Trochę interesujące jest że na zachodzie ludzie dopiero teraz zaczynają rozumieć że działania świata dzieli się na "co robią elity" i "co elity mówią plebsowi żeby robił" - mam tutaj zwłaszcza na myśli lewicowe elity (np. ta baba fonderlajn z gromadką gówniaków vs "miej psiecko/kotecko").
http://9gag.com/gag/ae9qV6Q

Nie żebym hańbił posty będące typem "ło kurwa rzeczywiście, oni nas wpuszczają w kanał "ręka w nocniku"- raczej kwestia do zastanowienia się jak to jest: że w pewnym momencie życia normik uznaje że "pogoń za hajsem w korpo, wydawanie na bieżąco małej fortuny (życie od wypłaty do wypłaty na spektakularną konsumpcję), opóźnianie zakładania rodziny" to spoko opcja która przybliża ich do "elit". Nie przybliża, spalają w piecu swoje życie na coś po czym nawet popiół nie zostanie, podczas gdy elity będą mieć: ziemię, infrastrukturę, władzę, wpływy, wiedzę, historię, ciągłość pokoleniową, technologię, kontekst. Z tej perspektywy nawet jak miliony zostanie zadeptane w trakcie procesu (wariant niemiecki "bycie rozjeżdżanym na jarmarku wigilijnym to część życia w dużym mieście")- ojtam, wrzucamy w koszta prowadzenia biznesu "wielu z was umrze ale to poświęcenie na które jestem gotowy".
http://9gag.com/gag/ae9qV6Q

Nie żebym hańbił posty będące typem "ło kurwa rzeczywiście, oni nas wpuszczają w kanał "ręka w nocniku"- raczej kwestia do zastanowienia się jak to jest: że w pewnym momencie życia normik uznaje że "pogoń za hajsem w korpo, wydawanie na bieżąco małej fortuny (życie od wypłaty do wypłaty na spektakularną konsumpcję), opóźnianie zakładania rodziny" to spoko opcja która przybliża ich do "elit". Nie przybliża, spalają w piecu swoje życie na coś po czym nawet popiół nie zostanie, podczas gdy elity będą mieć: ziemię, infrastrukturę, władzę, wpływy, wiedzę, historię, ciągłość pokoleniową, technologię, kontekst. Z tej perspektywy nawet jak miliony zostanie zadeptane w trakcie procesu (wariant niemiecki "bycie rozjeżdżanym na jarmarku wigilijnym to część życia w dużym mieście")- ojtam, wrzucamy w koszta prowadzenia biznesu "wielu z was umrze ale to poświęcenie na które jestem gotowy".
PostironicznyPowerUser
0
xallax
2
Od lat byłam częścią tego, co ludzie nazywają „deep state”. Teraz ujawniam to oraz ludzi, którzy to stworzyli i tym zarządzają. Kawałek po kawałku…
CYFROWY WAMPIR, OBRAZ NR 1
Każdego ranka budziłam się w tym samym, chorym żarcie. Mój telefon brzęczał całą noc od sfabrykowanych sytuacji kryzysowych, a zanim moje oczy zdążyły złapać ostrość, już sięgałam po niego jak ćpun po działkę. Nie mogłam już tego dłużej robić. Nikt z nas nie może, ale wszyscy zbytnio boimy się do tego przyznać. Jestem zmęczona patrzeniem, jak przyjaciele znikają w środku rozmowy, wciągnięci przez ekrany; zmęczona widokiem dwunastolatków otoczonych chmurami nikotyny o smaku cukierków; zmęczona koniecznością używania trzech różnych aplikacji tylko po to, by zamówić kolację. Ale najbardziej jestem zmęczona wmawianiem mi, że to postęp, podczas gdy widać wyraźnie, że to nas zabija.
Jesteśmy pierwszym pokoleniem w historii ludzkości, które dorasta z kasynem w kieszeni – a kasyno zawsze wygrywa. Każda aplikacja, każde powiadomienie, każde ciche pingnięcie to nic innego jak krupier dający ci darmową próbkę. Choć wierzymy, że mamy kontrolę, od dawna jesteśmy częścią gry, w której nie możemy już wygrać. Przyzwyczailiśmy się do uzależnienia jako elementu codzienności – nie jako problemu, ale jako stanu „normalnego”.
Porozmawiajmy o liczbach, bo skalę tej katastrofy trzeba zrozumieć. W Stanach Zjednoczonych badania pokazują, że od 4000 do 7000 dzieci w wieku szkolnym jest już uzależnionych od e-papierosów (vape’ów). Dzieci w wieku szkolnym! Dzieciaki, które nie mają nawet kart bankowych, organizują hurtowe zamówienia nikotyny przez Snapchata i Discorda, zaciągając się smakami Mango Ice, Cherry Freeze i Cotton Candy Cloud w szkolnych toaletach między algebrą a historią. Te urządzenia, wyglądające jak pendrive’y, wypuszczają chmury pachnące jak fabryka cukierków, a my dziwimy się, dlaczego dzieci myślą, że są nieszkodliwe.
CYFROWY WAMPIR, OBRAZ NR2
Przemysł vape’owy wyciągnął wnioski z błędów Big Tobacco. Koniec z kowbojami umierającymi na raka płuc. Teraz mamy influencerów z TikToka, którzy od niechcenia trzymają te urządzenia, opowiadając o swojej porannej rutynie. Zamiast Marlboro Red mamy smaki brzmiące jak menu w lodziarni: Blue Raspberry Ice, Watermelon Bubble Gum, Unicorn Milk. Opakowania są jasne, krzykliwe i atrakcyjne dla dzieci, które nigdy nie tknęłyby tradycyjnego papierosa, ale z radością będą wdychać nikotynę, bo smakuje jak ich ulubione słodycze. Ale nikotyna to tylko jedna głowa tej hydry.
Porozmawiajmy o prawdziwym potworze: smartfonie. To już nie jest telefon; to system dostarczania super-bodźców, zaprojektowany przez armie neuronaukowców i psychologów behawioralnych, których jedynym zadaniem jest zhakowanie twojego mózgu. Sean Parker, założyciel i pierwszy prezes Facebooka, przyznał to otwarcie: „Musimy dawać wam mały strzał dopaminy co jakiś czas, bo ktoś polubił lub skomentował zdjęcie czy post. To pętla sprzężenia zwrotnego walidacji społecznej… dokładnie to, co wymyśliłby taki haker jak ja, ponieważ wykorzystujemy lukę w ludzkiej psychologii”.
Każda funkcja jest celowo zaprojektowana przy użyciu zasad „Dark Design” (Mrocznego Projektowania). Mechanizm „przeciągnij, by odświeżyć” (pull-to-refresh) opiera się na psychologii automatów do gier – wzmocnieniu o zmiennym stosunku, najbardziej uzależniającym schemacie nagradzania znanym naukom behawioralnym. Przeciągasz w dół – może dostaniesz nową, dobrą treść, a może nie. Ta niepewność, to uczucie „może tym razem”, sprawia, że ciągle pociągasz, przewijasz i sprawdzasz, nawet gdy wiesz, że nie ma tam nic wartościowego.
Czerwone kropki powiadomień aktywują te same szlaki neuronowe, co widok krwi lub ognia – ewolucyjne systemy alarmowe zostały przejęte, aby zmusić cię do sprawdzenia wzmianek o sobie. Wskaźniki pisania, pokazujące, że ktoś odpowiada, tworzą pętle niepokoju, które trzymają cię przyklejonego do ekranu. „Dni” (streaks) na Snapchacie, które resetują się, jeśli nie odpowiesz w ciągu 24 godzin, zamieniają przyjaźń w Tamagotchi – musisz je ciągle karmić, inaczej umrze.
CYFROWY WAMPIR, OBRAZ NR 3
TikTok i Instagram Reels doprowadziły tę formułę do perfekcji. Algorytm obserwuje wszystko: jak długo zatrzymujesz się na każdym wideo, co odtwarzasz ponownie, co sprawia, że przestajesz przewijać. Buduje profil psychologiczny bardziej szczegółowy niż jakikolwiek terapeuta, a następnie wykorzystuje go, by serwować ci dokładnie to, co utrzyma cię w paraliżu. Dziewięć nudnych filmików, a potem jeden, który cię rozśmieszy. Powrót do przeciętnych treści, a potem coś, co wywoła oburzenie. Oni nie tylko pokazują ci treści; oni prowadzą warunkowanie behawioralne na masową skalę.
Las Vegas jest puste, bo stało się zbyt drogie? Być może, ale branża hazardowa również przeniosła się z Vegas do twojej kieszeni – a zostanie w domu jest tańsze. Loot boxy (skrzynki z łupami) w grach skierowanych do dzieci to dosłownie automaty do gier z lepszą grafiką. FIFA Ultimate Team, gdzie dzieci wydają tysiące dolarów, próbując wylosować Ronaldo czy Messiego. Genshin Impact, gdzie losowanie postaci wykorzystuje te same mechaniki „gacha”, które stworzyły miliony hazardzistów w Japonii. Skrzynki w Counter-Strike, skórki w Fortnite, przepustki bojowe w Call of Duty – to wszystko hazard, tylko owinięty w terminologię gier, by ominąć regulacje prawne.
Aplikacje bukmacherskie zamieniły każdy mecz w potencjalną katastrofę finansową. DraftKings, FanDuel, BetMGM – oferują zakłady „bez ryzyka” (coś takiego nie istnieje), mikrozakłady na to, czy następne zagranie będzie podaniem czy biegiem, oraz zakłady akumulowane, które obiecują ogromne wypłaty, ale są matematycznie zaprojektowane tak, by wyczyścić twoje konto. Nie możesz obejrzeć meczu bez bycia bombardowanym kursami, bonusami i promocjami „ograniczonymi czasowo”. Ludzie tracą pieniądze na czynsz, bo LeBron rzucił 38 punktów zamiast 40, albo dlatego, że suma punktów w trzeciej kwarcie wyniosła 57 zamiast 58.
Nawet nie nazywa się tego już „hazardem”. Polymarket nazywa to „rynkiem predykcyjnym” – brzmi mniej odrażająco, prawda? To nadal hazard online. A uzależnienie od hazardu online wśród osób w wieku 18-24 lat wzrosło o 400% w ciągu ostatnich pięciu lat. Przeciętny hazardzista traci 55 000 dolarów, zanim poszuka pomocy. Ale do tego czasu zazwyczaj niszczy już swoje relacje, zdolność kredytową i zdrowie psychiczne, tylko dlatego, że chciał obstawić, czy Sydney Sweeney zacznie sprzedawać zdjęcia swoich stóp w 2025 roku, czy coś równie idiotycznego.
Jedzenie stało się kolejną granicą. Żywność ultraprzetworzona jest projektowana w laboratoriach przez naukowców, którzy mówią o „bliss point” (punkcie błogości) – idealnej kombinacji cukru, soli i tłuszczu, która wyłącza sygnały sytości i sprawia, że jesz dalej. Doritos zostały dosłownie zaprojektowane tak, by roztapiały się w ustach w idealnym tempie, oszukując twój mózg, że nie zjadłeś nic konkretnego, więc sięgasz po więcej.
Aplikacje do zamawiania jedzenia zgrywalizowały (gamified) proces jedzenia. Uber Eats, DoorDash, Grubhub – wszystkie mają systemy punktowe, nagrody za regularność, oferty limitowane czasowo. Aplikacja McDonald’s wysyła powiadomienia push dokładnie w momentach, gdy twój poziom cukru we krwi jest prawdopodobnie najniższy. Domino’s śledzi twoją pizzę z większą dokładnością niż NASA śledzi satelity. Ludzie mają statusy lojalnościowe w sieciach fast food, które rywalizują z ich członkostwem w liniach lotniczych.
Zjawisko mukbang na „TikToku” i „YouTube” – ludzie pochłaniający ponad 10 000 kalorii podczas jednego posiedzenia, podczas gdy miliony to oglądają – znormalizowało objadanie się jako rozrywkę. Twórcy tacy jak Nikocado Avocado udokumentowali swój upadek od zdrowych wegan do chorobliwej otyłości, wszystko dla wyświetleń i przychodów z reklam. Oglądamy ludzi jedzących się na śmierć w czasie rzeczywistym i nazywamy to „kontentem”.
Napoje energetyczne zasługują na swój własny krąg piekła. Monster, Red Bull, Bang, Ghost, Prime – to nie są napoje; to płynne amfetaminy. Jedna puszka Bang zawiera 300 mg kofeiny. FDA zaleca nie więcej niż 400 mg dziennie dla dorosłych, a nastolatki piją dwa lub trzy takie napoje plus suplementy przedtreningowe, co winduje ich spożycie do ponad 600-700 mg dziennie.
Przypadek 21-letniej Sarah Katz powinien przerażać każdego. Zmarła na zatrzymanie akcji serca po wypiciu „Charged Lemonade” w Panera Bread, która zawierała 390 mg kofeiny – więcej niż cztery Red Bulle – ale była reklamowana jako zwykła lemoniada. Jej serce po prostu nie mogło tego dłużej znieść.
Ale kofeina cię nie budzi; ona tylko blokuje receptory adenozyny, które sygnalizują zmęczenie. Twoje ciało wciąż jest wyczerpane, po prostu tego nie czujesz. To jak usunięcie kontrolki „check engine” w samochodzie zamiast naprawy silnika. A my zbudowaliśmy całą kulturę wokół tego chemicznego uzależnienia. Gadżety z napisami „But first, coffee”. Osobowości typu „nie mów do mnie przed kawą”. Starbucks zmienił uzależnienie od narkotyku w markę lifestylową z 87 000 możliwych kombinacji napojów, z których każda jest bombą cukrowo-kofeinową kosztującą 8 dolarów i zawierającą 600 kalorii.
Branża fitness, która powinna być antidotum, stała się kolejnym dilerem. Influencerzy fitness z Instagrama i TikToka – większość z nich na sterydach, choć twierdzą, że są naturalni – sprzedają nastolatkom niemożliwe sny. Debaty „natty or not” (naturalny czy nie) są żartem, gdy 16-latkowie zamawiają SARM-y (selektywne modulatory receptora androgenowego) z podejrzanych stron i wstrzykują je sobie na podstawie instruktaży z „YouTube”.
Wskaźniki dysmorfofobii eksplodowały. Nastoleni chłopcy biorą trenbolon – weterynaryjny steryd przeznaczony dla bydła – bo widzieli na TikToku kogoś, kto zyskał 30 funtów mięśni w trzy miesiące. Dziewczyny biorą klenbuterol, lek na astmę dla koni, który może powodować ataki serca, bo influencerki fitness promowały go na odchudzanie. Zaburzenia odżywiania przebrane za „czyste jedzenie”, uzależnienie od ćwiczeń maskowane jako „dyscyplina”, a wszyscy publikują zdjęcia swoich transformacji w poszukiwaniu walidacji od nieznajomych.
Siłownia stała się studiem tworzenia treści. Ludzie spędzają więcej czasu na ustawianiu kamer niż na podnoszeniu ciężarów. Każdy trening musi być sfilmowany, zmontowany, opublikowany. Rzeczywiste korzyści zdrowotne są drugorzędne wobec strzału dopaminy z lajków i komentarzy. Alarm „lunk alarm” w Planet Fitness wydaje się teraz uroczy, gdy każda siłownia jest pełna statywów i lamp pierścieniowych.
Uzależnienie od pornografii pogarsza się z każdym rokiem, ale nikt nie chce o tym rozmawiać. Średni wiek pierwszego kontaktu z pornografią to obecnie 11 lat. Jedenaście! Mózgi tych dzieci są przeprogramowywane, zanim jeszcze wejdą w okres dojrzewania. Strony porno mają większy ruch niż Netflix, Amazon i X (Twitter) razem wzięte. Sam PornHub miał w zeszłym roku 42 miliardy wizyt – to 5,8 wizyty na każdą osobę na Ziemi.
Termin „gooning” – spędzanie godzin na maratonach masturbacji, często pod wpływem używek, zagubienie w niekończącym się cyklu podniecenia i przeglądania – stał się znormalizowany w społecznościach internetowych. Ludzie żartują z tego, ale opisuje to stan dysocjacyjny, w którym użytkownicy tracą godziny, a nawet całe dni. Zaburzenia erekcji u mężczyzn poniżej 30. roku życia wzrosły o 500% w ostatniej dekadzie.
Porno generowane przez AI i parasocjalne relacje na OnlyFans tworzą pokolenie mężczyzn, którzy wolą cyfrową stymulację (głównie z poniżającymi aspektami wobec kobiet) od prawdziwego kontaktu z drugim człowiekiem. Oni nie tylko konsumują treści; zastępują prawdziwe relacje algorytmicznymi fantazjami. Implikacje dla prawdziwej intymności, wskaźników urodzeń, podstawowej zdolności do nawiązania więzi z drugim człowiekiem są katastrofalne.
Marihuana przeszła drogę od kontrkultury do venture capital w rekordowym czasie. To już nie jest joint twojego wujka hipisa; to wielomiliardowy przemysł sprzedający THC w każdej możliwej formie. Żelki, vape’y, nalewki, napoje – wszystko z zawartością procentową THC, która pokolenie temu byłaby uznana za niemożliwą. Trawka z lat 70. miała około 3% THC. Dzisiejsze produkty z dyspensariów regularnie osiągają 20-30%, a koncentraty sięgają 90%.
„Elon Musk też pali trawkę. To nie może być złe”. Tak, ale Elon Musk buduje też cholerne rakiety, podczas gdy twoim największym osiągnięciem dzisiaj było niezaśnięcie pod prysznicem.
Ludzie mikrodawkują przez cały dzień, zaczynają dzień od palenia (wake-and-bake), przekonani, że czyni ich to bardziej kreatywnymi lub produktywnymi, podczas gdy ich pamięć krótkotrwała wyparowuje, a motywacja spada do zera. Argument „to tylko roślina” upada, gdy ta roślina została genetycznie zmodyfikowana, by być 10 razy silniejszą niż cokolwiek, co istniało naturalnie.
Media społecznościowe zamieniły ludzkie relacje w metryki wydajności. Nie mamy przyjaciół; mamy followersów. Nie prowadzimy rozmów; mamy wskaźniki zaangażowania. Życzenia urodzinowe stały się powiadomieniami na Facebooku. Współczucie stało się reakcją emoji. Każde wydarzenie życiowe musi być udokumentowane, otagowane i zoptymalizowane pod kątem maksymalnego zasięgu.
CYFROWY WAMPIR, OBRAZ NR 4
Pułapka porównań jest nieunikniona. Nie próbujesz już tylko dorównać sąsiadom; rywalizujesz ze wszystkimi, wszędzie, przez cały czas. LinkedIn sprawia, że czujesz się zawodowym nieudacznikiem. Instagram sprawia, że czujesz się brzydki i biedny. TikTok sprawia, że czujesz się stary i nieistotny. Twitter sprawia, że jesteś wściekły na nieznajomych, których nigdy nie spotkasz, z powodu problemów, na które nie masz wpływu.
„YouTube Kids”, rzekomo bezpieczna wersja, automatycznie odtwarza filmy zaprojektowane tak, by były jak najbardziej uzależniające. Skandale „Elsagate” ujawniły niepokojące treści skierowane do dzieci. „Roblox”, reklamowany jako gra dla dzieci, zawiera mechaniki hazardowe i jest pełen drapieżników seksualnych. Czas przed ekranem dla dzieci poniżej piątego roku życia potroił się w ostatniej dekadzie. Wychowujemy „dzieci iPada”, które wpadają w histerię, gdy bateria pada, ponieważ nigdy nie nauczyły się istnieć bez ciągłej stymulacji.
Aplikacje edukacyjne twierdzą, że uczą, ale tak naprawdę trenują dzieci w potrzebie ciągłej informacji zwrotnej i nagród. Zamiast uczyć się cierpliwości i głębokiego myślenia, uczą się oczekiwać natychmiastowej gratyfikacji za każdą małą czynność. Złote gwiazdki, systemy punktowe, odblokowywanie osiągnięć – grywalizujemy dzieciństwo i dziwimy się, dlaczego dzieci nie potrafią się skupić bez ciągłej zewnętrznej walidacji.
Gospodarka subskrypcyjna gwarantuje, że nie posiadasz niczego i płacisz w nieskończoność. Netflix, Spotify, Adobe, Microsoft – wszystko jest miesięczną opłatą, która nigdy się nie kończy. Za dwa lata zapłacisz za Photoshopa więcej, niż kiedyś kosztował jego zakup na własność, ale nigdy go nie posiądziesz. Anuluj subskrypcję, a twoja praca zniknie. To cyfrowy feudalizm, a my wszyscy jesteśmy chłopami pańszczyźnianymi płacącymi czynsz za własne życie.
Aplikacje do medytacji – kolejne rozwiązanie oparte na subskrypcji – są częścią problemu. Headspace, Calm, Ten Percent Happier – wysyłają powiadomienia push przypominające, by być uważnym i słuchać ich medytacji z narracją AI. Ironia konieczności używania aplikacji, by odłączyć się od aplikacji, nikomu nie umyka, ale i tak je pobieramy, bo jesteśmy zdesperowani, szukając jakiegokolwiek rozwiązania, nawet takiego, które utrwala problem.
Sen, najbardziej podstawowa ludzka potrzeba, został skomercjalizowany i zgrywalizowany. Aplikacje do śledzenia snu, inteligentne materace monitorujące cykle REM, suplementy, taśmy na usta, specjalistyczne poduszki – zamieniliśmy odpoczynek w kolejny projekt optymalizacyjny. Ludzie stresują się swoimi wynikami snu (sleep scores), co nie pozwala im spać, co obniża ich wyniki snu. To obłęd.
Aplikacje randkowe zamieniły miłość w rynek. Tinder, Bumble, Hinge – używają tego samego wzmocnienia o zmiennym stosunku co automaty do gry. Przesuń, przesuń, przesuń, dopasowanie! Albo, jeśli jesteś facetem: Przesuń, przesuń, przesuń, przesuń… chyba rozumiesz. Strzał dopaminy przy dopasowaniu (match), lęk przed napisaniem idealnej wiadomości, ghosting, breadcrumbing (dawanie złudnych nadziei), niekończący się cykl nadziei i rozczarowania. Zredukowaliśmy ludzkie więzi do gry w „gorący czy nie”, w której wszyscy przegrywają.
Paradoks wyboru nas paraliżuje. Po co wiązać się z jedną osobą, skoro jedno przesunięcie palcem dalej może być ktoś lepszy? Po co przepracowywać problemy, skoro można po prostu ściągnąć nową relację? Przeciętny użytkownik spędza 90 minut dziennie na aplikacjach randkowych. To 10 godzin tygodniowo na zakupach ludzi, jakby byli przedmiotami na Amazonie.
Nawet śmierć nie jest już święta. Ludzie transmitują pogrzeby na żywo. Strony pamiątkowe stają się przestrzenią dla performatywnej żałoby. Posty „RIP” od ludzi, którzy ledwo znali zmarłego – wszystko dla zasięgów. Nie możemy nawet umrzeć bez stania się kontentem.
Koszt środowiskowy jest oszałamiający. Centra danych zużywają więcej prądu niż całe kraje. Planowane postarzanie produktu zapewnia, że potrzebujesz nowego telefonu co dwa lata. Wydobycie litu do baterii niszczy ekosystemy. Elektrośmieci zatruwają społeczności w krajach rozwijających się. Dosłownie niszczymy planetę dla szybszego odświeżania ekranu i nieco lepszych aparatów.
Ale prawdziwy koszt nie jest mierzony w dolarach czy emisji węgla. Mierzony jest w utraconym potencjale. Każda godzina spędzona na przewijaniu to godzina niespędzona na tworzeniu. Każdy strzał dopaminy z powiadomienia to moment obecności złożony w ofierze. Wymieniamy naszą skończoną egzystencję na nieskończone feedy (strumienie treści), a kurs wymiany nas miażdży.
Rozwiązaniem jest uznanie, że jesteśmy na wojnie o naszą świadomość! Każda aplikacja to terytorium wroga. Każde powiadomienie to atak. Każdy algorytm jest zaprojektowany tak, by cię pokonać.
Ale oto co złości mnie najbardziej: My o tym wszystkim wiemy. Każda osoba czytająca ten tekst rozpoznaje w tych opisach siebie. Wszyscy czujemy to wyczerpanie, ten niepokój, poczucie, że życie przecieka nam przez palce, podczas gdy oglądamy nieznajomych tańczących na pionowych filmikach. Wiemy, że jesteśmy ogrywani, a mimo to gramy dalej, bo cały system jest zaprojektowany tak, by alternatywy wydawały się niemożliwe.
CYFROWY WAMPIR, OBRAZ NR 5
Firmy wiedzą dokładnie, co robią. Wewnętrzne dokumenty Facebooka pokazują, że wiedzieli, iż Instagram niszczy zdrowie psychiczne nastoletnich dziewcząt. Nie zrobili nic. Google wie, że algorytm „YouTube’a” radykalizuje ludzi. Mimo to zoptymalizowali go pod kątem czasu oglądania. Branża hazardowa wie, że ich aplikacje niszczą życie. Mimo to sponsorują drużyny sportowe i celują w najwrażliwsze grupy.
Nasze cierpienie to ich marża zysku. Nasze uzależnienie to ich strategia wzrostu. Nasza zniszczona koncentracja, zrujnowane relacje i pogarszające się zdrowie psychiczne to akceptowalne straty uboczne w ich kwartalnych raportach zysków.
Mam dość. Dość udawania, że to ewolucja, kiedy to wyraźnie degeneracja. Dość zachowywania się tak, jakbyśmy mogli znaleźć równowagę w systemie zaprojektowanym dla ekstremów. Dość akceptowania, że ciągłe wyczerpanie, lęk i pustka to po prostu cena nowoczesnego życia.
Pytanie nie brzmi, czy jesteś uzależniony. Jesteś. Wszyscy jesteśmy. Pytanie brzmi – ile jeszcze jesteś skłonny stracić, zanim zaczniesz walczyć? Ile jeszcze lat poświęcisz algorytmowi? Ile jeszcze swojego życia pozwolisz im ukraść?
Ponieważ oni zabiorą wszystko, jeśli im pozwolimy. Każda chwila, każda myśl, każde autentyczne ludzkie doświadczenie zostanie skomercjalizowane, zgrywalizowane i oddane nam z powrotem przez ekran, aż zapomnimy, jak smakowało prawdziwe życie.
Zabiorą nasze wspomnienia i zamienią je w relacje na Instagramie. Zabiorą nasze przyjaźnie i zredukują je do reakcji emoji. Zabiorą naszą miłość i skompresują ją do decyzji o przesunięciu palcem. Zabiorą wyobraźnię naszych dzieci i zastąpią ją sugestiami algorytmicznymi. Zabiorą ciche momenty, w których rośnie mądrość, i wypełnią je lękiem przed powiadomieniami. Zabiorą wszystko, co święte, wszystko, co ludzkie, wszystko, co prawdziwe, i sprzedadzą nam to z powrotem jako subskrypcję premium, na którą nigdy do końca nas nie stać, ale bez której nie możemy żyć.
To zabawne… Albo nigdy nie byłam uzależniona od większości rzeczy, o których tu wspomniałam, albo już dawno rygorystycznie je uregulowałam. Media społecznościowe, niekończące się filmy, niekończące się bombardowanie moich zmysłów. Usunęłam większość z tego lata temu. Kładę telefon w innym pokoju, kiedy śpię. Czytam prawdziwe książki. Chodzę na spacery bez słuchawek. A mimo to, jestem tym wyczerpana.
Ponieważ nie wystarczy uratować siebie, gdy wszyscy wokół ciebie toną.
JESTEM WYCZERPANA
Jestem wyczerpana tym, że inni nie są tym wyczerpani. Pustymi spojrzeniami, gdy sugeruję, byśmy odłożyli telefony podczas kolacji. Paniką, gdy komuś pada bateria, jakby stracił ważny organ. Sposobem, w jaki rozmowy urywają się w połowie zdania na sprawdzenie powiadomienia, i nikt już nawet nie przeprasza, bo tak się teraz komunikujemy – we fragmentach, między alertami, nigdy w pełni obecni.
Jestem zmęczona płytkimi rozmowami. Zmęczona rozmowami, które nigdy nie schodzą głębiej niż to, co wszyscy widzieli rano na swoim feedzie. Zmęczona ludźmi, którzy potrafią cytować TikToka słowo w słowo, ale nie pamiętają, o czym rozmawialiśmy w zeszłym tygodniu. Zmęczona nerwowym śmiechem, który wypełnia ciszę, gdy nikt nie wie, jak po prostu istnieć razem bez ekranu pośredniczącego w doświadczeniu. Zapomnieliśmy, jak się razem nudzić, jak razem milczeć, jak być razem ludźmi.
Jestem zmęczona ludźmi mającymi koncentrację złotej rybki – właściwie, to obraza dla złotych rybek. Przynajmniej one mają wymówkę bycia rybami. Mieliśmy być gatunkiem, który napisał symfonie, rozwiązał twierdzenia matematyczne i namalował Kaplicę Sykstyńską. Teraz nie potrafimy nawet obejrzeć dwuminutowego filmu bez jednoczesnego sprawdzania komentarzy. Ludzie oglądają seriale z prędkością 1,5x, przewijając telefony, konsumując treści, jakby to były zawody w jedzeniu na czas, gdzie nagrodą jest… co? Do czego tak pędzimy?
Zmęczona rozmawianiem z ludźmi tak nieinspirującymi, nudnymi i tępymi, że nawet nie wiem, co im odpowiedzieć. Nie dlatego, że są z natury nudni – nikt nie rodzi się nudny. Ale dlatego, że outsourcowali swoją osobowość do algorytmów. Ich opinie to popularne tematy (trending topics). Ich zainteresowania to cokolwiek, co algorytm zaserwował im w tym tygodniu. Ich myśli to tweety innych ludzi. Nie czytają, nie zastanawiają się, nie kwestionują – tylko konsumują i zwracają, konsumują i zwracają, jak ludzkie farmy treści zoptymalizowane pod small talk.
Jestem wyczerpana śmiercią ciekawości. Ludźmi, którzy mają całą ludzką wiedzę w kieszeni, ale używają jej tylko do oglądania tańczących nastolatków i kłócenia się z nieznajomymi. Zastąpieniem autentycznych zainteresowań tym, co akurat jest wiralem w tym tygodniu. Tym, że nikt nie rozwija już prawdziwej ekspertyzy, bo po co uczyć się głęboko, skoro można zapytać ChatGPT?
Jestem zmęczona byciem jedyną osobą, która wydaje się pamiętać, jak wyglądało życie przed tym wszystkim. Kto pamięta, kiedy nuda prowadziła do kreatywności zamiast do scrollowania. Kiedy czekanie w kolejce oznaczało obserwowanie świata zamiast uciekania od niego. Kiedy rozmowa była rozmową, a nie okazją do zrobienia podcastu. Kiedy przyjaciele spotykali się, by być razem, a nie po to, by tworzyć content o byciu razem.
Ale tym, co wyczerpuje mnie najbardziej, jest samotność jasności umysłu…! Widzenie matrixa nie uwalnia cię, gdy wszyscy inni wciąż są podłączeni. Stajesz się tym szalonym, tym trudnym, tym, który „nie czai bazy”. Patrzysz, jak ludzie, których kochasz, znikają w swoich urządzeniach, powiadomienie po powiadomieniu, i nie możesz zrobić nic poza byciem świadkiem tego rozpadu.
Próbowałam wszystkiego. Dawania przykładu – bezużyteczne, gdy nikt nie patrzy. Delikatnych sugestii – spotykających się z defensywnym gniewem, jakbym zaatakowała ich tożsamość. Bezpośredniej konfrontacji – zgadzają się całkowicie, a potem natychmiast sprawdzają telefon. Uzależnienie jest silniejsze niż logika, silniejsze niż miłość, silniejsze niż widoczne dowody zniszczenia.
Więc egzystuję w tym dziwnym czyśćcu. Z jasnym umysłem w świecie mgły. Obecna w świecie nieobecności. Próbując prowadzić prawdziwe rozmowy z ludźmi, których umysły są gdzie indziej, zawsze gdzie indziej, wiecznie gdzie indziej. To jak bycie trzeźwym na imprezie, gdzie wszyscy są pijani, z tą różnicą, że impreza nigdy się nie kończy, a kac nigdy nie przychodzi, by dać nauczkę.
Czasami zastanawiam się, czy to ja się mylę… Może to jest ewolucja, a ja jestem tylko dinozaurem odmawiającym adaptacji. Może przyszłość nie potrzebuje głębokiego myślenia ani utrzymywanej uwagi, ani autentycznej więzi. Może zmierzamy w stronę umysłu roju, gdzie indywidualna świadomość jest przestarzała, gdzie wszyscy myślimy tweetami, czujemy emoji i istniejemy głównie jako węzły w sieci, której nie kontrolujemy.
Ale potem widzę dziecko wpadające w furię, bo czas na iPada się skończył, albo parę na randce gapiącą się w ekrany, albo przyjaciela, który nie może zasnąć bez sprawdzania telefonu co kilka minut, i wiem… to nie jest ewolucja.
To dewolucja. Nie stajemy się bardziej połączeni; stajemy się bardziej odizolowani. Nie stajemy się mądrzejsi; stajemy się bardziej zależni. Nie stajemy się szczęśliwsi; stajemy się bardziej lękliwi, bardziej przygnębieni, bardziej puści.
Najgorsza część? Absolutnie najgorsza część? Nawet ludzie, którzy to widzą, czują się bezsilni, by to powstrzymać. Wszyscy wiemy, że coś jest nie tak. Rosnący niepokój nie jest urojony. Epidemia depresji nie jest przypadkowa. Samotność mimo ciągłego połączenia nie jest paradoksem – jest przewidywalna. Wiemy, że jesteśmy chorzy. Wiemy, co nas truje. Ale wciąż bierzemy truciznę, bo odstawienie wydaje się gorsze niż powolna śmierć.
Spójrzcie na stronę Apple. Reklamują każdego nowego iPhone’a hasłem „bateria na cały dzień”, a wszyscy natychmiast krzyczą, że to kłamstwo. „Mój telefon pada o 14:00!” – wściekają się, zalewając sieć jednogwiazdkowymi recenzjami, a na Reddicie rodzą się pozwy zbiorowe.
Ale Apple nie kłamie. Technicznie nie. Ta bateria naprawdę wytrzymałaby cały dzień – gdybyś używał telefonu jak… telefonu. Kilka rozmów. Trochę sms-ów. Sprawdzenie pogody. Może zrobienie jednego czy dwóch zdjęć.
Ale my tak go nie używamy, prawda? Prowadzimy pełnoskalowe kasyno od 6 rano do północy. Streaming, scrollowanie, odświeżanie, granie, śledzenie, nagrywanie – każda aplikacja na pełnych obrotach, jasność ekranu na maksa, 5G pożerające energię, jakbyśmy próbowali skontaktować się z Marsem. Zużywamy więcej mocy obliczeniowej podczas porannego scrollowania w toalecie niż NASA użyła do lądowania na Księżycu, a potem jesteśmy zszokowani – ZSZOKOWANI – gdy bateria pada.
Spróbuj używać go tak, jak producenci faktycznie go testowali. Wiesz, jak narzędzia, a nie jak kroplówki z cyfrową dopaminą. Twoja bateria wytrzyma dwa dni. Może trzy. Ale nie potrafimy, prawda? Ponieważ to, czy telefon wytrzyma cały dzień, nie jest problemem. Problemem jest to, że dosłownie nie potrafimy przestać go używać na dłużej niż pięć minut bez poczucia, że coś tracimy, że jesteśmy odłączeni od matrixa, że umieramy.
Bateria nie zawodzi. My zawodzimy. A producenci o tym wiedzą. Mogliby zrobić telefon grubszym, ale po co? Kupisz power bank. Kupisz etui z baterią. I tak zrobisz upgrade w przyszłym roku, goniąc za kolejną godziną pracy baterii, by nakarmić kolejną godzinę uzależnienia.
Telefon nie jest zepsuty. My jesteśmy.
Obudźcie się. Proszę… Zanim nie zostanie nic do uratowania.
Zanim zapomnimy, jak to jest myśleć własne myśli zamiast algorytmicznych sugestii. Zanim stracimy zdolność do znoszenia dyskomfortu zamiast natychmiastowego sięgania po cyfrowe znieczulenie. Zanim nasze dzieci dorosną, myśląc, że to jest normalne, że to jest życie, że to wszystko, co istnieje.
Obudź się. Nie jutro. Nie po jeszcze jednym scrollowaniu. Nie po sprawdzeniu, co jest na topie. Teraz. W tym momencie…!
Wybierz obecność zamiast wydajności (performance). Wybierz głębię zamiast dopaminy. Wybierz trudną, piękną, nudną, cudowną rzeczywistość prawdziwego życia ponad syntetyczną satysfakcję cyfrowej egzystencji.
Bo kiedy zapomnimy, co straciliśmy, nie będziemy nawet wiedzieć, by po tym płakać. A ta cisza – ta ostateczna, straszna cisza, kiedy nikt nie pamięta, jak smakowało życie przed ekranami – to moment, w którym oni naprawdę wygrali.
Ale nie jest za późno. Jeszcze nie… Dopóki ktoś, ktokolwiek, pamięta i odmawia zapomnienia, odmawia poddania się, odmawia udawania, że to jest akceptowalne – jest nadzieja.