Efekt stada: Wielkie oszustwo demokracji w nowoczesnym społeczeństwieyoutu.be

Nowoczesna demokracja funkcjonuje w oparciu o fundamentalną sprzeczność, której nikt nie odważa się nazwać. Obiecuje wolność, działając jednocześnie jako najbardziej wyrafinowany mechanizm kontroli, jaki kiedykolwiek wynaleziono. To nie jest wada systemu. To system sam w sobie, działający dokładnie tak, jak został zaprojektowany

Podczas gdy obywatel wierzy, że sprawuje władzę poprzez głosowanie, jedynie uprawomocnia decyzje podjęte na długo przed jego udziałem. Urna wyborcza nie wybiera władców. Ona zatwierdza wcześniejszą selekcję. Prawdziwa władza nigdy nie była stawką w tej grze. To, co nazywasz demokracją, jest w rzeczywistości najskuteczniejszą administracją zbiorowej zgody. A najstraszniejsze jest to, że działa ona właśnie dlatego, że wszyscy wierzą, iż są wolni

Nietzsche ostrzegał, że przekonania są więzieniami, i to jest dokładnie to, co demokracja produkuje na skalę przemysłową. Przekonania o wolności, które więzią skuteczniej niż jakikolwiek widzialny łańcuch.

System nie potrzebuje już tyranów. Stworzył coś znacznie potężniejszego: iluzję, że tyran w ogóle nie istnieje


Nowoczesna demokracja sprzedaje ideę wolności, po cichu dyktując dostępne opcje. Obywatel wierzy, że wybiera, ale jedynie selekcjonuje spośród alternatyw uprzednio zatwierdzonych przez władzę. Poczucie kontroli jest najskuteczniejszą sztuczką dominacji.

Przyjrzyj się teatrowi wyborczemu. Nawet zanim zdecydujesz o swoim głosie, niewidzialny filtr wyeliminował już wszystkie naprawdę transformacyjne opcje. To, co trafia do urny, to nie najlepsze pomysły czy najmądrzejsi liderzy. To ci, którzy przeszli przez sito systemu finansowego, ustalonych instytucji i strażników obecnego porządku. Selekcja odbywa się na długo przed wyborami. Kiedy w końcu głosujesz, wybierasz tylko między wariacjami tej samej, wstępnie zatwierdzonej opcji.

Pomyśl, ile kosztuje nowoczesna kampania wyborcza – czasem miliardy. Kto finansuje ten spektakl? A co ważniejsze: każdy, kto nie może go sfinansować, jest automatycznie wykluczony z konkurencji. Demokracja rodzi się więc z barierą wejścia, która eliminuje każdego kandydata bez poparcia ustalonych potęg ekonomicznych. Nie wybierasz spośród wszystkich możliwości. Wybierasz spośród możliwości, którym pieniądze pozwoliły do ciebie dotrzeć. Polityczna wolna wola jest wykonywana w ramach starannie zredagowanego menu.

Ale iluzja sięga głębiej niż finanse. Istnieje cała struktura, która określa, kto jest "wybieralny", a kto zbyt radykalny. Media definiują, którzy kandydaci zasługują na relacje, a którzy zostaną zignorowani. Sondaże tworzą samospełniające się przepowiednie. Kto wypada słabo w sondażach, otrzymuje mniej uwagi, mniej darowizn i potwierdza porażkę, która została ogłoszona.
System nie musi zakazywać kandydatów. Po prostu czyni jednych niewidzialnymi, a innych nieuniknionymi


A gdy jakaś autentycznie przełomowa opcja grozi przebiciem się przez blokadę, system uruchamia mechanizmy obronne. Skandale są nagłaśniane. Wypowiedzi zniekształcane. Kandydat jest zmuszony tracić energię na obronę siebie zamiast prezentować swoje propozycje. Jeśli nadal trwa, nadchodzi faza ostateczna: kooptacja. Outsider zostaje wchłonięty, udomowiony, przekształcony w kolejny element gry.

Schopenhauer zauważył, że każda prawda przechodzi przez trzy etapy. Najpierw jest wyśmiewana, potem gwałtownie zwalczana, a na końcu akceptowana jako oczywistość. Nowoczesna demokracja dodała czwarty etap. Po zaakceptowaniu, prawda jest neutralizowana poprzez włączenie jej do systemu, który zamierzała zmienić. Wynik jest taki, że głosujesz na "tak". Czy uczestniczysz? Tak. Ale twój udział odbywa się według scenariusza napisanego przez innych. Margines manewru jest wąski. Prawdziwe opcje są ograniczone. A najokrutniejsza część: odchodzisz od urny z poczuciem skorzystania ze swojej wolności.

Demokracja nie wyeliminowała manipulacji. Udoskonaliła ją do punktu, w którym stała się niewidzialna. Więzień, który nie dostrzega krat, jest więźniem idealnym. A system, który przekonuje zdominowanych, że są wolni, osiągnął dominację absolutną.

Prawdziwa siła demokracji nie leży w ludzie, ale w przewidywalnym zachowaniu masy. System nauczył się manipulować pragnieniem przynależności, a ktokolwiek nie myśli jak grupa, otrzymuje etykietę, jest "anulowany" (canceled) lub uciszany. Strach przed wykluczeniem to nowy bat posłuszeństwa. Demokracja odkryła coś, czego starożytne tyranie nigdy w pełni nie opanowały: jak sprawić, by stado samo się pilnowało.

Nie trzeba już strażnika na każdym rogu, gdy obywatele sami obserwują się nawzajem, karząc każde odchylenie od zatwierdzonej narracji. Efekt stada działa, ponieważ dotyka czegoś prymitywnego w ludzkiej naturze: terroru wykluczenia społecznego. Przez tysiąclecia ewolucji wydalenie z grupy oznaczało śmierć. Nasz mózg wciąż nosi ten atawistyczny lęk. Nowoczesna demokracja zmieniła ten instynkt w broń. Nie musi więzić dysydentów. Po prostu izoluje ich społecznie. Cyfrowy ostracyzm jest skuteczniejszy niż jakiekolwiek fizyczne więzienie.

Kiedy ktoś wyraża opinię poza wyprodukowanym konsensusem, to nie państwo go ucisza. Robią to jego właśni rówieśnicy, koledzy, czasem nawet rodzina. Kara nadchodzi ze wszystkich stron, rozproszona i nieustępliwa. Obserwuj, jak działają fale zbiorowego oburzenia. Wybiera się sprawę jako "pilną". Sieci społecznościowe błyskawicznie wzmacniają przekaz. Brak poparcia dla tej konkretnej sprawy staje się nieakceptowalny. Kto ją kwestionuje, nie jest postrzegany jako ktoś myślący inaczej. Jest postrzegany jako moralnie zepsuty, niebezpieczny, zasługujący na eliminację z życia społecznego.

Racjonalna debata zostaje zastąpiona moralnym etykietowaniem. Jesteś po stronie dobra albo po stronie zła. A strona dobra to zawsze ta, którą w danym momencie wyznaczyła hałaśliwa większość. Ale tu jest haczyk. Ta hałaśliwa większość rzadko jest prawdziwą większością. To dobrze zorganizowane grupy, wzmacniane przez algorytmy i media, które tworzą wrażenie powszechnego konsensusu. Przeciętny człowiek, widząc tę pozorną jednomyślność, milknie. Może mieć wątpliwości, może się nie zgadzać, ale strach przed byciem jedynym odmieńcem go paraliżuje. I tak milczenie prawdziwej większości jest interpretowane jako zgoda. Konsensus jest produkowany nie przez perswazję mas, ale przez uciszanie tych, którzy się nie zgadzają.

Dietrich Bonhoeffer zdał sobie sprawę, że sprawdzianem moralności społeczeństwa jest to, co robi ono dla tych, którzy nie mają głosu. Nowoczesna demokracja odwróciła to. Produkuje iluzję, że każdy ma głos, systematycznie uciszając każdego, kto odważy się go użyć poza dozwolonym scenariuszem. Stado nie pyta, dokąd jest prowadzone, ponieważ pytania oznaczałyby odłączenie się od stada. A odłączenie aktywuje wszystkie alarmy przetrwania społecznego. Wynikiem jest populacja, która stosuje autocenzurę, zanim jakakolwiek cenzura zewnętrzna stanie się konieczna.

Ludzie uczą się, które opinie są akceptowalne, które tematy są tabu, których pytań nie należy zadawać. Ta nauka nie płynie z żadnego jawnego prawa. Płynie z obserwacji tego, kto został zniszczony za odwagę przekroczenia granic. Demokracja stworzyła społeczny panoptykon, gdzie każdy obserwuje każdego, a strach przed byciem kolejnym celem utrzymuje jednostkę w niewidzialnych granicach dozwolonej myśli.
Nie trzeba już kontrolować tego, co ludzie myślą. Wystarczy kontrolować to, co odważą się wyrazić. A gdy ekspresja jest kontrolowana, myśl w końcu się dostosowuje


Przestrzeń polityczna stała się sceną dla próżności, gdzie argument przegrywa z charyzmą, a prawda jest kształtowana przez emocje. Wyborca nie szuka już mądrości, szuka rozrywki. I podczas gdy polityka staje się show, system rządzi za kulisami. Przekształcenie polityki w spektakl nie jest błędem (bugiem) nowoczesnej demokracji. Jest jej najistotniejszą cechą, ponieważ zabawiany lud nie rządzi. A lud, który ogląda, nie jest suwerenem. Jest publicznością.

Przeanalizuj strukturę współczesnej debaty politycznej. Nie ma czasu na rozwijanie złożonych idei. To jednominutowe fragmenty, dwa "sound bite'y", szybka riposta. Format nie pozwala na głębokie myślenie. Nagradza szybki refleks, mocne frazy, emocjonalne kontrataki. Oceniana nie jest zdolność do rządzenia. Oceniana jest zdolność do występowania. Polityk stał się artystą estradowym, który okazjonalnie podejmuje decyzje o życiu publicznym.

Sieci społecznościowe zintensyfikowały to zjawisko wykładniczo. 15-sekundowe wideo może zdefiniować wybory. Fraza wyrwana z kontekstu może zniszczyć karierę. Głębia została zastąpiona przez wiralowość. Mądry polityk, który myśli, zanim powie, jest na stałej straconej pozycji wobec polityka impulsywnego, który wie, jak generować nagłówki. Demokracja nagradza nie tych, którzy mają najlepsze rozwiązania, ale tych, którzy najlepiej potrafią utrzymać uwagę publiczną.

A publiczność nauczyła się konsumować politykę tak, jak konsumuje każdą inną rozrywkę. Ludzie wybierają swoich kandydatów tak, jak wybierają drużyny piłkarskie. Nie poprzez racjonalną analizę propozycji, ale przez emocjonalną identyfikację, przez plemienność, przez poczucie przynależności. Debata idei została zastąpiona wojną kibiców. Każda strona ma swoich idoli, swoich złoczyńców, swoje heroiczne narracje i – jak kibice – wyborcy bronią swojej drużyny bez względu na wyniki, sprzeczności czy dowody

W międzyczasie prawdziwe decyzje zapadają z dala od świateł jupiterów. Podczas gdy cyrk wyborczy monopolizuje uwagę publiczną, struktury władzy działają w mroku. Skomplikowane ustawy są zatwierdzane bez debaty. Zasoby publiczne są kierowane bez przejrzystości. Umowy są zawierane w zamkniętych pokojach. Spektakl polityczny służy jako doskonałe odwrócenie uwagi. Wszyscy są zajęci dyskutowaniem o najnowszej kontrowersji, najnowszym skandalu, najnowszej bombastycznej wypowiedzi. Nikt nie zwraca uwagi na to, co naprawdę ma znaczenie.

Nietzsche stwierdził, że nie ma faktów, są tylko interpretacje. Demokracja spektaklu doprowadziła to do ekstremum. Odkryła, że nawet interpretacje nie mają znaczenia, jeśli spektakl jest wystarczająco wciągający. Prawda stała się nieistotna. Liczy się najbardziej przekonująca narracja, najbardziej uderzający występ, najintensywniejsza emocja. Kłamiący, ale charyzmatyczny polityk wygrywa z uczciwym, ale nudnym politykiem. A system im dziękuje, ponieważ politycy, którzy bawią, to politycy, którzy nie zagrażają realnym strukturom władzy.

Wynikiem jest demokracja, w której forma całkowicie pożarła treść, gdzie wizerunek zastępuje substancję, gdzie performatywny gest jest warty więcej niż skuteczne działanie. Przeciętny obywatel potrafi zacytować najnowszą kontrowersję z udziałem dowolnego polityka, ale nie potrafi wymienić ani jednej ustawy zatwierdzonej w ostatnim roku. Wiedzą, kto się z kim pokłócił, kto co powiedział, kto wygenerował jaki mem. Ale co do decyzji, które wpływają na ich prawdziwe życie, pozostają w ignorancji. I dopóki pozostają zabawiani i nieświadomi, system nadal działa dokładnie tak, jak zawsze działał.

Sieci medialne i edukacja kształtują myśl publiczną z chirurgiczną precyzją. Idee są zaszczepiane, niezgoda jest programowana, a chaos służy do uzasadnienia kontroli. Wolność słowa istnieje tak długo, jak długo wyrażane jest to, co dozwolone. Fabrykacja konsensusu to niewidzialna sztuka, która podtrzymuje nowoczesną demokrację. To nie spisek. To inżynieria społeczna działająca w biały dzień, ale tak subtelnie, że wydaje się naturalna

Zacznij od edukacji. Obserwuj, czego uczy się w szkołach i na uniwersytetach. Nie tylko konkretnych treści, ale metodologii, sposobu myślenia, który jest kultywowany. System edukacyjny nie uczy przede wszystkim wiedzy. Uczy konformizmu. Trenuje całe pokolenia do akceptowania autorytetu, do niekwestionowania ustalonych narracji, do szukania aprobaty zamiast prawdy. Zbuntowany uczeń jest karany. Posłuszny uczeń jest nagradzany. Po latach takiego warunkowania obywatel wychodzi gotowy do akceptowania oficjalnych prawd bez żądania dowodów.

Media kontynuują pracę, którą zaczęła edukacja. Ale nowoczesne media są bardziej wyrafinowane niż tradycyjna propaganda. Nie muszą kłamać w żywe oczy. Manipulują poprzez selekcję: które historie otrzymują pokrycie, które są ignorowane, jaki kontekst jest zapewniony, jacy eksperci są przepytywani. Prawda może być obecna w każdym pojedynczym zdaniu, ale ogólna narracja jest starannie konstruowana poprzez dobór treści. Publiczność otrzymuje fakty, ale tylko te fakty, które służą określonej konkluzji.

A potem przychodzą media społecznościowe, które wydają się demokratyzować informację, ale w rzeczywistości koncentrują jeszcze większą kontrolę. Algorytmy decydują o tym, co widzisz. Uczą się twoich uprzedzeń i wzmacniają je. Tworzą bańki, w których wszyscy się zgadzają, dając iluzję powszechnego konsensusu. Myślisz, że widzisz rzeczywistość, ale widzisz tylko wersję rzeczywistości, którą algorytm postanowił ci pokazać. A algorytm nie został zaprogramowany, by ujawniać prawdy. Został zaprogramowany, by maksymalizować zaangażowanie, co oznacza wzmacnianie twoich istniejących przekonań i generowanie oburzenia, które trzyma cię w sieci.

Ale prawdziwe mistrzostwo polega na fabrykowaniu nie tylko opinii, ale także jej kontrolowanej opozycji. System nie potrzebuje, by wszyscy myśleli tak samo. Potrzebuje, by wszyscy myśleli w pewnych granicach. Tworzy więc fałszywe debaty. Ustanawia dozwolone bieguny dyskusji. Możesz wybrać między pozycją A a pozycją B. I między tymi pozycjami toczy się ogromna debata i konflikt. Ale pozycja C, która kwestionuje założenia obu, nigdy nie wchodzi do dyskusji. Granice akceptowalnej debaty są starannie patrolowane.

Schopenhauer pisał, że prawda przechodzi trzy etapy: wyśmiewanie, brutalny sprzeciw, akceptacja. Ale nie przewidział czwartego etapu dodanego przez nowoczesną demokrację. Po zaakceptowaniu prawda jest zniekształcana, aż stanie się nierozpoznawalna, przekształcona w narzędzie tego samego systemu, który pierwotnie potępiała. Rewolucje są kooptowane. Dysydenci są udomawiani. Opór jest wchłaniany i komercjalizowany.

Chaos również służy systemowi. Kiedy pojawia się wiele sprzecznych narracji, kiedy nikt już nie wie, w co wierzyć, wynikiem nie jest wyzwolenie. Jest nim paraliż. Zdezorientowany obywatel wycofuje się z udziału w polityce lub lgnie jeszcze mocniej do ustalonych autorytetów. Chaos informacyjny nie osłabia władzy. On ją legitymizuje. Im bardziej chaotyczna sytuacja, tym bardziej ludzie wołają o porządek i o tego, kto ten porządek zapewni – ten sam system, który wyhodował chaos.

Fabrykacja konsensusu działa, ponieważ większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że jest on fabrykowany. Szczerze wierzą, że ich opinie są ich własnymi
. Że doszli do tych wniosków poprzez niezależne rozumowanie. Że myślą wolnie – i być może tak jest. Ale myślą wolnie na starannie przygotowanym terenie, gdzie nasiona pewnych idei zasiano dawno temu, a inne idee wykorzeniono, zanim w ogóle wykiełkowały. Wolność myśli istnieje, ale ogród, w którym ta myśl rośnie, został zaprojektowany przez innych

Głos tłumu jest celebrowany jako suwerenny. Ale większość jest kształtowana przez propagandę, nie przez refleksję. To, co rządzi, to nie ludzie. To suma ich manipulacji. Władza nie boi się głosu. Boi się myśli.

Demokracja opiera się na rzadko kwestionowanym dogmacie, że wola większości jest z natury prawomocna. Ale co, jeśli większość się myli? Co, jeśli większość jest zmanipulowana? Co, jeśli większość po prostu nie wie wystarczająco dużo, by decydować o złożonych kwestiach? Historia jest pełna większości, które popierały to, co nie do obrony; większości, które wybierały tyranów; większości, które legitymizowały wojny; większości, które podtrzymywały rażące niesprawiedliwości. Upływ czasu ujawnia błąd, ale w tamtym czasie te większości były tak samo przekonane o swojej racji, jak każda współczesna większość. Co się zmieniło? Prawda nie była wtedy po stronie większości. Dlaczego zakładamy, że jest teraz?

Nowoczesna demokracja działa w oparciu o fikcję, że wszystkie głosy są równoważne. Głos eksperta, który poświęcił dekady na badanie ekonomii, ma tę samą wagę co głos kogoś, kto nigdy nie otworzył książki na ten temat. Głos kogoś, kto śledzi politykę codziennie, jest równy głosowi kogoś, kto informuje się poprzez sensacyjne nagłówki na 5 minut przed wyborami. W teorii to równość. W praktyce to gwarancja, że wiedza zawsze zostanie pokonana przez skuteczną propagandę.

Ponieważ zmobilizowanie nieświadomej masy jest znacznie łatwiejsze niż przekonanie krytycznych ekspertów. Masa reaguje na emocje, nie na dane. Porusza się prostymi narracjami, nie złożonymi analizami. Szuka złoczyńców i bohaterów, nie niuansów. Kompetentny demagog zawsze pokona uczciwego męża stanu w konkursie o głos ludu. Ponieważ demagog wie, jak mówić językiem emocji, podczas gdy mąż stanu nalega na język rozumu.

A system celowo wychował całe pokolenia w politycznej ignorancji. Obywateli, którzy wiedzą wystarczająco dużo, by funkcjonować w gospodarce, konsumować, pracować, ale którzy nie wiedzą wystarczająco dużo, by kwestionować struktury władzy. Którzy znają trywializmy, ale są ignorantami w dziedzinie historii. Którzy wiedzą, jak opiniować, ale nie wiedzą, jak myśleć. Którzy mylą informację z wiedzą, a wiedzę z mądrością. Ta ignorancja nie jest przypadkowa. Jest kultywowana.

Nietzsche prowokował: większość woli kłamstwo, które pociesza, od prawdy, która niepokoi. Demokracja przekształciła tę preferencję w system rządów. Polityk, który oferuje niewygodne prawdy, przegrywa wybory. Polityk, który sprzedaje wygodne iluzje, podbija większości.
Tak więc demokratyczna konkurencja staje się konkursem na to, kto sprzeda najatrakcyjniejsze iluzje. A ludzie wybierają. Wybierają wolnie. Wybierają demokratycznie. Wybierają własne niewolnictwo. Przekonani, że wykonują swoją wolność


System nie boi się głosowania, ponieważ nauczył się je kontrolować. Nie przez fałszerstwa przy urnach, ale przez znacznie głębsze oszustwo: fabrykację umysłów, które głosują. Kiedy kontrolujesz edukację, informację, kulturę, rozrywkę, nie musisz kontrolować głosu. Głos staje się czystą formalnością, która waliduje decyzje już podjęte w zbiorowym umyśle, który ukształtowałeś

Demokracja ignorancji działa, ponieważ maskuje dominację jako partycypację. Obywatel głosuje i czuje, że sprawował władzę. Ale głosował w oparciu o informacje, które inni przefiltrowali, o emocje, które inni wyhodowali, w ramach opcji, które inni wybrali. Jego udział jest realny, ale scenariusz został napisany, zanim wszedł na scenę.
A najbardziej tragiczna część: broni wściekle swojego prawa do głosu, nigdy nie zdając sobie sprawy, że to prawo stało się mechanizmem jego własnego poddaństwa


Demokracja odkryła sekret doskonałej dominacji: sprawić, by zdominowani wierzyli, że są wolni. Najbardziej wyrafinowaną cechą współczesnego systemu nie jest jego zdolność do tłumienia sprzeciwu, ale do jego integracji. Bunt, protest, kontestacja – wszystko to zostało włączone jako funkcjonalny składnik ustalonego porządku. System nie tylko toleruje opozycję, on ją zachęca w bezpiecznych granicach. Pozwala ci się buntować, dopóki twój bunt nie zagraża fundamentalnym strukturom.

Niedawna historia demonstruje ten wzorzec wielokrotnie. Ruchy kontestacyjne powstają z transformacyjną energią, zyskują widoczność, mobilizują tłumy, a następnie są stopniowo wchłaniane lub neutralizowane. Cykl jest przewidywalny. Najpierw przychodzi pozorna represja, tworząca męczenników i intensyfikująca ruch. Potem przychodzi kooptacja. Liderzy są integrowani z systemem. Radykalne agendy są rozwadniane. Rewolucyjna energia jest kanalizowana w kosmetyczne reformy. W końcu ruch staje się tylko kolejnym elementem na szachownicy politycznej, rywalizującym o miejsce w ramach ustalonych reguł.

ciąg dalszy w jpg

Zdjęcie

Źródło

http://youtu.be/uONbFDWYvSY?si=J-3vBz7-GYyjnAhm

#demokracja #*wybory #iluzja #filozofia

10

@Dps, Jak 30 lat temu Korwin pisał mniej więcej to samo, to prawie była zdrada stanu.

I chyba nadal plebs tak widzi takie rozważania...
@Dps,

tldr

W skrócie: struktura na wzór mafijnych zależności tworzona przez masońskich oszustów złożona z setek tysięcy wystawionych pachołków władzy i wpływu mająca za zadanie ogłupiać gojów w specjalnie dla nich tworzonym teatrzyku.
@DarrDarek, wiem, że pewno się nie zgodzisz, bo będzie bezosobowo, ale to sam system jest odpowiedzialny. System! Potrafi produkować patologie.

Bez Żydów i masonów też by się zdegradował. Nawet z pięknymi 100% polskim sercami. Nawet jakby w systemie uczestniczyły same najszczersze polskie głowy . I tak system w pewnym momencie imploduje.

To immanentne cechy ludzi, działających w określonych ramach powodują, że demokracja zawsze zdąża do degrengolady, a przedmiotowy długi wpis tematu to tylko dla mnie kartka z dziennika bardzo trafnie ukazujący te wszystkie nieprawidłowości

------------------

Ale wrzuciłem to dlatego, bo już jakiś czas temu zauważyłem, że demokracja to nie wybór, a jego wspaniała mistyfikacja. Czasami jak rozmawiałem ze znajomymi, to przedstawiałem, że jedynym sposobem na poprawę demokracji jest nieuczestniczenie w niej poprzez niegłosowanie. Nie potrafili zrozumieć jak mogę mówić takie bluźnierstwa. A może inaczej, czułem się i dalej nieskromnie czuję, jakby do dwóch kłócących się pierwotnych ludzi o to, który bóg uderzył piorunem w drzewo, zacząłbym opowiadać historie o elektronach z tarcia powietrza.

I póki tego ludzie nie zrozumieją w swojej masie, a NIE zrozumieją, demokracja upadnie by zostać zastąpiona czymś, by za tysiąc lat wrócić jako kolejne wcielenie i tak w kółko jak długo będzie człowiek
@Dps,

Tak, nawet bez grona oszustów pojawiałaby się fluktuacje z testowaniem najgłupszych wynalazków społecznych, może i z aborcjami na życzenie, może i z jakimiś koncepcjami, by o każdą sprawę jakiegoś pomagania w wojnie czy niepomagania, czy innych posunięć, pytać w jakichś demokracjach bezpośrednich milionów zwykłych prostych ludzi i urządzać ciągłe referenda.

Jednak to oszuści poprzez dopracowaną strukturę o mafijnej strukturze, ci oszuści wiodą najszybciej na zatracenie.

Demokracja szlachecka w Rzeczypospolitej Obojga Narodów prowadziła do różnych idiotyzmów. Za wieloma jednak już stali oszuści. I to nie tylko rodzimi Żydzi, ale mocarstwa otaczające. Gdy najprostszą sprawę jakichś umocnień wojskowych odrzucano przez liberum veto, bo wiadomo, że wrogom zasieki na granicy byłyby mocno nie na rękę.

Dziś ktoś mógłby uznać, że lewactwo samo z siebie jest tak beznadziejnie głupie, że na własną zgubę głosuje za sprowadzaniem milionów murzynów i ciapaków. A wiadomo, że lewactwo właśnie dlatego, że jest głupie jest najlepszym lewarem do robienia histerii wtłaczania obcych, agresywnych nachodźców. Zleceniodawca ciągle jest ten sam - wyznawcy zła, masońscy nędznicy niszczący stopniowo cywilizację białego człowieka. Kliki poparcia z wystawionych pachołków na dole, to tylko takie solidne uzupełnienie struktury oszustów, aby sam plugawy proces podmiany rasowej dokonywany był szybko i efektywnie.