#przemyslenia #igrzyska

Zawsze wydawało mi się, że idea stojąca za drużynami narodowymi jest taka, że dany naród wybiera swoich najlepszych w czymś członków tego narodu i ci ludzie reprezentują ten naród skacząc, biegając na czas, grając w piłkę. Cokolwiek. W ten sposób pozostali członkowie narodu mogą się rzeczywiście identyfikować z danym piłkarzem - "on jest Polakiem tak jak ja", czy też "Francuzem tak jak ja". Czując więź narodową cieszymy się z sukcesu tej osoby utożsamiając się z jej osiągnięciem. A contrario masz gdzieś sukces Brazylijczyka, czy Japończyka. W przeciwnym wypadku trzeba by być przez kilka tygodni w nieprzemijającej ekstazie bo ciągle ktoś zdobywa złoto. Tutaj chyba nie ma nic kontrowersyjnego

Jeśli miałoby być inaczej i np pod banderę danego kraju można wciągnąć absolutnie każdego to jaki jest wtedy powód tego, żeby cieszyć się z sukcesu? Jakby jutro zapłacić Etiopczykom i wrzucić ich wszystkich pod flagę biało czerwoną, a potem się z tego cieszyć, że wygrywają maraton to jaka jest podstawa tego zadowolenia? . Albo jakby kupić 20 najlepszych piłkarzy na ziemi i dać im biało-czerwone koszulki. Jeśli ktoś, na skutek medialnego huraganu odczuwałby radość, to jaka byłaby oprócz wpływu mediów podstawa tego zadowolenia?

Przecież to wypacza cała ideę międzynarodowego sportu. W takim układzie te "latanie" po arenach w kolorze danego kraju nie niesie za sobą żadnej wartości. No bo skoro pod daną flagą może być każdy, to znaczy, że taka flaga reprezentuje **nikogo**.

dygresja- tutaj warto by temat rozwinąć, bo idea, że ktoś/coś się kimś staje ze względu na samą definicję w oderwaniu od ontologii idzie bardzo w sukurs postmodernistycznej wizji społeczeństwa - "ktoś jest Polakiem bo tak go definiujemy". Ktoś jest "kobietą " bo tak się sama definiuje

I piszę o tym, bo jakiś typ pojechał na łyżwach i ludziska się jedni cieszą, inni nie bo to Rusek. Spotkały się tutaj dwa spierdolenia mające swój grunt w indukowanym przez merdia odruchu stadnym. Jedno, które każe kogoś nienawidzić oraz te które każe cieszyć się sukcesem innej osoby, która nie ma z tą osobą żadnego związku( tego eterycznego - narodowego, który wypełnia 100% tych powodów).

I to wszystko w czasie, kiedy nie można zjeść ruskiego pieroga, ze względu na człon "rus" w nazwie.

12

@Dps, a Olisadebe ? Ożenił się z Polka maja Dziecko to wtedy mam się dopiero cieszyć jak jego potomek coś wygra ? Wiesz mi się wydaje ze zawsze na przestrzeni wieków Polakami byli ci którzy cenili to miejsce i kulturę. Jesteśmy w takim miejscu w Europie ze to taki wielki kocioł wschodnich zachodnich północnych i południowych przybyszów którym spodobał sie ten skrawek ziemi. Stworzyli kulturę język i zachowania które cenimy i kultywujemy w tym miejscu na ziemi. Wiec tak Rosjanie czy Ukraińcy mogą stać sie Polakami jeżeli cenią i kultywują kulturę tego miejsca. Problem rodzi sie gdy zamiast tego tworzą sie disapory nie mające zamiaru przyjmować obecnych w danym miejscu zasad i tradycji. Polak to nie genom to stan umysłu tak to widze ale oczywiście to moja osobista opinia.
@Telepatos, serio?

Ja nawet bym sobie częściowo zaprzeczył przy tym Rosjanie, bo można uznać, że ma jakiś związek z Polską. Przykład jego jest tym śmieszniejszy, że dopiero co była afera, że wiernikowska miała pokazać Rosjan jako ludzi a nie orków

Ale podałeś najbardziej ordynarny przykład kiedy wrzucono murzyna do kadry by strzelał gole nie mając NIC wspólnego z Krajem i to jest na coś argument bo PÓŹNIEJ ożenił się z Polką?

Czyli można sprowadzić 20 etiopczyków do biegów. Albo 20 Chińczyków do ping pong I Ty będziesz czuł szczęście, że zdobywają medale dla Polski?

Ja tutaj nic nie poradzę, ale "szczęście" i "dumę" można ludziom medialnie wyindukować.
@Dps, przyznaje sprawdziłem olisadebe akurat chyba czuł się bardziej Nigeryjczykiem bo koniec końców tam właśnie teraz spędza życie, po rozwodzie z ta Polka.

Ale powiedz mi DPS jak myslisz twoi przodkowie wszyscy jak makiem zasiał sa z nad Wisły ? U nas się przewijali przeróżni przybysze o których pochodzeniu niewiele wiemy , jakieś kręgi kamienne na Pomorzu kto je robił nie wiadomo kto bo slowanie woleli kręgi dębowe . Tatarzy którzy od końca 14 wieku zawsze byli częścią wojska polskiego aż do 1939. Trochę bliżej w czasach rozbiorów pełno najechało nachodźców. Czy jednak posiadamy jakiś wyselekcjonowany gen Polski ktory udowadnia kogo zwycięstwami mamy się cieszyć ? Pomóż mi zrozumieć dlaczego tych 20 Kenijczyków jeżeli uwielbiają pierogi i bigos, czytają nasze książki , znają nasz język cenią nasze tradycje i dostosowują sie do tego jacy jesteśmy to nie mogą być nazwani Polakami ? Czy może to kim jestes definiuje miejsce urodzenia ? Zawikłana sprawa ale nadal skłaniam sie w kierunku tego ze to zachowanie i cenienie tradycji miejsca w którym jest Polska czyni nas nacją i jeżeli ktoś sie osiedla i przyjmuje miejscowe tradycje wychowuje swoich potomków w duchy tego miejsca to to jest Ok i można nazwać go miejscowym bez względu na to jak wyglada lub gdzie sie urodził . Problem jest kiedy ktoś przyjeżdża by czuć sie innym jak widać z przybyszami w Niemczech Francji czy Angli gdzie wręcz czuja niechęć lub pogardę do miejsca w którym sie osiedlają pruboja je zmienić i dostosowywać do siebie. Na pewno ograniczanie liczby przybywających i sprawdzanie ich integracji w jak najszybszym czasie jest priorytetem ale uważać ze nikt do tak zajebistego miejsca jakie mamy nie będzie chciał przyjechać i zostać jest nierealne. Polska w porównaniu do reszty świata wypada naprawdę naprawdę dobrze. Jeszcze żeby sie tych złodzieji poskomunistycznych polityków jakoś pozbyć to mogłoby nam sie żyć naprawdę komfortowo.
@Telepatos, dobrze, już napisałem, jestem w stanie przyjąć jakieś argumenty przy tym Rusku. Jest 4 lata, chce być Polakiem etc. przykład jest jaskrawy, bo to R o s j a n i n

Ale rozdawanie obywatelstwa by tylko zdobywał medal, a później będzie dostawał do usranej śmierci kasę od tych Polaków którzy zaspokoili swoją próżność, na skutek medialnego huraganu, że to najważniejsze na świecie, że łyżwiarz dotyczył 2x axla i 5x tulipan...

To niech to chociaż na sens, na gruncie CZEMU się cieszymy. Niech NAJPIERW "wszyscy" uznają że ta osoba to Polak, bo ma Polska kulturę, bo tu żyje, bo z tym miejscem wiąże losy, a potem dopiero wciągajmy do drużyny.

Nie ma odwrót.
@Dps, ruskie pierogi tak naprawdę są łemkowskie, znane jako perohy, po prostu to był element biednej kuchni, która aby się popisać robiła właśnie takie danie.
@Dps, ja od lat jeśli już to mam takie uczucie, że "fajnie", a niektórzy jak mój stary to się zatrzymali na etapie 10 letniego mnie co się jarał Małyszem i potem szedł na skocznie bić rekord 15 metrów. chłop na 60 lat mi gada o Idze Świątek... żeby tylko wiedział jak bardzo mam gdzieś tą rozkapryszoną gówniarę.

kiedyś na wykopie natknąłem się na film gdzie masoneria specjalnie podstawiła pod nos motłochowi sport żeby odwrócić uwagę od tego co istotne. wypowiadał się w nim jakiś Amerykanin. szukałem, ale nie znajdę, ozłocę jeśli ktoś potrafi to znaleźć.

edit: zdaje mi się, że to, ale tamto miało napisy http://youtu.be/wo9l--9bpms
@PostironicznyPowerUser, ta, też mam to gdzieś i uważam że zainteresowanie tak zupełnie nie istotna rzeczą jak np zwycięstwo w pływaniu synchronicznym czy czymkolwiek jest indukowane mediami.

Z tym, że w tym wpisie skupiam się na ludziach którzy nie mają tego gdzieś więc jeśli już się cieszymy z kogoś sukcesu to musimy mieć podstawy. Tą podstawą jest naród, a idąc jeszcze głębiej to wrodzony trybalizm. Z tym, że jak widać, te wrodzone instynkty można przekierować na zupełnie fałszywe tropy

Edit: tak Noam dobrze to ujął, odwrócenie uwagi, budowanie i trenowanie spójności
żeby odwrócić uwagę od tego co istotne. wypowiadał się w nim jakiś Amerykanin


@PostironicznyPowerUser, ale to pięknie działa. Z większością amerykanów można rozmawiać tylko o najnowszym serialu na netfliksie albo właśnie o sporcie. Ich cała osobowość zamyka się w wybranym klubie sportowym.
@Dps, O to to to. Dokładnie, na wykopie oczywiście, że ten Sasha to "prawdziwy polak" i hejt wobec tych, którzy się temu sprzeciwiają. Sport dziś jest komiczny - w tenisie stołowym każda drużyna narodowa wystawia swojego Ching-Chonga, który nawet nie zna słowa w języku "swojego" nowego kraju, w futbolu natomiast mamy szkolenie czarnych w ich macierzystych krajach przez szkółki klubów z budżetem sięgającym miliardów euro i po znalezieniu talentu się go nacjonalizuje - gdzie tu sport i szanse białego, młodego chłopaka i uczciwej rywalizacji?

O wiele chętniej oglądałbym MŚ w piłce nożnej, gdzie do finałów dochodzą jakaś Nigeria, czy Senegal z zawodnikami z najlepszych klubów, a rdzenni europejczycy rywalizują z nimi niezłą techniką i strategią.