Poprawnie wyjaśnione w 1 komentarzu.

Ładując masę nawozów azotowych i fosforowych (budujących białka) sprawia się że rośnie biomasa plonu - wzrost CO2 to części na milion - aktualnie około 450 ppm chyba - to ma mierzalny ale nie główny wpływ. I kurwa nie, CO2 alchemicznie nie sprawia że jest więcej ołowiu w glebie - ten ołów już tam był, zwłaszcza jak importujecie żywność z wschodniej Ukrainy #pdk

Chcesz mieć "żywne" żywienie - to nawóź sobie sam swoje własne uprawy, (ew umów się z zaufanym rolnikiem na zasadzie "będę co roku na 100% kupował od ciebie na jesień tonę wysokojakościowych kartofli co rok i dam ci za to uczciwą cenę 3zł/kg" komercyjni producenci mają (nic osobistego) w dupie waszą jakość żywienia i chcą zarobić+przetrwać na rynku.

8

@kusanagi,

Nie chodzi o żadną "masę nawozów", a jedynie o optymalną ilość nawozów. Zbyt duża ilość nawozów nic nie daje nawet w postaci naturalnego nawozu - obornika.

Owszem, większość wzrostu plonów z ostatniego półwiecza to zasługa dobrej ilości nawozów sztucznych, dobrej jakości ziarna zasiewowego, a jedynie w ok. 10% wzrost plonów jest spowodowany większym stężeniem CO2 w atmosferze dziś niż pół wieku temu. I to nieistotne, że stężenie CO2 jest bardzo niskie. Wzrost tego stężenia CO2 zawsze zwiększa plony.

Bajdurzenie, że zmniejsza się ilość minerałów w plonach. Oczywiście, że się lekko zmniejszy. Jeśli ktoś miał 50 lat temu plon 5 ton pszenicy z hektara i 25 ton ziemniaków z hektara, a dziś mając dokładnie to samo nawożenie ma plon 5,5 tony pszenicy z hektara i 27,5 tony ziemniaków z hektara, to mając zmniejszoną o 3% stężenie minerałów w masie ziarna i w masie ziemniaków i tak ma więcej tych minerałów w ogólnym, uzyskanym dziś plonie.
@DarrDarek, """aktualnie około 450 ppm chyba"''"

Oficjalnie 420 ppm. Jednak znajomy pracuje w branży rolniczej i twierdzi, że gdzie na świecie nie był to wszędzie mierniki wskazują poziom 320-350 ppm - a przecież przy ziemi jest najwięcej, bo to ciężki gaz.
@HerbaMate,

Średnio na świecie jest jakieś 415 ppm. Pół wieku temu było 295 ppm. Dziś jest szybsze tempo pochłaniania CO2 przez wodę oceanów, stąd mija jakieś 6 lat na kolejne 10 ppm wzrostu stężenia. W 2031 r. będzie jakieś 425 ppm.

CO2 jest tak idealnie wymieszany, że nie ma praktycznie różnicy stężenia czy to przy ziemi czy na wysokości 10 km i wyżej. Gdyby go było dużo, to pewnie zacząłby się rozwarstwiać. Pomiar CO2 jest na tyle trudny, że każdy miernik może pokazywać tylko zgrubnie. Idealny pomiar, to wziąć cały 1 m3 powietrza i choćby metodą rozpuszczania w wodzie sprawdzić, czy faktycznie po rozpuszczeniu w wodzie destylowanej całości CO2 będzie tam dokładnie 0,415 litra CO2. Przykłady niedokładnych pomiarów to choćby mierniki zużywanej energii w urządzeniach domowych. Błąd pomiaru niskiego zużycia potrafi być w tysiącach procent - zamiast 0,1 W taki miernik może pokazać np. 6 W.

W miejscach zielonych stężenie CO2 ponoć może być 390 ppm, a nad miastami z elektrowniami węglowymi może być 430 ppm.
@kusanagi, a to dobre jest

Może i przez CO2 mamy więcej roślinek, ale to te źle roślinki które obraziły się na glebę

Zapewne roślinki z Jury, kiedy co2 było dużo więcej były tak ujowe, że dinozaury po zdychały.

To nie był meteoryt
@Dps, W Polsce mieliśmy kilkaset lat temu małą epokę lodowcową - Bałtyk zamarzał, pewnie z powodu średniowiecznych maszyn do przechwytywania CO2 z atmosfery.

10k lat temu 1/4 Europy była skuta lodem - przecież gdyby to się wydarzyło dziś, byłaby to katastrofa klimatyczna wymagająca biliardów $$ żeby ją skontrować - abstrakcyjne lodołamacze na bałtyku żeby handel morski mógł dalej funkcjonować.
Jeżeli zaś chodzi o owoce - po prostu posadźcie sobie w ogródku na tych 3 metrach^2 zamiast tych jebanych tui czy innego kwestionowalnie ozdobnego gówna odmiany plenne - wystarczy wiedzieć jak ciąć, jak nawozić, jak dbać - glebę przekopujecie, dodajecie czarnoziemu, próchnicy, aerujecie aby na starcie mieć wykurwiście płodną ziemię - i macie tyle słodkich owoców (które możecie łatwo zakonserwować - np. wysuszyć) że będzie wam wychodzić bokiem wpierdalanie tego - pełno witaminek i minerałów.

Pracy jest mało - raz przygotujecie glebę i posadzicie, potem raz w roku na mroźne suche styczniowe popołudnie tniecie, raz wypierdolicie jakiś nawóz w ziemię, raz zbierzecie na jesień - wszystko możecie robić z dzieciakami w ramach zabawy "kto 1 zbierze koszyk ten nie zostanie sprzedany w niewolę"

To nie 1600 rok, że w Polsce jest mała epoka lodowcowa i są odmiany z tylko małymi, twardymi, kwaśnymi #pdk owocami. Zarówno wiedza techniki uprawowej, genetyka odmian poszły zajebiście do przodu.

Na podobnej zasadzie właściciel ziemski Jan Słomka (taki ogarnięty chłop który potrafił myśleć i testować nowe rozwiązania - rzadkie 100 lat temu) ogarnął temat mleka - 1 dobrze odżywiona i zadbana krowa daje tyle mleka dla rodziny że rzygać ci się już od tego chce

http://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_S%C5%82omka_(w%C3%B3jt)
Tutaj mirek ogarnął temat pomidorów - nie jest to idiotoodporna roślina* - ale kto ma mózg ten prędzej czy później wymasteruje sobie konkretne plony przy minimum pracy na zasadzie "praca na działce jako relaks"

*główny problem jest taki że co roku trzeba od 0 rozpoczynać uprawę, od nasionek, siewek, prowadzenie, cięcie gałązek/listków/kwiatów, utrzymywanie warunków w szklarni, pilnowanie by zaraza czy szkodniki nie chwyciły - jabłka są znacznie bardziej samoobsługowe.