Lurker.land - tag #uzaleznienie

Zobacz: https://lurker.land/post/-ipgW5fbf
Data dodania: 1/10/2022, 11:54:38 AM
Autor: wokulski

#smiecizglowy epizod 42

Co jest nie tak waszymi radami? Dlaczego fora społecznościowe typu wykop są okropnym miejscem do wylewania swoich żali? Dlaczego ludzie z problemami się w nich pogrążają? Dlaczego nie można wyjść z kiepskich sytuacji? Dlaczego filozofia blackpill ciągnie zamiast odpychać?

Dawno temu czytałem dużo wpisów ludzi, którzy tkwili w depresji, albo narzekali na swój przegryw. Utożsamiałem się z nimi oraz widziałem podobieństwa. Zanim sam zacząłem się wypowiadać, minęły lata.

To co było charakterystyczne dla tych wpisów to ciągły marazm, topienie się we wspomnieniach oraz wszechogarniający ból i niemoc. Większość osób, która się udzielała robiła to, ponieważ nie miała nikogo komu mogłaby się zwierzyć, albo została zraniona. Różnie to bywało. Posty i komentarze ciągle kręciły się wokół tego samego, a każdy jeden wstawiał historię podobną do poprzedniej. Nigdy nie nudziło mi się tego czytać. Zawsze było coś, z czym mogłem się zgodzić i podejrzewam, że wielu, których utkwiło w tym błędnym kole, też to widzieli.

Najróżniejsze historie. Setki ludzi i ciągłe odczuwanie bólu, który czułem ja, ty, oni. Nic to nie dawało, ale przynosiło ulgę, bo nie byłem w tym sam. Mimo, że siedziałem sam przed monitorem, albo w ekranie telefonu to czułem więź z tym człowiekiem.

Do zachowań toksycznych i poglądów, które wielu z was się nie podobają przejdę później. Bo ci, którzy przestali komentować te wpisy, albo przestali w ogóle je czytać, wiedzą o czym mówię.

Osoby spoza kręgu ludzi chorych, albo te, które z tego wyszły dawały rady. Idź pobiegaj czy coś, zmień pracę, idź do barbera, zmień dietę etc. Rady same w sobie nie były złe i każdy kto wydostał się z tego, wie że ma to olbrzymi wpływ na nasze samopoczucie, jednak coś było nie tak z nimi i nie chcieli ich przyjmować, albo podawali kontrargumenty. Idź pobiegaj czy coś stało się formą mema i teraz jest wyśmiewane, jednak geneza tej rady jest trochę głębsza i cały sens się zatracił przez powtarzalność. Chodziło w tym o coś więcej.

Nie liczy się cel wędrówki, a droga ku niemu.

Zaczynam łagodniej, ale gdybym miał opisać wpis tego typu to przerysowałbym go tak:

OP: Jest mi źle i tragicznie! Mam kiepskie życie i nie wiem co zrobić! (opis sytuacji, życia, zdarzenie)
Kom1: Mam tak samo. (Okazanie wsparcia i zrozumienia)
Kom2: Próbowałeś mniej się przejmować? (Kogoś poruszył wpis i próbuje zrobić ,,coś” i nie wie co)
Kom3: Ogarnij się! Inni mają gorzej! (Najgorszy typ, przez który tylko OP się pogrąża)
Kom4: Miałem to samo, musisz zrobić to i to. (Może i miał, ale zapomniał swoje początki i nawet gdy to uwzględni to zapomni o wielu czynnikach, które mu w tym pomogły, a nie są w zasięgu OPA)

Ludzie w depresji zazwyczaj mają wybudowany mur wokół siebie, przez który nie wpuszczają nikogo. Zazwyczaj mają jakąś mała bramę, przez którą można się dostać do środka, ale w wyniku doświadczeń jest tak samo ciężka do sforsowania jak mur. Przykre jest, gdy ktoś wrzuca wpisy obnażające jego słabości, uchyla odrobinę bramę, a potem pojawi się ktoś, kto powie, że inni mają gorzej, przestał obwiniać rodziców, że go bili, bo teraz jest dorosły etc. Brama wtedy jest znów zamykana i nie trafia do niego nic. Chociażbyś przekazał mu coś wartościowego i faktycznie mogącego pomóc, to w jednej chwili wszystko trafia szlag, bo powiesz coś, co go dotknie, a wtedy będzie się bronił. Zamknie bramę i nie wpuści nikogo do środka.

Nie zarzucajcie ludziom w depresji braku empatii, oni mają jej o wiele więcej niż osoby zdrowe, a do tego są bardzo wrażliwi. Wszelkie negatywne komentarze czy to do ludzi w sieci, czy gdybyście znali kogoś takiego w swoim otoczeniu zamkną taką osobę w sobie i nie będzie się czuła przy was swobodnie.

Frustrujące? Na pewno. Sam nie mam cierpliwości mimo tylu lat tkwienia w takim marazmie. Nie komentuje i nawet już nie przeglądam takich postów z prostego powodu: Nie mam do tego cierpliwości by zbawiać wszystkich ludzi z depresją. To co opisuję to porady dla tych, którzy chcą zrozumieć, albo pomóc komuś w takiej sytuacji.

Jeśli nie chcesz pomóc w sposób, w którym naprawdę możesz pomóc to tego nie rób wcale. Przez takie gadanie, pouczanie i atakowanie tych osób stworzyła się jedna z najbardziej toksycznych grup jakie znam i odpowiedzialni za nią są osoby, które tych ludzi najbardziej gnoiły i kazały się im ogarnąć.

Zaraz do tego przejdę, ale żeby lepiej to zrozumieć odniosę się do czegoś innego:

Poszedłem na terapię grupową i dała mi ona naprawdę dużo. Profesjonaliści mający doświadczenie z takimi jak ja, otoczony grupą podobnych. Mój sceptycyzm nie pozwalał mi wierzyć w skuteczność takiej praktyki, kiedy siedzimy sobie razem w kółku i każdy coś mówi. Bite gadanie 5 godzin przez 5 dni, przez kilka miesięcy. Jednak ten okres wspominam wyjątkowo miło i jako ciekawe doświadczenie.

Jedną z rzeczy, które robiła ta terapia to burzyła mury, które mieliśmy. Długi czas się otwieraliśmy, gadaliśmy coraz więcej o nas i o naszych uczuciach. Budowaliśmy grupę ludzi, która sobie nawzajem ufała i czuliśmy się bezpieczni. Nikt nas nie krytykował, nikt dla nas nie był niemiły. Tematy były ciężkie, ale jak jedna osoba się przełamała to potem już leciało. Obnażało się swoje najgorsze demony i mury upadały.

Wtedy był najgorszy okres, bo gdy mury upadły przychodził czas by brutalnie bić po mordach i pokazać co z nami jest nie tak i co z tym zrobić. Wiele osób wymiękło i nie przychodziły nawet kilka dni. Ci, którzy to wszystko przetrwali wyszli zupełnie inni niż gdy tam weszli. Nawet jeśli od nowa zbudowałeś mur to miałeś intruza, który od środka zaczynał ci sabotować jego budowę. Z różnym skutkiem on sobie radził, wszystko zależało od terapeuty, ludzi wokół i ciebie samego.

Nie mam wątpliwości, że gdyby ktoś od razu zastosował terapię szokową to nic by to nie dało, bo póki istnieje mur to nic nie zrobisz.

Mówienie komuś w depresji, że się użala, wzmacnia mur.
Mówienie komuś w depresji, że inni mają gorzej, wzmacnia mur.
Mówienie komuś w depresji, żeby próbował się uśmiechać, wzmacnia mur.

Co w takim razie osłabia mur? Czas, rozmowy bez wyrzutów, zrozumienie, poczucie bezpieczeństwa i nienachalne próbowanie wyciągnięcia go z marazmu.

Nienachalne to kluczowe słowo! Jak nie ma ochoty, to zmuszaniem wzmacniasz mur.

Denerwujące? Na pewno! Do tego jeszcze wyczują, jak robicie to z przymusu i już was nosi. No tylko złość i agresja wam zostaje. Nie daj boże, żeby spotkało to waszych partnerów, albo najbliższe osoby. Można zgłupieć, a co dopiero mówić o tysiącach takich ludzi.

Jeszcze wyczują, że musicie się z nim jak z jajkiem obchodzić i czują się jeszcze gorzej. Dlatego polecam przekonać takich ludzi na terapię.

Wiecie co nie niszczy murów, ale pozwala dostać się do środka? Odpowiedzi na pytania, które tysiące takich ludzi sobie zadaje. Nie te trudne, jakie ja przeżyłem na terapii. Łatwe odpowiedzi, które nie naruszą konstrukcji muru, a nawet go wzmocnią.

Wiecie co musiałem odkryć na terapii i każdy inny? Obwinialiśmy się za wszystko złe co się wydarzyło, co się dzieje i co będzie się dziać. Branie odpowiedzialności za wszystko i wszystkich. Szczególnie to było widać u osób z nerwicą, wtedy terapeuta zaczyna nas uświadamiać, że nie jesteśmy za wszystko odpowiedzialni, ale robił to z rezerwą i delikatnie, aby nie popaść w drugą skrajność i nawet się z tym nie krył. Powolne uświadomienie, że dzieciństwo jednak miało wpływ na nasze życie i nie jesteśmy odpowiedzialni za innych ludzi, a niektóre sytuacje po prostu się dzieją i będą dziać. Oprócz tego uświadamiał nas na co mamy wpływ i co możemy robić.

Ja jeszcze jakimś cudem nie obwiniałem wszystkich wokół i sam brałem na siebie winy. Do terapii to myślałem, że to jest moja wina, że rodzice mnie tłuką, a to wszystko co mnie spotkało to moja wina. Dziś by to nie przeszło jeśli kogoś by stąd zabrać i wpuścić na terapię.

Pogarda, brak taktu i atakowanie ludzi z tym schorzeniem doprowadziło do tego, że zamknęli się na ludzi, którzy chcieli dla nich dobrze i otworzyli się dla kogoś, kto ich w tym stanie utwierdzał. Głaskał po głowie, mówiąc, że to nie ich wina. Tamci ludzie byli tego potwierdzeniem i powstały wtedy ciekawe ideologie, a raczej stały się bardziej popularne u ludzi uważanych za przegranych.

Nastąpiło wtedy skupienie całkowite na winę otoczenia, genów, dzieciństwa i praw rządzących naturą. Pozwoliło to ładnie uporządkować świat i doprowadzić do tego, że świat nadal był kiepski, nadal było źle, ale przynajmniej w tym bezmiarze chaosu, bólu i cierpienia wyłonił się porządek, który pozwolił na zrozumienie tego świata.

Może i nie poprawiło to ich sytuacji, ale zrozumieli dlaczego się tutaj znaleźli oraz mieli winnego. To działa różnie, dla jednych to oznaka by działać, a dla drugich to było usprawiedliwienie, żeby zostać w punkcie, w którym są teraz, bo i tak nie mają na nic wpływu.

Dlaczego więc artykuły i teksty w internecie odnośnie depresji i jak z niej wyjść etc. nie były dobre? Jest kilka odpowiedzi, ale tutaj zastosuję subiektywną opinię, zamiast tłumaczyć ogół.

Wertując takie artykuły szukałem rad, pocieszenia, albo ulgi. Rady były nieosiągalne, zamiast ulgi, narastała frustracja, a w wyniku tych dwóch pocieszenia nie znalazłem. Dlaczego? Ponieważ mimo że w Polsce na jedną kobietę zabija się dziesięciu facetów to wszystkie artykuły były napisane lub poświęcone kobietom. Nie znalazłem nic dla mnie, nie znalazłem opisów pasujących do mnie. Siedzę sam w pustym mieszkaniu, chce się zabić, każdy dzień to katorga i próbuję coś z tym zrobić, a czytam kolejny artykuł, w którym się okazuje, że ktoś faktycznie był w depresji. Faktycznie wyszedł z niej, ale zakrawa na ironię czytać, że były potrzebne tylko chęci, kiedy cały opis temu przeczy. Nie twierdzę, że nie były chore i nie umniejszam kobietom w tym, ale zbyt często przewijało się w tym, że mieli wsparcie, kochającą rodzinę, chłopaka, który o nich dbał i pozwolił leżeć i przeżyć tę chorobę. To jest ważne, jednak co ma zrobić samotny facet, odcięty od rodziny?

Kiedy próbujesz, nawet bierzesz te rady do siebie idź pobiegaj czy coś. Dbasz o siebie, rozwijasz się i ogólnie słuchasz tych rad (robiłem to bardzo długo) a one i tak nie dają efektu to dopada cię frustracja i szukasz rzeczy, które do tego doprowadziły. Dlaczego pomimo tego, że robię wszystko tak jak jest tam napisane, tak jak mi proponują ludzie i staram się jak mogę to czuję się tylko gorzej?

Zazwyczaj jest jedna rzecz, która do tego prowadzi. Mówcie co chcecie o piramidzie Maslowa, jednak jest bardzo ciężko realizować potrzeby wyższej potrzeby, bez zrealizowania tych niższej (albo na odwrót). Piramida bez fundamentów się zawali zawsze. Brak wsparcia i kogoś w prawdziwym życiu kto może ci pomóc jest bardzo uciążliwy i nie potrafię znaleźć przykładów, ani osób, które wyszły z tego pomimo bardzo złych przeżyć same.

Jak ktoś twierdzi, że terapia nic nie daje i są to przyjaciele za pieniądze i będzie to mówił osobom, którzy mają problemy to jesteście ignorantami, albo bardzo złymi ludźmi, lubiącymi sprawiać innym cierpienie. Terapia daje ,,coś” tak jak ,,coś” da ci przeczytanie tego tekstu. Może spojrzysz na osoby z depresją inaczej, może w końcu ich zrozumiesz. Kiedyś napisałem wpis odnośnie samobójstw dla pewnego użytkownika, który zadał mi na ten temat pytanie. Zrozumiał i zmieniłem jego podejście do tego, tak że na ostatnie pytanie mu już nie odpowiedziałem, bo sam do tego doszedł na podstawie mojej odpowiedzi. Terapia będzie naruszać mur i wpuszczać do środka informacje z pozoru błahe i nic nieznaczące. Na każdego działa coś innego i potrzeba wiele sesji, by odkryć co.

Tak, terapeuta to przyjaciel za pieniądze i co z tego? Ty zadajesz się z ludźmi bezinteresownie? Utrzymujesz kontakty, których nie chcesz? Jeśli tak to idź do przyjaciela za pieniądze to ci wytłumaczy, że jednak tak nie jest, albo uświadomi ci, że masz jakąś chorobę psychiczną.

Szkoda, że terapeuta musi istnieć, bo większości ludzi ma brak empatii i zrozumienia na tyle, żeby móc pomóc innym i trzeba chodzić do kogoś, kto rozumie, albo po prostu wie co powiedzieć i jak się zachować i chce ci pomóc. Inkasuje za to pieniądze? I co z tego? Mi było już brak siły na pomaganie wszystkim wokół bezinteresownie, ale gdybym brał za to pieniądze to bardzo bym się w tym spełnił.

To dlaczego filozofia blackpill tak trafia do tych ludzi? Zastanówcie się nad tym na podstawie tego co opisałem do tej pory.

Mam nadzieję, że trochę rozjaśniłem sytuacje i nawet jeśli nie bezpośrednio to pośrednio udzieliłem odpowiedzi na pytania. Nie odpowiadam za ogół, ale chciałbym wiedzieć na ile się zgadzacie z tym co napisałem i na ile jest to prawda. Temat był dłuższy niż myślałem i w zależności od pytań może napiszę jeszcze jeden wpis.

W ogóle pominąłem jeden istotny element, ale to dlatego, że nawet o nim wspominając, mógłbym doprowadzić do całkowitego skupienia na nim i zatracenia całego sensu mojej wypowiedzi.

To wszystko co tutaj opisałem można odnieść nie tylko do depresji, ale także do fanatyków, którzy są za wszelką cenę przy swoich poglądach politycznych,religijnych, osób uzależnionych, etc. Trzeba zdobyć zaufanie, naruszyć mur i wpuszczać intruza. Wbijanie się z taranem nic wam nie da.

Następnym razem zastanówcie się czy warto dawać rady, albo kogoś ,,uświadamiać” bo może nie robicie tego dobrze, a poza tym kosztuje was za dużo wysiłku i po co wam to?

#przegryw #depresja #blackpill #uzaleznienie


Zobacz: https://lurker.land/post/RS3oAhub4
Data dodania: 1/2/2022, 12:43:45 PM
Autor: wokulski

#dnibezdymu 2/365

Niewypalone papierosy: 20
Zaoszczędzone pieniądze: 15
W ciągu poprzedniego dnia: Unormowało się ciśnienie krwi. Unormował się tlen we krwi. Unormowało się tętno.
Do pozbycia się fizycznych dolegliwości związanych z rzucaniem zostało: 13 dni

Udało wam się dotrwać do drugiego dnia? Pierwsze dwa tygodnie będą najgorsze potem już z górki. Uśredniając, że każdy z nas palił paczkę dziennie, a paczka kosztowała 15 zł będę zapisywał ile teoretycznie pieniędzy zaoszczędziliście i ile papierosów nie zapaliliście. Jeżeli ktoś chce prowadzić indywidualne zapiski to polecam do tego aplikacje typu: Flamy, QuitNow, gdzie możecie to dopasować indywidualnie do was. Zachęcam do wklejania w komentarzach waszych wyników z aplikacji.

Motywacja od użytkownika:

Każdy papieros to około 70 groszy z czego 50 groszy trafia do dyspozycji rządu.

PS. Nasza społeczność lurkowa jest na tyle mała, że nie widzę sensu wołać do każdego wpisu i nie jest to wykop gdzie tagi nie działają

#papierosy #uzaleznienie


Zobacz: https://lurker.land/post/HZzrgEkVE
Data dodania: 1/1/2022, 2:00:11 PM
Autor: wokulski

#dnibezdymu 1/365

Ponieważ dzisiaj jest pierwszy dzień roku to wiele osób na pewno postanowiło rzucić palenie
Jest to ciężkie zadanie i wielu ludzi upada już w kilka pierwszych dni, dużo osób na pewno upadło jeszcze zanim dodałem ten wpis, jednak liczę na to, że uda mi się zebrać kilka duszyczek, a także tych którzy się poddali, żeby spróbowali raz jeszcze.

Wszystkich, którzy zaplusują ten wpis będę wołał codziennie, żeby zobaczyć ilu z nas zostało i żebyśmy mogli się nawzajem wspierać w kryzysowych sytuacjach.

Byśmy mogli w naszej małej społeczności w końcu mogli rzucić to gówno i pomagać sobie w chwilach zwątpienia.

Nie wiem jakby ten tag miał wyglądać i co moglibyśmy tu dodawać. Zdam się na naszą fantazję i ukształtujemy ten tag tak jak chcemy.

Może jakieś ciekawostki odnośnie palenia? Cytaty motywujące? Porady jak zwalczyć głód? ITD.

W każdym razie trzymajmy się w tym razem i dotrwajmy do końca 2022 roku.

#palenie #uzaleznienie #rzucaniepalenia #papierosy


Zobacz: https://lurker.land/post/00KItCd-C
Data dodania: 11/22/2021, 7:53:34 PM
Autor: wokulski

Podjąłem decyzję.
Mimo że palenie pomagało mi bardziej niż leki. Były miłą odskocznią, pomogły mi w relacjach z innymi ludźmi i ogólnie były dla mnie przyjemnością to zdecydowałem, że kończę z tym gównem.
Nie chodzi o pieniądze. Nie było mi szkoda pieniędzy, póki mi pomagały w depresji i zyskałem dodatkowe przerwy w pracy ( ͡º ͜ʖ͡º) bo przecież stać 5 min bez celu jest nienaturalne, a palenie już tak.
Chodzi o zdrowie. Zamiast pomagać to stały się rutyną i dołożyły mi problem. Ciężko mi się oddychało, coraz większe problemy ze skupieniem etc. Nie wiem co jeszcze, bo podejrzewam, że kawa też robi swoje i narazie jej nie piję, ale nie jest to postanowienie jak przy fajkach.

W każdym razie życzcie mi powodzenia.

PS. Znacie jakieś pomysły żeby sobie wynagrodzić, albo zamienić przerwy w pracy, za ten brak palenia?

#palenie #papierosy #uzaleznienie #depresja


Zobacz: https://lurker.land/post/xAPEHUo_x
Data dodania: 9/3/2021, 10:57:12 PM
Autor: cheater

#ciekawostki #psychologia #uzaleznienie #narkotykizawszespoko

Ogólnie rzecz biorąc, niski poziom inteligencji emocjonalnej wskazuje na ryzyko rozwinięcia uzależnień25. Nieliczne badania nad rolą inteligencji emocjonalnej w uzależnieniach od poszczególnych substancji i zachowań, podsumowane w bardzo dobrym przeglądzie Kuna i Demetrowicsa26 wykazały, że interakcja między nimi zależy od rodzaju uzależnienia.

Wiele prac wskazuje, że poziom inteligencji emocjonalnej jest szczególnie silnie obniżony u alkoholików, zwłaszcza z zespołem Korsakoffa: alkoholicy z reguły zawyżają w swej ocenie intensywność emocji innych, zwłaszcza emocji negatywnych, często fałszywie interpretują wyraz twarzy (np. smutek jako gniew)27, 28, 29, 30. To upośledzenie inteligencji emocjonalnej przy równoczesnym podniesieniem poziomu agresywności jest częstą przyczyną wchodzenia w konflikty z użyciem przemocy. Istnienie wyraźnego związku między alkoholem a inteligencją emocjonalną potwierdziły badania nad młodzieżą, w których wykazano odwrotną korelację pomiędzy poziomem inteligencji emocjonalnej i ilością spożywanego alkoholu31. Wyniki badań nad inteligencją emocjonalną u palaczy tytoniu są dość rozbieżne — w nowszych badaniach nie wykazano zależności między nasileniem palenia a poziomem inteligencji emocjonalnej32, ale wydaje się, że osoby uważające, że gorzej kontrolują swoje nastroje są skłonniejsze do nikotynizmu i zaczynają palenie wcześniej31. Wyższa inteligencja emocjonalna działa jako czynnik hamujący rozwój nałogu, zwłaszcza powodując uwzględnienie społecznych skutków palenia33.

Pierwsze badania nad osobami stosującymi substancje nielegalne wykazały, że ich inteligencja emocjonalna jest niższa od inteligencji emocjonalnej terapeutów34 (co było łatwe do przewidzenia, zwłaszcza że terapeuci powinni się wyróżniać ponadprzeciętna inteligencją emocjonalną), ale dalsze dały wyniki sprzeczne, zwłaszcza, ze nie definiowały, o jakie substancje chodziło. Obserwacje kliniczne sugerowały, że różne substancje uzależniające w odmienny sposób wpływają na inteligencję emocjonalną21, 35

Badania, w których zajmowano się konkretnymi substancjami wykazały, że heroiniści charakteryzują się niższą inteligencją emocjonalną w zakresie rozpoznawania emocji, ale są w tym względzie wyraźnie lepsi od alkoholików lub heroinistów nadużywających równocześnie alkoholu36.

W przypadku marihuany uzyskano oczywiście wyniki kontrowersyjne (niestety bardzo często wyniki badań nad tą substancją zależą — może nawet nieświadomie — od nastawienia badacza). Pierwsze badania Limonero i wsp. wskazywały, że większe ryzyko uzależnienia od marihuany mają osoby o obniżonej zdolności kontroli emocji, natomiast wysoka umiejętność rozpoznawania uczuć łączy się z uważaniem marihuany za niebezpieczną i zmniejsza wchodzenie z nią w kontakt37. Jednak w przeciwieństwie do tych wyników, nowsze prace nie wykrywają żadnych różnic między inteligencją emocjonalną palących i niepalących konopie38. Z użytkownikami ecstasy kłopot polega na tym, że zawsze stosują też inne substancje. Z porównania „polyusers” biorących dodatkowo ecstasy i nieużywających jej wynika, że dodatek ecstasy obniża inteligencję emocjonalną39, ale w innych badaniach nie stwierdzono różnicy między zażywającymi ecstasy, używającymi marihuany, oraz niebiorącymi żadnych substancji. Jeżeli jednak biorących ecstasy podzielimy na dbających o zdrowie (robiących regularne przerwy w tańcu, kontrolujących pobieranie płynów) i niefrasobliwych, to inteligencja emocjonalna u tych ostatnich jest znacznie niższa niż u ostrożnych38.

Przy uzależnieniach behawioralnych wykazano, że uzależnieni od internetu mają gorsze wyniki w testach na inteligencję emocjonalną40, podobnie jak nastolatki (15-19 lat) kompulsywnie kupujący w galeriach handlowych41. Niska inteligencja emocjonalna wskazuje też na większe ryzyko zostania hazardzistą, z tym, że hazardziści o wysokiej inteligencji emocjonalnej uważają, że lepiej potrafią kontrolować swoje skłonności do hazardu42. Wiele badań wskazuje też na związek z zaburzeniami odżywienia typu anoreksji i bulimii, ale nie wykazano, aby inteligencja emocjonalna wpływała na zależność pomiędzy afektem negatywnym i symptomatologią bulimii43. Podobnie nie stwierdzono związku pomiędzy poziomem inteligencji emocjonalnej a zespołem obsesyjno-kompulsywnym (dawniej nazywanym nerwicą natręctw)44.


Zobacz: https://lurker.land/post/hLhz5ZJEY
Data dodania: 5/7/2021, 7:05:48 PM
Autor: wokulski

Wpis powstał na podstawie filmu na youtube pt. Jak działa uzależnienie: https://www.youtube.com/watch?v=H_Jq4F3sP4I a także na podstawie moich doświadczeń, opisów innych internautów oraz we współpracy z Międzynarodowym Instytutem Danych z Dupy. Serdecznie zapraszam.

Ocena całej sytuacji i wszystkie spostrzeżenia są czysto subiektywne.

Uzależnienia są skutkiem problemów, a nie ich przyczyną

Opisując ostatnią historię: (https://lurker.land/post/bIZxyDwzR Nie jest potrzebna do zrozumienia wpisu, a jest tylko dodatkiem i moim eksperymentem) chciałem przedstawić jedną z wielu historii, jakie ludzie znają i co poniektórzy mogą się identyfikować, aby wyjaśnić dlaczego ludzie popadają w uzależnienia. Do napisania tego wpisu skłonił mnie jeden komentarz, pod jednym z moich ostatnich wpisów, brzmiał on mniej więcej tak:

Dawanie klapsów dzieciom jest wstępem do bicia, tak samo jak marihuana jest wstępem do cięższych narkotyków.

Udzieliłem wtedy prostej odpowiedzi: Jeśli jesteś słaby psychicznie i sobie nie radzisz to tak właśnie jest.

Tematem wpisu było zupełnie co innego i nikt tego nie ciągnął, więc postanowiłem rozwinąć go teraz. Dawanie klapsów dzieciom było wstępem do ich bicia w wielu przypadkach. Gdy dziecko, krzyczy, awanturuje się, wchodzi ci na głowę to koniec końców, któregoś dnia możesz zastosować użycie klapsa, by je uspokoić (klaps czyli uderzenie otwartą dłonią w pośladki dziecka) i nagle przekonasz się jak proste jest to rozwiązanie i jak szybko udało się ci ustawić dziecko do pionu. Rozmowy nic nie dawały, a klaps tak? Opisywałem to szerzej w mojej trylogii odnośnie bicia dzieci (https://lurker.land/post/EvMJE8cZn) dlatego nie będę się rozwodził na ten temat. Skupię się na tym co następuje w osobach słabszych psychicznie, nie radzących sobie z problemami.

Przekonując się że to działa, rozpocznie regularne dawanie klapsów, co szybko przerodzi się w bicie. Skończą się krzyki, bicia, awantury, a dziecko stanie się całkowicie podległe swojemu katowi. Proste rozwiązanie dające spokój.

Osoby popadające w uzależnienia to zazwyczaj jednostki z problemami psychicznymi, wynikającymi z wielu czynników, niekoniecznie zależnych od nich samych. Mogą to być warunki rodzinne, ekonomiczne, genetyczne, które kształtują zachowanie i poglądy danej jednostki. By zrozumieć szerzej ten temat, opiszę eksperyment z szczurzym parkiem, który został omówiony w wyżej wymienionym przeze mnie filmiku.

Ogólnie założenie wielu naukowców, mediów, zwykłych szarych ludzi, było proste. Jak dasz komuś możliwość wzięcia używek to on z nich skorzysta, dlatego powinno się zabronić sprzedawania narkotyków, alkoholu i innych, ponieważ ludzie są idiotami i każdy tylko myśli, żeby się upić, naćpać i walić bez gumy.

Na potwierdzenie tych argumentów, naukowcy przeprowadzili eksperyment na szczurach, które zamknięto pojedynczo w klatkach i miały do wyboru dwa dozowniki: jeden to była zwykła woda, drugi woda z heroiną. Oczywiście szczury w większości wybierały wodę z heroiną, a badania posłużyły mediom, dużym firmom i politykom do udowodnienia swoich racji. Ludzie są tacy sami i jak dasz im wybór to będą woleli się naćpać. Przez wiele lat to kłamstwo było tak skutecznie propagowane, że do dziś zwłaszcza u osób starszych można usłyszeć, że marihuen to wstęp do gorszego świństwa. Co jest nieprawdą, ale tutaj też wchodził czynnik związany z ekonomią i polityką. Szerzej ten temat, mogę omówić, gdy ktoś będzie ciekawy. Jeśli mam opisać to w skrócie to powiem tak: Koniec prohibicji, doprowadził do tego, że potrzeba było przyczepić się do czegoś innego. Duże firmy dużo by straciły, bo wytwarzały materiały, szkodząc środowisku i za wiele większą kwotę, niż można by to było robić z konopi indyjskich.

Wracając do tematu. Szczury to zwierzęta stadne, więc jakiś co bardziej rozgarnięty facet stwierdził, że badanie to jest dziurawe i niezbyt miarodajne, więc wymyślił, że przeprowadzi ten eksperyment po swojemu. Jako iż trochę na szczurach się znał to wiedział: potrzebne są im zabawy i co najważniejsze drugi szczur. To takie podstawy w ich hodowli.

Zbudował szczurzy park rozrywki, zapewniając im wszelkie wygody i zabawy jakich potrzebują, a także ogarnął stadko, które wpuścił do zbudowanej przez siebie placówki. Nie zapominając oczywiście o dwóch dozownikach: z wodą i heroiną.

I co? Nagle okazało się, że szczury jednak nie lubią heroiny, a mając zapewnione wszystkie swoje potrzeby nie tykały używki Nawet jeśli parę się takich osobników trafiło, to szybko przestawały korzystać z tej możliwości, bo były wykluczone przez resztę zgrai. Co ciekawsze, szczury wcześniej zamknięte w jednoosobowych celach, które uzależniły się od hery, lądując w szczurzym parku, szły na dobrowolny odwyk i wracały do życia społecznego.

Jednak ludzie są inni od zwierząt czyż nie? No nie do końca. Zasada działania jest ta sama, tylko mamy bardziej skomplikowany system społeczny, jednak zaraz do tego wrócę.

W filmie został podany przykład z żołnierzami, którzy podczas wojny w Wietnamie, popadli w nałóg i zaczęli regularnie brać heroinę, bo nie mogli sobie poradzić z wojną, ciągłą wizją śmierci itp. Media wtedy trąbiły na alarm, że po ich powrocie zaleje ich fala naćpanych zombie, którzy nie będą mogli funkcjonować w społeczeństwie. Tak się jednak nie stało i większość osób, które się uzależniły po powrocie do domu i swoich rodzin. Przestało brać i wrócili bardzo szybko na łono społeczeństwa. Niczym te szczury, wykluczone społecznie.

Dopiero ten eksperyment, rzucił inne światło na temat uzależnień ich przyczyn i skutków. Jednak w świadomości ludzkiej lata tłuczenia czegoś innego doprowadziło do tego, że ludziom ciężko jest to zrozumieć i nadal patrzą na osoby uzależnione, jak na kogoś gorszego. Kto po prostu nie miał tyle siły i samozaparcia jak oni, żeby nigdy nie popaść w nałóg.

Historia Mirka, którą opisałem, opowiadała o gościu bez perspektyw, życia towarzyskiego itp. Taka osoba idealnie nadaje się do tego by popaść w nałogi: alkohol, narkotyki, papierosy, pornografia, media społecznościowe. Każda z tych rzeczy pozwala mu zastąpić to, czego nie jest w stanie dostać w prawdziwym życiu. Alkohol zagłusza ból istnienia, narkotyki poprawiają nastrój, papierosy uspakajają, pornografia daje ujście popędowi seksualnemu, media społecznościowe dają złudną iluzję relacji międzyludzkich. Wszystkiego z tych rzeczy mu brakuje i musi znaleźć to wszystko gdzie indziej. Są oczywiście inne przyczyny jego stanu, ale dzisiaj się skupiamy na skutkach, a nie przyczynach jego problemów. Skutki są takie jak napisałem wyżej i póki potrzeby te nie będą zaspokojone to niemal zabójcze dla niego będzie ich odstawienie. Bo człowiek bez spełnienia swoich podstawowych potrzeb, tylko coraz bardziej się zatraca. Zabranie mu tych zamienników wcale mu nie pomoże.

Ludzie z uzależnieniami wokół nas to podobne istoty. Są pewne podstawowe potrzeby ludzkie, które muszą być spełnione, jeśli nie, to wasz mózg wywrze na was presję, aby te potrzeby spełnić. Idealnym przykładem jest tutaj Piramida Maslowa.

Potrzeby fizjologiczne (ciekawe jak szybko poczujecie głód i jak bardzo będzie on dla was uciążliwy)
Potrzeby bezpieczeństwa (Ciekawe jak uspokoicie swój umysł wiedząc, że żyjecie z miesiąca na miesiąc, a w każdej chwili możesz stracić pracę. Jedna wypłata dzieląca cię od bycia bezdomnym)
Potrzeby przynależności (Czyli relacje międzyludzkie)
Potrzeby uznania (na ten moment nieważne)
Potrzeby samorealizacji (Czyli coś co pasuje do wielu rodziców. Jeśli dziecko nie ma zapewnionych wszystkich potrzeb powyżej to jak możesz oczekiwać, że ono będzie się realizować? Sam nie potrafisz, a zmuszasz kogoś!)

Zazwyczaj osoby, które kończą z depresją, nerwicą itp. Nie mają zapewnionych nawet tych trzech podstawowych potrzeb z samej góry. Mówienie Mirkowi, żeby poszedł na kursy, studia itp. Jest bezsensowne, bo bez zaspokojenia podstawowych potrzeb jak ma to zrobić? NO JAK?! Zaczynanie od dupy strony to nie jest rozwiązanie. Jak masz bałagan na strychu to zaczynasz od piwnicy.

Może powinien zacząć rozmawiać z ludźmi w pracy? Tylko, że przez tyle lat był tak pomiatany i wykluczony społecznie, że nie był w stanie przez najmłodsze lata zbudować relacji. Jak ma to zrobić teraz, będąc w sumie społecznym inwalidą? No jak?

Rady, które otrzymuje to tylko puste słowa osób, które mając zaspokojone podstawowe potrzeby, potrafią komuś mówić co ma robić i nie potrafią wczuć się w sytuację tej osoby. Niczym Oskarek, któremu skarżysz się, że nie stać cię na mieszkanie, a on beztrosko ci mówi żeby ci rodzice kupili tak jak jemu i nie będziesz miał problemu. Super rada! Tak samo bezużyteczna jak kazanie komuś w depresji się uśmiechnąć, albo żeby sobie kogoś znalazł, albo żeby wyszedł do ludzi. Super! Rodzice wam już kupili to mieszkanie czy nie?

Przepaść między ludźmi ,,normalnymi” a tymi z depresją jest tak wielka, jak bananowych dzieci w stosunku do zwykłych ludzi. Rady przez nich dawane są tak samo bezwartościowe jak Oskarka, żeby rodzice kupili ci dom.

#smiecizglowy epizod 18

#uzaleznienie #przegryw #depresja #nerwica #psychologia #przemyslenia


Zobacz: https://lurker.land/post/GV03KF1Np
Data dodania: 5/1/2021, 2:44:10 PM
Autor: wokulski

Wpis został napisany przeze mnie dwa lata temu. O uzależnieniu, o tibii i o depresji.

Jak spędziłem pół roku zagrywając się w mmo

Bez zbędnych wstępów. Jakoś w sierpniu zeszłego roku po abstynencji pół rocznej od grania, stwierdziłem że mam ochotę ograć jakieś mmorpg. Sprawdzałem wszelkiego rodzaju gierki i tak mój wybór padł na survivedby (dziś już nieistniejąca gierka) jednak oczekiwanie na dostęp do early acces był tak długi, że postanowiłem sprawdzić inną gierkę. Tibię.

Na pewnej stronce przeczytałem, że startuje serwer na zasadach retro, które były mi po części znane, bo może jeszcze dziesięć lat temu trochę grałem na faccu, chociaż nie wbiłem nic powyżej 20lvl. Ludzie narzekali na nowy system pvp, a serwer retro skojarzył mi się ze starymi napaleńcami, więc pomyślałem, że serwer będzie zapełniony ludźmi w moim wieku.

Stworzyłem konto. Kupiłem premium account na dziesięć dni i zacząłem grać.

Pierwszą gildią, do której dołączyłem. Był zlepek randomów, zespolonych przez jedną osobę, która chciała podbić serwer. Siedzieliśmy na ts, a większość była zdziwiona tym, że w 2k18 ktoś zaczyna grać od nowa. Nie ogarniałem nic, jednak trafiłem na wyrozumiały team, który wdrażał mnie powoli, a ja stawiałem małe kroczki. Często ginąc, męcząc się na respach, zostając zabijanym dla zabawy itp. Jednak zawsze bilans pod koniec dnia był dodatni i byłem do przodu z kasą, lvl oraz umiejętnościami (skillami) Przez pół roku miałem prawie najlepsze skille jako knight na serwerze, przebijał mnie tylko jakiś typek, który uczył się na studia i skilował ręcznie prawie przez całe dnie.

Bardzo mi się podobało wszystko w tej grze, a fakt że serwer był nowy, sprawiał duże pole do popisu jeśli chodzi o zarabianie pieniędzy. Co bardzo mnie wciągnęło. Chodziłem expić, zbierałem itemy i wystawiałem je na markecie. Kilka dni poświęciłem na wchodzenie na stronę tibiopedii i ogarnianie co i ile kosztuje, co można komu sprzedać itp Skupywałem itemy taniej, by potem sprzedać je z zyskiem. Potrafiłem siedzieć po 12 godzin dziennie i połowę tego czasu spędzać klikając produkty na markecie, a potem latać do odpowiednich npc pod koniec dnia i sprzedawać to wszystko.

W międzyczasie nabrałem trochę wprawy w rozmowach na ts. Był to dla mnie problem, ale starałem się rozmawiać. Siedziałem, nie odzywałem się większość czasu, ale gdy minęło trochę czasu, byli to dla mnie najlepsi i jedyni kumple jakich miałem, aż wydarzył się pewien wypadek i pół ekipy się rozsypało, a potem reszta i zostałem sam.

COFKA!

W zależności od tego jak wam minął poprzedni dzień w różnie reagowaliście na cofkę. Co to jest? Coś jakby wam skasowało save’a i musielibyście cofnąć się do poprzedniego. Tutaj save jest robiony codziennie o godzinie 10.00 i gdy coś się wydarzy, serwer jest cofany do poprzedniego save’a. Teraz sobie wyobraźcie: Macie wolne i gracie ponad 24 godziny (takich miałem zapaleńców) zaczynacie o 10.00 a kończycie o 8.00 następnego dnia. Idziecie spać, a gdy się budzicie dowiadujecie się, że była cofka. Dwóch braci i dwóch randomów tak zrobiło i wpadło w szał, przestali grać. Kolejni też się wycofali, a inni stwierdzili że serwer jest bez przyszłości i nagle się okazuje że zostałem sam z mojej randomowej ekipy.

Przykre... Jednak nie mogłem nic na to poradzić i dołączyłem do kolejnej gildi, z której uciekłem bardzo szybko. Masa osób, jednak nikt z nikim nie rozmawiał, każdy miał każdego w dupie i jedynie paru ziomków coś tam działało i robiło, a gdy zapytałem ich o coś to zostałem zwyzywany, więc szybko ich opuściłem chowając olbrzymią urazę.

Nawet nie zauważyłem kiedy spędzałem przy tej grze prawie cały czas, zostawiając sobie jedynie czas na sen. W grze był system staminy, który polegał na tym, że żeby móc grać minutę w grze, musisz być wylogowanym trzy minuty (pomijam system premium staminy). Miało się jej na początku czterdzieści dwie godziny, a ja schodziłem do pułapu czternastu godzin, gdzie już dostawało się o połowę mniej doświadczenia, ale nic to. Bo siedziałem na markecie i oglądałem ekonomię tej gry i inwestowałem moje tibijskie pieniążki.

Wciągało mnie to. Często rozmawiałem na teamspeaku z moimi jedynymi znajomymi i zacząłem ogarniać jak wydarzenia w grze doprowadzają do spadku i podwyżki cen niektórych produktów. Kupywałem taniej, sprzedawałem drożej na przykład: W pierwszym tygodniu serwera, była cofka przez co ludzie nie mieli domków i dopiero pierwsza osoba, mogła go mieć dopiero dwa tygodnie po starcie serwera. Był to opłacalny interes ze względu na tańsze potiony, które można było tam kupić, więc ludzie na potęgę sprzedawali wszystko co mieli, byle wygrać licytację. Skupywałem za grosze itemy, które po tygodniu już były warte dziesięć razy więcej.

Przez pół roku mojej gry, wydałem pięćdziesiąt złotych. Dziesięć dni premium na początku, potem miesiąc, a potem już kupowałem go za walutę w grze, chociaż powiem szczerze, bardziej opłacało się iść do pracy, niż spędzać tyle czasu ile ja go spędzałem.

Nie miałem przyjaciół, ani znajomych w realu. Miałem ciężki okres i leczyłem się psychicznie po pracy, która mnie wykończyła, a może wykończyłem się sam. Siedziałem zamknięty w domu i jedyne moje okno na świat. Jedyny kontakt z ludźmi i jedyna rzecz jaka sprawiała mi radość to była właśnie tibia. Nie mogłem myśleć o niczym innym, nie rozmawiałem o niczym innym, w nocy nawet śniła mi się tibia jak znowu umieram i znów muszę nadrabiać poziom.

Było mi wszystko jedno co się ze mną dzieje i ze światem wokół. Nie goliłem się, nie obcinałem, ogólnie rzecz biorąc, mało o siebie dbałem, ale czy to była wina tej gry? Dziś jak tak myślę i analizuję moje życie. To uciekanie w gry było skutkiem moich problemów, mimo że otoczenie próbuje wmówić mi inaczej, napisałem o tym szerzej w jednym z moich wpisów na #smiecizglowy bo na pewno nie byłem jak niektórzy, którzy siedzieli całe dnie przed kompem. Pewnie bym skończył jak oni, ale rodzice mi nie pozwalali na to, jednak to mnie nie uchroniło, bo mimo że komputera nie miałem to i tak nie miałem znajomych, ani nie wychodziłem z domu.

Zaniedbywałem się i wiedziałem, że jest coraz gorzej. Także moje fundusze się kurczyły, ale póki mogłem żreć chociażby suche bułki i miałem prąd i internet. Nie widziałem potrzeby, by coś ze sobą zrobić. Najwyżej mnie wyrzucą z domu, będzie mi łatwiej się zabić. Tak sobie myślałem. Nie było nic na czym by mi zależało, prócz mojego konta i moich cyferek na level, pieniądze itp

Lubiłem bardzo ludzi, z którymi grałem. Siedziałem na ts całe dnie rozmawiając po kolei z każdym z nich, mimo że miałem wąskie horyzonty to jednak tibia nas jednoczyła i był to temat numer jeden. Dyskutowaliśmy o questach, o tym co się dzieje na serwerze, albo po prostu gdzie expić. Zgrana ekipa: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Podjąłem wiele głupich decyzji dla nich, których nie żałuję, ale na pewno przyczyniły się do tego, że skończyłem grać.

Sytuacja na serwerze wyglądała tak: Były dwie duże gildie: Szwedzi i Polacy. Walczyli ze sobą o dominację na serwerze. My nie byliśmy w żadnej grupie, a ja miałem uraz do Polaków, bo właśnie przywódcy tej gildii, to byli ludzie, którzy w chamski i wulgarny sposób mnie potraktowali. Większość ich ludzi taka była. Szwedzi nie robili takiej wiochy jak oni. Polacy wchodzili tam gdzie ktoś akurat expił i kazali im ,,spie**alać“ bo ich zabiją. Jeżeli nie zszedłeś, byłeś zabijany, a potem trafiałeś na ,,hunt listę“ czyli listę ludzi do zabijania. Jeżeli cię przegonili to po kilku minutach szli szukać kolejnej ofiary.

Gdy ktoś trafił na hunt listę to był bity non stop, a gdy tylko logował się do gry. Zaraz przy nim, lub po jakimś czasie, pojawiał się przy nim ktoś z tej gildii i zaczynał go bić, a chwilę potem było ich już więcej jak szarańcza. Jeśli nie chciałeś byś na tej liście: musiałeś zapłacić dwieście pięćdziesiąt tibia coinów, co było równowarte wtedy czterdziestu złotym. Haracz trzeba było płacić co miesiąc.

Większość ludzi do nich dołączyła, bo w ten sposób nie była nękana. Ja i moja ekipa też padliśmy ich ofiarą, ale nie daliśmy się i gdy ktoś odwalił nam taki numer jak ten, który opisałem powyżej to typ leżał martwy. Cała nasza gildia trafiła na hunt listę i teraz zamiast expić, biliśmy się, bo mieliśmy jakiś tam śmieszny honor. Potem dołączyliśmy do Szwedów, bo mimo wszystko, oni nie robili takich jazd i zawsze można było się z nimi pośmiać, zapytać itp

Nastała wojna. Wojna polegała na tym, że można było bez ograniczeń zabijać ludzi z przeciwnej gildii, bez konsekwencji, pierwsza gildia, która zabije tysiąc osób wygrywa. Walka była zacięta i ostra. Wyrównana i wszystko wskazywało na to, że wygrają Szwedzi jednak stało się coś, przez co do dziś mam żal.

Lider grał wraz ze swoją dziewczyną. Ona nie brała udziału w wojnie. W przerwach pomiędzy bitkami, ludzie starali się nadrabiać levele i stracone pieniądze, więc gdy mieli przerwę, chcieli iść expić. Niestety na respie znalazła się dziewczyna lidera i nie chciała prostym żołnierzom ustąpić na pół godziny. Wybuchły zamieszki, ludzie zaczęli się kłócić. Lider stawał za swoją dziewczyną. Kolejny typ, który był wysoko w gildii, nagle zaczął narzekać na to, że padł zbyt wiele razy i raz, dwa, trzy. Jednej nocy z ekipy stu pięćdziesięciu osób, zostało siedemdziesiąt, a potem gildia została rozwiązana. Polacy wygrali serwer i zaczęli swoją tyranię.

Gdy już nie mieli przeciwników, w swojej gildi mieli tylko najlepszych z najlepszych. Gnębili każdego kto się im nie dostosował tak jak napisałem wyżej. Wpadali na respa, kazali wypi***alać, albo hunt lista. Nim się obejrzałem, albo ludzie uciekali z serwera, albo płacili im haracz. My się biliśmy, ale z czasem zostało stu pięćdziesięciu przeciwników kontra nasza dziesiątka.

Miałem dostęp na ich teamspeaka... Wiecie jak to wyglądało? Mieli hunt listę, gdy ktoś się logował z niej, od razu dostawali powiadomienie i ciągle na warcie było kilku z nich i patrzyli. Mieli regulamin, który mówił, że wszystkie najbardziej wartościowe itemy jakie wydropią z bossów itp należą do nich i mają prawo je każdemu odebrać z członków. Neutralni musieli się podporządkować całkowicie. Na hunt listę mogłeś trafić nawet za to, że zastawiłeś komuś drogę gdy szedł prostą drogą. Dodatkowo była lista, kto, gdzie i ile wpłacić im kasy. Na haraczach zarobili DWADZIEŚCIA TYSIĘCY TC. Zarobili trzy tysiące dwieście złotych na dojeniu i nękaniu ludzi na serwerze!

Nim się obejrzałem na serwerze została garstka. Nawet moim ludziom się nie chciało logować... Bo co to za frajda z gry. Gdy się logujesz, a zaraz obok ciebie stoi trzech z tej ,,mafii“. Miałem trzysetnego rycerza i zawsze na mnie zbierało się dwadzieścia osób. Chcesz grać? Płać... Nie zapłaciłem. I chyba tylko dlatego przestałem grać, bo tak to by nic mnie z tego nie wyrwało.

#smiecizglowy epizod 16

#uzaleznienie #tibia #gry #depresja #gorzkiezale #zalesie


Uzależnienie od pornografii - Bogdan Kosztyła | Psychologia i duchowość

Zobacz: https://lurker.land/post/f7KafiOnC
Data dodania: 2/10/2021, 3:37:14 PM
Autor: dlabeki

#pornografia #uzaleznienie #nalogi
https://youtu.be/-ezZ5hHUUkI


Zobacz: https://lurker.land/post/6fzIFH662
Data dodania: 1/29/2021, 5:50:02 PM
Autor: johny11palcow

[eng] 13 min.

Materiał wideo będący zbiorem wypowiedzi różnych osób opisujący uzależnienie od fejsbuka, instagrama i problemy, które takie media powodują.

pobieżnie i fragmentarycznie tłumaczony skrót materiału (-:
Mowa jest o specjalistach (inżynierowie uwagi - attention engineers) ściągniętych z największych kasyn w Stanach Zjednoczonych aby zrobić z fejsbuka tak uzależniające medium jak to tylko możliwe. Maksymalne uzależnienie od fejsbuka powoduje znaczne zwiększenie profitów tej korporacji.

Najbardziej znane międzynarodowe media społecznościowe tj. facebook, instagram, twitter zostały tak zaprojektowane aby być uzależniające, tak aby rozbić uwagę jak to tylko możliwe podczas całego dnia. Badania pokazują, że duża część dnia to są właśnie fragmenty wyrwanej uwagi, które ludzie ciągle marnują na wspomniane media społecznościowe, to często znacząco zmniejsza zdolności koncentracji, co jest bardzo niepokojące w przypadku młodych ludzi.

To jest bardzo uzależniające, podobnie do kasyna - nie wiadomo które działanie przyniesie oczekiwany rezultat, w przypadku kasyna wygraną, a w przypadku mediów społecznościowych chodzi o uwagę innych.
To uzależniające działanie wywołujące wyrzut dopaminy, która powoduje to uzależnienie. Badania na Uniwersytecie Stanford prowadzone przez Roberta Sapolsky'ego pokazują, że media społecznościowe wywołują reakcję "może" - może jest jakiś tekst, może nie ma - nie wiadomo, ale gdy się pojawi to organizm reaguje poprzez ogromny wyrzut dopaminy na poziomie 400% wobec normy, co jest mniej więcej taki sam poziom jak przy kokainie i tak to działa. Większość ludzi za bardzo patrzy na to jak inni ich postrzegają, ludzi za często porównują swoje życia do innych na fejsbuku i instagramie.

Aby napić się alkoholu, który powoduje wzrost dopaminy trzeba mieć określony wiek, a nie ma żadnego limitu w przypadku mediów społecznościowych które są znacznie bardziej uzależniające i to znajduje się bez żadnych limitów w rękach dzieci.

Wyobraźmy sobie, ze źli aktorzy mogą wpływać na ludzi i sugerować im co powinni robić, a czego nie powinni.
Media społecznościowe pokazują tylko 1% ludzkiego, życia, które zazwyczaj jest starannie wybrane, pokazujące tylko chwile, tam nie widać 99% prawdziwego, codziennego, zwykłego, szarego życia - to tworzy fałszywy obraz naszego życia jako innego od tych pokazywanych sukcesów na profilach innych ludzi.

Internet nie był stworzony aby maksymalizować uwagę, ale aby umieszczać w nim pewne treści, by tworzyć nowe treści, a nie do perswazyjnej psychologii, która przyszła później.

Krótkoterminowe wyrzuty dopaminy spowodowane tymi korporacyjnymi mediami społecznościowymi niszczą podstawy działania normalnych społeczeństw - brak dyskusji między obywatelami, brak szerokiej współpracy, dezinformacja, mijanie się z prawdą - to są problemy globalne.

Na koniec wisienka na torcie materiału - Pytanie do Marka Zuckerberga czy czułby się komfortowo gdyby podał nazwę hotelu w którym spędził ostatnią noc oraz jego odpowiedź.

Polecam :-)

https://www.youtube.com/watch?v=PmEDAzqswh8

#facebook #instagram #tiktok #mediaspolecznosciowe #zuckenberg #uzaleznienie #dopamina


FOMO - lęk przed odłączeniem czyli nałóg sprawdzania wiadomości i portali społecznościowych

Zobacz: https://lurker.land/post/j7U7Yh2kV
Data dodania: 1/6/2021, 4:50:03 PM
Autor: johny11palcow

https://www.youtube.com/watch?v=fCd3Ma5OU40

W związku z pytaniem, które zadał @Alojz wstawiam materiał na temat tej fobii :-)
Wołam też osoby plusujące @12358, @niesky, @Skony85, @wiktor
zgodnie z zaleceniem @Thanos https://www.lurker.pl/post/nAcktjbZQ

#nalogi #naukatolubie #smartfony #uzaleznienie #zdrowie #internet #nawyki


Zobacz: https://lurker.land/post/e1QdGvaox
Data dodania: 12/8/2020, 9:57:57 AM
Autor: czlowiekiemjestem

Jak już pisałem, jestem osobą uzależnioną od alkoholu i zapisałem się na terapię zamkniętą w ośrodku leczenia uzależnionych. Zaczynam dziś po południu, jak dojadę na miejsce. Wczoraj dostałem od lekarza zwolnienie L4 z opisem F10 (psychiatryczne). Poinformowałem mojego szefa o fakcie. A on zaskoczył mnie dzisiaj informacją, że zostałem zwolnionych dyscyplinarnie i mam być dzisiaj w pracy złożyć podpis, to może się dogadamy, że za porozumieniem stron. Ja wiem, że brak pracownika będzie problemem, ale ja muszę ratować sobie i bliskim życie. Uważam, że podszedłem do tematu uczciwie. Ale czy to w ogóle możliwe, że dostałem elektroniczne zwolnienie lekarskie L4, jeśli rzekomo zwolniono mnie z pracy? Czy lekarz miałby taką możliwość?

#pytanie #alkohol #uzaleznienie


[EN] "The Secrets of Sugar - the fifth estate" - 'Sekret cukru - piąta władza'

Zobacz: https://lurker.land/post/w5waxl9Mt
Data dodania: 12/1/2020, 12:14:20 AM
Autor: karmazyn

Gdyby ktoś pytał co ćpie polityk z muszką to mamy dokument o tej używce

https://youtu.be/K3ksKkCOgTw
#cukier #trucizna #narkotyki #otylosc #zdrowie #uzaleznienie


Uzależnieni od pornografii. "7-latek powiedział, że ogląda dużo tych treści"

Zobacz: https://lurker.land/post/4KOU9u5FD
Data dodania: 11/25/2020, 1:05:13 PM
Autor: paladyn

– Dzięki smartfonowi młody człowiek może w natychmiastowy sposób zamienić zły nastrój na dobry. Dzieci bardzo szybko odkrywają, że niedostateczną ocenę czy konflikty z rówieśnikami mogą zrównoważyć pornografią – mówi seksuolog Bogdan Stelmach. Na telefony zaufania dzwonią nawet 7-latki przyznające, że często oglądają takie treści.
#pornografia #uzaleznienie #dzieci #psychologia


Otrzymałem maila z prośbą o rozpowszechnienie akcji pomocy

Zobacz: https://lurker.land/post/w5fWWs5xt
Data dodania: 7/26/2020, 7:36:08 PM
Autor: r20_swap

dla osób walczących z nałogiem. To więc uczyniam. Jeżeli możecie pomóc , proszę wejdzie w link i z…

#polska #pomoc #uzaleznienie #narkotykizawszespoko #narkotyki


Uzależnienie od alkoholu

Zobacz: https://lurker.land/post/r5_Z_W7zq
Data dodania: 5/18/2020, 5:38:04 PM
Autor: filigranowygucio

#alkohol #uzaleznienie #ludzie #zdrowie


Zobacz: https://lurker.land/post/3Urc4cqra
Data dodania: 2/16/2020, 12:18:25 PM
Autor: r20_swap

Pie*dolę, nie wiem jak można pisać takie głupoty, że kawa nie uzależnia.

Jak chociaż rano nie je$ne jednej to kręci mi się w głowie, mam uczucie suchości w gębie i takie ogólne niedo7ebanie psycho-fizycznie porażka, najgorzej zadyszka i dziwne uczucie w głowie.

#uzaleznienie #kawa #gownowpis

Może z czasem przechodzi, ale pierwszy dzień z pewnością jest tragiczny.


Zobacz: https://lurker.land/post/ejgZJAnnw
Data dodania: 2/10/2020, 11:52:11 PM
Autor: tensorflow

ludzie narzekają na to że gry zostały zaliczone do rzeczy które powodują uzależnienie, jednak na prawdę można mieć z nimi problem, ja staram się uważać ale ostatnio popłynąłem za bardzo, w sobotę włączyłem DON'T STARVE i zaczęła się jazda, grałem całą sobotę, całą noc, całą niedzielę prawie całą noc, zaspałem do pracy no i nie poszedłem do pracy , wstałem dalej napierdalając, aż dopiero teraz przegrałem i przejebałem wszystko (taki urok tej gry), staram się teraz coś zjeść i wrócić do życia, gra usunięta w pizdu… ciekawy weekend

#zycie #gry #uzaleznienie #gif


Podwójna diagnoza: zaburzenie psychiczne i uzależnienie od alkoholu...

Zobacz: https://lurker.land/post/eC1zZjLQC
Data dodania: 1/7/2020, 3:34:36 PM
Autor: filigranowygucio

#depresja #alkoholizm #ludzie #terapia #uzaleznienie #zdrowie


Zobacz: https://lurker.land/post/ZJ6K4M4Ri
Data dodania: 12/9/2019, 2:52:50 AM
Autor: verum

Pisałem odpowiedź do wpisu @NightShock, ale wzięło mi się rozpisało na tyle, że postanowiłem zrobić z tego oddzielny post. Wrzucam, bo myślę, że moje małe #wyznanie może pomóc wielu osobom walczącym z takimi trudnościami jak #nerwica, #depresja i #uzaleznienie

Siemson, nałogowiec here :)

Najpierw powiem Ci jak to działa. Granie daje Ci to "coś". Cosiem może być wszystko:

-poczucie bycie równym w rywalizacji

-potrzeba wygrywania

-ucieczka od rzeczywistości

-kumple z klanu

-totalnie wszystko

Tak to wygląda na początku. Grasz bo coś sobie kompensujesz. W zdrowym modelu zabijasz chwile nudy i zamieniasz je na rozrywkę. Ale zdrowa osoba ma poczucie umiaru. Posadź sam siebie przed ulubiona grą i graj 5h bez przerwy. Dasz radę? U normalnej osoby pojawi się uczucie niepokoju, świadomość, że zawalasz coś ważniejszego na rzecz głupiej gry. Jest wyższy priorytet. Związek, praca, hobby.

Początek nałogu.

Przesuwa Ci strefa komfortu. Twój zakres czasu bez niepokoju się zwiększa. Gra jest coraz mocniej czymś swojskim, coraz mocniej tworzy się w niej twój azyl. Gra to coś co dobrze znasz, w czym jesteś bezpieczny i jesteś kimś (piramida potrzeb Masłowa zawsze aktualna ;) )

Za to świat zewnętrzny… coraz bardziej z niego uciekasz, więc jest dla Ciebie coraz bardziej obcy, niebezpieczny, nieprzyjemny, niekomfortowy.

"Próbuję pomóc, proponuje rozrywki ale pojawiają się ciągle wymówki."

Widzisz, dla Ciebie propozycja rozrywki innej niż gra jest czymś fajnym.

Ale osoba uzależniona widzi to inaczej. Dla niego to tak jakbyś podawał mu gówno na widelcu i mówił, żeby spróbował, bo smaczne. Wiesz, to może być najlepsze "gówno" na świecie. Serio masz dobre intencje. Ale ta osoba nadal widzi w tym tylko odpad, coś czego nie chce. Im bardziej będziesz naciskał tym większe zniechęcenie wytworzysz. Tym bardziej świat zewnętrzny wyda się kiepski. Na ten moment gra smakuje mu bardziej. I cokolwiek innego byś podał to gra będzie lepsza.

Jak z tego wyjść?

  1. Musisz pomóc tej osobie ponownie rozszerzyć strefę komfortu do zdrowego życia.

  2. Gra musi utracić swoje zalety, zacząć odpychać.

Ad.1:

Proste i trudne zarazem. Musisz ułatwić tej osobie działania w realu. Sprawić by real był na nowo przyjemnym miejscem. Trudność polega na tym, że możesz komuś usuwać pyłki spod nóg, ale nie możesz postawić za niego kroku :( Przede wszystkim ustal dlaczego uciekł w gry. Spraw by już nie musiał tam wracać po swojego cosia. Piramidka prawdę Ci powie. Widzisz, to co porzucił to czubeczek piramidy. Zapewne nie ma na czym go oprzeć.

Jednym z elementów realu jesteś Ty. Nie mówię od razu abyś go zabrał na dziką imprezę ;) Ale zagranie z nim w jego grę, a później zagranie w coś co Ty chcesz to już jakiś początek. Ja tak się "odczulałem" Zmieniałem gry. Pozostawałem w strefie komfortu, ale stopniowo pozbawiałem się bodźca który mnie uzależniał. Uczyłem się zmian. Tylko żeby nie było tak, że zatrzymacie się w jego świecie. Bo jak zobaczy Cię u swego boku, ale po stronie nałogu, to tylko utwierdzi go w przekonaniu, że nałóg to coś normalnego. Sygnał ma brzmieć "Można w coś zagrać. Można też zagrać w coś innego niż zawsze. Można też bawić się poza grą". Z czasem percepcja przesunie się na "Da się żyć, czasem wolno zagrać, również w tę grę".

Prędzej czy później musicie znaleźć coś co będzie go napędzać w realu. Bez tego albo wykaże się silną wolą i będzie zdołowany, albo wróci do nałogu i będzie happy ale bez życia. Warto szukać też w drugim kierunku – co ciągnie go w dół? i to usuwać.

Pomocny może się okazać wspólny wyjazd na jakimś etapie. Chwilowe pozbawianie bodźca, aby choć na chwile naprostować sobie myślenie.

Ad2. Opcji wiele, ale nie zawsze możliwe do wprowadzenia. Możesz zapłacić innym graczom by zniszczyli mu wirtualny raj. Możesz spróbować załatwić bana. A nawet schrzanić połączenie z netem czy pogorszyć działanie sprzętu*.

Jest też alternatywna opcja – totalne odcięcie*. Ale wtedy musisz mieć władze nad tym kimś. Być przykładowo osobą opłacającą neta. Zakładam, że opcja niedostępna. Opcja wbrew pozorom trudna. Zabija relację między Wami. Po drugie efekt jest tylko wtedy gdy pilnujesz. Jak odejdziesz to będzie jeszcze gorzej.

*Wszelkie opcje "agresywne" stawiają Cię na przegranej pozycji, jeśli twój udział w tym będzie jawny. Atak powoduje obronę. Staniesz się kolejnym elementem świata od którego ta osoba się odetnie. Co innego połamać komuś komputer na jego oczach, a co innego wgrać mu wujowy sterownik grafiki gdy nie widzi ;) Tak czy inaczej nieczyste zagrania traktuj jako ostateczność. Nie polecam ich z czysto moralnych względów.

Najlepsza opcja to aby sam sobie uświadomił problem i zrobił sobie przynajmniej tydzień odwyku. Ale to musi pójść z wnętrza i nie bardzo masz jak to wywołać.

Tak czy srak… gry to tylko konsekwencja. Jak ktoś ucieka, to znaczy, że nie ma warunków by walczyć. Wyrzucisz go z gier, to ucieknie w dragi, hazard, porno… Patrząc na konkurencję to gry są raczej lajtową opcją.

Najpierw są konsekwencją, później dochodzą do listy przyczyn depresji. Dobrze, że chcesz go z nich wyciągnąć, ale nie może być tak że zbierzesz mu toksyczne źródło szczęścia, a w zmian nic nie dasz. Bo już lepiej mieć szczęście drugiej kategorii niż nie mieć go wcale i gapić się bezmyślnie w ścianę czekając aż się dzień skończy.

Ja wpadłem w nałóg około 3 klasy liceum. Ale jak patrze wstecz to kłopoty miałem już od 3 gimnazjum. Uciekałem od cierpienia. Mogę odstawić gry, ale zawsze muszę mieć coś dobrego w zamian. Kiepski substytut pogarsza mój stan mocniej niż gry. Mogę pójść na rower, na siłownię porobić cokolwiek innego. Ale ten mój słaby punkt we mnie siedzi. Lubię grac i będę lubił. Problem w tym, że lubię zbyt bardzo i szybko tracę z oczu priorytety i poczucie upływającego czasu.

Mimo to funkcjonuję całkiem nieźle. Patrząc z boku można powiedzieć, że ponadprzeciętnie dobrze względem rówieśników. Ot kompensacja niedoborów, powrót do realu, zmęczenie materiału, kompensacja, powrót i tak w kółko… Ale mam też świadomość, że gdybym był w stanie zamienić choć połowę czasu spędzonego przed komputerem na sensowną prace, to byłbym w życiu duuuużo dalej.

I jeszcze jedna rzecz. Każdy powrót do gry ponownie mnie na nią warunkuje. Nałóg wraca z 5x szybciej niż odchodzi. Mogę się trzymać od tego z daleka, ale jednak niekoniecznie jestem szczęśliwszy ;) Brakuje mi tego gówna :/

Być może najważniejsza kwestia. Pamiętaj, że nie każdemu da się pomóc. Niektórzy potrzebują dobić do dna i dopiero od niego się odbijają. Inni już tam zostają. Najważniejsze abyś nie poszedł na dno razem z kumplem. Czasem bez pomocy specjalisty się nie obejdzie. Bez dobrej woli kumpla nic z tego nie będzie. Nie zrób z siebie matki Teresy z katapulty ;)

No to tyle. Mam nadzieję, że ten tekst komukolwiek pomoże. Nie chciałbym zarywać nocki na marne ;)

Pytajcie jeśli chcecie. Chętnie podzielę się punktem widzenia drugiej strony :)

Możliwe, że sam jestem chory na depresję, ale jakoś od dekady się nie wybrałem na żadną terapię i nie wiem czy kiedykolwiek tam dotrę. Nerwice już miałem diagnozowaną i jakoś daje radę :p "Leków" (Escitalopram) próbowałem, ale nie polecam.

Kończę. Idę w kimę. Przepraszam za chaos, ale powolutku przegrywam walkę z Morfeuszem ;) Temat jest też zbyt złożony by opisać go w jednym poście.


Zobacz: https://lurker.land/post/d4thTgrfT
Data dodania: 9/27/2019, 9:14:57 PM
Autor: kiszony

"Kryzys zdrowia publicznego: dostęp do Internetu, smartfony i komputery tworzą pokolenie uzależnionych od pornografii"

https://dfw.cbslocal.com/2019/09/25/smart-phones-computers-generation-porn-addicts-public-health-emergency/

#relacje #uzaleznienie


Cyfrowy detoks - czy potrafisz żyć offline?

Zobacz: https://lurker.land/post/NaNG9tVMk
Data dodania: 7/15/2019, 11:28:38 AM
Autor: ziemianin

#codziennaprasowka #wiadomosci #wifi #facebook #twitter #uzaleznienie #detoks

Cyfrowy detoks – czy potrafisz żyć offline?

Paradoksalnie, musiałem wyjechać do stolicy świata – Nowego Jorku – żeby przekonać się, jak trudno się dziś żyje bez stałego, wygodnego dostępu do internetu. A jednocześnie, jak bardzo jestem od niego uzależniony. A Ty? Czy Ty potrafiłbyś żyć bez dostępu do sieci?