Jestem na wakacjach nad pierdolonym baltykiem. Dzięki płonącej planecie opalanie się, pływanie w morzu to tylko wspomnienia z dzieciństwa. Coraz bardziej wychodze z założenia, że narracja ocieplenia klimatu jest tworzona tylko po to, by wytłumaczyć ściąganie czarnuchów z "plonacej" Afryki. Każdy rok nad Bałtykiem jest coraz chłodniejszy, a wbrew narracji mediów i naukowców to właśnie ludzie z północy (w tym z Polski) wykupują masowo domy i mieszkania w krajach, gdzie jest po 50 stopni w lato.

#pogoda #ocieplenieklimatu

11

@wladyslaw_krakowski,

narracja ocieplenia klimatu jest tworzona tylko po to...


Narracja jest po to, żeby utrzymać dominację gospodarczą Zachodu. W ten sposób państwa nisko rozwinięte są odcięte od ścieżki rozwoju, którą sami przeszliśmy. Epoki taniej energii z paliw kopalnych.
@cziter2,

W ten sposób państwa nisko rozwinięte są odcięte od ścieżki rozwoju, którą sami przeszliśmy. Epoki taniej energii z paliw kopalnych


Zasadniczo, państwom słabiej rozwiniętym jest wsio rybka jak debilny kurs obiorą tępaki marksistowskie z Brukseli. Dla normalnego świata to tylko śmiech na sali, że taka Polska mając złoża węgla brunatnego pod Bełchatowem i dając 20% energii dla kraju, za kilkanaście lat będzie musiała zamknąć tamtą elektrownię, bo kanalie obcego pochodzenia u władzy zabraniają wykopać węgiel z drugiej odkrywki (jakoś Niemcy nie mają problemu, by wykopać nową odkrywkę węgla brunatnego).
@wladyslaw_krakowski, ponoć już jakiś czas temu weszliśmy w fazę globalnego oziębienia
@PostironicznyPowerUser, globalnego ocipienia. Ale np przykładzie Polski i braku zim w ostatnich latach zmiany klimatu są namacalne.
@rencista, to że nie ma mroźnych zim nie zmieniło faktu, że Polska jest krajem chłodnym i nieprzyjaznym do komfortowego zamieszkania. Również północna Europa nie sprzyja zwiększaniu się populacji i ludzie stąd wyjeżdżają (nie licząc socjalnych czarnuchów). I kupowanie nieruchomości w krajach gdzie lato przynosi ekstremalne upały. Poza tym to życie w tych "umiarkowanym" (a raczej chłodnym) klimacie sprzyja depresji, życiu w napięciu i osamotnieniu. Podczas gdy Ci "nieszczęśliwi" południowcy są optymistyczni i pozytywnie nastawieni.
@wladyslaw_krakowski, spadek populacji nie nic wspólnego z warunkami klimatycznymi czy socjalnymi. 100 lat temu klimat na np polskich ziemiach był bardziej nieprzyjazny gdyż pól roku piździło, a dzietność była w porywach 7:1.
@rencista, nie mam na myśli przyrostu naturalnego tylko kierunków migracji dla dzisiejszych społeczeństw. Dziś celem nie jest "spokojny klimat" i "żyzna gleba" tylko glcieple kraje, gdzie nie ludzie nie martwią się o to by marznąć cały rok. To jest całkowicie sprzeczne z wizją naukowców.
@wladyslaw_krakowski, migracja jest odwrotna. Z ciepłych do chłodnych sie ewakuują. Tam gdzie jest kapitalizm i wolny rynek.
@rencista, ale to są migranci socjalni a nie klimatyczni. O tym pisałem w moim pierwszym wpisie. Wymarzonym miejscem na postawienie domu przez rdzennego Europejczyka sa ciepłe kraje, a nie deszczowa i zimna północ.
@wladyslaw_krakowski, jakby twoi przodkowie tak myśleli, że lepiej chałupe na Santorini postawić niż pod Sieradzem to by nas Europejczyków zimnokrwistych nie było.
@rencista, ech, błędne rozumowanie. Kiedyś uprawy rolne były wymuszone pogoda, więc ludzie szukali umiarkowanych klimatycznie regionów. Teraz technologia rolnicza umożliwia uprawy rolne dostosowane do różnych klimatów, w związku z tym migracja jest w takim kierunku, który odpowiada lepszemu nastrojowi życiowemu. A ten jest przyjemniejszy przy 40 stopniach niż przy 15.
@PostironicznyPowerUser, @wladyslaw_krakowski

Ja tak w kwestii formalnej. Ocieplenie domu nie powoduje że w domu jest cieplej latem. Tak samo jest z ociepleniem Ziemi.

Efekt cieplarniany polega na tym, że atmosfera izoluje i temperatury na powierzchni ziemi są bardziej wyrównane (amplitudy są mniejsze).

Nasilenie globalnego efektu cieplarnianego powodować będzie słabsze mrozy w zimie i słabsze upały latem (również brak przymrozku nocą i to że tak mocno nie grzeje w południe).

Zarówno osoby które są zdania, że efekt cieplarniany się nasila i jak osoby które są zdania, że wcale nie, podają przykłady ze złej strony.

Chłodne lato wskazuje na silny efekt cieplarniany, upalne lato wskazuje na słaby efekt cieplarniany.

Ale duże mrozy w zimie wskazują na słaby efekt cieplarniany, lekka zimna na silny.

To złe zrozumienie tematu wynika prawdopodobnie z głupiej propagandy przedstawiającej ocieplenie jako coś złego i straszenie apokalipsą.

Podczas gdy ocieplenie jest dobre, klimat jest łagodniejszy to rośliny lepiej rosną bo nie ma przymrozków ani susz (większe plony, również pustynie robią się zielone, tundra zarasta lasem), jest więcej miejsc zdatnych do zamieszkania, ludziom żyje się lepiej bo mniej energii idzie na ogrzewanie/klimatyzację, mniej gwałtownych zjawisk pogodowych (jak huragany, powodzie itp) - same zalety, a nie ma żadnych wad.
@borubar, ja nie mówię, że nie ma zmian klimatycznych tylko o błędnej narracji. Życie w Polsce staje się coraz bardziej niedogodne klimatycznie, gdyż nie mamy już żadnej pory roku, która sprzyjałaby pozytywnym emocjom i komfortowemu spędzaniu czasu. Nikomu nie kojarzy się dobrze wypoczynek w kurtce i zamykanie się w domach. I piszę tu o pierdoleniu klimatologów i mediów, że to ludzie będą uciekać z ciepłych do chłodnych krajow. Prawda jest taka że teraz Polak, Brytyjczyk czy Szwed woli postawić sobie dom na południu Włoch, czy Hiszpanii a nie na północy Europy, gdzie kurtka staje się obowiązkowa cały rok.
@wladyslaw_krakowski, nie zgadzam się z tym, wiosna przez cały rok jest bardziej komfortowa niż mroźna zima i upalne lato.

To, że kupowane są domy na południu Włoch czy Hiszpanii wynika z tego że są one tanie, bo wcześniej tamte rejony zostały opuszczone. Kiedyś mieszkanie tam było nieprzyjemne latem, teraz stało się znośne, więc gdy jest możliwość taniego odkupienia takiego domu to ludzie korzystają i wracają w rejony które kiedyś się niemal wyludniły.
@borubar, mylisz się. Marzeniem każdego Europejczyka sa ciepłe kraje a nie pizdziejaca północ, w której ogrzewanie niedługo będzie musiało być odpalone cały rok. Porównaj też gdzie jeżdżą ludzie w lato wypoczywać - do Szwecji czy Egiptu? I to pomimo 50 stopniowych upałów.
@wladyslaw_krakowski, przecież wiosną nie potrzeba ogrzewania, mając wiosnę cały rok w ogóle ogrzewania nie użyje się ani przez chwilę.

No i nie jeździ się do Egiptu latem tylko zimą - tam ruch zaczyna się dopiero w listopadzie a szczyt sezonu turystycznego przypada na styczeń-luty.
@borubar,

Ocieplenie ma swoje dobre strony i to zwykle głównie dobre, poza wzrostem poziomu morza za 500 lat o jakieś 5 metrów (choć to też nie jest jakaś tragedia).

Jednak to nie jest tak, że latem są niższe temperatury przy ociepleniu. To nie model domu z grzejnikiem i ociepleniem. Warstwa CO2 ma wpływ i latem i zimą na lekkie podnoszenie temperatury, bo zmniejsza emisję promieniowania podczerwonego długości kilkunastu mikrometrów, czyli takiego z promieniowania ciał z temperatury ogrzanej ziemi czy nawet zimnej ziemi.
@DarrDarek, dlaczego poziom morza miałby się zmienić?

Że jak się zmieni pogoda to więcej wody poleci do morza? Nie poleci. Zresztą nawet gdyby poleciało to skąd weźmie się ta woda? Przecież nie z kosmosu, całość działa w obiegu zamkniętym. Jak w jednym miejscu ubywa to w innym przybywa i poziom się nie zmienia.

Gdy statek tonie to poziom wody w zbiorniku się nie podnosi.

Mogą być miejscowe zmiany albo chwilowe wahania gdy przemieści się jakaś duża masa np po stopieniu się lodowca na północy Europy to Skandynawia się podniosła a dna morskie wokoło niej zapadły, ale na sytuacje globalną w długim terminie coś takiego nie wpływa - w jednym miejscu przybyło w drugim ubyło suma pozostaje stała.

Ocieplenie działa w 2 strony jednakowo - chroni przed nagrzewaniem od słońca za dnia i przed wychładzaniem nocą.

Jeśli masz na myśli wewnętrzne źródła ciepła (z rozpadów promieniotwórczych we wnętrzu ziemi, tarcia płyt tektonicznych itp) to ma marginalnie mały wpływ na klimat. To ciepło jest odizolowane przez tak grubą warstwę skał że odrobina dodatkowych gazów w atmosferze nie wpływa w zauważalny sposób na szybkość z jaką to ciepło leci w kosmos.
@borubar,

Gdy statek tonie to poziom wody w zbiorniku się nie podnosi


Nie o tym mowa. Mowa o tym, że lądolód Grenlandii topnieje i za 500 lat w tym tempie stopi się i ten lód, który był na lądzie spłynie do morza. Co istotne, nie topi się Antarktyda. Odwrotnie, nawet minimalnie przyrasta tam lądolód. Oczywiście, gdy głupi propagandziści pokazują wielkie pole lodowe w Antarktyce, które pęka i odrywa się od kontynentu, to oczywiście jest to bzdura pajaców lewicowych, bo pola lodowe wokół Antarktydy pływają po morzu i czy one stopnieją, czy się oderwą, to nie wpływa na poziom morza.

Podkreślić warto, że jeśli za 100 lat technologia się mocno zmieni, to może być tak, że ten proces zostanie zatrzymany i stąd to realne zagrożenie (dość liche), że za 500 lat będzie 5 metrów wyższy poziom oceanów, to takie straszonko na ludzi bez wiedzy. Oczywiście oszuści masońscy poprzez swoje lewicowe marionetki mówią, że to już miało lada chwila nadejść.

Ocieplenie działa w 2 strony jednakowo - chroni przed nagrzewaniem od słońca za dnia i przed wychładzaniem nocą


Nie, tak to nie działa. Promieniowanie o długości kilku-kilkunastu mikrometrów ze Słońca to minimalny udział w ogrzewaniu Ziemi. 99,9% ogrzewania Ziemi pochodzi z promieniowania w widmie światła widzialnego i w widmie wysokiej podczerwieni od 0,8 do ok. 1,2 mikrometra. Toteż ocieplająca warstwa CO2 działa głównie na to promieniowanie ogrzanej ziemi i wody, które ucieka w kosmos a praktycznie w nieistotnym stopniu chroni przed promieniowaniem długich fal podczerwonych, które ze Słońca idzie do Ziemi w mikroskopijnych ilościach.

Jeśli masz na myśli wewnętrzne źródła ciepła (z rozpadów promieniotwórczych we wnętrzu ziemi, tarcia płyt tektonicznych itp) to ma marginalnie mały wpływ na klimat


To są nieistotnie małe źródła ciepła, jakieś tam tysięczne czy milionowe cześci promila - nieistotne.
@DarrDarek,

Nie o tym mowa. Mowa o tym, że lądolód Grenlandii topnieje i za 500 lat w tym tempie stopi się i ten lód, który był na lądzie spłynie do morza.


Piszesz o Grenlandii która została wciśnięta pod ciężarem lodu wgłąb płaszcza ziemi o ponad kilometr. Jeśli się ten lód stopi to ona się podniesie o ten kilometr do góry, a druga strona tej samej płyty się zapadnie o tyle samo.

Sumaryczna masa a tym samym wyporność i objętość wypieranej wody z oceanu się nie zmieni - nie licząc jakiś chwilowych falowań i zawahań wywołanych olbrzymią bezwładnością płyt tektonicznych to w długim terminie poziom wody pozostanie taki jaki był.
@borubar,

Grenlandii która została wciśnięta pod ciężarem lodu wgłąb płaszcza ziemi o ponad kilometr


Wciśnięcie o km w głąb płyty pod ciężarem lodu to takie bajdurzenie. Owszem, o jakieś tam 50-100 m płyta może być wciskana pod ciężarem lodu a nie o 1 km.

Drugie twoje błędne założenie mówi, że jak już się gdzieś trochę płyta wcisnęła to gdy ona zostanie wypchnięta w górę, to nagle się dookoła niej zrobi głębiej i poziom morza pozostanie stały. To jest niemądre założenie - kompletnie bez sensu. Sam fakt, że kawał lądu wyspy z poziomu choćby zero metrów nad poziomem morza wyłoni się na 50 metrów, nie sprawi, że gdzieś obok się zrobi nagle głębiej w głębinach oceanu, bo niby z jakie racji. Nawet odwrotnie, powiązane płyty skalne mogą się wynurzyć dookoła wyspy o parę metrów zmniejszając o ułamki promila objętość miski oceanu i poziom morza może o milimetry wzrosnąć z tego powodu.

Nie kombinuj z płytami tektonicznymi, bo to głupiego robota. Model jest prosty - Grenlandia ma dajmy na to pół km lądolodu na sobie. Gdyby to się stopiło w całości, to może o jakieś 20-50 m ląd Grenlandii się podniesie, co jest mało istotne, ale istotne jest, że całościowy efekt stopienia lądolodu Grenlandii oceniany jest na wzrost poziomu oceanów o 7 metrów. To są procesy dość powolne. Stąd moje założenie, raczej potwierdzone przez naukę, że za 500 lat tej skali ocieplenia może być o 5 metrów wyższy poziom oceanu, to nie jest żadnym większym problemem.

Dużo większym problemem byłoby stopienie się lądolodu Antarktydy. To na razie nie grozi, Antarktyda nieznacznie zwiększa grubość lądolodu. Jednak stopienie tego oznaczałoby wzrost poziomu oceanów o ok. 60 metrów. Co już zdarzało się (nie było czegoś takiego jak lądolód Antarktydy np. 400 mln lat temu) i z badań wiadomo, że poziom oceanów był wyższy o te kilkadziesiąt metrów.
@DarrDarek, tylko cienka górna warstwa ziemi jest ciałem stałym, Ziemia (jako planeta) jest płynna, lądy pływają po powierzchni płaszcza ziemi. Gdy zmienia się ich obciążenie to zapadają się głębiej albo wypływają wyżej, mogą się też przechylać - zupełnie tak jak na statku.

Prawo Archimedesa działa tak samo zarówno w małej skali w wannie jak i dużej planetarnej skali.

Przenoszenie obciążenia z jednego miejsca w inne nie powoduje wzrostu poziomu wody.

Bez dołożenia jakiejś masy z kosmosu niczego na Ziemi nie przybędzie.
@borubar,

Wyobrażanie sobie skorupy ziemskiej z górnych kilkudziesięciu km skał jako pływających fragmencików to taki obraz z serii "jak mały Kaziu wyobraża sobie". Pod skorupą grubości kilkudziesięciu km jest płaszcz zewnętrzny gruby na kilkaset km, a poniżej jest płaszcz wewnętrzny gruby na pół promienia ziemskiego.

Za bardzo pływasz w odmętach wyobrażeń, że wszystko się może zanurzać i wynurzać. Takie procesy zanurzania, wynurzania skał skorupy ziemskiej trwają miliony lat. Jakieś wielkie trzęsienia ziemi mogą coś wypchnąć lub zanurzyć ze skał na pojedyncze metry. Ogólnie, podważanie zrozumiałego modelu, że po stopieniu lądolodu Grenlandii poziom morza wzrósłby do 7 metrów, to zwyczajny brak wiedzy nadrabiany ogólnikami, że "wszystko sobie pływa".

Nadal podkreślam, że proces jest rozłożony na jakieś 500 lat.
@DarrDarek, zanurzenie i wynurzenie nie trwa milionów lat tylko najwyżej tysiące, przy czym najpierw ruch jest gwałtowny a potem wyhamowuje (70-80% przesunięcia nastąpi w ciągu pierwszych 500 lat).

Martw się raczej trzęsieniami ziemi jakie to wywoła a nie poziomem wody.