dzis #tusk podnosi podatek na paliwo z 8% na 23%. Ciekaw jestem na co wyda te nadmiarowe zyski z paliw.

#drozyna #koalicjaobywatelska

7

@Sommelier, To jest akurat powrót do normalności. Nienormalnym, choć politycznie korzystnym, było funkcjonowanie tego programu, podczas którego ta przysłowiowa kasjerka z Biedronki jeżdżąca komunikacją publiczną, dopłacała Kacprzykowi do paliwa do jego panamery.
@stawo73, Chodz masz sporo racji w temacie, to jednak sprawa jest bardziej złożona. Kasjerka z biedronki też dostanie po kieszeni. Bo wraz ze wzrostem cen paliwa, ceny wszystkiego rosną w sklepach, potem ceny w usługach i spirala zaczyna rosnąć. Więc pracownica z Biedronki to odczujei straci.

Druga sprawa - to jest podwyżka podatku i jeszcze bijemy brawa ?

- To nie paracownica Biedronki dopłaca, to mi zabiera się mniej. Więc uważam argument, że ktoś dopłaca za abstrakcyjny.

- Jest wręcz przeciwnie. Bogata osoba nie odczuje podwyżek w sklepach i usługach, bo one stanowią niższy procent jego podstawowych, koniecznych wydatków z budżetu. Pani z Biedronki odczuje to dużo bardziej dotkliwie.

- Takie argumenty przedstawiają zazwyczaj rządzący, gdy chcą podnieść podatki. Skłucają jedną grupę z drugą i cyk, jest akceptacja. I tak w tym roku mamy dzień wolności podatkowej ... 4 lipca.

- Państwo podnosi podatki, żeby dysponować większą ilością gotówki. Te pieniądze wydawane są w najgorszy możliwy sposób - wydaje cudze pieniądze na cudze potrzeby - Milton Fridman 4 sposoby wydawania pieniędzy.
@CosTamCosTam, Można oczywiście po korwinowskiemu nazywać podatki kradzieżą, co i tak nie zmienia faktu, ze rezygnacja z nich powiększa deficyt budżetowy, a tym samym i dług (w tym konkretnym przypadku 3 miesiące obowiązywania tej obniżki kosztowało budżet 4,8 miliarda złotych, więc o tyle wzrośnie dług.). A spłacać go będą zarówno ci z samochodami jak i ci bez samochodów. Jeśli się chce zmniejszać podatki, to najpierw należałoby zmniejszyć wydatki. Poza tym najbardziej sprawiedliwa i zasadna ekonomicznie – bo skłaniająca do oszczędności – jest sytuacja, gdy to konsumenci danego dobra za niego płacą, a nie gdy rząd daje prezent konsumentom tego dobra, przerzucając koszt to na wszystkich innych.
@stawo73, Jak częsot się zgadzałem, to tu muszę się niezgodzić.Możemy spisać protokól rozbierzności. Natomiast wracając do tematu.

obniżki kosztowało budżet 4,8 miliarda złotych


Po pierwsze, ciężko mówić o koszcie, co najwyżej strata z przychodów. Powiesz, że semantyka, ale w tym przypadku ma znaczenie. Bo w przedstawionym przez ciebie zdaniu czai się teza, że państwo ze swoich pieniędzy dopłacało. Państwo nie ma swoich pieniędzyi mieć nie powinno. Druga czająca się teza z takiego sformuowania, to teza, że podatki powinny być wysokie. Polecam Miltona Fridmana w tym temacie i 4 sposoby wydawania pieniędzy. Państwo powinno mieć jak najmniej pieniędzy do wydawania, bo robi to najmniej racjonalnie. Natomiast ok, pomińmy semantykę.

A ile za to zapłacą zwykli obywatele w cenach towarów postawowych i następnie usługach po podwyżce podatków ? Bo ten podatek zapłacą równierz ci bez samochodu i jak pisałem wcześniej, ich dotknie to dużo mocniej. Wiesz, nie tylko bogacz jedzie samochodem do pracy ( ma duży silnik, dużo pali->więcej podatku płaci ), ale także każdy prawie towar do sklepu. Gdy toward w sklepie jeden rośnie, to wykonawca usług kalkuluje i też musi podnieśc ceny ... A biedna pani z Biedronki łapie się za glowę ile to % jej wypłaty teraz idzie na jedzenie ... Bo przeciez podwyżki nie dostanie.

Jeśli się chce zmniejszać podatki, to najpierw należałoby zmniejszyć wydatki


No i tu 100% racji, ale z nastawieniem społecznym, że wysokie podatki są dobre, to niestety żaden rząd tego nie zrobi.

rząd daje prezent konsumentom tego dobra


Niestety ukryta w semantyce teza wyszła na jaw. Nie daje pręzętu. To jakieś socjalistyczne myślenie. Rząd łaskawie obniżył podatki i to jest prezent ? Ale rozumiem, że jak podwyższa podatki co chwila, to jest to konieczność ? W ogóle nie rozumiem takiego toku rozumowania. Jest to dla mnie kompletna abstrakcja. Im więcej pieniędzy w portfelach obywateli, tym lepiej będzie się im żyło, a gospodarka będzie mocniej kwitła.

Rozumiem co prawda sposób myślenia. Proszę, podaj mi jakiś przykład, gdzie podwyższanie podatków niosło za sobą dobrobyt ?

Możesz poszukać, taki kraj nie istnieje w historii ludzkości. W drugą stronę owszę. Życzysz sobie przykładów ?Jest ich mnóstwo.
@CosTamCosTam,

Po pierwsze, ciężko mówić o koszcie, co najwyżej strata z przychodów.


Strata przychodów to też koszt.

Bo w przedstawionym przez ciebie zdaniu czai się teza, że państwo ze swoich pieniędzy dopłacało. Państwo nie ma swoich pieniędzy...


Oczywiście, że państwo ma swoje pieniądze – te, które nam zabierze lub pożyczy w naszym imieniu.

...i mieć nie powinno.


I jak sobie to wyobrażasz? Ja jeszcze jestem w stanie zrozumieć minarchistów (kiedyś sam nim byłem), którzy chcą ograniczyć działanie państwa do „stróża nocnego”, ale anarchizm, to całkowita utopia. To tylko w jakichś idealistycznych wyobrażeniach ludzie będą się lokalnie samoorganizować i tworzyć milicje do odparcia zagrożenia ze strony wroga zewnętrznego lub armii wystawionych przez Kulczyków, Solorzów czy innych Mas i Wołowin.

 
Druga czająca się teza z takiego sformuowania, to teza, że podatki powinny być wysokie


Nigdzie takiej tezy nie postawiłem, a wręcz przeciwnie – jestem zwolennikiem niskich podatków. Nie można jednak mieć niskich podatków przy rozbuchanych wydatkach, i dlatego jeszcze raz powtarzam – najpierw trzeba zrównoważyć budżet, a potem dopiero obniżać podatki.

A ile za to zapłacą zwykli obywatele w cenach towarów postawowych i następnie usługach po podwyżce podatków ? Bo ten podatek zapłacą równierz ci bez samochodu i jak pisałem wcześniej


No jasne, że też zapłacą. W przypadku braku tej obniżki – jak słusznie zauważyłeś - zapłaciliby wyższymi cenami towarów i usług. Jednak w przypadku zwiększania długu publicznego – a tym zaskutkuje ta obniżka - zapłacą w inny sposób. Państwo aby spłacić ten dług, w ten czy inny sposób zabierze nam pieniądze, bo jak sam zauważyłeś „państwo nie ma własnych pieniędzy”, oprócz tych, które nam zabierze. Wszystko więc rozbija się o bilans zysków i strat dla poszczególnych grup. W przypadku obniżki opodatkowania jakiegokolwiek dobra oczywistym jest, że najwięcej zyskują ci, którzy najwięcej go zużywają, a w warunkach, w których ta obniżka skutkuje wspólnym długiem, kosztem państwo obciąży wszystkich.

A biedna pani z Biedronki łapie się za glowę ile to % jej wypłaty teraz idzie na jedzenie ... Bo przeciez podwyżki nie dostanie.


Jak państwo postanowi odebrać jej pieniądze za pomocą podwyżki podatków lub inflacji, to pewnie się mocniej za głowę złapie. I w przeciwieństwie do tego bogatszego, któremu wcześniej sponsorowała paliwo, raczej nie skorzysta z narzędzi pozwalającej jej obniżyć opodatkowanie.

Niestety ukryta w semantyce teza wyszła na jaw. Nie daje pręzętu. To jakieś socjalistyczne myślenie. Rząd łaskawie obniżył podatki i to jest prezent ? Ale rozumiem, że jak podwyższa podatki co chwila, to jest to konieczność ? W ogóle nie rozumiem takiego toku rozumowania. Jest to dla mnie kompletna abstrakcja. Im więcej pieniędzy w portfelach obywateli, tym lepiej będzie się im żyło, a gospodarka będzie mocniej kwitła.


Całkowicie pomijasz tutaj to, że w warunkach deficytu budżetowego ta obniżka podatku będzie skutkowała nie tylko większą ilością pieniędzy w kieszeniach obywateli (co jest ok) ale tez większym ich zadłużeniem, co już nie jest ok. Można, a nawet należy obniżać podatki, jak się ma zrównoważone finanse, a nie 300 miliardowy deficyt.
@stawo73, Masz dużo racji w tym co piszesz. Nie rozbijając wypowiedzi na kawałki ( bo każda kolejna wypowiedz z racji rzeczy musiała by być dużo dłuższa ), postawię prostą tezę:

Rządzący dążą do zabrania nam jak najwięcej z naszych kieszeni, żeby móc te pieniądze przeznaczać według własnych upodobań, przez co rozszerzają swoje władctwo i przejmują kolejne segmenty naszego życia, więc odbierają nam decyzyjność. Jeżeli nie protestujemy przeciwko każdej podwyżce i racjonalizujemy wysokie podatki, to nigdy te podatki nie będa małe, a dług wiecznie będzie rósł. W konsekwencji wszyscy, oprócz polityków partii rządzących, na tym tracimy.


To jest meritum czemu napisałem to co napisałem. I możemy spisać protokół rozbierzności, ale nigdy nie będę popierał podwyższenia podatków, nawet jeśli będzie to ogłaszane jako udeżenie w bogatych ( Co, moim zdaniem udowodniłem, chodz tu też możemy się nie zgadzać, tak czy inaczej powoduje, że cierpią zawsze najwięcej biedni. ). Zawsze będę wspierał racjonalne obniżanie wydatków.
@Sommelier, na wydatki państwa pewnie
@Socjaldemokrata, wydatki na vip roomy w szpitalach dla czlonkow koalicji obywatelskiej?
@Sommelier, to nic przy budowie dróg, 800 plus dla rodzin czy emerytur.
@Socjaldemokrata, no tak nie ma co bogatych sie czepiac bo to tylko maly procent ludzi.
@Sommelier, zajebista logika 😆