W Australii Indianin aresztuje Australijczyka, bo obraził żydów

Zdjęcie

#takasytuacja #multikulti #australia

11

CHCĄCEMU NIE DZIEJE SIĘ KRZYWDA! - Islamski Banglijczyk burmistrzem dużego europejskiego miasta. Ledwie mówi po angielsku [VIDEO]x.com

http://x.com/tomek525/status/2012102542927516008

Zdjęcie

W sieci pojawiło się nagranie pokazujące, jak Banglijczyk z brytyjskim obywatelstwem przemawia jako burmistrz brytyjskiego miasta. Jego angielski brzmi gorzej, niż ucznia poniżej szkoły średniej w Polsce.

„Burmistrz Brighton, Anglia (duże miasto)… nie umieć angielski… błazen z mikrofonem mu podpowiadać” – napisał na X Tomek Niewęgłowski.

Dodał, że „dzisiejsza GB to chichot historii”. Załączył do tego również nagranie.

Prostując drobną nieścisłość, widoczny na nagraniu Mohammed Asaduzzaman był burmistrzem Brighton and Hove w latach 2024-2025. Obecnie jest burmistrzem jest Amanda Grimshaw. Nagranie natomiast pochodzi prawdopodobnie z czasu, gdy był burmistrzem Brighton.

Na nagraniu widzimy i słyszymy to, co Niewęgłowski napisał: Ewidentnie wyglądający na imigranta obywatel Zjednoczonego Królestwa na uroczystości w urzędzie mówi coś łamanym angielskim. Akcent, jakim się posługuje, zapewne już na poziomie dawnych gimnazjów oceniony byłby na ocenę niedostateczną.

Sam podkreśla, że pochodzi z Bangladeszu, dlatego wszyscy obecni „są teraz równi”.

http://nczas.info/2026/01/16/islamski-banglijczyk-burmistrzem-duzego-europejskiego-miasta-ledwie-mowi-po-angielsku-video/

#multikulti #wielkabrytania #spierdolenie

14

Zachód, którego już nie ma. Raport z dzielnic, do których policja boi się wjeżdżaćnczas.info

Jeszcze dwie dekady temu Paryż, Bruksela czy Sztokholm były dla Polaków synonimem cywilizacyjnego awansu, bezpieczeństwa i porządku. Dziś ten obraz to tylko wyblakła pocztówka. W sercu Europy wyrosły enklawy, w których prawo państwowe jest martwe, a służby mundurowe wjeżdżają tylko w pełnym rynsztunku bojowym. To nie jest scenariusz filmu dystopijnego. To rzeczywistość „stref wrażliwych”, którą zachodnie elity przez lata próbowały pudrować poprawnością polityczną.

Pamiętamy lata 90. i nasze kompleksy wobec Zachodu. Patrzyliśmy na niemieckie autostrady i szwedzkie osiedla z zazdrością. Dziś, gdy polski turysta ląduje w Paryżu czy Malmo, często doznaje szoku poznawczego. Zamiast „europejskiego snu” widzi brud, chaos i dzielnice, które mentalnie i kulturowo bliższe są Bliskiemu Wschodowi niż chrześcijańskiej Europie.

Szwecja: Granaty zamiast argumentów

Najbardziej jaskrawym przykładem upadku modelu państwa opiekuńczego jest Szwecja. Kraj, który przez lata był poligonem doświadczalnym lewicowej inżynierii społecznej, dziś płaci najwyższą cenę za swoją naiwność.

Termin „no-go zones” jest przez szwedzkich polityków oficjalnie wypierany, zastępuje się go eufemizmem „obszary wykluczone”. Niezależnie od nowomowy, fakty są brutalne. Dzielnice takie jak Rinkeby w Sztokholmie czy Rosengard w Malmo to państwa w państwie. Lokalne gangi narkotykowe nie tylko kontrolują handel, ale po prostu – i nie jest to żadna przenośnia – tam rządzą.

Statystyki są bezlitosne i stanowią chłodny prysznic dla entuzjastów „otwartych granic”. Szwecja stała się europejską stolicą strzelanin i zamachów bombowych z użyciem materiałów wybuchowych i granatów ręcznych. Policja, sparaliżowana politycznymi wytycznymi, by „nie eskalować” i „nie stygmatyzować”, w wielu przypadkach po prostu abdykowała.

Francja i Belgia: Terytoria utracone

Jeśli Szwecja jest przykładem gwałtownego załamania bezpieczeństwa, to Francja jest studium powolnego gnicia. W departamencie Seine-Saint-Denis (słynne „93” pod Paryżem) czy brukselskim Molenbeek, asymilacja nie istnieje. Powstały społeczeństwa równoległe, rządzące się własnym kodeksem honorowym, często opartym na prawie klanowym lub szariacie, a nie na kodeksie cywilnym Republiki Francuskiej czy Królestwa Belgii.

Dla przedsiębiorcy czy zwykłego podatnika oznacza to jedno: płacisz na utrzymanie infrastruktury i socjalu w miejscach, do których nie masz wstępu. Strażacy czy ratownicy medyczni wzywani do tych stref często odmawiają przyjazdu bez asysty policji, bo karetki są obrzucane kamieniami. To jest moment, w którym państwo przestaje spełniać swoją podstawową funkcję – zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom.

Kosztowna utopia

Z perspektywy wolnorynkowej i gospodarczej, istnienie takich stref to gigantyczne obciążenie. To „czarne dziury”, które pochłaniają miliardy euro w postaci zasiłków socjalnych, programów aktywizacyjnych (które nie działają) i kosztów naprawy niszczonego mienia publicznego.

Podatnik jest podwójnie poszkodowany. Po pierwsze, jego podatki finansują utrzymanie ludzi, którzy otwarcie kontestują kulturę i prawo kraju gospodarza. Po drugie, spada wartość jego nieruchomości i poczucie bezpieczeństwa, co zmusza go do ucieczki na strzeżone osiedla lub prowincję.

Polska jako oaza? Jeszcze tak.

Na tym tle Polska jawi się jako oaza spokoju. Możemy spacerować po Warszawie, Krakowie czy Gdańsku o dowolnej porze nocy bez obawy, że wejdziemy w „złą dzielnicę”. Jednak ta sytuacja nie jest dana raz na zawsze. Presja unijna w ramach paktu migracyjnego oraz naturalne procesy rynkowe (poszukiwanie taniej siły roboczej przez korporacje) pchają nas w te same koleiny, w których ugrzązł Zachód.

Wnioski z raportu o zachodnich strefach „no-go” muszą być dla nas przestrogą, a nie tylko powodem do satysfakcji. Zachód popełnił błąd, myląc gościnność z naiwnością, a tolerancję z przyzwoleniem na bezprawie. Bezpieczeństwo to nie jest prawicowy fanatyzm. To fundament, bez którego nie ma ani wolnego rynku, ani wolności osobistej, ani narodu.

http://nczas.info/2026/01/10/zachod-ktorego-juz-nie-ma-raport-z-dzielnic-do-ktorych-policja-boi-sie-wjezdzac/

#multikulti #nachodzcy #eurokolchoz #eurokomuna

20

Na Zachodzie bez zmian. Sylwester multikulti. Przybysze tradycyjnie zdemolowali europejskie miasta [VIDEO]nczas.info

Sylwester w Holandii przebiegł w cieniu tragedii i zamieszek. Kilka osób zginęło w wypadkach z fajerwerkami, doszło do kilkudziesięciu pożarów i ataków na policję oraz ratowników medycznych. W wielu miastach wprowadzono nadzwyczajne środki bezpieczeństwa. Podobnie było w Niemczech gdzie przybysze demolowali miasta i ścierali się policją.

Tegoroczna noc sylwestrowa w Holandii okazała się wyjątkowo dramatyczna. W różnych częściach kraju doszło do śmiertelnych wypadków związanych z użyciem fajerwerków, m.in. w Nijmegen i Aalsmeer. Policja bada, czy używany materiał pirotechniczny był legalny. W Bergen nad Morzem Północnym śmierć poniosło dziecko potrącone przez samochód.

Jednym z najpoważniejszych zdarzeń był ogromny pożar zabytkowego kościoła w Amsterdamie – Vondelkerk, który od lat 70 XX wieku przestał pełnić funkcję świątyni katolickiej i stał się miejscem wielu koncertów oraz spotkań. Ogień szybko objął wieżę budynku, a gęsty deszcz iskier zmusił służby do ewakuacji kilkudziesięciu pobliskich domów. Straż pożarna walczyła z żywiołem przez wiele godzin, wykorzystując wodę z pobliskiego parku. Zabytku nie udało się uratować. Na miejscu pojawiła się burmistrz Femke Halsema, która powiedziała: „To jest naprawdę straszne (…) to ogromna tragedia.”

W całym kraju odnotowano liczne pożary budynków mieszkalnych, garaży i obiektów publicznych, w tym hal sportowych i domów jednorodzinnych. W kilku przypadkach eksplodowały składowane fajerwerki, co dodatkowo utrudniało akcje ratunkowe. W wielu miejscach doszło do znaczącego pogorszenia się jakości powietrza. Tysiące zgłoszeń sprawiły, że numer alarmowy 112 był przeciążony – władze apelowały o dzwonienie wyłącznie w sytuacjach zagrożenia życia.

Szczególne zaniepokojenie wzbudziła skala przemocy wobec służb. Policjanci, strażacy i ratownicy medyczni byli obrzucani fajerwerkami, kamieniami, a w Bredzie w dzielnicy Tuinzigt użyto koktajli Mołotowa. Związek zawodowy policji określił sylwestrową noc jako jedną z najbardziej brutalnych w ostatnich latach. Oczywiście nikt nie odważy sie głośno powiedzieć, że sprawcami ataków byli przede wszystkim imigranci.

Mimo obowiązującego w wielu gminach zakazu używania fajerwerków, przepis ten był masowo łamany. Tegoroczny Sylwester był jednocześnie ostatnim, w którym fajerwerki na prywatny użytek były jeszcze legalne w skali kraju. Władze zapowiadają, że przejęta zmiana prawa ma ograniczyć liczbę ofiar, zniszczeń i przemocy, które od lat towarzyszą świętowaniu Nowego Roku w Holandii.

Niemcy zdemolowane

Niemcy powitały Nowy Rok ogniem. Policja, straż pożarna i ratownicy medyczni pracowali bez wytchnienia i pod ciągłą presją.

W Hamburgu policja musiała się wycofać przed imprezowiczami z fajerwerkami, którzy skierowali swoje sztuczne ognie w funkcjonariuszy. Oczywiście większość balowników to byli przybysze.

W Berlinie tradycyjnie doszło do starć bliskowschodnich gangów między sobą i z policją. Policja była wielokrotnie atakowana petardami i rakietami. Dwudziestu jeden funkcjonariuszy odniosło lekkie obrażenia w wyniku uderzeń petardami lub stawiania oporu agresorom. Policja zatrzymała na krótko setki podejrzanych. Wieczorem i nocą skonfiskowano kilka kilogramów nielegalnych fajerwerków.

W Monachium radiowozy zostały ostrzelane rakietami. Kilka osób z 30-osobowej grupy, wszystkie z imigranckim pochodzeniem, zostało złapanych i zatrzymanych przez policję.

Na dworcu kolejowym w Wedding budynek głównego terminalu został trafiony rakietą i spłonął.

W Essen także doszło do zamieszek. Podpalono kosze na śmieci i wyrzucono je na ulicę. Ratownicy byli obrzucani petardami i bali się przerwać sylwestrową zabawę przybyszów.

Podpalonych samochodów już chyba nikt nie liczy. Informacje o zajściach cały czas spływają i zapewne będzie ich więcej. Wspaniała, kolorowa, ubogacona Unia Europejska…

http://nczas.info/2026/01/01/na-zachodzie-bez-zmian-sylwester-multikulti-przybysze-tradycyjnie-zdemolowali-europejskie-miasta-video/

#nachodzcy #multikulti #lewactwo

15

5

Multikulti zbiera żniwo. Połowa Niemców boi się wychodzić na ulicenczas.info

Niemcy sparaliżowane strachem. Połowa obywateli nie czuje się bezpiecznie w przestrzeni publicznej, a miażdżąca większość nie wierzy już ani w siłę gospodarki, ani w bezpieczeństwo międzynarodowe kraju.

Sondaż Deutschlandtrend przeprowadzono na zlecenie publicznej telewizji ARD. Wynika z niego, że co drugi Niemiec przestał czuć się bezpiecznie w przestrzeni publicznej – na ulicach i w środkach transportu.

Niemcy wskazują na konkretne zagrożenia, takie jak kradzieże i rosnąca agresja słowna, ale także obawy przed przemocą fizyczną, napaściami na tle seksualnym czy potencjalnymi atakami terrorystycznymi.

Wielu nie ma wątpliwości – choć nie wszyscy wciąż chcą się z tym pogodzić – że za taki stan rzeczy odpowiada polityka multikulti i masowe wpuszczanie imigrantów. Społeczne konsekwencje prowadzonej przez lata polityki imigracyjnej są opłakane.

Badanie ARD potwierdza, że dla 32% obywateli absolutnym priorytetem dla rządu powinna być obecnie kwestia migracji. Wyprzedza ona wyraźnie troskę o stan gospodarki (29%), sprawiedliwość społeczną i ubóstwo (18%) oraz zmiany klimatyczne (14%).

Kryzys zaufania odnotowany w sondażu Deutschlandtrend wykracza jednak daleko poza bezpieczeństwo wewnętrzne i ulice miast. Badanie ujawnia fundamentalne nadwyrężenie wiary w stabilność całego państwa.

Obecnie zaledwie 38% obywateli postrzega sytuację Niemiec w polityce zagranicznej jako bezpieczną. Jeszcze gorzej oceniane są fundamenty gospodarcze kraju. Tylko 29% respondentów uważa pozycję ekonomiczną Niemiec za stabilną.

http://nczas.info/2025/11/09/multikulti-zbiera-zniwo-polowa-niemcow-boi-sie-wychodzic-na-ulice/

#niemcy #multikulti #nachodzcy

10

#wielkabrytania #multikulti

Myślicie, że to taka zagrywka pod publikę czy jednak zmiana trendu?

12

KE szantażowała szefa Frontexu. "Twoim zadaniem jest witać migrantów".dorzeczy.pl

Były szef Frontexu, Fabrice Leggeri opowiedział o tym, jak elity Unii Europejskiej szantażowały go, kiedy próbował bronić granic UE przed masową migracją.

Leggeri był szantażowany i poddawany presji za to, że starał się wykonywać zadania, do których Frontex został powołany – wspieranie państw członkowskich w zarządzaniu granicami zewnętrznymi UE i walce z przestępczością transgraniczną w tym nielegalną migracją. O szczegółach europoseł należący do grupy Patrioci dla Europy opowiedział Ewie Zajączkowskiej-Hernik, eurodeputowanej Konfederacji.

Leggeri opowiedział, że początkowo Komisja Europejska wykazywała pewne wsparcie dla działań Frontexu, ale jednocześnie coraz bardziej naciskały na nią mnożące się proimigracyjne organizacje pozarządowe. Ich "aktywiści" określający siebie jako "obrońcy praw podstawowych" stopniowo usiłowali "doradzać" i "konsultować się" z Frontexem, by ten nie przeciwdziałał napływowi nielegalnych migrantów. Rekomendowali np. wwożenie autobusami nielegalnych imigrantów z granicy białorusko-litewskiej do Litwy i Polski. Dlatego Leggeri odradzał polskim władzom skorzystanie z pomocy Frontexu.

więcej:

http://dorzeczy.pl/unia-europejska/798588/ke-szantazowala-szefa-frontexu-rola-strazy-granicznej-to-witac-migrantow.html

#imigracja #frontex #vkolumna #lewactwo #multikulti #komisjaeuropejska

20