Moje przemyślenia na temat obecnej sytuacji demograficznej i tego, co się z nią wiąże:
Poniżej na posiedzeniu w Lublińcu zostało stwierdzone, że za 15 lat będzie około 30 milionów Polaków (obecnie 38 milionów):
http://streamable.com/qfe3ku
Żeby utrzymać populację na obecnym poziomie, każda kobieta średnio musi urodzić 2.1 dziecka (Jedna urodzi troje, druga czworo, trzecia jedno a czwarta żadnego).
Obecnie w Polsce dzietność wynosi... 1.03 dziecka na kobietę. Czyli się zawijamy.
Nie byłoby z tym żadnego problemu. Skoro populacja nie wzrasta, nie będziemy musieli po prostu tyle produkować i eksploatować otoczenia co wcześniej.
Jest tylko jeden problem- przy zwijającym się społeczeństwie, wyzwaniem jest utrzymanie wzrostu gospodarczego. Jest to wyzwanie dla rządzących i uruchamia to wiele niewidzialnych procesów zapobiegawczych.
Obecny tzw. Boomer, liczy na:
-emeryturę.
-wzrost wartości jego majątku (nieruchomość, ziemia) lub wzrost wartości instrumentów finansowych.
Emeryturę może zapewnić mu powszechna automatyzacja, zwiększenie produktywności a przez to ogólny spadek cen i jeszcze większy dobrobyt.
Co do reszty- tylko nowi uczestnicy systemu w postaci dzieci, zapewniają wzrost cen.
Tych uczestników jest coraz mniej. Na razie tak już zostanie.
Ale to za chwilę.
Część 1:
W nowoczesnym świecie Japonia jest krajem który może pokazać do czego prowadzi pęknięcie bańki finansowej, starzejącego się społeczeństwa oraz zwiększającej się wydajności produkcyjnej.
W 1989 po szalonym wzroście wycen instrumentów finansowych oraz nieruchomości i gruntów, nastąpiło pęknięcie bańki.
Ceny ziemii (Rys. 1), akcji (Rys. 2), nieruchomości (Rys. 3) spadały przez następne dziesięciolecia.
Jak się później okazało, rząd nie mógł temu zaradzić. Typowo banki centralne w czasie kryzysu rozpoczynają odkupować obligacje (długoterminowe) od inwestorów, bez patrzenia na cenę (QE-Luzowanie ilościowe).
Skup obligacji obniża oprocentowanie kredytów, jednak może przyczynić się do inflacji w dłuższym terminie. Po pewnym czasie rozpasanej polityki fiskalnej, rynek oczekuje coraz wyższych odsetek, kiedy państwo zaciąga nowy dług.
Inwestorzy, banki i instytucje po sprzedaży bankowi centralnemu obligacji, pozostają z gotówką w ręku. Muszą coś z nią zrobić. W poszukiwaniu zysku, napompowane pieniędzmi banki chętnie udzielają kredytów. Inwestorzy przenoszą się do bardziej ryzykownych aktyw typu akcje.
Japonia poprzez QE doszła do punktu, gdzie stopy procentowe wynosiły okolice zera. Kredyt był ultra tani. Tylko mało kto chciał go brać... bo i po co?
Po co kupować akcje skoro ciągle tracą na wartości. Można kupować zagraniczne, ale to nie przyczynia się do rozwoju kraju. Poz tym, nawet jak zarobi to i tak nie wyda, tylko odłoży. Po co kupować grunty lub nieruchomości skoro starzy mają gdzie mieszkać, a młodych coraz mniej? To młodzi potrzebują wszystkiego bo rozpoczynają dopiero życie.
Starzejące się społeczeństwo Japońskie w wyniku problemów ekonomicznych wstrzymywało się ze zbędnymi wydatkami. Ten zastój spowodował jeszcze większy spadek cen. Po co kupować dziś, jeżeli jutro będzie taniej? I tak przez 30 lat.
Japoński Bank Centralny stał się światowym poligonem doświadczalnym dla ekstremalnych narzędzi polityki pieniężnej.
Kupował akcje, pożyczał pieniądze prywatnym spółkom, wykupił obligacje.
Nic to jednak nie zmieniło i nie wywołało inflacji.
Dziś Europa, Chiny oraz częściowo USA odczuwają już przedsmak Japonii i tego co się tam wydarzyło. Są jednak w gorszej sytuacji, ponieważ reszta świata się rozwijała, więc mogli eksportować. Obecnie duża część świata wchodzi w etap japonifikacji.
Poniżej na posiedzeniu w Lublińcu zostało stwierdzone, że za 15 lat będzie około 30 milionów Polaków (obecnie 38 milionów):
http://streamable.com/qfe3ku
Żeby utrzymać populację na obecnym poziomie, każda kobieta średnio musi urodzić 2.1 dziecka (Jedna urodzi troje, druga czworo, trzecia jedno a czwarta żadnego).
Obecnie w Polsce dzietność wynosi... 1.03 dziecka na kobietę. Czyli się zawijamy.
Nie byłoby z tym żadnego problemu. Skoro populacja nie wzrasta, nie będziemy musieli po prostu tyle produkować i eksploatować otoczenia co wcześniej.
Jest tylko jeden problem- przy zwijającym się społeczeństwie, wyzwaniem jest utrzymanie wzrostu gospodarczego. Jest to wyzwanie dla rządzących i uruchamia to wiele niewidzialnych procesów zapobiegawczych.
Obecny tzw. Boomer, liczy na:
-emeryturę.
-wzrost wartości jego majątku (nieruchomość, ziemia) lub wzrost wartości instrumentów finansowych.
Emeryturę może zapewnić mu powszechna automatyzacja, zwiększenie produktywności a przez to ogólny spadek cen i jeszcze większy dobrobyt.
Co do reszty- tylko nowi uczestnicy systemu w postaci dzieci, zapewniają wzrost cen.
Tych uczestników jest coraz mniej. Na razie tak już zostanie.
Ale to za chwilę.
Część 1:
W nowoczesnym świecie Japonia jest krajem który może pokazać do czego prowadzi pęknięcie bańki finansowej, starzejącego się społeczeństwa oraz zwiększającej się wydajności produkcyjnej.
W 1989 po szalonym wzroście wycen instrumentów finansowych oraz nieruchomości i gruntów, nastąpiło pęknięcie bańki.
Ceny ziemii (Rys. 1), akcji (Rys. 2), nieruchomości (Rys. 3) spadały przez następne dziesięciolecia.
Jak się później okazało, rząd nie mógł temu zaradzić. Typowo banki centralne w czasie kryzysu rozpoczynają odkupować obligacje (długoterminowe) od inwestorów, bez patrzenia na cenę (QE-Luzowanie ilościowe).
Skup obligacji obniża oprocentowanie kredytów, jednak może przyczynić się do inflacji w dłuższym terminie. Po pewnym czasie rozpasanej polityki fiskalnej, rynek oczekuje coraz wyższych odsetek, kiedy państwo zaciąga nowy dług.
Inwestorzy, banki i instytucje po sprzedaży bankowi centralnemu obligacji, pozostają z gotówką w ręku. Muszą coś z nią zrobić. W poszukiwaniu zysku, napompowane pieniędzmi banki chętnie udzielają kredytów. Inwestorzy przenoszą się do bardziej ryzykownych aktyw typu akcje.
Japonia poprzez QE doszła do punktu, gdzie stopy procentowe wynosiły okolice zera. Kredyt był ultra tani. Tylko mało kto chciał go brać... bo i po co?
Po co kupować akcje skoro ciągle tracą na wartości. Można kupować zagraniczne, ale to nie przyczynia się do rozwoju kraju. Poz tym, nawet jak zarobi to i tak nie wyda, tylko odłoży. Po co kupować grunty lub nieruchomości skoro starzy mają gdzie mieszkać, a młodych coraz mniej? To młodzi potrzebują wszystkiego bo rozpoczynają dopiero życie.
Starzejące się społeczeństwo Japońskie w wyniku problemów ekonomicznych wstrzymywało się ze zbędnymi wydatkami. Ten zastój spowodował jeszcze większy spadek cen. Po co kupować dziś, jeżeli jutro będzie taniej? I tak przez 30 lat.
Japoński Bank Centralny stał się światowym poligonem doświadczalnym dla ekstremalnych narzędzi polityki pieniężnej.
Kupował akcje, pożyczał pieniądze prywatnym spółkom, wykupił obligacje.
Nic to jednak nie zmieniło i nie wywołało inflacji.
Dziś Europa, Chiny oraz częściowo USA odczuwają już przedsmak Japonii i tego co się tam wydarzyło. Są jednak w gorszej sytuacji, ponieważ reszta świata się rozwijała, więc mogli eksportować. Obecnie duża część świata wchodzi w etap japonifikacji.
sneq2299
0
"Jest tylko jeden problem- przy zwijającym się społeczeństwie, wyzwaniem jest utrzymanie wzrostu gospodarczego. "
skąd to nieustanne ciśnienie że wszystko ciągle musi rosnąć?
Lurriel
0
Problemem nie będzie 30 milionów, czy potem mniej ludności. Problemem będzie nasza piramida finansowa ZUS i starość.
Obecnie ponad poława Polaków pracuje i wypracowuje obecne emerytury tych którzy nie odłożyli nawet połowy tego, co dostają.
Czemu tak jest? PRL jego długi oraz to, że po zmianie systemu, nikt na bieżąco nie odkłada na swoją emeryturę. ZUS radośnie publikuje cyferki 'na twoim koncie'. A tak naprawdę, nie problemem jest, że nie ma pieniędzy ale to, że jest ogromne zadłużenie.
Za te 20/25 lat demografia będzie wyglądać tak, że 1/3 może ludzi będzie w wieku aby pracować (co nie znaczy, że wszyscy będą pracować). Wtedy też zderzymy się z tym co może nam wypłacić ZUS. Zakładam, że będzie to maksymalnie obecny tysiąc złotych maks.
Nikt się tym nie przejmuje. Terażniejsi emeryci korzystają jak mogą, bo wiedzą, że ich problem za te +20 lat pewnie nie dotknie. Gorzej z ludzmi którzy są przed czterdziestką.
To j3bnie i to sromotnie.
Tym bardziej mnie wkurzają wszystkie pasożyty górnicze i uprzywilejowane grupy zawodowe, które się nęci i 'opłaca' przyszłymi i obecnymi nierealnymi emeryturami.
Tomkilla_new
0
Dps
0
jak skup obligacji obniża oprocentowanie?
Jeśli ceny spadają rok do roku w nibylandii 10% , bo taka kraina. I my nadrukujemy pieniedzy tyle, że będą stały w miejscu to jest inflacja czy nie?
Cyfry są tylko REPREZENTACJĄ. Jeśli wróżka zębuszka by każdemu w równym czasie z boska mocą dokładała codziennie 1% do stanu portfela/cen/you name it. A jako, że świat byłby zupełnie cyfrowy ten 1% automatycznie by się updatował na wszystkim co możliwe to zaryzykuje, twierdzenie, że miałoby dokładnie zerowe znaczenie.
Pieniądz jest pojęciem zajebiście abstrakcyjnym. Kłopot w tym, że ludzie myślą, że chodzi o cyfrową reprezentację. To, że zachowałeś wartość stabilną nie ma żadnego znaczenia. To tak jakby rząd interwencyjnie skupował elektronikę by ta kosztowała zawsze tyle samo i nie taniała...
To nie ma żadnego znaczenia.
Jest tylko jedna konkluzja, inflacja to KAŻDY WZROST ilości pieniądza. I w Japonii zdecydowanie się to udało wywołać. Natomiast nie udało się ruszyć wskaźnika CPI. Ale to tylko cyfrowa reprezentacja
Tomkilla_new
0
Gdyby dziś rząd dał mi 100 000 pln to bym to i tak zainwestował w obligacje lub coś innego. Więc te pieniądze nie popłynęłyby do realnej gospodarki i by jej nie napędziły. Ludzie w pesymizmie nie zakładają firm i nie wydają. Po prostu mają więcej na koncie. Skomplikowany proces.
Dps
0
Ja wiem jak to działa. Obniża rentowności obligacji. To prawda
Ale kredyty?
DarrDarek
0
Po wojnie było 27 milionów Polaków a jakoś wcale nie upadliśmy od tego niedoludnienia a wręcz przeciwnie, wielu chwaliło PRL że nawet mimo socjalizmu marksistowskiego potrafił się rozwijać. Bajdurzenie, że im więcej tym lepiej jest dla ogłupionych przez pejsate duraczenie propagandowe.
To takie brednie. Liczy się bogactwo na obywatela. Można sobie wyobrazić, że 1,5 raza mniej Polaków ma 1,5 raza wyższy dochód na głowę, ale zerowy wzrost przez 30 lat, bo jest 1,5 raza mniej ludzi. I co by z tego wyniknęło? Ano nic. Ludzie cieszyliby się, że mają bogatsze życie i mogą krócej pracować mając więcej dóbr, a nie tym, że jakieś globalne PKB stoi w miejscu.
Tak, taki był dość głupi pomysł piramidy finansowej i stąd bogate państwo ma wziąć tyle podatków i składek by starczyło akurat na emerytury dla starszych Polaków, a to państwo zupełnie ma się nie interesować wydatkami na banderowską Upadlinę, zupełnie ma się nie interesować wydatkami na sprowadzanie murzynów i ciapaków, zupełnie ma się nie interesować wydatkami na feministki i kobiety itd..
To takie sobie brednie. 95% ludzi nie ma zapasowych mieszkań, ziemi, czy akcji. Jedyne co mają, o ile mają, to tylko majątek mieszkania przechodzący naturalnie na dzieci, wnuków. W takim układzie staruszka guzik obchodzi, że zostawia synowi 3-pokojowe mieszkanie, a syn mu marudzi, że dziś mało ludzi to to mieszkanie nie jest tyle warte co pół wieku temu.
Emeryturę zapewnia opodatkowanie młodszych, pracujących. A przez to, że wnuczek będzie programował roboty przemysłowe a nie sam stał przy taśmie, toteż nawet 30% z jego zarobku spokojnie może w przyszłości utrzymać dwoje emerytów, którzy będą przez dużą wydajność pracy relatywnie bardzo mało wydawali na tzw. "życie".
Znów wchodzisz ten rys bzdur. Żaden spadek cen nie ma nic z tym wspólnego.
Znów wchodzisz ten rys bzdur. Żaden wzrost cen nie ma nic wspólnego z dziećmi.
Tomkilla_new
0
Gdyby ktoś chciał poczytać co Pan Darek ma do napisania to tu:
http://lurker.land/post/1utfxojzomnt#post-1utfxojzomnt
""Po wojnie było 27 milionów Polaków a jakoś wcale nie upadliśmy od tego niedoludnienia a wręcz przeciwnie""
Problem zaczyna się jak nagle potężny kolos zwany systemem długu zaczyna doświadczać coraz mniejszej ilości bateryjek do napędzania go. Kto będzie płacił dług? Kto zapłaci za emerytury? Kto kupi te wszystkie akcje i nieruchomości oraz produkty.
""Emeryturę zapewnia opodatkowanie młodszych, pracujących.""
Wnuczek nie zamieszka w 3 mieszkaniach i nie będzie komu ich wynająć. Imigranci obecnie to zasób malejący na świecie. Wnuczek nie kupi tych wszystkich produktów które obecnie kupuje wyż demograficzny, więc ceny akcji się nie utrzymają nominalnie.
""Znów wchodzisz ten rys bzdur. Żaden wzrost cen nie ma nic wspólnego z dziećmi.""
Robot nie konsumuje. Komu Chińczycy sprzedadzą swoje produkty żeby mieć pracę?
DarrDarek
1
Dlaczego o zadłużaniu państw przez pachołków masońskich mówili tylko korwiniści i byli nazywani przez to ekstremą prawicy? Przyłączyłeś się kiedyś, by nazwać wystawionych tępaków władzy zadużających państwo tępakami socjalistycznymi?
Gdy utrzymanie emeryta będzie angażowało tylko parę złotych na kaszę, warzywa, mięso i tani automat przygotowujący posiłki, to w nowoczesnym świecie jeden pracownik płacący 10% podatku (dziś złodzieje nakładają haracz fifty-fifty) utrzyma nawet paru emerytów.
A co mnie będą obchodziły moje akcje gdy już będę staruszkiem? Wcześniej je sprzedam, a jeśli coś zostanie to guzik mnie one będą obchodziły w wieku 80 lat.
Nieruchomość przekażę dzieciom. A czy one będą wybrzydzać, że już nie tyle warta? A co mnie będzie to obchodziło w wieku 85 lat?
To wyburzy, żeby niepotrzebne budynki nie zasłaniały mu pozycji strzeleckiej, gdy przez granicę będą przechodzili nielegalni imigranci a wnuczek będzie dysponował niedużym oddziałem robotów tropiących nielegalsów.
A po co wnuczek miałby kupować wszystko by było dużo i głupio. Zdecydują o zamknięciu fabryki krzeseł bo w magazynach będzie milion krzeseł niesprzedanych i zamiast fabryki posadzą pod dachem mikro-las deszczowy i plażę do wypoczynku .
A po co miałoby być dużo i głupio. Wnukom będę powtarzał, by kupowali tylko niezbędne towary a nie kupę szajsu.
Praca ma być dla satysfakcji przy produkcji wyłącznie NIEZBĘDNYCH towarów a nie po to, by produkować dużo i głupio.
Tomkilla_new
0
Czytam Twój wpis i widzę, że chcesz wszystko co piszę rozmontować, jednak sam nie dajesz alternatyw i rozwiązań. W co Twoim zdaniem warto obecnie zainwestować, bo to jest clue całej sprawy?
Jak obecnie przenieść wartość w czasie?
"A po co miałoby być dużo i głupio. Wnukom będę powtarzał, by kupowali tylko niezbędne towary a nie kupę szajsu.
Praca ma być dla satysfakcji przy produkcji wyłącznie NIEZBĘDNYCH towarów a nie po to, by produkować dużo i głupio."
Więc ogólnie będziemy bezrobotni. Dziś trzeba iść na 8 godzin do pracy pn-pt i robić. W przyszłości nie będzie co robić chyba, że zostaniemy szklarzami i będziemy wybijać szyby żeby mieć co robić.
Już nie potrzebujemy tyle pracy. W świecie zachodnim każdy wszystko ma (oprócz spekulacyjnych drogich rzeczy typu mieszkanie).
Dostaniemy cyfrowe euro żeby funkcjonować i skupić się bardziej na życiu niż pracy. Tylko to cyfrowe euro trzeba będzie wydać w np. miesiąc, bo te pieniądze mają być przeznaczone na utrzymanie jakiegokolwiek rozwoju.
DarrDarek
0
Zawsze piszę o mądrych alternatywach, ale nie chcę się ciągle powtarzać.
Większość wartości różnych aktywów czy to fizycznych czy finansowych zależna jest od polityków i od oszustów ideologicznych wiodących swoich polityków i lud na pokuszenie. W nieruchomości można inwestować, ale im mniej będzie ludzi, tym mniej one będą potrzebne. A nawet jeśli będzie dużo sprowadzonej, kolorowej hołoty, to możliwe, że patusy zrobią z tych nieruchomości squoty i miejsce ćpania niż staną się one wartościowym aktywem za 30 lat. Również ziemię jakaś hołota socjalistyczna może upaństwowić za 30 lat z symbolicznym odszkodowaniem lub bez. Złoto jest mało objętościowe i uniwersalne, ale to też mogą ukraść różni złodzieje na czele z państwowymi złodziejami - w czasach zawieruchy lepiej ryzykować karę śmierci i sprzedawać kawałki złota niż nie mieć nic.
Jakież głupie byłoby zajęcie wyznawców Keynesa, gdyby za 40 lat każdy przyłaził zmęczony z roboty po 8 godzinach zakopywania butelek i miał świadomość, że od nowego miesiąca zaczyna się jeszcze trudniejszy etap pracy, bo będzie odkopywanie w błocie butelek zakopanych 5 lat temu. No ale każdy wyznawca Keynesa gasiłby światło i kładł się spać, bo nie ma co narzekać na los, rano znów trzeba do roboty, dobrze że robotę przy kopaniu udało się dostać.
Gdyby tak fajnie było, to wystarczyłoby wytworzyć tylko tyle, by było na wymianę z rolnikiem uprawiającym 100 hektarów i sprzedającym wołowinę i wieprzowinę. Do tego wystarczyłoby jeszcze rozliczyć się z tym, co remontuje domy - on też za swoją robotę musi dostać coś na wymianę. Do tego jeszcze wymiana z koncernem produkującym choćby Malczaki - bo jakiś Maluch do jazdy by się przydał raz na 20 lat. Gdy tak zsumuje się robota na handel wymienny z powyższymi, to może się okazać, że ten pracownik nie wyrabia się w 8 godzin by na bieżące utrzymanie wyrabiać swoją pracą.
A jeśli na skutek lepszej organizacji pracy i wywalenia oszustów ideologicznych rozpieprzających kasę na utrzymywanie murzynów i ciapaków, na urzędy dla bardzo ważnych feministek itp., jeśli wskutek takich mądrych działań okaże się, że człowiekowi wystarcza praca 3 godziny dziennie, by miał za co opłacić czynsz mieszkania, miał za co kupić jedzenie i miał za co opłacić kilka innych niezbędnych do dobrego życia wydatków, to w takim układzie można nawet przyklasnąć jakiemuś ideologowi, który oznajmi, że ludzie weseli i leniwi za 3 godziny pracy w ogóle nie płacą podatków, a jedynie ci goniący za kasą i lubiący wyścig szczurów płacą dopiero od dochodów wyższych. I w rezultacie od czwartej godziny dopiero idą podatki za pracę, a już ósma godzina w pracy i późniejsza to jest haracz fifty-fifty.
Propaganda pejsatych byłaby zakazana, a niemiecki Onet miałby nakaz krytycznego pisania o tych lubiących wyścig szczurów. I pisaliby ostrzegawcze artykuły, jak to Dżesika straciła młode lata, bo ciągle wiązała się z kolesiami pracującymi 9 godzin dziennie, jeżdżącymi drogimi autami i mieszkającymi w większym domu, ale po 30 latach i 4 nieudanych małżeństwach uznała, że to była pogoń za blichtrem i drugi raz nie toczyłaby tak pustego życia, gdyby miała znów szansę, dlatego swoje wnuczki uczy, że lepszy swój mały domek, małe autko i tylko dwie godziny pracy dziennie.
A po co cyfrowe euro od oszustów, jeśli model 2 godzin pracy dziennie dawałby dobry poziom życia? Tradycyjne euro byłoby w obiegu. Bank centralny robiłby 5% inflacji, gdyby się okazało, że zbyt wielu chętnych jest na to, by pracować dużo za młodu i oszczędzać na stare lata. Każdy nauczyłby się, że przy tej inflacji po 20 latach zostaje tylko 1/4 wartości euro na koncie i "po co mnie było 20 lat temu poświęcać młode życie na intensywną pracę, jeśli dziś to 4 razy mniej warte już jest".
Oczywiście, wszystko poszłoby w rozsypkę i w powrót wyścigu szczurów, gdyby znów do władzy dorwali się oszuści, nędznicy moralni, kłamcy, podżegacze wojenni. Znów w kuluarach parlamentów toczyłyby się gadki: "kasa się liczy a nie jakieś leżenie w hamaku i podziwianie chmurek". Znów okazałoby się, że pajace wystawieni przez większych oszustów oznajmiliby, że model leżenia w hamaku i rozmawianiu o życiu doprowadził do bankructwa państwa. Nowa władza postanowiła sprowadzić sto milionów ludzi pracy z murzynów i ciapaków, by sprostać wyzwaniom nowoczesności. Od dziś każdy może sobie leżeć w hamaku po staremu, ale jeśli dalej będzie liczył na pracę 2 godziny dziennie, to nie zarobi nawet na jedzenie dla siebie i swoich dzieci. Czas wyjść naprzeciw nowym czasom, towarzysze! Czas skończyć z marazmem!