O jezu, Zandberg dorwał się do danych z których wynika, że dzieci w mniejszych miastach mają gorsze wyniki w szkole niż te w lepszych.

Pieprzy o tym, że są nierówności i dzieci się gorzej uczą i że musi być równość. A bogatsi mają dostęp do lepszych nauczycieli i to niesprawiedliwe.

Oczywiście pominął bardzo fundamentalną kwestię czyli dlaczego są lepsi i gorsi nauczyciele. Dlaczego lepsze "dobra" kosztują więcej. Dlaczego szkoły prywatne mają lepsze wyniki niż publiczne, co też przyciąga lepszych nauczycieli do takich miejsc i dlaczego nie dobrzy nauczyciele wolą iść tam, gdzie są pieniądze?

Dlaczego w środowiskach nauczycielskich gdzie każdy dostaje tyle samo niezależnie od wyników nikogo wyniki nie interesują?

Podobnie nie pada nawet fundamentalne pytanie - dlaczego zły jest brak pieniędzy na "lepszych" nauczycieli, a nie to, że w ogóle są lepsi i gorsi? Ten podział nie oburza, to jest naturalne.

A cały wysry Zandberga to świetny przykład tego, jak lewicowe narracje są delikatne. Dowolne, nawet delikatne wychylenie się poza ściśle określony nurt sprawia, że dosłownie całość sypie się jak domek z kart. Z tego właśnie powodu lewica nie robi memów.

A tu link jakby ktoś chciał się pośmiać http://youtu.be/iDGTQDJ9SzM

#bekazlewactwa

21

@dodge_durango, jak to szlo: "socjalizm dzielnie walczy z problemami......., ktore sam wczesniej generuje"
@dodge_durango, nauczyciele w mniejszych miejscowościach, chyba na wsiach, dostają jeszcze motywacyjny i coś tam za paliwo chyba i dojazd, no jak widać nie przekłada się to na rezultaty
@JFE, teraz w sumie jeszcze mi przyszło do głowy, że z jednej strony lewica tak się troszczy losem tych biednych ze wsi, głupszych, a z drugiej opowiada ile to dostają z łuni i jak mają traktory i maszyny za miliony.

Sądzę, że prawda jest nieco inna - czyli w mniejszych miejscowościach bardziej liczą się sprawy praktyczne a nie wymyślone tak w zasadzie same dla siebie wirtualne testy i punkty.

Ergo - brak korelacji między wynikami testu a zadowoleniem z życia