Wszystko zaczyna się w 1932 roku w Warszawie, w skromnym biurze przy Alejach Ujazdowskich. Trzej absolwenci matematyki Uniwersytetu Poznańskiego dostają zadanie, które z pozoru wydaje się niemożliwe: złamać szyfr Enigmy, urządzenia, które sama jego twórca uważał za niezniszczalne.
Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski nie byli kryptografami z zawodu. Byli matematykami, i właśnie to miało zmienić historię.
Zanim jednak do tego doszło, musiał się wydarzyć jeden z tych drobnych wypadków, które ciągną za sobą ogromne konsekwencje. W 1929 roku do Urzędu Celnego w Warszawie trafia paczka z Niemiec.
Celnik otwiera ją i znajduje dziwną maszynę do pisania. Telefon do Biura Szyfrów, kilka godzin czasu, aparat fotograficzny. Niemcy po paczce przyjeżdżają, maszyna wraca do nadawcy nienaruszona. Polacy mają zdjęcia i mają pewność, że Enigma jest czymś, czego powinni się bać.
Przez dwa lata nic. Szyfr trzyma się nieugięcie. Francuzi podrzucają instrukcje obsługi pozyskane przez szpiega, ale i to nie wystarczy. Wtedy pojawia się Rejewski.
Ma dwadzieścia siedem lat i pomysł, który nie przychodzi do głowy tradycyjnym kryptografom. Zamiast analizować treść wiadomości, zaczyna analizować samą strukturę szyfru. Zamiast szukać słów, szuka permutacji. Traktuje Enigmę jak problem algebraiczny, bo tym w istocie jest. W ciągu kilku tygodni rekonstruuje okablowanie rotorów. Robi to wyłącznie na podstawie matematyki, bez jednego fizycznego egzemplarza maszyny.
To, co Rejewski osiągnął, nie było odgadnięciem hasła ani szczęśliwym trafem. To było coś głębszego: zrozumienie wewnętrznej logiki urządzenia przez czyste myślenie abstrakcyjne. Do dzisiaj kryptografowie piszą o tym z podziwem.
Przez kolejne lata trio pracuje bez rozgłosu.
Zygalski projektuje arkusze perforowane, swego rodzaju kombinatoryczne sito do odsiewania możliwych konfiguracji rotorów. Różycki wynajduje metodę nazwaną od doby zegarowej. Rejewski buduje pierwszą mechaniczną bombę kryptologiczną, maszynę przyspieszającą łamanie kolejnych kluczy szyfrowych. To nie jest jeszcze Turing. To jest Rejewski, Polska, rok 1938.
W 1938 roku Niemcy komplikują system, dodając dwa nowe rotory. Wymagałoby to sześćdziesięciu bomb zamiast sześciu. Polacy mają środki na sześć. Wiedzą, że czas im ucieka.
I wtedy zapada decyzja, która jest jedną z najbardziej niedocenianych w historii II wojny światowej. W lipcu 1939 roku, kilka tygodni przed wybuchem wojny, Polacy zapraszają do Pyrzowie pod Warszawą Brytyjczyków i Francuzów. Przekazują im wszystko: repliki Enigmy, metody, arkusze Zygalskiego, dokumentację matematyczną.
Oddają to bez żadnych warunków, bez politycznych targów, po prostu jako dar. Alec Denniston z Bletchley Park wychodzi ze spotkania blady. Jego ekipa przez lata kręciła się wokół tego samego problemu i nie doszła tak daleko.
Churchill będzie później pisał o Bletchley jako o "kurach znoszących złote jaja, nigdy nie gdaczących". Będzie mówił o Turingu. O Polakach nie powie nic, bo nic nie będzie mógł powiedzieć, bo wszystko było tajne. Rejewski, Różycki i Zygalski trafią po klęsce kampanii wrześniowej do Francji, potem do Algierii, potem ponownie do Francji, gdzie w Vichy będą nadal łamać szyfry na małym oddziale. Różycki zginie w 1942 roku na Morzu Śródziemnym, prawdopodobnie gdy statek, którym płynął, zostanie zatopiony. Miał trzydzieści dwa lata.
Rejewski przeżyje wojnę i wróci do Polski. Przez całe dekady będzie pracował jako zwykły księgowy, bo praca w kryptografii była zbyt niebezpieczna w PRL-u. Dopiero pod koniec życia zacznie udzielać wywiadów, pisać wspomnienia, opowiadać o tym, co zrobił. Umrze w 1980 roku, rok przed stanem wojennym.
Historia o złamaniu Enigmy, jaką znamy z filmów i książek, zaczyna się zazwyczaj od Alana Turinga i Bletchley Park. To nie jest historia fałszywa, ale jest niepełna. Turing budował na fundamentach, które już stały. A fundamenty te postawili trzej polscy matematycy, którym dano złe narzędzia, zbyt mało czasu i w końcu nie dano nawet możliwości opowiedzenia własnej historii.
http://www.facebook.com/reel/1683972073052991
#szyfrowanie #iiiwojnaswiatowa #historia
Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski nie byli kryptografami z zawodu. Byli matematykami, i właśnie to miało zmienić historię.
Zanim jednak do tego doszło, musiał się wydarzyć jeden z tych drobnych wypadków, które ciągną za sobą ogromne konsekwencje. W 1929 roku do Urzędu Celnego w Warszawie trafia paczka z Niemiec.
Celnik otwiera ją i znajduje dziwną maszynę do pisania. Telefon do Biura Szyfrów, kilka godzin czasu, aparat fotograficzny. Niemcy po paczce przyjeżdżają, maszyna wraca do nadawcy nienaruszona. Polacy mają zdjęcia i mają pewność, że Enigma jest czymś, czego powinni się bać.
Przez dwa lata nic. Szyfr trzyma się nieugięcie. Francuzi podrzucają instrukcje obsługi pozyskane przez szpiega, ale i to nie wystarczy. Wtedy pojawia się Rejewski.
Ma dwadzieścia siedem lat i pomysł, który nie przychodzi do głowy tradycyjnym kryptografom. Zamiast analizować treść wiadomości, zaczyna analizować samą strukturę szyfru. Zamiast szukać słów, szuka permutacji. Traktuje Enigmę jak problem algebraiczny, bo tym w istocie jest. W ciągu kilku tygodni rekonstruuje okablowanie rotorów. Robi to wyłącznie na podstawie matematyki, bez jednego fizycznego egzemplarza maszyny.
To, co Rejewski osiągnął, nie było odgadnięciem hasła ani szczęśliwym trafem. To było coś głębszego: zrozumienie wewnętrznej logiki urządzenia przez czyste myślenie abstrakcyjne. Do dzisiaj kryptografowie piszą o tym z podziwem.
Przez kolejne lata trio pracuje bez rozgłosu.
Zygalski projektuje arkusze perforowane, swego rodzaju kombinatoryczne sito do odsiewania możliwych konfiguracji rotorów. Różycki wynajduje metodę nazwaną od doby zegarowej. Rejewski buduje pierwszą mechaniczną bombę kryptologiczną, maszynę przyspieszającą łamanie kolejnych kluczy szyfrowych. To nie jest jeszcze Turing. To jest Rejewski, Polska, rok 1938.
W 1938 roku Niemcy komplikują system, dodając dwa nowe rotory. Wymagałoby to sześćdziesięciu bomb zamiast sześciu. Polacy mają środki na sześć. Wiedzą, że czas im ucieka.
I wtedy zapada decyzja, która jest jedną z najbardziej niedocenianych w historii II wojny światowej. W lipcu 1939 roku, kilka tygodni przed wybuchem wojny, Polacy zapraszają do Pyrzowie pod Warszawą Brytyjczyków i Francuzów. Przekazują im wszystko: repliki Enigmy, metody, arkusze Zygalskiego, dokumentację matematyczną.
Oddają to bez żadnych warunków, bez politycznych targów, po prostu jako dar. Alec Denniston z Bletchley Park wychodzi ze spotkania blady. Jego ekipa przez lata kręciła się wokół tego samego problemu i nie doszła tak daleko.
Churchill będzie później pisał o Bletchley jako o "kurach znoszących złote jaja, nigdy nie gdaczących". Będzie mówił o Turingu. O Polakach nie powie nic, bo nic nie będzie mógł powiedzieć, bo wszystko było tajne. Rejewski, Różycki i Zygalski trafią po klęsce kampanii wrześniowej do Francji, potem do Algierii, potem ponownie do Francji, gdzie w Vichy będą nadal łamać szyfry na małym oddziale. Różycki zginie w 1942 roku na Morzu Śródziemnym, prawdopodobnie gdy statek, którym płynął, zostanie zatopiony. Miał trzydzieści dwa lata.
Rejewski przeżyje wojnę i wróci do Polski. Przez całe dekady będzie pracował jako zwykły księgowy, bo praca w kryptografii była zbyt niebezpieczna w PRL-u. Dopiero pod koniec życia zacznie udzielać wywiadów, pisać wspomnienia, opowiadać o tym, co zrobił. Umrze w 1980 roku, rok przed stanem wojennym.
Historia o złamaniu Enigmy, jaką znamy z filmów i książek, zaczyna się zazwyczaj od Alana Turinga i Bletchley Park. To nie jest historia fałszywa, ale jest niepełna. Turing budował na fundamentach, które już stały. A fundamenty te postawili trzej polscy matematycy, którym dano złe narzędzia, zbyt mało czasu i w końcu nie dano nawet możliwości opowiedzenia własnej historii.
http://www.facebook.com/reel/1683972073052991
#szyfrowanie #iiiwojnaswiatowa #historia
mtelisz
0
Do obejrzenia tu: http://www.cda.pl/video/258826421e