Dom duchów - Isabel Allende

Pierwsza książka jaką przeczytałem która opowiada o mojej przyszywanej ojczyźnie. Sam utwór to takie "Mamy Sto lat samotności w domu" nieudana próba wdrożenia motywów dzieła Marqueza i realizmu magicznego w historię Chile. Żeby było pikantniej autorka to kuzynka obalonego przez Pinocheta socjalucha Allende i w końcowej części Izuś wchodzi na pełną kurwę z motywami że komunizm did nothing wrong, a Pinochet to szatan zaś kapitaliści i burżuazja to pomniejsze demony i Hivemind niczym tyranidzi z W40K. Subtelne to i toporne niczym wkurwiony Mike Tyson.

2/10 plus za postać Estebana Trueby. Za dzieciaka widziałem adaptację z Ironsem i Banderasem, chyba nawet mi się podobała ale po tej knidze nie mam ochoty na powtórkę.

#ksiazki #czytajzlurkerem

8

@Twoja_Starazolin,

Była dobra ekranizacja bodajże "Domu duchów" w czasach, gdy jeszcze oglądałem telewizję. Dość znamienne były wątki z duchami, z pamiętnym duchem ciotki-lesbijki odprawionej za życia przez brata-patriarchę tej lesbijki, by nie miała wpływu na jego żonę. Gdy już odprawionej ciotce się zmarło to przyszła na kolację rodzinną. Dzieci chciały się nawet witać z ciocią, ale żona patriarchy widząc co widzi uciszyła wszystkich i dała jedynie pocałunek duchowi na pożegnanie.

Gdzieś dopiero później pojawiły się nawiązania do historii najnowszej Chile i okazało się, że sfilmowana rodzina jest rodziną komunisty Allende. Wiadomo, że gdy już ktoś nasiąknie marksistowskim duraczeniem żydowskim, to już skowronkiem nie umrze, ale ogólnie film był bardzo dobry, choć wszystkich wątków już nie pamiętam sprzed bodaj 20 lat.