"Zamiast mnie, powinien siedzieć to Morawicki" - powiedział na rozprawie

Marcin Koza, właściciel klubu Face2Face w Rybniku.

W styczniu 2021 r., mimo wprowadzonych przez rząd zakazów działalności gospodarczej (rozporządzenia Rady Ministrów ograniczające funkcjonowanie klubów nocnych i dyskotek w związku z pandemią COVID-19), otworzył swój lokal, co doprowadziło do interwencji policji i sanepidu. Klub działał przez kilka dni, gromadząc setki osób, co według prokuratury naraziło je na zakażenie koronawirusem. Koza argumentował, że obostrzenia były niekonstytucyjne, naruszając wolność gospodarczą (art. 22 Konstytucji RP) i brakowało podstawy ustawowej do ich wprowadzenia bez stanu nadzwyczajnego.

Koza w mowie końcowej stwierdził: "W ciągu 4 lat byłem 150 razy w sądzie. Zamiast mnie, powinien siedzieć tutaj Mateusz Morawiecki", oskarżając rząd o terror i podkreślając, że był "przykładem odważnego przedsiębiorcy".

Zakazy i ograniczenia prowadzenia działalności gospodarczej wprowadzone podczas pandemii COVID-19 w Polsce (głównie w latach 2020-2022) były w wielu przypadkach uznawane za niezgodne z Konstytucją RP. Podstawowy problem stanowił fakt, że takie ograniczenia wprowadzano rozporządzeniami Rady Ministrów lub Ministra Zdrowia (np. Rozporządzenie z 21 grudnia 2020 r.), a nie w formie ustawy, co naruszało art. 22 Konstytucji RP. Artykuł ten stanowi, że ograniczenie wolności działalności gospodarczej jest dopuszczalne tylko w drodze ustawy i tylko ze względu na ważny interes publiczny. Dodatkowo, ograniczenia musiały być zgodne z ogólną klauzulą limitacyjną z art. 31 ust. 3 Konstytucji, która wymaga, aby ingerencje w prawa i wolności były proporcjonalne, niezbędne i nie naruszały istoty tych praw. Wprowadzone zakazy (np. dla branż gastronomicznej, hotelarskiej, rozrywkowej czy sportowej) często przekraczały upoważnienie ustawowe z ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (art. 46b), które było zbyt ogólne i nie zawierało szczegółowych wytycznych. Brak wprowadzenia stanu nadzwyczajnego (np. stanu klęski żywiołowej) dodatkowo podkreślał wadliwość, gdyż w normalnym trybie takie daleko idące zakazy nie mogły być nakładane "na skróty" bez gwarancji odszkodowań. Sądy podkreślały, że rozporządzenia naruszały zasadę proporcjonalności, ponieważ całkowity zakaz prowadzenia działalności (a nie jedynie ograniczenie) naruszał istotę wolności gospodarczej, a cele ochrony zdrowia mogły być osiągane mniej inwazyjnymi środkami.

Podczas pandemii rząd wprowadził liczne zakazy, co skutkowało tysiącami kar administracyjnych nakładanych przez sanepidy (nawet do 30 tys. zł) za prowadzenie działalności wbrew rozporządzeniom. Podobnie jak w przypadku maseczek, większość tych kar była uchylana przez sądy administracyjne i powszechne, które uznawały przepisy za wadliwe konstytucyjnie. Sądy często uniewinniały przedsiębiorców lub umarzały postępowania, wskazując na brak podstawy ustawowej i naruszenie wolności gospodarczej. Dokładne liczby nie są centralnie agregowane, ale z orzecznictwa wynika, że w wielu branżach (np. fitness, gastronomia) ponad 80-90% spraw kończyło się korzystnie dla skarżących, zwłaszcza dla zdarzeń z 2020-2021 r. Po 2022 r. sprawy dotyczyły głównie odszkodowań za poniesione straty. Możliwość dochodzenia roszczeń od Skarbu Państwa za szkody (np. utracone zyski) była potwierdzana, choć wymagała indywidualnej oceny wpływu pandemii na sytuację firmy.

Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Opolu (sygn. II SA/Op 219/20, 27 października 2020 r.): Sąd anulował karę administracyjną nałożoną przez sanepid na przedsiębiorcę za prowadzenie działalności wbrew zakazowi (np. otwarcie lokalu). Uznał, że rozporządzenie nie miało umocowania w ustawie, a ingerencja w wolność działalności gospodarczej wymaga wprowadzenia stanu nadzwyczajnego. To jedno z pierwszych orzeczeń, które zapoczątkowało falę podobnych decyzji, podkreślając brak legalności zakazów bez podstawy konstytucyjnej.

Źródło Mariusz Jagóra

#covid #prawo #zdrowie

22

Brak komentarzy. Napisz pierwszy