#fajnomarszalek #prokuratura #braun

Myślicie, że to też było zakłócanie publicznemu wykonywaniu aktu religijnego?

35

#braun

Chcą pozbawić Brauna immunitetu.

21

#braun #sejm #holownia

Zbliża się posiedzenie sejmu i Braun zwnou będzie pełnoprawnym posłem. Czekam z niecierpliwością na wystąpienia i oświadczenia .

25

Immunitet Brauna. Bodnar mówi wprost: Z prokuratorem Barskim jesteśmy na łączachnczas.info

Prokuratura miała być odpolityczniona, a tymczasem nowy minister sprawiedliwości Adam Bodnar przyznaje, że „jest na łączach” z prokuratorem krajowym Dariuszem Barskim w sprawie incydentu gaśnicowego z udziałem posła Grzegorza Brauna.

Mainstream „żyje” obecnie stosunkami na linii Bodnar – Barski, czyli ministra sprawiedliwości i prokuratora krajowego. Ten drugi określany jest mianem „człowieka Ziobry”, więc wielu oczekuje, że Bodnar go pozbawi posady. Nie jest to takie proste, bo potrzebna na to jest zgoda prezydenta.

Sam Bodnar mówi oficjalnie, że „są różne możliwości”, a jeżeli podejmie jakieś działania w tej sprawie „to pan prokurator Barski będzie pierwszą osobą, która będzie o tym informowana”.

Bodnar dodał, że „to, co jest istotne w naszych relacjach, to to, że staramy się ze sobą rozmawiać i niezależnie od tych kwestii, które są tymi sprawami związanymi ze statusem prokuratury, staramy się także współpracować na co dzień w kontekście różnych spraw prowadzonych przez prokuraturę”.

Dla Bodnara jedna z najważniejszych spraw, które są teraz przedmiotem zainteresowania, to kwestia immunitetu posła Konfederacji Grzegorza Brauna. – I w tej sprawie akurat z prokuratorem Barskim jesteśmy na łączach – powiedział Bodnar.

Prokurator Barski 15 grudnia zapowiedział złożenie wniosku o uchylenie immunitetu Braunowi.

http://nczas.info/2024/01/07/immunitet-brauna-bodnar-mowi-wprost-z-prokuratorem-barskim-jestesmy-na-laczach/

#bodnar #braun #prokuratura

24

Żydowskie korzenie Grzegorza Brauna?

TL;DR wg ojca GB:

Korzenie Grzegorza Brauna są więc, ze strony obojga rodziców oraz stojących za nimi rodów, niewątpliwie polskie, a równocześnie katolickie. Jest on Polakiem i katolikiem z krwi, kości, tradycji i przekonań.


Z profesorem Kazimierzem Braunem rozmawia Wiesław Magiera

- Panie profesorze, jak Pan zapewne zauważył, w kontekście ostatnich wypadków, które rozegrały się w polskim Sejmie, z udziałem posła Grzegorza Brauna, pojawiły się, a raczej ponowiły się, sugestie, że jest on Żydem i, posługując się prowokacją, w istocie służy interesom żydowskim.

Kazimierz Braun: - To są insynuacje, kłamstwa i, po prostu, brednie.

- Jest Pan ojcem Grzegorza Brauna. Proszę opowiedzieć o pochodzeniu swoim, a zatem i swego syna.

- Moi przodkowie Baltazar i Katarzyna Braun, przybyli do Polski z Austrii około połowy XVIII wieku. Osiedlili się we Lwowie. Byli katolikami. Jest zachowane świadectwo urodzenia ich pierworodnego syna Andrzeja i jego chrztu w lwowskiej Katolickiej Katedrze Łacińskiej w 1758 r. Księgi parafialne notują chrzty ich dzieci, potem następnych pokoleń, oraz pogrzeby kolejnych członków rodziny. Nazwisko Braun jest dość popularne w Austrii, na Słowacji, w Czechach i w Niemczech. Rodzina moich przodków została na stałe w Polsce i bardzo szybko się spolonizowała. Odtąd, była po prostu rodziną polską i katolicką.

- Czy istnieją na ten temat źródła historyczne?

- Tak. Istnieją bardzo liczne źródła, dokumenty, zapisy. Już wspomniałem księgi parafialne lwowskiej, Katolickiej Katedry Łacińskiej. Historię rodu Braunów z benedyktyńską dokładnością zbadała moja córka, dr Monika Braun. Sięgała do licznych spisanych źródeł, a więc właśnie ksiąg parafialnych, wykazów uczniów i studentów szkół i uniwersytetów, na które uczęszczali, dokumentacji, jaka po nich pozostała w miejscach ich pracy oraz bardzo licznych innych dokumentów, a także do ogromnej liczby listów. Całość swoich badań przedstawiła w obszernej, historycznej, naukowej monografii rodziny Braunów oraz rodzin, z którymi Braunowie wchodzili stopniowo w liczne koligacje, wrastając w Polskę i polski naród. Wśród rodzin z jakimi związali się Braunowie byli Żulińscy, a wśród nich doktor Roman Żuliński członek Rządu Narodowego w Powstaniu Styczniowym, stracony na stokach warszawskiej cytadeli wraz z Romualdem Trauguttem i innymi w 1864 r. Byli też Medweccy - Mieczyław Medwecki zapisany jest w historii II wojny światowej, jako pierwszy polski lotnik, który zginął w walce z lecącymi na Kraków niemieckimi bombowcami 1 września 1939 r. Innymi krewnymi byli między innymi Rucińscy, Micińscy, Wyhowscy, Węgrzynowscy, Dłuscy, Choroszewscy, Pileccy. Monumentalna (965 stron, kilkaset fotografii, drzewa genealogiczne) książka dr Moniki Braun nosi tytuł "Migrena. Kronika rodzinna". Wydało ją Wydawnictwo Austeria (Kraków - Budapeszt - Syrakuzy, 2021). Jest to dosłownie kopalnia wiedzy na temat całej naszej rozgałęzionej rodziny. Tam należy odesłać każdego, kto interesuje się pochodzeniem Grzegorza Brauna.

- Co to za dziwny tytuł - "Migrena"?

- Migreny prześladowały wielu członków rodziny w kolejnych pokoleniach. Wytworzyła się wręcz taka tradycja rodzinna. Pamiętam jak cierpieli na migreny moja babka, Henryka, mój ojciec Juliusz, moja siostra Maria. Ja sam nie byłem od nich wolny.

- Dalsze losy rodziny Braunów związane są z Tarnowem, prawda?

- Do Tarnowa przeniósł się mój pradziadek, z zawodu urzędnik, Józef Braun. I tam urodził się mój dziadek Karol. Studiował on prawo na UJ w Krakowie, a praktykował je jako notariusz w Dąbrowie Tarnowskiej, potem także w innych miejscowościach Galicji. A w Tarnowie poznał swoją przyszłą żonę, Henrykę Millerównę, i tam ostatecznie osiedliła się w cała rodzina moich dziadków w 1914 r.

- Proszę powiedzieć coś więcej o tej rodzinie.

- Dziadek Karol był notariuszem i przywódcą Sokolskim. To on prowadził defiladę Sokołów w Krakowie na uroczystościach odsłonięcia Pomnika Grunwaldzkiego w 1910 r. Babcia Henryka była, po pierwsze troskliwą żoną i matką, ale także działaczką niepodległościową, społecznicą. Należała do komitetu obywatelskiego, który odbierał od Austriaków władzę nad wyzwolonym, jako pierwsze polskie miasto, Tarnowem w ostatnich dniach października 1918 r. Potem była m.in. Komendantką Krakowskiej Chorągwi Harcerek. Moi stryjowie Kazimierz i Jerzy, mój ojciec Juliusz, oraz moja ciotka Jadwiga, urodzili się w Dąbrowie Tarnowskiej, ale potem mieszkali przez pewien czas w Tarnowie.

Mój stryj Kazimierz - a więc stryjeczny dziadek Grzegorza - był Legionistą, potem lotnikiem, porucznikiem Wojska Polskiego, zapisał bohaterską kartę w wojnie z bolszewikami, jako strzelec pokładowy walcząc z konnicą Budionnego. Odznaczony krzyżem Virtuti Militari. Zginął w 1920 roku. Mój stryj Jerzy - drugi stryjeczny dziadek Grzegorza - wtedy młody poeta, student Uniwersytetu Jagiellońskiego, poszedł na wojnę z bolszewikami jako ochotnik. Przez wolne dwudziestolecie był pisarzem, filozofem, redaktorem, wydawcą. W czasach II wojny założył organizację niepodległościową Unia, wszedł z nią do Stronnictwa Pracy. Był członkiem, a potem przewodniczącym, Rady Jedności Narodowej (podziemnego parlamentu), a następnie ostatnim najwyższym zwierzchnikiem podziemnego rządu - Delegatem Rządu RP na Kraj - w 1945 r. Latami więziony był potem przez komunistów.

Moja ciotka Jadwiga, zamężna Domańska - cioteczna babka Grzegorza - była aktorką. Jako kurierka ZWZ z Warszawy do Wilna została zaaresztowana przez Sowietów i zesłana do gułagu. Uwolniona po układzie Sikorskiego ze Stalinem, podążyła do polskiego wojska pod dowództwem gen. Andersa i została tam przez niego nominowana dyrektorem Teatr Dramatycznego 2 Korpusu. Przeszła ze swym teatrem cały szklak żołnierski z „ziemi nieludzkiej” (jak ją nazwał Gustaw Herling Grudziński), przez Persję, Palestynę, Włochy, do Londynu. Nie chciała wracać do Polski pod komuną. Wybrała emigrację.

- A Juliusz Braun, dziadek Grzegorza?

- Mój ojciec, Juliusz - dziadek Grzegorza - chodził do szkół w Tarnowie. Studiował prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie się doktoryzował. Był adwokatem i działaczem Akcji Katolickiej.

W 1931 r. ożenił się z Elżbietą Szymanowską, córką ziemianina, Michała Szymanowskiego, z Mokrska Dolnego nad Nidą. Tam się urodziłem, we dworze mego dziadka.

I to jest kolejne rozgałęzienie korzeni mego syna Grzegorza - przez swoją babkę, Elżbietę Szymanowską i jej koligacje, między innymi, z rodem Tymienieckich. Kazimierz Tymieniec-ki, twórca w 1919 r., a następnie wieloletni profesor Uniwersytetu Poznańskiego, był moim chrzestnym ojcem, a Janusz Tymieniecki, ziemianin z polskiego Pomorza, zginął w Auschwitz. Natomiast brat matki, Jan Szymanowski, kawalerzysta, porucznik Wojska Polskiego, był ciężko ranny w kampanii wrześniowej, za dzielność otrzymał order Virtuti Militari. Po wojnie, jako ziemianin, był przez pięć lat więziony.

Zaś mój ojciec, jako harcerz, był ochotnikiem w wojnie 1920 r. i ochotnikiem w wojnie 1939 r. (już wtedy powyżej wieku poborowego). Był kierowcą generała Tadeusza Piskora, dowódcy Armii Lublin, a potem i Armii Kraków. Wraz z generałem dostał się do niemieckiej niewoli. Uciekł jednak z obozu jenieckiego. W czasie wojny był dwukrotnie więziony przez Niemców, ale oba razy, wręcz cudownie, ocalany. Po wojnie włączył się odbudowę kraju, był dyrektorem Izby Przemysłowo-Handlowej w Częstochowie, gdzie utrzymywał stałe kontakty z Jasną Górą i z Episkopatem, a także stworzył pierwszą w Częstochowie wyższą uczelnię, Wyższą Szkołę Administracyjno-Handlową i został jej rektorem. Został jednak zaaresztowany przez komunistów w 1948 roku i latami siedział w więzieniu. Zrehabilitowany, został profesorem w Polskiej Akademii Nauk. Tu dodam, że napisałem o nim książkę biograficzną pt. Mój Ojciec (Wydawnictwo A. Marszałek) i tam również można sięgnąć, aby dowiedzieć się więcej o przodkach Grzegorza.

- Z pana relacji wynika, że to była piękna, polska, katolicka, patriotyczna rodzina.

- Tak. Tacy byli przodkowie Grzegorza z mojej strony.

- O pochodzeniu człowieka, wedle tradycji żydowskiej, decyduje, kto był jego matką. A więc jak to było od strony matki Grzegorza Brauna?

- To jakby druga strona tego samego medalu - pochodzenia Grzegorza Brauna. Jego matką jest moja żona Zofia, z domu Reklewska. Oboje jesteśmy katolikami. Zawarliśmy ślub w kościele sióstr franciszkanek przy ulicy Piwnej w Warszawie w 1962 roku. Moja żona, a więc matka Grzegorza, pochodzi ze starego polskiego, rycerskiego, szlacheckiego, ziemiańskiego rodu Reklewskich, herbu Gozdawa, którego zapisana historia sięga XVI wieku. Od wieków ród Reklewskich siedział w Sandomierskim. Jeden z przodków mojej żony, Wincenty Reklewski, pułkownik Wojska Polskiego i znany poeta, zginął w wyprawie Napoleona pod Moskwą. Ojciec mojej żony, także Wincenty Reklewski, zabity przez czerwonych bandytów w grudniu 1939 roku, był właścicielem dóbr Mirogonowice. Jego żoną była Danuta z Wasiutyńskich, której ojciec, uczony i inżynier, Aleksander Wasiutyński, był jednym z organizatorów i przywódców strajku szkolnego w zaborze rosyjskim w 1905 roku, domagającego się nauczania po polsku, a nie po rosyjsku. W 1919 roku należał do twórców Politechniki Warszawskiej i następnie był jej wieloletnim, znanym i szanowanym profesorem. Do dziś jego imię nosi tam jedna z sal wykładowych. Moja żona Zofia spędziła dzieciństwo w rodzinnym dworze w Mirogonowicach, do chwili kiedy została, wraz z matką i czworgiem rodzeństwa, wyrzucona przez reformę rolną na wiosnę 1945 roku. Książka wspomnieniowa mojej żony Urodziłam się pomiędzy… (Wydawnictwo 3DOM, 2022; ta książka jest bestsellerem, miała już cztery wydania), jest kolejnym dokumentem pochodzenia Grzegorza.

Przez swoją matkę, z domu Zofię Reklewską, Grzegorz został niejako włączony w tradycję rodzinną Reklewskich i Wasiutyńskich, oraz ich koligacje, między innymi z rodziną Romockich. Bohaterowie Powstania Warszawskiego, bracia Romoccy, Andrzej „Morro” i Jan „Bonawentura”, byli kuzynami Zofii. Tak więc, wracając do Grzegorza, powiedzmy to jasno, skoro ta jasność jest tu oczekiwana: matką Grzegorza Brauna jest Zofia, z domu Reklewska, Polka i katoliczka.

- Korzenie Grzegorza Brauna są więc, ze strony obojga rodziców oraz stojących za nimi rodów, niewątpliwie polskie, a równocześnie katolickie. Jest on Polakiem i katolikiem z krwi, kości, tradycji i przekonań.

- Grzegorz wchłaniał te wszystkie tradycje z opowiadań rodzinnych, często spędzając wakacje ze swoimi dziadkami, czytał o nich. Szeroko i głęboko zapuszczał swoje korzenie w polską i katolicką glebę. Jest dziedzicem najlepszych polskich tradycji patriotycznych i wolnościowych, a swoją wiarę manifestuje publicznie.

- Dziękuję za rozmowę.

(prof. Kazimierz Braun udzielił tego wywiadu dla tygodnika "GŁOS", którego od szeregu lat jest współpracownikiem)

#braun #zydostwo #genealogia

15

Poseł Wojciech Piotr Król twierdzi, że Braun jest przestępcą.youtu.be

#braun #krol #po #platformaobywatelska

Wiecie z jakiego paragrafu popełnił przestępstwo poseł Braun o którym poseł Król z PO mówi i jaki ma to związek z wykluczeniem z obrad sejmu w trybie art. 175 ust. 6 regulaminu Sejmu?

http://youtu.be/ocnM_ae9UGo?si=qxbxbzcGzlfyvLgs&t=1096

6

#braun

Wiecie, że Braun zostal wykluczony z obrad sejmu nielegalnie?

http://youtu.be/ocnM_ae9UGo?si=_p5maKEf3zdrSh9n

35

I znów to zrobili. „Polak świętuje, kapuś kapuje”.nczas.info

Po raz kolejny uaktywnił się Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. W Wigilię Bożego Narodzenia oświadczył, że złożył donos do prokuratury. Chodzi o najnowszy program Moniki Jaruzelskiej z posłem Grzegorzem Braunem.

„Oświadczamy, że złożyliśmy zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Grzegorza Brauna, który znieważał Żydów oraz przez blogerkę Monikę Jaruzelską, która te treści rozpowszechniała” – grzmiał w mediach społecznościowych Ośrodek Rafała Gawła.

„Monika Jaruzelska zaprosiła do swojego domu skrajnie prawicowego i prorosyjskiego polityka „Konfederacji” Grzegorza Brauna. Gdzie przeprowadziła z nim rozmowę w trakcie, której znieważał osoby pochodzenia żydowskiego, pochwalał czyny zabronione, groził Żydom” – czytamy dalej. Nie podano jednak konkretnych przykładów owych, rzekomych, zbrodni.

Jak się okazuje – według Ośrodka – równie „winna” jest sama prowadząca. „Jaruzelska opublikowała nagrane treści w celu propagowania i rozpowszechnia wypowiedzi mimo tego, że miały one charakter przestępczy i nienawistny” – dodano.

„Co więcej Jaruzelska przyznała się w trakcie nagrania, że jeździ na partyjne imprezy Konfederacji razem z Braunem – to wyklucza możliwość zakwalifikowania jej działania jako niezależnej audycji dziennikarskiej zamieszczonej w interesie społecznym w celu uwidocznienia negatywnych zachowań przestępczych” – czytamy dalej.

http://nczas.info/2023/12/25/i-znow-to-zrobili-polak-swietuje-kapus-kapuje-w-tle-rozmowa-z-braunem-video/

#braun #jaruzelska #kapusie #omzrik

25



Zdjęcie

Korzystając z wątku @kamikaze2. Wesołych świąt z Jezusem 🙂

#gaśnica #braun

26

Braun: Żydzi to święci, a dookoła jest bydło!nczas.info

Z posłem Grzegorzem Braunem rozmawia red. Tomasz Sommer.

Tomasz Sommer: – Moim rozmówcą jest dziś poseł Grzegorz Braun…

Grzegorz Braun: – Potwierdzam. Jeszcze…

– Jeszcze? Co potwierdzasz?

– Że jeszcze poseł.

– No ale mandat jest przecież nieusuwalny… musiałbyś zrobić jakieś delikty naprawdę wysokiej klasy.

– Ja myślę, że teraz jacyś poważni ludzie od mokrej, prawniczej roboty rozkminiają tę kwestię, jak by tu położyć kres temu mojemu posłowaniu, bo przecież słowa zobowiązują, a pan marszałek Hołownia wyraził nadzieję, że ja się w Sejmie długo nie pojawię, zniknę czy coś takiego…

– Zobaczymy, co będzie. A mowa oczywiście o słynnym gaszeniu świec chanukowych…

– Nie. O profesjonalnym zapobieganiu ryzyku pożaru, który mógłby wywiązać się z zaprószenia ognia w pomieszczeniach zamkniętych, w ciągu komunikacyjnym, w przejściu. Konkretnie – przy Wiejskiej.

– I postanowiłeś ten ogień natychmiast zgasić?

– Nie mogę przechodzić obojętnie obok zła i zagrożenia.

– Bo obojętność ludzi uczciwych wobec zła… wiemy, jak się kończy.

– Tak. Dlatego sięgnąłem po narzędzia profesjonalne.

– No właśnie, a ktoś zrobił tam zabezpieczenie przeciwpożarowe? Bo to na imprezach publicznych jest zawsze bardzo ważne.

– Bez strażaka obiektowego nic się wydarzyć nie może. Ani w teatrze, ani na estradzie, ani na zgromadzeniu publicznym…

– Ale jeżeli takie zaniedbanie miało miejsce, to winny jest marszałek Hołownia.

– Więc może, w czynie społecznym i w ramach śledczego dziennikarstwa, szanowna Redakcja zwróci się do Kancelarii Sejmu z prośbą o udostępnienie pełnej dokumentacji zabezpieczenia przeciwpożarowego tej imprezy. Myślę, że ciekawe jest również, jakie treści były tego dnia artykułowane – a mianowicie jakie słowa w obcych językach zostały wypowiedziane. Gdy ja zapoznawałem się z tekstami rytuału Chanuki, to czytałem, że „celebras” – przepraszam za słowo, nieco nieadekwatne – czyli rabin celebrujący: „Dziękuję Bogu za to, że oddał tak wielu niewiernych w ręce tak niewielu wiernych/wyznawców”. No i pytanie: po której stronie my jesteśmy? Po stronie tych nielicznych triumfujących czy tych, którzy zostali wydani w ich ręce?

– Warto tu zwrócić uwagę na to, że obrzędy religijne są różne. To nie jest tak, że obrzędy religijne są jednowartościowe. My mamy np. słynny obrzęd przedstawiony przez Mela Gibsona, polegający na tym, że Majowie, w celu walki ze zmianą klimatu, wyrywają serca złapanym w okolicy ludziom…

– Pewnie podludziom. Jakimś nienależącym do ich kasty czy ich rasy nadludzi.

– W ramach tej ceremonii, która jest szczegółowo w tym filmie pokazana, mamy sytuację zagrożenia klimatycznego i ci kapłani klimatyczni, aby przebłagać Słońce czy tam Księżyc, wyrywają te serca, po czym wyrzucają. Na szczęście temu głównemu bohaterowi udaje się uciec, mimo że jest trafiony strzałą w bok. Ale to też jest obrzęd religijny…

– Tak – i pytanie: czy w Sejmie byłaby tolerancja dla rytuału wyrywania serca antyklimatystom? Albo czy można, na przykład, zaparkować na piętrze albo w holu na parterze kilka świętych krów?

– Nie wiem, czy wiesz, że w Polsce (sprawdziłem specjalnie w GUS-ie, o ile ten GUS ma dobre informacje) więcej jest aktywnych wyznawców hinduizmu od aktywnych wyznawców judaizmu? Bo Żydów jest więcej, ale aktywnych wyznawców judaizmu jest podobno ok. 1400-1500, a hinduistów są 4 tys., za sprawą akcji PiS-u…

– Ale jakoś się mniej narzucają.

– No i nie ma w Sejmie świętych krów.

– No tak, wracając – ten akt religijny, bo jednak religijny, co do formy zewnętrznej, niesie pozory niewinności. Świeczki, dziatwa szkolna, rozdaje się tam jeszcze prezenty…

– Przypomina to troszeczkę choinkę. Nawet ta konstrukcja świecznika jest do niej podobna.

– Wokół tego zbudowano cały biznes, taki był marketing Chanuki, nawet wystawiono kontrpartnera Świętemu Mikołajowi. Taki jakiś dziadek chanukowy ubrany na niebiesko.

– W dawnych czasach też był Dziadek Mróz…

– To są aspekty biznesowe, zewnętrzny pozór, a jaki jest program, istota i przesłanie tego święta? To jest święto ludobójstwa. I nawiązanie do tekstów i wydarzeń opisanych w Księgach Machabejskich nie zmienia faktu, że w talmudyzmie jest to celebracja plemiennego triumfu nad obcoplemieńcami, którzy, zdaniem mędrców Talmudu, nie są nawet ludźmi, chociaż „mogą ludzi przypominać”. Ponieważ te celebracje i cała ta inicjatywa została wprowadzona do Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej jeszcze za czasów, świeć Panie nad jego duszą, prezydenta Lecha Kaczyńskiego, ale rola inicjatywna była po stronie sekty chasydzkiej Chabad Lubawicz, to warto pamiętać, że jest to sekta, która w sposób bardzo jednoznaczny i nawet w pewnych przejawach spektakularny kultywuje takie rozumienie świata. Takie pojmowanie rzeczywistości, że są oni, Żydzi, prawowierni, czyli ludzie, i jest cała reszta świata, czyli podludzie – goje. I ludzie mają w sobie pierwiastek świętości, bo ich ekskluzywny, talmudystyczny Bóg…

– …bo są „narodem wybranym”.

– …ich stworzył, natomiast goje tego pierwiastka nie mają, bo pochodzą od demonów i ich nawet ten sam Pan Bóg nie stworzył, chociaż podobnie wyglądają. Od założyciela tej sekty jest to reprodukowane w kolejnych pokoleniach przez rabinów tej linii Chabad Lubawicz od Szneura Zalmana z Litwy, na przełomie XVIII i XIX wieku, aż po rabina Sznersona Mendla. I to są takie komunikaty. To są ludzie święci, a dookoła jest bydło pochodzące od szatana. I czy to jest przekaz, w którym ktokolwiek z nas się odnajduje? No nie sądzę. Dla mnie to jest czysty satanizm. Dzika celebracja rasizmu, resentymentu, pogardy, fetowania eksterminacji – i dlatego uznałem za stosowne oraz pilnie potrzebne przeciwstawić się temu.

– No i jeszcze było to zagrożenie pożarowe.

– No tak – i widzę, że tu mnie intuicja nie zawiodła, że to trzeba było zrobić.

– Warto zastanowić się troszeczkę nad tymi wszystkimi głosami, które spływają, bo rzeczywiście są to jakieś zadziwiające historie. Szczególnie zabawne są te wpadania w zaprzeczanie samemu sobie. Na przykład minister szkolnictwa wyższego, starszy pan z SLD, przepytywany przez Bogdana Rymanowskiego, powiedział w Radiu Zet: „Też nie mam nic przeciwko Chanuce w Sejmie, bo każde z wyznań ma prawo się w polskim Sejmie pojawić, jeżeli rzeczywiście ma taką potrzebę”. Na pytanie Rymanowskiego o to, czy nie ma również nic przeciwko krzyżowi w Sejmie, odpowiedział potem: „Tu oczywiście mam (…)”. A więc ten pan, minister szkolnictwa wyższego…

– Minister szkodnictwa wyższego.

– Nie wiem, co on ma w ogóle wspólnego ze szkolnictwem wyższym – poza stołkiem ministra oczywiście. I on wypowiada takie zdanie, że on generalnie to toleruje wszystkie symbole, Chanuki i tak dalej, ale krzyża to on nie toleruje. Czyli wszystkie tak, ale niektórych jednak nie.

– No, niekonsekwencja.

– To logiczne – wszystko to znaczy wszystko. Ale zobaczmy teraz innego pana, który notabene przedstawia się w tym Sejmie jako poganin, pan Marcin Józefaciuk. On był nauczycielem, takich mamy teraz nauczycieli. I on mówi coś takiego: „Jestem zwolennikiem świeckiego państwa. Urzędy nie są miejscem na wydarzenia religijne (…), dlatego pojawię się dzisiaj na ceremonii zapalenia świec”.

– No właśnie, jest kłopot z nadążaniem za konstrukcją logiczną własnej wypowiedzi. Wiadomo, że jest to problem w edukacji podstawowej. Mamy edukację na poziomie wyższym i na poziomie niezbyt wysokim, ale tutaj na obu występuje problem z logiką.

– No i problem z tym, żeby nie wypowiedzieć dwóch zdań wewnętrznie sprzecznych jednym ciągiem, jak się okazuje. Na jednym wdechu.

– Przynajmniej średnik trzeba by robić…

– Albo powiedzieć, że to wynika z tego, że na przykład: „W tych skomplikowanych okolicznościach jest inaczej”…

– Ale widzisz, jeśli dodać do tego jeszcze okoliczności, kontekst (bo ja się tutaj powołałem na zło immanentne tego aktu religijnego, który dla mnie nosi znamiona satanizmu, a więc promocji zła), a tym kontekstem jest realne ludobójstwo żydowskie na Palestyńczykach w Gazie. To jest kontekst, który czyni te chanukowe celebracje, wraz z jakimiś tam sprowadzonymi klezmerami, czymś szczególnie budzącym grozę i odrazę.

– Rzucam trop literacki: „Campo di Fiori”.

– Tak. Czesław Miłosz. To jeden z tekstów klasycznych i można nawet powiedzieć: założycielskich tej formy reedukacji, poddawania narodu polskiego reedukacji przez upokorzenie. Pedagogika wstydu stosowana wobec Polaków. Jak mogli kręcić się na karuzeli pod murem płonącego warszawskiego getta? Historycy, np. Strzembosz, poddawali to wiwisekcji historyczno-badawczej i wykazywali, że Czesławowi Miłoszowi mogła tu nie do końca dopisywać pamięć, jednak rzecz żyje swoim życiem…

– Czesław Miłosz napisał wiersz, a ciężej jest wygumkować wiersz niż upowszechnić fakty.

– Tak jest. To był wiersz odnoszący się do innych wydarzeń historycznych, jednego z bohaterów legendy postępackiej, do jednej z mniemanych ofiar inkwizycji. Tutaj też, powiedzmy, zgodność z faktami historycznymi jest bardzo względna, niemniej – jak już wspomniałem – rzecz żyje swoim życiem. Jeżeli ten imperatyw moralny, który tutaj zostaje sformułowany, zastosuje się do aktualnej sytuacji, to jakiekolwiek celebrowanie tradycji talmudycznej – w momencie, w którym ta tradycja ma bezpośrednie zastosowanie w operacji ostatecznego rozwiązania kwestii palestyńskiej – jest ohydne.

– Trzeba tu zacytować: „Wspomniałem Campo di Fiori, w Warszawie przy karuzeli, w pogodny wieczór wiosenny, przy dźwiękach skocznej muzyki salwy za murem getta głuszyła skoczna melodia i wzlatywały pary wysoko w pogodne niebo”. U Ciebie też była skoczna muzyka, można powiedzieć…

– Tak, klezmerzy. U Miłosza Giordano Bruno jest tą postacią, do której on nawiązuje. Taka apoteoza. Wracając do wydarzeń, które miały miejsce na terenie Sejmu, to przecież mamy właśnie takie dogrywkowe-poprawkowe palenie tych świec chanukowych z udziałem teraz już naprawdę „wszystkich świętych”. Prezydent belwederski Duda i wszyscy stojący na czele wszystkiego tam się mają zgromadzić. Wydaje mi się – chociaż, dalibóg, nie było to celem mojego działania, które miało charakter spontanicznej interwencji poselskiej – że nastąpiło jakieś przejaśnienie sceny politycznej.

– Zdecydowanie. Teraz pomówmy o Szymonie Hołowni, który 2 marca 2021 roku ogłosił na Twitterze rzecz następującą: „Sąd w Płocku uniewinnił dziś trzy osoby oskarżone o zniewagę uczuć religijnych poprzez rozklejanie wizerunku »Tęczowej Matki Boskiej«. W @PL_2050 opowiadamy się za tym, aby obraza uczuć religijnych nie była ścigana z oskarżenia publicznego i aby nie groziła za nią kara więzienia”. A teraz ten marszałek coś jakby zmienił zdanie… co się stało?

– W paru sprawach dokonał pewnych przewartościowań. Z takiego fajnomarszałka stał się marszałkiem z marsowym obliczem zwróconym w moją stronę. W moim przypadku zdobył się wręcz na prowokację, tzn. zaprosił mnie na mównicę sejmową, bym mógł kontynuować moje sprostowanie. Kiedy marszałek pojawił się za stołem prezydialnym, to grzecznie ustąpiłem na bok, a on mnie tam przywołał i poprosił tylko po to, żeby ogłosić, że uniemożliwia mi prowadzenie obrad i wyłączyć mnie z posiedzenia. Skutek jest taki, że będę miał dodatkowy dzień na pewne moje inne zobowiązania, także i obowiązki poselskie, a być może wykroi się z tego kilka godzin montażowych – praca nad filmem „Gietrzwałd 1877. Wojna światów” postępuje. Nie mogę znaleźć się na terenie Kancelarii Sejmu, dopóki to posiedzenie nie dobiegnie końca, a jest to ciągle jeszcze to samo pierwsze posiedzenie. Już drugi miesiąc ciągnie się pierwsze posiedzenie Sejmu, jesteśmy tam zwoływani co tydzień i posłowie mają przybyć do Sejmu jeszcze w tygodniu przedwigilijnym – ciągle w ramach tego pierwszego posiedzenia. Ale ponieważ marszałek wyraził nadzieję, że ja tak bardziej trwale będę wyłączony z prac Sejmu, bardzo jestem ciekaw, co tam koledzy mu podpowiedzą – jakie zaczepki czy prowokacje, które miałyby doprowadzić do wyłączenia mnie z drugiego posiedzenia Sejmu i być może kolejnych. Tak czy inaczej, przed zbliżającą się Wigilią – bo nie wiem, czy będzie jeszcze okazja – życzę wszystkim Państwu wesołych Świąt Narodzenia Pańskiego.

http://nczas.info/2023/12/25/braun-zydzi-to-swieci-a-dookola-jest-bydlo/

#braun #sommer #zydzi #wywiad

19

Braun to jednak mistrz trolinguyoutu.be

Przechichaśny materiał analizujący co naprawdę zdarzyło się w sejmie i jak może się bronić Braun. Najlepsze jest jednak to że najwyraźniej zachodzi popełnienie przestępstwa przez wiele osób osadzających i pomawiajacych Brauna, ba ograniczenie prawa do sprawowania mandatu to chyba nawet przestępstwo prawda panie Hołownia?

Ciekawe co na to powiedzą "niezawisłe sondy"

http://youtu.be/PSPGFy60IDw?si=QCUe3Snl6_1T0q1X

#polityka #braun #rzymianie

21

Braun WYJAŚNIA, o co naprawdę chodzi podczas chanuki. „Tu mamy świeczki i podarki, a tam Judyta z głową Holofernesa”nczas.info

#chanuka #braun

Braun przytoczył też opinię „pewnego współczesnego komentatora tradycji żydowskiej, Amerykanina”. „Chanuka jest w istocie świętem nietolerancji żydowskiej” – zacytował.

– Nietolerancji względem wszystkiego, co nieortodoksyjne, wszystkiego, co niekoszerne. Nie jest świętem (chanuka – przyp. red.) zbratania wszystkich ze wszystkimi, jest świętem ścisłego diagnozowania, kto jest nasz, a kto nie jest nasz, kto się zadawał z Grekami, kto się zhellenizował, temu odrąbiemy łeb, wzorem Judyty, a kto się nie zadawał, kto jest koszerny, to proszę bardzo do świątyni, lampka oliwna się pali – wyjaśnił.

Braun zwrócił też uwagę na słowa modlitwy, którą podczas zapalania chanukowych świec wypowiada rabin. – Ja się doczytałem (…), zapamiętałem kilka zdań, które w wolnym przekładzie z angielskiego brzmią: Dziękujemy Ci Panie Boże – bo to jest modlitwa dziękczynna (…) – że oddałeś wielu w ręce nielicznych. Dziękujemy Ci Panie Boże, że oddałeś niekoszernych w ręce koszernych. Brudnych, grzesznych w ręce czystych. Dziękujemy Ci dobry Panie Boże za to, że oddałeś swawolnych bezbożników w ręce wiernych studentów Twojej Tory, Twojej nauki – powiedział.

– Jeszcze raz powtórzę, to nie jest „Kochajmy się” z „Pana Tadeusza”, to nie jest Jankiel, ani nawet Berek Joselewicz pod Kockiem ginący za Polskę – wskazał, podkreślając, że Joselewicz nie został pochowany na kirkucie, ponieważ zbratał się z gojami.

Mówiąc o chanuce, Braun zaznaczył po raz kolejny, że jest to „święto nietolerancji żydowskiej, święto ścisłych podziałów, podziałów wytyczanych mieczem przez Judytę”.

– Cóż my zatem świętujemy? Świętujemy odpowiedź amerykańskich Żydów na Boże Narodzenie, świętujemy święto nietolerancji – wskazał. "


http://nczas.info/2023/12/13/braun-wyjasnia-o-co-naprawde-chodzi-podczas-chanuki-tu-mamy-swieczki-i-podarki-a-tam-judyta-z-glowa-holofernesa-video/

17