Wczoraj miałem telemedycynę z lekarzem pierwszego kontaktu. O pięknym nazwisku kończącym się na ...ska. Po dwóch zdaniach słyszę, że (wybaczcie) pierdoli głupoty. Nie wchodząc w szczegóły chodziło o prostą sprawę i nazwę medyczną która zna prawie każdy obywatel(a lekarz powinien ją znać K A Ż D Y) a ja słyszę, że ona mówi kompletnie o czymś innym. Dwa razy ja pytam, czy na pewno ona dalej to gada na serio "czy pani jest pewna?". A ona z pewnością siebie że tak, że ona wie o czym mówi(słyszę już coś czego nie usłyszałem na początku- że ma piękny wschodni akcent edit: dla lipathora JEST Z UKRAINY) i że ta usługa, na marginesie, jest płatna(co było też powodem mojego telefonu). Po moim kolejnym pytaniu, w końcu, okazało się, że jest bezpłatna i jestem zapisany. Ale czy ona nie pomyliła wątroby z jądrami to nie wiem.

I to nie jest tak, że przesadzam, bo przez całe życie nie miałem kontaktu z takim "lekarzem" który miałby tak tragicznie niską wiedzę. Może to przypadek, gorszy dzień, bariera językowa(ale k. to nie może być usprawiedliwienie!!)

A może to nostryfikowana asystentka weterynarii😬

****informacja rządu polskiego****

Powyższy mail to skutek dezinformacji i szeroko zakrojonych działań Rosji mających na celu wywołania różnic na tle narodowościowym, prawdopodobnie sponsorowana przez Putina


#lekarze #Ukraina #dyplom

10