Dane z KSE pokazują brutalną prawdę o polskiej energetyce i kompromitują propagandę o tanich, zawsze dostępnych odnawialnych źródłach energii. Weźmy dane z dziś (oficjalna strona Polskich Sieci Elektroenergetycznych):
ZAPOTRZEBOWANIE 23979 MW
Energetyka wodna: 589
Energetyka wiatrowa: 727
Energetyka słoneczna: 233
Inne OZE: 0
Energetyka cieplna: 21 666
Import: 825
Te liczby nie pozostawiają miejsca na interpretacje. Mamy początek zimy. Słońca brak. wiatr nie wieje, więc cały ciężar utrzymania gospodarki i zapewnienia dostaw energii spoczywa na energetyce konwencjonalnej, przede wszystkim węglowej. To jest fakt, z którym nie da się polemizować, niezależnie od tego, co twierdzą opłacani z zagranicy autorzy grantowych raportów i medialnych narracji.
Przez lata debatę publiczną kształtowały organizacje i osoby finansowane z funduszy unijnych oraz instytucji finansowych promujących własne modele biznesowe. Produkują one analizy, ekspertyzy i wpisy na X skrojone pod jedną tezę, zgodnie z którą węgiel należy jak najszybciej wygasić, a OZE rzekomo zastąpi całą krajową generację bez kosztów i bez ograniczeń. To bajki dla dużych dzieci.
Choćbyśmy wsadzili setki miliardów złotych w OZE, to nie zapewnimy sobie w ten sposób alternatywy dla węgla. Owszem, będą dni w roku, w których silny wiatr i bezchmurne niebo może nam zapewnić większość energii, ale to rzadkie scenariusze, uzależnione od czynników atmosferycznych. Trzonem naszej energetyki pozostaje węgiel i nie da się go w przypadku Polski zastąpić OZE. Alternatywą może być energetyka jądrowa, której na ten moment nie mamy.
Obecny kurs na pełną zeroemisyjność jest katastrofalny dla naszego bezpieczeństwa. Już teraz importujemy coraz więcej energii, co ukazuje słabość naszego bezpieczeństwa energetycznego. W tle pracuje ciężkie lobby klimatyczne, z którym związany jest biznes branży OZE oraz ideologiczne zacietrzewienie eurokratów. Koszty przerzucane są na społeczeństwo i przemysł, podczas gdy twórcy transformacji pozostają beneficjentami własnej propagandy.
W interesie naszego kraju leży odbudowa stabilnych mocy, a nie podporządkowywanie bezpieczeństwa energetycznego interesom lobbystycznych środowisk żyjących z grantów i finansowych instrumentów transformacji. #politycy #polityka #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna #zielonaenergia
ZAPOTRZEBOWANIE 23979 MW
Energetyka wodna: 589
Energetyka wiatrowa: 727
Energetyka słoneczna: 233
Inne OZE: 0
Energetyka cieplna: 21 666
Import: 825
Te liczby nie pozostawiają miejsca na interpretacje. Mamy początek zimy. Słońca brak. wiatr nie wieje, więc cały ciężar utrzymania gospodarki i zapewnienia dostaw energii spoczywa na energetyce konwencjonalnej, przede wszystkim węglowej. To jest fakt, z którym nie da się polemizować, niezależnie od tego, co twierdzą opłacani z zagranicy autorzy grantowych raportów i medialnych narracji.
Przez lata debatę publiczną kształtowały organizacje i osoby finansowane z funduszy unijnych oraz instytucji finansowych promujących własne modele biznesowe. Produkują one analizy, ekspertyzy i wpisy na X skrojone pod jedną tezę, zgodnie z którą węgiel należy jak najszybciej wygasić, a OZE rzekomo zastąpi całą krajową generację bez kosztów i bez ograniczeń. To bajki dla dużych dzieci.
Choćbyśmy wsadzili setki miliardów złotych w OZE, to nie zapewnimy sobie w ten sposób alternatywy dla węgla. Owszem, będą dni w roku, w których silny wiatr i bezchmurne niebo może nam zapewnić większość energii, ale to rzadkie scenariusze, uzależnione od czynników atmosferycznych. Trzonem naszej energetyki pozostaje węgiel i nie da się go w przypadku Polski zastąpić OZE. Alternatywą może być energetyka jądrowa, której na ten moment nie mamy.
Obecny kurs na pełną zeroemisyjność jest katastrofalny dla naszego bezpieczeństwa. Już teraz importujemy coraz więcej energii, co ukazuje słabość naszego bezpieczeństwa energetycznego. W tle pracuje ciężkie lobby klimatyczne, z którym związany jest biznes branży OZE oraz ideologiczne zacietrzewienie eurokratów. Koszty przerzucane są na społeczeństwo i przemysł, podczas gdy twórcy transformacji pozostają beneficjentami własnej propagandy.
W interesie naszego kraju leży odbudowa stabilnych mocy, a nie podporządkowywanie bezpieczeństwa energetycznego interesom lobbystycznych środowisk żyjących z grantów i finansowych instrumentów transformacji. #politycy #polityka #politykamiedzynarodowa #politykaspoleczna #zielonaenergia
DarrDarek
0
Warto podkreślać, że energia z wiatru i ze słońca może istnieć wyłącznie w powiązaniu ze stabilną podstawą produkcji energii w postaci elektrowni węglowych i gazowych. Nie da się uzupełniać elektrowniami atomowymi. W efekcie, energia z wiatru i słońca nigdy nie może istnieć jako samodzielna generacja energii elektrycznej, ale zawsze to musi być tylko część systemu energetycznego elektrowni węglowych i gazowych, które zmniejszają produkcję wg prognozy świecenia słońca i spodziewanego wiatru, a zwiększają, gdy wg prognozy słońce zachodzi i gdy spodziewany jest spadek siły wiatru. Oczywiście jest też spory zapas błędu prognozy i to jest niestety zmarnowana moc trzymana tylko jako rezerwowa w pogotowiu, gdyby szybciej zaszło słońce i gdy szybciej spadła siła wiatru. Samo to mówi, że w idealnym przypadku OZE z wiatru i słońca mogłoby dojść do 50% udziału przy 50% z węgla i gazu, ale realnie jest zawsze słabiej. Dochodzi też OZE niezależne z hydroelektrowni, ale w Polsce, w Niemczech, to zaledwie 1,5% całości. Osobno też jest OZE ze spalania biomasy, ale tego może być tylko parę procent.
Gdy ujmiemy, że w UE energia zużywana ogółem jest jakieś 3 razy wyższa niż energia elektryczna, wówczas realny spadek emisji CO2 to 20% z tytułu dużego udziału OZE. Pomysł zmniejszenia o 55% już jest poroniony. Nie wspomnę dłużej o idiotyzmie Zielińskiej, że zmniejszy o 90% emisję CO2, bo to świadczy, że ona nie rozumie procesu od strony kursu fizyki ze szkoły średniej.
Wujawlade
1