Patrząc na wzrost programów socjalnych w polskiej polityce prorodzinnej, oraz równoczesny spadek dzietności, wręcz kurwa spadający w przepaść, odnoszę wrażenie, że rodaków gówno zachęca taka jałmużna. Jaruzelski kiedyś wypalił, że za PRL-u było biednie, ale jak widać, ocet okazał się doskonałym afrodyzjakiem, bo dzieci przybywało.
No tak, ale w PRL-u nikt nie straszył ostatnim pokoleniem blokującym ulice, nie było brukselskich kurew straszących globalnym ociepleniem, nawet wizja ruskich czołgów nie wydaje się aż tak straszna, jeśli ją zestawimy z obecnymi planami tych wszystkich WHO, NATOwskich i im podobnych oszołomów.
Polak, jak zresztą reszta Europejczyków, jest codziennie terroryzowany medialnym strachem, groźbami, szantażami, emocjonalną socjotechniką, jakiej nie znały komusze dzienniki telewizyjne. Najlepszym dowodem na skuteczność obecnej strategii depopulacyjnej jest fakt, że ludzie na zachodzie po prostu przestali się rozmnażać, opętani strachem zrezygnowali ze swojej podstawowej, biologicznej potrzeby. To się nie mieści w głowie.
#4konserwy