Pamiętajcie Lurki – jedzcie jak najmniej sklepowych wędlin, parówek, kiełbas i generalnie przetworzonego mięsa. Nawet jeżeli kupujecie od lokalnego rzeźnika chwalącego się "swojskimi" wyrobami, upewnijcie się, co jest w środku. Jeśli do mięsa dodawana jest peklosól (czyli azotyn sodu, E250) - a na 99% jest, to nadal jecie produkt, który uznaje się za czynnik rakotwórczy.
Jak E250 niszczy nasze zdrowie?
Azotyn sodu sam w sobie nie jest rakotwórczy, ale w naszym organizmie (i na patelni!) przechodzi niebezpieczne transformacje:
Tworzenie rakotwórczych nitrozoamin: Kiedy jemy peklolowane mięso, azotyny trafiają do kwasowego środowiska naszego żołądka, gdzie wchodzą w reakcję z białkami mięsa. Powstają wtedy nitrozoaminy – silnie toksyczne związki uszkadzające DNA. Udowodniono, że drastycznie zwiększają one ryzyko raka żołądka i jelita grubego. Proces ten przyspiesza pod wpływem wysokiej temperatury (smażenie boczku, grillowanie kiełbasy to istna bomba nitrozoaminowa).
Niedotlenienie organizmu (Methemoglobinemia): Azotyny przenikają do krwi i utleniają żelazo w naszej hemoglobinie. Powstaje tzw. methemoglobina, która nie potrafi oddawać tlenu do komórek. Choć dorośli radzą sobie z tym lepiej, dla małych dzieci jest to bardzo niebezpieczne.
Problemy naczyniowe: Związki te gwałtownie rozszerzają naczynia krwionośne, co u wrażliwszych osób powoduje ostre bóle głowy, nagłe spadki ciśnienia i uderzenia gorąca.
Dlaczego w ogóle przemysł ładuje to do mięsa?
Nie robią tego tylko po to, żeby wędlina była ładna i różowa (choć to też). Azotyn sodu to najskuteczniejszy znany hamulec dla jadu kiełbasianego (Clostridium botulinum) – śmiertelnej neurotoksyny. Przemysł idzie na kompromis: woli długofalowe ryzyko nowotworów u klientów niż natychmiastowe, śmiertelne zatrucia zepsutą konserwą.
Jak robić własne wędliny BEZ peklosoli i się nie otruć?
Jeśli rezygnujecie z chemii, bierzecie pełną odpowiedzialność za proces produkcji. Jad kiełbasiany rozwija się w warunkach beztlenowych (zamknięte weki, wnętrze grubych kiełbas) i w cieple. Zwykłe psucie się mięsa to z kolei sprawka innych bakterii tlenowych. Oto jak z tym walczyć:
1. Naturalna marynata to podstawa
Zamiast peklosoli, używajcie praw fizyki i chemii natury. Zróbcie mokrą marynatę na bazie:
Zwykłej soli kłodawskiej/morskiej – wyciąga wodę z mięsa, utrudniając życie bakteriom.
Octu jabłkowego – obniża pH (zakwasza środowisko), co skutecznie blokuje rozwój niepożądanych mikroorganizmów i kruszy mięso.
Czosnku i rozmarynu – mają potężne właściwości antybakteryjne i zapobiegają jełczeniu tłuszczu.
2. Lodówka i tlen (Brak ryzyka jadu)
Zrobiona bez chemii pieczona szynka czy schab nie wyprodukuje jadu kiełbasianego, jeśli zjesz ją w ciągu 7 dni i będziesz trzymać w lodówce. Jad potrzebuje wyższych temperatur i braku tlenu. Przeciętna domowa wędlina leżąca w chłodziarce jest całkowicie bezpieczna pod kątem botulizmu.
3. Śmierć w plastiku
Nigdy nie pakujcie domowej wędliny w szczelne plastikowe pojemniki, folię spożywczą czy woreczki strunowe! Plastik zatrzymuje wilgoć wychodzącą z mięsa, co w 48 godzin stworzy z waszej szynki oślizgłe siedlisko pleśni i bakterii gnilnych. Wędlina musi oddychać. Zawijajcie ją tylko w papier do pieczenia, papier śniadaniowy lub lnianą ściereczkę.
4. Idealna higiena
Bez konserwantów mięso jest bezbronne. Używajcie tylko najświeższego surowca, myjcie dokładnie deski i noże. Im mniej bakterii z zewnątrz trafi na mięso przed pieczeniem, tym dłużej poleży w lodówce.
Róbcie swoje, czytajcie etykiety i nie dajcie się nabrać na "tradycyjne" wyroby.
#zdrowie #jedzenie #dieta #gotowanie #wedliny #ciekawostki #przepisy
Jak E250 niszczy nasze zdrowie?
Azotyn sodu sam w sobie nie jest rakotwórczy, ale w naszym organizmie (i na patelni!) przechodzi niebezpieczne transformacje:
Tworzenie rakotwórczych nitrozoamin: Kiedy jemy peklolowane mięso, azotyny trafiają do kwasowego środowiska naszego żołądka, gdzie wchodzą w reakcję z białkami mięsa. Powstają wtedy nitrozoaminy – silnie toksyczne związki uszkadzające DNA. Udowodniono, że drastycznie zwiększają one ryzyko raka żołądka i jelita grubego. Proces ten przyspiesza pod wpływem wysokiej temperatury (smażenie boczku, grillowanie kiełbasy to istna bomba nitrozoaminowa).
Niedotlenienie organizmu (Methemoglobinemia): Azotyny przenikają do krwi i utleniają żelazo w naszej hemoglobinie. Powstaje tzw. methemoglobina, która nie potrafi oddawać tlenu do komórek. Choć dorośli radzą sobie z tym lepiej, dla małych dzieci jest to bardzo niebezpieczne.
Problemy naczyniowe: Związki te gwałtownie rozszerzają naczynia krwionośne, co u wrażliwszych osób powoduje ostre bóle głowy, nagłe spadki ciśnienia i uderzenia gorąca.
Dlaczego w ogóle przemysł ładuje to do mięsa?
Nie robią tego tylko po to, żeby wędlina była ładna i różowa (choć to też). Azotyn sodu to najskuteczniejszy znany hamulec dla jadu kiełbasianego (Clostridium botulinum) – śmiertelnej neurotoksyny. Przemysł idzie na kompromis: woli długofalowe ryzyko nowotworów u klientów niż natychmiastowe, śmiertelne zatrucia zepsutą konserwą.
Jak robić własne wędliny BEZ peklosoli i się nie otruć?
Jeśli rezygnujecie z chemii, bierzecie pełną odpowiedzialność za proces produkcji. Jad kiełbasiany rozwija się w warunkach beztlenowych (zamknięte weki, wnętrze grubych kiełbas) i w cieple. Zwykłe psucie się mięsa to z kolei sprawka innych bakterii tlenowych. Oto jak z tym walczyć:
1. Naturalna marynata to podstawa
Zamiast peklosoli, używajcie praw fizyki i chemii natury. Zróbcie mokrą marynatę na bazie:
Zwykłej soli kłodawskiej/morskiej – wyciąga wodę z mięsa, utrudniając życie bakteriom.
Octu jabłkowego – obniża pH (zakwasza środowisko), co skutecznie blokuje rozwój niepożądanych mikroorganizmów i kruszy mięso.
Czosnku i rozmarynu – mają potężne właściwości antybakteryjne i zapobiegają jełczeniu tłuszczu.
2. Lodówka i tlen (Brak ryzyka jadu)
Zrobiona bez chemii pieczona szynka czy schab nie wyprodukuje jadu kiełbasianego, jeśli zjesz ją w ciągu 7 dni i będziesz trzymać w lodówce. Jad potrzebuje wyższych temperatur i braku tlenu. Przeciętna domowa wędlina leżąca w chłodziarce jest całkowicie bezpieczna pod kątem botulizmu.
3. Śmierć w plastiku
Nigdy nie pakujcie domowej wędliny w szczelne plastikowe pojemniki, folię spożywczą czy woreczki strunowe! Plastik zatrzymuje wilgoć wychodzącą z mięsa, co w 48 godzin stworzy z waszej szynki oślizgłe siedlisko pleśni i bakterii gnilnych. Wędlina musi oddychać. Zawijajcie ją tylko w papier do pieczenia, papier śniadaniowy lub lnianą ściereczkę.
4. Idealna higiena
Bez konserwantów mięso jest bezbronne. Używajcie tylko najświeższego surowca, myjcie dokładnie deski i noże. Im mniej bakterii z zewnątrz trafi na mięso przed pieczeniem, tym dłużej poleży w lodówce.
Róbcie swoje, czytajcie etykiety i nie dajcie się nabrać na "tradycyjne" wyroby.
#zdrowie #jedzenie #dieta #gotowanie #wedliny #ciekawostki #przepisy








