Amerykańskie wybory/demokracja wyglądają jak cyrk bo ichniejsze elity mają bardzo dopracowaną metodologię podtrzymywania iluzji że zwykli amerykanie mają na cokolwiek wpływ - ich demokracja przypomina teatr/cyrk gdzie rządzą żywe emocje
Amerykański obywatel jak piłeczka pingpongowa obija sobie mordę od prawej ściany do lewej ściany - jak się zmęczą "interesowaniem się polityką" to dojdą też do optymalnego 3 stanu czyli "aaa jebać" czyli orwellowskiego "prole nie powinny interesowac się polityką". Nie ważne co wybierzecie, każda ścieżka którą daje wam system jest predefiniowana z góry.




Przykład z Australii jak wyglądają opcje nie przemyślane przez system do udostępnienia ludziom:

Pajonk_STRACHU
2