Pora reaktywować #outdoorskandynawia! Zaczynam planować wyprawę życia na dziką północ Szwecji. Jest dużo możliwości wyboru szlaków i wiele ciekawych miejsc które na pewno warto zobaczyć. W moim przypadku padło na bardzo popularny trasę, Kungsleden czyli Szlak Królewski. Długość szlaku wynosi 440km, to tak jakby iść pieszo z Częstochowy do Gdańska. Na samą myśl aż zaczyna mnie wszystko boleć. Trasa wiedzie przez bezkresną dzicz, poprzez wzniesienia, doliny i góry. W czasie trwania mojej wyprawy będą występowały "białe noce", czyli tak na prawdę będzie widno 24h. To będzie moja ostatnia trekkingowa podróż w tym roku. Nie bez powodu skupiam na niej całą uwagę, bo przecież będzie niezwykle wymagająca. Wszystkie wcześniejsze wypady w teren będą miały za zadanie przygotowanie mnie do tej morderczej wędrówki, a także wzmocnienie mojego ciała. Podróż pociągnie do miejsca startowego będzie trwała 24 godziny, a przebyta odległość w jedną stronę wyniesie prawie 2000 kilometrów. Naoglądałem się filmików na yt, i już wiem że nic mnie nie zatrzyma, by osiągnąć mój cel. W tym roku siedzę na dupie u siebie, nie planuje podróży zagranicznych, chyba nie muszę pisać dlaczego. To tak na koniec, a zarazem na początek. Myślę że gdy zrobi się cieplej, to już w maju zacznę gdzieś jeździć, ale o tym napiszę kiedy indziej. #podroze #szwecja

16

Słowaccy nosicze
Mimo, iż przegrywamy ze Słowakami względem liczby przedstawicieli zagrożonych gatunków zwierząt, to jednak możemy pochwalić się wyższym poziomem techniki, stosowanej chociażby w codziennej obsłudze tatrzańskich schronisk dla turystów. Okazuje się, że po polskiej stronie, wszystkie placówki w zakresie zaopatrzenia są obsługiwane przez zmechanizowane pojazdy albo wyciągi towarowe. Słowacy napotykają na tym gruncie pewne trudności – wynika to przede wszystkim z położenia terenowego słowackich schronisk. Są one zwykle położone wyżej, przez to są trudniej dostępne dla wszelkich pojazdów mogących dokonywać zaopatrzenia. Skąd więc Słowaccy turyści mają pożywienie i dlaczego nie toną w odpadach? Otóż po słowackiej stronie Tatr istnieje instytucja „nosicza”. Są to ludzie, którzy piechotą dostarczają do schronisk wszystko to, co niezbędne do ich funkcjonowania. Kiedy zawodzi technologia, trzeba polegać na człowieku i jego umiejętnościach, a raczej na fizycznej sile. Tatrzańscy tragarze, wędrując po wąskich szlakach dostarczają w ogromnych plecakach produkty spożywcze i materiały, takie jak woda, butle z gazem czy drewno na opał. Po zostawieniu pakunku w schronisku, tragarze zabierają w drogę powrotną odpady i śmieci, pozostawione przez turystów. Dzięki temu schroniska u naszych południowych sąsiadów funkcjonują prawidłowo i każdego roku odwiedzają je setki tysięcy turystów.
Z usług nosiczów obecnie korzystają: Schronisko pod Rysami (2250 m), Schronisko Tery’ego (2015 m), Schronisko Zbójnickie (1960 m) i Schronisko Zamkovskiego (1475 m).
Podejmowane są próby bicia rekordów we wnoszeniu ciężarów do schronisk. Rekordzistą został Laco Kulanga, który przyniósł 207 kg do schroniska Zamkovskiego. Organizowane są także zawody nosiczów, gdzie muszą przebyć trasę z 60-kilogramowych ładunkiem na plecach w jak najkrótszym czasie. W wielu miejscach proponuje się również turystom, aby sami wnieśli coś do schroniska. W zamian za pomoc mogą potem dostać herbatę czy posiłek.
Muzeum tragarzy znajduje się w Rainerowej Chatce.
#tary #gory #ciekawostki #podroze

11

Wysadzenie schroniska na Polanie Pisanej

Komuś, kto nie słyszał nigdy tej historii, może ona wydać się nieprawdopodobna. Ciężko jest bowiem uwierzyć, że kiedyś w Tatrach istniało schronisko, które zostało wysadzone w powietrze i to nie wyniku działań wojennych, a w czasie pokoju, przy akceptacji władz TPN.
Dawne schronisko w Dolinie Kościeliskiej.
Mowa o schronisku na Polanie Pisanej. Miejsce to jest dobrze znane turystom przemierzającym Dolinę Kościeliską. Znajduje się w odległości około godziny drogi od Kir i pół godziny przed schroniskiem na Hali Ornak.

W 1935 roku niejaki Stanisław Pitoń z Kościeliska postawił tutaj niewielki szałas, który służył odwiedzającym Tatry jako bufet. W czasie II wojny światowej pełnił on funkcję schronu dla partyzantów i kurierów tatrzańskim. Spłonął w wyniku zaciętej potyczki pomiędzy wojskami niemieckimi i Armią Czerwoną w styczniu 1945 roku.Natychmiast po wojnie podjęto się odbudowy. Nowe schronisko było większe, posiadało między innymi stróżówkę GOPR-u. Po utworzeniu parku narodowego zostało przejęte przez jego władze i niemal natychmiast zaczęło nastręczać nowemu właścicielowi niemałych kłopotów. Stan budynku pogarszał się z roku na rok, co wymagało ciągłych, za każdym razem coraz bardziej kosztownych, remontów.

Wysadzenie schroniska w powietrze
W końcu podjęto decyzję o rozbiórce. Zanim jednak do tego doszło, TPN otrzymał propozycję od autorów filmu „Trójkąt Bermudzki”, którzy chcieli budynek wysadzić. Mimo protestów wielu miłośników gór, władze parku, głównie ze względów finansowych (wysadzenie było dużo tańsze od rozbiórki), zgodziły się na to. Schronisko wyleciało w powietrze 5 sierpnia 1987 roku.
źródło: portaltatrzanski.pl
scena z filmu: https://www.youtube.com/watch?v=mqq6-FDdI3g
#gory #tatry #ciekawostki #polska #podroze

9

Przed chwila w TV leciała reklama ryanair - zaszczep się, rezerwuj i leć.

Zaczyna się…
#koronawirus #podroze

6

Vácrátót na Węgrzech. Pomnik upamiętnia poległych podczas I wojny światowej.
#ciekawostki #podroze #wegry #iwojnaswiatowa #pomnik

19

POLSKA WIEŚ w BRAZYLIIyoutube.com

https://www.youtube.com/watch?v=Dxvq20v5tys&list=WL&index=97&ab_channel=PlanetaAbstrakcja
#podroze #amerykapoludniowa #brazylia #polonia #patriotyzm #nacjonalizm #miloscdoojczyzny
Jak żyją Polacy w Brazylii? Czy nadwiślański duch jest tu wciąż żywy?

Mniejszość polska zamieszkuje południe Brazylii już od końca XIX wieku. Nasi rodacy zawsze skupieni byli wokół miasta Kurytyba. Jako, że jest to duża metropolia emigranci bardzo szybko adaptowali się do wielkomiejskiego życia tracąc więzi z Europą. Kultura mniejszości narodowych zdecydowanie lepiej zachowała się na prowincji.

W tym odcinku odwiedzamy polską wieś w Brazylii - Áurea (wymawia się Auria) W zasadzie jest to niewielkie, liczące niespełna 5 tysięcy mieszkańców miasteczko. Polskie tradycje, jak i język utrzymywane są tu od pokoleń. Zapraszamy do oglądania

Ola i Borys Uczułka
Planeta Abstrakcja

6

Dziś zrobie trochu odgrzewanego kotleta. Mianowicie wspominki z Grodna, które juz były jednak tak dawno, że już nawet zdjęcia nie działają jak powinny Zapraszam!

Dzisiaj swoje wrażenia z białorusi, konkretnie Grodna(choć też wspomnę o okolicach). Powiemy sobie co nieco o ludziach oraz sporo rzeczy ocenimy przez pryzmat Ukrainy, ponieważ Białoruś jest często do niej przyrównywana, a są to dwa różne światy. Zapraszam ! Myśląc o Grodnie bardzo ciężko wymienić najlepsze atrakcje, jest tutaj sporo rzeczy, które warto zobaczyć Stary i nowy Zamek wraz z muzeami wewnątrz, cerkiew św. Borysa, synagogę, dom Elizy Orzeszkowej czy bazylikę św. Ksawerego.


Lecz tak naprawdę tym dlaczego warto Grodno odwiedzić jest coś, co ciężko opisać, niepowtarzalny klimat łączący przepiękne parki, bulwary, rzeźby pomniki, murale i budynki w imponującą całość. Nie znam drugiego miejsca, w którym spacerowanie byłoby tak przyjemne, a napotykane co krok drobne rzeczy budzą zaciekawienie, podziw czy po prostu zwykłą radość. Dlatego właśnie uważam Grodno za idealne na podróż z drugą połówką na kilka dni, żeby po prostu odpocząć od zgiełku. W okolicy Grodna możemy jeszcze popłynąć kanałem augustowskim, odwiedzić dom Mickiewicza czy wejść do puszczy białowieskiej. Jeśli
starczy, nam czasu na pewno warto!
Samo Grodno można ‘oblecieć” w 3 dni wraz z muzeami bez problemu.
Wrażenie to potęguje jeszcze te, że na białorusi jest ekstremalnie czysto i porządnie. O ile na takiej Ukrainie śmieci się walają, rozpadająca się kamienica sobie po prostu jest to na białorusi znalezienie śmiecia graniczy z cudem a kamienica, na której remont bądź co bądź biednej białorusi nie stać czeka na swoją kolej, ale ładnie zabezpieczona. Jak się widziałem jak Białorusini pracują, że nikt nie wala się bez celu tu czy tam, jak dbają o swoje to miałem wrażenie, że gdyby nie polityka to dawno by nas prześcignęli 10krotnie. Białorusini są też mniej wylewni od Ukraińców i polaków, ale za to również bardzo uprzejmi a zapytani o pomoc
postarają ci się pomóc jak tylko mogą.
To powoduje, że przypominają mi to jak K. Gonciarz opisywał Japończyków. W Grodnie podobnie jak we Lwowie dalej biję polskie serce, powiedziałbym, że nawet mocniej. Niemalże wszyscy taksówkarze/kelnerzy/muzealnicy rozmawiają po polsku, ba jak zaczynałem rozmowę po rosyjsku jako odpowiedź słyszałem : „może pan mówić po polsku u mnie brat/babka/matka Polak/Polka”, tylko raz się zdarzyło, że taksówkarz powiedział mi po rosyjsku :
„Pan mówi po polsku ja jak pies wszystko rozumiem tylko gadać nie umiem”. Ponadto co krok mijamy napisy po polsku czy odniesienia do postaci związanych z polską. Chociażby pomnik i dom Elizy Orzeszkowej, pomnik Mickiewicza, tablice poświęcone Batoremu, maksymilanowi kolbe itp. Itd. Co sprawia lekki kontrast z ‘darami’ przyniesionymi przez sowietów. Takicj jak : pomnik Lenina, t-34 jako pomnik wielkiej wojny ojczyźnianej, ul. Karola Marksa czy 17 września.


Co do zabytków to wszystkie, które wymieniłem w pierwszym akapicie są warte zwiedzenia. Polecałbym je jednak wpleść w luźne przechadzki po mieście, wszystkie są dość blisko centrum, a same wstępy to groszowe sprawy jak na polską kieszeń. Generalnie Białoruś jest dość tania, ciut droższa, niż Ukraina, ale dalej tania. Za taksówkę płaciłem około 5 zł na krótkim dystansie. O dziwo słodycze są droższe, niż u nas :D, ale za to wybór mają większy, a część zachodnich produktów u nich jest wcześniej, niż u nas (np. ogórkowy sprite u nas pojawił się rok później co najmniej). Co do knajp, są dość tanie zresztą poniżej wrzucę zdjęcie karty wraz z cenami, natomiast problem jest inny. Po prostu większość menu to …. Placki ziemniaczane! W 83 różnych opcjach, ale jednak placki Odrobinę przesadzam oczywiście, ale tak to wygląda, jedzenie nie stoi na jakimś oszałamiającym poziomie jadłem smacznie, ale nie trafiłem na żadne fajerwerki. Raz nawet poszedłem z braku laku do burger Kinga, co tłumaczy chyba wiele  Warto jednak dodać, że niedałem rady spróbować wielu dobrych restauracji, chociażby królewskiej ochoty (królewskie polowanie po polsku) która ma bardzo dobre oceny i z zewnątrz wyglądała rewelacyjnie. Niestety część zdjęć mi znikła, więc fotorelacja z jedzenia nie będzie obfita ;). Na zdjęciu menu dość dobrej knajpy (stary lamus), oraz przykładowy obiad w innej : soljanka w wersji białoruskiej oraz …. Placki ziemniaczane!


Co do innych rozrywek, nie ma ich zawiele. Warto moim zdaniem raz udać się do klubu Baza, jest to klub ‘premium’ i właściwie chyba jedyny godny polecenia w Grodnie, reszta wyglądała jak kluby studenckie lub remizy. Co do bazy, robi ona naprawdę dobre wrażenie, spory parkiet, konfetti, piana. Dziewczyny wynajęte do tańczenia. A w porównaniu do polskich cen jest śmiesznie tanio. 50ml wódki chyba 5 zł, szoty z kamikaze 5 zł. Wejście 20 zł i to jest główny wydatek. Za 100 PLN możemy uchlać się jak świnie i jeszcze niejednej dziewczynie postawić drinka. Za 50 PLN spokojnie dobrze się pobawimy. Do tego w klubie można zamówić przekąski co jest miłą odmianą w stosunku do polskich klubów . Tutaj strona klubu pokazująca jak to mniej więcej wygląda: http://www.clubbaza.by/en/. Ciekawostką jest, że w toalecie możemy kupić markowe perfumy…. Na psiknięcia z automatu


To chyba tyle jeśli chodzi o opis i moje wrażenia, teraz część poradnikowa dla tych, którzy chcieli by się wybrać. Pieniądze polecam wymieniać na Białorusi, można to robić w bankach, bo swoistych kantorów nie spotkałem. Dolary, euro czy złotówki kurs wymiany wychodzi bardzo podobnie, więc nie kombinowałbym bez sensu. Internet i telefonia jest tania, więc polecam zainwestować w starter białoruskiej sieci, za 10 zł miałem internet na cały wyjazd. Jedynym problemem jest to, że robione nam jest zdjęcie i podpisujemy jakieś papierki przy zakładaniu startera. Trudno, mus to mus. Transport, ciężko mi wypowiedzieć się o transporcie zbiorowym, bo go po prostu nie używałem, wszystko mieści się w centrum, więc niemal wszędzie dojedzie się pieszo. Raz jechałem małym busikiem, o ile pamiętam bilet kosztował około 1 zł. Dużo częściej korzystałem z taksówek i te są mega tanie, z tego, co pamiętam to płaciłem 5 zł za kurs zazwyczaj (minimalna kwota). Ale jeśli nasze mieszkanie będzie w okolicy rynku to taksówki będą zbędne. Przygotowania. Potrzebny nam będzie paszport, całe szczęście do Grodna i w jego okolice możemy pojechać bez wizy. Wszystkie informacje znajdziemu tutaj : https://bezviz.by/pl/grodno/ Co roku obszar bez wizowy się powiększa, a czas który można zostać wydłuża. Pamiątki. Moim zdaniem oprócz taniej wódki i papierosów warto kupić ichniejsze i rosyjskie słodycze, ikony czy coś z kubków/małych figurek są wyjątkowo dobrze wykonane i tanie. To chyba tyle odnośnie Grodna, z chęcią odpowiem na jakieś pytania w komentarzach! Łapcie jeszcze kilka ładnych zdjęć coś może wrzucę jeszcze do komentarzy!
#turteliancontent #sladamirzeczpospolitej #polska #bialorus #podroze

8

Piękny opuszczony skansen obok Warszawy.szaryburek.pl

Smutna historia wyjątkowego skansenu. Kiedyś tętniło tutaj życie, niestety po śmierci właściciela skansenem nie miał się kto zaopiekować i szybko popadł całkowicie w ruinę. Fotorelacja z tego pięknego miejsca.
#opuszczone #urbex #fotografia #historia #ciekawostki #podroze

23

Parę fotek z dzisiaj. Gornergrat i okolice.
#podroze #gory #szwajcaria

5