10 LAT WCZEŚNIEJ - "Ich rany to nasze rany". Rodzice i nauczyciele wspominają dzieci zabite w Donbasiewiadomosci.onet.pl

— 72 młode życia. 72 małych ludzi, którzy już nigdy nie pójdą do szkoły. Nie otworzą piórnika i nie wyjmą z niego linijki ani ołówka. O tych maleńkich aniołach musimy pamiętać zawsze, choć zostały nam po nich tylko fotografie. Cząstka naszych dusz na zawsze pozostanie z nimi. Nigdy tego nie wybaczymy, bo ich rany to nasze rany, które będą boleć do naszej śmierci — takimi słowami rozpoczyna się rok szkolny 2016 w Donieckiej Republice Ludowej.

Na centralnym placu w Doniecku, tuż przy pomniku Lenina, zebrała się kilkusetosobowa grupa ludzi. Skrzyknęli się na WKontakcie, rosyjskim odpowiedniku Facebooka. W ostatniej chwili dołączyli do nich donieccy oficjele. Wszyscy przyszli, by oddać cześć poległym w Donbasie dzieciom. Są wśród nich rodzice, dziadkowie, rodzeństwo i znajomi zabitych.

— Saszka tak się dobrze uczyła. Tak dźwięcznie się śmiała cały czas. Liczyła dobrze i już czytała — opowiada, łkając, starsza kobieta, której wnuczka zginęła w ostrzale artyleryjskim. Obejmuje ją jej mąż i siostra. W czarnych, żałobnych ubraniach przyszli na plac Lenina, gdzie oprócz setek ludzi pojawiły się także zdjęcia zabitych dzieci. — Jechaliśmy do Dobropola. Z Doniecka to parę kilometrów. Czemu strzelali do nas? Nie wiem, ale tak walili w domy dookoła, że nie został kamień na kamieniu — dodaje staruszek. — Swoje życie bym oddała, żeby Sasza mogła dalej żyć — mówi załamującym się głosem jego żona.

— Przykro zaczynać rok szkolny od takich strasznych wspomnień. Ciężko dobrać słowa, kiedy wokół są cierpiący rodzice — zabrał głos zastępca ministra obrony narodowej DRL Eduard Basurin podczas spotkania w centrum Doniecka. — Trzeba jednak żyć dalej i to z podniesioną głową. Wypłakaliśmy już swoje i na pewno uronimy jeszcze nie jedną łzę — mówił z kamiennym wyrazem twarzy żołnierz. — Wy, rodzice, bracia, siostry, babcie i dziadkowie, możecie być pewni, że nikt nie zapomni o tych małych aniołach. Wy módlcie się, żeby nikt już nigdy nie musiał tak płakać na mogiłach, a my was nie zawiedziemy i włożymy maksimum siły, aby pomścić ich śmierć. Sprawimy, że wróg, który wszedł do naszego ogrodu zza granicy, będzie uciekał z przerażenia. Tak, jak oni zaatakowali nas, tak my pójdziemy na nich — zakończył przemówienie Basurin, otrzymując gromkie brawa.

Złość

W międzyczasie na prowizoryczną scenę udekorowaną flagami DRL, tuż pod pomnikiem Lenina, wychodzą kolejni rodzice i dziadkowie. — Nikita tak sobie dobrze radził w szkole — opowiada Olga Nikolajowna. — Już się nigdy nie dowiem, kim zostałby w przyszłości. Kim byłyby jego dzieci. Nawet nie mam siły już o tym myśleć — mówi przez łzy. — Chciałabym się tylko dowiedzieć, kto mu to zrobił, a później sama bym go zabiła — dodaje zdenerwowana i rozedrgana kobieta.

Tuż obok stoi na oko 80-letnia pani wsparta o drewnianą laskę. W rękach ma cztery zdjęcia. Podczas jednego z bombardowań miasta, we własnym domu, zginęli wszyscy członkowie jej rodziny. Dwie dziewczynki — Kristina i Aleksandra oraz ich rodzice. — W mojej duszy czuję taki ból... — przerywa. — Czuję taki ból, którego nie zmierzysz niczym — mówi. — Dałabym wszystko, żeby wrócili. Znowu mogłabym opowiadać im bajki, czytać książki. Ale ich już nie ma i nie będzie. Wiem to i pamiętam, jak tylko coś gruchnęło... rozwaliło cały dom... — znów przerywa. — Dlaczego akurat my? Dlaczego do nas strzelali? Za co? — zadaje pytania, na które najprawdopodobniej nigdy nie pozna odpowiedzi. — Przecież też jesteśmy ludźmi. W czym jesteśmy gorsi, że można nas tak zabijać bezkarnie? Ja już chcę tylko pokoju. Niech nie giną więcej nasze dzieci.

— Kiedy mówimy o prawach człowieka, to nie można rozgraniczać ich na narodowość — powiedziała Daria Morozowa, rzecznik praw człowieka Donieckiej Republiki Ludowej. — Łatwo jest przedstawiać statystyki. Każdy z nas wie jednak, że za każdą cyfrą kryje się osobne, niewinne życie. 43 chłopców i 29 dziewczynek. Tyle ofiar zabrała zbrojna agresja ze strony Ukrainy — mówiła łamiącym się głosem Morozowa. — Kto by pomyślał, że po 70 latach od zakończenia II wojny światowej to właśnie u nas będzie powtarzać się ta tragiczna historia. Ten sam strach, który przeżywali ich pradziadkowie i prababki przyjdzie czuć dzieciom w Donbasie. Dziś, kiedy nie ma ich już z nami, musimy szukać ich dusz w pozostawionych rysunkach, wierszykach czy zabawkach. Ta wojna pozostanie na długo w naszej pamięci i w snach. Mimo to dzieci Donbasu nie będą siedzieć zamknięte w piwnicach. To w końcu potomkowie górników i robotników, którzy ciągle oddają życie za swój kraj — zakończyła przemówienie Morozowa.

— Miał właśnie skończyć szkołę, ale uratował mi życie — mówi mama Danii. — Przykrył mnie własnym ciałem. Ja zostałam raniona, a on... umarł. Jeszcze całkiem niedawno mi mówił... tak bardzo cię kocham, mamo. Teraz ja to powtarzam w kółko i mam nadzieję, że mnie słyszy. Kocham cię, kocham, kocham cię Dania. Tylko ciebie mi teraz w domu brakuje. Bez ciebie już słońce nie świeci tak samo, trawa nie jest tak zielona. Miał tylko 16 lat i 10 miesięcy... dwa do urodzin... i nie dożył...

Konflikt na wschodniej Ukrainie rozpoczął się w marcu 2014 roku protestami przeciwko rewolucji na Majdanie oraz tuż po tzw. kryzysie krymskim. W maju tamtego roku, po zajęciu przez rebeliantów budynków Administracji Obwodowej, Doniecka Republika Ludowa ogłosiła niepodległość i postanowiła odłączyć opanowane terytorium od Ukrainy. Separatystom początkowo udało się zająć nawet miasto Słowiańsk. Później, zmuszeni do odwrotu przez regularne wojska ukraińskie, cofnęli się aż do Doniecka.

Najostrzejsze walki toczyły się między siłami DRL a armią ukraińską o lotnisko. Początkowo wszystko działo się w granicach miasta. Niemal całkowitemu zniszczeniu uległy wtedy obrzeża, gdzie przebiegała regularna linia frontu. Większość okolicznych mieszkańców została ewakuowana lub uciekła, ale byli i tacy, którzy mimo ostrych walk zostali, a także i tacy, którzy zginęli w trakcie przemieszczania się wzdłuż formującej się linii frontu. Ostrzał padał wtedy z każdej strony.

Strach

Szkoła numer 63 w dzielnicy Kujbyszewskiej w Doniecku znajduje się niedaleko ostrzeliwanej regularnie dzielnicy Kijowskiej. Rozpoczęcie roku szkolnego niesie tutaj za sobą wspomnienie sprzed dwóch lat. Na boisku położonym na niewielkim wzniesieniu ponad szkołą zginęła dwójka dzieci: Wiktor i Andriej. Do dziś widać ślady odłamków na metalowym ogrodzeniu, bramce i na słupkach. Na ziemi dwie ciemne smugi. Wybuch nastąpił w narożniku boiska, gdzie mecz rozgrywało dziewięciu chłopców. Oprócz dwóch zabitych czterech zostało rannych, w tym Mikołaj.

— Graliśmy w piłkę tu obok na boisku. Nagle jakiś pocisk poleciał w naszą stronę. Pamiętam, że wtedy w ogóle mocno strzelali. Ale pomyśleliśmy, że pewnie chwilę tylko to potrwa. Jak zwykle. Poza tym była dopiero szesnasta — mówi 13-latek.

— Dzieci często tam grały. Brały klucze do furtki od pani portierki i szły — mówi Swietlana Nikolajowa, nauczycielka ze szkoły 63. — Nagle buch. Coś uderzyło obok. Ojciec jednego z chłopców mieszkał niedaleko. Od razu przybiegł na miejsce. To, co znalazł... — przerywa. — Za chwilę zjechało się wielu reporterów, fotografów. Pytali, co się stało. Tylko po rozerwanej siatce i śladach na ziemi można było mniej więcej rozpoznać trajektorię lotu, ale do dziś nie można jednoznacznie powiedzieć, skąd to nadleciało. Od strony lotniska. Tak mówią [północny zachód miasta, miejsce starć armii ukraińskiej z rebeliantami].

— Ja byłem ranny w nogę, w rękę i lekko w głowę — opowiada Mikolaj.

— A teraz, gdzie gracie w piłkę? — pytam.

— Na tym samym boisku.

— I nie boicie się? Nie strzelają już?

— Strzelają cały czas, ale lekko.

To jeden z najtragiczniejszych obrazów wojny w Donbasie. Organizacje pozarządowe alarmują, że dzieci wychowujące się w rejonie konfliktu tracą poczucie zagrożenia. Przyzwyczajone do wybuchów i strzałów tracą naturalny odruch ucieczki. Zostają i giną.

Nowe boisko zostało zbudowane tuż obok wyremontowanej szkoły. Pracę wsparła finansowo fundacja oligarchy urodzonego w Doniecku, właściciela hoteli, stadionu i klubu Szachtar Donieck, Rinata Achmetowa. Do dziś po mieście krążą legendy, że biznesmen zapowiedział obu stronom, że jeśli jakaś rakieta spadnie na stadion, to sam się z nimi rozliczy. Boisko przy szkole nie miało tyle szczęścia.

— Kiedyś, przed wojną mieliśmy tu jakieś 500 dzieci — wspomina dyrektorka Ludmiła Dmytruk. — Dziś rok szkolny zaczyna 255. Jeszcze 25 maja nie wiedzieliśmy dokładnie, ilu będziemy mieć uczniów. Zapisanych było 109. Po prostu rodzice nie wiedzieli, czy rok szkolny się w ogóle rozpocznie. Poza tym bardzo dużo ludzi wyjechało — przyznaje dyrektorka. Donieck po Kijowie, Charkowie i Odessie to największe miasto Ukrainy z prawie milionem mieszkańców. Przed wojną. Dziś zostało ich nie więcej niż połowa. Szacuje się, że w całym Donbasie może mieszkać teraz co najwyżej dwa miliony ludzi.

Aleje aniołów

Po stronie ukraińskiej sytuacja wygląda niestety podobnie. Wiaczesław Abroskin, szef policji obwodu donieckiego informował o 50 zabitych dzieciach w ciągu dwóch lat. Według oficjalnych statystyk w rejonie jeszcze w 2013 roku było 657 tysięcy dzieci. Dziś liczba ta spadła do 300 tysięcy.

Szkoła numer 63 to nie jedyna, gdzie trafiły zabłąkane pociski. Wasylina Grigorjewna jest dyrektorką szkoły nr 57 w donieckiej dzielnicy "Kijowska", która była ostrzelana jako jedna z pierwszych w mieście. Jak podawała w październiku 2014 roku administracja obwodowa, pocisk eksplodował kilka metrów od murów budynku.

W szkole przebywało wtedy ponad 200 osób, w tym 70 dzieci i 28 nauczycieli. Cztery osoby zginęły, kilkanaście trafiło do szpitali. Na szczęście wtedy ofiarami nie były dzieci. — Tak nie może być dłużej. Dziś zaczynamy nowy rok szkolny i dzieci, a także ich rodzice chcą być pewni, że ich pociechy wrócą z lekcji całe i zdrowe. Niech nie powiększa się już aleja aniołków — powiedziała dyrektorka.

http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/ich-rany-to-nasze-rany-rodzice-i-nauczyciele-wspominaja-dzieci-zabite-w-donbasie/p6brnv

#donbas #ukraina

6

Końcowe "wyniki" dla "referendum" w sprawie dołączenia do Rosji:

- tzw. DRL 98.69% na "tak"
- tzw. ŁRL 97.93% na "tak"
- obw. zaporoski 97.81% na "tak"

"W żadnym z referendów organizowanych przez Rosjan na okupowanych terytoriach nie udało się przekroczyć stu procent za przyłączeniem do Rosji."
-- Wojciech Szewko

#rosja #donbas #politka #heheszkipolityczne

13

ZBRODNIA dowództwa rosyjskiego na własnych żołnierzachyoutube.com

Oprócz tego, że sama inwazja jest pogwałceniem suwerenności Ukrainy i masakrą obywateli, to rosyjskie dowództwo dokonało zbrodni na własnych żołnierzach. Nie chodzi tylko o to, że wielu z nich wstąpiło do wojska, by strzec własnych granic, ale również sposób wykorzystania tych jednostek podlega niejednemu trybunałowi.

Kompilacja nagrań z pierwszych dwóch dni pojmanych żołnierzy w młodym wieku: https://youtu.be/JMAr4JXc24c

Ze schwytanych rosyjskich żołnierzy, wielu z nich to wciąż młodzi chłopcy, którzy nie mają doświadczenia, a ich umysły mentalnie są jak u dzieci i wciąż dorastają. Zostali wysłani przez dowódców na „treningi polowe”. To nie wszystko, pośród regularnej armii są również członkowie innych organizacji, dostając zadanie uczestnictwa w ćwiczeniach, które okazały się być wojną i inwazją na inny kraj. Między innymi są to grupy policjantów ze wschodu. Wszystko to znalazło już potwierdzenie w materiałach krążących po internecie, a nawet dostaliśmy oficjalne stanowisko w dniu 27.02.2022:
„Wzięliśmy około 200 rosyjskich jeńców, traktujemy ich zgodnie z Konwencją Genewską, mogą nazywać swoich rodziców. Niektórzy z schwytanych rosyjskich żołnierzy mają dopiero 19 lat, niektórzy nie przeszli żadnego szkolenia i byli słabo wyposażeni. Mają dostęp do żywności i napojów, są traktowani zgodnie z międzynarodowym prawem humanitarnym. Według ukraińskiego personelu, w składzie rosyjskich sił przeważają młodzi ludzie, wyczerpani wcześniejszymi ćwiczeniami wojskowymi, mają też niskie morale i są w złym stanie psychicznym. Strona ukraińska twierdzi, że zdarzają się przypadki dezercji Rosjan, odmowy udziału w walkach z Ukrainą”. - powiedział CNN gen. Borys Kremenecki, attaché wojskowy w ambasadzie Ukrainy w Waszyngtonie.
Relacja z czwartego dnia konfliktu na bieżąco:
https://www.konflikty.pl/aktualnosci/wiadomosci/4-dzien-wojny/

Ciekawe spostrzeżenie na temat wyposażenia i tego tematu opublikował portal konflikty.pl w swojej relacji na bieżąco. W drugim rzucie rosyjskiego natarcia pojawiły się T-72A z Kontaktem-1 - czyli wozy wyprodukowane między 1979, a 1984. To nie są wozy liniowe, tylko prawdopodobnie siły pochodzące z "syberyjskich" zapasów. Ukraińskie relacje filmowe potwierdzały podobny stan rzeczy, pokazując wnętrza opuszczonych pojazdów, które były w tragicznym stanie i uzbrojeniu. Może to oznaczać, że Rosjanie rzucają do walki najpierw jednostki o najniższym potencjale bojowym i gorzej wyposażone, aby zmusić Ukraińców do zużycia zasobów i sprawić, że nie będą mieli czym się bronić przed kolejną falą natarcia. Nie zgadza się to jednak z analizami, z których wynikało, że Rosjanie oczekiwali szybkiego zwycięstwa. Wtedy oznaczałoby to, że rosyjskie dowództwo jest gotowe do każdych poświęceń, więc wyzbywa się starego sprzętu, przy okazji mordując własnych żołnierzy, którzy go obsługują. Zapewne byłoby to celowe zagranie, które wywodzi się jeszcze z okresów II wojny światowej. Dodatkowo, już od dawna wśród analityków wojskowych krąży teza, że doktryna wojskowa w Rosji działa w taki sposób, że zwykli żołnierze najniższego stopnia nie są informowani, z kim walczą i gdzie są. Traktowani są jak mięso armatnie. Samo już rozrzucenie tych jednostek oraz braki w paliwie, a nawet jedzeniu, co prowadzi do grabieży Rosjan w sklepach, jest zadziwiające.

Rosjanie szabrują ukraiński supermarket: https://twitter.com/RALee85/status/1497853526881546241?s=20&t=zKCyCBQ38rELMFzRQaa_kA

Gdyby przyjrzeć się nagraniom z Ukrainy, to w czwartym dniu można zauważyć coraz to pojawiający się nowszy sprzęt, w tym jednostki bardziej zorganizowane, jak Specnaz w okolicach Charkowa. W taki przypadku, wcześniejsze wymienione informacje łączyłyby się w całość. Jeśli to po jakimś czasie okazałoby się prawdą, to możemy oczekiwać różnorakich skutków. Kto wie, może wielu rosyjskich dowódców trafi pod sąd, albo sama społeczność wyniesie ich na widłach i spowoduje to kolejną wojnę domową. Dziś przed południem czasu polskiego, wiceminister obrony Ukrainy Hanna Malar na Facebooku napisała, że Rosjanie utracili około 4300 członków personelu. Natomiast brytyjskie źródła wywiadowcze twierdzą, iż Moskwa jest w stanie przeboleć straty nawet 50 tysięcy żołnierzy, aby wygrać wojnę na Ukrainie.
#analiza #ukraina #rosja #donbas #wojna #militaria #konfliktyzbrojne

6

Specjalny status Donbasu utrzymanydefence24.pl

https://www.defence24.pl/specjalny-status-donbasu-utrzymany
Parlament Ukrainy przedłużył we wtorek o kolejny rok ustawę o specjalnym statusie władz samorządowych w zajętych przez prorosyjskich separatystów rejonach Donbasu na wschodzie kraju. Status ma zacząć obowiązywać po odzyskaniu przez Kijów kontroli nad tymi terenami.
#rosja #ukraina #wojna #polityka #donbas

8

Próba odbicia Donbasu i Krymu w oparciu o Turcję: zagrożenie dla Ukrainy, Europy i Polskidefence24.pl

https://www.defence24.pl/proba-odbicia-donbasu-i-krymu-w-oparciu-o-turcje-zagrozenie-dla-ukrainy-europy-i-polski-opinia
Ukraina coraz bardziej zacieśnia swoją współpracę militarną z Turcją. Sojusz turecko-ukraiński nie zbliży jednak Kijowa do NATO, natomiast może doprowadzić Ukrainę do katastrofy jeśli zdecyduje się ona na zbrojne rozwiązanie problemu Donbasu i Krymu. Taki scenariusz może też oznaczać poważne zagrożenie dla Polski w związku z napływem uchodźców i możliwym przerzutem dżihadystycznych najemników na Ukrainę.
#polityka #polska #rosja #ukraina #turcja #wojna #donbas #krym

11