@malcolm, I bardzo kurwa dobrze, bo jeszcze czekam na moją dostawę platyny i srebra i bardzo bym nie chciał żeby kantor zbankrutował albo kombinował z "alternatywą" przez ciągłe wzrosty.
Dla niekumatych : złoto (nawet to prawdziwe fizyczne) jest i tak dla głupców. A ja byłem też nie najmądrzejszy bo położyłem na kruszce lagę po tym jak Tusk dowalił podatek i w efekcie zapłaciłem o połowę więcej niż musiałem.
Ale jak liczycie,że długofalowo jestem frajerem to sami się frajerzycie. Porównajcie dostępność tych metali ze złotem moi drodzy. Nawet jakby "zielona transformacja" nagle została zastopowana brakuje i będzie brakować.
@malcolm, albo korekta, albo grubasy dostały cynk, że wojna się kończy (ja w to nie wierzę) ...albo wojny, nie wojna. Dziś mignął mi nagłówek o "przejściu do II fazy planu dla Gazy" (ale nie czytałem)
Inny powód fundamentalny do głębszej korekty to może być to, że USA się w końcu dogadują z Chinami. ...ale nie jestem na bieżąco
No tak, suma lokat bankowych jest wysoka. W realnej wartości jakieś 3,5 do 4 razy wyższa niż 60 lat temu. Bo też i gospodarka kapitalistyczna jest większa niż 60 lat temu. Potencjał zabezpieczania się w złocie jest, choć cała otoczka systemowa zrobi wszystko, by złotem tak łatwo nie handlować. W Polsce kilkanaście lat temu banki zlikwidowały skrytki bankowe. A dlaczego tak wszystkie zlikwidowały? Ano, jakieś siły nadzorców powiedziały:
- Aj waj, co nas nie obchodzi ile w to zainwestowaliście? Toto. wicie, rozumicie, ma zniknąć!
W Italii jest weselej, tam jakieś szmaty z pachołków masońskich kazały "zalegalizować" (ujawnić szmatom władzy masońskiej) zasoby złota i zapłacić od tego podatek.
No tak, suma lokat bankowych jest wysoka. W realnej wartości jakieś 3,5 do 4 razy wyższa niż 60 lat temu. Bo też i gospodarka kapitalistyczna jest większa niż 60 lat temu
To jest teoria, że wraz ze wzrostem wartości towarów i usług powinna rosnąć ilość pieniądza na rynku. Bo inaczej katastrofa i krowy mleko przestaną dawać.
Ja stoję na stanowisku, że powinna być względnie stała.
Stanowisko "namiestników", "pachołków" jest takie, że ilość pieniądza powinna rosnąć wraz z towarami/dobrami. Bardzo łatwo wtedy ukryć machlojki i wypłukiwanie złota z powietrza.
Dziwi mnie tutaj twoje stanowisko(?).
Ps jeśli chcesz bym przeczytał odpowiedź będzie miło jak skupisz się na rzeczy 🙂
że wraz ze wzrostem wartości towarów i usług powinna rosnąć ilość pieniądza na rynku. Bo inaczej katastrofa i krowy mleko przestaną dawać. Ja stoję na stanowisku, że powinna być względnie stała
Po pierwsze, nie pieniądza? M3, M2. M1 to NIE JEST pieniądz. To jest agregat pieniężny a nie pieniądz i szamani z finansów, których zadaniem jest duraczyć podległy lud w każdej chwili mogą uniknąć zarzutu świadomego duraczenia, że mylą pieniądz z lokatami. Oni w każdej chwili mogą powiedzieć, że pieniądzem nazywamy tylko tak potocznie to M3, a każdy wie, że to agregat pieniężny.
Po co pachołki propagandowe z dziedziny finansów tak często dają M3, gdy gadają o "pieniądzu". Ano wiadomo, że w bogatych, stabilnych państwach ilość oszczędności rośnie i a to ładnie się prezentuje do ogłupiania gojów i epatowania jak rzekomo ilość "pieniądza" rośnie wykładniczo.
Po drugie, ilość pieniądza papierowego na rynku rośnie wraz z bogactwem, bo ludzie tak już mają, że operując wydatkami 100 talarów w określonym czasie zwykle mają kiesę wypełnioną kilkudziesięcioma talarami, a gdy operują wydatkami 10.000 talarów w określonym czasie zwykle dla nich kiesa z kilkudziesięcioma talarami wydaje się śmiesznie mała i siłą rzeczy mają ich setki albo tysiące. Oczywiście rolą banku centralnego jest wtedy dodrukować takie niedobory pieniądza papierowego, bo nie ma nic milszego dla banku centralnego jak zarejestrować wpływ dziesiątków nowych miliardów wyłącznie po daniu zlecenia dla drukarni-mennicy. Te nowo wydrukowane dziesiątki nowych miliardów nie jest formalnie własnością banku centralnego, ale też inny podmiot nie upomina się o ten kapitał obcy. Stąd też nie ma takiej opcji, by w państwie, gdzie produkuje się 10 razy więcej dóbr nadal było tyle samo papierowych talarów w obiegu. Zawsze jest już dodrukowywane więcej, a i tak realnie można byłoby utrzymywać inflację zero procent (czego się nie robi zwykle - to też wykład na kilka zdań).
Twoja wiara, że ilość pieniądza powinna być stała to taki model z serii "jak mały Kaziu wyobraża sobie".
Co by się działo przy stałej ilości pieniądza w obiegu? Czyli mamy złoto i nikt już nie jest w stanie wydobyć ani grama złota, co też oczywiście jest bzdurą, bo złoto choćby w najbardziej głupi sposób, zatruwając rtęcią w Amazonii całe rzeki, ciągle jest wydobywane.
Przy stałej ilości tego złota rosłaby cena złota wraz z rozwojem gospodarczym i coraz większą liczbą towarów w obrocie. Sam fakt, że cena rosłaby, sprawiałby, że ci którzy chcieliby lokować oszczędności, nie uruchamialiby kapitałów poprzez pożyczanie swoich oszczędności, by inny mógł wykonać dużą inwestycję i dawać rozwój gospodarki lokalnej i globalnej. Ludzie zakopywaliby złoto w piwnicy, a to sprawiałoby, że na rynku złota byłoby jeszcze mniej i jeszcze bardziej rosłaby jego wartość. I nakręcałaby się spirala zakopywania złota (tezauryzacji) przez bogatych ludzi. W samym wydaniu gospodarczym uciążliwość deflacji byłaby dość przykra, bo chleb za 6 złotych po dekadzie kosztowałby 2 zł, a w dłuższej perspektywie tylko 0,5 złotego. Samochód nie kosztowałby 100.000 zł ale za 30 lat już tylko 5000 zł, a zarobki 4000 zł za 30 lat wynosiłyby już tylko 200 zł na miesiąc. Realnie, sam brak kapitałów sprawiałby, że kredyt byłby cholernie drogi i słabo działałaby gospodarka, rozwój gospodarczy byłby minimalny, kupno mieszkania na kredyt to niemożliwe wydatki kredytowe choćby na studio 20 m2 powierzchni.
A realnie nawet przy zakazie wydobycia złota, ludzie waliliby tony rtęci do rzek, by 100 razy droższe złoto wydobyć choćby w ilościach paru okruszków. Przy pieniądzu papierowym doprowadzenie do aprecjacji pieniądza i dużej deflacji to byłby oczywisty zarzut. Ekipa takiego NBP nie do utrzymania na stolcach tylko z tego powodu bo zabraniałaby dodruku.
W końcu konkrety. Niektóre mądre, niektóre projekcje
Pokaż co uważasz za projekcje, a chętnie wytłumaczę.
W moich komentarzach, przy których się gubiłeś i nie oceniasz ich pozytywnie, też wystarczyłoby, abyś wskazywał konkretne zdania i mówił, że Twoim zdaniem nie brzmią logicznie. Gdybym miał czas to spokojnie rozwijałbym zdania, ujmowałbym myśl inaczej, po to, abyś mógł powiedzieć, że rozumiesz choć prezentujesz inne zdanie. W argumentacji innego zdania też można dojść do wspólnych wniosków. To tylko duraczenie oszustów pejsatych, że każdy musi mieć własne zdanie i należy zawsze powtarzać "w towarzystwie nie dyskutujemy o polityce i o sprawach wiary". Dlaczego pejsatym oszustom tak zależy by ludzie nie dyskutowali o polityce i sprawach wiary w Boga? Ano, oni wiedzą, jak ogromny nakład pracy ponosi kłamliwa propaganda masońska na wytworzenie kłamstw pasujących specjalnie dla każdej osobnej bańki informacyjnej. Oszuści masońscy każde takie kłamstwo osobno pielęgnują, aby oszukiwani goje do końca życia wierzyli w daną brednię. A to wszystko mogłoby im się zawalić, gdyby goje chciały ze sobą rozmawiać i po pierwszych burzliwych dyskusjach w końcu po wielu dniach dochodzić, że ten kumpel ma racją, a ja wierzyłem w jakieś masońskie bajki.
Sam fakt, że cena rosłaby, sprawiałby, że ci którzy chcieliby lokować oszczędności, nie uruchamialiby kapitałów poprzez pożyczanie swoich oszczędności, by inny mógł wykonać dużą inwestycję i dawać rozwój gospodarki lokalnej i globalnej
@DarrDarek, nie. Nie uruchamialiby kapitału żeby uzyskać zyski mniejsze niż przyniesie po prostu trzymanie kasy pod materacem. Co oznacza, że dla firm czy innych metod inwestycji bycie zyskownym oznacza po prostu nie tracenie pieniędzy.
EDIT - a, i dodatkowo dawałoby to niezwykłego "kopa" do tworzenia lepszych dóbr, tak, by ich wartość dla nabywcy przewyższała możliwy zysk z po prostu niewydawania pieniędzy.
To jest ogromny cios dla wszelkiej maści producentów chłamu, hazardu i taniej rozrywki, czyli 90% popularnych obecnie interesów.
Nie, to bzdura. Jeśli aprecjacja złota sprawiałaby, że przez dekady i wieki ludzie widzieli prosty sposób przechowywania kapitału a nawet zarabiania na nim, że dajmy na to cena złota rosłaby 2% rocznie, to każdy model przekazania oszczędności do banku i stworzenia lokaty finansowej w banku musiałby dawać większy oprocentowanie lokaty i dopiero od dajmy na to 4% rocznie wielu zaczynałoby się decydować na lokaty bankowe. A w tym układzie kredyt już musiałby uwzględniać tę cenę kapitału pożyczonego w depozytach i każdy kredyt choćby hipoteczny z najniższymi marżami zarobku bankowego, to już 4% plus marża banku 6% dawałoby 10% stopy oprocentowania. Dla ludzi wydających dziś 600.000 zł na nieduże mieszkanko zapłacić 60.000 zł rocznie samych odsetek od kredytu na mieszkanie oznaczałoby pensję 5000 zł miesięcznie przeznaczaną tylko na same odsetki, a jakakolwiek spłata w tempie choćby przez 35 lat dodatkowo ok. 1600 zł raty kapitałowej dawałoby do spłaty. Owszem te 6500 zł spłaty raty kredytu powoli zmniejszałoby się, gdy za 17 lat kredyt już byłby w połowie spłacony. Stała rata nie wchodziłaby praktycznie w grę.
Gdyby jeszcze doszły procesy aprecjacji wartości waluty i deflacji w gospodarce, wówczas wszelkie niestabilności aprecjacji jeszcze bardziej podnosiłyby ryzyko gospodarowania, tak jak dziś w słabych krajach są koszty ryzyka niedoceniania inflacji, gdy w danym kraju inflacja skacze i nie da się sensownie przewidywać.
a, i dodatkowo dawałoby to niezwykłego "kopa" do tworzenia lepszych dóbr
To takie nazwanie biedy w lepszy sposób, po lewicowemu, jako dostatek inaczej.
Wiadomo, że przy niższym inwestowaniu, mniejszej skali lokat bankowych i mniejszej skali kredytów, słabiej rozwijałaby się gospodarka. Wyższe odsetki bankowe mocniej obciążałyby każdą inwestycję. Nie byłoby tanich elektrowni i taniego prądu, nie byłoby takich paneli PV, bo każda inwestycja 50.000 zł w panele PV już miałaby odsetek od kredytu coś pewnie rzędu 15% do 20% minimum (patrz: najniższe oproc. kredytu hipotecznego nie mniej niż 10%).
A przy takiej biedzie faktycznie byłoby nastawienie tego typu:
"samochód to droga zabawka dla bogaczy, ale moja produkcja furmanek da panu taki pojazd, że jeszcze pana wnuki będą używać tej samej furmanki".
Projekcje? Ludziom się wiele rzeczy wydaje. I przyjmują swoje " wydaje mi się" za prawdę.
Sam fakt, że cena rosłaby, sprawiałby, że ci którzy chcieliby lokować oszczędności, nie uruchamialiby kapitałów poprzez pożyczanie swoich oszczędności, by inny mógł wykonać dużą inwestycję i dawać rozwój gospodarki lokalnej i globalnej
To jest bzdura. W zasadzie nie muszę uzasadniać czemu. Mógłbym ale będzie za długo. Wystarczy tylko, że napiszę, że w Stanach drugiej połowy 19w w szalejącej inflacji bankowość nie upadła, ludzie pożyczali pieniądze(!!!), kraj się rozwijał jak mało który.
Nic więcej nie muszę pisać by skontrować projekcje rzeczywistością
Dla ludzi wydających dziś 600.000 zł na nieduże mieszkanko
No właśnie, sedno problemu - to mieszkanie kosztuje 600 000zł bo tanim kredytem cena została napompowana, wyceniona w wartości jakie będzie mieć za te 30 lat (uśredniając oczywiście), a nie obecnie.
Dyskutować o tym, czy marża banku ma być 6 czy 5% nie ma sensu, aczkolwiek dziwnym trafem te wartości są bardzo zbliżone do obecnych inflacyjnych realiów i cóż, wcale tych 4% na lokacie nie ma. A te 4% uwazględniając podatek belki to takie minimum by nie tracić wartości kapitału.
Wiadomo, że przy niższym inwestowaniu, mniejszej skali lokat bankowych i mniejszej skali kredytów, słabiej rozwijałaby się gospodarka.
Zależy jak mierzymi rozwój. Czy rozwój to ciągłe zwiększanie zysków byleby przegonić inflację? Wtedy tak, słabiej. To dalej puste numerki. Uwolnienie od bezsensownej pogoni za ciągłbym wzrostem sprawia nagle, że utrzymanie nawet minimalnej zyskowności jest wystarczające.
"samochód to droga zabawka dla bogaczy, ale moja produkcja furmanek da panu taki pojazd, że jeszcze pana wnuki będą używać tej samej furmanki".
Raczej - samochód nie musi psuć się dzień po gwaranacji więc zamiast skupiać się na dobraniu idealnej grubości plastiku by wtedy właśnie się złamał musimy wyprodukować auto którego wartość w czasie dla konsumenta będzie większa niż gdyby te pieniądze trzymał w skarpecie.
Nie, to bzdura. Jeśli aprecjacja złota sprawiałaby, że przez dekady i wieki ludzie widzieli prosty sposób przechowywania kapitału a nawet zarabiania na nim, że dajmy na to cena złota rosłaby 2% rocznie
Cena złota NOMINALNIE nie rosła. Ona zawsze była taka sama. Uncja złota wyrażała X Monet. Jeśli wartość złota rosła, to nominalnie było to cały czas z dolarów, za które mogłeś kupić więcej. Myślę że tutaj leży między innymi jeden z fundamentów projekcji argumentów.
Natomiast wartość złota rosła gdyż za jednostkę złota można było kupić więcej dóbr. Albo patrząc z drugiej strony spadała cena innych dóbr
Gdzie ty miałeś w XIX wieku w złotym pieniądzu jakąś "szalejącą inflację". Tam prędzej deflacja mogłaby się zdarzyć przy aprecjacji wartości złota i złotego pieniądza.
Ja nie podważam, że część kapitałów przeznaczonych przez oszczędnych ludzi jako lokata, część czy duża część tych oszczędności może trafiać do banku jako depozyt. A bank oczywiście nie deponuje złota, ale ma zobowiązanie wobec 100 oszczędnych, którzy wpłacili po 10.000 zł depozytu każdy, a z tego może udzielić nawet 1 milion zł kredytu. Biorąc pod uwagę, że część zachowuje w skarbcu jako rezerwę cząstkową, ten bankier udziela 950,000 zł kredytu i gospodarka się rozwija nawet na Dzikim Zachodzie. Jednak ten bankier oferuje 4% odsetek od lokaty by zachęcić ludzi do lokaty zamiast zakopania złota w piwnicy. A w ślad za tym jest droższy kredyt i kredytobiorca musi ponosić spore koszty finansowe na obsługę kredytu inwestycyjnego. Realnie musi być w takim modelu słabszy rozwój gospodarczy. Nie chcę cię rozczarowywać, ale bogactwo ludzi na Dzikim Zachodzie nie wyglądało tak jak dziś w USA. Tam to bogactwo przejawiało się tylko w tym, że gdy zwykły człowiek kosił kosą zboże u farmera, to za uzyskaną pensję mógł zjeść w miarę dużo jadła, co w Europie zwykle było postrzegane jako bogactwo, bo Europejczyk 200 lat temu raczej zawsze sobie odmawiał jadła. Zawsze tego jedzenia było za mało, jeszcze nawet 90 lat temu w Europie tak było.
Piszę o modelu, gdyby NIE DODAWANO dalszego złota, czyli o takim jaki wstawiłeś początkowo, że "dlaczego ilość pieniądza nie miałaby być stała". To co było to ciągłe, duże wydobycie złota i realnie nie następowała taka aprecjacja wartości złota. Mało tego, w latach 1500 do 1800 naszej ery, wręcz była spora inflacja jak na tamte czasy. Zwyczajnie ogromna ilość złota ukradziona Indianom przez Hiszpanów to ogromna ilość złota zwiększyła 5-krotnie zasoby złota a tym samym wywołała 500% inflacji skumulowanej przez ok. 200-300 lat. Dziś to mały pikuś 500% inflacji w 30 lat, ale wtedy to było ogromne tąpnięcie zaufania gospodarczego.
Przy stałej ilości pieniądza w obiegu rosłaby wartość tego pieniądza i tym samym byłaby deflacja. A wiadomo, jak złą prasę ma deflacja, że krowy nie dają mleka i się wszystko sypie i przestaje rozwijać.
Realnie historia i fakty stoją na przeciw temu twierdzeniu.
W XIX wieku kapitalizm dawał spory wzrost gospodarczy krajom, które wprowadziły liberalny kapitalizm jak USA i UK na wyspach. Ale to był szybki rozwój bazujący na tym, że łatwiej dało się automatyzować wiele produkcji w masowym wykonaniu. Stąd też bankrutowały manufaktury z ręcznymi tkalniami, a rozwijały się tkalnie masowej produkcji, skąd tkaniny mogły już dawać ludziom po kilka kompletów ubrań i stopniowo nawet dziady proszalne przestały chodzić w łachmanach. Tak wyglądał szybki rozwój w XIX wieku. Ktoś był bogaty bo miał marynarkę i spodnie, przy biedaku w sukmanie był bogaty, ale już 60 lat później bogaty miał ubrań wyjściowych nie jedno, a kilka. Wzrost ogromny bogactwa, ale z dzisiejszym bogactwem to raczej nie ma co porównywać.
Piszę o modelu, gdyby NIE DODAWANO dalszego złota, czyli o takim jaki wstawiłeś początkowo, że "dlaczego ilość pieniądza nie miałaby być stała". To co było to ciągłe, duże wydobycie złota i realnie nie następowała taka aprecjacja wartości złota. Mało tego, w latach 1500 do 1800 naszej ery, wręcz była spora inflacja jak na tamte czasy. Zwyczajnie ogromna ilość złota ukradziona Indianom przez Hiszpanów to ogromna ilość złota zwiększyła 5-krotnie zasoby złota a tym samym wywołała 500% inflacji skumulowanej przez ok. 200-300 lat. Dziś to mały pikuś 500% inflacji w 30 lat, ale wtedy to było ogromne tąpnięcie zaufania gospodarczego.
Przy stałej ilości pieniądza w obiegu rosłaby wartość tego pieniądza i tym samym byłaby deflacja. A wiadomo, jak złą prasę ma deflacja, że krowy nie dają mleka i się wszystko sypie i przestaje rozwijać
ale przecież to bzdura. Historia zweryfikowała te twierdzenia. Myślę, że ty ze swoją doktryną "namiestników" i "pachołków" powinieneś być ostatnim, który popierałby wypłukiwanie złota z powietrza. Stąd dziwi mnie, że powtarzasz po twojemu "żydowskie duraczenie", po mojemu - wygodne historie dla ludzi u władzy i powiązanych z nimi bankierami
W XIX wieku kapitalizm dawał spory wzrost gospodarczy krajom, które wprowadziły liberalny kapitalizm jak USA i UK na wyspach. Ale to był szybki rozwój bazujący na tym, że łatwiej dało się automatyzować wiele produkcji w masowym wykonaniu. Stąd też bankrutowały manufaktury z ręcznymi tkalniami, a rozwijały się tkalnie masowej produkcji, skąd tkaniny mogły już dawać ludziom po kilka kompletów ubrań i stopniowo nawet dziady proszalne przestały chodzić w łachmanach. Tak wyglądał szybki rozwój w XIX wieku. Ktoś był bogaty bo miał marynarkę i spodnie, przy biedaku w sukmanie był bogaty, ale już 60 lat później bogaty miał ubrań wyjściowych nie jedno, a kilka. Wzrost ogromny bogactwa, ale z dzisiejszym bogactwem to raczej nie ma co porównywać
czy to są napewno Twoje myśli czy może tzw truizmy które powtarzane są w obiegu publicznym. Twierdzenie, że w 1880 mieliśmy nagły skok, ale np już w 1950 nie wymagałoby naprawdę mocnych argumentów.
Przypomnę, że mechanizacja np na budowach, pojawiła się w 20 wieku kiedy np na masową skale pojawiły się maszyny, które robią w godzinę robotę setki ludzi. Ergo mamy STAŁY postęp, oczywiście nie jednostajny, ale teoretyczna produktywność z 2000 roku nie ma porównania do tej z 1900. Mamy maszyny, robotyzacje. Tutaj jest przepaść. A mimo wszystko to 1870-1890 miałbyć rewolucją. Dokłądnie wtedy kiedy królował silny pieniądz, kapitalizm. Tutaj się pewno zgadzamy.
Więc pytanie moje - czy przypadkiem nie powtarzasz narracji ?
Ale które zdanie uważasz za bzdurę? Co mam wyjaśnić?
Tak, teoria dokładania pieniądza papierowego jest o tyle wygodna dla władzy, bo tak to robią aktualnie. Ale właśnie każdy inny model już by się nie sprawdził. Ja rozumiem, że ktoś mógłby chcieć "tylko złoty pieniądz" i nic ponadto, ale dziś już tak się nie da. Samo bujanie gospodarką, bo 3 lata temu 5000 zł pensji oznaczało jedną 2 uncje złota, a dziś uncja jest 2-kroć droższa na świecie i już zarobki wynoszą tylko 2500 zł na miesiąc, a w dodatku cały system cenowy leci na ostrej deflacji, bo przez 3 lata jajko już nie kosztuje 1,10 zł za jajko, a tylko 0,55 zł, benzyna już nie po 5,50 zł ale po 2,75 a Opel Astra już nie po 100.000 ale za 50.000 zł. A ktoś, kto nie przekładałby cenówek co tydzień, ten byłby w plecy lub nawet oskarżany od spekulację, że jak to tak złodzieje mieli auta po 100 tysięcy a po trzech latach dalej tam jest 75 tysięcy, spekulanci jedni, do paki z nimi.
Nie da się wrócić do parytetu złota czy do jakiejś waluty miedziaków i ustalić, że 2500 zł jest równe jednej uncji złota czy 80 kg miedzi. A zupełnie osobną kwestią jest rozliczanie bezkarnych czynowników na górze. Dziś żaden z tych czynowników w bankach centralnych nie boi się gojów na dole, bo jeśli oni się nie boją, że wtłoczą gojom milion murzynów i milion ciapaków a goje tylko pogadają i nie robią żadnego obcinania łbów nędznikom władzy, to dlaczego oni mieliby się bać gdy ustalą, że gojom we wschodniej EU zrobią rok inflacji 18% i parę lat niewiele mniejszej. Oszuści nie boją się poddanych niewolników i jakakolwiek odpowiedzialność za złe czyny ich nie dotyka. Dopóki ogromnej skali zbrodnie wobec narodu jak nieodwracalna podmiana rasowa dokonywana przez plugawych nędzników władzy nie zostanie ukarana, dopóty nie ma szans na to, by pomniejszej skali czyny kradzieży, defraudacji, były należycie karane. Najpierw należałoby skazać na gilotynę za defraudacje 200 miliardów złotych, a dopiero po takim sukcesie sprawiedliwości można by mówić, że oni tam na górze będą się bali czynić psucie celu inflacyjnego i dokonywać okradania obywateli. Ustalenie, że cel inflacyjny ma być 1,5% rocznie, to nie jest trudne do wykonania dla specjalistów w NBP i RPP. Weryfikacja co 4 lata dotyczyłaby już dokładności do dziesiątych procenta, i wtedy rzetelnie zatrudnieni specjaliści bez choćby jednego obcego oszusta z dumą ogłaszaliby, że za 4 lata okresu weryfikacyjnego wyszło równo 6,1% inflacji skumulowanej.
teoretyczna produktywność z 2000 roku nie ma porównania do tej z 1900. Mamy maszyny, robotyzacje. Tutaj jest przepaść. A mimo wszystko to 1870-1890 miałbyć rewolucją.
Tak, tak jak 40 lat XIX wieku były rewolucją poprawy poziomu życia ludzi czasem 4-krotnego, tak i obecne czasy to często 4-krotna poprawa produktywności w 40 lat, choćby w Polsce, a nie wspomnę szerzej o Chinach, gdzie bodaj 30-krotnie zwiększono produktywność i poziom życia.
A dlaczego przez ostatnie 70 lat w wielu krajach Europy nie widać było ścisłego przełożenia wzrostu tej produktywności na poziom życia? Ano, dlatego, bo przez 70 lat wyraźnie zamiast patriotów masoni podmieniali władze na plugawy sort niemoralnych pachołków masońskich, które w ramach duraczenia gojów zaczynały kraść dobra wypracowywane przez podatników i obdarzać nimi feministki, kobiety, lewicowe ruchy, a potem już nawet murzynów i ciapaków ściąganych milionami, i na tych obcych zawsze musiało wystarczyć kasy, bo potem szmata lewicowa w studio w otoczeniu podobnych szmat lewicowych udowadniała, że te zamieszki i spalenie 20.000 samochodów to wynikęło stąd, że ktoś wielce czcigodnych czarnych współobywateli chce traktować jak murzynów do roboty. I co prawda plugawe tłumaczenia medialne szmat lewicowych nie były funta kłaków warte, ale w głowach ogłupionych ludzików na dole jakoś tam uzasadniało, że na co jak na co, może trzeba dawać niskie emerytury, ale na murzynów i ciapaków trzeba dawać dużo, bo inaczej będą napadać, palić, gwałcić, a jak im się da dużo kasy to może przestaną napadać, palić, gwałcić. Potem dziwić się, że szmaty polityczne z Akcji W. wepchnęły Ukraińców z Upadliny do Polaki a te Ukraińce już otwarcie mówią, że jak Lachy się sprzeciwią przywilejom Ukraińców, to będą napadać, palić, gwałcić. Co prawda Panczenkowa niby się trochę jeszcze mityguje i ostrzegała Lachów tylko przed walkami i podpaleniami, ale z biegiem czasu będą podbijać żądania i groźby, wtedy nie będą się ograniczać i o gwałceniu Laszek pewnie też wspomną, że za winy Lachów ucierpią Laszki bo jurne ukraińskie chłopy już zrobią z Laszkami porządek.
Gdy władze prowadzone są przez oszustów a nie patriotów, wówczas oczywiste jest, że ludzie wypracowujący coraz wyższe PKB, że ta większość mężczyzn która swoją pracą to czyni przez dekad, nic z tego nie będzie miała, bo najbardziej plugawe gówna oszustów dochodzą do władzy. Parę lat temu jeden nędznik najwyraźniej z Akcji Wisła zrobił histerię na radzie miejskiej, że on nie życzy sobie hasła "Polak w Polsce gospodarzem". Gdy takie plugawe odpady nie boją się robić nawet takich antypolskich histerii, to na co bezczynni w swej apatii Polacy liczą?
JA PISZę O TECHNOLOGII , A TY PISZESZ O MARNOTRAWSTWIE. Przecież się zgadzamy w tej kwestii ale to są 2 różne sprawy. Skup się na ekonomii
Ja rozumiem, że ktoś sklasyfikował pierwszą i drugą rewolucję przemysłową. Bo się utarło że (zgaduje, nie chce mi się sprawdzać ) maszyna parowa i maszyna tkalnicza czy co tam. Ale postęp JEST STAŁY. Chce napisać, że jeśli by narysować ilość dóbr które możemy produkować przy nakładzie pracy to linia która idzie cały czas do góry od conajmniej 2 setek lat. Ale nie jest tak, że ta linia była płaska i nagle w 1840 do góry i znów płaska, potem 1880 do góry i znów płaska. No nie jest tak. Jeśli ktoś chciałby wyjaśnić fenomen 19 wieku w ten sposób to ja jestem otwarty , ale musiałby mi wykazać, że ta linia się wypłaszczyła ( cały czas piszę o technologii) po 19 wieku.
Natomiast jak zauważasz, prawdopodobnie były inne przyczyny (system) spadku tego dramatycznego wzrostu dobrobytu
Wracając do meritum, bo tak się nie da pisać o wielu rzeczach naraz - chce napisać, że powielając narrację, że w 19 wieku kapitalizm działał, nie dlatego, że poprostu działał, ale dlatego, że "rewolucja przemysłowa" to ja mówię to bzdury, a jak nie bzdury to proszę o mocne dowody, że wzrost produktywności między 1950 a np 1900 był niższy niż 1900 a 1850 (cały czas piszę o potencjalnych możliwościach)
To do czego chce Cię przekonać to to, że powtarzanie narracji, że to nie kapitalizm, wolny rynek, wolny handel i mocny pieniądz był przyczyną wzrostu w panującej deflacji tylko rewolucja przemysłowa, ma moim zdaniem krótkie nogi i doskonale współgra z siewcami ideologii, że deflacja to zabójstwo gospodarki i trzeba drukować.
tak to widzę. Ty zrobisz z tym co będziesz chciał.
Natomiast jak chcesz mnie przekonać, że jednak się mylę to błagam - bądź konkretny
@DarrDarek, oczywiście że się da zrobić parytet złota jak to się nie da. Bo tak napisałeś? Czy się nie da w sensie politycznym? W tym się oczywiście nie da, ale w takiej optyce się kurwa nic nie da.
Oczywiście przy woli można by pokryć walutę złotem w pewnej proporcji którą by sie zwiększało. Od tego można zacząć. Zresztą o tym chyba gdzieś pisał Rothbard.
Ja nie wiem o co Ci chodzi z tą inflacją, żeby ustalić cel 1.5%? Ironizujesz czy tak na poważnie?
No i nie ukrywam, że nie przepadam za używaniem wzrostu cen CPI jako słowa "Inflacja". Taka terminologia w zasadzie uniemożliwia precyzyjną wypowiedź. Dla inflacji rezerwuje stare określenie - każdy wzrost pieniądza w obiegu.
Samo bujanie gospodarką, bo 3 lata temu 5000 zł pensji oznaczało jedną 2 uncje złota, a dziś uncja jest 2-kroć droższa na świecie i już zarobki wynoszą tylko 2500 zł na miesiąc, a w dodatku cały system cenowy leci na ostrej deflacji, bo przez 3 lata jajko już nie kosztuje 1,10 zł za jajko, a tylko 0,55 zł, benzyna już nie po 5,50 zł ale po 2,75 a Opel Astra już nie po 100.000 ale za 50.000 zł. A ktoś, kto nie przekładałby cenówek co tydzień, ten byłby w plecy lub nawet oskarżany od spekulację, że jak to tak złodzieje mieli auta po 100 tysięcy a po trzech latach dalej tam jest 75 tysięcy, spekulanci jedni, do paki z nimi
jestem autentycznie w szoku, że uważasz, ze przekładanie cen w górę jest ok, ale w dół spowoduje katastrofę. Jesteś pewien, że to przemyślałeś? Bo mam wrażenie, że nie bardzo
tylko rewolucja przemysłowa, ma moim zdaniem krótkie nogi i doskonale współgra z siewcami ideologii, że deflacja to zabójstwo gospodarki i trzeba drukować.
Jak najbardziej kapitalizm wywołał wzrost bogactwa zwykłych ludzi, poprzez wzrost wydajności pracy, poprzez poprawienie warunków pracy, poprzez również rewolucję przemysłową. Bo każda nowa technologia jest ściśle powiązana z kapitalizmem, to kapitalizm daje takie warunki pracy kreatywnym ludziom, że wynajdują nowe wynalazki.
A to z czym chcesz polemizować to są stare brednie oszustów masońskich. Brednie jaka to deflacja zła to są takie brednie dla uzasadniania gojom, że nawet jak jakieś Gronkiewicz-Walz czy inne pejsy doprowadzają z premedytację do wyższej inflacji, to oj-tam, oj-tam, to nieważne, bo pejsaci specjaliści uniknęli deflacji. Takie brednie są tak niskim poziomem bredni pachołków propagandowych z dziedziny finansów, że warto podkreślać, że to brednie, ale nie warto z tym jakoś polemizować. Z głupimi się nie dyskutuje.
Zupełnie czymś innym jest uzasadnienie, że w pieniądzu papierowym lepsza jest mała inflacja niż niż deflacja czy nawet zerowa inflacja. Dlaczego 1% inflacji jest w miarę korzystny? Bo w warunkach bogatych państw kapitalizmu naturalnym odruchem ludzkim jest zabezpieczanie się finansowe i powstaje coś co było marzeniem biednych krajów, co było marzeniem biedy pachołków rządzących socjalizmami. Co to takiego? Ano ta biedota wraz z biedotą umysłową rządzącą marksistowskim socjalizmem marzyła, by poddani niewolnicy socjalistyczni byli oszczędni i aby z tych gównianych zarobków socjalistycznych tworzyli tak ogromne lokaty bankowe jak w tamtym niedobrym kapitalizmie. Jednak to marzenie socjalistów w warunkach bogatego kapitalizm ma też swoją złą stronę. Dobrze, gdy są duże depozyty w bankach, gdy naturalne jest, że ludzie biorą kredyt i kupują własne mieszkanie, że mogą kupić auto na kredyt, ale w bogatym kapitalizmie suma lokat staje się szybko zbyt duża. I ta zbyt duża suma lokat może być problemem. Dlatego umiarkowana inflacja 1% hamuje pęd do tworzenia nadmiernych lokat. Wielu ludzi pyta samych siebie, że jeśli za 10 lat te lokaty będą mniej warte, to może lepiej nawet kupić ładniejsze auto i nie oszczędzać tak. Rozważania, które w biedzie są niemal nieobecne, bo tam ludzie żyją z wypłaty na wypłatę, a marzenie, że kiedyś zabłysną własnym autem czy jakąś błyskotką zrealizują ledwie tylko pojawi się nadmiar zarobionej kasy.
Każde bujanie cenami to jest słaba przewidywalność gospodarcza a to daje obniżenie bogactwa ludzi, to daje szanse na spekulacyjny zarobek dla zwykłych spekulantów, gdyby w warunkach, głupiego pieniądza powiązanego ze złotem, ludzie nie zmieniali bez przerwy cen.
Jest cena produkowanego Opla Astry 100.000 zł i idealnie zgrywa się z parytetem powiedzmy 70000 zł za uncję. Parytet jest święty bo tacy Lurkowicze doszli do władzy - zapisany w konstytucji 7000 zł za uncję. Ale nagle po 3 latach uncja na rynku światowym z 2000 dolców rośnie do 4300 dolców. Lurki u władzy uznają, że co im tam, jakieś kursy światowe, oni mają stałe ceny, stałe kursy waluty. Tyle tylko, że nagle ogromne ilości polskiej waluty zaczyna być skupowane przez spekulantów i oni natychmiast żądają wymiany każdych 7 mld zł na milion uncji złota, a takich żądań leci już w setkach. Dlatego piszę, że niemożliwe jest utrzymanie sobie cen po staremu i jak stały Ople Astry w polskich salonach po 100.000 zł, to dalej sobie będą stały. Nie, nagle trzeba zmieniać cenówki na cenę 50.000 zł za Opla, każdą cenówkę na chleb, jajka już nie są po złotówce ale po 0,50 zł. Robi się cyrk, bo ktoś umysłowo nierozgarnięty wpisał parytet 7000 zł za uncję. A tu nie pomaga spryciarz, który wpisze od razu 15.000 zł za uncję. Nie, to dalej przy każdej zmianie ceny złota na świecie robi tąpnięcia w gospodarce z tak głupim zapisem stałej wartości waluty w złocie.
@DarrDarek, ok. Jakby gdzieś znaleziono np 500 ton złota to by pozmieniało ceny .. tylko zobacz, że ty robisz sobie projekcję problemu i wprowadzasz go w życie i udowadniasz go tutaj na łamach. Tworzysz chochoła, który, tak, potencjalnie jest możliwy
Sprawdź jaka masz alternatywę?
Po jednej stronie potencjalny wzrost ilości złota, ale jednak jako długi trend deprecjacja cen.
Po drugiej stronie masz ciągłe ustawiczne okradanie ludzi przez system bankowy i polityków by głuptasy sterowane przez "nadzorców" etc traktowały to jako rzeczywistość. Bo tak musi być
Ergo jesteś przyzwyczajony do stałej zmiany cen w górę, ale nie jesteś przyzwyczajony w dół
Jesteś przyzwyczajony do stałego rozwadniania pieniądza (pandemia ciach 200mld. Stany ciach quantitative easing 🤡). Wszystkie nazwy byle tylko nie użyć właściwej.
Przy tym, autentycznie każde potencjalnie wahnięcie na cenie złota b l e d n I e.
Jeszcze inaczej - na codzien sam widzisz swoimi oczami co się wyprawia z walutą, ale widzisz kłopot w potencjalnej zmianie ceny złota(której nie kwestionuję)
Dlatego umiarkowana inflacja 1% hamuje pęd do tworzenia nadmiernych lokat. Wielu ludzi pyta samych siebie, że jeśli za 10 lat te lokaty będą mniej warte, to może lepiej nawet kupić ładniejsze auto i nie oszczędzać tak. Rozważania, które w biedzie są niemal nieobecne, bo tam ludzie żyją z wypłaty na wypłatę, a marzenie, że kiedyś zabłysną własnym autem czy jakąś błyskotką zrealizują ledwie tylko pojawi się nadmiar zarobionej kasy
Jaśniej proszę. Inflacja 1% jest dobra bo inaczej ludzie by nie oszczędzali? Nie rozumiem Twojego punktu tutaj. Rozumiem, że nabijasz się z "diabelskiej deflacji". Ok, cieszę się. Ale wywód z inflacją na poziomie 1% jest niezrozumiały
Ja nie piszę o jakichś tam nowych kopalniach złota. Ja zwyczajnie dowodzę, że stałe powiązanie dziś złotego z parytetem złota zrobiłby tylko finansista po akademii humanum tumanum. Tak by się nie dało. Wahania cen wymagałyby zmian cenówek ciągłych, a najgorsze byłoby w pensjach, bo nagle 7000 zł powiązane jako jedna uncja staje się wspomnieniem. Dziś jedna uncja już jest warta 15.000 zł, toteż nagle trzeba wg parytetu zmieniać całe relacje dochodowo-cenowe. Nagle ktoś, kto cieszy się, że zarabiał jedną uncję złota, miał 7000 zł, nagle dostaje od szefa zmianę umowy, bo 2 lata temu uncja już nie była po 7000 zł ale po 10.000 zł i zmiana umowy MUSI iść na pensję jakieś 4500 zł, bo każdy przedsiębiorca jest w otoczeniu światowym wydajności pracy i powiązanej zdolności dochodowej przedsiębiorstwa. A dziś zmiana umowy na 3500 zł, bo przecież uncja jest na świecie 2 razy droższa niż 3 lata temu. I zmiany umów o pracę tak jak zmiany cenówek w sklepach następują co 2 tygodnie po każdej większej zmianie ceny złoto-USD na świecie. Wyobrażasz sobie co by się działo, gdyby co 2 tygodnie każdy był wzywany do kadr i musiał podpisywać nową umowę? Przecież histerie byłyby głupich ludzi "ja miałem 7000 zł 3 lata temu, ciągle mi obniżają, a teraz to potwarz, 50. obniżka do 3500 zł". I biedny przedsiębiorca tłumaczyłby Januszkowi i Karynie, że dochodowo to to samo, bo przecież jajko 3 lata temu było po 1 zł a dziś po 0,50 zł. Ale to byłby ciąg histerii i marszów protestacyjnych. Już wiesz dlaczego finansistów po humanum tumanum się nie zatrudnia, choć na zebraniach politycznych tacy brylują i brylują na mównicy sejmowej?
Jeszcze raz: w kapitalizmie są bogate państwa, a to powoduje, że praktycznie każde bogate państwo ma ZA DUŻO lokat bankowych i też za dużo kredytów. Jedyną metodą na nadmiar depozytów od oszczędnych ludzi jest zniechęcanie ich do oszczędzania. Dlatego inflacja 1% trochę zniechęca, ale niewykluczone, że ludzie waliliby i tak tak ogromne sumy lokat, że trzeba by wejść na inflację np. 2%. I tylko dlatego jest sens utrzymywania stałej deprecjacji pieniądza papierowego przez dodruk. Oczywiście, to nie znaczy, że szamani z banków centralnych mają takie klarowne motywacje. W NPB lat 90. pejsata Waltz utrzymywała inflację 50%, 20% a był straszny niedobór lokat w systemie bankowym, bo ludzie po komunie bali się oszczędzać a dodatkowo było biednie i wtedy były małe lokaty bankowe.
Dlatego muszą być patrioci u władzy, by gdyby pejsata Waltz powiedziała 30 lat temu, że musi dużo drukować złotówek i utrzymywać wysoką inflację, bo za dużo jest lokat, to wtedy patrioci zrobiliby z nią deportację do Tel-Awiwu tylko za to, że tak głupio argumentuje. Dlatego bez patriotów u władzy, to tylko dryf robiony przez kliki oszustów.
skąd wziąłeś twierdzenie że lokat jest za dużo/za mało? Podstawa
Przespałeś bodaj około 2007 rok w USA, gdy system bankowy zaczął lecieć w dół, bo nagle sie okazało, że miliony kredytów udzielonych jest nie do odzyskania? Uratowało ich, że są dużym państwem i cały świat trzymając rezerwy w dolarze po trosze utrzymuje USA. A było tam tak pięknie, że każdy mógł już brać kredyt. Piskliwe organizacje lewicowe kwiczały, że jest dyskryminacja czarnych, bo więcej czarnych odchodzi z kwitkiem i nie dostaje kredytu w banku, a przecież "kredyt prawem - nie towarem", i "mieszkanie też prawem - nie towarem". W efekcie dla murzynów już były kredyty NINJA: "no income, no job, no assets". I zaczęło się walić lawinowo.
Chciałbyś, aby twoje oszczędności w banku zawaliły się lawinowo. Z trudem zgromadziłeś 300.000 zł coś tam planujesz, że synowi dasz na budowę domu, a tu cały system się wali. I tekst:
- nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobil. Cham się uprze i mu daj.
- czytaj pan napis "Kierownik banku nie odpowiada za oszczędności zostawione w banku".
Uzasadniłeś twierdzenie że lokat jest za mało(czy za dużo już nie wiem) tym, że na skutek pieniądza fiducjarnego i polityki przy udzielaniu oraz niskich stóp procentowych wpychano ludziom do gardeł kredyty?
Każdy z tych powodów nie miałby miejsca w systemie twardego pieniądza ale ty podajesz skutki systemu który mamy jako uzasadnienie inflacji.
Wybacz, ale zboczyliśmy w śmieszność. Zaczynam się serio zastanawiać nad tym jakie są twoje postulaty. I jeszcze jedno. Bo ja jestem praktykiem lokat. Jak myślisz kiedy mam większą presję na lokaty i inwestowanie. Przy zerowej inflacji czy przy 5% ? Jaka jest tutaj ścieżka? Im większy wzrost cen tym większa presja na lokaty czy mniejsza. Jak nie wiesz to odpowiadam - większy wzrost cen= większy ratunek w inwestowaniu.
I wiesz, może skończyłem humanum tumanum ale nie jestem w stanie zrozumieć w jaki sposób przyjąłeś za prawdę teorie o lokatach.
Wątek drugi, konsolidacja: złoto nie może być oparciem dla waluty bo powodowałoby nagle skoki cen.
Ja znów zrobię mały fact check - złoto było kiedyś pieniądzem, potem stało się oparciem dla walut. Ceny były stabilne, mniej więcej tak jak dziś, tylko w przeciwnym kierunku.
Nie muszę udowadniać skomplikowanych figur retorycznych, że raz chleb za 5 zł a innym razem za 15. To się działo, ludzie żyli, kupowali, wchodzili w stosunku gospodarcze.
Tak samo jak obecnie zauważ że cena pieniądza zmienia się cały czas. Zarówno w ujęciu ceny wypożyczenia - stopy procentowe, ale także realnej ceny - polecam pln_i. Aczkolwiek zauważam, że cena ta jest stabilniejsza od złota.
Złoto przy upowszechnieniu też byłyby stabilniejsze, gdyż popyt byłby względnie stały. Fakt nie opinia.
Błędem jest twierdzenie że cena waluty jest stała, jest wręcz przeciwnie jej cena spada pewno w rzeczywistości z 6 czy 8 procent rocznie. To jest skala złodziejstwa niespotykana, którą udało się sprzedać nawet ludziom którzy brzydzą się cała banksterką.
Te tezę udało się sprzedać ludziom tak, że oni nie wiedzą nawet alternatywy.
Uzasadniłeś twierdzenie że lokat jest za mało(czy za dużo już nie wiem)
Nie czytasz ze zrozumieniem. To nie wszystko jedno gdy mówimy np., że ludzi etycznie się zachowujących jest za mało lub za dużo.
tym, że na skutek pieniądza fiducjarnego i polityki przy udzielaniu oraz niskich stóp procentowych wpychano ludziom do gardeł kredyty?
Porzuć te bzdury masońskiego duraczenia o pieniądzu i o rzekomym wpychaniu kredytów. Zależność jest prosta, jeśli ludność w Polsce przyniesie 1900 miliardów PLN depozytów do banków komercyjnych, to oczywiste jest, że bank zabezpieczając wartość przyjętych kapitałów obcych od ludności będzie musiał większość tej sumy wypchnąć jako kredyty i nie będzie żadnego zmuszania do brania kredytów, bo kredytów nie udziela się na zasadzie zmuszania. Wręcz odwrotnie zawsze banki weryfikują spośród wielu chętnych na kredyty nie wszyscy ty kredyty otrzymają w banku. I tam ma być, bo niewiarygodny człowiek może sobie chodzić po bankach i namawiać, że chce pół miliona na budowę domu, ale jeśli jest niewiarygodny to będzie należał do tych, którym odmówią kredytu w każdym banku.
Każdy z tych powodów nie miałby miejsca w systemie twardego pieniądza ale ty podajesz skutki systemu który mamy jako uzasadnienie inflacji
Bzdura, udzielenie 1400 mld PLN sumy kredytów nastąpiło właśnie dlatego, że aż 1900 mld PLN lokat bankowych zostało założone w Polsce przez ludzi oszczędnych. Gdyby suma lokat była tylko 300 mld PLN, to suma udzielonych kredytów zamknęłaby się kwotą nie większą niż 300 mld PLN i tylko wtedy, gdy banki część swoich kapitałów własnych przeznaczyłyby na akcję kredytową.
Jak myślisz kiedy mam większą presję na lokaty i inwestowanie. Przy zerowej inflacji czy przy 5% ? Jaka jest tutaj ścieżka? Im większy wzrost cen tym większa presja na lokaty czy mniejsza. Jak nie wiesz to odpowiadam - większy wzrost cen= większy ratunek w inwestowaniu
Pomyśl że odpływasz w odmęty bzdurzenia. Pomyśl o stałej inflacji wywoływanej przez oszustów czy tam szamanów z banku centr. na poziomie 18%. Wpłacasz lokaty do banku, masz 100,000 zł lokat, ale rok po roku szamani dają 18% inflacji a banki dają 0,1% oprocentowania lokaty. Po 5 latach orientujesz się, że te 100,000 zł które wpłaciłeś, to już jest warte tylko tyle ile pięć lat temu było warte 44.000 zł. Liczysz wiele razy. Przeliczasz przez materiały budowlane, przez działki, mieszkania, samochody, żywność i ciągle ci wychodzi, że ponad 2-krotnie straciłeś na lokacie sprzed 5 lat. Co robisz? Wg Ciebie wkładasz następne 200,000 lolaty bankowej, bo jak tracić to od razu setką tysięcy co pięć lat. Otóż realia dla normalnych ludzi są takie, że ludzie zaczynają uciekać w takim modelu z lokat bankowych. Banki zaczynają mieć problem. Pojawia się presja, że oprocentowanie 0,1% to już przeszłość i banki musiałby oferować choćby 15%, poniżej inflacji ale jednak sporo odsetek wobec lokaty.
Wcisnąłeś zwyczajnie zupełnie odwrotny mechanizm niż występuje w realiach. I nie wiem czy wierysz, ale tu udawałeś żę wierzysz w swój model.
Ja znów zrobię mały fact check - złoto było kiedyś pieniądzem, potem stało się oparciem dla walut. Ceny były stabilne
To była przeszłość całego świata z walutą opartą na złocie. Dziś mowa tylko o jednym państwie, które posłuchałoby entuzjasty złota. Wszystko w takim państwie musiałoby się wahać co tydzień wg kursu złota światowego. Płace 7000 zł trzy lata temu, już byłyby po dziesięciu zmianach umowy i dziś już ten sam gościu po 10, umowie miałby wpsiane 3500 zł pensji. Ceny 10 razy by się zmieniały - Opel za 100 tys. 3 lata temu dziś po dziesiątej zmianie ceny byłby po 50 tysięcy. I od tego byś nie uciekł.
Owszem, ktoś mógłby wejść w bajdurzenie, że nie interesuje go przekabacenie tylko jednej Polski na pieniądz złoty, on musiałby zmusić cały świat na przejście na złoto. I polewając sobie z kolejnej flaszki gadałby, że każdego by zmusił i USA i UA i Chinoli też by zmusił.
Porzuć te bzdury masońskiego duraczenia o pieniądzu i o rzekomym wpychaniu kredytów. Zależność jest prosta, jeśli ludność w Polsce przyniesie 1900 miliardów PLN depozytów do banków komercyjnych, to oczywiste jest, że bank zabezpieczając wartość przyjętych kapitałów obcych od ludności będzie musiał większość tej sumy wypchnąć jako kredyty i nie będzie żadnego zmuszania do brania kredytów, bo kredytów nie udziela się na zasadzie zmuszania
dobra to traci sens
1. "Wpychanie" kredytów wyjaśnię bo być może nie rozumiesz co mam na myśli. Może celowo, może rzeczywiście myślisz że Twój interlokutor który zajmuje się kredytami wpycha je komuś na siłę.
Sprawa wygląda tak, że jeśli osobie bez zdolności kredytowej, z wątpliwym scoringiem, z wątpliwymi perspektywami zaoferujesz mimo wszystko kredyt i go udzielisz, a on wtedy opowie wszystkim w około że dostał i że płaci malutką ratę to znaczy to wg mojej ale nie tylko nomenklatury Bank wpycha kredyty- rozumiesz taką literacka metaforę?
Co do reszty - nie - poziom depozytów ma bardzo luźny związek z udzielonymi kredytami.
Ale to już nie ma żadnego związku z deflacją i projekcją, że w systemie złota nie dałoby się żyć. Dałoby się. Fakty mówią co innego niż twierdzisz. Jeśli chcesz z tym dyskutować to powodzenia
a on wtedy opowie wszystkim w około że dostał i że płaci malutką ratę to znaczy to wg mojej ale nie tylko nomenklatury Bank wpycha kredyty
Taki jest skutek nadmiaru lokat. Banki z bardzo restrykcyjnej polityki, gdzie 30 lat temu wymagano by ktoś ze znajomych ŻYROWAŁ jeśli petent chce dostać kredyt, nagle te banki przy nadmiarze lokat zaczynają dawać już niemal każdemu chętnemu. A co dopiero, gdyby było lokat 2 razy więcej? O tym piszę, że lepiej dla systemu bankowego nie dopuszczać do nadmiaru lokat.
nie - poziom depozytów ma bardzo luźny związek z udzielonymi kredytami
Nie znasz danych rzeczywistych z bilansów banków i stąd taka twoja teza.
Ale to już nie ma żadnego związku z deflacją i projekcją, że w systemie złota nie dałoby się żyć. Dałoby się. Fakty mówią co innego niż twierdzisz. Jeśli chcesz z tym dyskutować to powodzenia
Udowodniłem ci, że nie ma szans na ścisłe powiązanie z parytetem złota, bo taki kraj miałby miliony zmian umów o pracę, miliardy zmian cenówek przy każdym tąpnięciu cen złota na rynku światowym.
A oprócz tego tezauryzacja w złocie ewidentnie wyklucza kogoś tak oszczędzającego z systemu lokat i kredytów. W sytuacji drogiego kredytu, małej ilości lokat jest problem z drugiej strony - bez taniego w obsłudze kredytu nie ma większość przemysłu wysokiej technologii.
@DarrDarek, Darek, wydaje mi się że możesz być zbyt pewny własnej projekcji świata.
Przeanalizuj temat rezerwy cząstkowej i tego jak działają banki i jaki jest związek depozytów i kredytów. Ciekawy temat
A co do złota - skoro udowodniłeś no to udowodniłeś. Na pewno sobie
Fakty - nie nikt w Stanach co "sekundę" nie aktualizował pensji i cen
Fakt numer 2 - nie, nikt w Stanach nie narzekał na brak kapitału. Banki działały i się rozwijały i finansowały to co spowodowało, że kraj ten stał się potęgą
Jeśli chcesz dyskutować z faktami to możesz to robić. Masz świetną teorię, która nie przystaje do historycznej rzeczywistości. Jak dla mnie rzeczywistość falsyfikuje nawet najpiękniejsze "wydaje mi się". Dla mnie to jak równanie z niewiadomą. Jeśli po prawej masz 4. A po lewej 2 + x to zawsze ta 4 będzie determinować czym jest x. Jeśli podstawisz za x 2,1 to nie będzie 4.
Te "4" to fakty.
Chyba że rzeczywiście co rok aktualizowano pensje. Ty czekaj. Czekaj! To zupełnie inaczej niż dziś 🙂
Przeanalizuj temat rezerwy cząstkowej i tego jak działają banki i jaki jest związek depozytów i kredytów. Ciekawy temat
Jeszcze raz powtarzam, głupia i kłamliwa teoryjka "kreowania kredytów z powietrza" zwana teorią rezerwy cząstkowej, to są brednie masońskie dla ludzi ogłupionych bzdurami.
Fakty - nie nikt w Stanach co "sekundę" nie aktualizował pensji i cen
Bo cały bogaty świat miał 130 lat temu walutę powiązaną ze złotem. Dziś to jest niemożliwe do wykonania, bo przy wzroście cen złota Polska sobie może mieć konstytucyjny zapis parytetu 7000 zł za uncję, ale nagle po skoku cen złota zagraniczne podmioty gromadzą lokaty z bieżących wpływów import-eksport i za każde 7 mld zł żądają 1 milion uncji i setki takich żądań z każdej strony.
Fakt numer 2 - nie, nikt w Stanach nie narzekał na brak kapitału. Banki działały i się rozwijały i finansowały to co spowodowało, że kraj ten stał się potęgą
Uwierz w to, że dziś skala inwestycji na kredyt choćby w samym USA jest nieporównywalnie ogromny w stosunku do roku 1920 gdy jeszcze w USA można było mówić o parytecie złota do USD.
Chyba że rzeczywiście co rok aktualizowano pensje. Ty czekaj. Czekaj! To zupełnie inaczej niż dziś
Nie, dziś gdyby nagle aktualizowano pensje w dół, bo parytet 7000 zł za uncję wymaga, że dziś pensja Kowalskiej to już nie jest 7000 zł ale 3500 zł, to ona nie słucha, że to to samo, ale płacze pod drzwiami kadr i tak w milionach wydań.
Jeszcze raz powtarzam, głupia i kłamliwa teoryjka "kreowania kredytów z powietrza" zwana teorią rezerwy cząstkowej, to są brednie masońskie dla ludzi ogłupionych bzdurami
Cieszę się, że się dokształciłeś
ad personam
powiedz mi co jest z Tobą nie tak. Bo ja autentycznie nie rozumiem o co Ci chodzi? Jakie brednie? Przecież to właśnie masoni stworzyli nic innego jak system rezerwy cząstkowej. To nie jest coś co się debatuje, to jest normalny fakt. Prawo. Jeszcze raz - o czym Ty człowieku piszesz?
Zaprezentuj w co wierzysz, gdy piszesz "system rezerwy cząstkowej". Sądzę, że wierzysz w bełkot oszustów masońskich dla ogłupionych ludzików na dole, że kredyty kreowane są z powietrza i jest system jak oni to nazwali dla ogłupionych "system bankowy oparty na długu". To są brednie.
Nie istnieje żadne kreowanie kapitałów z powietrza.
Rezerwa cząstkowa to stare zabezpieczenie banków komercyjnych obligatoryjnie wymagane przez nadzór bankowy, że od zgromadzonych depozytów trzeba część majątku finansowego banku przechowywać w skarbcu. I dawnymi czasy potrafił ten wymóg dotyczyć np. 10% przyjętych depozytów a bywało nawet więcej. Dziś to może być np. 1% przyjętych depozytów przy lokatach długoterminowych. Ot, cała tajemnica rezerwy cząstkowej, która wg szurów z filmików z żółtymi napisami ma odpowiadać za straszne rzeczy i za życie w długu. Wg szurów nawet państwa żyjące w długach, to nie jest wina szmat rządzących poddanych plugawiej ideologii i dobieranych jako pachołki masońskie, nie - wg szurów, to nie wina bezwolnych pachołków włądzy ale to wina ... rezerwy cząstkowej.
@DarrDarek, to nie jest nic do wierzenia. To są regulacje prawne, obecnie w Polsce ( nie chce mi sie szukać rezerwa obowiazkowa wynosi 3%, czy tam 1 jak napisałeś, to już nie ma znaczenia) System bankowy jest głownym podmiotem tworzącym pieniądz. Ja tutaj nic nie muszę udowadniać, to jest znany ukonstytowany fakt mający swoje odzwierciedlenie nie tylko w bogatym piśmiennictwie kończąć na regulacjach prawnych. To właśnie, ten cały proces to nic innego jak tworzenie pieniędzy z dupy. NIe wiem czy Ty czegoś nie rozumiesz?
Przecież na to masz nawet wzór na wikipedi - teoretyczny współczynnik kreacji. A na NBP miałeś cały filmik animowany. Kowalski przychodzi do banku zostawia 100 zł, Bank pożycza potem Nowakowi 90, Nowak kupuje u Iksinskiego za 90 motor, a ten znów lokuje środki , te 90 zł w Banku.... przychodzi do Banku Darowski i pożycza 81 zł i kupuje za to kosiarkę od Wariackiego. Wariacki lokuje 81 zł w banku itp itd. Dokładnie tak ten film wyglądał
Ja serio zaczynam się zastanawiać czy Ty w ogóle gadasz bo gadasz? Twierdzenia :
1. kredyty są z lokat (palnąłeś taką bzdurę, którą by wyśmiał każdy profesor ekonomii od lewa do prawa, od masona do pachołka. To są podstawy)
2. teraz piszesz, że nie ma rezerwy cząstkowej , ale jednocześnie, że ona jest, bo ludzie są głupi, bo wierzą, że przez to są długi. Mimo, że ja nic takiego nawet nie napisałem i nie wiem czy szury coś takiego piszą
ja pierdole
Wg szurów nawet państwa żyjące w długach, to nie jest wina szmat rządzących poddanych plugawiej ideologii i dobieranych jako pachołki masońskie, nie - wg szurów, to nie wina bezwolnych pachołków włądzy ale to wina ... rezerwy cząstkowej
To właśnie, ten cały proces to nic innego jak tworzenie pieniędzy z dupy. NIe wiem czy Ty czegoś nie rozumiesz?
Opisałeś właśnie proces anty-rozumowy jaki masońscy oszuści wcisnęli prostym ludziom do głowy, aby wierzyli w takie brednie, że kapitały powstają z powietrza. I uwierzyłeś, bo takie było założenie oszustów, że prości ludzie uwierzą w każdą bzdurę, jaką się im podsunie.
rezerwa obowiazkowa wynosi 3%, czy tam 1 jak napisałeś
Tak, rezerwa obowiazkowa to prosty wymóg z początków prawa bankowego jeszcze sprzed wieków można rzec. Niczego nie tworzy z powietrza. Ot jest wymóg, że 3% przyjętych depozytów jest składane do skarbca jako mąjątek finansowy banku zamrożony. Masz w jakimś małym kraju milion oszczędnych ludzi, składa każdy z nich 50.000 talarów lokaty, w sumie z tych depozytów w bankach komercyjnych tworzone jest 50 mld talarów depozytów. Od tej sumy depozytów banki wg prawa bankowego mają obowiązek zamknąc w skarbcach 1,5 mld talarów. Jaka pozostanie suma do udzielania kredytów? No chyba nie większa? Chyba nie 500 mld jak wierzą szury, które obejrzały filmiki masońskich oszustów, prawda? A jaka? Na akcję kredytową bankom komercyjnym zostaje w takim kraju reszta majątku z przyjętych depozytów, czyli 48,5 mld talarów i zwykle akcja kredytowa sumaryczna jest sporo mniejsza i może w sumie wynieść dajmy na to 44 mld talarów przy przyjętych 50 mld talarów depozytów.
Przecież na to masz nawet wzór na wikipedi - teoretyczny współczynnik kreacji
Wzór bajdurzenia? Takich jest wiele.
A na NBP miałeś cały filmik animowany
Tak, masońscy oszuści potrafią nawet robić filmiki, cud?
Kowalski przychodzi do banku zostawia 100 zł, Bank pożycza potem Nowakowi 90, Nowak kupuje u Iksinskiego za 90 motor, a ten znów lokuje środki , te 90 zł w Banku.... przychodzi do Banku Darowski i pożycza 81 zł i kupuje za to kosiarkę od Wariackiego. Wariacki lokuje 81 zł w banku itp itd. Dokładnie tak ten film wyglądał
Tak, filmik dla ułomnych umysłowo.
A jak wyglądają realia gospodarcze.
Kowalski przychodzi do banku zostawia 100 zł depozytu jako swoją lokatę. Bank pożycza potem Nowakowi 90. Nowak kupuje w firmie Iksinski-motor-company za 90 motor. Iksinski-motor-company za 90 wydaje na bieżące koszty 90. Lokata zostawiona w banku przez Iksinski-motor-company równa jest 0.
Przychodzi do Banku Darowski i pożycza 81 zł bo chce kupic za to kosiarkę od Wariackiego. Bank mówi: "panie Darowski, będzie się musiał pan wstrzymać z inwestycją w kosiarkę. Na razie nasza akcja kredytowa jest zakończona, ale liczymy na to, że wpłynie więcej depozytów w naszej gospodarce, a wtedy wyślemy do pana wiadomość i wtedy będzie pan mógł wziąć kredyt. Na dziś jednak dziękujemy za zainteresowanie naszym bankiem". Dokładnie tak ten film wyglądałby w realiach.
@malcolm, inwestorzy indywidualni dostają rozumu + po świętach wielu wypśtykało się z kasy.
Powtórzę - złoto już od dawna nie nadaje się do mrożenia kasy, jest stanowczo przewartosciowane wobec srebra i platyny - już do tego stopnia,że w grudniu srebro i platynę wystrzeliło w okolice everestu (a wyjebie je moim zdaniem jeszcze w kosmos no chyba że zaczną je przemysłowo wydobywać w kosmosie właśnie)
58 uncji srebra za uncję złota to nawet dobrze na tle ostatnich czasów po upadku Lehman Brothers w 2008/2009 i kryzysie dzięki któremu banki się nachapały - ale historycznie i pod względem relacji dostępności i wydobycia srebra - złoto jest przewartościowane. 40:1 było w latach 50-tych, w skorupie masz 19:1, a wydobycie jeszcze gorzej bo 9:1.
Platyna : 54% ceny złota to taniocha, gdyby było to 80% złota to by to mogło choć udawać "normalne" nie patrząc na żałosne poziomy złóż i wydobycia - i to przy założeniu że odzysk katalizatorów by szedł pełną parą.
Inaczej Platyna tańsza od złota ? X kurwa D.
Pallad: 42% złota i trudno dostać bo rzadziej nim handlują ale też to jakaś absurdalna promocja,jeszcze 2 lata temu był droższy niż złoto. Chyba jakaś zagrywka grubasów z Blackrock w ramach "sankcji na rosję" (to tam najwięcej go wydobywają) czy coś bo to bez sensu... No dobra,może ilość benzyniaków na rynku spada faktycznie ale no bez jaj.
wydobycie Au:Pt:Pd = 1:17:15-17. i tylko dlatego że ludzie wiążą wartość ze złotem jest ono droższe. Ale to bańka jak btc. Niby to metale przemysłowe nie to co złoto,ale jak ich zacznie brakować (a zacznie) to ciekawe czy dalej będą takie tanie.
złoto może nadaje się do mrożenia kasy i jest uważane za wartościowe + jest przyjemnie żółciótkie ale to by było na tyle.złotem zapłacisz każdemu w trakcie kryzysu i wojny - to prawda,ale i przepłacisz w ten sposób i na nim nie zarobisz.
Cena złota nie działa jako wskaźnik rzadkości zalegania w złożach. Że niby platyna rzadsza, to będzie droższa. Platyna jest rzadko w obrocie, toteż zwykły Januszex chcąc skitrać na czarną godzinę 100.000 dolców kupi 1 kg złota a nie platyny, bo na złocie coś tam się zna, a z platyną będzie się zastanawiał, kto mu to kupi, jak będzie wojna i będzie chciał kupić żarcie dla rodziny. Gdy będzie chciał schować malutką sztabkę złota 1 kg to wmuruje w ścianę nawet w bloku. Gdyby miał 60 kg srebra wmurowywać w ściany a najpierw wnieść na 3 piętro, to już czułby opór.
@DarrDarek, Niby tak... Ostatecznie rzecz na rynku ma taką wartość jaką gotów jest zapłacić klient
Co oznacza jednak tylko tyle,że złoto dobrze sobie radzi w roli pieniądza i dlaczego może być przewartościowane tak bardzo pomimo jego dostępności. O "czarnej godzinie" jednak pisałem drogi kolego:
złotem zapłacisz każdemu w trakcie kryzysu i wojny - to prawda,ale i przepłacisz w ten sposób i na nim nie zarobisz.
Rzecz w tym,że złoto ma sensowną wartość "na czarną godzinę" i tylko wtedy. Tylko,że podczas "czarnej godziny" lepszą walutą jest ołów (w formie lecącej kilkaset metrów na sekundę) czy inne dobra zbywalne.Za złoto nie kupisz chleba w rynkowej cenie,kupisz go w cenie spekulanckiej (zawyżonej) gdy chleba nie będzie. No jest to jakiś sposób,ale...
...Ale złoto to "awaryjny pieniądz", natomiast metale szlachetne to głównie nie jest pieniądz a TOWAR mający wartość wtedy gdy gospodarka jest w miarę zdrowa i na wysokich obrotach. Co to oznacza ? że mając złoto albo nim przepłacasz gdy jest źle albo kupujesz za nie coś wartościowego w sytuacji kryzysowej - co jednak jest bardziej ryzykowne i zdarza się rzadziej. Bo musisz wtedy trafić na naprawdę dobrą okazję a później uzyskanej okazyjnie rzeczy nie stracić.
A co do srebra,platyny itd (i potencjalny zarobek z wcześniejszego kupna) zaczną się po tym,jak rzadkość surowców których nie zastąpisz tym złotem stanie się dla wszystkich jasna. I nie trzeba do tego,żeby miały sensowną wartość ogólnej zapaści gospodarczej.
dsol17
1
Dla niekumatych : złoto (nawet to prawdziwe fizyczne) jest i tak dla głupców. A ja byłem też nie najmądrzejszy bo położyłem na kruszce lagę po tym jak Tusk dowalił podatek i w efekcie zapłaciłem o połowę więcej niż musiałem.
Ale jak liczycie,że długofalowo jestem frajerem to sami się frajerzycie. Porównajcie dostępność tych metali ze złotem moi drodzy. Nawet jakby "zielona transformacja" nagle została zastopowana brakuje i będzie brakować.
Konto usunięte0
Inny powód fundamentalny do głębszej korekty to może być to, że USA się w końcu dogadują z Chinami. ...ale nie jestem na bieżąco
Dps
0
DarrDarek
0
No tak, suma lokat bankowych jest wysoka. W realnej wartości jakieś 3,5 do 4 razy wyższa niż 60 lat temu. Bo też i gospodarka kapitalistyczna jest większa niż 60 lat temu. Potencjał zabezpieczania się w złocie jest, choć cała otoczka systemowa zrobi wszystko, by złotem tak łatwo nie handlować. W Polsce kilkanaście lat temu banki zlikwidowały skrytki bankowe. A dlaczego tak wszystkie zlikwidowały? Ano, jakieś siły nadzorców powiedziały:
- Aj waj, co nas nie obchodzi ile w to zainwestowaliście? Toto. wicie, rozumicie, ma zniknąć!
W Italii jest weselej, tam jakieś szmaty z pachołków masońskich kazały "zalegalizować" (ujawnić szmatom władzy masońskiej) zasoby złota i zapłacić od tego podatek.
Dps
0
To jest teoria, że wraz ze wzrostem wartości towarów i usług powinna rosnąć ilość pieniądza na rynku. Bo inaczej katastrofa i krowy mleko przestaną dawać.
Ja stoję na stanowisku, że powinna być względnie stała.
Stanowisko "namiestników", "pachołków" jest takie, że ilość pieniądza powinna rosnąć wraz z towarami/dobrami. Bardzo łatwo wtedy ukryć machlojki i wypłukiwanie złota z powietrza.
Dziwi mnie tutaj twoje stanowisko(?).
Ps jeśli chcesz bym przeczytał odpowiedź będzie miło jak skupisz się na rzeczy 🙂
DarrDarek
0
Po pierwsze, nie pieniądza? M3, M2. M1 to NIE JEST pieniądz. To jest agregat pieniężny a nie pieniądz i szamani z finansów, których zadaniem jest duraczyć podległy lud w każdej chwili mogą uniknąć zarzutu świadomego duraczenia, że mylą pieniądz z lokatami. Oni w każdej chwili mogą powiedzieć, że pieniądzem nazywamy tylko tak potocznie to M3, a każdy wie, że to agregat pieniężny.
Po co pachołki propagandowe z dziedziny finansów tak często dają M3, gdy gadają o "pieniądzu". Ano wiadomo, że w bogatych, stabilnych państwach ilość oszczędności rośnie i a to ładnie się prezentuje do ogłupiania gojów i epatowania jak rzekomo ilość "pieniądza" rośnie wykładniczo.
Po drugie, ilość pieniądza papierowego na rynku rośnie wraz z bogactwem, bo ludzie tak już mają, że operując wydatkami 100 talarów w określonym czasie zwykle mają kiesę wypełnioną kilkudziesięcioma talarami, a gdy operują wydatkami 10.000 talarów w określonym czasie zwykle dla nich kiesa z kilkudziesięcioma talarami wydaje się śmiesznie mała i siłą rzeczy mają ich setki albo tysiące. Oczywiście rolą banku centralnego jest wtedy dodrukować takie niedobory pieniądza papierowego, bo nie ma nic milszego dla banku centralnego jak zarejestrować wpływ dziesiątków nowych miliardów wyłącznie po daniu zlecenia dla drukarni-mennicy. Te nowo wydrukowane dziesiątki nowych miliardów nie jest formalnie własnością banku centralnego, ale też inny podmiot nie upomina się o ten kapitał obcy. Stąd też nie ma takiej opcji, by w państwie, gdzie produkuje się 10 razy więcej dóbr nadal było tyle samo papierowych talarów w obiegu. Zawsze jest już dodrukowywane więcej, a i tak realnie można byłoby utrzymywać inflację zero procent (czego się nie robi zwykle - to też wykład na kilka zdań).
Dps
0
DarrDarek
0
Twoja wiara, że ilość pieniądza powinna być stała to taki model z serii "jak mały Kaziu wyobraża sobie".
Co by się działo przy stałej ilości pieniądza w obiegu? Czyli mamy złoto i nikt już nie jest w stanie wydobyć ani grama złota, co też oczywiście jest bzdurą, bo złoto choćby w najbardziej głupi sposób, zatruwając rtęcią w Amazonii całe rzeki, ciągle jest wydobywane.
Przy stałej ilości tego złota rosłaby cena złota wraz z rozwojem gospodarczym i coraz większą liczbą towarów w obrocie. Sam fakt, że cena rosłaby, sprawiałby, że ci którzy chcieliby lokować oszczędności, nie uruchamialiby kapitałów poprzez pożyczanie swoich oszczędności, by inny mógł wykonać dużą inwestycję i dawać rozwój gospodarki lokalnej i globalnej. Ludzie zakopywaliby złoto w piwnicy, a to sprawiałoby, że na rynku złota byłoby jeszcze mniej i jeszcze bardziej rosłaby jego wartość. I nakręcałaby się spirala zakopywania złota (tezauryzacji) przez bogatych ludzi. W samym wydaniu gospodarczym uciążliwość deflacji byłaby dość przykra, bo chleb za 6 złotych po dekadzie kosztowałby 2 zł, a w dłuższej perspektywie tylko 0,5 złotego. Samochód nie kosztowałby 100.000 zł ale za 30 lat już tylko 5000 zł, a zarobki 4000 zł za 30 lat wynosiłyby już tylko 200 zł na miesiąc. Realnie, sam brak kapitałów sprawiałby, że kredyt byłby cholernie drogi i słabo działałaby gospodarka, rozwój gospodarczy byłby minimalny, kupno mieszkania na kredyt to niemożliwe wydatki kredytowe choćby na studio 20 m2 powierzchni.
A realnie nawet przy zakazie wydobycia złota, ludzie waliliby tony rtęci do rzek, by 100 razy droższe złoto wydobyć choćby w ilościach paru okruszków. Przy pieniądzu papierowym doprowadzenie do aprecjacji pieniądza i dużej deflacji to byłby oczywisty zarzut. Ekipa takiego NBP nie do utrzymania na stolcach tylko z tego powodu bo zabraniałaby dodruku.
Dps
0
W końcu konkrety. Niektóre mądre, niektóre projekcje
DarrDarek
1
Pokaż co uważasz za projekcje, a chętnie wytłumaczę.
W moich komentarzach, przy których się gubiłeś i nie oceniasz ich pozytywnie, też wystarczyłoby, abyś wskazywał konkretne zdania i mówił, że Twoim zdaniem nie brzmią logicznie. Gdybym miał czas to spokojnie rozwijałbym zdania, ujmowałbym myśl inaczej, po to, abyś mógł powiedzieć, że rozumiesz choć prezentujesz inne zdanie. W argumentacji innego zdania też można dojść do wspólnych wniosków. To tylko duraczenie oszustów pejsatych, że każdy musi mieć własne zdanie i należy zawsze powtarzać "w towarzystwie nie dyskutujemy o polityce i o sprawach wiary". Dlaczego pejsatym oszustom tak zależy by ludzie nie dyskutowali o polityce i sprawach wiary w Boga? Ano, oni wiedzą, jak ogromny nakład pracy ponosi kłamliwa propaganda masońska na wytworzenie kłamstw pasujących specjalnie dla każdej osobnej bańki informacyjnej. Oszuści masońscy każde takie kłamstwo osobno pielęgnują, aby oszukiwani goje do końca życia wierzyli w daną brednię. A to wszystko mogłoby im się zawalić, gdyby goje chciały ze sobą rozmawiać i po pierwszych burzliwych dyskusjach w końcu po wielu dniach dochodzić, że ten kumpel ma racją, a ja wierzyłem w jakieś masońskie bajki.
dodge_durango
0
@DarrDarek, nie. Nie uruchamialiby kapitału żeby uzyskać zyski mniejsze niż przyniesie po prostu trzymanie kasy pod materacem. Co oznacza, że dla firm czy innych metod inwestycji bycie zyskownym oznacza po prostu nie tracenie pieniędzy.
EDIT - a, i dodatkowo dawałoby to niezwykłego "kopa" do tworzenia lepszych dóbr, tak, by ich wartość dla nabywcy przewyższała możliwy zysk z po prostu niewydawania pieniędzy.
To jest ogromny cios dla wszelkiej maści producentów chłamu, hazardu i taniej rozrywki, czyli 90% popularnych obecnie interesów.
DarrDarek
0
Nie, to bzdura. Jeśli aprecjacja złota sprawiałaby, że przez dekady i wieki ludzie widzieli prosty sposób przechowywania kapitału a nawet zarabiania na nim, że dajmy na to cena złota rosłaby 2% rocznie, to każdy model przekazania oszczędności do banku i stworzenia lokaty finansowej w banku musiałby dawać większy oprocentowanie lokaty i dopiero od dajmy na to 4% rocznie wielu zaczynałoby się decydować na lokaty bankowe. A w tym układzie kredyt już musiałby uwzględniać tę cenę kapitału pożyczonego w depozytach i każdy kredyt choćby hipoteczny z najniższymi marżami zarobku bankowego, to już 4% plus marża banku 6% dawałoby 10% stopy oprocentowania. Dla ludzi wydających dziś 600.000 zł na nieduże mieszkanko zapłacić 60.000 zł rocznie samych odsetek od kredytu na mieszkanie oznaczałoby pensję 5000 zł miesięcznie przeznaczaną tylko na same odsetki, a jakakolwiek spłata w tempie choćby przez 35 lat dodatkowo ok. 1600 zł raty kapitałowej dawałoby do spłaty. Owszem te 6500 zł spłaty raty kredytu powoli zmniejszałoby się, gdy za 17 lat kredyt już byłby w połowie spłacony. Stała rata nie wchodziłaby praktycznie w grę.
Gdyby jeszcze doszły procesy aprecjacji wartości waluty i deflacji w gospodarce, wówczas wszelkie niestabilności aprecjacji jeszcze bardziej podnosiłyby ryzyko gospodarowania, tak jak dziś w słabych krajach są koszty ryzyka niedoceniania inflacji, gdy w danym kraju inflacja skacze i nie da się sensownie przewidywać.
DarrDarek
0
To takie nazwanie biedy w lepszy sposób, po lewicowemu, jako dostatek inaczej.
Wiadomo, że przy niższym inwestowaniu, mniejszej skali lokat bankowych i mniejszej skali kredytów, słabiej rozwijałaby się gospodarka. Wyższe odsetki bankowe mocniej obciążałyby każdą inwestycję. Nie byłoby tanich elektrowni i taniego prądu, nie byłoby takich paneli PV, bo każda inwestycja 50.000 zł w panele PV już miałaby odsetek od kredytu coś pewnie rzędu 15% do 20% minimum (patrz: najniższe oproc. kredytu hipotecznego nie mniej niż 10%).
A przy takiej biedzie faktycznie byłoby nastawienie tego typu:
"samochód to droga zabawka dla bogaczy, ale moja produkcja furmanek da panu taki pojazd, że jeszcze pana wnuki będą używać tej samej furmanki".
Dps
0
Projekcje? Ludziom się wiele rzeczy wydaje. I przyjmują swoje " wydaje mi się" za prawdę.
To jest bzdura. W zasadzie nie muszę uzasadniać czemu. Mógłbym ale będzie za długo. Wystarczy tylko, że napiszę, że w Stanach drugiej połowy 19w w szalejącej inflacji bankowość nie upadła, ludzie pożyczali pieniądze(!!!), kraj się rozwijał jak mało który.
Nic więcej nie muszę pisać by skontrować projekcje rzeczywistością
dodge_durango
0
No właśnie, sedno problemu - to mieszkanie kosztuje 600 000zł bo tanim kredytem cena została napompowana, wyceniona w wartości jakie będzie mieć za te 30 lat (uśredniając oczywiście), a nie obecnie.
Dyskutować o tym, czy marża banku ma być 6 czy 5% nie ma sensu, aczkolwiek dziwnym trafem te wartości są bardzo zbliżone do obecnych inflacyjnych realiów i cóż, wcale tych 4% na lokacie nie ma. A te 4% uwazględniając podatek belki to takie minimum by nie tracić wartości kapitału.
Zależy jak mierzymi rozwój. Czy rozwój to ciągłe zwiększanie zysków byleby przegonić inflację? Wtedy tak, słabiej. To dalej puste numerki. Uwolnienie od bezsensownej pogoni za ciągłbym wzrostem sprawia nagle, że utrzymanie nawet minimalnej zyskowności jest wystarczające.
Raczej - samochód nie musi psuć się dzień po gwaranacji więc zamiast skupiać się na dobraniu idealnej grubości plastiku by wtedy właśnie się złamał musimy wyprodukować auto którego wartość w czasie dla konsumenta będzie większa niż gdyby te pieniądze trzymał w skarpecie.
|@DarrDarek,
Dps
0
Na początek to musisz zrewidować to zdanie:
Cena złota NOMINALNIE nie rosła. Ona zawsze była taka sama. Uncja złota wyrażała X Monet. Jeśli wartość złota rosła, to nominalnie było to cały czas z dolarów, za które mogłeś kupić więcej. Myślę że tutaj leży między innymi jeden z fundamentów projekcji argumentów.
Natomiast wartość złota rosła gdyż za jednostkę złota można było kupić więcej dóbr. Albo patrząc z drugiej strony spadała cena innych dóbr
DarrDarek
0
Gdzie ty miałeś w XIX wieku w złotym pieniądzu jakąś "szalejącą inflację". Tam prędzej deflacja mogłaby się zdarzyć przy aprecjacji wartości złota i złotego pieniądza.
Ja nie podważam, że część kapitałów przeznaczonych przez oszczędnych ludzi jako lokata, część czy duża część tych oszczędności może trafiać do banku jako depozyt. A bank oczywiście nie deponuje złota, ale ma zobowiązanie wobec 100 oszczędnych, którzy wpłacili po 10.000 zł depozytu każdy, a z tego może udzielić nawet 1 milion zł kredytu. Biorąc pod uwagę, że część zachowuje w skarbcu jako rezerwę cząstkową, ten bankier udziela 950,000 zł kredytu i gospodarka się rozwija nawet na Dzikim Zachodzie. Jednak ten bankier oferuje 4% odsetek od lokaty by zachęcić ludzi do lokaty zamiast zakopania złota w piwnicy. A w ślad za tym jest droższy kredyt i kredytobiorca musi ponosić spore koszty finansowe na obsługę kredytu inwestycyjnego. Realnie musi być w takim modelu słabszy rozwój gospodarczy. Nie chcę cię rozczarowywać, ale bogactwo ludzi na Dzikim Zachodzie nie wyglądało tak jak dziś w USA. Tam to bogactwo przejawiało się tylko w tym, że gdy zwykły człowiek kosił kosą zboże u farmera, to za uzyskaną pensję mógł zjeść w miarę dużo jadła, co w Europie zwykle było postrzegane jako bogactwo, bo Europejczyk 200 lat temu raczej zawsze sobie odmawiał jadła. Zawsze tego jedzenia było za mało, jeszcze nawet 90 lat temu w Europie tak było.
Dps
0
Dps
0
"Realnie musi być w takim modelu słabszy rozwój gospodarczy"
Realnie historia i fakty stoją na przeciw temu twierdzeniu.
DarrDarek
0
Piszę o modelu, gdyby NIE DODAWANO dalszego złota, czyli o takim jaki wstawiłeś początkowo, że "dlaczego ilość pieniądza nie miałaby być stała". To co było to ciągłe, duże wydobycie złota i realnie nie następowała taka aprecjacja wartości złota. Mało tego, w latach 1500 do 1800 naszej ery, wręcz była spora inflacja jak na tamte czasy. Zwyczajnie ogromna ilość złota ukradziona Indianom przez Hiszpanów to ogromna ilość złota zwiększyła 5-krotnie zasoby złota a tym samym wywołała 500% inflacji skumulowanej przez ok. 200-300 lat. Dziś to mały pikuś 500% inflacji w 30 lat, ale wtedy to było ogromne tąpnięcie zaufania gospodarczego.
Przy stałej ilości pieniądza w obiegu rosłaby wartość tego pieniądza i tym samym byłaby deflacja. A wiadomo, jak złą prasę ma deflacja, że krowy nie dają mleka i się wszystko sypie i przestaje rozwijać.
DarrDarek
0
W XIX wieku kapitalizm dawał spory wzrost gospodarczy krajom, które wprowadziły liberalny kapitalizm jak USA i UK na wyspach. Ale to był szybki rozwój bazujący na tym, że łatwiej dało się automatyzować wiele produkcji w masowym wykonaniu. Stąd też bankrutowały manufaktury z ręcznymi tkalniami, a rozwijały się tkalnie masowej produkcji, skąd tkaniny mogły już dawać ludziom po kilka kompletów ubrań i stopniowo nawet dziady proszalne przestały chodzić w łachmanach. Tak wyglądał szybki rozwój w XIX wieku. Ktoś był bogaty bo miał marynarkę i spodnie, przy biedaku w sukmanie był bogaty, ale już 60 lat później bogaty miał ubrań wyjściowych nie jedno, a kilka. Wzrost ogromny bogactwa, ale z dzisiejszym bogactwem to raczej nie ma co porównywać.
Dps
0
ale przecież to bzdura. Historia zweryfikowała te twierdzenia. Myślę, że ty ze swoją doktryną "namiestników" i "pachołków" powinieneś być ostatnim, który popierałby wypłukiwanie złota z powietrza. Stąd dziwi mnie, że powtarzasz po twojemu "żydowskie duraczenie", po mojemu - wygodne historie dla ludzi u władzy i powiązanych z nimi bankierami
Dps
0
czy to są napewno Twoje myśli czy może tzw truizmy które powtarzane są w obiegu publicznym. Twierdzenie, że w 1880 mieliśmy nagły skok, ale np już w 1950 nie wymagałoby naprawdę mocnych argumentów.
Przypomnę, że mechanizacja np na budowach, pojawiła się w 20 wieku kiedy np na masową skale pojawiły się maszyny, które robią w godzinę robotę setki ludzi. Ergo mamy STAŁY postęp, oczywiście nie jednostajny, ale teoretyczna produktywność z 2000 roku nie ma porównania do tej z 1900. Mamy maszyny, robotyzacje. Tutaj jest przepaść. A mimo wszystko to 1870-1890 miałbyć rewolucją. Dokłądnie wtedy kiedy królował silny pieniądz, kapitalizm. Tutaj się pewno zgadzamy.
Więc pytanie moje - czy przypadkiem nie powtarzasz narracji ?
DarrDarek
0
Ale które zdanie uważasz za bzdurę? Co mam wyjaśnić?
Tak, teoria dokładania pieniądza papierowego jest o tyle wygodna dla władzy, bo tak to robią aktualnie. Ale właśnie każdy inny model już by się nie sprawdził. Ja rozumiem, że ktoś mógłby chcieć "tylko złoty pieniądz" i nic ponadto, ale dziś już tak się nie da. Samo bujanie gospodarką, bo 3 lata temu 5000 zł pensji oznaczało jedną 2 uncje złota, a dziś uncja jest 2-kroć droższa na świecie i już zarobki wynoszą tylko 2500 zł na miesiąc, a w dodatku cały system cenowy leci na ostrej deflacji, bo przez 3 lata jajko już nie kosztuje 1,10 zł za jajko, a tylko 0,55 zł, benzyna już nie po 5,50 zł ale po 2,75 a Opel Astra już nie po 100.000 ale za 50.000 zł. A ktoś, kto nie przekładałby cenówek co tydzień, ten byłby w plecy lub nawet oskarżany od spekulację, że jak to tak złodzieje mieli auta po 100 tysięcy a po trzech latach dalej tam jest 75 tysięcy, spekulanci jedni, do paki z nimi.
Nie da się wrócić do parytetu złota czy do jakiejś waluty miedziaków i ustalić, że 2500 zł jest równe jednej uncji złota czy 80 kg miedzi. A zupełnie osobną kwestią jest rozliczanie bezkarnych czynowników na górze. Dziś żaden z tych czynowników w bankach centralnych nie boi się gojów na dole, bo jeśli oni się nie boją, że wtłoczą gojom milion murzynów i milion ciapaków a goje tylko pogadają i nie robią żadnego obcinania łbów nędznikom władzy, to dlaczego oni mieliby się bać gdy ustalą, że gojom we wschodniej EU zrobią rok inflacji 18% i parę lat niewiele mniejszej. Oszuści nie boją się poddanych niewolników i jakakolwiek odpowiedzialność za złe czyny ich nie dotyka. Dopóki ogromnej skali zbrodnie wobec narodu jak nieodwracalna podmiana rasowa dokonywana przez plugawych nędzników władzy nie zostanie ukarana, dopóty nie ma szans na to, by pomniejszej skali czyny kradzieży, defraudacji, były należycie karane. Najpierw należałoby skazać na gilotynę za defraudacje 200 miliardów złotych, a dopiero po takim sukcesie sprawiedliwości można by mówić, że oni tam na górze będą się bali czynić psucie celu inflacyjnego i dokonywać okradania obywateli. Ustalenie, że cel inflacyjny ma być 1,5% rocznie, to nie jest trudne do wykonania dla specjalistów w NBP i RPP. Weryfikacja co 4 lata dotyczyłaby już dokładności do dziesiątych procenta, i wtedy rzetelnie zatrudnieni specjaliści bez choćby jednego obcego oszusta z dumą ogłaszaliby, że za 4 lata okresu weryfikacyjnego wyszło równo 6,1% inflacji skumulowanej.
DarrDarek
0
Tak, tak jak 40 lat XIX wieku były rewolucją poprawy poziomu życia ludzi czasem 4-krotnego, tak i obecne czasy to często 4-krotna poprawa produktywności w 40 lat, choćby w Polsce, a nie wspomnę szerzej o Chinach, gdzie bodaj 30-krotnie zwiększono produktywność i poziom życia.
A dlaczego przez ostatnie 70 lat w wielu krajach Europy nie widać było ścisłego przełożenia wzrostu tej produktywności na poziom życia? Ano, dlatego, bo przez 70 lat wyraźnie zamiast patriotów masoni podmieniali władze na plugawy sort niemoralnych pachołków masońskich, które w ramach duraczenia gojów zaczynały kraść dobra wypracowywane przez podatników i obdarzać nimi feministki, kobiety, lewicowe ruchy, a potem już nawet murzynów i ciapaków ściąganych milionami, i na tych obcych zawsze musiało wystarczyć kasy, bo potem szmata lewicowa w studio w otoczeniu podobnych szmat lewicowych udowadniała, że te zamieszki i spalenie 20.000 samochodów to wynikęło stąd, że ktoś wielce czcigodnych czarnych współobywateli chce traktować jak murzynów do roboty. I co prawda plugawe tłumaczenia medialne szmat lewicowych nie były funta kłaków warte, ale w głowach ogłupionych ludzików na dole jakoś tam uzasadniało, że na co jak na co, może trzeba dawać niskie emerytury, ale na murzynów i ciapaków trzeba dawać dużo, bo inaczej będą napadać, palić, gwałcić, a jak im się da dużo kasy to może przestaną napadać, palić, gwałcić. Potem dziwić się, że szmaty polityczne z Akcji W. wepchnęły Ukraińców z Upadliny do Polaki a te Ukraińce już otwarcie mówią, że jak Lachy się sprzeciwią przywilejom Ukraińców, to będą napadać, palić, gwałcić. Co prawda Panczenkowa niby się trochę jeszcze mityguje i ostrzegała Lachów tylko przed walkami i podpaleniami, ale z biegiem czasu będą podbijać żądania i groźby, wtedy nie będą się ograniczać i o gwałceniu Laszek pewnie też wspomną, że za winy Lachów ucierpią Laszki bo jurne ukraińskie chłopy już zrobią z Laszkami porządek.
Gdy władze prowadzone są przez oszustów a nie patriotów, wówczas oczywiste jest, że ludzie wypracowujący coraz wyższe PKB, że ta większość mężczyzn która swoją pracą to czyni przez dekad, nic z tego nie będzie miała, bo najbardziej plugawe gówna oszustów dochodzą do władzy. Parę lat temu jeden nędznik najwyraźniej z Akcji Wisła zrobił histerię na radzie miejskiej, że on nie życzy sobie hasła "Polak w Polsce gospodarzem". Gdy takie plugawe odpady nie boją się robić nawet takich antypolskich histerii, to na co bezczynni w swej apatii Polacy liczą?
Dps
0
JA PISZę O TECHNOLOGII , A TY PISZESZ O MARNOTRAWSTWIE. Przecież się zgadzamy w tej kwestii ale to są 2 różne sprawy. Skup się na ekonomii
Ja rozumiem, że ktoś sklasyfikował pierwszą i drugą rewolucję przemysłową. Bo się utarło że (zgaduje, nie chce mi się sprawdzać ) maszyna parowa i maszyna tkalnicza czy co tam. Ale postęp JEST STAŁY. Chce napisać, że jeśli by narysować ilość dóbr które możemy produkować przy nakładzie pracy to linia która idzie cały czas do góry od conajmniej 2 setek lat. Ale nie jest tak, że ta linia była płaska i nagle w 1840 do góry i znów płaska, potem 1880 do góry i znów płaska. No nie jest tak. Jeśli ktoś chciałby wyjaśnić fenomen 19 wieku w ten sposób to ja jestem otwarty , ale musiałby mi wykazać, że ta linia się wypłaszczyła ( cały czas piszę o technologii) po 19 wieku.
Natomiast jak zauważasz, prawdopodobnie były inne przyczyny (system) spadku tego dramatycznego wzrostu dobrobytu
Wracając do meritum, bo tak się nie da pisać o wielu rzeczach naraz - chce napisać, że powielając narrację, że w 19 wieku kapitalizm działał, nie dlatego, że poprostu działał, ale dlatego, że "rewolucja przemysłowa" to ja mówię to bzdury, a jak nie bzdury to proszę o mocne dowody, że wzrost produktywności między 1950 a np 1900 był niższy niż 1900 a 1850 (cały czas piszę o potencjalnych możliwościach)
To do czego chce Cię przekonać to to, że powtarzanie narracji, że to nie kapitalizm, wolny rynek, wolny handel i mocny pieniądz był przyczyną wzrostu w panującej deflacji tylko rewolucja przemysłowa, ma moim zdaniem krótkie nogi i doskonale współgra z siewcami ideologii, że deflacja to zabójstwo gospodarki i trzeba drukować.
tak to widzę. Ty zrobisz z tym co będziesz chciał.
Natomiast jak chcesz mnie przekonać, że jednak się mylę to błagam - bądź konkretny
Dps
0
Oczywiście przy woli można by pokryć walutę złotem w pewnej proporcji którą by sie zwiększało. Od tego można zacząć. Zresztą o tym chyba gdzieś pisał Rothbard.
Ja nie wiem o co Ci chodzi z tą inflacją, żeby ustalić cel 1.5%? Ironizujesz czy tak na poważnie?
No i nie ukrywam, że nie przepadam za używaniem wzrostu cen CPI jako słowa "Inflacja". Taka terminologia w zasadzie uniemożliwia precyzyjną wypowiedź. Dla inflacji rezerwuje stare określenie - każdy wzrost pieniądza w obiegu.
jestem autentycznie w szoku, że uważasz, ze przekładanie cen w górę jest ok, ale w dół spowoduje katastrofę. Jesteś pewien, że to przemyślałeś? Bo mam wrażenie, że nie bardzo
DarrDarek
0
Jak najbardziej kapitalizm wywołał wzrost bogactwa zwykłych ludzi, poprzez wzrost wydajności pracy, poprzez poprawienie warunków pracy, poprzez również rewolucję przemysłową. Bo każda nowa technologia jest ściśle powiązana z kapitalizmem, to kapitalizm daje takie warunki pracy kreatywnym ludziom, że wynajdują nowe wynalazki.
A to z czym chcesz polemizować to są stare brednie oszustów masońskich. Brednie jaka to deflacja zła to są takie brednie dla uzasadniania gojom, że nawet jak jakieś Gronkiewicz-Walz czy inne pejsy doprowadzają z premedytację do wyższej inflacji, to oj-tam, oj-tam, to nieważne, bo pejsaci specjaliści uniknęli deflacji. Takie brednie są tak niskim poziomem bredni pachołków propagandowych z dziedziny finansów, że warto podkreślać, że to brednie, ale nie warto z tym jakoś polemizować. Z głupimi się nie dyskutuje.
Zupełnie czymś innym jest uzasadnienie, że w pieniądzu papierowym lepsza jest mała inflacja niż niż deflacja czy nawet zerowa inflacja. Dlaczego 1% inflacji jest w miarę korzystny? Bo w warunkach bogatych państw kapitalizmu naturalnym odruchem ludzkim jest zabezpieczanie się finansowe i powstaje coś co było marzeniem biednych krajów, co było marzeniem biedy pachołków rządzących socjalizmami. Co to takiego? Ano ta biedota wraz z biedotą umysłową rządzącą marksistowskim socjalizmem marzyła, by poddani niewolnicy socjalistyczni byli oszczędni i aby z tych gównianych zarobków socjalistycznych tworzyli tak ogromne lokaty bankowe jak w tamtym niedobrym kapitalizmie. Jednak to marzenie socjalistów w warunkach bogatego kapitalizm ma też swoją złą stronę. Dobrze, gdy są duże depozyty w bankach, gdy naturalne jest, że ludzie biorą kredyt i kupują własne mieszkanie, że mogą kupić auto na kredyt, ale w bogatym kapitalizmie suma lokat staje się szybko zbyt duża. I ta zbyt duża suma lokat może być problemem. Dlatego umiarkowana inflacja 1% hamuje pęd do tworzenia nadmiernych lokat. Wielu ludzi pyta samych siebie, że jeśli za 10 lat te lokaty będą mniej warte, to może lepiej nawet kupić ładniejsze auto i nie oszczędzać tak. Rozważania, które w biedzie są niemal nieobecne, bo tam ludzie żyją z wypłaty na wypłatę, a marzenie, że kiedyś zabłysną własnym autem czy jakąś błyskotką zrealizują ledwie tylko pojawi się nadmiar zarobionej kasy.
DarrDarek
0
Każde bujanie cenami to jest słaba przewidywalność gospodarcza a to daje obniżenie bogactwa ludzi, to daje szanse na spekulacyjny zarobek dla zwykłych spekulantów, gdyby w warunkach, głupiego pieniądza powiązanego ze złotem, ludzie nie zmieniali bez przerwy cen.
Jest cena produkowanego Opla Astry 100.000 zł i idealnie zgrywa się z parytetem powiedzmy 70000 zł za uncję. Parytet jest święty bo tacy Lurkowicze doszli do władzy - zapisany w konstytucji 7000 zł za uncję. Ale nagle po 3 latach uncja na rynku światowym z 2000 dolców rośnie do 4300 dolców. Lurki u władzy uznają, że co im tam, jakieś kursy światowe, oni mają stałe ceny, stałe kursy waluty. Tyle tylko, że nagle ogromne ilości polskiej waluty zaczyna być skupowane przez spekulantów i oni natychmiast żądają wymiany każdych 7 mld zł na milion uncji złota, a takich żądań leci już w setkach. Dlatego piszę, że niemożliwe jest utrzymanie sobie cen po staremu i jak stały Ople Astry w polskich salonach po 100.000 zł, to dalej sobie będą stały. Nie, nagle trzeba zmieniać cenówki na cenę 50.000 zł za Opla, każdą cenówkę na chleb, jajka już nie są po złotówce ale po 0,50 zł. Robi się cyrk, bo ktoś umysłowo nierozgarnięty wpisał parytet 7000 zł za uncję. A tu nie pomaga spryciarz, który wpisze od razu 15.000 zł za uncję. Nie, to dalej przy każdej zmianie ceny złota na świecie robi tąpnięcia w gospodarce z tak głupim zapisem stałej wartości waluty w złocie.
Dps
0
Sprawdź jaka masz alternatywę?
Po jednej stronie potencjalny wzrost ilości złota, ale jednak jako długi trend deprecjacja cen.
Po drugiej stronie masz ciągłe ustawiczne okradanie ludzi przez system bankowy i polityków by głuptasy sterowane przez "nadzorców" etc traktowały to jako rzeczywistość. Bo tak musi być
Ergo jesteś przyzwyczajony do stałej zmiany cen w górę, ale nie jesteś przyzwyczajony w dół
Jesteś przyzwyczajony do stałego rozwadniania pieniądza (pandemia ciach 200mld. Stany ciach quantitative easing 🤡). Wszystkie nazwy byle tylko nie użyć właściwej.
Przy tym, autentycznie każde potencjalnie wahnięcie na cenie złota b l e d n I e.
Jeszcze inaczej - na codzien sam widzisz swoimi oczami co się wyprawia z walutą, ale widzisz kłopot w potencjalnej zmianie ceny złota(której nie kwestionuję)
Mnie to nie przekonuje
Dps
0
Jaśniej proszę. Inflacja 1% jest dobra bo inaczej ludzie by nie oszczędzali? Nie rozumiem Twojego punktu tutaj. Rozumiem, że nabijasz się z "diabelskiej deflacji". Ok, cieszę się. Ale wywód z inflacją na poziomie 1% jest niezrozumiały
DarrDarek
0
Ja nie piszę o jakichś tam nowych kopalniach złota. Ja zwyczajnie dowodzę, że stałe powiązanie dziś złotego z parytetem złota zrobiłby tylko finansista po akademii humanum tumanum. Tak by się nie dało. Wahania cen wymagałyby zmian cenówek ciągłych, a najgorsze byłoby w pensjach, bo nagle 7000 zł powiązane jako jedna uncja staje się wspomnieniem. Dziś jedna uncja już jest warta 15.000 zł, toteż nagle trzeba wg parytetu zmieniać całe relacje dochodowo-cenowe. Nagle ktoś, kto cieszy się, że zarabiał jedną uncję złota, miał 7000 zł, nagle dostaje od szefa zmianę umowy, bo 2 lata temu uncja już nie była po 7000 zł ale po 10.000 zł i zmiana umowy MUSI iść na pensję jakieś 4500 zł, bo każdy przedsiębiorca jest w otoczeniu światowym wydajności pracy i powiązanej zdolności dochodowej przedsiębiorstwa. A dziś zmiana umowy na 3500 zł, bo przecież uncja jest na świecie 2 razy droższa niż 3 lata temu. I zmiany umów o pracę tak jak zmiany cenówek w sklepach następują co 2 tygodnie po każdej większej zmianie ceny złoto-USD na świecie. Wyobrażasz sobie co by się działo, gdyby co 2 tygodnie każdy był wzywany do kadr i musiał podpisywać nową umowę? Przecież histerie byłyby głupich ludzi "ja miałem 7000 zł 3 lata temu, ciągle mi obniżają, a teraz to potwarz, 50. obniżka do 3500 zł". I biedny przedsiębiorca tłumaczyłby Januszkowi i Karynie, że dochodowo to to samo, bo przecież jajko 3 lata temu było po 1 zł a dziś po 0,50 zł. Ale to byłby ciąg histerii i marszów protestacyjnych. Już wiesz dlaczego finansistów po humanum tumanum się nie zatrudnia, choć na zebraniach politycznych tacy brylują i brylują na mównicy sejmowej?
DarrDarek
0
Jeszcze raz: w kapitalizmie są bogate państwa, a to powoduje, że praktycznie każde bogate państwo ma ZA DUŻO lokat bankowych i też za dużo kredytów. Jedyną metodą na nadmiar depozytów od oszczędnych ludzi jest zniechęcanie ich do oszczędzania. Dlatego inflacja 1% trochę zniechęca, ale niewykluczone, że ludzie waliliby i tak tak ogromne sumy lokat, że trzeba by wejść na inflację np. 2%. I tylko dlatego jest sens utrzymywania stałej deprecjacji pieniądza papierowego przez dodruk. Oczywiście, to nie znaczy, że szamani z banków centralnych mają takie klarowne motywacje. W NPB lat 90. pejsata Waltz utrzymywała inflację 50%, 20% a był straszny niedobór lokat w systemie bankowym, bo ludzie po komunie bali się oszczędzać a dodatkowo było biednie i wtedy były małe lokaty bankowe.
Dlatego muszą być patrioci u władzy, by gdyby pejsata Waltz powiedziała 30 lat temu, że musi dużo drukować złotówek i utrzymywać wysoką inflację, bo za dużo jest lokat, to wtedy patrioci zrobiliby z nią deportację do Tel-Awiwu tylko za to, że tak głupio argumentuje. Dlatego bez patriotów u władzy, to tylko dryf robiony przez kliki oszustów.
Dps
0
Wg jakiego twierdzenia inflacja zniechęca do lokat?? 🤔🤔 To wymaga uzasadnienia.
DarrDarek
0
Przespałeś bodaj około 2007 rok w USA, gdy system bankowy zaczął lecieć w dół, bo nagle sie okazało, że miliony kredytów udzielonych jest nie do odzyskania? Uratowało ich, że są dużym państwem i cały świat trzymając rezerwy w dolarze po trosze utrzymuje USA. A było tam tak pięknie, że każdy mógł już brać kredyt. Piskliwe organizacje lewicowe kwiczały, że jest dyskryminacja czarnych, bo więcej czarnych odchodzi z kwitkiem i nie dostaje kredytu w banku, a przecież "kredyt prawem - nie towarem", i "mieszkanie też prawem - nie towarem". W efekcie dla murzynów już były kredyty NINJA: "no income, no job, no assets". I zaczęło się walić lawinowo.
Chciałbyś, aby twoje oszczędności w banku zawaliły się lawinowo. Z trudem zgromadziłeś 300.000 zł coś tam planujesz, że synowi dasz na budowę domu, a tu cały system się wali. I tekst:
- nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobil. Cham się uprze i mu daj.
- czytaj pan napis "Kierownik banku nie odpowiada za oszczędności zostawione w banku".
Dps
0
Uzasadniłeś twierdzenie że lokat jest za mało(czy za dużo już nie wiem) tym, że na skutek pieniądza fiducjarnego i polityki przy udzielaniu oraz niskich stóp procentowych wpychano ludziom do gardeł kredyty?
Każdy z tych powodów nie miałby miejsca w systemie twardego pieniądza ale ty podajesz skutki systemu który mamy jako uzasadnienie inflacji.
Wybacz, ale zboczyliśmy w śmieszność. Zaczynam się serio zastanawiać nad tym jakie są twoje postulaty. I jeszcze jedno. Bo ja jestem praktykiem lokat. Jak myślisz kiedy mam większą presję na lokaty i inwestowanie. Przy zerowej inflacji czy przy 5% ? Jaka jest tutaj ścieżka? Im większy wzrost cen tym większa presja na lokaty czy mniejsza. Jak nie wiesz to odpowiadam - większy wzrost cen= większy ratunek w inwestowaniu.
I wiesz, może skończyłem humanum tumanum ale nie jestem w stanie zrozumieć w jaki sposób przyjąłeś za prawdę teorie o lokatach.
Wątek drugi, konsolidacja: złoto nie może być oparciem dla waluty bo powodowałoby nagle skoki cen.
Ja znów zrobię mały fact check - złoto było kiedyś pieniądzem, potem stało się oparciem dla walut. Ceny były stabilne, mniej więcej tak jak dziś, tylko w przeciwnym kierunku.
Nie muszę udowadniać skomplikowanych figur retorycznych, że raz chleb za 5 zł a innym razem za 15. To się działo, ludzie żyli, kupowali, wchodzili w stosunku gospodarcze.
Tak samo jak obecnie zauważ że cena pieniądza zmienia się cały czas. Zarówno w ujęciu ceny wypożyczenia - stopy procentowe, ale także realnej ceny - polecam pln_i. Aczkolwiek zauważam, że cena ta jest stabilniejsza od złota.
Złoto przy upowszechnieniu też byłyby stabilniejsze, gdyż popyt byłby względnie stały. Fakt nie opinia.
Błędem jest twierdzenie że cena waluty jest stała, jest wręcz przeciwnie jej cena spada pewno w rzeczywistości z 6 czy 8 procent rocznie. To jest skala złodziejstwa niespotykana, którą udało się sprzedać nawet ludziom którzy brzydzą się cała banksterką.
Te tezę udało się sprzedać ludziom tak, że oni nie wiedzą nawet alternatywy.
Niesamowite
DarrDarek
0
Nie czytasz ze zrozumieniem. To nie wszystko jedno gdy mówimy np., że ludzi etycznie się zachowujących jest za mało lub za dużo.
Porzuć te bzdury masońskiego duraczenia o pieniądzu i o rzekomym wpychaniu kredytów. Zależność jest prosta, jeśli ludność w Polsce przyniesie 1900 miliardów PLN depozytów do banków komercyjnych, to oczywiste jest, że bank zabezpieczając wartość przyjętych kapitałów obcych od ludności będzie musiał większość tej sumy wypchnąć jako kredyty i nie będzie żadnego zmuszania do brania kredytów, bo kredytów nie udziela się na zasadzie zmuszania. Wręcz odwrotnie zawsze banki weryfikują spośród wielu chętnych na kredyty nie wszyscy ty kredyty otrzymają w banku. I tam ma być, bo niewiarygodny człowiek może sobie chodzić po bankach i namawiać, że chce pół miliona na budowę domu, ale jeśli jest niewiarygodny to będzie należał do tych, którym odmówią kredytu w każdym banku.
Bzdura, udzielenie 1400 mld PLN sumy kredytów nastąpiło właśnie dlatego, że aż 1900 mld PLN lokat bankowych zostało założone w Polsce przez ludzi oszczędnych. Gdyby suma lokat była tylko 300 mld PLN, to suma udzielonych kredytów zamknęłaby się kwotą nie większą niż 300 mld PLN i tylko wtedy, gdy banki część swoich kapitałów własnych przeznaczyłyby na akcję kredytową.
Pomyśl że odpływasz w odmęty bzdurzenia. Pomyśl o stałej inflacji wywoływanej przez oszustów czy tam szamanów z banku centr. na poziomie 18%. Wpłacasz lokaty do banku, masz 100,000 zł lokat, ale rok po roku szamani dają 18% inflacji a banki dają 0,1% oprocentowania lokaty. Po 5 latach orientujesz się, że te 100,000 zł które wpłaciłeś, to już jest warte tylko tyle ile pięć lat temu było warte 44.000 zł. Liczysz wiele razy. Przeliczasz przez materiały budowlane, przez działki, mieszkania, samochody, żywność i ciągle ci wychodzi, że ponad 2-krotnie straciłeś na lokacie sprzed 5 lat. Co robisz? Wg Ciebie wkładasz następne 200,000 lolaty bankowej, bo jak tracić to od razu setką tysięcy co pięć lat. Otóż realia dla normalnych ludzi są takie, że ludzie zaczynają uciekać w takim modelu z lokat bankowych. Banki zaczynają mieć problem. Pojawia się presja, że oprocentowanie 0,1% to już przeszłość i banki musiałby oferować choćby 15%, poniżej inflacji ale jednak sporo odsetek wobec lokaty.
Wcisnąłeś zwyczajnie zupełnie odwrotny mechanizm niż występuje w realiach. I nie wiem czy wierysz, ale tu udawałeś żę wierzysz w swój model.
DarrDarek
0
To była przeszłość całego świata z walutą opartą na złocie. Dziś mowa tylko o jednym państwie, które posłuchałoby entuzjasty złota. Wszystko w takim państwie musiałoby się wahać co tydzień wg kursu złota światowego. Płace 7000 zł trzy lata temu, już byłyby po dziesięciu zmianach umowy i dziś już ten sam gościu po 10, umowie miałby wpsiane 3500 zł pensji. Ceny 10 razy by się zmieniały - Opel za 100 tys. 3 lata temu dziś po dziesiątej zmianie ceny byłby po 50 tysięcy. I od tego byś nie uciekł.
Owszem, ktoś mógłby wejść w bajdurzenie, że nie interesuje go przekabacenie tylko jednej Polski na pieniądz złoty, on musiałby zmusić cały świat na przejście na złoto. I polewając sobie z kolejnej flaszki gadałby, że każdego by zmusił i USA i UA i Chinoli też by zmusił.
Dps
0
dobra to traci sens
1. "Wpychanie" kredytów wyjaśnię bo być może nie rozumiesz co mam na myśli. Może celowo, może rzeczywiście myślisz że Twój interlokutor który zajmuje się kredytami wpycha je komuś na siłę.
Sprawa wygląda tak, że jeśli osobie bez zdolności kredytowej, z wątpliwym scoringiem, z wątpliwymi perspektywami zaoferujesz mimo wszystko kredyt i go udzielisz, a on wtedy opowie wszystkim w około że dostał i że płaci malutką ratę to znaczy to wg mojej ale nie tylko nomenklatury Bank wpycha kredyty- rozumiesz taką literacka metaforę?
Co do reszty - nie - poziom depozytów ma bardzo luźny związek z udzielonymi kredytami.
Ale to już nie ma żadnego związku z deflacją i projekcją, że w systemie złota nie dałoby się żyć. Dałoby się. Fakty mówią co innego niż twierdzisz. Jeśli chcesz z tym dyskutować to powodzenia
DarrDarek
0
Taki jest skutek nadmiaru lokat. Banki z bardzo restrykcyjnej polityki, gdzie 30 lat temu wymagano by ktoś ze znajomych ŻYROWAŁ jeśli petent chce dostać kredyt, nagle te banki przy nadmiarze lokat zaczynają dawać już niemal każdemu chętnemu. A co dopiero, gdyby było lokat 2 razy więcej? O tym piszę, że lepiej dla systemu bankowego nie dopuszczać do nadmiaru lokat.
Nie znasz danych rzeczywistych z bilansów banków i stąd taka twoja teza.
Udowodniłem ci, że nie ma szans na ścisłe powiązanie z parytetem złota, bo taki kraj miałby miliony zmian umów o pracę, miliardy zmian cenówek przy każdym tąpnięciu cen złota na rynku światowym.
A oprócz tego tezauryzacja w złocie ewidentnie wyklucza kogoś tak oszczędzającego z systemu lokat i kredytów. W sytuacji drogiego kredytu, małej ilości lokat jest problem z drugiej strony - bez taniego w obsłudze kredytu nie ma większość przemysłu wysokiej technologii.
Dps
0
Przeanalizuj temat rezerwy cząstkowej i tego jak działają banki i jaki jest związek depozytów i kredytów. Ciekawy temat
A co do złota - skoro udowodniłeś no to udowodniłeś. Na pewno sobie
Fakty - nie nikt w Stanach co "sekundę" nie aktualizował pensji i cen
Fakt numer 2 - nie, nikt w Stanach nie narzekał na brak kapitału. Banki działały i się rozwijały i finansowały to co spowodowało, że kraj ten stał się potęgą
Jeśli chcesz dyskutować z faktami to możesz to robić. Masz świetną teorię, która nie przystaje do historycznej rzeczywistości. Jak dla mnie rzeczywistość falsyfikuje nawet najpiękniejsze "wydaje mi się". Dla mnie to jak równanie z niewiadomą. Jeśli po prawej masz 4. A po lewej 2 + x to zawsze ta 4 będzie determinować czym jest x. Jeśli podstawisz za x 2,1 to nie będzie 4.
Te "4" to fakty.
Chyba że rzeczywiście co rok aktualizowano pensje. Ty czekaj. Czekaj! To zupełnie inaczej niż dziś 🙂
DarrDarek
0
Jeszcze raz powtarzam, głupia i kłamliwa teoryjka "kreowania kredytów z powietrza" zwana teorią rezerwy cząstkowej, to są brednie masońskie dla ludzi ogłupionych bzdurami.
Bo cały bogaty świat miał 130 lat temu walutę powiązaną ze złotem. Dziś to jest niemożliwe do wykonania, bo przy wzroście cen złota Polska sobie może mieć konstytucyjny zapis parytetu 7000 zł za uncję, ale nagle po skoku cen złota zagraniczne podmioty gromadzą lokaty z bieżących wpływów import-eksport i za każde 7 mld zł żądają 1 milion uncji i setki takich żądań z każdej strony.
Uwierz w to, że dziś skala inwestycji na kredyt choćby w samym USA jest nieporównywalnie ogromny w stosunku do roku 1920 gdy jeszcze w USA można było mówić o parytecie złota do USD.
Nie, dziś gdyby nagle aktualizowano pensje w dół, bo parytet 7000 zł za uncję wymaga, że dziś pensja Kowalskiej to już nie jest 7000 zł ale 3500 zł, to ona nie słucha, że to to samo, ale płacze pod drzwiami kadr i tak w milionach wydań.
Dps
0
Cieszę się, że się dokształciłeś
ad personam
powiedz mi co jest z Tobą nie tak. Bo ja autentycznie nie rozumiem o co Ci chodzi? Jakie brednie? Przecież to właśnie masoni stworzyli nic innego jak system rezerwy cząstkowej. To nie jest coś co się debatuje, to jest normalny fakt. Prawo. Jeszcze raz - o czym Ty człowieku piszesz?
DarrDarek
0
Zaprezentuj w co wierzysz, gdy piszesz "system rezerwy cząstkowej". Sądzę, że wierzysz w bełkot oszustów masońskich dla ogłupionych ludzików na dole, że kredyty kreowane są z powietrza i jest system jak oni to nazwali dla ogłupionych "system bankowy oparty na długu". To są brednie.
Nie istnieje żadne kreowanie kapitałów z powietrza.
Rezerwa cząstkowa to stare zabezpieczenie banków komercyjnych obligatoryjnie wymagane przez nadzór bankowy, że od zgromadzonych depozytów trzeba część majątku finansowego banku przechowywać w skarbcu. I dawnymi czasy potrafił ten wymóg dotyczyć np. 10% przyjętych depozytów a bywało nawet więcej. Dziś to może być np. 1% przyjętych depozytów przy lokatach długoterminowych. Ot, cała tajemnica rezerwy cząstkowej, która wg szurów z filmików z żółtymi napisami ma odpowiadać za straszne rzeczy i za życie w długu. Wg szurów nawet państwa żyjące w długach, to nie jest wina szmat rządzących poddanych plugawiej ideologii i dobieranych jako pachołki masońskie, nie - wg szurów, to nie wina bezwolnych pachołków włądzy ale to wina ... rezerwy cząstkowej.
Dps
0
Przecież na to masz nawet wzór na wikipedi - teoretyczny współczynnik kreacji. A na NBP miałeś cały filmik animowany. Kowalski przychodzi do banku zostawia 100 zł, Bank pożycza potem Nowakowi 90, Nowak kupuje u Iksinskiego za 90 motor, a ten znów lokuje środki , te 90 zł w Banku.... przychodzi do Banku Darowski i pożycza 81 zł i kupuje za to kosiarkę od Wariackiego. Wariacki lokuje 81 zł w banku itp itd. Dokładnie tak ten film wyglądał
Ja serio zaczynam się zastanawiać czy Ty w ogóle gadasz bo gadasz? Twierdzenia :
1. kredyty są z lokat (palnąłeś taką bzdurę, którą by wyśmiał każdy profesor ekonomii od lewa do prawa, od masona do pachołka. To są podstawy)
2. teraz piszesz, że nie ma rezerwy cząstkowej , ale jednocześnie, że ona jest, bo ludzie są głupi, bo wierzą, że przez to są długi. Mimo, że ja nic takiego nawet nie napisałem i nie wiem czy szury coś takiego piszą
ja pierdole
EOT
DarrDarek
0
Opisałeś właśnie proces anty-rozumowy jaki masońscy oszuści wcisnęli prostym ludziom do głowy, aby wierzyli w takie brednie, że kapitały powstają z powietrza. I uwierzyłeś, bo takie było założenie oszustów, że prości ludzie uwierzą w każdą bzdurę, jaką się im podsunie.
Tak, rezerwa obowiazkowa to prosty wymóg z początków prawa bankowego jeszcze sprzed wieków można rzec. Niczego nie tworzy z powietrza. Ot jest wymóg, że 3% przyjętych depozytów jest składane do skarbca jako mąjątek finansowy banku zamrożony. Masz w jakimś małym kraju milion oszczędnych ludzi, składa każdy z nich 50.000 talarów lokaty, w sumie z tych depozytów w bankach komercyjnych tworzone jest 50 mld talarów depozytów. Od tej sumy depozytów banki wg prawa bankowego mają obowiązek zamknąc w skarbcach 1,5 mld talarów. Jaka pozostanie suma do udzielania kredytów? No chyba nie większa? Chyba nie 500 mld jak wierzą szury, które obejrzały filmiki masońskich oszustów, prawda? A jaka? Na akcję kredytową bankom komercyjnym zostaje w takim kraju reszta majątku z przyjętych depozytów, czyli 48,5 mld talarów i zwykle akcja kredytowa sumaryczna jest sporo mniejsza i może w sumie wynieść dajmy na to 44 mld talarów przy przyjętych 50 mld talarów depozytów.
Wzór bajdurzenia? Takich jest wiele.
Tak, masońscy oszuści potrafią nawet robić filmiki, cud?
Tak, filmik dla ułomnych umysłowo.
A jak wyglądają realia gospodarcze.
Kowalski przychodzi do banku zostawia 100 zł depozytu jako swoją lokatę. Bank pożycza potem Nowakowi 90. Nowak kupuje w firmie Iksinski-motor-company za 90 motor. Iksinski-motor-company za 90 wydaje na bieżące koszty 90. Lokata zostawiona w banku przez Iksinski-motor-company równa jest 0.
Przychodzi do Banku Darowski i pożycza 81 zł bo chce kupic za to kosiarkę od Wariackiego. Bank mówi: "panie Darowski, będzie się musiał pan wstrzymać z inwestycją w kosiarkę. Na razie nasza akcja kredytowa jest zakończona, ale liczymy na to, że wpłynie więcej depozytów w naszej gospodarce, a wtedy wyślemy do pana wiadomość i wtedy będzie pan mógł wziąć kredyt. Na dziś jednak dziękujemy za zainteresowanie naszym bankiem". Dokładnie tak ten film wyglądałby w realiach.
waldy33
1
szymonpl
2
malcolm
0
dsol17
0
Powtórzę - złoto już od dawna nie nadaje się do mrożenia kasy, jest stanowczo przewartosciowane wobec srebra i platyny - już do tego stopnia,że w grudniu srebro i platynę wystrzeliło w okolice everestu (a wyjebie je moim zdaniem jeszcze w kosmos no chyba że zaczną je przemysłowo wydobywać w kosmosie właśnie)
58 uncji srebra za uncję złota to nawet dobrze na tle ostatnich czasów po upadku Lehman Brothers w 2008/2009 i kryzysie dzięki któremu banki się nachapały - ale historycznie i pod względem relacji dostępności i wydobycia srebra - złoto jest przewartościowane. 40:1 było w latach 50-tych, w skorupie masz 19:1, a wydobycie jeszcze gorzej bo 9:1.
Platyna : 54% ceny złota to taniocha, gdyby było to 80% złota to by to mogło choć udawać "normalne" nie patrząc na żałosne poziomy złóż i wydobycia - i to przy założeniu że odzysk katalizatorów by szedł pełną parą.
Inaczej Platyna tańsza od złota ? X kurwa D.
Pallad: 42% złota i trudno dostać bo rzadziej nim handlują ale też to jakaś absurdalna promocja,jeszcze 2 lata temu był droższy niż złoto. Chyba jakaś zagrywka grubasów z Blackrock w ramach "sankcji na rosję" (to tam najwięcej go wydobywają) czy coś bo to bez sensu... No dobra,może ilość benzyniaków na rynku spada faktycznie ale no bez jaj.
wydobycie Au:Pt:Pd = 1:17:15-17. i tylko dlatego że ludzie wiążą wartość ze złotem jest ono droższe. Ale to bańka jak btc. Niby to metale przemysłowe nie to co złoto,ale jak ich zacznie brakować (a zacznie) to ciekawe czy dalej będą takie tanie.
złoto może nadaje się do mrożenia kasy i jest uważane za wartościowe + jest przyjemnie żółciótkie ale to by było na tyle.złotem zapłacisz każdemu w trakcie kryzysu i wojny - to prawda,ale i przepłacisz w ten sposób i na nim nie zarobisz.
DarrDarek
0
Cena złota nie działa jako wskaźnik rzadkości zalegania w złożach. Że niby platyna rzadsza, to będzie droższa. Platyna jest rzadko w obrocie, toteż zwykły Januszex chcąc skitrać na czarną godzinę 100.000 dolców kupi 1 kg złota a nie platyny, bo na złocie coś tam się zna, a z platyną będzie się zastanawiał, kto mu to kupi, jak będzie wojna i będzie chciał kupić żarcie dla rodziny. Gdy będzie chciał schować malutką sztabkę złota 1 kg to wmuruje w ścianę nawet w bloku. Gdyby miał 60 kg srebra wmurowywać w ściany a najpierw wnieść na 3 piętro, to już czułby opór.
dsol17
0
Co oznacza jednak tylko tyle,że złoto dobrze sobie radzi w roli pieniądza i dlaczego może być przewartościowane tak bardzo pomimo jego dostępności. O "czarnej godzinie" jednak pisałem drogi kolego:
Rzecz w tym,że złoto ma sensowną wartość "na czarną godzinę" i tylko wtedy. Tylko,że podczas "czarnej godziny" lepszą walutą jest ołów (w formie lecącej kilkaset metrów na sekundę) czy inne dobra zbywalne.Za złoto nie kupisz chleba w rynkowej cenie,kupisz go w cenie spekulanckiej (zawyżonej) gdy chleba nie będzie. No jest to jakiś sposób,ale...
...Ale złoto to "awaryjny pieniądz", natomiast metale szlachetne to głównie nie jest pieniądz a TOWAR mający wartość wtedy gdy gospodarka jest w miarę zdrowa i na wysokich obrotach. Co to oznacza ? że mając złoto albo nim przepłacasz gdy jest źle albo kupujesz za nie coś wartościowego w sytuacji kryzysowej - co jednak jest bardziej ryzykowne i zdarza się rzadziej. Bo musisz wtedy trafić na naprawdę dobrą okazję a później uzyskanej okazyjnie rzeczy nie stracić.
A co do srebra,platyny itd (i potencjalny zarobek z wcześniejszego kupna) zaczną się po tym,jak rzadkość surowców których nie zastąpisz tym złotem stanie się dla wszystkich jasna. I nie trzeba do tego,żeby miały sensowną wartość ogólnej zapaści gospodarczej.