Przez lata karmiono nas narracją o „zielonym wzroście”. Że wystarczy zamienić węgiel na OZE i atom, a wszystko inne może zostać po staremu: konsumpcja, tempo życia, model gospodarki.
Miało być ekologicznie, tanio i sprawiedliwie jednocześnie.
Dziś coraz wyraźniej widać, że to była iluzja.
Od początku było wiadomo, że wprowadzane eko-obciążenia zwiększą rozwarstwienie społeczne. Uderzą najmocniej nie w korporacje, lecz w klasę średnią i zwykłych ludzi. I dokładnie to obserwujemy.
Przez lata ogromną rolę w budowaniu tej narracji odegrały opłacane NGO-sy i „eksperckie” organizacje ekologiczne, finansowane z grantów publicznych, funduszy unijnych i prywatnych programów.
Ich zadaniem nie było już tylko chronić środowisko, ale sprzedawać politykę jako coś bezbolesnego. Zamiast mówić o kosztach, ryzykach i nierównościach, tworzyły komunikaty marketingowe: że transformacja będzie „zielona”, „sprawiedliwa” i „korzystna dla wszystkich”.
Media bardzo chętnie tę opowieść podchwyciły.
Bo łatwiej sprzedać historię o postępie niż o wyrzeczeniach. Zamiast realnej debaty dostaliśmy hasła: zeroemisyjność, neutralność klimatyczna, zielone miejsca pracy. Rzadko mówiono, kto faktycznie zapłaci rachunek i kto naprawdę na tym skorzysta.
W praktyce NGO-sy zaczęły funkcjonować jak agencje PR dla polityki klimatycznej. Produkowały raporty, konferencje, kampanie społeczne i „edukację”, która częściej przypominała promocję niż uczciwą analizę.
Krytyków określano jako „wrogów klimatu”, „populistów” albo „foliarzy”, zamiast wejść w rozmowę o realnych skutkach dla ludzi czy gospodarki .
Efekt? Powstała bańka informacyjna.
Edukowaliśmy się nawzajem w swoich środowiskach, podczas gdy dla większości obywateli te postulaty brzmiały jak bajania oderwane od codzienności: rachunków za prąd, kosztów ogrzewania, cen mieszkań czy paliwa.
Dziś ta bańka zaczyna pękać. Nawet w mediach głównego nurtu pojawia się stwierdzenie prof. dr hab. Ewy Bińczyk:
👉 „Zielony wzrost to mrzonki”.
👉 Fotowoltaikę montują głównie zamożniejsi Polacy.
👉 Dekarbonizacja udaje się głównie tam, gdzie ludzi stać na inwestycycje wspierane programami typu „Mój Prąd”.
Czyli: transformacja działa selektywnie. Dla bogatszych jest szansą, dla reszty - kolejnym kosztem.
Może więc czas przestać udawać, że wystarczy zmienić źródło energii, a zacząć mówić uczciwie o tym, że bez zmiany modelu gospodarki i bez ochrony klasy średniej „zielony wzrost” pozostanie tylko ładnym hasłem.
Bo ekologia bez prawdy i bez sprawiedliwości społecznej zamienia się w marketing, a nie w realną zmianę.
Źródło
http://x.com/Wbalcerzak87/status/2015693716275474689
Miało być ekologicznie, tanio i sprawiedliwie jednocześnie.
Dziś coraz wyraźniej widać, że to była iluzja.
Od początku było wiadomo, że wprowadzane eko-obciążenia zwiększą rozwarstwienie społeczne. Uderzą najmocniej nie w korporacje, lecz w klasę średnią i zwykłych ludzi. I dokładnie to obserwujemy.
Przez lata ogromną rolę w budowaniu tej narracji odegrały opłacane NGO-sy i „eksperckie” organizacje ekologiczne, finansowane z grantów publicznych, funduszy unijnych i prywatnych programów.
Ich zadaniem nie było już tylko chronić środowisko, ale sprzedawać politykę jako coś bezbolesnego. Zamiast mówić o kosztach, ryzykach i nierównościach, tworzyły komunikaty marketingowe: że transformacja będzie „zielona”, „sprawiedliwa” i „korzystna dla wszystkich”.
Media bardzo chętnie tę opowieść podchwyciły.
Bo łatwiej sprzedać historię o postępie niż o wyrzeczeniach. Zamiast realnej debaty dostaliśmy hasła: zeroemisyjność, neutralność klimatyczna, zielone miejsca pracy. Rzadko mówiono, kto faktycznie zapłaci rachunek i kto naprawdę na tym skorzysta.
W praktyce NGO-sy zaczęły funkcjonować jak agencje PR dla polityki klimatycznej. Produkowały raporty, konferencje, kampanie społeczne i „edukację”, która częściej przypominała promocję niż uczciwą analizę.
Krytyków określano jako „wrogów klimatu”, „populistów” albo „foliarzy”, zamiast wejść w rozmowę o realnych skutkach dla ludzi czy gospodarki .
Efekt? Powstała bańka informacyjna.
Edukowaliśmy się nawzajem w swoich środowiskach, podczas gdy dla większości obywateli te postulaty brzmiały jak bajania oderwane od codzienności: rachunków za prąd, kosztów ogrzewania, cen mieszkań czy paliwa.
Dziś ta bańka zaczyna pękać. Nawet w mediach głównego nurtu pojawia się stwierdzenie prof. dr hab. Ewy Bińczyk:
👉 „Zielony wzrost to mrzonki”.
👉 Fotowoltaikę montują głównie zamożniejsi Polacy.
👉 Dekarbonizacja udaje się głównie tam, gdzie ludzi stać na inwestycycje wspierane programami typu „Mój Prąd”.
Czyli: transformacja działa selektywnie. Dla bogatszych jest szansą, dla reszty - kolejnym kosztem.
Może więc czas przestać udawać, że wystarczy zmienić źródło energii, a zacząć mówić uczciwie o tym, że bez zmiany modelu gospodarki i bez ochrony klasy średniej „zielony wzrost” pozostanie tylko ładnym hasłem.
Bo ekologia bez prawdy i bez sprawiedliwości społecznej zamienia się w marketing, a nie w realną zmianę.
Źródło
http://x.com/Wbalcerzak87/status/2015693716275474689
DarrDarek
1
Takie czasy, że jawnych oszustów nazywa się przekazicielami niezgodnej narracji. Zasadniczo podobne cechy miała pierwsza komuna w czasach Związku Sowieckiego. Celem była centralizacja władzy w rękach towarzyszy marksistowskich a wytrychem ideowym był "święty marksizm" jako naczelna w państwie idea Żyda Karola Marksa, z którą nie wolno było nawet dyskutować.
Dziś oszuści powtarzają ten sam schemat. Żydzi zwykle są na tyle wysoko, że często ich nie widać, a jedynie wiadomo, że w Unii nie wolno ich krytykować. Żydowskie ideologie to znów odmiany marksizmu dane jako ideologiczna taktyka działania - wszystkie te idee woke, kultura cancel, cały upadek moralny w państwie. Naczelną ideą jest klimatyzm i podmiana rasowa nazywana ubogaceniem, gdzie znów podstawa ideowa jest dana jako wiara, od której nie wolno odejść i nie wolno nawet myśleć o odejściu od tej ideologii. Najbardziej plugawe odpady moralne pilnują, by przypadkiem jakieś istotne siły polityczne nie próbowały podważać ideologii klimatyzmu i podmiany rasowej. Tak jak w ostatnich dekadach istnienia Bloku Sowieckiego był już silny opór społeczny podważający marksizm, tak i dziś jest dość silne podważanie ideologii klimatyzmu i podmiany rasowej, ale to jedynie wywołuje coraz silniejszą walkę z ludźmi, którzy podważają te najgłupsze i najbardziej plugawe idee przewodnie tępaków unijnych. Wchodzi coraz silniejsza cenzura. Mała Brytania jest już przykładem bolszewickiego państwa marksistowskiego, które wyrwało się do wcześniejszej realizacji ideałów po odłączeniu od struktur molocha Unii.
Upadek zasad etycznych, upadek prawdy - jest tylko "narracja". Państwo Szatana wiedzione kolejną ekipą wyznawców zła, przy czym centrala przywódcza obecnych naprawdę wie, że jest to idea wyznawców zła. To nie są głupi, prości ateiści, jak dawny nadzór Żydów, Gruzinów, Rosjan, Ukraińców siedzący w Moskwie na wysokich stolcach.
CosTamCosTam
1
Dla poszerzenia kontekstu:
Udział w nominalnym PKB świata (%)
Rok USA (%) Unia Europejska (%)
2000 30,4% 26,5%
2001 31,4% 25,6%
2002 31,3% 27,2%
2003 29,4% 29,3%
2004 28,1% 30,4%
2005 27,5% 29,8% Start systemu EU ETS. Przemysł i elektrownie dostają prawie 100% uprawnień do emisji za darmo
2006 26,8% 29,8%
2007 25,2% 30,6%
2008 23,3% 30,1%
2009 24,0% 28,2% Pakiet Klimatyczny „3x20” – UE decyduje, że do 2020 r. zwiększy efektywność o 20% i udział OZE do 20%. Wprowadzenie standardów emisji dla nowych aut (130g CO2/km)
2010 23,1% 25,8%
2011 21,3% 25,1%
2012 21,7% 23,0%
2013 21,6% 23,4% Koniec darmowych uprawnień dla elektrowni. Polska energetyka węglowa
2014 22,2% 23,0%
2015 24,4% 20,4%
2016 24,8% 20,4%
2017 24,1% 20,8%
2018 24,0% 21,1% Reforma ETS – UE decyduje o usuwaniu nadmiaru uprawnień z rynku, żeby sztucznie podbić ich cenę. Węgiel staje się trwale droższy od gazu.
2019 24,4% 20,5%
2020 24,7% 20,3%
2021 24,1% 19,7%
2022 25,4% 17,4%
2023 26,0% 17,5%
2024 26,3% 17,6%