Zaskoczyło mnie to, ale faktycznie, 40 letni kuzyn wcale nie wygląda na jakoś specjalnie zaniepokojonego że nie znajdzie piczki i nie założy rodziny - nie że nie próbował, dał sobie spokój

13

@kusanagi, Jeśli chodzi o to, że Hamsworth nie ma dzieci, to ma przynajmniej jedno.
@kusanagi, a ja to powiem inaczej

(wybacz ze adresuje do ciebie kuasnagi)... wam sie panowie marzy z ang "Woman of God" kobieca, wspierająca, pomagająca, dodająca otuchy, delikatna, czuła... mogę tak w nieskończoność...

Ale macie jeden problem żaden z was nie jest "Man of God". I teraz tak ktory kochający Ojcie dały by wam swoja ukochana córkę na zmarnowanie... no na pewno nie ten znający was na wylot... więc tak nigdy nie jest za późno. Henoch sie nawrócił mają 65 lat a Pan go porwał bez śmierci...

Jak przejdziecie drogę do niego to raz otrzymacie swoje powołanie jak każdy, a dwa po naprawie, pomocnika. Tak jak Adam dostał ale znowu Man of God first reszta w

da wam Pan. W całej Bibli Każdy facet dostaje do misji wszystko co mu trzeba... wystarczy uwierzyć.
@PanPacMan, gdzie tu proporcja? Od kobiety wymaga się aby: nie była wariatką, dbała normalnie o siebie (nie była spasiona ani szpetna), zajmowała się dziećmi i domem. To co robiły ich prababki - tylko ich prababki jeszcze musiały nosić wodę, doić krowy, wypasać bydło, gotować dla całej rodziny (i zwierząt hodowlanych) dzień w dzień bez obsuwy czasowej.

Od mężczyzny: miej pracę która jest nieosiągalna dla większości populacji (około >10k pln miesięcznie - aby było stać na sensowny kredyt w mieście gdzie jest praca na te >60-70mkw)- i nie strać tej pracy przez minimum 30 lat w tej ekonomii.

Chyba nie uważasz że 95% mężczyzn urodzonych w XXI wieku to przegrywy i frajery? Przecież genetycznie są potomkami swoich ojców i dziadów którzy obiektywnie sukces osiągnęli.

Btw mam kumpla który pracuje w korpo za >13k pln - nie ma dziewczyny chociaż kilka razy próbował (ma 2 metry i jest trochę spasiony, ale sory ma stresującą pracę) - gość finansowo jest ustawiony na 1 pokolenie do przodu, problem w tym że pewnie nie będzie miał potomka bo praca go zjada czasowo. Chłopy co mają bardziej luzacką pracę (i proporcjonalnie mniej płatną) - nie są chciani przez kobiety bo "za mało zarabiają" i to są "przegrywy bez niczego własnego". Kurtyna.

Myślę że najlepiej w obecnej sytuacji mają te chłopaki którym całe życie ustawili rodzice - 23 letni absolwent, ma własną chatę, samochód, obojętnie jaką pracę (nawet bieda średnia krajowa, i tak nie musi nic dużego kupować) - ma czas na zachcianki witaminki (tj. wakacje 2 razy do roku i łażenie po galeriach handlowych) - taki sweet spot z punktu widzenia wymagań na rynku świń.

Masz jeszcze wersję wizualną poniżej - spójrz na twarze tych chłopaków, kilku z nich to dosłownie twoi "greccy bogowie" - wyrwani przez azjatyckiego spasionego paszteta. Tak wiem, zamoczyli i wyjebane.
@kusanagi, Słuchaj, skupiasz się na barierach ekonomicznych i tych mitycznych 10 tysiącach, jakby to był jedyny klucz do wszystkiego, a kompletnie umyka Ci fakt, że pieniądze i mieszkanie to tylko narzędzia, a nie fundament. Jeśli traktujesz kobietę jak nagrodę za status, to zawsze będziesz czuł niesprawiedliwość systemu, ale problem leży głębiej, bo kobieta jako "pomocnik" pojawia się tam, gdzie mężczyzna ma realną misję i kierunek. Kiedy stajesz się "Man of God", czyli człowiekiem z twardym kręgosłupem i celem, zasoby zaczynają być naturalnym efektem Twojej skuteczności, a nie biletem wstępu, który musisz kupić. Bez tej misji nawet z wielkimi zarobkami będziesz dla partnerki tylko sponsorem albo kosztem, bo ona nie będzie miała w czym Ci pomagać, skoro Ty sam nie wiesz, dokąd zmierzasz.

Ewa została stworzona jako pomocnik Adama. Jeśli nie masz celu to w czym pomocnik ma ci pomgac. Zanudzi sie i zacznie rzadzic toba na co ci to? Wrocisz marudzac jaka to ona zła.
@PanPacMan, nie istnieje "man of god" jako samotnik - zawsze jest to grupa mężczyzn (minimum grupa wojów, klan, czy ród) gotowych na pracę i walkę - m.in. ze względu na specyfikę rzemiosła, tego że jak zginiesz, to twoje dziedzictwo przejmie twój brat, kuzyn, przyjaciel, lub najdalszy członek twojej grupy z którą współdzielisz wspólny interes i wartości.

Mężczyźni z twardym kręgosłupem, czyli inicjatywą mają 2 opcje: albo siłą podciągnąć do swojego poziomu pizdowatych mężczyzn ze swojego rodu (np. pobór) albo ich zniewolić.

To co mamy teraz to jest miękki totalitaryzm (wymierzony w mężczyzn, a kobiety mają tutaj rolę kapo) - nikt nie jest w stanie zrobić np. czegoś takiego jak w USA w XIX/XX wieku gdzie grupa rolników z repeaterami pogoniła jakąś pizdę w garniturze co chciała przejąć ziemię ich przyjaciela.

Kobiety nie mają własnego zdania ani poglądów, idą po prostu za najsilniejszym samcem - a najsilniejszy samiec w warunkach europejskich to właśnie lewacki kapitan państwo, który rozdaje darmowe fanty z kieszeni zniewolonych mężczyzn. Potem to samo lewackie państwo ma ogromne problemy żeby zgarnąć chłopaków na wojnę, bo jednak chłopaki podświadomie czują że nie warto umierać za taki kraj.

Demokracja to ciche niewolnictwo, daje sie ludziom iluzję wolności i wyboru, a tak naprawdę zawsze to przybiera formę "zagłosujcie na nas, a następnie do zobaczenia za 4 lata frajerzy" - stąd całkowita inwersja władzy w cyklach po 4-8 latach (po, pis, po, pis, pis, po, pis etc)

Mężczyzna który nie kontroluje owoców swojej pracy - nic nie znaczy dla kobiety. Bądź sobie "man of god" jak nie masz kobiecie i dzieciakom co do gara włożyć - kobiety bez wyobraźni i wizji tego czym jest "kultura" tym bardziej nie będą próbowały wspierać takiego zmagającego się mężczyzny tylko przeskoczą sobie na inną gałąź (tak jak to robiły od tysiącleci).
@kusanagi, Twoja analiza opiera się na zewnętrznych strukturach (klan, system, zasoby), co jest klasycznym unikaniem odpowiedzialności jednostki. Twierdzisz, że 'Man of God' potrzebuje grupy, by istnieć – to błąd logiczny. Grupa (klan/ród) jest silna tylko siłą jednostek, które ją tworzą. Jeśli czekasz na powstanie klanu, by zacząć działać, nigdy go nie zbudujesz.

​Mylisz również skutek z przyczyną. Kontrola nad owocami pracy i 'co do gara włożyć' to techniczny efekt skutecznego działania, a nie warunek wstępny bycia mężczyzną Bożym. Biblijny wzorzec to praca w każdych warunkach, nawet w niewoli czy totalitaryzmie, przy jednoczesnym zachowaniu autonomii ducha. Twoja wizja kobiet jako 'kapo' to próba racjonalizacji własnej bierności. Skoro system jest 'zły', to zwalnia Cię to z obowiązku bycia liderem we własnym domu. Prawda jest surowa: 'Man of God' kreuje rzeczywistość nawet w 'miękkim totalitaryzmie', bo jego autorytet nie pochodzi z nadania państwowego czy plemiennego, ale z faktu, że panuje nad sobą i swoją misją.
@PanPacMan, spójrz sobie na muzułman w Europie - jak lewica chroni ich zwyczaje, nie krytykuje ich za trzymanie muzułmanek za mordy, daje suty socjał, nawet pozwala im na lokalne prawo szariatu - w takich warunkach bycie "man of god" to prościzna - np. muzułmanka ubiera się po zachodniemu albo gorzej puszcza się z chrześcijaninem, bierzesz sobie tuzin braci muzułmanów, robicie porządek, najwyżej dostaniecie śmieszną karę.

Biały człowiek w Europie? Masz być progresywny, tolerować każde feministyczne odpały, zapierdalać na PKB, respektować lewacki system (stronniczość sądów, państwo opiekuńcze) - jaki "man of god" ty faszysto

Problem to marazm mężczyzn - ja sobie wyobrażam jak na Ukrainie, jeden Ukrainiec "man of god" próbuje sam walczyć z ruskimi bo on przecież nie będzie zależał od zewnętrznego otoczenia i czekał na innych - efekt łatwy do przewidzenia.

Część Ukraińców zorganizowała się przed 2022 jako "chętnych na działanie w ramach grupy" (żadnych samotnych "man of god" - np. azov ma długą historię rekrutacji) - po 2022 resztę państwo ukraińskie z powodu konieczności wzięło za mordy, dało broń i kopnęło na front - ale też w ramach grupy "mniej chętnych".

BTW - taka świeża sytuacja -w Australii zbanowano własnie takich "man of god" co byli gotowi działać, manifestowali swoje poglądy pod jednym bannerem - chciał zatrzymać proces topnienia % białych w Australii koordynowanego przez australijskich lewaków - Sewell rozwiązał swoją organizację za wczasu bo inaczej WSZYSCY jego członkowie poszliby do pierdla. Wytłumacz swoim rodzinom jakim jesteś "man of god" z pierdla

smh.com.au/national/trust-the-plan-australia-s-biggest-nazi-group-to-disband-to-escape-jail-ahead-of-crackdown-20260113-p5ntqc.html

Bez szerokiego poparcia społecznego, takiego jak polska solidarność w 198x, społeczeństwo będzie patrzeć na ciebie jak na ufo - nawet jak masz rację i konsekwencje przypierdolą społeczeństwo z pełną mocą te 1-2 dekady później
@kusanagi, Twoja argumentacja to techniczna próba maskowania braku sprawstwa poprzez rzekomy determinizm systemowy.



Twierdzisz, że muzułmanom jest „łatwiej”, bo system im pozwala na własne zasady. Prawdziwy „Man of God” nie potrzebuje licencji od lewicy, rządu ani sądów, by panować nad swoim charakterem i chronić rodzinę. Ty szukasz przywilejów systemowych, zamiast samemu stać się punktem odniesienia.



Przykład Sewella to porażka aktywizmu politycznego, a nie postawy duchowej. Aktywizm jest zewnętrzny i zależny od zgody mas; misja „Man of God” jest suwerenna. Jeśli Twoja postawa kończy się tam, gdzie pojawia się ryzyko więzienia, to nigdy nie była to misja, tylko polityczny hobbizm.

​Prezentujesz wybór: albo armia/bojówka, albo śmierć. To retoryka ucieczkowa. Większość mężczyzn przegrywa życie nie na froncie, ale w codziennym marazmie, bo boją się własnych żon i urzędników. „Man of God” buduje autorytet moralny, który nie potrzebuje karabinu, by być realną siłą.

​Błąd „Solidarności”: Czekasz na poparcie społeczne, by zacząć działać – to definicja pasywności. Ruchy masowe zaczynają się od jednostek, które przestały kłamać i brać zasiłki. Czekanie na „klan”, by zacząć dbać o własny kręgosłup, to logiczny absurd.

​Wyliczanie „miękkiego totalitaryzmu” i „feministycznych odpałów” to Twoje alibi dla własnego lenistwa. Używasz opisu zepsutego systemu jako tarczy, która ma maskować brak odpowiedzialności nawet za własną egzystencję i bezpieczeństwo.

​Twierdzisz, że w pierdlu misja znika. Historia (np. św. Paweł, Maksymilian Kolbe) dowodzi czegoś przeciwnego. Ich autorytet rósł tam, gdzie Twój zdaniem kończy się sens działania, bo ich misja nie zależała od zewnętrznej.

Każdy Twój argument służy wyłącznie uzasadnieniu, dlaczego „nie warto” się starać. Dobrowolnie oddajesz ster lewicowemu państwu, twierdząc, że skoro ono zabrało Ci porty, to masz prawo utonąć. To nie jest realizm, to kapitulacja i ucieczka przed sprawstwem.
@PanPacMan,

Twierdzisz, że muzułmanom jest „łatwiej”, bo system im pozwala na własne zasady. Prawdziwy „Man of God” nie potrzebuje licencji od lewicy, rządu ani sądów, by panować nad swoim charakterem i chronić rodzinę. Ty szukasz przywilejów systemowych, zamiast samemu stać się punktem odniesienia.


Ja mogę być bogiem imperatorem co wolą kreuje i unicestawia rzeczywistość.

Ja się pytam jak w tych warunkach ma funkcjonować typowy męski normik, ani słaby, ani silny, IQ równo 100, bez wybitnych talentów, bez wybitnych upośledzeń - czyli taki statystyczny mężczyzna których jest najwięcej w populacji - zwłaszcza że wszyscy w tych indywidualistycznych czasach są całkowicie zatomizowani i ich najwyższej rangi troską jest "jaką sobie następną zabawkę materialną kupię" (wersja materialistyczno-ateistyczna) ewentualnie "jutro niedziela, trzeba do kościoła a potem spotkanie rodzinne" (wersja społecznościowo-uduchowiona) - i tacy przeciętni mężczyźni funkcjonują w presji "kredyt trzeba spłacić, do roboty trzeba chodzić bo gówniarze muszą mieć co jeść, energii i czasu na nic nie ma oprócz weekendowy reset aby dociągnąć do kolejnego weekendu"

Oni w czasie pokoju i "nie-zrywu-narodowego" nie funkcjonują na poziomie "rozumienia interesu grupowego - tj rodowego z gotowością na poświęcenie" - bo dziś nacjonalizm to fuj, a poza tym mamy liberalizm i żryj paszę dla normików w ikei, a nie jakieś wyższe wartości jak patriotyzm czy dziedzictwo.

Przykład Sewella to porażka aktywizmu politycznego, a nie postawy duchowej. Aktywizm jest zewnętrzny i zależny od zgody mas; misja „Man of God” jest suwerenna. Jeśli Twoja postawa kończy się tam, gdzie pojawia się ryzyko więzienia, to nigdy nie była to misja, tylko polityczny hobbizm.


Ilu było takich co spaliło swój heroiczny potencjał w popiół, następnie będąc prawie zapomnianyminie osiągawszy nic.

Społeczeństwa nie są budowane wolą jednostek, ale zbiorczym wyrazem woli całej grupy. Jak cała grupa ma wyjebane, to lepiej aby jednostka poszukała sobie innej ojczyzny (popatrz na brytoli którzy uciekają z UK, bo nikt tam nie ma żadnych jaj gdy ciapaci rżną ich małolaty - nawet do takiego biedackiego kraju jak Polska)

​Prezentujesz wybór: albo armia/bojówka, albo śmierć. To retoryka ucieczkowa. Większość mężczyzn przegrywa życie nie na froncie, ale w codziennym marazmie, bo boją się własnych żon i urzędników. „Man of God” buduje autorytet moralny, który nie potrzebuje karabinu, by być realną siłą.

​Błąd „Solidarności”: Czekasz na poparcie społeczne, by zacząć działać – to definicja pasywności. Ruchy masowe zaczynają się od jednostek, które przestały kłamać i brać zasiłki. Czekanie na „klan”, by zacząć dbać o własny kręgosłup, to logiczny absurd.


Chodzi o coś innego - niezrozumienie.

Zrobisz coś - ludzie popatrzą jak tępe krowy przeżuwajace trawę.

Nie ma człowieka który sam zmienił świat- taki człowiek prawie znikąd - Aleksander Wielki potrzebował swoich armii - bez nich był nikim - a pytanie czy dziś są takie armie które mogłyby dostrzec takiego Aleksandra Wielkiego?

""​Wyliczanie „miękkiego totalitaryzmu” i „feministycznych odpałów” to Twoje alibi dla własnego lenistwa. Używasz opisu zepsutego systemu jako tarczy, która ma maskować brak odpowiedzialności nawet za własną egzystencję i bezpieczeństwo.""

jak wyzej - mówię cały czas o perspektywie zwykłego człowieka.

To co się dzieje na Ukrainie to przeciwieństwo tego co się dzieje na zachodzie - widzisz tysiące Ukraińców w jednostkach jak III szturmowa, azov, kraken którzy w blasku pochodni ślubują obietnicę własnej śmierci dla sprawy. Ich życie jest poza tym światem.

To jest coś nie do pomyślenia na tym spedalonym ohydnym zachodzie, gdzie lepiej umrzeć jako stary pedał z podtrzymywanym życiem najnowocześniejszymi lekami na HIV, bo całe jego życie to był degeneracki jałowy lifestyle bez nawet przekazania własnych genów (a więc jednorazowa egzystencja - urodzil się w najlepszym miejscu do życia na Ziemi - amba fatima byo i ni ma - po nim nic, nie przekaże ani kultury ani genów, jedynie trochę materialnych śmieci) - oczywiście większość populacji zachodnich żyje mniej degeneracko - i wysrywa 1 potomka, ma w miarę normalne rodziny, cośtam wytwarza w PKB - ale w ujęciu holistycznym to ciągle ślizg w przepaść.

Zawołaj nawet w Polsce "pobór, żadnego zagrożenia życia, po prostu ćwiczenia wojskowe" to piszczą jak małe dziewczynki "ja prędzej ucieknę zieloną granicą na zachód" - nie chcą nawet nabyć potencjału do bycia bardziej odpornym (a więc przetrwania) na czas wojny.

Nie ja odpowiadam za przewinienia czy upartą ignorację innych ludzi, jeżeli ich wolą jest (nawet nieświadomie, pomimo ostrzeżeń) być jednorazową rozpałką w piecu obcej agendy - to nie będę ich żelazem i ogniem nawracał.
@PanPacMan, Ja chętnie bym podyskutowal, ale nie bardzo zrozumialem. Możesz jakoś jaśniej? Czy chodzi o to, że kobieta która nie ma 20 kg nadwagi, nie ubiera się jak twój kumpel, jest względnie atrakcyjna, nie rywalizuje z tobą, chce mieć dzieci i która dba o dom jest mitycznym bialym krukiem?
@Skalp, Problem w Twoim myśleniu polega na tym, że szukasz "normalności" jako gotowego produktu na półce, a zapominasz, że relacja to dynamika, która zależy od tego, co Ty wnosisz jako lider. Możesz znaleźć kobietę, która nie ma nadwagi i dba o dom, ale ona nigdy nie stanie się Twoim prawdziwym wsparciem, jeśli Ty nie będziesz miał misji, którą warto wspierać. "Pomocnik" to rola, która aktywuje się w kobiecie tylko wtedy, gdy widzi ona mężczyznę realnie zarządzającego swoim życiem i idącego w konkretną stronę. Zamiast zastanawiać się, czy takie kobiety jeszcze istnieją, zacznij budować swoją misję, bo dopiero wtedy ta normalność, o której piszesz, nabierze sensu i przerodzi się w trwały fundament. Tak ten o którym wspominam wyżej.
@PanPacMan, No dobra, teraz już jaśniej. Tak, doskonale wiem, jak to dziala, super facet przyciąga super babki i odwrotnie. Proste jak róg serwala. Przecież hipokryzją niesamowitą byloby chodzenie i wycie po lasach, że "dziś prawdziwych kobiet już nie ma".

Kluczowym za to elementem jest to, że jest ogromna dysproporcja w tym, jak wygląda rynek matrymonialny kobiet i mężczyzn. Facetów, którzy się starają zaimponować kobietom i robią coś realnie w tym kierunku jest znacznie więcej, niż kobiet w drugą. No i drugi element jest jeszcze taki, że kobiety będac obiektywnie na samym dnie hierarchii nadal mają pewne wymagania, co jest trochę absurdalne, a facet może być selektywny w poszukiwaniu kobiet dopiero przekraczają przeciętność.

Żeby też byla jasność. Ja nie mam pretensji do kobiet, ani do świata. Zwyczajnie jest to bardzo ciekawy temat, który mnie interesuje i jest to coś chyba bez precedensu w historii ludzkości. Ja podejrzewam, że nawet zawiadowcy systemu nie spodziewali się początkowo, do czego feminizm i atak na rodzinę doprowadzi, ale raczej im ten efet nie przeszkadza.
@Skalp, Masz rację co do diagnozy systemu i tej ogromnej dysproporcji, bo feminizm i rozkład tradycyjnych wartości faktycznie wywróciły rynek do góry nogami. Ale właśnie dlatego jedyną skuteczną drogą jest całkowite wyjście z tej licytacji na wymagania. W momencie, gdy facet realnie staje się Man of God i skupia się na doskonaleniu siebie oraz umacnianiu kregosłupa moralnego, zaczyna traktowac swoje cialo jak swiatynie a nie lunapark te wszystkie regulacje rynkowe po prostu przestają go interesować. Stając się prawdziwym mężczyzną w rozumieniu Boga, przestajesz być kimś, kto "zabiega" o uwagę na zepsutym rynku, a zaczynasz być kimś, kto kreuje swój własny świat. (Jesli postawisz Boga na 1szym miejscu, wszystko jest na swoim miekscu a mowiac dokldniej wraca na swoje prawidlowe miejsce) Podążając za misją, stajesz się atrakcyjny z automatu, bo reprezentujesz siłę i kierunek, których dzisiaj desperacko brakuje. Otrzymujesz od Pana talenty i autorytet ale to przychodzi pozniej.

To nie jest kwestia statystyki, tylko zmiany poziomu, na którym operujesz – zamiast prosić o wybór, stajesz się naturalnym punktem odniesienia, obok którego właściwy pomocnik nie przejdzie obojętnie.
@PanPacMan, Szanuję wiarę. Jeśli oprzeć to wszystko na Bogu, to w zasadzie wszystko staje się możliwe, bo Bóg "pracuje" w branży cudów. Calkiem wielu facetów potrzebuje wlaśnie takiego cudu, bo tak daleko odplynęli w zlym kierunku, a też portów ubylo, ale wtedy, może szczególnie wtedy się trzeba odwolać do najwyższej instancji.
@Skalp, Odwołanie się do najwyższej instancji to nie pasywne oczekiwanie na cud, ale przyjęcie konkretnego wzorca operacyjnego. Bóg nie jest zewnętrznym serwisantem naprawiającym rynek matrymonialny, ale fundamentem, na którym budujesz własną strukturę. 'Odpłynięcie w złym kierunku' wynika z braku wewnętrznego kompasu (misji). Gdy stajesz się Man of God, przestajesz szukać 'portów', bo sam stajesz się stabilnym lądem. To proces techniczny: doskonalenie charakteru i trzymanie się zasad moralnych zmienia Twoją wartość obiektywną. Cud następuje jako skutek uboczny Twojej transformacji, a nie zamiast niej. System może być zepsuty, ale Twoja indywidualna misja pozwala Ci działać poza jego ograniczeniami.
@kusanagi, samotność zniszczy każdego
@LocalHostError,
samotność zniszczy każdego


To takie proste duraczenie z gazet żydowskich. Realnie ten pęd młodych do wspólnego życia, to takie procedury duchowe wgrane przez Pana Boga w duszę młodych, by byli ze sobą, a gdy dziewczyna i chłopak są ze sobą, to dążą do bliskości a tradycja ich wiąże w związku małżeńskim. Potem Pan Bóg obdarzał ich dziećmi, choćby sami zainteresowani byli czasami przytłoczeni, że obowiązki utrzymania dzieci są duże.

Wyznawcy zła zniszczyli ten automatyzm i młodzi mogą być ze sobą, a unikać dzieci. Gdy młodzi mają pokręcone przez Złego wybory życiowe i baba z babą się parzy a chłop z chłopem, to wiadomo, że żadnych dzieci z tego nie będzie, a ci oszukani przez Złego ludzie odgrywają jedynie w ułomny sposób Boże procedury bliskości, które wypaczyły im się na samym starcie i nie służą niczemu pożytecznemu w oczach Boga.

Gdy w dojrzałym wieku ludzie mają dzieci i swój krąg znajomych, to o samotności nie ma mowy i choćby stare małżeństwa rozchodziły się, to już nie jest to jakoś szczególnie w Bożych procedurach oznaczone jako błędne zachowania. Bo ci dojrzali ludzie swoje Przeznaczenie Boże płodzenia i wychowania potomstwa wypełnili, a czasami lepiej tym ludziom w gronie swoich znajomych niż we wspólnym gospodarstwie domowym. Wobec takich ludzi zwykle nie ma sensu stosować ostrzeżeń o samotności.
>samotność zniszczy każdego

@LocalHostError, @kusanagi : może i tak. Ale to co martwe nie może już umrzeć (z tym odradzaniem się,w silniejszej wersji to oczywiście już ściema).

Cóż,wężowe plemie faktycznie jak zapisano w piśmie zmiażdzyło nam piętę, da Bóg znajdziemy siłę,by w zamian zmiażdżyć mu głowę.
@kusanagi, gdzieś słyszałem takie ładne zdanie, że to co u facetów nazywają feministki i inne baby kryzysem wieku średniego jest momentem gdy facet zrywa okowy narzucane przez społeczeństwo i zaczyna żyć dla siebie.
@dodge_durango, Jak dotąd byłem przekonany, że kryzys wieku średniego objawia się refleksjami na temat dotychczasowych osiągnięć, rozliczaniem się z własnymi planami, oczekiwaniami i ich realizacją.

Co prowadzi do depresji i apatii.

Może i jest to "życie dla siebie" ale co to za życie?
@Andrzej_Zielinski, zależy co się rozumie pod tym terminem. Moim zdaniem to raczej moment gdy, wg. feministek facetom odbija - kupują sportowe auta i uganiają się za "małolatami".
@dodge_durango, Z tym ostatnim. No wybacz ale tylko pedały się za młodymi ładnymi nie uganiają.
@kusanagi, po 40 to już za późno.

Wierz mi na słowo. Mam doświadczenie. 😕
@Andrzej_Zielinski, Nie ty jeden brachu,coraz bliżej tej granicy 4k a "czarodziejem" to już jestem dawno.

No nic, jak jej wysokość Anka Jagiellonka trzeba kupić trumnę do trzymania pod łóżkiem i cześć.

Albo jak nadzieja już całkiem umrze natłuc tyle parchatych demonów ile się da nim nadejdzie ciemność ?

Kto wie,kurwa - kto wie...
@Andrzej_Zielinski, Nie traćcie nadziei panowie, może jeszcze narobicie gówniarzy ku chwale ojczyzny
@kusanagi, Potwierdzam. Coś takiego możliwe. Słyszałem, że mam takiego w okolicy.

Jeszcze kilka milionów na koncie to może i u mnie się stanie.
@Andrzej_Zielinski, Za późno na co? Na mezalians? No nie sądzę. Wlaśnie najtrudniejszy dla faceta jest ten okres środkowy, moim zdaniem. Jako 18latek, czy 20late, to wystarczy, gdy jesteś pewny siebie, ewentualnie może jeszcze silny i przystojny [kwadratowa szczęka itd.], wszystko inne to jest już bonus. 30latka będzie już Ci weryfikować kapital, pewność siebie nadal będzie w cenie, ale to nie wystarczy. Dla ogromnej większości tych wypaczonych glów ogromna większość chlopów będzie po prostu mieć+umieć+być za malo. No to przecież najprostszym rozwiązaniem jest troszkę dociulać i szukać potem tych mlodych, których oczekiwania nie zdążyly urosnąć. Przy dobrych wiatrach może nawet uda się taką przy sobie utrzymać, jeśli przewagę statusu spolecznego też utrzymasz.