Ostatnio rozmawiałem z osobą, od dłuższego czasu pracującą w dużej spółce miejskiej. Co się robi w pracy oprócz pracy?
- zbiera haki
- działa na szkodę na firmy(granty za fikicyjne zamówienia)
- przerost zatrudnienia (praktycznie x2 vs analogi np z innego kraju)
- kreacja podspółek, które robią nic tylko służą za przechowalnie kadr
- koszty i kary dla miasta za złe zarządzanie (tragicznie złe! miliony)
- zarządzający to polityk z brązowym noskiem
I jeśli pomyślisz, że to przypadek, to prawdopodobnie jesteś niesamowicie naiwnym człowiekiem. To nie przypadek, to reguła. Nie trzeba tego tłumaczyć.
Z zewnątrz spólka wygląda cudownie - "to jest nasz miś", jak zajrzysz patologia pogania patologię, ale nikt tego nie widzi, a raczej większość ma w dupie, bo koszty są zgubione w budżecie miejskim. Zresztą "my tym misiem udowadniamy, że to nie jest nasz ostatnie słowo"
#gospodarka
Ale dlaczego o tym pisze, bo są jednak wariaci na tym świecie, którzy myślą, że jakby umieścić tylko odpowiednich ludzi to będzie lepiej. Że państwo może lepiej te spółki prowadzić niż prywaciarz.
Tak, gdzieś w nibylandii może. W świecie realnym nie może: jest to wbrew ludzkiej naturze by dbać o społeczne tak jak o swoje. Wiadomo, złe korporacje robią chujowe samochody co się psują, ale jakby tylko by pozwolić robić państwu auta, to by to były zapewne niezniszczalne Fiat 125p, albo Syrenki, albo Polonezy.
I z reguły takie idee o uspołecznianiu wszystkiego wypowiada lewactwo, także lewica. To normalne.
Kłopot, że u prawicy się pojawiają podobne pomysły, jakieś wizje rodem z książek SCI FI , że wystarczy tylko zmienić ludzi, bo przecież prywaciarz to złodziej i chce zarobić. Nawet tutaj na lurku.
Co jest przerażające. W sensie dostajesz feedback ze świata każdego dnia - nie , nie da się. A mimo wszystko słyszysz od kolejnej osoby - tutaj musi wkroczyć państwo
- zbiera haki
- działa na szkodę na firmy(granty za fikicyjne zamówienia)
- przerost zatrudnienia (praktycznie x2 vs analogi np z innego kraju)
- kreacja podspółek, które robią nic tylko służą za przechowalnie kadr
- koszty i kary dla miasta za złe zarządzanie (tragicznie złe! miliony)
- zarządzający to polityk z brązowym noskiem
I jeśli pomyślisz, że to przypadek, to prawdopodobnie jesteś niesamowicie naiwnym człowiekiem. To nie przypadek, to reguła. Nie trzeba tego tłumaczyć.
Z zewnątrz spólka wygląda cudownie - "to jest nasz miś", jak zajrzysz patologia pogania patologię, ale nikt tego nie widzi, a raczej większość ma w dupie, bo koszty są zgubione w budżecie miejskim. Zresztą "my tym misiem udowadniamy, że to nie jest nasz ostatnie słowo"

#gospodarka
Ale dlaczego o tym pisze, bo są jednak wariaci na tym świecie, którzy myślą, że jakby umieścić tylko odpowiednich ludzi to będzie lepiej. Że państwo może lepiej te spółki prowadzić niż prywaciarz.
Tak, gdzieś w nibylandii może. W świecie realnym nie może: jest to wbrew ludzkiej naturze by dbać o społeczne tak jak o swoje. Wiadomo, złe korporacje robią chujowe samochody co się psują, ale jakby tylko by pozwolić robić państwu auta, to by to były zapewne niezniszczalne Fiat 125p, albo Syrenki, albo Polonezy.
I z reguły takie idee o uspołecznianiu wszystkiego wypowiada lewactwo, także lewica. To normalne.
Kłopot, że u prawicy się pojawiają podobne pomysły, jakieś wizje rodem z książek SCI FI , że wystarczy tylko zmienić ludzi, bo przecież prywaciarz to złodziej i chce zarobić. Nawet tutaj na lurku.
Co jest przerażające. W sensie dostajesz feedback ze świata każdego dnia - nie , nie da się. A mimo wszystko słyszysz od kolejnej osoby - tutaj musi wkroczyć państwo
Codziennie_cos_nowego
0
Dps
0
Na czele spółek miejskich są politycy. Który konkretnie? Musisz odnaleźć.
Celowo nie podaje spółki czy nazwisk, bo przecież nie każdy kto rozmawia ma ochotę by jego opinie poszły w świat
dodge_durango
2
Do tego te budżety nie wynikają z faktycznego zapotrzebowania tylko z tego, ile udało im się wydać. Jak nie wydadzą wszystkiego co mogą, to za rok dostaną mniej, więc zawsze jest deficyt.
Dps
2
Nie słyszałem by ktoś płakał, że kupiłem sobie niepotrzebną reklamę na swoją działalność
Chyba bardziej trzeba by porównywać wielkie korporacje, ale nawet tutaj mówimy o prywatnym pieniędzy
dsol17
1
@Dps, Bo ci się nie przyzna a jak się przyzna, to zwali na pracowników, że to oni spierdolili sprawę.
A w firmach prywatnych rozbitych na działy dzieje się to samo tylko,że prezes tego już nie pilnuje więc się różne dziwne rzeczy odpierdalają.
Wszystkie rzeczy o których piszesz odpierdalają się i w dużych prywatnych firmach w których prezes wszystkiego już nie pilnuje każdego rzemyczka i guziczka.Wszystkie.
Wiesz jaka jest różnica @Dps ? A taka,że jak ktoś zacznie mówić o takich rzeczach w prywatnej firmie to zostanie uciszony pozwem,zwolnieniem itd i NIKT palcem nie kiwnie.NIKT. Gdyby Państwo takie rzeczy robiło (a często próbuje) to by podniósł się wrzask pod niebiosa o nadużyciach, totalitaryzmie itd.
Dps
1
W przypadku państwowej spółki wszystkie koszty ponosisz Ty - jako podatnik!, a dodatkowo błędne decyzje zazwyczaj nie są korygowane, a tylko jeszcze bardziej w nie się idzie. (Nie potrafię przełożyć na słowa: otwieramy lotnisko - nikt nie chce latać. Zamknąć? Nie - to byłaby polityczna klęska. Musimy je rozbudować!!)
Chyba że sugerujesz, że skala patologii jest WIĘKSZA w firmach prywatnych niż państwowych. To będzie karkołomna teza, ale możesz z nią powalczyć.
dsol17
0
>Ta różnica w ogóle nie ma znaczenia. Znaczenie ma takie że jeśli ja mam burdel w firmie to wszystkie koszty idą na mój biznes który zbankrutuje.
Zanim zbankrutujesz znajdziesz i wykorzystasz 1000 i 1 sposobów żeby te koszty zwalić na twoich pracowników i klientów,bo właśnie w tym większość przedsiębiorców jest dużo lepsza niż w korygowaniu własnych błędów w zarządzaniu. No chyba,że jesteś półgłówkiem lub botem jak @socjaldemokrata - wtedy zbankrutujesz za szybko by to ogarnąć...
>W przypadku państwowej spółki wszystkie koszty ponosisz Ty - jako podatnik!, a dodatkowo błędne decyzje zazwyczaj nie są korygowane, a tylko jeszcze bardziej w nie się idzie.
Nie twierdzę,że nie. Ale firmy - zwłaszcza te większe - godnie (/s) konkurują tu z państwem na głupotę i bezczelność. Bo w nich też często wydaje się niestety CUDZE pieniądze - i to działa właśnie TAK SAMO jak w firmie państwowej.
>Chyba że sugerujesz, że skala patologii jest WIĘKSZA w firmach prywatnych niż państwowych.
Tyle to nie. W prywatnych jest podobna (może niedużo mniejsza) ale za to dużo lepiej zakamuflowana. I z tym zakamuflowaniem to wcale NIE JEST zaleta,bo lekceważenie i zamiatanie pod dywan tych problemów sprawia,że są trudniejsze do wyeliminowania jak problemy z państwem gdzie już zawadza to o niemożliwość.
Dps
0
1 czyli różnicy nie ma, prywaciarz zarządza tak samo jak nominat Tuska 🤦🤦🤦🤦
2 jak traci prywaciarz to nie on traci tylko pracownicy! No skoro nie traci? Ty to się znasz. Czuć że ekspert🤦🤦🤦
3. No historie o dobrych pracownikach na L4 i krwiożerczych przedsiębiorcach. Jak ktoś przedstawia to jednostronnie to od razu czuć, że nie tylko paróweczkami nie handlował, ale w zasadzie został ostro skrzywdzony gdzieś w życiu ,🤦
Jest jakiś poziom głupoty, ale jak ktoś pisze, że nie ma różnicy w zarządzie między prywatnym właścicielem, a państwowym to jest to chyba dla mnie za dużo.
Ale dobra
W zasadzie jak komuna upadła?
Skoro państwowe zarządzanie jest tak samo dobre jak prywatne to komunizm mógłby spokojnie konkurować z zachodem. A ta nieznacznie niższe zarządzanie byłoby kompensowane tym, że nie byłoby marzy w gospodarce. Jak to się mogło stać🤔
dsol17
0
-wszędzie tam,gdzie zastępcą właściciela jest lokalny kieras - TAK
-gdy ten prywaciarz doszedł do tego co ma układami i przekrętami - WCIĄŻ TAK
-gdy ten prywaciarz co prawda dorobił się swoją ciężką pracą ale zarządzania to już za cholery nie kuma - NIESTETY ZWYKLE TEŻ TAK...
Pozostają prywaciarze którzy tacy nie są. ok.Szkoda,że na takich nie trafiłem za wielu... Tak dokładnie to ostatnio na szczęście trafiłem na takich ostatnich co dorobili się ciężką pracą i choć marginalnie są lepsi od nominantów Tuska to szału nie ma - może chcą dobrze,ale żydokomusza ministra od pracy i polityki społecznej też niby rzekomo chce ale rezultaty jej geniuszu heh no...
w całej swojej karierze miałem 1 L4.I na nim naprawdę chorowałem. Przyznaję że pracownicy też nie są święci.
wręcz przeciwnie,wielu ludziom z którymi przyszło mi pracować nigdy nie dałbym nawet zamiatać hali ani popilnować psa w ramach pracy. Ale bądźmy szczerzy - janusze biznesu są realni,a próba kanonizowania każdego przedsiębiorcy bo jest przedsiębiorcą więc na pewno z automatu musi być bardziej kumaty i lepej wydawać kasę jak urzędas to głupota...
Nie mógł bo państwowe NIE JEST tak samo dobre jak każde prywatne. Nie zrozumiałeś jednak,że to tzw. "prywatne" o którym ja mówię wcale nie różni się aż tak od państwowego w ramach komuny z sankcjowanymi "przedsiębiorcami" którym władza pozwala działać i kontrolą przez ludzi powiązanych z władzą całej reszty.
My w Polsce nie mamy w żadnym razie żadnego mitycznego "wolnego rynku".Prawdziwego tym bardziej nie.
A dlaczego komuna nie miała szans ?
1.Ponieważ zachód wówczas nie był przeżarty przez wielkie korpo (libertarianie nazywają to "etatyzmem" ale państwo=/=korpo,choć korpo to parapaństwo) a problemy z przedsiębiorczością o których mówię wiążą się z patologicznymi formami rynku gdzie przedsiębiorcami zostają osoby z układami lub osoby zupełnie przypadkowe i nowe w pozostawionych dla nich i tak mało oplacalnych niszach.
2. Ponieważ zachód miał zasoby/kapitał z byłych kolonii - upadek kolonializmu to dopiero lata 60-te a państwa bloku wschodniego startowały od powojennych zgliszczy
3. Sankcje gospodarcze i finansowanie ruchów wywrotowych. Komuniści co do wywrotowców i co do ruchow "demokratycznych" trochę racji mieli że były one wspierane i finansowane przez zachód celem realizacji interesów kapitału zachodniego - późniejsza "prywatyzacja" naszej gospodarki i jej wrogie przejęcie to potwierdza.
4. Ta sama centralizacja i rozproszenie odpowiedzialności w ramach komunizmu co w ramach obecnego "korporacyjno"-"rynkowego" tzw. "kapitalizmu" - tylko bardziej zatopiła komunę.
Dps
0
No dobra, od początku:
Nie żyjemy w Nibylandii gdzie ludzie wyzbywają się sympatii i stosunków międzyludzkich i te poza merytoryczne czynniki będą istnieć wszędzie.
Ale niezrozumienie, że SKALA tego wpływu jest nieporównywalna! W państwowym zakładzie lojalność partyjna jest najważniejsza, w prywatnym, nawet w korpo, wynik jest najważniejszy. Nawet jeśli nałożysz na to nakładkę ludzkich powiązań to będziesz miał SKALĘ patologicznych zachowań nieporównywalną. Ty to w ogóle przyjmujesz do świadomości, czy wg Ciebie ta skala jest dokładnie taka sama??
Co do komuny. Ja lubię jak ktoś pisze mądrze ale przecież punkt 2 to idiotyzm. Zssr miał 70 lat by zbudować gospodarkę. Niemcy w 45 miały dobrobyt po ... 10? 20 latach? Japonia, Korea. Nie chcę mi się sprawdzać po np pkb. Te państwa startowały od wojny od zera.
Kłopot jest taki, że rzeczywistość nie wygląda tak, że państwo zarządza tak samo jak prywatny. Bo prywatny właściciel dba o siebie. Nawet jeśli powierzył to kierasowi to ten kieras zostanie rozliczony z tego ile zarobił pieniędzy dla tego obrzydliwego prywaciarza. To jego własny interes będzie motorem napędowym wyboru kadr. Przy państwie tym motorem jest obowiązek zapewnienia, albo nawet stworzenia, stanowisk dla całego łańcucha ludzi, koterii które popierały dana opcję. Wynik firmy nie ma głównego znaczenia, a zapewnienie sobie poparcia. Układy. Wsparcie ludzi. Oczywiście to nie wyklucza, że na czele państwowej firmy znajdzie świetny człowiek, ale co do statystyki, kiedy kluczem jest poparcie, a nie wynik, to ostatecznie będziemy mieli słabe zarządzanie.
To jest diametralna różnica, która będzie miała wpływ na wynik. I obawiam się, że to nie jest jakaś kontrowersyjna teza, ale desperacko chcesz naciągnąć swój punkt widzenia.
Czy jest jakiś punkt mojej wypowiedzi który byłby oczywiście fałszywy w świetle faktów? Bardzo proszę
rencista
0
Dps
0
trochę tak