Rozdwojenie jaźni Tuska.

Tusk dziś zapytany o swoją ubiegłoroczną wypowiedź dot. agenturalności Trumpa - bezczelnie się jej wyparł.

Ale internety nie płoną.

http://x.com/CDzwoni/status/1854445741365756189

#tusk #klamca #trump

19

Dziennikarka zadała niewygodne pytanie Tuskowi. Od razu spotkały ją nieprzyjemności [VIDEO]x.com

Monika Rutke, dziennikarka „Tygodnika Solidarność”, twierdzi, że po zadaniu premierowi Donaldowi Tuskowi niewygodnego pytania na temat jego wcześniejszych wypowiedzi o Donaldzie Trumpie, została poinformowana, że nie będzie więcej zapraszana na konferencje do KPRM.

Na czwartkowej konferencji prasowej Rutke zapytała Tuska o jego stwierdzenia, w których zarzucał Trumpowi „agenturalne związki z Federacją Rosyjską”. Premier zdecydowanie zaprzeczył, że „tego typu sugestie kiedykolwiek zgłaszał”.

Zdjęcie

Jednak liczne nagrania ze spotkania Tuska w Bytomiu z 2023 roku wskazują, że Tusk jak najbardziej takie zarzuty sformułował. „Trump, jego zależność od rosyjskich służb, nie podlega dyskusji. To nie jest moje przypuszczenie, to jest efekt dochodzenia amerykańskich służb. Nie wykluczają amerykańskie służby, że Trump został wręcz zwerbowany przez rosyjskie służby 30 lat temu” – mówił Tusk.

Monika Rutke na łamach portalu „Tygodnika Solidarność” wydała specjalne oświadczenie, w którym poinformowała, że po zadaniu Tuskowi niewygodnego pytania od razu spotkały ją nieprzyjemności ze strony KPRM.

Jak relacjonuje, kiedy próbowała zadać dodatkowe pytanie, by doprecyzować swoją wcześniejszą wypowiedź, usłyszała od Agnieszki Rucińskiej, współpracowniczki premiera, że „kończymy współpracę”. Początkowo Rutke odebrała to tak, że nie będzie miała więcej możliwości uczestniczenia w konferencjach z Tuskiem.

„W rzeczywistości były to słowa o 'końcu współpracy’ – czymkolwiek ona jest. Być może ta interpretacja była zbyt pochopna, jednak mam w pamięci sytuację, gdy dziennikarze TV Republika nie byli wpuszczani na konferencje Bartłomieja Sienkiewicza czy na konferencje sztabu kryzysowego Donalda Tuska w związku z powodzią” – pisze Rutke.

Dziennikarka podkreśla również, że zachowanie osób organizujących konferencję było „zastanawiające”. Gdy poprosiła operatora, aby nagrywał ich wypowiedzi, jeden z nich zarzucił jej, że „mu grozi” i zapowiedział, że „zgłosi ją do służb, żeby ją sprawdzili”. „Co to znaczy? Nie wiem, ale faktycznie to brzmiało groźnie” – relacjonuje Rutke.

CZYTAJ WIĘCEJ O ZASTANAWIAJĄCEJ WYPOWIEDZI TUSKA: List otwarty Cenckiewicza do Tuska. Historyk domaga się wyjaśnień od premiera [VIDEO]

„Cała sytuacja ukazuje, jak trudne są realia mediów w uśmiechniętej Polsce, jak trudno jest pracować, gdy pewne redakcje są w taki lub inny sposób uprzywilejowane, a inne deprecjonowane” – konkluduje Rutke.

Na zakończenie dziennikarka wyraża nadzieję, że „ta sytuacja nie będzie powodem do tego, żeby ograniczać wstęp na konferencje prasowe Donalda Tuska i jego ministrów dziennikarzom 'Tygodnika Solidarność’ czy jakimkolwiek dziennikarzom polskich i zagranicznych redakcji”.

http://x.com/SamPereira_/status/1854452472372138381

http://nczas.info/2024/11/07/dziennikarka-zadala-niewygodne-pytanie-tuskowi-od-razu-spotkaly-ja-nieprzyjemnosci-video/

#tusk #klamca #trump

7

Yebaniutki wąż stanu. Optyka zmieniona pod wpływem wyniku wyborów:

Zdjęcie

#tusk #czlowiekskurwiel #memypolityczne

24

Budżet i wojna. Gonitwa króliczkanczas.info

Minister finansów Andrzej Domański zaprezentował, będący podobno wyrazem hojności i odpowiedzialności budżet na nieuniknienie nadciągający 2025 rok. W Sejmie odbyła się gorąca acz nic nie zmieniająca debata nad opłakanym stanem finansów naszego kraju zadłużonego od Bałtyku aż po szczyty Tatr. Wobec rekordowego deficytu, jaki przygotowała koalicja październikowa, niektórych co bardziej spiskowych Internautów niepokoją pojawiające się w przestrzeni publicznej wojenne wypowiedzi ze strony kolejnych generałów. Na szczęście jednak, jak już przeszło pół wieku temu odnotowali Skaldowie, nie chodzi o to, by złowić króliczka.

Zdjęcie

Obecny koalicyjny gabinet Donalda Tuska po raz pierwszy zaprojektował własny, hojny, ale za to też nieodpowiedzialny budżet na nieubłaganie zbliżających się kalendarzowych dwanaście miesięcy. O ile jeszcze w bieżącym roku można było tłumaczyć się pułapkami zastawionymi przez przebiegłych poprzedników, o tyle teraz takie wyjaśnienie nie ma już racji bytu. Przynajmniej w teorii, gdyż w praktyce politycy Koalicji Obywatelskiej, w imieniu której głos w debacie zabrał poseł Janusz Cichoń, wyjaśnili, że chociaż podobno jest aż nadto dobrze, to jest tak źle właśnie ze względu na fatalne zarządzanie publicznym groszem przez osiem ostatnich lat. Wystąpienie posła Cichonia podczas dyskusji nad planem finansowym koalicji październikowej, podczas którego niestrudzenie krytykował Prawo i Sprawiedliwość, można podsumować jego własnymi słowami, iż „ponoszą koszty zaniedbań poprzedników”. Parafrazując powtarzającą się w słynnej bajce dla dzieci frazę, nie sposób nie zauważyć, że „wszystko by im się udało, gdyby nie te przeklęte pisiory”.

Nie przestajemy się uśmiechać

Zarówno ze słów szefa resortu finansów, jak i informacji przedstawionej na rządowej stronie, można wywnioskować, iż budżet skupia się na trzech obszarach. Pierwszym z nich jest obronność, a więc przygotowanie naszej rozbrojonej armii na podobno nadciągającą niechybnie wojnę. Jak wiadomo, bezpieczeństwo jest najlepszym pretekstem nie tylko do ograniczania wolności obywateli, ale także drenowania ich kieszeni, bowiem nikt nie byłby tak nikczemny, aby sprzeciwiać się rządowym planom w tym zakresie. Drugim obszarem były państwowe inwestycje, które zdaniem Sławomira Mentzena z Konfederacji „nie powinny oczywiście być tak niewydajne, jak te dokonywane” przez rząd warszawski. Problem w tym, że politycy w ogóle nie powinni zajmować się inwestycjami, ponieważ każda „inwestycja” dokonywana przez lewiatana, to brak efektywniejszej inwestycji w sektorze prywatnym. Już Milton Friedman zauważył, że rządzący dysponują środkami w najgorszy możliwy sposób, gdyż wydając nieswoje pieniądze na nieswoje potrzeby, a zatem nie mają ani motywacji do oszczędności, ani nie wiedzą dokładnie, czego obywatelom potrzeba. Trzecim obszarem była „jakość życia”, przez co nasi umiłowani przywódcy rozumieją upadające centralistyczne usługi medyczne oraz świadczenia socjalne. Z jednej strony będziemy mieli zatem do czynienia z dosypywaniem środków do studni bez dna, jaką jest państwowa ochrona zdrowia, z drugiej z coraz większym przekładaniem pieniędzy z jednej kieszeni do drugiej – będącymi często kieszeniami tego samego delikwenta – podczas którego niespodziewanie część z nich się zapodzieje.

Rekordowo wysoki deficyt, wynoszący 289 miliardów złotych, miałby być podobno niższy, gdyby nie spłata zobowiązań z czasów rządów partii Jarosława Kaczyńskiego. Domański stwierdził, iż „w warunkach porównywalnych z rokiem 2024 deficyt ten ukształtowałby się na poziomie nieprzekraczającym 181 mld zł” i wytłumaczył, że „na kwotę deficytu składa się między innymi spłata wspomnianych już wcześniej ponad 63 mld zł zobowiązań z tytułu obligacji PFR [Polski Fundusz Rozwoju – przyp. R.P.] i BGK [Bank Gospodarstwa Krajowego – przyp. R.P.]”. Nawet gdyby uprzejmie przyjąć tłumaczenie szefa resortu finansów, to dalej nie tłumaczy to najwyższego deficytu w historii III Rzeczpospolitej. Wspomniane przez Domańskiego 181 mld zł razem ze spłatą zobowiązań daje kwotę zaledwie 244 mld zł, a więc gdzieś zapodziało się kolejnych kilkadziesiąt miliardów złotych podatników. Któż jednak by się przejmował takimi drobiazgami, kiedy ojczyzna jest w potrzebie. Zadłużenie naszego ogołoconego kraju zatem nieustannie rośnie i nic nie zapowiada zmian w najbliższej czterolatce, a tylko w nadchodzącym roku na same koszty obsługi zadłużenia wydamy gargantuiczną kwotę przeszło 75 mld zł. Co prawda, pod rządami koalicji październikowej nieuchronnie zmierzamy na zderzenie ze ścianą, ale przynajmniej nie przestajemy się uśmiechać.

Sejmowa debata została zwieńczona odrzuceniem wniosku o odrzucenie projektu ustawy budżetowej, w związku z czym ten trafił do komisji. Zanim jednak do tego doszło, na mównicy sejmowej nastąpił prawdziwy wysyp socjalistów wszelkiej maści. Ot, poseł Zbigniew Kuźmiuk z PiS-u chwalił się, iż „osiem lat ich rządów, to co najmniej podwojenie dochodów budżetowych”. Od drugiej strony do sprawy podszedł poseł Tomasz Trela z Lewicy, przechwalając się niesamowitymi wydatkami, które „zbliżają się do absolutnego rekordu”. Niezależnie od barw partyjnych politycy zupełnie nie zważali na to, iż im mniej pieniędzy w budżecie, tym lepiej, gdyż każda złotówka w ich rękach, to złotówka wyrwana z rąk podatnika i zmarnowane pieniądze. Sprawiedliwość trzeba oddać jedynie posłowi Mentzenowi, który przytomnie zauważył, że „w budżecie powinno być jak najmniej pieniędzy, bo ludzie efektywniej sami wydają swoje pieniądze niż za pośrednictwem polityków i urzędników”. Minister Domański w odpowiedzi do posła Kuźmiuka stwierdził wprawdzie, że „to nie cyrk”, lecz oglądający obrady w okrąglaku obywatele mogliby być sceptycznie nastawieni, co do tak odważnej deklaracji pryncypała premiera Tuska.

Widmo wojny za rogiem

Również Mentzen zwrócił uwagę, że „nie mamy żadnego kryzysu, nie mamy żadnej katastrofy (…), w tym momencie nie toczy się na naszych ziemiach żadna wojna, a mimo to mamy rekordowy deficyt i rekordowy dług”. Ten fakt odnotowali także zaniepokojeni zwolennicy teorii spiskowych, według których nasi umiłowani rządzący mieliby być gotowi wciągnąć nasz umęczony kraj w jakąś wojnę, wyznając zasadę, iż jest ona najlepszym sposobem na umorzenie długów. Ów przestrach podsyciły dodatkowo wypowiedzi płynące ze szczerości serca wojskowych. Na początku października gen. Wiesław Kukuła oznajmił, że „wszystko wskazuje na to, że jesteśmy tym pokoleniem, które stanie z bronią w ręku w obronie naszego państwa”. O ile faktycznie teoretycznie mogłoby zdarzyć się tak, że bylibyśmy zmuszeni do obrony naszej ojczyzny, to uzasadnione wydają się obawy, iż musielibyśmy to czynić gołymi rękami. Z jednej strony co chwilę napływają informacje o brakach sprzętowych w polskiej armii, z drugiej zaś polskie społeczeństwo jest jednym z najbardziej rozbrojonych w Europie, a gros obywateli nie ma żadnego obycia z bronią. Do wypowiedzi gen. Kukuły odniósł się nawet minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, nieśmiało przyznając, że coś jest na rzeczy, gdyż „to nie jest odosobniony głos”, a ponadto „musimy być gotowi na każdą ewentualność”.

Minął nieco ponad tydzień, a media rozpisały się o deklaracji gen. Rajmunda Andrzejczaka, która padła podczas konferencji Defending Baltics. Gen. Andrzejczak zadeklarował, że „jeśli (Rosjanie – przyp. R.P.) zaatakują choćby centymetr litewskiego terytorium, odpowiedź nadejdzie natychmiast (…) uderzymy bezpośrednio w Petersburg”. Do tych słów odniósł się Grzegorz Braun, oznajmiając, że Wojsko Polskie „nie powinno palcem kiwnąć w obronie tej małej, wyludnionej, wrednej antypolskiej, bismarkowskiej, anglosaskiej i żydowskiej kreatury, jaką jest współczesna Litwa”. Wpis polityka w mediach społecznościowych wzniecił falę oburzenia, jakoby europoseł Konfederacji podważał sens Traktatu Północnoatlantyckiego i wypisywał Polskę z NATO. Słynny artykuł 5 traktatu waszyngtońskiego głosi jednak jedynie, że w przypadku ataku na jedno z państw członkowskich, każdy z sygnatariuszy podejmie „działania, jakie uzna za konieczne, łącznie z użyciem siły zbrojnej”. Z tego zapisu wynika zatem jasno, że „działanie” może oznaczać stanowcze tupnięcie nóżką i wyrażenie oburzenia, a użycie sił zbrojnych absolutnie nie jest obligatoryjne.

Gonitwa za króliczkiem

Pomimo panicznych nastrojów, jakie zapanowały w duszy części obserwatorów życia politycznego w naszym urokliwym bantustanie po wypowiedziach gen. Kukuły i gen. Andrzejczaka, obawy o wciągnięcie Polski w wojnę nie są obecnie uzasadnione. Bardziej od niej opłacalne jest powtarzające się regularnie straszenie społeczeństwa zagrożeniem militarnym i utrzymywanie go w stanie niepewności, tak aby każdy podskórnie wyczuwał, że wojna czai się tuż za rogiem. Nie ma bowiem lepszego pretekstu niż obronność i bezpieczeństwo do ciągłego rozszerzania sfery kompetencji władz i ściągania pieniędzy z obywateli. W końcu, jak zauważyła w tekście do piosenki Skaldów Agnieszka Osiecka, „nie o to chodzi, by złowić króliczka, ale by gonić go”.

http://nczas.info/2024/10/27/budzet-i-wojna-gonitwa-kroliczka/

#budzet #usmiechnietapolska #tusk #ko #po

5

#koalicja13grudnia #koalicjaobywatelska #tusk #onet

Nawet do rocznicy nowa władza nie dotrwała, a nawet najbardziej przyjazne media wymiękkają. Co zrobi betonowy elektorat? Czy pelikany nawet to przełkną?

10

Ładnie wyciszają ten temat... w końcu #poniemieckiokupant #Tusk plecy ma nie od parady.

Pięknie ich chroni.

Woda szła a urzędnicy odpowiedzialni za miasto skrócili sobie czas pracy żeby za kowbojów przebrać i udać się na imprezkę.

Samo gęste.

Ja pójdę za wami do piekła
a powinna powiedzieć do **PIERDLA**!

Mam nadzieję że po wszystkim to im tam dzień linczu publicznego ludzie zrobi

http://www.tiktok.com/@bustowskimarcin/video/7420150621203959062

#Polska

-------------------------------------------------

#powodz2024

#jeleniagora

#tuskurwysyn

#pomakrewpolakownarekach

#po

#impreza

#wodnik

#dzikizachod

#bustowskimarcin

#wygrajmyrazem

#przebudzenikonsumenci

#zdrowie #protestyrolników

#nowotwory

#bustowski

#powódz

#wielkawoda

#wygrajmyrazem

5

Powódź 2024

MAZUREK NIE MÓGŁ UWIERZYĆ w SZOKUJĄCE INFORMACJE o TUSKU! BOSAK WYJAWIŁ WSZYSTKIE BRUDY!

http://www.youtube.com/watch?v=HDCTcMKtY8I

#powodz #tusk #zgony

12

Sąd Najwyższy orzekł: to prokurator Dariusz Barski jest Prokuratorem Krajowym 🇵🇱!wpolityce.pl

W uzasadnieniu Sąd Najwyższy wskazał, że podczas sporu o obsadę kierownictwa Prokuratury Krajowej doszło do instrumentalnego wykorzystania prawa przy odsunięciu Dariusza Barskiego ze stanowiska szefa Prokuratora Krajowego a prok. Barski w dalszym ciągu jest Prokuratorem Krajowym.

To jest uchwała SN, czyli najwyższej rangi orzeczenie jakie ten sąd mógł wydać. Wyraźnie wskazuje na to, że wszystkie działania Prokuratora Generalnego – a mówię o tym już od 12 stycznia – były nielegalne i nie znajdowały oparcia w przepisach prawa. To właśnie dziś w uzasadnieniu uchwały wyraźnie wskazał sędzia Zbigniew Karpiński.

Decyzja SN nie pozostawia wątpliwości - funkcję Prokuratora Krajowej pełni prokurator Dariusz Barski. To oznacza, że wszelkie dotychczasowe decyzje podejmowane w ostatnich miesiącach przez Jacka Bilewicza i Dariusza Korneluka były niezgodnie z prawem. Łatwo się domyślić, iż to oznacza gigantyczny chaos w prokuraturze, na którym skorzystają jedynie przestępcy. Takie są skutki działań ministra sprawiedliwości prokuratora generalnego Adama Bodnara.

Dzisiejsze posiedzenie Sądu Najwyższego to efekt zagadnienia prawnego wystosowanego przez Sąd Rejonowy w Gdańsku (szczegóły poniżej), które dotyczyło - w dużym skrócie - skuteczności przywrócenia prok. Dariusza Barskiego do służby czynnej ze stanu spoczynku i powołania na stanowisko Prokuratora Krajowego.

Wprawdzie obecna prokuratura próbowała zablokować wydanie orzeczenia - jeden wniosek o wyłączenie sędziów SN został skierowany dwa tygodnie temu, a drugi dzisiaj tuż przed posiedzeniem, a także domagała się niewydawanie uchwały, to Sąd Najwyższy rozstrzygnął wątpliwości. Stwierdził, że prokurator Barski jest prokuratorem pozostającym w czynnej służbie, a jego mianowanie na szefa Prokuratury Krajowej jest wiążące.

Prokurator Dariusz Barski został powołany na podstawie poprawnych przepisów. Nie były one ograniczone czasowo i mają wiążącą prawnie podstawę ustrojową. Decyzje D. Barskiego wywołują skutki prawne. Stało się tak, gdyż pozytywna odpowiedź na dwa pierwsze pytania, zadane przez gdański sąd, zawiera w sobie wskazówki interpretacyjne, umożliwiające przyjęcie, że wszystkie decyzje podejmowane przez PK Dariusza Barskiego - zarówno samodzielne, jak i wynikające z upoważnienia PG - nadal rodzą skutki prawne i pozostają w obrocie prawnym.

Piątkowa uchwała SN stawia pod znakiem zapytania powołanie na stanowisko Prokuratora Krajowego Dariusza Korneluka. Decyzja SN oznacza, że sytuacja odwraca się, a to decyzje nowo powołanego Prokuratora Krajowego Korneluka budzą dziś wątpliwości co do tego, czy rodzą skutki prawne.

http://niezalezna.pl/polska/wydarzenia/sad-najwyzszy-orzeknie-czy-dariusz-barski-nadal-jest-prokuratorem-krajowym/527638

http://wpolityce.pl/polityka/707771-ostrowski-jesli-bodnar-nie-uzna-uchwaly-sn-to-poglebi-wine

#tusk #bodnar #prawo #praworzadnosc #prokuratura #sadownictwo #sad

6

Z Twoich podatków. Uśmiechnięci dosypią setki milionów złotych do TVP i Polskiego Radianczas.info

700 mln zł z rezerw celowych ma trafić na kontynuację działalności mediów reżimowych, czyli TVP i Polskiego Radia. Wniosek ministra finansów w tej sprawie poparła w piątek sejmowa Komisja Finansów Publicznych. Dodatkowo 132 mln zł na ten cel przekazało ministerstwo kultury.

Komisja finansów pozytywnie zaopiniowała wniosek ministra finansów z 25 września, który dotyczył zmiany przeznaczenia 700 mln zł z rezerw celowych zaplanowanych w budżecie na 2024 r.

– Zmiana przeznaczenia środków w rezerwach nie zakłóci realizacji zadań, na które środki w tych rezerwach zostały zaplanowane – zapewniła podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów Hanna Majszczyk.

Jak powiedział przewodniczący komisji Janusz Cichoń (KO), przekierowane pieniądze trafić mają do „Telewizji Polskiej S.A. w likwidacji oraz Polskiego Radia S.A. w likwidacji i regionalnych rozgłośni Polskiego Radia S.A. w likwidacji w celu zapewnienia kontynuowania dofinansowania ustawowych zadań związanych z realizacją misji publicznej w 2024 roku, określonej w artykule 21 ustawy o radiofonii i telewizji”.

Za wnioskiem głosowało 17 posłów, przeciw było 13.

Dyrektor departamentu finansowego w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego Wojciech Kwiatkowski poinformował dodatkowo, że z resortu „z oszczędności” przekazano kwotę 132 mln zł.

Minister kultury Hanna Wróblewska zapytana skąd ministerstwo ma oszczędności, wymigała się od konkretnej odpowiedzi. – Dokładną odpowiedź dam na piśmie. Jest to z działu 921. Częściowo wynika to też z przesunięcia harmonogramów inwestycji – odparła.

http://nczas.info/2024/09/27/z-twoich-podatkow-usmiechnieci-dosypia-setki-milionow-zlotych-do-tvp-i-polskiego-radia/

#tusk #usmiechnietapolska #tvp

10

Mentzen bez ceregieli do Tuska: „To głupota czy zdrada?” [VIDEO]x.com

– Wnoszę o przerwanie obrad do czasu, aż premier Donald Tusk wyjaśni nam czy całkowita ślepota państwa polskiego względem niemieckiego wywiadu i agentury wpływu, to jeszcze jest głupota czy już zdrada?! Zajmijcie się poważnym przeciwnikiem — a nie bobrami! – powiedział dziś w Sejmie jeden z liderów Konfederacji Sławomir Mentzen.

Polityk Konfederacji przytoczył dane francuskiego Instytutu Wojny Ekonomicznej, według analiz którego Niemcy wydają miliony euro na działania wymierzone we francuski przemysł nuklearny.

– Finansowany przez niemiecki rząd Fundację np. Heinricha Boella, Róży Luksemburg poprzez rożnego rodzaju publikacje, szkolenia, stypendia, spotkania z politykami z liderami opinii starają się utrudnić i spowolnić rozwój francuskiej energetyki jądrowej – mówił Mentzen w swym wystąpieniu.

Jak mówił prawicowy poseł Fundacja Heinricha Boella działa również w Polsce, współpracuje z obecnymi w obecnej koalicji rządowej Zielonymi, finansuje Campus Rafała Trzaskowskiego.

– Nie ma żadnego powodu, żeby zakładać że niemiecka agentura działa w Polsce inaczej niż np. we Francji. Od lat wiadomo, że Niemcy finansuje najróżniejsze ekologiczne organizacje, które zajmuja się powstrzymywaniem inwestycji w Polsce, w tym inwestycji przeciwpowodziowych. W tym czasie polskie służby nie znalazły ani jednego niemieckiego agenta.

Wnoszę o przerwanie obrad do czasu, aż premier Donald Tusk wyjaśni nam czy całkowita ślepota państwa polskiego względem niemieckiego wywiadu i agentury wpływu, to jeszcze jest głupota czy już zdrada?! Zajmijcie się poważnym przeciwnikiem — a nie bobrami!

http://x.com/SlawomirMentzen/status/1838862645652226268

http://nczas.info/2024/09/25/mentzen-w-sejmie-to-glupota-czy-zdrada-video/

#tusk #trzaskowski #usmiechnietapolska #agenci #zdrajcy #mentzen

11