W marcu przeszedłem na wegetarianizm i od tak nie jem mięsa już ponad pół roku. Wcale mi nie brakuje a kotlety sojowe są zajebiste i pozbawione mięsnych wad, przykładowo jak trafiłem na coś twardego w mięsie to grzecznie dziękowałem za dalszą konsumpcję. Nawet teraz mnie skręca na samą myśl. Jesz zajebistą kiełbasę a tu kość czy chuj się co

albo jesz schabowego a tu chrząstka jakąś czy co to jest na łączeniu płatów mięsa fuu.
Co najśmieszniejsze, nie jem mięsa ale warzyw też nie jem i żyję

(poza małymi wyjątkami jak pomidor, fasola, kapustą i szczypiorek).
Ogólnie jeśli chodzi o filozofię to mam wyjebane na zwierzątka, takie prawa natury aczkolwiek w kraju gdzie wszystko jest ogólnodostępne i nie trza jeść mięsa żeby nie być głodnym, to takie trochę marnowanie stworzeń tylko dla smaku bo nawpierdalać się ziemniakami można tak samo.
I osobiście nie odróżniam jedzenia mięsa w takich okolicznościach od noszenia futerek dla pokazu.
A wy jaki macie pogląd na te sprawy?
#gownowpis #wegetarianizm #chwalesie