Każda rewolucja, bez względu na program czy ideały, wcześniej czy później kończy się eksterminacją miejscowych katolików
Cromwell, jakobini, Luter, bolszewicy, bez różnicy czy wojujący ateiści, zakamuflowani talmudzisci czy hiperreligijni protestanci. Wszystkich ich zawsze łączy nienawiść do Koscioła Katolickiego
http://gdynia.fsspx.pl/2002/10/01/ryszard-mozgol-krew-ktora-scementowala-wiare/
#historia #4konserwy #katolicyzm
Cromwell, jakobini, Luter, bolszewicy, bez różnicy czy wojujący ateiści, zakamuflowani talmudzisci czy hiperreligijni protestanci. Wszystkich ich zawsze łączy nienawiść do Koscioła Katolickiego
http://gdynia.fsspx.pl/2002/10/01/ryszard-mozgol-krew-ktora-scementowala-wiare/
#historia #4konserwy #katolicyzm
Andrzej_Zielinski
0
Tyle się brudu namnożyło, że dzień oczyszczania jest konieczny.
TuluTala
1
Andrzej_Zielinski
0
Modlitwa to placebo. Przyznaję, że może być dobra dla samopoczucia, ale nie dla stanu faktycznego. Ten nie zmienia modlitwa tylko działanie.
TuluTala
2
Większość myślących ludzi pragnie powrotu Christianitas w Europie, ale to nie wydarzy się bez powrotu do Kościoła, jego Tradycji, wierności przykazaniom i życiu zgodnym z prawdą. Nie mówię tutaj o powrocie do kościoła Nowego Adwentu po SVII, któremu teraz przewodzi Leon.
Ideologicznie, dla większości Europejczyków, nie będzie to wykonalne, gdyż wymagać będzie poświęceń i wyrzeczeń, porzucenia błędnych ideologii, odwrócenia się od hedonizmu i kultu człowieka, rezygnacji z dotychczasowych wygód.
TL;DR: rewolucja katolicka, sensu stricte, nie nadejdzie. Rewolucja katolicka polega na życiu wiarą, co nie jest ani spektakularne, ani fenomenalne, łatwe, czy popularne.
Andrzej_Zielinski
0
Mit założenia jest piękny ale to mit. Jak wygląda historia? Początki chrześcijaństwa praktycznie cały I i II wiek to męczeństwo (w tym większość papieży z tego okresu to męczennicy). Wiara rozprzestrzenia się przez słowo i modlitwę.
Pierwsze zgrzyty na szczeblach władzy widać za papieża Klemensa I (4ty w kolejności) z listu Klemensa do Koryntian wynika, że w wyniku sporów teologicznych jacyś prezbiterzy w Koryncie byli usunięci z stanowisk i nakazuje ich przywrócenie.
Ewarystowi (5ty papież) przypisuje się, że biskupi powinni mieć 7 osobową eskortę diakonów. Po co „pacyfistycznej religii” eskorta?
Kalist I 217–222r. (16ty) – ten ginie w zamieszkach (podobno) już w czasie jego życia jest 2 papieży ten drugi to Hipolit (znany też jako antypapież). Skąd te zamieszki? 200 lat od powstania Chrzescijanstwa ale już wtedy wiadomo, że o wiarę czasem trzeba walczyć siłą.
Tak czy inaczej III wiek to moment gdy przygłupi cesarze rzymscy zaczynają sobie powoli zdawać sprawę, że „ta religia” nigdzie sobie nie pójdzie i zamiast eksterminować chyba lepiej rozmawiać. To oczywiście było podejście tylko cesarzy, inni dostojnicy rzymscy mieli inne.
Za Sylwestra I (33ci) chrześcijaństwo dopiero mogło swobodnie się rozwijać dzięki edyktowi mediolańskiemu 314r. (gwarantującemu wolność wyznania) wprowadzonemu przez Konstantyna Wielkiego.
Za Juliusza I (35ty) były zatargi między kościołem wschodnim a zachodnim (bez szczegółów jak wyglądały owe zatargi). Historia wspomina o „atakach” kościoła wschodniego (patrz Arianizm) czyli można przypuszczać że dochodziło do urzycia siły w sporze czysto teologicznym.
„Moja racja jest mojsza gdy mocniej dowalę.”
Damazy I (37my) został wybrany większościowo papieżem, natomiast mniejszość wybrała Ursyna, diakona Liberiusza. Zwolennicy Damazego w wyniku krwawych walk zdobyli dla niego papieski tron, a następnie poparcie cesarza Walentyniana. 137 ofiar śmiertelnych.
No to tyle jeżeli chodzi o „brak przemocy” – to jest rok 366 gdy dostojnicy kościoła skaczą sobie do gardeł. Nie wspomnę o regularnych wyznawcach którzy na początku wspierali się wzajemnie w swoich drobnych komunach, ale z czasem potrafili „perswadować” swoją wiarę bardziej fizycznie, wobec innowierców.
Pryscypian (od tzw. herezji pryscypianskiej) zostaje ścięty w 385r. za papieża Syrcjusza (38my) no i tak role się powoli odwracają. Ma być „jedna wiara”, odchył to herezja a jak się nie zgadzasz to po głowie.
Synod trupi który miał miejsce w 897r. to już był pik shit showu władzy kościelnej, wpływów, knucia, pazerności i wszystkich najgorszych cech ludzkich. Gdzie wywleczono papieża Formozusa z grobu, zdesekrowano jego zwłoki na potrzeby PRowe w ustawionym „sadzie”. Stefan VI który stał za tym cyrkiem ostatecznie został uduszony przez zniesmaczonych wiernych.
Katolicyzm nie opierał swojej siły na przemocy… przynajmniej głównie przez pierwsze 2 wieki swojego istnienia. Potem natura ludzka przejęła pałeczkę.
Z czasem „męczennicy” stali się pretekstem do „szerzenia wiary pośród niewiernych”. Schemat był cały czas ten sam. Do plemion o innej wierze zostają wysłani kapłani w celu nawracania. Są nachalni, aroganccy i nie przestrzegają zasad obszaru na którym się znajdują – zostają zabici lub wypędzeni. Cyk… zostają ogłoszeni przez władze kościoła za „męczenników” i zostaje zorganizowana krucjata w celu „nawrócenia”. Tak bardzo chrześcijańska.
Zakon Krzyrzacki uczynił z swoich krucjat na Pomorzu intratny biznes. Mały holokałścik w imię Jezusa.
Arkona – ostatni gród słowiański. Wymordowana w 1168r. przez Waldemara I Wielkiego i biskupa Absalona.
Przytaczam z pamięci. Gdy poselstwo przyszło do Arkony z ultimatum nawrócenia się, wódz grodu odparł mniej więcej tak „Nie chcemy was tutaj, obcinacie członki swoim i w ramach kar wieszacie. Zachowujecie się jak dzicy. Nie chcemy mieć z wami i waszą religią nic wspólnego.”
Oczywiście wg. propagandy kościoła to ci niechrześcijanie byli tymi nie cywilizowanymi ludźmi.
Niestety. Katolicyzm wyrósł na sile i brutalizmie. Jest to niezmienna cecha ludzka. Kto używa przemocy ten „ma rację” i Banbizm amplifikowany przez propagandę obecnego kościoła tego nie zmieni.
Albo zapytaj muzułmanów jak się dobrze czują po odejściu od tego wyznania – no właśnie nie czują bo mają poderżnięte gardła i dla tego nie odchodzą od tej wiary.
Ale muszę przyznać że z 10 przykazań i naukami Jezusa to nawet dobrze tej religii wyszło (warunek, że się wyznawcy ich stosują) bo akurat te zapewniają dobre współżycie w wspólnocie.