@Headcrab, Prowokację przeciw nam "prawakom" polegającą na zmuszeniu nas do przyznania racji Zandbergowi i wywołaniu przy tym lekkiego dysonansu poznawczego u niektórych uznaję za udaną
Powiedzmy sobie szczerze oczywiście za "kontraktami" można by wysuwać argument o "wybitnych specjalistach" czy zejść stąd na (wygodny i sensowny ale nie dotykający istoty tego problemu) temat wysokości składek krążących bez sensu w systemie podatkowym (bo podatek dochodowy i inne twory tego typu w instytucjach publicznych opłacanych z budżetu to gigantyczne marnotrawstwo i wielkie służące ukryciu kto tu jest pracodawcą tych ludzi albo poprawie ich samopoczucia),ale z punktu widzenia rozliczania tego wszystkiego kontraktami nie wytrzymuje to 5-minutowej krytyki dlatego,że :
1. kontrakty to służą zatrudnieniu "w wymiarze nadliczbowym" lekarzy - co jest patologią i fałszowaniem statystyk bo lekarz wydajny 16 godzin+ na dobę i to bez "suplementacji" lekami czy narkotykami to czysty absurd.
2. Niby dlaczego wybitnego specjalisty szpital miałby nie wiązać umową o pracę skoro z perspektywy szpitala jest to solidniejsze niż kontrakt ?
3.Jeżeli ktoś ma prywatny gabinet to dlaczego miałby w publicznym szpitalu wykonywać tą pracę za te samą kasę lub mniejszą zamiast ściągać do siebie klientów prywatnie ?
Dlaczego mimo to,że to Zandberg każdy poza Mentzenoidami musi się zgodzić że ma tu rację ? Bo kontrakty w szpitalach to czysty rak a umowa o pracę to nie jest komunizm,tylko standard operacyjny dużych podmiotów gospodarczych. Nikt nikogo nie zatrudnia na kontrakcie jak nie musi w realnym biznesie - a gdy już musi to patrzy na każdy grosz bardziej niż na umowie o pracę.
Żadna normalna firma nie zgodziłaby się,żeby pracownik kontraktowy miał same korzyści z kontraktu ale bez mankamentów kontraktu.Żadna.Nawet taka nie mająca pracowników i potrzebująca ich na już próbowała by coś ugrać. Jeśli nie na poziomie pojedynczego działu (szpitala) "nie mającego nic do gadania" to na poziomie firmowym dyrekcji (państwo/ministerstwo zdrowia)
keeetko
1
Powiedzmy sobie szczerze oczywiście za "kontraktami" można by wysuwać argument o "wybitnych specjalistach" czy zejść stąd na (wygodny i sensowny ale nie dotykający istoty tego problemu) temat wysokości składek krążących bez sensu w systemie podatkowym (bo podatek dochodowy i inne twory tego typu w instytucjach publicznych opłacanych z budżetu to gigantyczne marnotrawstwo i wielkie
1. kontrakty to służą zatrudnieniu "w wymiarze nadliczbowym" lekarzy - co jest patologią i fałszowaniem statystyk bo lekarz wydajny 16 godzin+ na dobę i to bez "suplementacji" lekami czy narkotykami to czysty absurd.
2. Niby dlaczego wybitnego specjalisty szpital miałby nie wiązać umową o pracę skoro z perspektywy szpitala jest to solidniejsze niż kontrakt ?
3.Jeżeli ktoś ma prywatny gabinet to dlaczego miałby w publicznym szpitalu wykonywać tą pracę za te samą kasę lub mniejszą zamiast ściągać do siebie klientów prywatnie ?
Dlaczego mimo to,że to Zandberg każdy poza Mentzenoidami musi się zgodzić że ma tu rację ? Bo kontrakty w szpitalach to czysty rak a umowa o pracę to nie jest komunizm,tylko standard operacyjny dużych podmiotów gospodarczych. Nikt nikogo nie zatrudnia na kontrakcie jak nie musi w realnym biznesie - a gdy już musi to patrzy na każdy grosz bardziej niż na umowie o pracę.
Żadna normalna firma nie zgodziłaby się,żeby pracownik kontraktowy miał same korzyści z kontraktu ale bez mankamentów kontraktu.Żadna.Nawet taka nie mająca pracowników i potrzebująca ich na już próbowała by coś ugrać. Jeśli nie na poziomie pojedynczego działu (szpitala) "nie mającego nic do gadania" to na poziomie firmowym dyrekcji (państwo/ministerstwo zdrowia)
CosTamCosTam
3