nie ma podstaw do formułowania pretensji wobec europejskich partnerów. W jego ocenie pomoc udzielona Ukrainie była znacząca i długotrwała, a obecna postawa władz w Kijowie budzi wątpliwości części europejskiej opinii publicznej.

„Słyszeliśmy Zełenskiego, który po wszystkich pieniądzach, po całym wysiłku i po całej pomocy, jeszcze ma czelność narzekać” – powiedział Salvini. Dodał, że sytuacja Ukrainy na froncie jest trudna, a dalsze prowadzenie wojny wiąże się z rosnącymi stratami. „Mój przyjacielu, przegrywasz wojnę, tracisz ludzi, tracisz wiarygodność i godność. Podpisz porozumienie pokojowe jak najszybciej. Musisz wybrać między porażką a całkowitą klęską” – stwierdził.

http://kresy.pl/wydarzenia/ukrainskie-msz-ukraincy-zdobywali-monte-cassino/

#iiiwojnaswiatowa #historia

8

AFRYKA niebo nad Tunezją

Niemcy śmiali się z „garstki Polaków” — dopóki Skalski nie zestrzelił 6 asów w 15 minut

Zdjęcie

http://www.youtube.com/watch?v=t3Pi1tiMu0w

historia, w której elita wygnańców obraca niemiecką pewność siebie w panikę. „Cyrk Skalskiego” rezygnuje z bezpiecznego dystansu: 80 metrów, czasem mniej, krótkie serie z działek 20 mm i karabinów Browning – nie brawura, metoda. 20 kwietnia nad Pantellerią sześć Spitfire’ów atakuje z iście samobójczym bilansem sił: 6 przeciwko około 20 Bf 109 i Macchi C.202. Piętnaście minut później sześć wrogich myśliwców płonie, a wszystkie polskie maszyny wracają do bazy bez jednej straty. Odkryj opowieść o garstce pilotów, których zwiastowały litery ZX – i przed którymi nawet asy Luftwaffe przestali się śmiać.

#historia #afryka #iiiwojnaswiatowa #lotnictwo #bohaterzy #tunezja #Polska

11

W katowni Gestapo wyryła modlitwę własnym zębem. Górecki uczynił z niej symfonię [+POSŁUCHAJ]kresy.pl

W piwnicach zakopiańskiego „Palace” — jednej z najokrutniejszych katowni Gestapo na Podhalu — osiemnastoletnia Helena Wanda Błażusiakówna wyryła na ścianie krótką modlitwę. Zrobiła to… własnym zębem, który jej wybito.

Muzeum Armii Krajowej przypomina postać Heleny Błażusiakówny, góralki, której wojenny wiersz zrobił światową karierę dzięki muzyce Henryka Mikołaja Góreckiego.

Wanda, lat 18, siedzi od 25 września 44

Helena miała osiemnaście lat, kiedy trafiła do piwnic zakopiańskiego „Palace” – gestapowskiej katowni Podhala. Pochodziła ze Szczawnicy, z domu nazywała się Błażusiak, a w konspiracji nosiła pseudonim „Lena”. Od początku wojny pomagała ojcu Stanisławowi „Pikowi” i bratu „Orzełkowi” w przeprowadzaniu żołnierzy przez „zieloną granicę” na Węgry, później została zaprzysiężona w AK jako łączniczka na trasie Szczawnica–schronisko na Lubaniu, gdzie leczyli się ranni partyzanci.

We wrześniu 1944 roku Niemcy otoczyli schronisko, część ludzi zastrzelili, resztę aresztowali. Helenę po brutalnym przesłuchaniu w Czorsztynie przewieziono do gestapowskiej katowni „Palace”.

Tam zaczęło się piekło: bicie, wieszanie na drzwiach, polewanie wodą. Podczas jednego z przesłuchań wybito jej zęby. Mimo tortur nie wydała nikogo – tak jak przewidywał ojciec, mówiąc: „Nie bójcie się, ona nikogo nie wyda”. W celi, pozbawiona narzędzi, jednym z wybitych zębów wydrapała na ścianie modlitwę i podpis:

Mamo, nie płacz, nie.

Niebios Przeczysta Królowo,

Ty zawsze wspieraj mnie.

Zdrowaś Mario, Łaskiś pełna

Zakopane Palace, cela nr 3, ściana nr 3.

Błażusiakówna Helena Wanda, lat 18, siedzi od 25 września 44.


To lament córki skierowany do matki, ale też akt wiary wpisany w koszmar przesłuchań. Helena spędziła w „Palace” siedem tygodni. 22 listopada 1944 roku, w drodze „do obozu”, konwój więźniów został zaatakowany przez partyzantów; wyłamano drzwi wagonów, kazano więźniom uciekać. „Lena” zdołała przedrzeć się przez lasy do Nowego Targu, potem do rodzinnej Szczawnicy. Ciężko chora, w pełnej konspiracji była leczona w szpitalu aż do końca wojny. W PRL musiała ukrywać przeszłość AK-owską: przyjęła drugie imię, znana była jako Wanda Pawlik, mieszkała w Wadowicach, wychowała pięcioro dzieci. Zmarła 25 lipca 1999 roku.

Historia Heleny jest jedną z wielu opowieści o góralkach, które stawiały opór okupantowi: jako łączniczki, sanitariuszki, osoby ukrywające Żydów, działaczki konspiracji. Przez cele „Palace” przeszły setki kobiet – bite, upokarzane, poddawane eksperymentom, ale niełamiące się w śledztwie.

„Palace” – Gestapo w pensjonacie

Przed wojną budynek „Palace” był eleganckim pensjonatem — nazwę dobrano tak, by brzmiała jak „pałac wypoczynku”. „[…] zarówno w sezonie zimowym, jak i letnim wabił szerokimi taflami jasnych okien, wygodnymi tarasami, elegancją wnętrz i wreszcie znakomitą kuchnią — co zamożniejszych gości”, pisał Alfons Filar w książce „Palace, Katownia Podhala”.

Po zajęciu Zakopanego Niemcy urządzili tu komisariat Gestapo i więzienie śledcze. Kobiety w „Palace” były traktowane równie brutalnie jak mężczyźni, a pracujący tam funkcjonariusze Gestapo, na czele z SS-Hauptsturmführerem Robertem Philippem Weißmannem — komendantem Policji Bezpieczeństwa i SD w Zakopanem — odznaczali się wyjątkowym sadyzmem. Piwnice stały się salami tortur. Przewinęło się przez nie ponad 2000 osób.

Po wojnie budynek wrócił do funkcji pensjonatu; przez lata na ścianach istniały jeszcze napisy więźniów. W latach 90. część z nich zniszczono podczas przebudowy — bezcenne świadectwa przepadły. Dopiero w 2017 roku obiekt wykupił samorząd, a po konserwacji w 2024 roku otwarto tu Muzeum „Palace”, poświęcone okupacyjnym losom Podhala. Ekspozycja odtwarza także część z utraconych inskrypcji.

Górecki był wstrząśnięty

Jeszcze w latach 70. historię tę odkrył kompozytor Henryk Mikołaj Górecki. Po lekturze książki o zakopiańskim „Palace” dotarł do opisu kaźni w piwnicach budynku i natknął się na modlitwę Heleny Błażusiakówny. Prawdopodobnie później odwiedził to miejsce osobiście. Tekst, który młoda więźniarka wyryła w celi własnym zębem, kompozytor przepisał i włączył do swojej III Symfonii op. 36, znanej dziś na świecie jako „Symfonia pieśni żałosnych”.

Dzieło miało premierę w 1977 roku, a kilkanaście lat później zdobyło świat — nagrania trafiały na listy bestsellerów, a muzyka brzmiała w największych salach koncertowych i filmach. Górecki wybrał akurat te słowa, bo — jak mówił — w ich prostocie było „cierpienie, miłość i nadzieja matki i dziecka zarazem”.

Historia Heleny Błażusiakówny przypomina, że nawet w miejscu tortur powstawały słowa, które miały ocalić pamięć. A muzyka sprawiła, że jej cicha modlitwa z zakopiańskiej celi usłyszana została na całym świecie.

http://kresy.pl/kresopedia/w-katowni-gestapo-wyryla-modlitwe-wlasnym-zebem-gorecki-uczynil-z-niej-symfonie-posluchaj/

#ak #iiiwojnaswiatowa #niemcy #gestapo #bohater #historia #Polska

8

Zginęli, bo pomagali Żydom. W Boiskach Niemcy zamordowali dwie rodzinykresy.pl

2 stycznia 1943 roku niemieccy żandarmi zamordowali mieszkańców wsi Boiska (Boiska-Kolonia) koło Solca nad Wisłą, karząc ich za pomoc udzielaną Żydom.

Zbrodnia została przeprowadzona przez oddział żandarmerii z Lipska nad Wisłą, należący do 1. Zmotoryzowanego Batalionu Żandarmerii. Akcja miała charakter pokazowy: miała zastraszyć okoliczną ludność i zniechęcić do ukrywania uciekinierów z gett.

Z rąk żandarmerii za pomoc Żydom zginęło w tym rejonie czterdziestu Polaków

Nad ranem Niemcy otoczyli gospodarstwo Józefa i Zofii Krawczyków. Najpierw dom obrabowano, następnie całą rodzinę wyprowadzono na podwórze. Rozstrzelano Józefa Krawczyka, jego żonę Zofię oraz kilkuletniego syna Adama, po czym zabudowania podpalono. Powodem represji była pomoc udzielona wcześniej rannemu Żydowi, który zdołał wydostać się z okolicznego getta. Krawczyk zaopatrzył ranę i dał schronienie, a kiedy żandarmi odkryli u złapanego uciekiniera fachowo wykonany opatrunek, biciem zmusili go do przyznania się, kto mu pomógł.

Potem kolumna skierowała się do domu Boryczków. Tam w podobny sposób zamordowano Stanisława Boryczkę, jego żonę Zofię oraz ich roczne dziecko. W tym przypadku Niemcy podejrzewali, że Zofia, ochrzczona Żydówka, pomaga ukrywającym się współwyznawcom, przekazując im żywność i informacje. Zabudowań Boryczków nie spalono, ale zakazano pochówku zamordowanych na cmentarzu parafialnym. Ofiary pogrzebano prowizorycznie w polu, a dopiero po wojnie przeniesiono je na cmentarz w Solcu nad Wisłą.

Łącznie tego dnia w okolicy za pomoc Żydom zginęło sześciu Polaków, a wraz z nimi także wspomniany uciekinier żydowski — siedem ofiar śmiertelnych. Z rodziny Krawczyków ocalał jedynie starszy syn Stanisław: przeżył, ponieważ noc poprzedzającą pacyfikację spędził u krewnych i został w porę powstrzymany przed powrotem do domu.

Zbrodnia z 2 stycznia nie była jednak odosobnionym wybuchem przemocy. Posterunek żandarmerii w Lipsku stworzył sieć konfidentów, których zadaniem było tropienie Polaków pomagających Żydom. Donosy uruchamiały błyskawiczne akcje karne. Już w grudniu 1942 roku ofiarą padła rodzina Kryczków, rozstrzelana po podejrzeniu o udzielanie wsparcia. W kolejnych tygodniach ginęli następni — jak gajowy Franciszek Parol, wskazany jako osoba pomagająca uciekinierom. Ten sam mechanizm prowadził do tragedii w Boiskach. Już 8 stycznia 1943, niecały tydzień po zbrodni w Boiskach, w pobliskim Słuszczynie zamordowali sześć osób z rodziny Borków. W rezultacie zimą 1942/1943 roku z rąk lipskiej żandarmerii zginęło około czterdziestu Polaków.

Tu relacje polsko-żydowskie były dobre

Jak podkreśla dyrektor Biura Badań Historycznych IPN dr Sebastian Pilarski: — Warto przypomnieć, że w okresie okupacji Niemcy dokonali pacyfikacji ponad 800 wsi w okupowanej Polsce […]. Przed wojną, w rejonie Ciepielowa, Lipska i Solca nad Wisłą relacje polsko-żydowskie były dobre. Silne wpływy miał ruch ludowy, nie było nastrojów niechętnych wobec ludności żydowskiej. Po wybuchu wojny pomoc udzielana przez Polaków ludności żydowskiej była więc na tym obszarze stosunkowo częstym zjawiskiem, mimo iż groziła za nią kara śmierci. Stąd również i skala represji była większa niż w innych regionach okupowanej Polski. Warto podkreślić, że dziś wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że mieszkańcy polskiej wsi odczuli wyjątkowo boleśnie eksterminacyjną politykę Niemców.

http://kresy.pl/kresopedia/zgineli-bo-pomagali-zydom-w-boiskach-niemcy-zamordowali-dwie-rodziny/

#historia #iiiwojnaswiatowa #niemcy #mordercy #zydzi #Polska

14

NIE ANGLICY LECZ POLACY!!! - Sylwester, który zmienił wojnę: tajemnica Enigmykresy.pl

Na przełomie grudnia 1932 i stycznia 1933 — najpewniej 31 grudnia — w Biurze Szyfrów Wojska Polskiego dokonano przełomu. Marian Rejewski po raz pierwszy odczytał depeszę zaszyfrowaną niemiecką maszyną „Enigma”.

Urządzenie uchodziło dotąd za nie do pokonania: system wirników, pierścieni i kabli generował astronomiczną liczbę kombinacji, co sprawiało, że szyfr wydawał się absolutnie nie do złamania.

Jeszcze w latach 20. polski wywiad z powodzeniem przechwytywał niemiecką korespondencję radiową. Sytuacja zmieniła się gwałtownie, gdy wojsko III Rzeszy wprowadziło Enigmę. Lingwistyczne metody dekryptażu odtąd zawodziły — zaszyfrowane meldunki straciły wszelkie cechy językowe. W polskim Biurze Szyfrów zdecydowano się więc na nowatorskie rozwiązanie: do pracy zaproszono matematyków.

Tajny kurs dla najlepszych

Na przełomie lat 1928 i 1929 na Uniwersytecie Poznańskim uruchomiono tajny kurs kryptologii dla najlepszych studentów matematyki biegle znających język niemiecki, zainicjowany przez oficerów Biura Szyfrów i prowadzony we współpracy z prof. Zdzisławem Krygowskim. Wykładowcami, obok samego Krygowskiego, byli kluczowi oficerowie polskiego wywiadu radiowego: Maksymilian Ciężki, inżynier i kryptolog Antoni Palluth oraz major Franciszek Pokorny, którzy przekazywali słuchaczom nie tylko teorię, ale też doświadczenie z praktycznej pracy nad obcymi szyframi. To z uczestników kursu wyłoniono grupę najlepszych studentów. Wśród nich znaleźli się Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski.

Cenne dane napływały z różnych źródeł: w Warszawie potajemnie sfotografowano cywilną wersję Enigmy, a francuski wywiad dostarczył dokumentację dotyczącą wojskowej maszyny. To jednak wciąż było za mało, by czytać niemieckie depesze. Przełom przyniosła praca teoretyczna Rejewskiego. Zastosował teorię permutacji, skonstruował układ równań i odtworzył połączenia wewnętrzne wirników. Na tej podstawie udało się „zajrzeć” do wnętrza szyfru — pierwszy krok do systematycznego łamania kluczy.

„Bomba kryptologiczna”

Kolejne lata przyniosły udoskonalenia. Zbudowano cyklometr i zestawy kart charakterystyk, a następnie powstała napędzana elektrycznie „bomba kryptologiczna”, łącząca kilka kopii Enigmy. Zygalski opracował tzw. płachty — arkusze ułatwiające wyszukiwanie nastawień. Dzięki tym narzędziom od 1938 roku Polacy regularnie odczytywali większość niemieckich meldunków. W lipcu 1939 roku, świadomi nadciągającej wojny, przekazali sojusznikom kopie maszyn oraz metody dekryptażu.

Czytaj też: Polacy w Pyrach pokazali Brytyjczykom, jak łamać kod Enigmy

Znaczenie tego wysiłku trudno przecenić. Po wybuchu wojny prace kontynuowano we Francji i w brytyjskim Bletchley Park, już z udziałem szerokich zespołów analityków. Wiedza o niemieckich planach skróciła konflikt — historycy szacują, że nawet o dwa–trzy lata. Losy trzech polskich kryptologów potoczyły się różnie: Różycki zginął w katastrofie morskiej, Rejewski i Zygalski pracowali do końca wojny w służbach łączności.

Historia złamania Enigmy pozostawała przez dekady tajemnicą. Dopiero w latach 70. ujawniono kluczową rolę polskich matematyków. Ich dokonanie stało się symbolem połączenia odwagi, naukowej wyobraźni i konsekwencji — oraz jednym z największych sukcesów polskiego wywiadu w XX wieku.

http://kresy.pl/kresopedia/sylwester-ktory-zmienil-wojne-tajemnica-enigmy/

#kryptologia #szyfrowanie #Polska #iiiwojnaswiatowa

11

No i dobra, już się wyjaśniło

Noc odwetu: listopadowe uderzenie AK w niemieckie linie kolejowe

W nocy z 16 na 17 listopada 1942 roku, w odpowiedzi na brutalne represje okupanta, Armia Krajowa przeprowadziła szeroko zakrojony „Odwet kolejowy”. Była to największa akcja odwetowa polskiego podziemia. Brały w niej udział kobiety.

Uderzono w niemieckie linie transportowe koło Dęblina, Łukowa i Białej Podlaskiej, starannie wybierając miejsca oddalone od dużych miast, aby zminimalizować ryzyko odwetu na ludności cywilnej. Celem akcji było zablokowanie linii kolejowych, które biegły od Wisły na wschód.

Akcję, przygotowaną przez ppłk. Franciszka Niepokólczyckiego „Teodora”, a dowodzoną przez mjr. Jana Wojciecha Kiwerskiego „Rudzkiego”, wykonano z udziałem zarówno patroli męskich, jak i kobiecych zespołów minerskich Związku Odwetu oraz oddziału „Dysk” (lub DISK, od: Dywersja i Sabotaż Kobiet).

Kobiety-minerki, kobiece patrole

Udział kobiet był konsekwencją wcześniejszej decyzji o włączeniu ich do struktur dywersyjnych ZWZ-AK. Organizacyjne podstawy „Odwetu” stworzył rozkaz gen. Kazimierza Sosnkowskiego z kwietnia 1940 roku, prowadzący do powołania Związku Odwetowego, przekształconego następnie w Związek Odwetu. Inspiracją dla tej organizacji były doświadczenia z początku XX wieku, kiedy Polki działały w Organizacji Bojowej PPS, Związku Strzeleckim czy POW. Kierownictwo ZWZ-AK uznało, że udział kobiet w konspiracji ma istotną wartość operacyjną. Dawne dzałaczki POW brały zresztą udział w szkoleniach dla ZWZ-AK.

Od wiosny 1940 roku powstawały pierwsze kobiece patrole minerskie, tworzone z ochotniczek szkolonych według przedwojennych standardów saperskich. Panie uczyły się posługiwania materiałami wybuchowymi, konstruowania ładunków i montażu zapalników. Ich zadania obejmowały wysadzanie linii telekomunikacyjnych, mostów, studzienek telefonicznych oraz torów.

W 1942 roku obok patroli minerskich działać zaczął kolejny oddział – wspomniany już „Dysk” („DISK”), dowodzony przez por. Wandę Gertz. Jednostka ta specjalizowała się w działaniach dywersyjnych, sabotażowych, rozpoznawczych i w obsłudze zrzutów. W późniejszym okresie kobiety z tej grupy kontynuowały działalność dywersyjną, m.in. likwidowały agentki Gestapo. One, a także niektóre minerki, wzięły udział w Powstaniu Warszawskich w Zgrupowaniu „Radosław”.

„Odwet” był kontynuacją „Wieńca”

Bezpośrednim tłem „Odwetu kolejowego” była operacja „Wieniec” z nocy 7/8 października 1942 roku, podczas której wysadzono tory wokół Warszawy, powodując wykolejenia i wielogodzinne przerwy w ruchu. Za tę akcję Niemcy rozstrzelali i powiesili łącznie 89 zakładników. To właśnie po tych represjach AK zdecydowała o kolejnym uderzeniu.

W listopadową noc polscy odwetowcy zakładali ładunki m.in. pod Łukowem, gdzie działały patrole por. Zbigniewa Lewandowskiego „Szyny” i Kazimiery Olszewskiej „Miry”, oraz pod Dęblinem, gdzie zadanie wykonywał patrol kpt. Jana Kajusa Andrzejewskiego „Jana” wspólnie z grupą kobiet z „Dysku”. Kolejne uderzenie przeprowadzono pod Białą Podlaską.

Rezultaty akcji były znaczące: wykolejono pięć pociągów, zniszczono most kolejowy, uszkodzono drugi i przerwano tory w dwóch miejscach. Miny-pułapki spowodowały dodatkowe wykolejenia pociągów ratowniczych. Była to jedna z najskuteczniejszych operacji sabotażowych AK w 1942 roku, potwierdzająca znaczenie Związku Odwetu i oddziałów kobiecych, których działalność trwała nieprzerwanie aż do wybuchu Powstania Warszawskiego.

http://kresy.pl/kresopedia/noc-odwetu-listopadowe-uderzenie-ak-w-niemieckie-linie-kolejowe/

#historia #iiiwojnaswiatowa #ak

8

Stoltenberg o decyzji NATO: „Nie zaryzykujemy III wojny światowej”kresy.pl

W opublikowanych wspomnieniach Jens Stoltenberg opisuje telefon od Wołodymyra Zełenskiego z bunkra w Kijowie, w którym ukraiński przywódca apelował o zamknięcie przestrzeni powietrznej. Były szef NATO ujawnił, dlaczego odmówił.

Były sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg przedstawił swoje wspomnienia zatytułowane „On My Watch”. W publikacji opisano kulisy wydarzeń z pierwszych dni rosyjskiej inwazji na Ukrainę oraz rozmowy prowadzone z przywódcami państw sojuszniczych. Jednym z wątków jest telefon, jaki Wołodymyr Zełenski miał wykonać do Stoltenberga z jednego z bunkrów w Kijowie, gdy rosyjskie oddziały posuwały się w kierunku ukraińskiej stolicy.

Według relacji byłego szefa NATO, Zełenski zwrócił się wówczas z dramatycznym apelem: „Akceptuję waszą decyzję o nieprzesyłaniu wojsk NATO, choć się z nią nie zgadzam. Ale proszę, zamknijcie przestrzeń powietrzną. Nie pozwalajcie rosyjskim samolotom, dronom i śmigłowcom atakować nas”. Stoltenberg podkreśla, że pomimo nacisków ze strony ukraińskiego przywódcy, odmówił podjęcia takiego działania.

Jak wskazał, zamknięcie nieba oznaczałoby bezpośrednie zaangażowanie sił NATO w konflikt, co doprowadziłoby do otwartego starcia z Rosją. W ocenie ówczesnego kierownictwa Sojuszu, państwa członkowskie nie były przygotowane na taką eskalację.

Stoltenberg przytoczył także stanowisko ówczesnego prezydenta USA, Joe Bidena, który miał stwierdzić, że Stany Zjednoczone „nie zaryzykują wybuchu III wojny światowej w sprawie Ukrainy”. Jak zaznaczył, decyzje o zakresie wsparcia były przekazywane władzom Ukrainy wprost.

W swoich wspomnieniach Stoltenberg opisuje politykę NATO wobec Ukrainy jako „paradoksalną”. Z jednej strony zwraca uwagę, że państwa sojusznicze przekazały Kijowowi znaczące ilości uzbrojenia i wsparcia finansowego, bez których Ukraina – jak twierdzi – „prawdopodobnie nie byłaby w stanie bronić się w takim stopniu jak obecnie”. Z drugiej strony dodaje, że pomoc była „opóźniona i niewystarczająca”, co w jego ocenie wpłynęło na przebieg wojny.

Były szef NATO uznał, że konflikt rosyjsko-ukraiński obnażył zarówno potencjał organizacyjny Sojuszu, jak i jego ograniczenia. Podkreślił, że państwa członkowskie powinny wyciągnąć z tego doświadczenia wnioski dotyczące własnych zdolności obronnych i gotowości do działania w sytuacjach kryzysowych.

http://kresy.pl/wydarzenia/stoltenberg-o-decyzji-nato-nie-zaryzykujemy-iii-wojny-swiatowej/

#nato #ukraina #usa #rosja #iiiwojnaswiatowa

8

Narciarka i bohaterka. Helena Marusarzówna była najlepszą tatrzańską kurierkąkresy.pl

Zdjęcie

12 września 1941 roku, w Pogórskiej Woli pod Tarnowem Niemcy rozstrzelali Helenę Marusarzównę – jedną z najwybitniejszych polskich narciarek okresu międzywojennego, kurierkę tatrzańską i bohaterkę polskiego podziemia. Miała zaledwie 23 lata.

Helena urodziła się w 1918 roku w Zakopanem, w góralskiej rodzinie. Już jako dziecko zaczęła startować w zawodach narciarskich organizowanych m.in. przez Kornela Makuszyńskiego. Kiedy dorosła, wstąpiła do sekcji narciarskiej Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w Zakopanem. Jej talent szybko się ujawnił – w latach 1936–1939 była najlepszą zawodniczką w kraju, siedmiokrotnie zdobywając mistrzostwo Polski w konkurencjach alpejskich: biegu zjazdowym, slalomie i kombinacji. W 1939 roku przygotowywała się do startu w mistrzostwach świata, lecz plany przerwała kontuzja, a niedługo potem wybuch wojny.

Podobnie jak rodzeństwo, Helena włączyła się w działalność konspiracyjną. Została kurierką tatrzańską, kursując na trasie Zakopane–Budapeszt. Przenosiła dokumenty, meldunki, pieniądze, a także przeprowadzała ludzi przez granicę. Nie wiadomo, ile razy pokonała tę trasę.

Jej odwaga i dyscyplina sprawiły, że szybko zdobyła zaufanie współpracowników i stała się jednym z najbardziej cenionych kurierów. Niemcy zdawali sobie sprawę z zagrożenia, jakie stanowiła, dlatego była przez nich poszukiwana. Mimo wielkiego ryzyka, przez wiele miesięcy unikała wpadki.

W marcu 1940 roku została zatrzymana przez słowacką żandarmerię na granicy z Węgrami i przekazana gestapo. Rozpoczął się dla niej okres brutalnych przesłuchań i więzienia – w Zakopanem, Muszynie, Nowym Sączu i Tarnowie. Była wielokrotnie torturowana, jednak nie zdradziła nikogo z podziemia i odrzuciła wszelkie propozycje współpracy. Niemcy liczyli, że znana sportsmenka stanie się ich narzędziem propagandowym, ale Helena pozostała nieugięta.

12 września 1941 roku wraz z pięcioma innymi więźniarkami została wywieziona z tarnowskiego więzienia do Pogórskiej Woli. W leśnym zagajniku kobiety rozstrzelano. Świadkowie wspominali, że przed śmiercią śpiewały pieśń do Matki Boskiej. Miejsce pochówku zamaskowano, a ciała przykryto piaskiem i posadzono krzak jałowca.

Dopiero w 1958 roku przeprowadzono ekshumację. Część prochów Marusarzówny złożono w Pogórskiej Woli, a część przewieziono do Zakopanego i pochowano na cmentarzu zasłużonych na Pęksowym Brzyzku. Jej pogrzeb zgromadził setki górali i działaczy niepodległościowych.

Pośmiertnie odznaczono ją Krzyżem Walecznych i Orderem Virtuti Militari. W historii Helena Marusarzówna zapisała się zarówno jako wybitna sportsmenka, jak i bohaterka, która za wierność Polsce zapłaciła najwyższą cenę.

http://kresy.pl/kresopedia/narciarka-i-bohaterka-helena-marusarzowna-byla-najlepsza-tatrzanska-kurierka/

#Polska #iiiwojnaswiatowa #historia #bohater

18

Garstka przeciw tysiącom. Bohaterska obrona pod Wiznąkresy.pl

Bitwa pod Wizną, stoczona w dniach 7–10 września 1939 roku, należy do najbardziej symbolicznych epizodów kampanii wrześniowej. To kolejne „polskie Termopile” – garstka polskich żołnierzy stanęła do walki z wielokrotnie liczniejszym przeciwnikiem.

Naprzeciw 720 obrońców, uzbrojonych w kilka lub kilkanaście dział, karabiny maszynowe i lekką broń piechoty, stanęły oddziały XIX Korpusu Armijnego gen. Heinza Guderiana, liczące około 42 tys. żołnierzy, 450 czołgów i artylerię wspieraną lotnictwem.

Linia umocnień pod Wizną, budowana od wiosny 1939 roku, miała zamykać strategiczną przeprawę przez zabagnione doliny Biebrzy i Narwi. Składała się z kilkunastu schronów, które jednak nie były w pełni ukończone. Dowódcą odcinka został kpt. Władysław Raginis. Wraz ze swoimi żołnierzami miał utrzymać obronę, opóźniając marsz wojsk niemieckich w kierunku Brześcia.

7 września oddziały Wehrmachtu dotarły do Wizny i po rozbiciu pododdziału polskich zwiadowców konnych zdobyły wieś. Polacy wysadzili most na Narwi, co chwilowo zahamowało niemiecki atak. Od 8 września rozpoczął się jednak intensywny ostrzał artyleryjski, a do akcji wkroczyło lotnictwo. Kolejne placówki broniły się zaciekle, ale stopniowo padały pod naporem czołgów i piechoty. Zginął m.in. dowódca artylerii, por. Stanisław Brykalski.

9 września walki przybrały na sile. Niemcy podciągnęli artylerię na bliską odległość i niszczyli schron po schronie. Pod Giełczynem i Kurpikami obrońcy stawiali opór do ostatnich chwil, ale przewaga wroga była przygniatająca. Do końca dnia utrzymały się jedynie trzy punkty oporu, w tym schron dowódcy na Górze Strękowej.

10 września Niemcy ponowili szturm. Wówczas ocalał już tylko schron kpt. Władysława Raginisa. Niemcy przedstawili polskiemu dowódcy ultimatum – kapitulacja albo rozstrzelanie polskich jeńców. Gdy skończyła się amunicja, Raginis rozkazał żołnierzom złożyć broń, sam zaś – wierny przysiędze, że nie odda pozycji żywy – odebrał sobie życie granatem.

Obrona Wizny trwała cztery dni i pochłonęła życie kilkuset polskich żołnierzy. Choć militarnie nie mogła zmienić losów kampanii wrześniowej, zatrzymała na krótko marsz niemieckich dywizji i stała się symbolem niezłomności. Bitwa zapisała się w pamięci jako przykład bohaterstwa w obliczu beznadziejnej sytuacji, a nazwisko kpt. Raginisa zajęło trwałe miejsce w polskiej historii.

http://kresy.pl/kresopedia/garstka-przeciw-tysiacom-bohaterska-obrona-pod-wizna/

#Polska #wizna #iiiwojnaswiatowa #bohater #niemcy #historia

11

1 września 1939 roku Słowacja napadła na Polskę. Kwadrans po Wehrmachciekresy.pl

We wrześniu 1939 roku Polska padła ofiarą agresji nie tylko ze strony Niemiec i Związku Radzieckiego, ale także – co dziś pamięta się znacznie rzadziej – ze strony sojuszniczej wobec III Rzeszy Słowacji.

Kraj ten, powołany do życia 14 marca 1939 roku pod przywództwem księdza Jozefa Tisy, był w istocie państwem satelickim Niemiec. Polska, wówczas jeszcze licząc na dobrosąsiedzkie relacje, uznała słowacką niepodległość już następnego dnia po jej ogłoszeniu. Szybko jednak okazało się, że rząd w Bratysławie związał swój los z Hitlerem.

Latem 1939 roku Słowacy intensywnie przygotowywali się do udziału w agresji na Polskę. Modernizowano drogi prowadzące ku granicy, gromadzono informacje wywiadowcze o polskich jednostkach, udostępniano Niemcom linie kolejowe i lotniska. To z nich potem startowały samoloty zrzucające bomby m.in. na Kraków i Warszawę. Antypolska propaganda stawała się coraz ostrzejsza – szczególnie aktywni byli minister propagandy Aleksander Mach i jego paramilitarna Hlinkova Garda.

1 września 1939 roku, kwadrans po Wehrmachcie, Armia „Bernolak” uderzyła na południową Polskę. W ataku uczestniczyły trzy dywizje: „Janosik”, „Škultéty” i „Rázus”. Słowackie siły liczyły ok. 50 tys. żołnierzy.

Walki toczyły się m.in. w rejonie Zakopanego, Nowego Targu, Krynicy czy Muszyny. Choć działania słowackie nie miały strategicznego znaczenia, na poziomie lokalnym wzmocniły niemiecką ofensywę. Słowacy zajęli m.in. Czorsztyn i Tylicz. Straty wyniosły około 30 poległych, za to do niewoli trafiło ponad 1300 Polaków.

„Jesteśmy dumni, że przyjaźń słowacko-niemiecką mogliśmy przypieczętować walką i krwią Słowaków” – stwierdził słowacki minister propagandy Aleksander Mach w przemówieniu wygłoszonym 4 października 1939 roku.

W nagrodę za udział w napaści Niemcy przekazali Słowacji 770 km kwadratowych polskiego terytorium – 26 wsi Spiszu i Orawy, zamieszkanych przez ponad 34 tys. osób. Rozpoczęła się brutalna słowakizacja: usuwano polskich księży i nauczycieli, zamykano szkoły, palono polskie książki. Represjom towarzyszyła demonstracyjna profanacja symboli narodowych, jak choćby symboliczny „pogrzeb Polski” w Jurgowie.

Okupacja słowacka była mniej krwawa niż niemiecka, ale równie konsekwentnie zmierzała do wykorzenienia polskości. Współpracując z gestapo i niemiecką strażą graniczną, Słowacy zwalczali polskie podziemie i kurierów. Na zajętych terenach dotknęły ludność także antyżydowskie ustawy i deportacje.

Choć po 1945 roku Słowacja wróciła w granice Czechosłowacji, jeszcze długo utrzymywały się napięcia i incydenty antypolskie. Ostateczne przywrócenie granicy sprzed wojny nastąpiło dopiero w lipcu 1945 roku. Historia udziału Słowacji w agresji na Polskę przypomina, że we wrześniu 1939 roku. nasz kraj stanął do walki nie tylko z Hitlerem i Stalinem, ale także z południowym sąsiadem, który w imię sojuszu z III Rzeszą wybrał rolę agresora.

http://kresy.pl/kresopedia/1-wrzesnia-1939-roku-slowacja-napadla-na-polske-kwadrans-po-wermachcie/

#Polska #iiiwojnaswiatowa #slowacja #historia

10

– Czego chce ta polska świnia? – Chcę umrzeć za niegonczas.info

Zdjęcie

29 lipca 1941 roku podczas apelu w niemieckim obozie Auschwitz franciszkanin Maksymilian Kolbe zgodził się dobrowolnie oddać życie za współwięźnia Franciszka Gajowniczka, jednego z dziesięciu skazanych na śmierć głodową w odwecie za ucieczkę Polaka.

Franciszkanin zmarł w bunkrze głodowym 14 sierpnia 1941 roku. Został dobity zastrzykiem fenolu. W rocznicę śmierci św. Maksymiliana odbędą się uroczystości religijne. Z Centrum św. Maksymiliana w Harmężach po nabożeństwie Transitus, które upamiętnia przejście o. Kolbego z ziemi do nieba, a także z oświęcimskiego kościoła św. Maksymiliana, przejdą piesze pielgrzymki do byłego obozu Auschwitz. Na placu przy poobozowym bloku 11. celebrowana będzie msza św.

Franciszkanin o. Maksymilian Maria Kolbe trafił do Auschwitz 28 maja 1941 r. z więzienia na Pawiaku w Warszawie. W obozie otrzymał numer 16670. Początkowo pracował przy zwożeniu żwiru na budowę parkanu przy krematorium. Potem dołączył do komanda w Babicach, które budowało ogrodzenie wokół pastwiska.

Maksymilian w Auschwitz szybko podupadł na zdrowiu. Trafił do szpitala obozowego. Więźniowie otaczali go opieką. Gdy poczuł się lepiej, wręcz wypchnięto go ze szpitala w obawie, by nie został w nim uśmiercony. Później trafiał do lżejszych prac, początkowo w pończoszarni, gdzie reperowano odzież, a później w kartoflarni przy kuchni.

Pod koniec lipca 1941 roku z obozu uciekł więzień Zygmunt Pilawski. Za karę zastępca komendanta Karl Fritzsch wybrał dziesięciu więźniów i skazał ich na śmierć głodową. Wśród nich był Franciszek Gajowniczek, który rozpaczał, że pozostawia żonę i dzieci. Maksymilian słysząc go wyszedł z szeregu i zbliżył się do Fritzscha. Wyraził chęć pójścia na śmierć za współwięźnia. Esesman się zgodził.

Świadkiem tego zdarzenia był m.in. więzień tego samego bloku Michał Micherdziński. W późniejszych zeznaniach tak opisał on to zdarzenie.

„O. Maksymilian szedł w więziennym pasiaku, z miską u boku, w drewniakach. Nie szedł jak żebrak, ani też jak bohater. Szedł jak człowiek świadomy wielkiej misji. Stanął spokojnie przed oficerami. Cała świta, która dokonywała selekcji, wszyscy stali i patrzyli po sobie, nie wiedzieli, co robić. Wreszcie opamiętał się kierownik obozu i wściekły, zapytał swojego zastępcę:

– „Was will dieses polnische Schwein?” (pol. Czego chce ta polska świnia?).

Zaczęli szukać tłumacza, ale okazało się, że tłumacz jest zbędny. O. Maksymilian w postawie na baczność odpowiedział spokojnie po niemiecku:

– „Ich will für ihn sterben” (pol. Chcę umrzeć za niego) i wskazał lewą ręką na stojącego obok Gajowniczka. Padło kolejne pytanie:

– „Wer bist du?” (pol. Kim jesteś?)

– „Ich bin polnischer katholischer Priester” (pol. Jestem polskim księdzem katolickim.)

O. Maksymilian, mimo iż wiedział, jak Niemcy traktują polskich księży, nie bał się przyznać do swojego kapłaństwa. Panowała wtedy nieznośna cisza. Każda sekunda wydawała się trwać wieki. Wreszcie stało się coś, czego do dzisiaj nie mogą zrozumieć ani Niemcy, ani więźniowie. Kapitan SS, który zawsze zwracał się do więźniów przez wulgarne „ty”, zwrócił się do o. Maksymiliana per „pan”:

– „Warum wollen Sie für ihn sterben?” (pol. Dlaczego pan chce umrzeć za niego?)

O. Maksymilian odpowiedział:

– „Er hat eine Frau und Kinder” (pol. On ma żonę i dzieci.)

Po chwili esesman powiedział:

– „Gut” (pol. Dobrze).”

Egzekucje przez zagłodzenie budziły grozę wśród więźniów. Po ucieczce więźnia komendant lub kierownik obozu wybierał podczas apelu z bloku, z którego ktoś uciekł, dziesięciu lub więcej więźniów. Byli zamykani w jednej z cel w podziemiach bloku nr 11. Nie otrzymywali pożywienia ani wody. Po kilku, kilkunastu dniach umierali w straszliwych męczarniach. Na podstawie rejestru więźniów bloku 11 historycy ustalili kilka dat „wybiórek”.

Ojciec Kolbe po dwóch tygodniach wciąż żył. 14 sierpnia 1941 roku został uśmiercony przez niemieckiego więźnia-kryminalistę Hansa Bocka, który wstrzyknął mu zabójczy fenol.

Kilka tygodni przed śmiercią Maksymilian powiedział do współwięźnia Józefa Stemlera: „Nienawiść nie jest siłą twórczą. Siłą twórczą jest miłość”.

Franciszek Gajowniczek przeżył wojnę. Zmarł w 1995 r. w Brzegu na Opolszczyźnie w wieku 94 lat. Pochowany został na cmentarzu przyklasztornym franciszkanów w Niepokalanowie.

Rajmund Kolbe urodził się 8 października 1894 roku w Zduńskiej Woli. W 1910 roku wstąpił do zakonu, gdzie przyjął imię Maksymilian. Studiował w Rzymie, gdzie w 1917 roku założył stowarzyszenie Rycerstwa Niepokalanej. Do Polski wrócił dwa lata później. W 1927 roku założył klasztor-wydawnictwo Niepokalanów. Trzy lata później wyjechał do Japonii, skąd wrócił w 1936 roku. Objął kierownictwo Niepokalanowa, który stał się największym klasztorem katolickim na świecie.

We wrześniu 1939 roku Niemcy po raz pierwszy aresztowali Kolbego i franciszkanów. Duchowni odzyskali wolność w grudniu. W lutym 1941 roku aresztowano go po raz drugi. Trafił na Pawiak, a potem do Auschwitz.

Polski franciszkanin został beatyfikowany przez papieża Pawła VI w 1971 roku, a kanonizowany przez Jana Pawła II jedenaście lat później. Stał się pierwszym polskim męczennikiem podczas II wojny, który został wyniesiony na ołtarze.

http://nczas.info/2025/07/29/czego-chce-ta-polska-swinia-chce-umrzec-za-niego-2/

#kolbe #Polska #niemcy #iiiwojnaswiatowa #obozykoncentracyjne #wiara #kk

21

Co to jest?! Wysocka-Sznepf i prof. Bilewicz sugerują, że gdyby nie inwazja Niemiec i ZSRS, to Polacy mordowaliby Żydów? [VIDEO]nczas.info

Zdjęcie

II wojna światowa powstrzymała proces „faszyzacji” polskiego społeczeństwa. Takie sugestie pojawiły się na antenie reżimowej telewizji podczas rozmowy Doroty Wysockiej-Sznepf z prof. Michałem Bilewiczem.

Wysocka-Sznepf nawiązała do wypowiedzi Grzegorza Brauna o niemieckim obozie Auschwitz-Birkenau oraz o mordowaniu ludzi przez Niemców w Polsce w trakcie II wojny światowej. Pracownica TVP przekonywała, że w Polsce zaczyna „bulgotać brunatna fala”.

Następnie zapytała prof. Bilewicza, czym obecna sytuacja różni się od II Rzeczpospolitej, w której – zdaniem pracownicy – miały być powszechne antysemickie nastroje.

– Nie zobaczyliśmy co by się stało, gdyby Polska zachowała swoją suwerenność – odpowiedział prof. Bilewicz.

Dodał, że umożliwiłoby jej to postęp swojej „degeneracji”.

– Czy takie obozy jak w Brześciu czy Berezie Kartuskiej nie stałyby się pewną normą? (…) czy od getta ławkowego, czy od numerus clausus na wielu uczelniach i profesjach, od usuwania Żydów z wielu zawodów, nie przeszłoby to do bardziej zdecydowanych działań ze strony państwa polskiego? – sugerował prof. Bilewicz.

– Tego nie wiemy, szczęśliwie – dodał.

Wówczas wtrąciła się pracownica reżimówki.

– Przemoc przyszła z zewnątrz i nie chcę powiedzieć, że uratowała nas przed nami samymi, bo było by to bardzo obrazoburcze, ale uniknęliśmy tych pokus – skomentowała.

Tak więc wspaniałomyślni Niemcy i sowieci uratowali nas, wstrętnych faszystów, którzy wyssali antysemityzm z mlekiem matki, przed mordowaniem Żydów. Taki wniosek wynika z tego, co gadali za nasze pieniądze Dorota Wysocka-Sznepf i prof. Michał Bilewicz.

http://nczas.info/2025/07/23/co-to-jest-wysocka-sznepf-i-prof-bilewicz-sugeruja-ze-gdyby-nie-inwazja-niemiec-i-zsrs-to-polacy-mordowaliby-zydow-video/

#Polska #niemcy #prostytucja #iiiwojnaswiatowa

14

Jak niemcy traktowali żydów na początku II woj św.

Czas zacząć odkłamywać historię i hagady.

http://www.facebook.com/reel/776658774715262

Zdjęcie

#Polska #zydzi #historia #fakty #prawda #iiiwojnaswiatowa #hagada

13

Trump wygrał. Co będzie dalej?seed122.bitchute.com

http://seed122.bitchute.com/N6UjeGbQ2a2D/PnfIrhtwI2PQ.mp4

Zdjęcie

"Trzecia Wojna Światowa musi się rozpocząć od przewagi różnic spowodowanych przez agentury Illuminati pomiędzy politycznymi Syjonistami oraz liderami Świata Islamu. Owa wojna musi być prowadzona w taki sposób, ze Islam (Islamski Świat Arabski) oraz polityczny Syjonizm (Państwo Izrael) wzajemnie się zniszczą.

W tym samym czasie inne państwa, ponownie podzielone w tej kwestii będą powstrzymywane do punktu kompletnego wyczerpania fizycznego, moralnego, duchowego oraz ekonomicznego.

Wypuścimy Nihilistów oraz ateistów oraz sprowokujemy niezwykły socjalny kataklizm, który w całym tym horrorze wykaże jasno i dobitnie narodom efekty absolutnego ateizmu, pochodzenie zdziczenia i najbardziej krwawe orgie.

Wtedy na każdym miejscu, wszędzie, obywatele, zmuszeni do własnej obrony przed mniejszościami etnicznymi i rewolucjonistami, będą eksterminować owych niszczycieli cywilizacji a masy pozbawione iluzji wobec chrześcijaństwa, którego boskie duchy, formujące chrześcijaństwo bez kompasu oraz kierunku, pożądających ideałów ale bez wiedzy, gdzie umieścić swoje oddanie i adorację, otrzymają rzeczywiste światło poprzez uniwersalną manifestację czystej doktryny Lucyfera, wystawionej w końcu na publiczny widok.

To wyjawienie spowoduje w rezultacie generalny reakcyjny ruch, po którym nastąpi zniszczenie chrześcijaństwa oraz ateizmu, obydwu zwyciężonych oraz zniszczonych w tym samym czasie." 4

Od czasu ataków terrorystycznych z 11 września 2001, światowe wydarzenia, w szczególności na Bliskim Wschodzie, pokazują rosnące niepokoje i niestabilność pomiędzy dzisiejszym Syjonizmem i światem arabskim. Jest to całkowicie zgodne z wezwaniem do III Wojny Światowej, żeby wybuchła wojna między nimi dwoma oraz ich sojusznikami po obu stronach. Trzecia wojna światowa jest jeszcze przed nami, a ostatnie wydarzenia pokazują nam, że to nie jest daleko.


#Chrzescijanstwo

----------------------------------------------------------

#jedenrzad

#jednareligia

#jedancyfrowypieniadz

#nwo

#trump

#elonmusk

#lucyferianizm

#szatan

#proroctwo

#teoriaspiskowa

#praktykaspiskowa

#globalnykolchoz

#globalnykomunizm

#albertpike

#iiiwojnaswiatowa

#syjonizm

#judaizm

#zydzi

#Muzułmanie

8