Właśnie wylądowałem w kraju i na świeżo chciałem podzielić się wrażeniami z #podrozujzlurkiem. Do Barcelony jechałem 31.10 na zjazd pewnych ekspertów który trwał 3 dni. Dodatkowe 3 dni przeznaczyłem na zwiedzanie. Mniej więcej przed wyjazdem zrobiłem rozeznanie z Gemini czego się spodziewać,co wziąć i co tam robić, ale i tak kilka rzeczy mnie zaskoczyło, choć ogólnie wyjazd wyszedł na 4+. Ostatni posiłem zjadłem w Polsce o 11 w dniu wyjazdu. Po przylocie na miejsce to czego się spodziewałem, czyli słoneczna pogoda i 19'C. Dotarłem na stację kolejową, kupiłem bilet na pociąg R2 nord który jechał 40 min i zawiózł mnie 2.5 km od hostelu. Dobrze że przed wyjazdem pobrałem mapę offline na telefon, bo jak się okazało roamingu nie miałem wykupionego. Przebijałem się leniwie i z przyjemnością przez miasta i nagle ... kilka dziwnych szarych wież zobaczyłem na horyzoncie, które strzelały w niebo.To ten słynny kościół,Sagrada Familia.20 min później byłem w hostelu.Mimo iż miałem opłacone łóżko przed wyjazdem, na miejscu musiałem dopłacić ok. 7 euro za jakieś opłaty. No nic, hostel był w miarę tani, coś tam pisali o tym w mailu z rezerwacją.Wrzuciłem walizkę do pokoju i wyruszyłem na miasto, bo za 3 godz. miało się ściemniać. Najpierw skierowałem kroki ku knajpom z żarciem,bo byłem głodny.Było ich dużo,wybrałem jakąś chińską i zjadłem makaron z kurczakiem za 9.5 euro. Powróciłem do hostelu, przechodząc obok placu Katalonia na którym było wiele ludzi. Przy łóżku w hostelu oświetlenie oraz gniazdko, bardzo przydatne. Położyłem się spać. Mimo iż pozostali lokatorzy co chwilę chrząkali czy lekko chrapali, udało mi się zasnać i wyleżeć, choć nie był to tak głęboki sen jak w domu. Nazajutrz wykupiłem śniadanie w hostelu za 10 E i najedzony, obmyśliłem plan dnia. Zobaczyć plażę La Barcelonetta, poszedłem tam zaraz po śniadaniu. Palmy na ulicach, myślałem że ktoś się będzie kąpać, ale nie było śmiałków. Ja w krótkim rękawku, choć większość Hiszpanów na ulicach chodziła w kurtkach i spodniach, i to czarnych. Ciekawe dlaczego. Potem pora na paello, lokalną potrawę i piwo San Miguel. Nawet dobre, 5.9%. Odwiedziłem też lokalne sklepy, gdzie puszka kosztowała 2.5 euro. Potem jadłem takie pieczywo nacierane oliwą w jakimś sosie pomidorowym, też dobre. Snułem się uliczkami, zauważyłem wtedy że miasto jest w dolinie, a królują nad nim 2 albo 3 wzgórza. Na jednym zamek, na 1 wieża telewizyjna. Na niebie było czasami widać samoloty lądujące niedaleko. Wieczorem 1.11 wybrałem się na mszę do krypt Sagrady. Fajne przeżycie,mimo iż prawie nie rozumiałem po hiszpańsku.Coś tylko Santa Maria i po tonie wyłapałem że zdrowaś Marjo, koronka itp. Ale msza jest inna niż u nas.W czasie mszy śpiewają i klaskają,to jest fajne! Na znak pokoju każdy podaje sobie ręce co jest fajnym gestem, bo od czasów plandemii w PL nikt mi ręki nie podał. W ogóle wieczorem Sagrada wygląda obłędnie. Te wieże, rzeźby, dużo symboliki, jakieś zwierzęta, kanciaste figury świętych, ciekawie podświetlone,strzeliste wieże i witraże w oknach.Zbiera się tam mnóstwo ludu wieczorem.

Kolejne 3 dni spędziłem na panelach tematycznych zjazdu,ale powiem tylko że jednego popołudnia wzięli nas na 2 godz. przejażdżkę busem po mieście. Przewodnik opowiadał co teraz widać, wyszliśmy na pół godziny na wzgórzu Montjiuc. Całą marinę,stocznie,magazyny cargo było tam widać. A kolejnego dnia wieczorem byliśmy w restauracji na 19 piętrze hotelu, skąd roztaczał sie fajny widok na oświetlone miasto.

Następnego dnia po śniadaniu pożegnałem się z uczestnikami i wróciłem z powrotem do swojego hostelu na ostatnie 2 dni. Wracałem pieszo chyba z 15 km z walizką na kółkach. Najpierw przeszedłem obok stadionu Camp nou który wyglądał jak plac budowy.Poprzedniego wieczoru grali tam mecz z Avillą.Potem przeszedłem obok dziwnych wysokich kominów, kilku jakby mini kamiennych ryneczków akurat remontowanych, przeszedłem pod linią pociągową na lotnisko docierając do wzgórza widokowego w dzielnicy Marina de port. Piękmny widok się tam rozciągał i prawie wcale turystów, bo autobusy tu nie docierały. Potem wdrapałem się na wzgórze Montjiuc, gdzie zobaczyłem dziwny cmentarz. Ten cmentarz to było małe miasto, bo miało swoje drogi, jeździł tam nawet autobus. Trochę inny cmentarz niż nasze, a dodatkowo jak wdrapałem się na najwyższe piętro to widziałem cały port, dzielnicę San Martin, za darmo. Po 2 godzinach wyszedłem z cmentarza i skierowałem się na szczyt wzgórza. Tam wyglądało jak w starej pruskiej twierdzy, ale nazwa tego przybytku to zamek Montjuic. Tam już sporo turystów wędrowało.Dookoła zamku było za darmo, aby pochodzić od środka trzeba było kupić bilet chyba za 11 E.Nie wchodziłem bo czas gonił.Na 4 rogach tego fortu stoją olbrzymie armaty, które broniły twierdzy ze wzgórza. Ze wzgórza zjeżdża kolejka linowa chyba do centrum miasta, ale ja schodziłem pieszo ze wzgórza. Tam jeszcze jeden punkt widokowy nazwany Mirador,gdzie turyści robili sobie zdjęcia.Znowu zrobiłem kolejne 2 km aby wyjść z tego parku,bo chyliło się ku zmrokowi.Błądziłem trochę,aż znalazłem wyjście do poziomu ulicy tuż przy dokach portowych.W pewnym momencie trafiłem na obowozisko namiotów, w którym koczowali bezdomni murzyni.Tu już się nie zatrzymywałem,szedłem szybko, akurat jak zapadł zmrok to dotarłem do początków miasta gdzie było jasno i wiele ludzi.Stamtąd po 4 km doszedłem do hostelu. Wrzuciłem walizkę do schowka i pomaszerowałem na miasto. Kupiłem 2 piwa San Miguel,crossrainty,a w lokalnym warzywniaku białe winogrona i jakieś słodkie coś wielkości grejfruta ale spłaszczonego.Jak się potem okazało było to mango.A winogrona były dość słodkie,teraz mam porównanie do tych z Polski. W hostelu wypiłem piwo w jadalni, pochodziłem godzinkę na internecie i jak jechałem windą do swojego pokoju to spotkałem w niej 2 dziewczyny. Jedna dość ładna, w krótkich spodenkach malowała się w lustrze windy. Druga przeciętna,bardziej ubrana.Patrzyłem z ciekawością,ale nie smiałem się odezwać.W pewnym momencie ta która się malowała gada coś do drugiej "podaj mi tusz do rzęs". No to we mnie się zagotowało,odezwałem się "Polska gurom".Roześmiała się ta która się malowała i powiedziała mi że idą do kluby Choco. Skinąłem głową i poszedłem do siebie. A dziś rano znowu wykupiłem śniadanie w hostelu, o 11 się wymeldowałem. Włączyłem nawigację i pomaszerowałem pieszo 40 min do stacji kolejowej El Clot. Stamtąd miałem pociąg bezpośredni na lotnisko.Nie mogłem kupić biletu w automacie płacąc kartą Revolut (jak ktoś chce reflinka to dajcie znać-obopólne korzyści) i zaczynałem się denerwować.Powiem wam,że czy to w menu restauracji, czy w tych automatach biletowych nie wszystkie komunikaty są przetłumaczone po angielsku.Nie domyśliłem się że kazał mi wpisać pin, choć jak przyjechałem to bilet za 5.5 E kupiłem bez pinu.A pinu nie pamiętałem,a jak włączyłem apkę Revoluta aby podejrzeć pin to okazało się,że to jest możliwie jedynie online, a dostępu do netu nie miałem. Jednak zauważyłem obok okienko kasowe, a jako że miałem gotówkę to już za chwilę byłem na peronie.Sama stacja trochę zniszczona, najlepsze lata ma za sobą.Z ciekawostek powiem, że na peron wejdziesz tylko po przystawieniu bilety do czytnika.Na lotnisku znalazłem swoje stanowisko odprawy,nadałem bagaż,przeszedłem kontrolę i niepasowała im moja napełniona w połowie butelka z wodą 250 cl.Strażnik powiedział tylko "drinki" no to wypiłem 2 łyki i machnął ręką.Potem miałem 1.5 godziny do odlotu, to się wałęsałem po strefie bezcłowej. Jako że zostały mi piniądze, kupiłem czerwone wino za 12 E bo chciałem sprawdzić jak wygląda ta opcja zakupu. Zwiedziłem jeszcze pozostałe odnogi lotniska. Lot przebiegł dobrze,słuchałem radia całą drogę.WYobraźcie sobie że radio UKF w samolocie działa...Najpierw słuchałem radio hiszpańskie,potem francuskie, i to na wysokości 12 km.Ale sieci komórkowych nie ma.Po wylądowaniu wróciłem do szarych myśli, bo byłem jeszcze w podkoszulku a uderzyło we mnie powietrze o temperaturze 2 'C. Jeśli macie pytania to pytajcie.

10

@prawdabezfalszu, citybreake - chyba musze to sobie odświeżyć po Twojej lekturze. Brak internetu w telefonie - no zgapiłeś się ale ma to plusy i ile np taki OSMaps z mapami i wiki offline to wystarcza a i człowiek mniej w telefonie siedzi a wiecej się rozgląda.
@prawdabezfalszu, Jakim cudem nie miałeś internetu? Przecież mając polską kartę masz wszędzie i to bez dodatkowych opłat jakiś pakiet. Ja mieszkam poza UE a miałem internet wszędzie, nawet w Gruzji czy Albanii.