Hardy i Littlewood: Najsłynniejsza przyjaźń w historii matematyki

#WIELKAMATEMATYKA3/147

Pewnie zastanawiacie się, jak tam moja hipoteza Riemanna i czy już przytuliłem tę bańkę USD nagrody?! PRAWIE!! Haha! Otóż nie poddałem się, działam dalej. Praca jest już w całości ukończona. Lada moment zostanie oficjalnie przedstawiona światu. Wywaliłem z niej wszystkie metafizyczne kocopoły, a zostawiłem tylko twardy fakty (oparte na obliczeniach). Ten tydzień będzie kluczowy. A tymczasem kolejny odcinek z serii #matematyka — zapraszam do lektury!

Zdjęcie

Gdy 1 + 1 równa się nieskończoność

W historii nauki zdarzały się wielkie partnerstwa: Watson i Crick, Pierre i Maria Curie, Wright i Wright. Ale żadne z nich nie dorównuje niezwykłej współpracy dwóch brytyjskich matematyków, którzy przez 35 lat tworzyli razem, choć prawie nigdy nie przebywali w tym samym pokoju. To historia G.H. Hardy'ego i J.E. Littlewooda — duetu, który zmienił oblicze matematyki XX wieku.

Chłopiec, który nienawidził Boga i kochał liczby

Godfrey Harold Hardy urodził się 7 lutego 1877 roku w Cranleigh, w Surrey. Jego rodzice byli nauczycielami — ojciec Isaac uczył geografii i rysunku, matka Sophia była utalentowaną pianistką, która zrezygnowała z kariery dla rodziny. Od początku było jasne, że mały Godfrey jest... inny.

W wieku dwóch lat Hardy potrafił pisać liczby do miliona. W wieku trzech, podczas nabożeństwa w kościele, zabawiał się rozkładaniem numerów hymnów na czynniki pierwsze. Gdy kaznodzieja mówił o wszechmocy Boga, mały Godfrey szeptał do matki: "Ale czy Bóg może stworzyć liczbę pierwszą, która nie jest pierwsza?"

Ta dziecięca przekora przerodziła się w życiową postawę. Hardy stał się wojującym ateistą, który całe życie "walczył" z Bogiem. Miał listę rzeczy, których nie cierpiał: Bóg zajmował pierwsze miejsce, zaraz przed warzywami i zimną wodą.

"Jeśli Bóg istnieje" — mawiał później — "to mam z nim do pogadania parę spraw. Przede wszystkim: dlaczego liczba π jest taka brzydka w zapisie dziesiętnym?"

Winchester, Cambridge i spotkanie z przeznaczeniem

Hardy był genialnym, ale trudnym uczniem. W Winchester College, elitarnej szkole z internatem, wygrywał każdy konkurs matematyczny, ale odmawiał uczestnictwa w modlitwach i sportach zespołowych. "Sport to strata czasu, który można poświęcić na matematykę" — twierdził.

W 1896 roku trafił do Trinity College w Cambridge. Tam czekała go pierwsza życiowa porażka — był tylko czwarty na egzaminach Tripos. Dla kogoś, kto uważał się za najlepszego matematyka swojego pokolenia, to był cios.

"Może nie jestem tak genialny, jak myślałem" — pisał do siostry Gertrude — "Ale przynajmniej jestem wystarczająco dobry, by to wiedzieć."

To właśnie wtedy, w 1900 roku, Hardy po raz pierwszy usłyszał o młodszym o osiem lat studencie, który rozwiązywał najtrudniejsze problemy jakby były dziecięcymi łamigłówkami. Nazywał się John Edensor Littlewood.

Littlewood — chłopiec z Afryki, który pokonał Cambridge

John Edensor Littlewood miał biografię jak z powieści przygodowej. Urodzony 9 czerwca 1885 roku w Rochester, jako niemowlę został wywieziony do Południowej Afryki, gdzie jego ojciec został dyrektorem szkoły. Pierwsze lata życia spędził, bawiąc się z dziećmi Zulusów i ucząc matematyki od ojca, który był absolwentem Cambridge.

"Mój pierwszy kontakt z nieskończonością" — wspominał później — "to było afrykańskie niebo. Próbowałem policzyć gwiazdy i zrozumiałem, że są rzeczy, których policzyć się nie da."

W wieku 7 lat rodzice odesłali go do Anglii na edukację. Mały John, przyzwyczajony do wolności afrykańskiego buszu, czuł się w angielskiej szkole jak w klatce. Uciekał w świat liczb — jedyne miejsce, gdzie czuł się wolny.

Gdy w 1903 roku przybył do Trinity College, był już lokalną legendą. Rozwiązał problem, nad którym jego tutor pracował trzy miesiące, w ciągu jednego popołudnia. "To było oczywiste" — powiedział zdziwiony, gdy tutor patrzył na niego jak na kosmitę.

Pierwsze spotkanie — gdy ogień spotyka lód

Hardy i Littlewood po raz pierwszy rozmawiali na przyjęciu w Trinity College w 1906 roku. Hardy miał 29 lat, był już wykładowcą, zimny, sarkastyczny, zawsze nieskazitelnie ubrany. Littlewood miał 21 lat, był entuzjastyczny, roztargniony, często chodził w różnych skarpetkach.

"Pan jest tym Littlewoodem, który rozwiązał problem Waringa?" — zapytał Hardy.

"A pan jest tym Hardym, który twierdzi, że Bóg nie istnieje, bo gdyby istniał, to liczby pierwsze układałyby się w ładniejszy wzór?" — odpowiedział Littlewood z uśmiechem.

Hardy po raz pierwszy w życiu nie miał riposty. Zaczęli rozmawiać o matematyce. Rozmowa trwała do świtu.

"To było jak znalezienie brata bliźniaka, o którego istnieniu nie wiedziałem" — pisał Hardy w swoim dzienniku.

Zasady współpracy — najbardziej niezwykły kontrakt w historii nauki

W 1911 roku Hardy i Littlewood postanowili pracować razem. Ale ich współpraca była... dziwna. Ustalili zasady, które wydawały się szalone:

Zasada 1: Nie ma znaczenia, kto co wymyślił. Wszystkie prace podpisujemy "Hardy i Littlewood".

Zasada 2: Nie musimy informować drugiego, nad czym pracujemy. Wystarczy wysłać list z wynikami.

Zasada 3: Nie ma obowiązku czytania listów od współautora. Można je otworzyć, gdy się chce.

Zasada 4: Absolutnie żadnych zobowiązań towarzyskich. Współpraca czysto intelektualna.

Pracowali głównie korespondencyjnie. Hardy spędzał dużo czasu w Oksfordzie, Littlewood w Cambridge. Spotykali się może raz na miesiąc, czasem rzadziej. Niektórzy żartowali, że "Hardy-Littlewood" to jedna osoba, bo rzadko widywano ich razem.

"To idealna współpraca" — mówił Hardy — "Littlewood robi całą ciężką robotę, a ja dodaję elegancję."

"Nieprawda" — ripostował Littlewood — "Hardy ma pomysły, a ja tylko sprawdzam, czy działają."

W rzeczywistości byli jak dwie półkule mózgu — Hardy był wizjonerem, estetykiem, który widział piękno w abstrakcji. Littlewood był technikiem, mistrzem szczegółów, który potrafił przeprowadzić najbardziej skomplikowane dowody.

Drugie wcielenie Newtona

W 1914 roku Bertrand Russell, sam będący wybitnym matematykiem i filozofem, napisał: "Hardy jest najbardziej genialnym czystym matematykiem, jakiego wydała Anglia od czasów Newtona."

To nie była przesada. Hardy w wieku 37 lat zrewolucjonizował teorię liczb, analizę matematyczną i teorię szeregów. Jego prace były tak eleganckie, że inni matematycy czytali je jak poezję.

"Matematyka Hardy'ego" — pisał jeden z jego studentów — "to jak muzyka Mozarta. Nie da się nic dodać ani ująć. Jest perfekcyjna."

Ale Hardy miał obsesję: chciał rozwiązać problem, który dręczył matematyków od wieków — zrozumieć rozkład liczb pierwszych. I tu potrzebował Littlewooda.

Metoda koła — gdy Hardy i Littlewood zmienili matematykę

W 1918 roku, gdy Europa krwawiła w okopach I wojny światowej (Littlewood służył w artylerii, obliczając trajektorie pocisków), Hardy i Littlewood dokonali przełomu. Wymyślili "metodę koła" — technikę tak genialną, że do dziś jest podstawowym narzędziem w analitycznej teorii liczb.

Pomysł był szalony: zamiast badać liczby bezpośrednio, "owijali" je wokół okręgu na płaszczyźnie zespolonej. To jak patrzenie na cień, żeby zrozumieć kształt — ale cień w wymiarze, którego normalnie nie widzimy.

"Eureka!" — napisał Hardy w telegramie do Littlewooda — "Koła mówią prawdę o liczbach!"

"Które koła?" — odtelegrafował Littlewood z frontu — "Mam tu dużo kół od armat."

"Matematyczne, ty ośle!" — odpowiedział Hardy.

Metoda koła pozwoliła im udowodnić szereg twierdzeń, które wydawały się niemożliwe. Problem Waringa, hipoteza Goldbacha dla "prawie wszystkich" liczb — padały jeden po drugim.

List z Indii — gdy geniusz spotyka geniuszy

16 stycznia 1913 roku Hardy otrzymał list, który zmienił jego życie. Nadawcą był nieznany urzędnik z Madras o nazwisku Srinivasa Ramanujan. List zawierał 120 wzorów matematycznych bez dowodów.

Hardy najpierw pomyślał, że to żart (może Littlewood lub któryś z kolegów robi mu psikusa). Potem zaczął analizować wzory. Po trzech godzinach był blady.

"Littlewood" — powiedział, dzwoniąc do przyjaciela — "Musisz to zobaczyć. To albo szarlatan, albo geniusz rangi Eulera czy Jacobiego."

Spędzili całą noc, analizując wzory Ramanujana. Niektóre były znane, ale wyprowadzone zupełnie inną metodą. Inne były całkowicie nowe i... niemożliwe. A jednak prawdziwe.

"To tak, jakby ktoś znał odpowiedzi, nie znając pytań" — mówił zdumiony Littlewood.

Hardy natychmiast zaprosił Ramanujana do Cambridge. Przez następne lata był jego mentorem, przyjacielem i współpracownikiem. Ale to historia na inny wpis...

Lata świetności — gdy Cambridge rządziło światem matematyki

Lata 20. i 30. XX wieku to złoty wiek Hardy'ego-Littlewooda. Ich wspólne prace ukazywały się regularnie jak odcinki popularnego serialu. Matematycy na całym świecie czekali na każdą nową publikację.

Stworzyli szkołę matematyczną w Cambridge, która przyciągała najlepsze umysły świata. Ich seminaria były legendarne — Hardy prowadził je jak dyrygent orkiestrę, Littlewood wtrącał techniczne uwagi, studenci siedzieli w napięciu, bojąc się odezwać.

"Być studentem Hardy'ego-Littlewooda" — wspominał jeden z nich — "to jak być uczniem czarnoksiężnika. Ale dwóch czarnoksiężników naraz, którzy czasem się nie zgadzali i urządzali matematyczne pojedynki przy tablicy."

Hardy został profesorem Savilian Geometry w Oksfordzie — jednym z najbardziej prestiżowych stanowisk matematycznych na świecie. Littlewood pozostał w Cambridge, gdzie został profesorem Rouse Ball.

Hipoteza Riemanna — białe wieloryby Hardy'ego i Littlewooda

Ale był jeden problem, który nie dawał im spokoju — hipoteza Riemanna. Ta sama, którą sformułował genialny Niemiec 70 lat wcześniej. Hardy miał na jej punkcie obsesję.

"Gdybym mógł udowodnić hipotezę Riemanna" — mówił — "oddałbym wszystkie inne swoje twierdzenia."

Przez lata atakowali problem z każdej strony. Hardy udowodnił, że nieskończenie wiele zer leży na krytycznej linii. Littlewood pokazał niesamowite połączenia z teorią prawdopodobieństwa. Ale pełnego dowodu nie było.

W 1940 roku, podczas bombardowań Londynu, Hardy pisał do Littlewooda: "Hitler może zniszczyć Anglię, ale hipoteza Riemanna przetrwa. I pewnego dnia ktoś ją udowodni. Szkoda tylko, że to nie będziemy my."

Osobliwości geniuszy — co czyniło ich ludzkimi

Hardy miał swoje dziwactwa. Nienawidził luster — zasłaniał je w hotelach. Bał się przekraczania progu lewą nogą. Przed każdą podróżą wysyłał pocztówkę do przyjaciela: "Udowodniłem hipotezę Riemanna" — wierzył, że Bóg (w którego nie wierzył) nie pozwoli mu zginąć z takim kłamstwem.

Miał też ranking matematyków w skali 0-100. Sobie dawał 25, Littlewoodowi 30, Hilbertowi 80, Ramanujanowi 100. "A Newton?" — pytano go. "Newton to inna skala" — odpowiadał.

Littlewood był bardziej normalny, ale miał obsesję na punkcie wspinaczki. Spędzał wakacje w Alpach, wspinając się na najtrudniejsze szczyty. "Góry są jak problemy matematyczne" — mówił — "Trzeba znaleźć właściwą drogę na szczyt."

Miał też niezwykłą pamięć do liczb. Potrafił powiedzieć, jaka była pogoda dokładnie 10 lat temu, bo pamiętał ciśnienie atmosferyczne z tego dnia.

Przyjaźń, która przetrwała wszystko

Najbardziej niezwykłe w ich relacji było to, że przez 35 lat współpracy nie pokłócili się ani razu. W świecie pełnym matematycznych ego, gdzie spory o pierwszeństwo odkrycia były na porządku dziennym, oni pozostali przyjaciółmi.

"Hardy jest niemożliwy" — mówił Littlewood — "Ale jest genialnie niemożliwy."

"Littlewood jest chaotyczny" — mówił Hardy — "Ale w jego chaosie jest metoda."

Gdy w 1930 roku Littlewood miał poważny kryzys psychiczny (cierpiał na depresję), Hardy był jedyną osobą, której pozwolił się odwiedzać. Siedzieli w milczeniu, czasem Hardy czytał na głos artykuły o krykiecie (swojej jedynej nie-matematycznej pasji).

Starość — gdy bogowie stają się śmiertelni

Po II wojnie światowej obaj zaczęli odczuwać wiek. Hardy, zawsze dbający o formę fizyczną (paradoksalnie dla kogoś, kto nienawidził sportu, uwielbiał tenis), zaczął chorować. W 1939 roku miał zawał serca.

"Moje serce jest jak źle sformułowane twierdzenie" — żartował gorzko — "Ma lukę w dowodzie."

Littlewood, młodszy o 8 lat, trzymał się lepiej, ale jego matematyczna moc słabła. Ostatnie wspólne prace nie miały już tego blasku co wcześniejsze.

W 1946 roku Hardy próbował popełnić samobójstwo. Przeżył, ale był już cieniem dawnego siebie. "Nie mogę znieść bycia drugorzędnym matematykiem" — mówił — "Wolę nie być wcale."

"Apologia matematyka" — testament Hardy'ego

W 1940 roku Hardy napisał "A Mathematician's Apology" — jedną z najpiękniejszych książek o matematyce. To była jego obrona życia poświęconego czystej matematyce, bez praktycznych zastosowań.

"Nie zrobiłem nic użytecznego" — pisał z dumą — "Żadne moje odkrycie nie uczyniło świata lepszym czy gorszym miejscem. Tworzyłem piękno dla piękna."

Littlewood czytał książkę ze łzami w oczach. "Hardy napisał naszą wspólną biografię" — mówił — "Tylko zapomniał wspomnieć, że byliśmy we dwóch."

Koniec epoki

Hardy zmarł 1 grudnia 1947 roku. Jego ostatnie słowa były typowe: "Szkoda, że nie udowodniłem hipotezy Riemanna. Ale przynajmniej próbowałem."

Littlewood przeżył przyjaciela o 30 lat. Dalej pracował, ale już nigdy nie podpisał żadnej pracy "Hardy i Littlewood". "To nazwa zastrzeżona" — mówił — "Jak firma, której wspólnik odszedł."

Zmarł 6 września 1977 roku, w wieku 92 lat. Do końca wierzył, że ktoś kiedyś udowodni hipotezę Riemanna. "Hardy byłby zazdrosny" — mówił z uśmiechem.

Dziedzictwo — więcej niż suma części

Hardy i Littlewood zostawili po sobie ponad 100 wspólnych prac. Stworzyli metody, które do dziś są podstawą analitycznej teorii liczb. Wychowali pokolenie matematyków, którzy zdominowali XX-wieczną matematykę.

Ale może najważniejsze jest to, czego nauczyli nas o współpracy. Że 1 + 1 może równać się więcej niż 2. Że różnice charakterów mogą być siłą, nie słabością. Że przyjaźń oparta na wspólnej pasji może przetrwać wszystko.

"Matematyka jest sztuką młodych ludzi" — pisał Hardy. Miał rację i nie miał. Matematyczne odkrycia może i przychodzą w młodości, ale matematyczna przyjaźń może trwać całe życie.

Epilog — liczby, które tańczą w parach

Gdy dziś patrzymy na dorobek Hardy'ego-Littlewooda, widzimy coś niezwykłego. Ich twierdzenia często występują parami — jedno Hardy'ego uzupełnia twierdzenie Littlewooda. Jakby nawet matematyka wiedziała, że są nierozłączni.

W Cambridge wciąż krąży legenda. Mówią, że czasem, późną nocą, w starej bibliotece Trinity College można usłyszeć szelest kartek i ciche głosy dyskutujące o liczbach pierwszych. To Hardy i Littlewood, wciąż próbujący udowodnić hipotezę Riemanna.

Bo niektóre przyjaźnie są silniejsze niż śmierć. A niektóre problemy warte są wieczności.

Może nie udowodnili hipotezy Riemanna. Ale udowodnili coś ważniejszego — że matematyka jest najpiękniejsza, gdy tworzy się ją razem.

"Matematyk, podobnie jak malarz czy poeta, jest twórcą wzorów. Jeśli jego wzory są trwalsze niż tamtych, to dlatego, że są zrobione z idei." — G.H. Hardy

"Hardy mówi, że tworzy wzory. Ja wolę myśleć, że je odkrywam. Były tam zawsze, czekając na nas." — J.E. Littlewood

--

Post Scriptum: W 2004 roku, podczas remontu pokoju Hardy'ego w Trinity College, znaleziono notatki schowane za regałem. Były to zapiski jego ostatnich prób udowodnienia hipotezy Riemanna. Na marginesie widniała notka: "Littlewood miał rację. Szukałem w złym miejscu."

Nikt nie wie, co miał na myśli. Może kolejna zagadka zostawiona przez najsłynniejszy duet w historii matematyki? A może wskazówka dla przyszłych pokoleń?

Jedno jest pewne — gdzieś tam, w przestrzeni matematycznych idei, Hardy i Littlewood wciąż pracują razem. Bo niektóre partnerstwa są zapisane nie tylko w historii, ale w samej strukturze matematycznego wszechświata.

22

@Thanos, Zrobiłem lustrzane odbicie http://streamable.com/cl5gw9 co jakby iść drogą drogą liczb Fibonacciego? Zajęło im trochę czasu zanim się połapali, że rozwiązanie leży w naturze.W jednym z filmów gość też zauważył,że tworzą się wzory i kąt który się nie zmienia...(obrazek nr.2) Film http://m.youtube.com/watch?v=sD0NjbwqlYw&pp=ygUPTGljemJ5IFJpZW1hbm5h0gcJCa0JAYcqIYzv co jeśli jeżeli ma to związek z czarną dziurą albo po prostu jest to dla nas jeszcze nie pojęte o co chodzii jak z Fibonaccim i odkryjemy to za np kilkanaście lat albo prędzej zrobi to sztuczna inteligencja?.Sprawdzałem już u groka związek uranu i funkcji Riemanna i wyniki były marne .Jakby co się działo to masz namiary 😜 Trudny temat 🫤 Pentagram to tylko moja interpretacja jak z prostokątem Fibonacciego, nie wyszło idealnie w środku , robione w apce palcem na kolanie.
@FiligranowyGucio, dzięki za namiary na szpital, jutro się tam zgłoszę, haha!

wkrótce wszystkie puzzle zostaną odsłonięte, cierpliwości Gucio!
@Thanos, fajny artykuł, fajny duet... Mam tylko jeden kłopot... Historyczny...

Piszesz Po II wojnie światowej obaj zaczęli odczuwać wiek. Hardy, zawsze dbający o formę fizyczną (paradoksalnie dla kogoś, kto nienawidził sportu, uwielbiał tenis), zaczął chorować. W 1939 roku miał zawał serca.

Nie wiem jak to rozumieć, czyżbyś zaczął gmerac nad czasem 🤣🤔
@Bejdak, wg informacji, do których dotarłem (na ich podstawie powstał artykuł), chodziło, że obaj dbali o aktywność fizyczną (Littlewood był zagorzałym fanem krykieta, żyć bez tego nie umiał). Mimo wszystko, spójrz na Hardy'ego: gość jest suchy jak palec. OK, nie ma nadwagi i pewnie niski cholesterol, ale on nie wygląda jak okaz zdrowia. To, że ktoś dba o dietę czy chodzi na siłkę nie jest wyznacznikiem, że ma końskie zdrowie