Witam Lurków. Właśnie wróciłem z #biwak nad morzem. 5 dni w terenie, spanie w lesie, żywienie na mieście, mycie w morzu i toalecie na dworcu PKP. Nad morze dostałem się pociągiem z moim tobołem. Zestaw jak na zdjęciu rozbijałem dopiero o 21, zwijałem rano ok. 9. Prócz tego sprzętu wziąłem nóż firmy Stalco, zapalniczkę, czapkę zimową, folię nrc, paręset zł,monocular,przybory higieniczne,słuchawki i telefon,zatyczki do uszu,koc polarowy.W dzień korzystałem z atrakcji miasta jak turysta, nocą leżenie w hamaku. Wieczorem kupowałem jedzenie w sklepie na kolację, ale i na skromne śniadanie rano.Raz zakopałem wieczorem pasztet,2 kiełbaski,pomidor i prawie cały chleb w piasku.Rano wstaję,a z piasku wystaje pusta reklamówka.Przekopałem wszystko,ale jedzenia nie było-dziki wykopały i zeżarły
Raz wieczorem odwiedził mnie też lis. Jakby się nie bał,ale przegoniłem go,bo mógł mieć chorobę.Na bieżąco śledziłem prgnozę pogody i zwinąłem się w piątek, bo w sobotę zapowiadali ulewy z piorunami i gradem. Mimo iż miałem brezent, to nie byłem pewny czy przetrwam burzę w komforcie. Musiałbym spać w bunkrach-może następnym razem.
Raz wieczorem odwiedził mnie też lis. Jakby się nie bał,ale przegoniłem go,bo mógł mieć chorobę.Na bieżąco śledziłem prgnozę pogody i zwinąłem się w piątek, bo w sobotę zapowiadali ulewy z piorunami i gradem. Mimo iż miałem brezent, to nie byłem pewny czy przetrwam burzę w komforcie. Musiałbym spać w bunkrach-może następnym razem.
Brak komentarzy. Napisz pierwszy