19

Urolog premium w Szpitalu Południowym dla członków KO i ich rodzin:

http://youtube.com/shorts/N_wVvLFh93c?si=itg6TRn5tkqgHk2q

#heheszki

7

Z otrzymanego maila

Proszę spojrzeć na poniższe zdjęcie. Przedstawia transseksualistę i aktywistę LGBT podającego się za kobietę o imieniu Maria.

Zobił zdjęcie w pociągu aby pochwalić się, że właśnie jedzie na spotkanie z dziećmi ze szkoły podstawowej we Wrocławiu, żeby opowiedzieć im o "transpłciowości".

Ten proceder od dawna trwa w polskich szkołach, które zapraszają aktywistów do prowadzenia zajęć z uczniami.

Gdy wielu Polaków myśli już o wakacjach, deprawatorzy nie próżnują. Nie tylko wchodzą do kolejnych szkół, ale przede wszystkim szykują się już na 1 września, kiedy to "edukacja zdrowotna" stanie się obowiązkowa dla uczniów.

Transseksualista "uczył" dzieci w jednej ze szkół we Wrocławiu. W tym samym czasie, również we Wrocławiu, zakończyło się oficjalne szkolenie pierwszej grupy nauczycieli "edukacji zdrowotnej".

We wręczeniu dyplomów uczestniczyła szefowa MEN Barbara Nowacka, co pokazuje jak ważny jest dla rządu Tuska plan objęcia wszystkich dzieci przymusem "edukacji zdrowotnej". Certyfikowani nauczyciele trafią teraz do szkół - pierwsza grupa do szkół we Wrocławiu, a następni kursanci po kolejnych edycjach szkolenia mają trafić do szkół w całej Polsce.

Szkolenie nauczycieli odbywało się na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu, gdzie wcześniej stworzono oficjalny podręcznik dla nauczycieli "edukacji zdrowotnej", który zakłada przekazywanie uczniom m.in. tego, że:

- masturbacja to normalny sposób redukowania napięcia,

- istnieje niezliczona liczba płci (LGBTQ+),

- homoseksualizm, biseksualizm itp. to normalne kierunki rozwoju ludzkiej seksualności,

- można zmienić sobie płeć poprzez "tranzycję" czyli nafaszerowanie się blokerami hormonalnymi, kastrację lub amputacje części ciała.

Owocem właśnie takiej "edukacji" jest styl życia prowadzony przez ludzi takich jak transseksualista, który wedle relacji medialnych poddał się chirurgicznej "korekcie płci", na którą składa się m.in. kastracja.

Wedle planów deprawatorów, taki styl życia mają prowadzić również polskie dzieci i nastolatki. Temu właśnie służy przymusowa "edukacja zdrowotna" w szkołach od 1 września - aby oswoić uczniów z homoseksualizmem, LGBT i "zmianą płci".

W ubiegłym roku nasza Fundacja nagrała poruszający wywiad z Magdą, która została skrzywdzona przez tęczową ideologię. Magda, w trudnym dla niej momencie życia, trafiła na "grupę wsparcia" prowadzoną przez aktywistów LGBT. Tam namówiono ją do "zmiany płci".

Najpierw udostępniono jej środki hormonalne, którymi nafaszerowała się, aby zostać "mężczyzną". Następnie, w celu dokończenia "zmiany płci", aktywiści namówili Magdę na okaleczenie się - amputację piersi a potem wycięcie macicy i jajników!

Dzisiaj Magda publicznie opowiada o tym, że "zmiana płci" wcale nie rozwiązała jej problemów, a wręcz przeciwnie - dodała ogrom kolejnych cierpień.

Dlatego nasza Fundacja walczy, aby ostrzec kolejnych Polaków, w szczególności rodziców, że działania aktywistów, ideologów i "edukatorów" prowadzą do nieodwracalnej krzywdy wyrządzonej dzieciom.

Właśnie rozpoczynają się wakacje. Za 2 miesiące dzieci wrócą do szkół, gdzie czeka na nie przymusowa "edukacja zdrowotna". Większość rodziców nie ma pojęcia o zagrożeniu lub je bagatelizuje.

Tymczasem trafiają od nas kolejne, wstrząsające świadectwa rodziców, których nastoletnie dzieci poddały się "zmianie płci" pod wpływem "edukatorów seksualnych" i ideologii LGBT płynącej z mediów. Takie relacje płyną do nas również od katolickich rodzin oraz rodziców o prawicowych poglądach, którzy sprzeciwiają się LGBT, ale ich dzieci zostały namówione do "zmiany płci" przez media, aktywistów lub nauczycieli.

Trzeba działać, aby uświadomić kolejnych rodziców zanim będzie za późno oraz aby zmobilizować Polaków do walki o dzieci.

Do końca czerwca chcemy przeprowadzić akcje informacyjne jeszcze w co najmniej 16 miastach i miejscowościach Polski. Chcemy także kontynuować naszą mobilną akcję z użyciem furgonetki wyposażonej w nową plandekę.

Nasi wolontariusze są gotowi do działania - wyjścia na ulice, organizowania kolejnych akcji informacyjnych, przeprowadzania publicznych różańców oraz przejechania kolejnych kilometrów furgonetkami.


#transseksualizm #lgbt #dzieci

23

Ulica Bandery w mieście partnerskim Biłgoraja. Ukraińcy nie odpowiedzieli radnymkresy.pl

Radni Biłgoraja od półtora miesiąca czekają na odpowiedź partnerskiego Nowowołyńska w sprawie zmiany nazwy ulicy Stepana Bandery. Ukraińskie miasto nie odpisało polskiemu samorządowi, ale w rozmowie z Wirtualną Polską przekazało, że zwróciło się w tej sprawie do MSZ Ukrainy.

Radni Biłgoraja od początku maja nie otrzymali odpowiedzi od partnerskiego Nowowołyńska na Ukrainie w sprawie wniosku o zmianę nazwy ulicy Stepana Bandery – podała Wirtualna Polska. Ukraińskie miasto odpowiedziało jednak na pytania redakcji, twierdząc, że sprawa wykracza poza kompetencje lokalnego samorządu.

Biłgoraj i Nowowołyńsk są miastami partnerskimi od 1996 roku. Ukraińskie miasto leży niespełna 150 kilometrów od Biłgoraja, a od strony przejścia granicznego w Zosinie można wjechać do niego ulicą Stepana Bandery. Przy ulicy znajdują się m.in. osiedle mieszkaniowe i dwie cerkwie.

29 kwietnia radni Biłgoraja przyjęli uchwałę, w której zwrócili się do władz Nowowołyńska o zmianę nazwy tej ulicy. W dokumencie wskazali, że choć dla części społeczeństwa na Ukrainie Bandera symbolizuje walkę o niepodległość, dla Polaków jego działalność jest związana z tragicznymi wydarzeniami na Wołyniu i w Galicji Wschodniej w latach 1943–1945.

„Ulica imienia Stepana Bandery w przestrzeni publicznej miasta partnerskiego jest odbierana przez znaczną część społeczeństwa jako akt gloryfikacji postaci związanej z tymi tragicznymi wydarzeniami” – napisali radni.

Burmistrz Biłgoraja Wojciech Gleń przyznał w rozmowie z WP, że miasto nie otrzymało żadnej korespondencji z Nowowołyńska. Potwierdził to także przewodniczący rady miasta Łukasz Pracoń.

„Nic nie mamy” – przekazał.

Na pytania Wirtualnej Polski odpowiedziała natomiast sekretarz Rady Miejskiej Nowowołyńska Nadija Żuk. Przekazała, że Komitet Wykonawczy zwrócił się do MSZ Ukrainy o rekomendacje dyplomatyczne.

„Rozpatrzenie wniosku Rady Miejskiej Biłgoraja o zmianę nazwy Prospektu Stepana Bandery wykracza poza kompetencje organów samorządu lokalnego” – stwierdziła Żuk. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że zgodnie z ukraińskim prawem o nazwach ulic decydują samorządy. Po 2022 roku w Nowowołyńsku usunięto nazwy ulic związane z Rosją, m.in. Gogola, Gagarina, Kutuzowa, Tołstoja i Czajkowskiego.

Na pytania Wirtualnej Polski odpowiedziała natomiast sekretarz Rady Miejskiej Nowowołyńska Nadija Żuk. Przekazała, że Komitet Wykonawczy zwrócił się do MSZ Ukrainy o rekomendacje dyplomatyczne.

„Rozpatrzenie wniosku Rady Miejskiej Biłgoraja o zmianę nazwy Prospektu Stepana Bandery wykracza poza kompetencje organów samorządu lokalnego” – stwierdziła Żuk. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że zgodnie z ukraińskim prawem o nazwach ulic decydują samorządy. Po 2022 roku w Nowowołyńsku usunięto nazwy ulic związane z Rosją, m.in. Gogola, Gagarina, Kutuzowa, Tołstoja i Czajkowskiego.

http://kresy.pl/wydarzenia/ulica-bandery-w-miescie-partnerskim-bilgoraja-ukraincy-nie-odpowiedzieli-radnym/

#ukraina #banderyzm #upa

11

Z dwóch wyjazdów po szwarzwaldzie, temperatura daje się we znaki a dodatkowo zmiana wysokości.Odcina nawet przy prowadzeniu roweru ,różnica jednego kilometra wysokości przy 35°C jest spora w porównaniu do jazdy po płaskim. Od następnego tygodnia ma być trochę chłodniej,oby.

#gory #rower #podroze

🚲

14

Polka ze Lwowa atakuje polityków PiS: Dopiero się obudzili? Dopiero teraz zauważyli banderyzację?kresy.pl

„Dopiero teraz zauważyli banderyzację?” – pyta Maria Pyż, Polka ze Lwowa i redaktor naczelna Polskiego Radia Lwów, komentując reakcje polskich polityków na nadanie ukraińskiej jednostce imienia „Bohaterów UPA”. Jak podkreśla, zmiany nazw ulic i inne działania odwołujące się do UPA trwały na Ukrainie od lat, a rząd PiS miał unikać odpowiedzi, zasłaniając się relacjami polsko-ukraińskimi.

Maria Pyż, dziennikarka i Polka ze Lwowa, odniosła się w rozmowie z Interią do sporu wokół odebrania Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego oraz napięć dyplomatycznych między Warszawą a Kijowem.

W rozmowie z Interią dziennikarka odniosła się również do decyzji Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek wojskowych tytułu „Bohaterów UPA”. Przyznała, że banderyzacja na Ukrainie jest poważnym problemem w relacjach polsko-ukraińskich, ale podkreśliła, że zjawisko to nie pojawiło się dopiero teraz.

„Dopiero się obudzili? Dopiero teraz zauważyli banderyzację? Czy to pierwsza jednostka, która otrzymała tytuł nawiązujący do UPA? Czy nie były zmieniane nazwy ulic we Lwowie i innych miastach? Czy to wszystko nie działo się latami?” – pytała.

Pyż stwierdziła, że gdy Polacy ze Lwowa kierowali pytania do poprzedniego rządu, słyszeli odpowiedzi o nadrzędnym znaczeniu relacji międzynarodowych, w tym polsko-ukraińskich.

„To nie jest dla nas żadna nowość” – powiedziała.

Zobacz też: Prawy Sektor organizuje marsz ku czci SS „Galizien” we Lwowie. Start pod pomnikiem Bandery.

Redaktor naczelna Polskiego Radia Lwów oceniła, że politycy po obu stronach wykorzystują temat, który może przesłonić realne problemy Polaków mieszkających na Ukrainie.

„Mamy grę, pokazówkę, piaskownicę międzynarodową i czekamy, kto pierwszy rzuci wiaderkiem” – powiedziała Pyż.

Według niej Polacy na Ukrainie obawiają się, że eskalacja sporu może uderzyć w wieloletnie działania dotyczące pamięci o ofiarach zbrodni wołyńskiej. Wskazała przede wszystkim na prace poszukiwawcze i ekshumacyjne, które wymagają współpracy oraz decyzji administracyjnych.

„Nie zapomnijmy, każda akcja budzi reakcję. Na razie obserwujemy, ale boimy się, szczególnie po tym, jak przeczytaliśmy odpowiedź ministra spraw zagranicznych Ukrainy. W tej wypowiedzi było wskazane, że trwają prace poszukiwawcze w Hucie Pieniackiej. I naturalne jest, że obawiamy się ich przerwania” – tłumaczyła.

Pyż przypomniała, że prace prowadzone są także w dwóch miejscowościach na Wołyniu, a w IPN-ie znajduje się około 23 wniosków dotyczących kolejnych działań poszukiwawczych. Jak zaznaczyła, zgodnie z ukraińskim prawem po poszukiwaniach następują ekshumacje.

„Nie mamy czasu na zabawę w rzucanie orderami, tutaj trzeba działać” – dodała.

http://kresy.pl/wydarzenia/polka-ze-lwowa-atakuje-politykow-pis-dopiero-sie-obudzili-dopiero-teraz-zauwazyli-banderyzacje/

#pis #banderyzm #upa #ikraina

11

Uszanowanie Luraski drogie

Sprawę mam nietypową.

Mam znajomą. Kończy właśnie studia, robiła praktyki jako księgowa, po studiach mieli ją normalnie zatrudnić. Na tym etapie już się domyślacie ciągu dalszego - zgadza się, Janusz nie dotrzymał słowa i dziewczyna zostaje na lodzie.

Normalnie bym nie zawracał dupy, ale lasce się skomplikowała sytuacja życiowa i brak pracy ją zaora do reszty.

Stąd moja prośba. Gdyby ktoś znał kogoś kto szuka księgowej, najlepiej w okolicy Częstochowy to proszę - dajcie znać. Nikt nie prosi o jałmużnę, tylko o możliwość normalnej pracy.

Miłego dnia i z góry dzięki za odpowiedzi

20

„Biją, przywiązują do quada i ciągną po ziemi”. Media o ukraińskim pułku „Skała”kresy.pl

Ukraiński portal Babel opisał przypadki przemocy, upokarzania i zgonów w ośrodkach szkoleniowych 425. samodzielnego pułku szturmowego „Skała”. Według dziennikarki Kateryny Łyholad w ciągu pół roku w centrach szkoleniowych tej jednostki odnotowano 26 śmierci rekrutów, z których większość miała przebywać w pułku krócej niż miesiąc.

Ukraiński portal Babel opisał warunki panujące w ośrodkach szkoleniowych 425. samodzielnego pułku szturmowego „Skała”, jednej z największych jednostek szturmowych Sił Zbrojnych Ukrainy. Z relacji dziennikarki Kateryny Łyholad wynika, że w ciągu ostatnich sześciu miesięcy w centrach szkoleniowych pułku zmarło 26 rekrutów. Większość z nich miała przebywać w jednostce krócej niż miesiąc, a jako oficjalną przyczynę zgonów najczęściej wskazywano zapalenie płuc.

Babel podaje, że w styczniu 2026 roku do szpitala w Kropywnyckim trafił 35-letni Ołeksandr Semenow. Mężczyzna miał pobitą głowę, poranione dłonie, uszkodzony dół pleców oraz brudne i połamane palce. Według nagrania, które znalazło się w dyspozycji redakcji, Semenow mówił lekarzom, że uciekł z pułku „Skała”, gdzie miał być bity, przywiązywany do quada i ciągnięty po ziemi.

„Biją cię, przywiązują do quada i zaczynają ciągnąć po ziemi, aż się zetrzesz” – powiedział Semenow na nagraniu cytowanym przez Babel.

Fot. Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy.

„Biją, przywiązują do quada i ciągną po ziemi”. Media o ukraińskim pułku „Skała”

24 June 2026|0 Komentarze|w bezpieczeństwo i obrona, Rosja, Ukraina, Wydarzenia |Przez Paweł Król

Ukraiński portal Babel opisał przypadki przemocy, upokarzania i zgonów w ośrodkach szkoleniowych 425. samodzielnego pułku szturmowego „Skała”. Według dziennikarki Kateryny Łyholad w ciągu pół roku w centrach szkoleniowych tej jednostki odnotowano 26 śmierci rekrutów, z których większość miała przebywać w pułku krócej niż miesiąc.

Ukraiński portal Babel opisał warunki panujące w ośrodkach szkoleniowych 425. samodzielnego pułku szturmowego „Skała”, jednej z największych jednostek szturmowych Sił Zbrojnych Ukrainy. Z relacji dziennikarki Kateryny Łyholad wynika, że w ciągu ostatnich sześciu miesięcy w centrach szkoleniowych pułku zmarło 26 rekrutów. Większość z nich miała przebywać w jednostce krócej niż miesiąc, a jako oficjalną przyczynę zgonów najczęściej wskazywano zapalenie płuc.

Babel podaje, że w styczniu 2026 roku do szpitala w Kropywnyckim trafił 35-letni Ołeksandr Semenow. Mężczyzna miał pobitą głowę, poranione dłonie, uszkodzony dół pleców oraz brudne i połamane palce. Według nagrania, które znalazło się w dyspozycji redakcji, Semenow mówił lekarzom, że uciekł z pułku „Skała”, gdzie miał być bity, przywiązywany do quada i ciągnięty po ziemi.

„Biją cię, przywiązują do quada i zaczynają ciągnąć po ziemi, aż się zetrzesz” – powiedział Semenow na nagraniu cytowanym przez Babel.

Mężczyzna twierdził też, że był świadkiem co najmniej dziewięciu samobójstw w jednostce. Wymienił okoliczności części z nich oraz podał nazwisko jednego ze zmarłych. Nagranie powstało 23 stycznia 2026 roku. Kilka dni później Semenow zmarł w szpitalu. Oficjalną przyczyną śmierci było zapalenie płuc.

Pułk „Skała” jest jedną z największych jednostek szturmowych na Ukrainie. Nieoficjalnie bywa określany jako „pułk Syrskiego”, ponieważ nie należy do żadnego korpusu i podlega bezpośrednio wyższemu dowództwu. Jednostka brała udział w walkach m.in. pod Iziumem, Sołedarem, Bachmutem, Awdijiwką, Wuhłedarem i Pokrowskiem. Babel zaznacza jednak, że mimo zasług bojowych pułk jest krytykowany przez część wojskowych, dziennikarzy i rodziny żołnierzy, a ze względu na doniesienia o stratach zyskał reputację „mięsnego”.

Dziennikarka portalu Babel przez prawie dwa miesiące analizowała zgony, relacje o przemocy i warunki szkolenia. Rozmawiała z ponad 30 świadkami, w tym krewnymi zmobilizowanych oraz żołnierzami, którzy uciekli z pułku lub nadal w nim służą. Większość rozmówców zgodziła się mówić anonimowo, ale przekazała redakcji dokumenty potwierdzające ich relacje.

Według świadków zmobilizowani trafiali najpierw do punktu dystrybucyjnego określanego nieformalnie jako „kurnik”. Mieścił się on w długim budynku przypominającym opuszczone gospodarstwo rolne. W środku urządzono prowizoryczne koszary bez okien, podzielone na sektory mieszkalne. Według osób, które przeszły przez to miejsce, jednocześnie mogło tam przebywać od tysiąca do 1200 ludzi.

Rozmówcy portalu twierdzą, że rekrutów po przybyciu rozbierano, przeszukiwano i zmuszano do wykonywania ćwiczeń. Część z nich miała być prowadzona do toalety pod eskortą uzbrojonych żołnierzy. Inni mówili o karach, izolatkach, pobiciach oraz traktowaniu zmobilizowanych „jak jeńców wojennych”.

Babel opisuje także relacje dotyczące ośrodków szkoleniowych w lesie. Według świadków rekruci mieszkali w namiotach lub ziemiankach, a teren wokół obozów miał być oznaczony tabliczkami „miny”. Część rozmówców twierdziła, że słyszała eksplozje i widziała ich skutki. Jeden z opisanych przypadków dotyczył Ołeksandra Isajewa, który według świadków miał stracić oko po eksplozji. Pułk potwierdził Babelowi, że mężczyzna był zmobilizowany do „Skały”, ale przedstawił inną wersję: podczas szkolenia 26 lutego 2026 roku miał zejść z wyznaczonej trasy i wejść na nieznane urządzenie wybuchowe. Według jednostki zmarł 15 marca w szpitalu z powodu niewydolności płucno-sercowej.

Przedstawiciele „Skały” zaprzeczają części zarzutów. Andrij Suraj, szef grupy współpracy cywilno-wojskowej pułku, powiedział Babelowi, że prowadzenie rekrutów do toalety pod bronią nie jest powszechną praktyką. Zapewnił też, że przemoc nie jest systemem, choć przyznał, że przypadki stosowania „niestandardowych metod” mogą występować.

Biuro wojskowego rzecznika praw kilkakrotnie kontrolowało poligony pułku. Według Rusłana Cyhankowa wykrywanie naruszeń na miejscu jest trudne, bo teren jest rozległy, ale skargi nadal są analizowane. Jednocześnie Biuro wskazało, że w sprawie jednego ze zmarłych, Witalija Saltana, stwierdzono problemy z opieką medyczną.

http://kresy.pl/wydarzenia/bija-przywiazuja-do-quada-i-ciagna-po-ziemi-media-o-ukrainskim-pulku-skala/

#ukraina #wojsko #patologia

6

@Thorkill65 z X

Wyobrażacie sobie, jak oni nazywają chłopaków? 'Jednorazówki'. W sensie, że jedno wyjście i koniec”. Najciekawsze fragmenty reportażu śledczego ukr portalu Babel o 425 Pułku Szturmowym "Skała".

Wczoraj na ukraińskim portalu "Babel" ukazał się długi i dobrze udokumentowany reportaż śledczy, opisujący przebieg procesu szkoleniowego w 425 Pułku Szturmowym "Skała". Pułk a rzeczywistości dywizja bo liczy obecnie około 8-10k żołnierzy, przedstawiany był do niedawna w ukr mediach jako rzekomo elitarny. Należy do tzw. Armii Syrskiego - grupy jednostek szturmowych podporządkowanych wyłącznie jemu, które przerzuca bezpośrednimi, ręcznymi rozkazami pododdziałami w sile bat i komp na różne odcinki frontu, w celu łatania dziur kontratakami. Artykuł jest bardzo mocny i polecam go przeczytać, choć jak zaznaczam nie jest to łatwa lektura. Poniżej kilka urywków, żeby każdy mógł się zorientować mniej więcej co się odbywa w ośrodkach szkoleniowych 425 Pułku Szturmowego, gdzie trafiają rekruci.

"Po przyjeździe do ośrodka rozdzielczego " Skali"rozebrali nas do naga, przeszukali, kazali zdjąć majtki i robić przysiady.

Bezcenne pierwsze doświadczenie korzystania z toalety -grupowo, pod lufami automatów, wyszukane obelgi i brutalne szturchańce za niewystarczająco równy szyk czy wygląd zewnętrzny.

"Na każdy namiot, według jego słów, przypada dwóch strażników: jeśli jeden prowadzi do latryny, drugi zostaje. Samodzielne wychodzenie, na przykład po to, by zwyczajnie odetchnąć świeżym powietrzem, również jest zabronione."

"Obwód wokół centrów szkoleniowych jest zaminowany. Na taśmie ogrodzeniowej wokół namiotów porozwieszane są tabliczki z napisami „miny”(...). Mężczyzna, który spędził w miasteczku namiotowym kilka tygodni, opowiada, że wybuchy było słychać niemal każdej nocy, często na miny wpadały zwierzęta: zające czy sarny."

„Krótko mówiąc, znaleźli nas. Wybili zęby, połamali żebra, no, po prostu rzeź. I ten strażnik, od którego zwiałem, mówi: 'Co ty, skurwysynu, chcesz, żebym zamiast ciebie pojechał na zero?

"O krępowaniu taśmą klejącą w centrach szkoleniowych opowiadają niemal wszyscy mężczyźni, którzy stamtąd uciekli."

"Podobne wspomnienia ma Ołeksandr Żykin: „Jakiś szef sztabu czy ktoś taki podszedł do naszego namiotu: 'A tu kto? A, trzecia kompania. Jednorazówki'. I poszedł. Wyobrażacie sobie, jak oni nazywają chłopaków? 'Jednorazówki'. No, w sensie, że jedno wyjście i koniec”.

'Nad Maksymem Skipą, według jego słów, znęcano się nadal również na poligonie: „Ledwo chodził. Pomagaliśmy mu zakładać i zdejmować kamizelkę, bo jak by jej nie założył - bili”. Pewnego ranka rekruci obudzili się i zobaczyli, że Maksym się powiesił."

"Do pobicia w „Skeli” nie zawsze potrzebny jest istotny powód, mówi były instruktor z doświadczeniem bojowym. Wie on o przypadkach, gdy znęcano się nad ludźmi na stanowiskach tyłowych - z powodu zakłóceń w działaniu Starlinka czy błędów w papierkowej robocie. Łamano żebra, jak mówi, po prostu przy wszystkich na odprawie. Wojskowy widział też, jak na zmobilizowanych szczuto psy."

Autorka reportażu ustaliła że w ciągu ostatnich sześciu miesięcy w centrach szkoleniowych „Skeli” było co najmniej 26 przypadków śmiertelnych rekrutów. Oficjalną przyczyną śmierci w większości przypadków było zapalenie płuc, oraz różne dziwne przyczyny mające tłumaczyć widoczne ślady pobić typu "upadek z sosny". Niestety artykuł skupia się wyłącznie na opisie pierwszego etapu szkoleniowego. Nie ma natomiast nic o tym co się dzieje z rekrutami już po dotarciu do właściwych pododdziałów pułku, walczących na linii kontaktu. Mogę krótko napisać że tam też są ciekawe "kwiatki", typu rozdawanie broni indywidualnej żołnierzom dopiero tuż przed samym szturmem.

Przypominam także że byłem jednym z pierwszych, który na twitterze już we wrześniu 2025 r. zaczął pisać o tym że z 425 Pułkiem Szturmowym "Skala" jest coś nie tak i wygląda na tzw "jednostkę mięsną". Wówczas opublikowałem tutaj długi tekst oparty o info z postów rodzin zaginionych żołnierzy Skali, znalezione w sieciach społecznościowych.

W kwietniu 2026 r. po kolejnym tego typu tekście, zostałem zaatakowany przez przedstawicieli Osint Polo (nie będę wymieniał po nickach, ale łatwo się domyślić lub wyszukać o kogo chodzi), wspieranych przez innych "speców" Osint Polo oraz Karolinę Kuzemę. Pisali oni wówczas że "prowadzę nagonkę" i się "nie znam bo nigdy nie byłem na froncie" a pułk jest zwyczajna jednostką. Te osoby po raz kolejny udowodniły że są zwykłymi ukr propagandystami za pięć hrywien lub w wersji optymistycznej, udającymi ekspertów ignorantami, nie mającymi zielonego pojęcia o kulisach wojny na Ukrainie. http://x.com/Thorkill65/status/2069692541335716054

#wojna #ukraina #rosja

Źródło http://babel.ua/texts/127938-shturmoviy-polk-skelya-maye-boyovi-zaslugi-i-dobre-zabezpechennya-a-shche-kazhut-ochevidci-tam-katuyut-i-zabivayut-lyudey-na-smert-rozsliduvannya-babelya

15