Lurker.land - tag #recenzja

Zobacz: https://lurker.land/post/gbTzwvx_g
Data dodania: 6/17/2022, 3:52:02 AM
Autor: emrys_vledig

#thenorthman #wikingowie #film #kino #ogladajzlurkiem #recenzja #memrys
---
Zobaczyłem The Northman, reklamowany jako coś świeżego w gatunku kina kostiumowego i łooo bosze, jakie to było złe, nudne, a czasem głupawe. Ni to baśń, ni to kino historyczne, za to scenariusz na poziomie generycznych przygód z gierek RPG. Nie wiem w ogóle skąd ta maniera tworzenia bohaterów, którym widz do niczego nie jest potrzebny, a narrację stara się nadrabiać eksploracją świata. A nie! Wiem! To naleciałość z gierek komputerowych właśnie, i to tych słabszego sortu, rodem z sandboxa Bethesdy.
Najbardziej bawi mnie jednak tak podnoszone przez fanów tego filmu, rzekome przywiązanie do detali. No nie bardzo właśnie, ale nie chce mi się tego punktować, bo film nie jest wart aż takich inwestycji czasowych. Wystarczy powiedzieć, że jak już się wali przed walką mieczem o tarczę dla kurażu, to trzeba to robić płazem, a nie krawędzią tnącą.
Marudzę, bo współczesne filmy rzadko oglądam, a jak już to chciałbym, aby było to kino dobre, a tu kolejna mina.
---
Z klimatów baśniowo - wikińskich Northmena bije na głowe stary i dobry Beowulf & Grendel z 2005, którego kiedyś nabyłem za psięć złotych w marketowym koszu, a który teraz można nawet za darmoszę na tubie zobaczyć:
https://youtu.be/dxvBgwGVtvM


Zobacz: https://lurker.land/post/9imRkuT04
Data dodania: 4/30/2022, 6:05:14 PM
Autor: alpragen

Nareszcie przeszedłem "God of War 2018". W skrócie można by to podsumować tak:

A nieco bardziej szczegółowo? [małe i większe spoilery]

Plusy dodatnie:

+ Główny bohater Kratos mówi niewiele i nadal jest maszyną do rozwalania - przez większość czasu.
+ Jego syn Atreus ("BOJ") mówi wiele, głównie krzyczy, narzeka i płacze, ale dobrze pomaga strzelając z łuku, więc to się wyrównuje.
+ Wciągająca fabuła oraz wielki, pełny sekretów świat, który chce się zwiedzać.
+ Satysfakcjonujące i zróżnicowane pojedynki oraz techniki walki.
+ W grze pojawiają się dwaj podejrzani handlarze o egzotycznych rysach. Nie można ich bić, bo antykrasnoludyzm, ale wykuwają, skupują i sprzedają dużo pożytecznych rupieci, a poza tym są zabawni.
+ "Głowa" Mimir jako towarzysz podróży.
+ Ładna pani wiedźma.

Plusy ujemne:

- Po jakimś czasie misje poboczne i zbieractwo robią się wtórne.
- Czarne charaktery są za mało zarysowane, rzadko wchodzą na scenę główną fabuły.
- Z biegiem czasu Kratos Pokaż spoilercoraz mniej przypomina dawnego siebie, a zamiast tego (głównie pod wpływem syna) zaczyna przejawiać symptomy jakiegoś kruchego pacyfisty, mamroczącego nagle o zakończeniu cyklu przemocy oraz konieczności bycia kimś lepszym.

Martwi mnie też przyszłość tej serii. Cory Barlog, jej twórca, jest podobno fanatycznie zapatrzony w neila druckmanna (celowo z małej litery) i jego pokraczny, fanowski twór o nazwie "The Last of Us Part II" - a jeśli wprowadzi do swojej gry rozwiązania fabularne na wzór tamtej chały, no to umarł w butach.

Mimo wszystko polecam. Nie nudziłem się w trakcie tej rozgrywki, potyczki z przeciwnikami są fajne i ostatecznie to jednak dobra zabawa, a nie kolejny manifest polityczny zlewaczałego absolwenta szkoły frankfurckiej.

Zobaczymy, co wymyślą w kolejnej części.

#godofwar #gry #humorobrazkowy #recenzja


Przypomnienie gry - Franko: The Crazy Revenge - polski beat`em up z lat 90

Zobacz: https://lurker.land/post/cd_jkR4aI
Data dodania: 2/13/2022, 2:02:09 PM
Autor: aragornik

Zapraszam serdecznie do zapoznania się z takim starszym polskim tytułem (sądzę, że mało znanym dla Państwa). Jest to gra z 1996 roku i chciałbym przypomnieć ją i narysować jej kontekst w kilku słowach. Osobiście bardzo dobrze ją wspominam i sporo czasu spędziło się na graniu w niej.

Franko: The Crazy Revenge – gra komputerowa typu beat ’em up ze scrollowanym ekranem, wyprodukowana przez World Software i wydana w 1994 roku przez Mirage Software. Głównymi bohaterami gry są tytułowy Franko oraz jego przyjaciel Alex.

https://www.youtube.com/watch?v=CYOInlQSl18

#gry #gameplay #recenzja #staregry #grykomputerowe #grypc


Zobacz: https://lurker.land/post/pW9Q0pA5W
Data dodania: 1/12/2022, 7:01:11 AM
Autor: emrys_vledig

Przesłuchałem w formie audiobooka Diunę i chyba zrozumiałem dlaczego Denis Villeneuve podzielił swoją ekranizację na dwie części. Samej ekranizacji jeszcze nie oglądałem, bo wolę poczekac na część drugą, a potem jeszcze poczekać na wersję reżyserską, aby za jakieś 5 lat zobaczyć finalny produkt nieprzycięty kijowym marketingiem kinowego formatu wymyślonym przez księgowego z wytwórni. Szkoda mi czasu, wiedząc że film ma podobne tempo do Blade Runnera 2049, który to mi się nie podobał i wynudził. Poczekam więc jak wyjdzie całość aby 2x nie oglądać.
No ale o książce…
A tu jestem nieco rozczarowany, bo są to jakby dwie książki. Pierwsza połowa to szczegółowy rys świata, bohaterów, przyrody i wszelakich smaczków zapowiadajacych wszystko co najlepsze dla fantasy w kosmosie. Ten typ opowieści urywa się nagle w połowie, by w drugiej części książki dostać przeskoki czasowe, ekspozycje na epicką akcję wspomnianą tylko w dialogach, a nie opisaną tak abyśmy ją przeżyli. Widać ogólny pośpiech, właściwy dla zdolnego ucznia, który rozpisawszy się zauważa, będąc w połowie zadań z klasówki, że do zebrania kartek przez panią zostało 10 minut. Wygląda to jakby wydawca gonił z zastrzeżeniem, że chce wydać całość w jednym tomie i to w najbliższy poniedziałek, a jest właśnie niedziela wieczór.
Wszystko to sprawia, że domknięcie wątków postaci jak i wielkich intryg politycznych rozgrzebanych w pierwszej połowie książki jest dla mnie niezadowalające, a potencjał niewykorzystany.
I tu pytanie do Was, czy warto sięgać po inne książki z tego uniwersum, z założeniem, że interesuje mnie bardziej styl z pierwszej części książki, a zupełnie nie interesuje sposób pisania opowieści właściwy dla jej drugiej części? Ktoś z Was przerobił cykl i czy poleca?
#ksiazki #diuna #memrys #pytanie #fantastyka #recenzja


Zobacz: https://lurker.land/post/oo1Fg5A1r
Data dodania: 12/29/2021, 1:40:13 PM
Autor: emrys_vledig

Jakoś tak się uchowałem, że za dzieciaka oglądałem tylko pierwszą w kolejności (IV wedle kanonu) część Gwiezdnych Wojen. Więcej nic i nigdy. Idą święta, czas więc nadrobić i poznać na dobre to uniwersum. Pod tagiem autorskim #memrys zbiorę wszystkie mini recenzje GW, oglądane chronilogicznie dla lore. Jak kogoś moja dłubanina zainteresuje, czy rozbawi to zapraszam do śledzenia.
------------------
Jak mi poszło ze #starwars VI Powrót Jedi?

Po naprawdę kapitalnej części IV, bardzo dobrej, intrygującej części V dostaliśmy to
na co z p-e-w-n-o-ś-c-i-ą liczyliśmy w tej historii:
- kuriozalny cyrk u Jabby (beznadziejna śmierć Boba Fetta)
- scigałki w lesie (zieeeew)
- bezbekowe gumisie kanibale (nie nie nie i jeszcze raz nie)

Cały ten szajs sprawia, że film zaczyna się tak naprawdę dziać ok 1 godziny i 25 minut od napisów początkowych, kiedy Luke wyznaje Lei, że są rodzeństwem. Tutaj rola Lei się tak naprawdę kończy. Niestety postać w tej części nie jest już rozwijana i stanowi tylko kwiatek do kożucha, jakim jest slapstickowa strzelanina o jakiś bunkier w lesie.

Wszyscy w tych leśnych scenach walki biegają jak w Bennym Hillu i nie dziwię się, że tak dużo śmieszkowych memów i gifów z tych scen powstaje do dnia dzisiejszego.

To co w tym filmie mogło być ważne to całkiem niezła i przemyślana intryga Palpatine oraz relacja Vader - Luke. Niestety zupełnie nie znajdziemy tu powrotu do propozycji Dartha aby razem obalić Imperatora oraz popadamy w pewną dość mocną i kluczową nieścisłość fabularną…
Bo jak to jest, że zarówno Yoda i Obi-Łan chcą aby Luke zabił Vadera, a tego chce również Imperator, aby gniew wyzwolił Ciemną Moc Skywalkera? Kiedy Luke zapewnia mistrzów Jedi, że chce spróbować przeprowadzić Vadera na Jasną Stronę Mocy to Ci widocznie ubolewają. Albo coś w tej historii przeoczyłem, albo finał się tu kupy nie trzyma.
Już nawet nie pytam o powody śmierci Vadera, ani o to, że Palaptine spadając w komin zginął, a Luke spadający w komin przeżył. Crap.

Ja widzę to tak: Tandem Luke&Vader wymęczony walką między sobą obraca się przeciwko Imperatorowi, a nie mogąc go pokonać Vader ostatkiem sił poświęca siebie rzucając się wraz z Palpatine w otchłań. Luke ledwo żywy z wysiłku opada na tron Imperatora i łapiąc oddech dochodzi do niego na jakim miejscu siedzi.
Zbliżenie. Cięcie. Kurtyna.
Brawa.
Ten film nie jest zły. On jest zwyczajnie niesatysfakcjonujący i przeznacza czas ekranowy na rzeczy niepotrzebne.
---------------------------
Ocena końcowa: 5 ewoków na 10 ewoków
#heheszki #recenzja #film #gwiezdnewojny


Zobacz: https://lurker.land/post/b44dCMtjW
Data dodania: 12/28/2021, 6:57:04 PM
Autor: emrys_vledig

Jakoś tak się uchowałem, że za dzieciaka oglądałem tylko pierwszą w kolejności (IV wedle kanonu) część Gwiezdnych Wojen. Więcej nic i nigdy. Idą święta, czas więc nadrobić i poznać na dobre to uniwersum. Pod tagiem autorskim #memrys zbiorę wszystkie mini recenzje GW, oglądane chronilogicznie dla lore. Jak kogoś moja dłubanina zainteresuje, czy rozbawi to zapraszam do śledzenia.
------------------
Jak poszło mi ze #starwars V Imperium Kontratakuje?

Od początku widać duży budżet... Potem ktoś się zorientował, że aż tyle pieniądza nie trzeba ładować w tę historię, a że sprytniej jest wydać na głupoty, niż oddawać, więc częściej lepiej, a rzadziej gorzej twórcy poszli w rozszerzanie świata z części IV.

Jest więc całkiem fajny krwawy Yeti, robiące wrażenie, acz zupełnie nieporadne, niczym koszmarki inżynierskie, maszyny kroczące, więcej statków w przestrzeni oraz więcej strzelaniny w kosmosie i w lokacjach.
Bardzo mi się podobał wielki asteroidowy robak i podniebne miasto. Ale kosztem tego wszystkiego wolałbym dostać więcej czasu filmowego na takie trzy aspekty jak:

Moc - w końcu wiem, czym jest. Rozumiana w dość taoistycznym stylu, niczym ogród zen pozwala się nam nauczyć, że o ile ważne są w nim ułożone kamienie, to kluczem do ich ważności jest przestrzeń między nimi. Kukiełkowa postać Jody jest tu rozpisana fenomenalnie i sporo odzyskuje w moich oczach po częściach I-III.
Te całe mitochloriany, czy inne takie to se Dżordżu Lucasie we własną czarną dziurę możesz zaimplementować... Mehhh.

Relację Leia - Han Solo. W części IV wydawało mi się, że to Leia obgryza dla zabawy wokół delicję Hana z czekoladki, zostawiając na później najsmaczniejszą galaretkę, a tu dostajemy zupełną zamianę miejsc. Księżniczka już ani taka wyszczekana, ani dowcipna. Szkoda, bo to mogła być fantastyczna szkoła kreacji naturalnie silnej kobiecej postaci. Bo wiecie, teraz to w filmie, aby kobieta coś znaczyła to musi mieć większe działo, szybsze ciosy karate i tyle samo za dzień zdjęciowy co facet. Było ogólnie znośnie, ale wyobraźcie sobie tę scenę, kiedy chcą zamrozić Hana Solo, a ten ze łzami w oczach mówi:
- Kocham Cię Leio!
- Wiem. - podpowiada oznajmująco księżniczka, wpatrując się obojętnie w oszroniałą twarz byłego, już za niedługo, kochanka.
- W końcu, kim od dla mnie był? Piratem? - zadrwiła w myślach - Nawet prędkość nadprzestrzenna mu się nie odpalała.
- Well... Lando, bądź uprzejmy i odprowadź mnie do komnaty, bo słabo mi się robi od patrzenia na tortury.

Strasznie mi się taka scena dowcipa wydaje i spójna z częscią IV. Ale widocznie to była jedna z tych niesławnych marketingowych decyzji Lucasa, który szybko zlustrował kto na jego filmy przychodzi.

Relacja Luke - Vader - to najważniejsza oś tego filmu. Sam Darth wydaje się panować od początku do końca nad intrygą i co prawda można by było próbę perswazji na młodym Skywalkerze rozpisać lepiej, ale... czy Vader w czasie walki nie zmienił aby zdania i zamiast wsadzać go do zamrażarki by dostarczyć Imperatorowi, to próbuje przekonać Luka do przejścia na Ciemną Stronę Mocy, ale głównie w celu wspólnego obalenie Imperatora? To zaproponował, prawda?
Przecież mógł mu nie pozwolić spać w ten komin, a pozwolił. Mam nadzieję, że nie zawiedzie mnie tu część VI.
------------------------------------------------
Porównać film mogę generalnie do wszelkich części II wszystkich trylogii, gdzie kosztem rozwoju samej przygody rozbudowuje się uniwersum, wprowadza wiele postaci pobocznych i pokazuje się upadek i przemianę protagonisty. Nie są to części łatwe ani dla aktorów, ani dla scenarzystów, a zazwyczaj są one najtrudniejsze dla widzów, którzy często mają uzasadnione prawo do oburzenia. Imperium Kontratakuje wypada na tym tle naprawdę solidnie i spokojnie może zawstydzać prequele i sequele nie tylko ze swojego uniwersum.

Ocena końcowa: 8/10
#heheszki #recenzja #film #gwiezdnewojny


Zobacz: https://lurker.land/post/I1Wt4l3wc
Data dodania: 12/27/2021, 2:23:15 PM
Autor: emrys_vledig

Jakoś tak się uchowałem, że za dzieciaka oglądałem tylko pierwszą w kolejności (IV wedle kanonu) część Gwiezdnych Wojen. Więcej nic i nigdy. Idą święta, czas więc nadrobić i poznać na dobre to uniwersum. Pod tagiem autorskim #memrys zbiorę wszystkie mini recenzje GW, oglądane chronilogicznie dla lore. Jak kogoś moja dłubanina zainteresuje, czy rozbawi to zapraszam do śledzenia.
----------------------
Jak poszło mi ze #starwars IV Nowa Nadzieja?
Zawsze się obawiałem, że leciwe kino przygody należy do tych, które raz obejrzane za młodu, nigdy już nie powinno być oglądane ponownie, bo zjada je ząb czasu, a to co było w nim dobre zostało nakręcone ponownie w filmie młodszym, lepszym i z o wiele większym budżetem. I jest to całkiem dobra reguła, która w wypadki IV części Gwiezdnych Wojen zupełnie nie sprawdza…

Luke - nieopierzony protagonista, raczej niski, bez kwadratowej szczęki i bojowej/trudnej przeszłości, o której chce zapomnieć. Raczej dzieciak z sąsiedztwa, niż zbawca galaktyki. Niezblazowany, pracowity, szanujący zdanie starszych, dbający o rodzinę. Wybraniec, który niezbyt w swoją wyjątkowość wierzy. Tworzy to natrualny background dla rozwoju postaci, w której autentyczność chce się wierzyć.

Han Solo - wysoki, garbiący się cwaniak z zadupia kosmosu. Cały czas ściemnia i podśmiechuje, ale ważnych sprawach zagadać nie umie i wtedy strzela. Łotr, ale mniejszego kalibru. Resztkę godności własnej ma, ale się nią nie afiszuje, chyba, że za opłatą.

Leia - sexbombą to ona nie jest, ale niezła z niej torpeda. Dogryzać Tarkinowi, ukąsić Vadera to jedno. Drugie to obgryzać Hana Solo niczym delicję, zostawiając galaretkę w środku. Biedny Luke też chciałby wylądować w menu. Jaka szkoda, że już w Imperium Kontratakuje niszczy się tą postać.

Obi-Łan - postać mająca być łącznikiem między trylogiami Lucasa a tak naprawdę pokazuje jak bardzo obie serie się nie kleją. Z płaskiej kartki papieru jaką jest ta postać w częściach I- III, ciężko złożyć origami jaką jest pełnowymiarowa postać Obi-Łana w części IV. No i te przejście do wyższej formy obecności. Intrygujące.

Czubaka - śmieszny piesek, który nie męczy i nie zajmuje zbyt dużo czasu filmowego. Jest, bo jest. Nawet mu medalu nie dali. Tu też nie mogę zrozumieć, że po stworzeniu Czubaki można stworzyć taki parodystyczny niewypał jak Jar Jar.

Lord Vader i Komandor Tarkin - nie są źli dla samego bycia złym. Fajnie, że widać ich motywację, kontekst ich działań, kalkulację ryzyka, wahanie w podejmowaniu decyzji, nawet jeżeli te wydawane są pewnym głosem. Taki złoczyńców to aż miło pokonać. Ikoniczność ich jest zupełnie usprawiedliwiona.

Robociki w duecie - śmieszne pieski, które mają w filmie naprawdę sporo do roboty. Czasem zgłaszają fakt, że nie używa się ich z godnie z przeznaczeniem, ale nudne kartki z instrukcjami nie zabiera się na przygodę życia, prawda?

Zastanowiłem się jak to wszystko mogło zadziałać, gdyż w obecnym kinie akcji protagonista to jakiś społeczny wyrzutek z problemami z przeszłości lub nieudolny ojciec, któremu jakaś hetera odebrała dzieci, odbierając przy okazji rozum i godność człowieczą. Recykling tych dwóch typów postaci jest tak powszechny, że dostawszy grzecznego dla starszych i odpowiedzialnego rodzinnie Luka stwierdziłem, że nawet jego nieznany ojciec byłby z niego dumny, he he he.
To samo dotyczy reszty bohaterów. Brak przycinania do jedno wymiaru, pozwala postaciom samym się ułożyć między sobą w naturalnych dialogach, gestach i minach. Skutkuje to brakiem suchych, oznajmiających tekstów, mających tylko popychać fabułę dalej.

A wydawałoby się, że mamy tutaj tylko typowy skład każdej drużyny papierowego RPG, zaczynającej swoją przygodę od słów "Siedzicie teraz w tawernie…"

Nowa Nadzieja to pierwsza odsłona tego uniwersum, w której postacie coś znaczą. Te "coś" to prawdziwa, żywa relacja, zamieniająca papierowy skrypt scenariusza w prawdziwe kino przygody. Celowo nie piszę o kinie akcji, bo sama akcja, obok efektów specjalnych, narracji tłem i historii politycznej pełni tylko rolę służebną wobec wspaniałego wariactwa dziejącego się na ekranie. Tak dobra jest to przygoda, pełna ryzyka, niebezpieczeństw, lecąca na łeb na szyję. Byłem zaangażowany, czujem, że jestem jako widz bohaterom potrzebny.

Na koniec zadaję sobie pytanie: Czy lata 80-te wydarzyłby się w kinie, gdyby Nowa Nadzieja nie powstała?
Ocena: 9/10 (minus za ugrzecznioną scenę, w której oryginalnie Han Solo miał strzelać pierwszy w barze)
#heheszki #recenzja #film #gwiezdnewojny


Zobacz: https://lurker.land/post/oAiO2rIxQ
Data dodania: 12/26/2021, 1:23:47 PM
Autor: emrys_vledig

Jakoś tak się uchowałem, że za dzieciaka oglądałem tylko pierwszą w kolejności (IV wedle kanonu) część Gwiezdnych Wojen. Więcej nic i nigdy. Idą święta, czas więc nadrobić i poznać na dobre to uniwersum. Pod tagiem autorskim #memrys zbiorę wszystkie mini recenzje GW, oglądane chronilogicznie dla lore. Jak kogoś moja dłubanina zainteresuje, czy rozbawi to zapraszam do śledzenia.
-----------
Jak sobie poradziłem ze #starwars Rouge 1?
Przyznam, że mocno zachęcony podchodziłem do tego filmu. Bardzo wysokie noty znajomych na filmwebie oraz opinia najlepszego obrazu z nowych odsłon tego uniwersum.
Otworzyłem piwerko, wziąłem kilo świątecznych mandarynek i to chyba ich obieranie tak mnie zdekoncentrowało, że przez pierwsze 40 minut filmu nie wiedziałem co się dzieje. Jacyś ludzie robią jakieś rzeczy w jakiś miejscach, które mają nawet jakieś nazwy. A wszystko to gdzieś w odległej galaktyce. Nic z tego nie rozumiałem i co gorsze nic mnie to nie obchodziło.

Jedyna tragiczna postać ojca - inżyniera budującego Gwiazdę Śmierci, wokół której można zbudować narrację, a która miała jakieś czytelne motywacje została zabita, nawet nie wiem przez kogo, zanim film się na dobre zaczął.

Drużyna Rouge 1 została wzięta z ulotki promującej różnorodność etniczną i płciową. A jedyny biały i rozpoznawalny aktor grał robota, mającego, mimo bycia blaszakiem, największy współczynnik charyzmy w tej całej cywilbandzie.

Główny złodupiec do pokonania dla rozpoznawalności został ubrany w biały mundur, bo wiadomo, inaczej zlałby się z ciemnym tłem innych szaraków. Zresztą nikogo on już nie obchodził odkąd w filmie pojawił się Darth Vader.

Zwróciła moją uwagę postać Lorda Sitha Gerrery, miłośnika hentai z mackami i parodysty Lorda Vadera. Co to kurde było?
- I am your father Jin - powtarzałem na wdechu, naśladując komiczny głos tej postaci.

Przwdziwy Lord Vader - pojawia się w połowie filmu wybudzając widzów z drzemki, zmusza do odłożenia telefonu na którym oglądało się właśnie śmieszne obrazki i... zaraz znika. Hej poczekaj Lordzie Vaderze! Wrócisz jeszcze, nie? No i wraca na koniec filmu na pełnej kurwie pokazując czym moc złego jest. Ahhh, co za wejście. Od czegoś takiego powinno się cały film zacząć. Mielibyście moją uwagę bulwy!

Moc - w tym filmie zrobiono dużo, aby wyśmiać jakże unikalny aspekt tego uniwersum.

Strasznie sztuczny wydał mi się trójpodział kolorystyczny filmu:
- pierwsza cześć to szare filtry i plenery z Alien Covenant
- druga część to kolorystyka rodem z Zemsty Sithów
- trzecia cześć to poszarzane plenery z Błękitnej Laguny
Ta zabawa kolorystyką, wobec miałkości scenariusza, miała chyba za zadanie zaznaczać nam początek, rozwinięcie i zakończenie klasycznych aktów.

I tu sobie zadałem pytanie, czy trylogia lat 1999-2005 była naprawdę, aż taka zła? Czy w porównaniu z nowymi filmami uniwersum SW, nie zaczniemy ich jednak doceniać?
Bo o ile cykl I-III można mocno punktować, to jak można zrozumieć intencje scenarzystów Rouge One?
Będąc w luksusowej pozycji już po obejrzeniu IV Części SW, zapytam - po co te wszystkie kalki scen wzięte wprost ze starej trylogii? Dopatrzyłem się 6 - 7 idealnie skopiowanych aranżacji, kluczowych scen, pomysłów fabularnych, sposobów rozwiązania akcji wziętych żywcem z części IV. Zgaduję, że wielu z Was obytych z tematem znajdzie ich więcej. I to jest to co chcą nam sprzedać pod postacią nowej, niezależnej historii z tego uniwersum?

Dopiero po zobaczeniu część IV SW zrozumiałem jak ponurym żartem jest Rouge One. To zupełnie randomowy scenariusz kina akcji, mogącej się dziać w dowolnym uniwersum uzupełniony o rozpoznawalne sceny i postacie ze starej trylogii.
Amerykańska kinematografia zjadła już dawno swój własny ogon i właśnie dobiera się sobie do dupy.
Rouge One powinny być porównywany do Nowej Nadziei z 1977 roku. Nowa Nadzieja jest tu najlepszym komentarzem tego, co poszło nie tak.
Ocena końcowa: 3/10
P.S. Ale Vader był kozacki, c'nie?
#heheszki #recenzja #film #gwiezdnewojny


Zobacz: https://lurker.land/post/bzyn5ASlX
Data dodania: 12/23/2021, 2:43:42 PM
Autor: emrys_vledig

Jakoś tak się uchowałem, że za dzieciaka oglądałem tylko pierwszą w kolejności (IV wedle kanonu) część Gwiezdnych Wojen. Więcej nic i nigdy. Idą święta, czas więc nadrobić i poznać na dobre to uniwersum. Pod tagiem autorskim #memrys zbiorę wszystkie mini recenzje GW, oglądane chronilogicznie dla lore. Jak kogoś moja dłubanina zainteresuje, czy rozbawi to zapraszam do śledzenia.
--------
Jak mi poszło ze #starwars Zemsta Sithów?

Trzecia część tej trylogii miała być częścią najdojrzalszą i ukoronowaniem cierpliwości dorastającej wraz z tą serią publiczności, nowego pokolenia fanów. W wielu zestawianiach uważana jest za tę najlepszą z "nowej" trylogii. W końcu można sobie było pozwolić na mrok, cierpienie i... zabijanie dzieci? No właśnie... Jak to mawiał znany ze świata ponurej przyszłości Adam Jensen "I never ask for this". No ale jedziemy:

Padmé Amidala - zupełnie przeszacowana postać. Jej ważność z pierwszej części nigdy nie została wyjaśniona i przez drugą i trzecią część pełniła już tylko rolę służebną wobec potrzeby przemiany Anekina. Był przebłysk, kiedy zagadnęła, że być może stoją po złej stronie, ale nieee... widocznie jakiś niewycięty błąd montażowy. Postać z papieru i nie winię tutaj aktorki. Super by było jakby była w spisku, no ale nie jest.

Mace Windu - kolejna postać z papieru. Chyba wszyscy liczyli na badassa widząc Jules'a na ekranie, a on miał tylko sprzedać film Murzynom z Bronxu. Tyle.

Obi-Łan - na początku robił za śmieszka, potem nieśmiertelnego ninja, by wreszcie rzucić kilka demokratycznych frazesów. Następnie wytknął Anekinowi błędy taktyczne (że niby źle go nauczył?), by na końcu biedaka pociąć jak kebab, opiec na wolnym ogniu i zostawić muchom. Taki z niego kolega. Ale po co to opisuje? Bo ciężko jest tę postać opisać inaczej, niż przez pryzmat tego co robi na ekranie, a nie kim jest. A przypominam, że gra tu kapitalny aktor mający aż trzy filmy na zaprezentowanie swojej roli. Ponowie też sądzę, że nie ma go co obwiniać.

Anakin / Vader - czytałem mnóstwo hejtu na grającego go aktora. Fakt, że wygląda jak z katalogu reklamującego męskie slipy w rozmiarze XS, ale zastanawiam się jak ten biedak mógł sobie poradzić z rolą przemiany bohatera, kiedy pozostałym aktorom, nieraz wybitniejszym i z większym doświadczeniem, nie udało się należycie ograć własnych papierowych ról. Trzeba chłopakowi odpuścić, serio. Zrobił co mógł w tej części.

Yoda - podobno w starych Wojnach Gwiezdnych to postać wybitna, mądra i lubiana. Jeszcze tego nie wiem. W tym cyklu jest to emanacja niemocy, przegranej na wszystkich frontach i braku jakiegokolwiek rozeznania. To on ponosi odpowiedzialność za upadek Republiki, rzeź niewiniątek dżedaj, zagładę całego zakonu. Mógłby być tajnym agentem Sithów, ale jest tylko starym pier.dołą. Ucieczka po przegranym starciu z Palpatine szybem wentylacyjnym, odarcie z szat, złożona samokrytyka, defetyzm i chęć ukrywania się, jeszcze tylko zwiększa moją niechęć do tej postaci, która mimo zrozumienia własnej klęski wciąż rozgłasza banały o mocy. Oh! Mistrzu Yodo, dlaczego nie przebiłeś się mieczem świetlnym?

Sheev Palpatine / Imperator - wśród znawców kina, kursuje opinia, że to brytyjscy aktorzy ratują kreacje bohaterów tej serii Star Wars. Tak też jest z tą postacią. Z pewnością aktorzy starej angielskiej szkoły teatralnej radzą sobie lepiej na jałowych green i blue screenach od aktorów tradycyjnego kina akcji. Tutaj składam wysokie wyrazy uznania dla Iana McDiarmida, za wykreowanie kanalii tak dużej klasy. Nawet te najbardziej żałosne scenariuszowo momenty postaci Kanclerza były lepsze w od całej gry aktorów kina akcji razem wziętych. Ale ponownie powtarzam, to nie ich wina.
--------------------------------------------------
Zemstę Sithów chciałbym porównać do filmu wydanego w tym samym 2005 roku jakim jest... tum tu tum... Serenity. Ale jak to? - zapytacie. Box office na poziomie niecałych 39 milionów dolarów? Co Dżordż Lucas by sobie za to kupił? No dobra; mógłby kupić lepszy scenariusz.

Ale skupmy się bardziej co przy małym budżecie, w relacji do GW Lucasa, udało się w Serenity zrobić? Ano udało się zrobić makiety i lokacje, w których aktorzy mogli grać oraz sprzęt i oręż, który aktorzy mogli ogrywać. Co to zmieniło? Ano cała grę aktorską. Dało luz, swobodę, autentyczność. A wszystko to zrobili aktorzy niepierwszoligowi, mający na karku całe dziedzictwo kilka lat wcześniej nakręconego serialu Firefly, którego skromny w porównaniu ze Gwiezdnymi Wojnami, ale wierny fandom patrzył, kibicował i krytykował. Ale udało się i to bardzo dobrze, bo film ten był... ludzki. I tego aspektu zabrakło w green screenowej Zemście Shitów.
Końcowa ocena Zemsty Shitów: 7/10
Ha! Jak to? Wysoko! Ano tak to... kino to marne, ale bardzo widowiskowe!
#heheszki #recenzja #film #gwiezdnewojny


Zobacz: https://lurker.land/post/Zs59nG6zb
Data dodania: 12/22/2021, 7:25:02 PM
Autor: emrys_vledig

Jakoś tak się uchowałem, że za dzieciaka oglądałem tylko pierwszą w kolejności (IV wedle kanonu) część Gwiezdnych Wojen. Więcej nic i nigdy. Idą święta, czas więc nadrobić i poznać na dobre to uniwersum. Pod tagiem autorskim #memrys zbiorę wszystkie mini recenzje GW, oglądane chronilogicznie dla lore. Jak kogoś moja dłubanina zainteresuje, czy rozbawi to zapraszam do śledzenia.
---
Jak mi poszło ze #starwars Atak Klonów?

Film zupełnie inny od pierwszej części. Rozmach i tempo dominuje tu nad fabułą, która wydaje się raczej zarysem takowej. O ile pierwsza część to kino familijne to tu mamy już do czynienia z kinem młodzieżowym, ze wszystkimi tego konsekwencjami. A konsekwencją tą jest Anakin z przeciągającą się burzą hormonalną i zakazaną miłością.

Aktorowi grającemu Anekina, raz lepiej, raz gorzej, ale generalnie średnio udaje się odgrywać ten ubliżający godności własnej etap w życiu każdego człowieka. Chyba na palcach jednej ręki można by było policzyć przykłady z historii kina, gdzie rola młodego buntownika byłaby satysfakcjonująca. Nie ma się co tym więcej zajmować.

Padmé Amidala powraca w roli senatora, już na wejściu poświęcając kolejną swoją sobowtór. ¯(ツ)/¯ Well, keep going... Idziemy dalej, proszę się rozejść. Przylatuje, by zaraz znowu odlecieć w obawie o swoje życie, wchodzi w romans będący dla osoby na jej pozycji mezaliansem, by znów te życie pokładać na szali braku planu, który jest najlepszym planem aby zniszczyć najbardziej przemyślany plan Ciemnej Strony Mocy, która jakby niby nic twierdzi, że wszystko idzie jak trzeba. No okey... mam nadzieję, że w trzeciej części wszystko pięknie zostanie wyjaśnione. Ale raczej się nie łudzę. Liczę nieśmiało, że Amidala to jakaś finezyjnie zakamuflowana agentura Ciemnej Strony.

Joda i Obi-łan to studium niekompetencji i braku rozeznania republikańskiej bezpieki. Zawsze są krok za przeciwnikiem, mimo że sami rycerze Dżedaj ruszyli się z miękkich puf by w tanecznym stylu zostać gladiatorami na jakimś circus maximus galaktycznego zadupia. Z pewnością Joda przekalkulował, że warto jest stracić prawie cały zakon za szansę uratowania Amidali i Anakina. Good deal zielony Żydzie, spoko, że miałeś cynk na te klony, bo tak to dupa blada.

Obi-łan był wspaniałym uczniem Rob Roya, ale jest niekompetentnym nauczycielem Anekina. Co na to Joda? Coś tam marudzi, ale nic nie zmienia. Obi - łan robi najgorszą rzecz jaką można robić młodym - zbuntowanym. Poucza ich. Wiadomo jak się to musi skończyć.
Hrabia Dooku to taki Saruman ubrany na czarno. Christopher Lee, zarobił podwójnie grając tę samą postać w dwóch filmach. Lepszy cwaniak. Nawet dostał drugą wieżę, aby móc gospodarskim okiem oglądać kolejną własną klęskę. Liczyłem tu na więcej.

Jango Fett i Boba Fett - najciekawsze postacie w filmie. Mocno się zachwyciłem tymi wszystkimi ich gadżetami, statkiem kosmicznym, relacją syna i ojca. Z wielkim smutkiem przyjąłem śmierć Jango, ale wiem, że dzięki temu powróci Boba. Chciałbym zobaczyć cały film poświęcony tym postaciom.
---
Atak Klonów chciałbym porównać z Dwoma Wieżami wydanymi w tym samym roku. Jak to z trylogiami bywa, drugie części mają do siebie najwyższy poziom akcyjności i rozpierduchy na wysokim budżecie. Fabuła jest wtórna. Dlatego porównałbym tu konkretne dwie największe sceny batalistyczne z obu filmów. Ku swojemu zaskoczeniu jako lepszą wskazałbym tą z Ataku Klonów, jako bardziej przejrzystą, zaskakującą i z większym rozmachem zrobioną. Nie ma w niej zwolnień akcji, patosu i tylu wymiany cierpiętniczych spojrzeń. Wielkie widowisko. Brawo! 6/10
#heheszki #recenzja #film #gwiezdnewojny #atakklonow


Zobacz: https://lurker.land/post/m_8ts9Ia0
Data dodania: 12/22/2021, 4:12:31 PM
Autor: emrys_vledig

Jakoś tak się uchowałem, że za dzieciaka oglądałem tylko pierwszą w kolejności (IV wedle kanonu) część Gwiezdnych Wojen. Więcej nic i nigdy. Idą święta, czas więc nadrobić i poznać na dobre to uniwersum. Pod tagiem autorskim #memrys zbiorę wszystkie mini recenzje GW. Jak kogoś moja dłubanina zainteresuje, czy rozbawi to zapraszam do śledzenia.
----------------------------------------------------------------------------------------------
Jak mi poszło z oglądaniem #starwars Mroczne Widmo? Plusy, minusy, zastrzeżenia.

Na minus:
- Zagmatwana, nielogiczna, naiwna i dziurawa oś intrygi politycznej. Padmé Amidala nie chciała walczyć, tylko negocjować. Potem chciała walczyć, ale że nie miała już czym, więc zawarła sojusz ze śmiesznymi podwodnymi pieskami, których to niby nie szanowała, a któremu to ich przaśnemu przywódcy jako królowa zechciała się, bez cienia godności własnej, pokłonić. Do tego dochodzi zupełny brak wpływów w Senacie, który nie pozwala jej ukarać Federacji Handlowej, ale pozwala wymienić Kanclerza na nowego kandydata z jej własnej planety. Jeszcze ta wieczna groźba zamachu na jej osobę, mimo jej niekompetencji i nierozeznania w układach, a jednocześnie niezrozumiałej sprawczości przy wymianie kluczowego stanowiska w Republice. Najgorsza królowa ever albo najlepszy dywersant. Ostatecznie sama przyznaje, że się do tej roboty nie nadaje, co też może być grą operacyjna.

- Rycerze Dżedaj w heheszkowatej stylóweczce Big Lebowskiego są dość niekompetentną bezpieką Republiki. Kiedy zarząd grzeje ciepłe pufy w kwaterze głównej Rob Roy o chińskiej ksywie robi co chce i z kim chce, mając z jednej strony sporo luzu, z drugiej z jakiegoś powodu nie należy mu się miękka poducha w zarządzie. Przydałoby się lepiej tę postać poznać.

- Wspólny powrót Dżedaj i Amidali na Naboo pokazuje chyba stałą tendencję sił Jasnej Strony w całej serii, że najlepszym planem jest zupełny brak planu i to w zupełności wystarczy aby obalić nawet najlepszy plan Ciemnej Strony Mocy.

Na plus:
- Praca kamer, udźwiękowianie, tempo akcji, lokalizacje, detale, kostiumy, charakteryzacja.
- Wyścig ścigaczy na monitorze 21:9 to prawdziwe widowisko
- Kapitalne potwory wodne wzorowane na prawdziwych monstrach z głębin naszej planety
- Historia wciągająca na tyle aby sięgnąć po kolejną część. Chodzi to konkretnie o warsztatowe proporcje w budowie scenariusza, który mocno wyróżnia się na plus od współczesnych produkcji o podobnej naiwności świata przedstawionego.
- Relacja Rob Roya z Obi Łanem - naprawdę zgrany tandem, super tnący te całe robo - AGD Federacji. Chętnie zobaczyłbym program kulinarny z nimi, jak tańczą i siekają jarzyny w kuchni.

Zastrzeżenia:
- Przewijałem śmiesznego pieska Jar Jar
- Przewijałem kino familijne Anakin - matka
- Przełknąłem familijność i niedostatki CGI bitwy na Polach Peleonnoru (budżet?) oraz lot Anekina na statek Federacji wraz z zniszczeniem głównego generatora, który znajdował się w dokach... omg 😃
- Toczyłem bekę ze szturmu na zamek pod dowództwem Amidali i jej "podstępu".
- Zastanawiam się nad łatwością z jaką Amidala poświęca swoich współpracowników, przechodząc w kolejnej scenie do porządku dziennego, chcąc natychmiast odzyskać sympatię widzów.
-------------
Podsumowując, film jak na pozycję z roku 1999 prawie się nie zestarzał. Pamiętajmy, że wtedy w wysokobudżetowym kinie dominował okropny zielony filtr, szybkie cięcia mające nadawać tempo i tendencje do pseudointelektualnych dialogów. Zestawiając Mroczne Widmo z Matrixem, wydanym w tym samym roku, pierwsza cześć Star Wars wygrywa w każdym aspekcie, nawet jeżeli uwzględnimy jej familijność. Brawo! 5/10
#heheszki #recenzja #film #gwiezdnewojny #mrocznewidmo


Zobacz: https://lurker.land/post/bDKndukSO
Data dodania: 11/22/2021, 12:30:02 AM
Autor: emrys_vledig

Mając gówniany humor postanowiłem sobie jeszcze dołożyć, robiąc podejście do nigdy wcześniej nie oglądanej batmanowskiej trylogii Krzysztofa Nolana. Jego filmy generalnie dzielę na długie i nudne oraz na nudne i długie. Czerwona lampka zapala mi się dodatkowo, kiedy widzę, że przy scenariuszu daje zarobić swojemu mniej zdolnemu bratu. I tak było niestety tutaj.

Wybrałem Mrocznego Rycerza z względu na wszędzie polecaną rolę Heatha Ledgera, że taka fajna i w ogóle wariactwo na ekranie. Trzeba przyznać, że napracowane, facet daje radę i aż miło porównać jego kreację z klasyczną kreskówkową oraz tą znaną z filmów Burtona. Nawet myślałem, że tytuł "Mroczny Rycerz" jest o nim, no ale nie jest.

Odnoszę wrażenie, że Nolan musiał być kompletnie zaskoczony kreacją Ledgera i nie był w stanie kontrolować spójności postaci Jokera z rysem reszty bohaterów. Wyszło takie "one man show", tam gdzie Ledger się pojawiał. Już tłumaczę: Kino Nolana jest klasycznym "plot driven story" i to aż do bólu. Akcja determinuje poczynania bohaterów, którzy gdzieś miedzy kolejnymi jej zwrotami prowadzą między sobą dialogi wyjaśniające widzowi, co był właśnie zobaczył. To takie zamaskowane słabiutką ekspozycją aktorską didaskalia.

Ziew totalny, zwłaszcza jak jest się wprowadzanym w meandry dokumentalistyki finansów przestępczości w Gotham i perypetii wymiaru sprawiedliwości. Uczyniło to Batmana kimś na miarę Eliota Nessa ds. przestępczości skarbowej. Nie takiego Batmana mam ochotę oglądać. W każdym razie Ladger widocznie olał nudny jak księgowy raport kwartalny scenariusz i postanowił zagrać "character driven story" wskazując że to nie akcja, a motywacja kreowanej postaci ma wpływ na to co się dzieje.
Powoduje to zupełne rozjechanie się spójności formuły filmu, co przez osoby nieobeznane z teorią sztuki filmowej jest niedostrzegane, bo przecież dostali fajnego Jokera, a dalej... dalej nic pusto i nieciekawie.
Takim szczytem przerostu formy nad treścią jest powierzenie zagrania tej samej postaci mentora i powiernika Batmana aż dwóm aktorom o tej samej, wypróbowanej, wadze gatunkowej - Morgan'owi Freeman'owi i Michael'owi Caen'owi. Bez sensu.

Jakby film zmontować do godziny 1:30, wywalając ten cały wątek księgowo - gangsterski i skupiając więcej uwagi na motywach głównych bohaterów to obraz mógłby być bardzo udany. Z tym co jest przyznaję dwie garści nietoperzowego guana na pięć garści w puli do zdobycia.
Aha, film był długi i nudny.

#batman #joker #nolan #film #recenzja #przemyslenia #memrys


Zobacz: https://lurker.land/post/GMEsg699Q
Data dodania: 10/22/2021, 9:19:51 PM
Autor: minral

OPIS zawiera mały spojler , dlatego dałem NSFW .

Wiecie Lurki ... Obejrzałem ostatnio Diunę , była przez chwilę na CDA w dość dobrej kopii . I wiem już że do kina też pójdę bo tak czasami robię jak nie jestem pewny filmu i sprawdzam czy warto wydać pieniądze ... Warto , przynajmniej dla mnie

Muszę przyznać że film zrobił na mnie dość mocno pozytywne wrażenie . Były oczywiście niedociągnięcia jak np scena bitwy pomiędzy klanami która odbyła się na tasako-noże , serio…. cywilizacje najprawdopodobniej miliony lat starsze od naszej prowadzą ( hmm , może honorową ) bitwę na "mieczyki" ? Książki nigdy nie czytałem ( w sumie nie wiem czemu , i wiem o co mniej więcej chodziło w całej historii Diuny ) jeżeli jest tak samo jak w książce to ok , rozumiem "fantazy" takie [raznnthinkin] …

Ale cała reszta aktorzy , zdjęcia , efekty , muzyka , plener , jak dla mnie jedna z lepszych produkcji jakie ostatnio widziałem . "Najwyższy Czas!" zabrać się za książkę ..

#ciekawostki #film #recenzja ( w sumie recenzją bym tego nie nazwał ) #gównowpis #nsfw


Zobacz: https://lurker.land/post/z4bEqoaSS
Data dodania: 10/13/2021, 5:31:37 PM
Autor: wokulski

Ostatni raz pisałem recenzję jak byłem w technikum, ale pomyślałem dlaczego by nie spróbować znowu? Najwyżej mnie zjedziecie z góry do dołu :’)

Squid Game

Zazwyczaj nie mam ochoty i chęci na oglądanie czegokolwiek, jednak kolega z pracy zachęcił mnie do obejrzenia tego serialu nawet nie próbując mnie przekonać. Nie wiedziałem, że jest jakiś hype na to, oraz że to nowy serial. Wiedziałem tylko tyle: Setki osób, grają w gry, kto przegra ten zginie.

Zawsze ciekawiły mnie takie tematy i aspekty psychologiczne w filmach gdzie ludzie walczą o przetrwanie. Hostel, Circle, Cube, Piła etc. Nigdy nie fascynowała mnie tematyka gore, a raczej to jak ludzie zachowują się w takich sytuacjach i podejście psychologiczne. Ładunek emocjonalny jaki to za sobą niesie i powiem wam szczerze, że ten serial dostarczył mi dokładnie to czego chciałem, a ciężko znaleźć to w zachodnich produkcjach.

No… Może Funny Games był ciekawym zjawiskiem, ale filmy mają to do siebie, że są krótkie i za mało jest informacji i za mało czasu żeby zżyć się z bohaterami. Dlatego wolę książki, albo seriale.

Postaram się bez spoilerów, jednak takowe się zdarzą i postaram się, żeby w razie czego nie zepsuły wam przyjemności z oglądania.

Naszym głównym bohaterem jest numer 456 (łatwiej zapamiętać numery niż ich imiona). W pierwszym odcinku zostaje nam przedstawione jego życie. Największa miernota i nieudacznik jakiego możecie sobie wyobrazić. Kradnie matce pieniądze i przepuszcza na hazard, nie pracuje, tonie w długach i ogólnie postać nie będąca przykładem do naśladowania. Wszystko co może pójść źle u naszego bohatera idzie źle. Raz na jakiś czas los się do niego uśmiechnie, żeby z niego zakpić. Wygrał na hazardzie kasę, a chwilę później zjawiła się lichwa u której miał długi, a uciekając przed nimi zgubił pieniądze i nie miał co dać lichwie, gdy już go złapali. Większość odcinka to przedstawienie naszego bohatera w jak najgorszym świetle. Osobiście był dla mnie irytujący.

Cztery pięć sześć dostaje od tajemniczego nieznajomego wizytówkę i propozycję udziału w grach, w których może zarobić sporo pieniędzy, a żeby mógł odmienić swój żałosny i godny pożałowania los. Bohater się godzi i zjawia się w umówionym miejscu i czasie by zostać przewieziony na teren gier, które mają się odbyć.

Od początku cała otoczka tego wszystkiego była niemal cukierkowa. 456 ludzi zamkniętych na jednej hali, gdzie każdy miał swoje łóżko i takie same stroje tylko z innymi numerami, Ludzie w czerwonych kombinezonach oraz maskach zasłaniających ich twarze, by jak to ujęli zachować zasady fair play.

Nie musicie tu być. Możecie odejść. Nikt was do niczego nie zmusza. Macie obawy? Nie ma sprawy! Możecie wyjść, ale pomyślcie czy macie do czego wracać.

Wszystkie osoby, były w podobnej sytuacji co nasz główny bohater i nie mieli zbytnio dobrego życia. Mimo wątpliwości wszyscy się zgodzili na grę, podpisując odpowiedni dokument i rozpoczynając niedługo potem pierwszą grę.

Wszystko to było takie miłe, ciepłe, niemal infantylne, strażnicy w maskach zwracali się jak do dzieci i bardzo delikatnie w tym co mówili oraz robili. Nawet jak dobrzy rodzice nie wtrącali się, gdy dzieci się kłóciły i zostawiali graczy samym sobie. Równość, wolność, braterstwo. Jeśli nawet w to nie wierzyłeś to serial ze wszystkich sił starał się wywrzeć na tobie takie wrażenie. Dzieci czas do łóżek, dzieci chodźcie się pobawić, dzieci czas na jedzonko!

Umowa, którą podpisywali miała tylko trzy punkty i dwa z nich mówiły coś o wyeliminowaniu. Piękne słowo. Jak przegrasz w grze to po prostu odpadasz. Nikt i nic nie przygotowało ich na to co miało nastąpić za kilka chwil. Lobby było w ładnych jaskrawych barwach jak w pokoiku dla dzieci. Pokój gier z ścianą z błękitnym niebem i trawką. Duża laleczka dla dzieci na drugim końcu i czas w końcu na zabawę drogie szkraby.

Kolor tych barw i ta przesłodzona otoczka, szybko i bardzo brutalnie zostaje zmieniona i nagle wszyscy rozumieją co to znaczy wyeliminowanie z dalszej zabawy. Pozwolę sobie zaspoilerować pierwszą grę z pierwszego odcinka. Był to nasz polski odpowiednik Baba Jaga patrzy. Laleczka miała czujniki ruchu i na podstawie tego eliminowała kolejnych zawodników z karabinków na górze. Mimo, że tego się spodziewałem to jednak cały ten kontrast i uśpienie mojej czujności nie przygotowało mnie na masowe ludobójstwo kilka sekund później. Gdy gracze wpadali w panikę i w popłochu próbowali uciekać tam skąd przyszli… Nikt nie dał rady, a nagle z 456 zrobiło się 201 ludzi.

DLACZEGO NAS ZABIJACIE?
To nieporozumienie. Nie chcemy przecież zrobić wam krzywdy.

Gdy ci którzy przeżyli wracają do hali, proszą i błagają o litość ludzi w maskach. Mam dziecko, chce wrócić do domu etc. Ci przypominają im, że nikt ich nie zmuszał i podpisali umowę, a jednocześnie zgodzili się na przestrzeganie zasad i liczyli się z tym, że to się może stać.

W umowie był ciekawy punkt, który mówił, że gdy większość graczy zgodzi się przerwać grę. Gra zostanie przerwana, a wszyscy wrócą do domu. I o dziwo głosowali. Większość przewyższająca drugą stronę o tylko jeden głos zadecydowała, żeby grę zakończyć.

Pan w masce podziękował za grę. Życzył im szczęścia i wszyscy wrócili do domów.

I to było piękne zagranie psychologiczne i zaplanowane od samego początku. Nikt normalny nie weźmie udziału w takiej grze, choćby nie wiem co. Zwodzimy za nos i mówimy prawdę półsłówkami jak dzieciom. Gdy przyjdzie czas dajemy im wybór, chociaż tak naprawdę wyboru nie ma, bo wszyscy ci gracze to odpady społeczne w takim stanie, że mogli wrócić tylko po to, żeby zginąć w niedługim czasie.

I bardzo szybko wszyscy się przekonują jak bardzo ich życia są żałosne. W jak poważnych tarapatach są i że nic ich nie czeka. Tam mieli szanse, tutaj nie. Życie jest gorsze od śmierci. Kilka dni takich refleksji. Dostanie drugiej szansy i z tych 201 osób do gry wróciło ponad 180. Tym razem wiedząc co ich czeka i są na to gotowi.

Rozegrane po mistrzowsku. Nawet na policję nie mieli po co iść, bo ich wyśmiali. TO ONI ZABILI 200 OSÓB I WAS WOLNO PUŚCILI XD? NAĆPAŁEŚ SIĘ CZŁOWIEKU?

Szansa od losu na zmienienie swojego marnego życia i w sumie nic do stracenia.

Każda gra w tym serialu była emocjonująca i ciekawa. Potrzeba było dużo szczęścia i umiejętności, chociaż bardziej z przewagą tego pierwszego by wygrać. Siedziałem z zapartym tchem i wstrzymywałem oddech, gdy gracze wykonywali powierzone im zadania. Może kogoś to drażni, jednak mi się podobał ładunek emocjonalny i granie na emocjach. Pokazywanie graczy, gdy przegrywali. Ich twarze, mimika oraz gra aktorska. Wszystko mi się podobało. Gdy ktoś narzeka na tego typu zagrywki to wiem, że jest przyzwyczajony do filmów z zachodu, gdzie każdy umiera z godnością lub próbuje walczyć. Tutaj widziałem pustkę, bezradność i determinację by przeżyć za wszelką cenę. W trzeciej grze, gdy teoretycznie nasz główny bohater powinien zginąć. Upór, spryt i chęć przeżycia były tak wielkie, że aż zacisnąłem pięści gdy gra się toczyła. To było coś niesamowitego. Niby widziałem to już nie raz, ale jakimś cudem reżyser mnie przekonał, że oni mogą zginąć i kibicowałem z całych sił głównym bohaterom. Świetna robota! Starzeje się, albo bardzo dobrze to było rozegrane. Wczułem się niesamowicie i czekałem z zapartym tchem na to co się wydarzy.

I takich momentów w serialu było sporo i każdy był emocjonujący. Najbardziej to rozbił mnie odcinek 6, kiedy już gracze nie byli zwykłymi pionkami i tłem dla całej rozgrywki jak z pierwszej gry, ale byli ludźmi z krwi i kości i każdy miał swoją determinację i powody żeby walczyć. 6 odcinek wbił mnie tak mocno w fotel, że musiałem zrobić sobie chwilę przerwy, żeby móc oglądać dalej. Nie zdradzę wam co to była za gra i obejrzenie tylko tego odcinka nie będzie miało sensu bez obejrzenia poprzednich 5-ciu. Bo byliśmy na to przygotowywani cały czas i dlatego to było mocne. Nie potrzebna była krew, flaki i przemoc, by zszokować. Naprawdę niezła robota.

Ten serial można lubić, albo go nienawidzić. Jednak dla mnie to pewien rodzaju powiew świeżości i nie ma co tego porównywać do filmów, które wymieniłem wyżej, bo to zupełnie inny poziom. My do brutalności w popkulturze jesteśmy przyzwyczajeni, a do takich zagrywek psychologicznych nie. Tego serialu nie można oglądać przy okazji, albo przewijając sceny. Trzeba usiąść i go obejrzeć. Dojrzeć i usłyszeć wszystko to, co reżyser chciał nam przekazać, bo tylko dzięki temu można odczuć ten film, a ktoś kto go obejrzał po łebkach już stracił szansę na poczucie tego co ja poczułem, choćby usiadł do niego znowu. Plot twisty i wyjaśnienia, które zostały potem zawarte odbiorą wam całą przyjemność z oglądania tego od początku.

Jeśli lubisz gore, brutalne gry i obskurne pomieszczenia. To odpal sobie dwie pierwsze części hostelu, piłę etc. Squid Game nie jest dla ciebie. To zupełnie inny poziom.

#squidgame #recenzja #tworczoscwlasna


SMARZOWSKI JAK PIJANY WUJEK NA WESELU: ściemnia, obrzydza i przynudza ["WESELE" -recenzja] - Tomasz Samołyk

Zobacz: https://lurker.land/post/rW2TkVXhk
Data dodania: 10/8/2021, 6:07:28 PM
Autor: nacjonalizmjestsuper

https://www.youtube.com/watch?v=bkhIgFCsM24
#film #smarzowski #recenzja #wesele #ojkofobia #urojenialewakoidalne #tomaszsamołyk


Recenzja STALKER - Radziecki symulator przetrwania.

Zobacz: https://lurker.land/post/pPlc0xy6G
Data dodania: 8/29/2021, 5:17:15 PM
Autor: andrzej_zielinski

STALKER premise is very simple. You play as a delinquent gopnik who just broke to fence of, exclusion zone in Chernobyl, Ukraine.
Which is actually based on fictional country here in Europe…


https://youtu.be/SjugsyOKNvg
#heheszki #humor #gry #rozrywaka #recenzja #komputery #stalker


ELEX recenzja - "ELEKS to najnowsza kopia Gothic 2 z bronią" XD

Zobacz: https://lurker.land/post/EUUTaQI_C
Data dodania: 8/15/2021, 9:27:56 PM
Autor: andrzej_zielinski

https://youtu.be/lD06adeasRs

Według autora niemiecki wydawca pragnął oddać w niej uroki życia w Berlinie.
Czy mu się to udało?

Polecam oglądać do końca

#heheszki #humor #gry #rozrywaka #recenzja #komputery #elex


Dr Ralph Baric z USA recenzował szczepionkę Moderny już w grudniu 2019 roku.

Zobacz: https://lurker.land/post/FL2pN7jsC
Data dodania: 3/25/2021, 7:21:58 PM
Autor: yfu

http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_technologia/dr_ralph_baric_z_usa,p1204446537

https://www.thegatewaypundit.com/2020/04/huge-exclusive-chinese-doctor-shi-zhengli-ran-coronavirus-research-wuhan-us-project-shut-dhs-2014-risky-prior-leak-killed-researcher/

#moderna #recenzja #usa #medycyna #plandemia #pandemia #czaspatriotow #praktycznyspisek


Zobacz: https://lurker.land/post/TsgK7pBdT
Data dodania: 3/21/2021, 9:05:31 AM
Autor: turtelian

Siemanko Lureczki!
Dzis kontynujemy serie recenzji kaw. Poprzednia tutaj : https://lurker.land/post/lMQDdzEiH

A dziś zajmiemy sie jej konkurentem - Deluxe - honduras soledo (Lidl)

Cena: 45zł/kg
Zapach: Ciekawy, ciężki do określenia korzenno-czekoladowy ? Może tak bym go określił

Solo: Kawa bardzo neutralna, przy głebszych łykach czuć delikatnie kwaskowatość. Lecz z głebsza neutralna prawie bez smaku, troche mi to przypominało popiół. Po ostygnięciu kwasek
i goryczka mocniej wychodzą. Przyjemna w swojej neutralności.

Mleko bez laktozy: Przyjemna, pijalna dośc obojętna, bardzo delikatna. Kawowo-mleczny smnak z naciskiem na mleczny.

Mleko migdałowe- dobre delikatna ale bardziej kawowa niz z mlekiem, zostaje cień goryczki. Dla mnie lepsza niż z mlekiem tradycyjnym.

Kawa ciężka do ocenienia bo mało w niej wyrazu i smaku. Ale mimo to wydaje się dośc dobra zwłaszcza jak ktoś ma ochotę na prostą kawe, bez wyczuwania nut smakowych. Daje 6/10. A no i pudełeczko zajebiste

#kawa #turteliancontent #turteliantestuje #recenzja
wołam @Populus bo sie upominał o kawowy wpisik


Zobacz: https://lurker.land/post/yBnUwcHpL
Data dodania: 1/17/2021, 5:50:50 PM
Autor: turtelian

Dobra obiecałem ze wrzucę recenzje serniczka to wrzucam. Zaczniemy od najlepszego moim zdaniem czyli :

Czekoladowy z dodatkiem wisni. Smakowal jak sernikowe brownie, każdy kto lubi sernik i czekoladę byłby zachwycony !
@PszenicznaAborcjonistkaElfa32 także wygrales! Ten był najlepszy!
ex aequo nr 2 ;

Oreo, sernik z ciasteczkami. Przezajebiste. Dobry sernik i wilgotne ciastko z spodem oreo to jest to!

Cynamonowy ! Kurde zdziwiłem się ze te smaki pasują bo nie jestem fanatykiem cynamonu. Ale cynamonowy kruszonka i sernik. Mniam!

Klasyczny ! Po prostu zajebistu sernik z masa owocowa u góry.

Na ostatnim miejscu serniczka kokosowy, dobry dużo lepszy niż sklepowe sernik ale do swojego rodzeństwa sie nie umywa.

Kurde lurki żałujcie ze takich sernikowe jie macie skąd zalatwic, bo to jest kilka leveli wyżej niż to co robią w sklepach czy piekarniach.
#sernik bez rodzynek ! #ciasta #kuchnia #recenzja


Zobacz: https://lurker.land/post/3mYyvF3sV
Data dodania: 1/14/2021, 8:50:02 AM
Autor: turtelian

Dzień Dobry Lureczki!
To w ramach odpoczynku od polityki czy wojenek wypokowych proponuję walnąć po kawce !
Poprzedni wpis znajdziecie o tutej https://www.lurker.pl/post/TrNotObUi
A dziś na tapet wjeżdża kolejna kawka od Story cofee roasters czyli Blend No.2, Arabica 100% honduras/brazylia.

Cena 100zł/kg
Zapach: dziwny, malo kawowy jak dla mnie

Smak Solo: czuć głównie słodkośc z kwaskowatością, podobny smak do kawy z miodem. Może ta kwaskowatośc delikatnie taka jak bardzo gorzka czekolada/kakao jednak to tak szukając na siłę. Pozostaje deliktany posmak z tego charakterystycznego kwiatowo cytrusowego kwasku. Nie przepadam za kwaskowatością w kawach, ta naszczeście to nie był kwas jak w jakiś lurach ale jednak dalej wole inne nuty smakowe.

Z mlekiem : Bardzo dziwna. Sporo zależy od proporcji. Za mało mleko (20/150) czuć tą charakterystyczną kwaskowatość, która w połączeniu z mlekiem daje efekt kawy z skisłym mlekiem
Jak za dużo mleka to nie czuć w ogóle kawy, trochę jakby pić mleko z jakimś dodatkiem.
Jednak po trafieniu w punkt (40-50/150) to dla mnie była bardzo dobra ! Kwasek znika i zostaję dość intensywny smak kawy z lekką nuta mleka- czyli tak jak lubie!

Z mlekime owsianym: ujdzie, kwasek zostaje ale jest lekko stlumiony.

Owsiane + słodzik : NIEPIJALNE zostaje kwaśny smak, nie czuć ani kawy ani mleka owsianego.

Kolejna istotna uwaga : Kawa jest bardzo niewydajna! 250g pękło jakby to było ze 150. Dziwne bo w ekspresie nic nie zmieniałem.

Ocena 6/10
Przypominam, że moje oceny uwzględniają cene. Kawa czuć, że jest dobrej jakości, nie jest nijaka, bogate nuty smakowe - jednak nie takie jak lubie.
Główne nuty: owoce/kwiaty moim zdaniem.

#kawa #recenzja #turteliancontent #turteliantestuje #dziendobry


Zobacz: https://lurker.land/post/TrNotObUi
Data dodania: 1/7/2021, 9:18:31 PM
Autor: turtelian

Dzień doberek lureczki ! Kolejna paczka kawy pękła więc jest kolejna recenzja dla was !
Dziś wjeżdża kawka lidlowa - Bellarom Classico

Cena: 30zł/kg
Zapach: Przyjemny słodkawy lekko czekoladowy
Solo troszkę śmierdzi myszą jednak duzo mniej niż poprzednik. Czuć bardzo delikatny i krótkotrwały kwasek na początku. Później pozostaje delikatna goryczka, jednak kawa bez większej głebi czy mnogości smaków. Pijalna, lekka przyjemna ale bez szału.
Z mlekiem ponownie dużo lepsza niż poprzednik, czuć kawe i mleko rzekłbym w proporcjach pół na pół. Bez żadnej głębi ale i bez wad. Typowa gorzkość kawy z smakiem mleka. Prosta jak budowa cepa, ale jako zwykła kawa nadaje się.
Z mlekiem owsianym wychodzi z niej kwas- nie polecam.
Z koniakiem wychodzi koniak + myszowatość- równiez nie polecam.

Być może po porzedniczce ta ocena będzie trochu zawyżona przez to ,że wcześniejsza kawa była słaba, ale dałbym tej kawie takie 6/10. Człowiek nie żałuje ani że kupił ani, że pił. Jest ok. Jako wybór do biura bym powiedział, że nawet dobra bo neutralność, prostota + niska cena to tutaj główne atuty.

O gorszym poprzedniku możecie przeczytać o tutaj :
https://www.lurker.pl/post/CgUm53VeA

#kawa #recenzja #turteliantestuje #dziendobry #test

PS: nie kliklem, że to ma być szkic na rano więc macie wieczorem skoro już się klikło


Zobacz: https://lurker.land/post/fnDuMUu3F
Data dodania: 12/21/2020, 8:40:26 PM
Autor: turtelian

Dzisiaj skończyłem książkę "Polscy Bogowie Wojny".

Powiem wam, że ciekaw lektura ale bez fajerwerków. Sama książka to bardziej zbiór artykułów każdy o innej osobistości. Tak też podzielono na rozdziały. Są one napisane dośc luźno i przystępnie, jednak ciężko określić dla kogo ta książka ma być- dla wyjadaczy tematu nie, ale dla totalnych żółtodziobó też chyba nie. W każdym rozdziale znajdziemy fragmenty nie będące wiedzą powszechną, swoiste ciekawostki jak i sztampowe powtarzane miliony razy frazesy. Przypomina mi to luźna rozmowe z kimś kto się zna na temacie i poproszenie go o nakreślenie tematu i rzucenie kilku ciekawostek mniej znanych faktów.

Jeśli interesuję was historia Polski, polecam. Częśc wiedzy sobei utrwalicie, może coś nowego się dowiecie, a poprzez luźna formę i przyjazną strukturę książka jest łątwa do czytania jako przerywnik zwykłych czynności. 1 rozdział zajmuje parenaście minut - w sam raz do autobusu czy innego tramwaju i jest sam w sobie zamknietą całością tak, że nastepny możemy czytać i za pół roku nic nie tracąc.
Dalbym 7.5/10
#historia #polska #ksiazki #sladamirzeczpospolitej #turteliancontent #turteliantestuje #recenzja


Zobacz: https://lurker.land/post/CgUm53VeA
Data dodania: 12/20/2020, 7:55:18 PM
Autor: turtelian

To co Lureczki, po kawce ? Dziś przychodze do was z kolejną recenzją, tym razem będzie to Coffe Promotion gold - kolumbia. Kawa w cenie 45zł/kg więc "średnia" półka.

Aromat: Lekko "myszowaty" tak jak pachnie dawno nie otwierana szafa/pokój. Ale nieintenswyny generalnie znośny.
Smak Solo: Na samym początku bez smaku, neutralna kawa jednak jako posmak zostaje delikatna myszowatość. Może na finiszu odrobinę kawowej cierpkiej goryczki. Po dłuższym czasie myszowatośc mimo, że bardziej wyczuwalna przestaje przeszkadzać i bardziej czuć kawe.

Z mlekiem: mleko wychodzi na pierwszy plan, jednak "myszowatość" jak to nazywam jest dalej wyczuwalna. Nuta cierpkości na koniec znika w 100% pod wpływem mleka. Generalnie jest ok, lepsza niż solo. Z czasem jak człowiek się przywyczaja jest lepsza, lecz ciągle nie bardzo dobra.

Mleko + słodzik: to się nie dodaje, napój kawowy niby wychodzi ale taki w którym coś niegra.

Mleko sojowe: Dobra, zabija "myszowatość" ciekawie się komponuję, jednak szybko się nudzi- przynajmniej mi.

Moc: 3/10 musiałem pić po 5 dziennie czasem.

Generalnie słaba kawa, niby nie tragiczna ale mimo tego, że prosta, bez głebi, wyrazu i nieciekawa to jeszcze z "wadą". Napewno nie kupię jej więcej. Punktowo daje 3.5/10, bo w pracy mam gorszą
#kawa #recenzja #turteliancontent #turteliantestuje


Zobacz: https://lurker.land/post/n6VaEK904
Data dodania: 12/12/2020, 8:50:02 AM
Autor: turtelian

Lureczki, jak to mawiają starożytni Ży…mianie lawa z rana jak śmietana! Wracam do was z kolejną recenzją kawki. Drugiej z serii poleconych przez lurka!
Dziś kawa Mogiana od Story Coffe.

Cena 100zł/kg
Zapach: delikatny, przyjemny lekka nuta czekolady.
Smak: Charakterystyczna kwasowość kawy brazylijskiej, specyficzna. Mi się szybko nudzi ten smak, jednak napewno znalazłby też swoich amatorów. Kwasowośc walczy z goryczką po kilku chwilach. Z każdym łykiem jednak ta kwasowość zaczyna przeważać szalę, zarówno nad goryczką jak i smakiem kawy.
Z mlekiem owa kwasowość znika, kawa wychodzi na pierwsze miejsce. Kawa i mleko, dla mnie dużo lepsza niż solo, jednak jest to "tylko" albo "aż" solidna kawa z mlekiem- bez fajerwerków.
Po dodaniu cukru robi się z tego przyjemny napój kawowy, z kawą i mlekiem na pierwszym miejscu. Dla mnie ta opcja na równi opcji z samym mlekiem, wydaję się najlepszą opcją podania.

Jeśli ktoś lubi tą charakterystyczną wręcz "owocową" kwaskowatość kaw brazylijskich będzie zadowolony, ja nie jestem fanem. Kawa fajna, napewno nie można odmówić jej jakości czy charakteru. Jednak nie trafiła w mój gust.
Ocena ogólem 6/10.
Moc- typowy sredniak 5/10.
#kawa #turteliantestuje #turteliancontent #recenzja