Lubię pomagać naszym krajanom na obczyźnie i robię to często. Oczywiście w kwestiach na których się znam, czyli najczęściej kwestia albo prawa pracy, albo bezrobocia (w tych dwóch przypadkach to inne osoby z naszego kręgu przejmują sprawy) albo z prawa migracji (tu akurat to ja).
Ale ostatni przypadek całą naszą bandę lekko zdemotywował.
Laska jest kurwa tak nieogarnięta że masakra. Ale od początku. Zadzwoniła do mnie laska z polskiego kościoła (poznaliśmy się kiedy chciałem rozszerzyć nasze polskie znajomości, właśnie tam). Mówię jasne, pomogę. Mój szwagier, który pracuje w związkach zawodowych przejął sprawę (trochę nie do końca zgodnie z wytycznymi, bo nie była członkiem związków ale że to Polka to robił co mógł). Zaangażowałem też kumpelę z kasy dla bezrobotnych aby jej to ogarnęła. I masakra. Kiedy poszedłem z nią jako tłumacz, do kasy bezrobotnych to okazało się że już jest zapisana w innej. Ale luz, kumpela stwierdziła że da radę przepisać tylko potrzeba adresu. To dałem jej mój adres jako korespondencyjny. Nie mylić z zameldowaniem. I dzisiaj dzwoni moja kumpela że w systemie wyskoczyło że ona oficjalnie mieszka w innym kantonie. Dzwonię do niej. A ona ano tak, bo szukałam adresu i znajomy mi dał. Ja pierdolę. Problem z tym że ona już oficjalnie podlega pod kasę bezrobocia w kantonie gdzie ma adres. Kurwa, człowiek angażuje i siebie i znajomości a laska i tak robi co innego. Tak więc pierwszy raz stwierdziliśmy że mamy ją w dupie i niech sobie radzi sama.
#takietam
Ale ostatni przypadek całą naszą bandę lekko zdemotywował.
Laska jest kurwa tak nieogarnięta że masakra. Ale od początku. Zadzwoniła do mnie laska z polskiego kościoła (poznaliśmy się kiedy chciałem rozszerzyć nasze polskie znajomości, właśnie tam). Mówię jasne, pomogę. Mój szwagier, który pracuje w związkach zawodowych przejął sprawę (trochę nie do końca zgodnie z wytycznymi, bo nie była członkiem związków ale że to Polka to robił co mógł). Zaangażowałem też kumpelę z kasy dla bezrobotnych aby jej to ogarnęła. I masakra. Kiedy poszedłem z nią jako tłumacz, do kasy bezrobotnych to okazało się że już jest zapisana w innej. Ale luz, kumpela stwierdziła że da radę przepisać tylko potrzeba adresu. To dałem jej mój adres jako korespondencyjny. Nie mylić z zameldowaniem. I dzisiaj dzwoni moja kumpela że w systemie wyskoczyło że ona oficjalnie mieszka w innym kantonie. Dzwonię do niej. A ona ano tak, bo szukałam adresu i znajomy mi dał. Ja pierdolę. Problem z tym że ona już oficjalnie podlega pod kasę bezrobocia w kantonie gdzie ma adres. Kurwa, człowiek angażuje i siebie i znajomości a laska i tak robi co innego. Tak więc pierwszy raz stwierdziliśmy że mamy ją w dupie i niech sobie radzi sama.
#takietam
dodge_durango
1
To by książkę można pisać, mimo, że tam prawo sporo mniej restrykcyjne niż w CH.
A potem sobie zdajesz sprawę, że typowego człowieka przerasta przeczytania dwóch zdań, jest święcie przekonany, że on ma rację bo sobie tak w głowie ustalił, a na końcu obwini ciebie, że mogłeś przecież zrobić więcej i lepiej i poza adresem dać też im pokój bo gdzie się mają podziać.
reflex1
0