tldr, twierdzenie:
z twierdzenia dopowiem dalej wniosek:
Pełny post:
Poprzednie pokolenia tworzyły świat na zasadzie "aby przyszle mialy coraz latwiej".
Nie żyje się coraz łatwiej, jedyne co "rośnie" to tzw PKB, skala zdzierania podatków z obywateli, skala zaciskania pętli wokół obywateli (np. takie małe banały jak 99999 ukrytych podatków/upłat, strefy czystego transportu, zaglądanie obywatelowi do dupy) i może ~top10-20% populacji faktycznie ma autentycznie lepiej (stabilna praca + rodzina + normalne życie), następne ~50% ma ma "hujnię od 1 do 1" posypaną tanim plastikowym konsumcpyjnym shitem z Chin, okazjonalne lepsze i gorsze chwile, ~20% z dołu gnije (nie robi nic - ani praca, ani rodzina, tylko sobie czeka, NEET, postuje na wykopie pod tagiem # przegryw)
Pewnie, można radzić "trzeba było się uczyć/starać" - tylko kiedyś zwykły chłop/robotnik tworzył sobie warunki do posiadania stabilnej pracy (nie przekwalifikowywania się kilka razy w życiu) i rodziny (minimum 3 dzieci). Oczywiście nie kupujemy narracji "ale teraz ludzie inaczej żyją, chcą podróżować, korzystać z życia" - pierdololo dorabianie ideologii do tragicznego stanu sytuacji, mentalność typu "1000 lat istnienia narodu zostanie zakończone, taki mamy klimat".
Skąd to twierdzenie? Widać to po demografii, po czasie kiedy nowe pokolenia zakładają rodzinę, kiedy pojawia się 1 dzieciak, ile mają finalnie dzieci - nie po tym że po ulicach jeżdżą tzw "nowe samochody".
Wszyscy wiemy że to jebnie - ta GARSTKA która jest pokazywana jak obwoźny cyrk na dowód że "żyjemy lepiej" nie będzie w stanie pociągnąć całego kraju bo to GARSTKA - nieliczna, mała grupa która magicznie nie rozmnoży siebie i swojego potencjału. Kraj tworzy większość populacji - i to musi być z 80% populacji która realizuje swoje "egzystencjalne oprogramowanie" (taki banał jak spłodzenie następnego pokolenia które ma wejść do gry za 10-20 lat) a nie te 10-20%, w porywach 40%.
budowa kraju (rękami naszych dziadków i rodziców) miała służyć zabezpieczeniu egzystencjalnemu bytowi większości narodu (80-90% populacji powinno osiągać minimalnym sukces życiowy, tak aby pokolenie ich dzieci miało MNIEJ WIĘCEJ TE SAME WARUNKI/perspektywy co ich rodzice) - ten warunek nie został spełniony - progres następuje w rozbudowie państwa - nie w polepszeniu zabezpieczenia warunków egzystencji narodu
z twierdzenia dopowiem dalej wniosek:
obecny paradygmat rozwoju ekonomicznego jest drogą donikąd, w przewidywalnej perspektywie do zapaści aktualnego układu i wymuszenie powstania innego, znacznie gorszego dla wszystkich - w praktyce będzie mniej wydajnych pracowników, mniej podatków do zdzierania, więcej emerytów - wszyscy wiemy jak państwo opiekuńcze/socjalistyczne z excelem wbitym w łeb sobie z tym "poradzi" - będą zarządzać tym chaosem wedle zasady "władza się wyżywi"
Pełny post:
Poprzednie pokolenia tworzyły świat na zasadzie "aby przyszle mialy coraz latwiej".
Nie żyje się coraz łatwiej, jedyne co "rośnie" to tzw PKB, skala zdzierania podatków z obywateli, skala zaciskania pętli wokół obywateli (np. takie małe banały jak 99999 ukrytych podatków/upłat, strefy czystego transportu, zaglądanie obywatelowi do dupy) i może ~top10-20% populacji faktycznie ma autentycznie lepiej (stabilna praca + rodzina + normalne życie), następne ~50% ma ma "hujnię od 1 do 1" posypaną tanim plastikowym konsumcpyjnym shitem z Chin, okazjonalne lepsze i gorsze chwile, ~20% z dołu gnije (nie robi nic - ani praca, ani rodzina, tylko sobie czeka, NEET, postuje na wykopie pod tagiem # przegryw)
Pewnie, można radzić "trzeba było się uczyć/starać" - tylko kiedyś zwykły chłop/robotnik tworzył sobie warunki do posiadania stabilnej pracy (nie przekwalifikowywania się kilka razy w życiu) i rodziny (minimum 3 dzieci). Oczywiście nie kupujemy narracji "ale teraz ludzie inaczej żyją, chcą podróżować, korzystać z życia" - pierdololo dorabianie ideologii do tragicznego stanu sytuacji, mentalność typu "1000 lat istnienia narodu zostanie zakończone, taki mamy klimat".
Skąd to twierdzenie? Widać to po demografii, po czasie kiedy nowe pokolenia zakładają rodzinę, kiedy pojawia się 1 dzieciak, ile mają finalnie dzieci - nie po tym że po ulicach jeżdżą tzw "nowe samochody".
Wszyscy wiemy że to jebnie - ta GARSTKA która jest pokazywana jak obwoźny cyrk na dowód że "żyjemy lepiej" nie będzie w stanie pociągnąć całego kraju bo to GARSTKA - nieliczna, mała grupa która magicznie nie rozmnoży siebie i swojego potencjału. Kraj tworzy większość populacji - i to musi być z 80% populacji która realizuje swoje "egzystencjalne oprogramowanie" (taki banał jak spłodzenie następnego pokolenia które ma wejść do gry za 10-20 lat) a nie te 10-20%, w porywach 40%.
Brak komentarzy. Napisz pierwszy