Lurker.land - tag #przegryw

Zobacz: https://lurker.land/post/EU0_Cs18z
Data dodania: 5/10/2022, 3:56:54 PM
Autor: emrys_vledig

#gwiezdnewojny #starwars #przegryw #takaprawda


Dlaczego większość Polaków nie powinno mieć prawa do opieki nad dziećmi?

Zobacz: https://lurker.land/post/Y3rJ2RZeQ
Data dodania: 5/9/2022, 12:39:02 AM
Autor: benethor

https://www.youtube.com/watch?v=Y1IvxviWkuE

Najpopularniejsze błedy w wychowaniu dzieci, czyli w jaki sposób patologiczni rodzice wpędzają dzieci w #przegryw

#niewiemalesiedowiem #wychowanie #patologia


Zobacz: https://lurker.land/post/F-2z77FAD
Data dodania: 3/24/2022, 6:03:34 PM
Autor: qew12

jak coś to gram sobie w mafie na strimku (uwaga strimer z zaburzeniami lękowymi)
https://www.twitch.tv/qew12twitch
#przegryw #wychodzimyzprzegrywu #gry #mafia


Zobacz: https://lurker.land/post/Xfk5KWHyb
Data dodania: 2/25/2022, 7:52:54 AM
Autor: besteer

Patrząc po tym, co się u sąsiada na świętym tagu zaczyna odstawiać, to ja zaczynam mieć podejrzenia, kto incelizm i przegrywizm w Internecie zaczął. Nie dość, że obniżyli morale naszych mężczyzn, to jeszcze te kretyńskie wrzuty jak to będą Ukrainki przyjmować
Trudny wybór dla tych kobiet, bohater walki o kraj z kacapią vs polski spasiony incel, doprawdy, kogo by tu wziąć.

#polityka #przegryw


Zobacz: https://lurker.land/post/AG3d95IHh
Data dodania: 2/21/2022, 4:00:47 PM
Autor: walonykapitalizm

Jest tragedia, 30 lat to koniec dla chłopa, chłop myśli o życiu w lesie jako bezdomny, its over dla chlopa, nie ma ratunku dla chłopa w problemach rodzinnych, intelektualnych, wyglądowych.
#przegryw


Zobacz: https://lurker.land/post/igYOTaqT6
Data dodania: 2/17/2022, 6:07:32 PM
Autor: grubas_pornograficzny

Urojenia proto-transów (czyt. blackpil0wych aspergerów):

hurr k0biety kurwy p0laki manlety durr liczy się wzrost powtarzam WZROST jak masz 179.99999999 m to zabij się manlecie wymordować femoidy niech nie ktoś przytuli uguu

also bl*ckpillowcy (zajebane z tej ich wiki):

młody wyposzczony kucu, wykopku, libku, ów ruch może się wydawać fajny, interesujący, radykalny, etc.. ale nie spowoduje że zaruchasz albo poprawisz swoje życie. Zły adres. Wręcz przeciwnie, dołaczysz do grona 41%, i to szybciej niż ci się wydaje polecam wyguglować hasło incel-to trans pipeline #cope #przegryw #blackpill #bekazlewactwa (sądząc po obsesji na punkcie słowa "p0lak")

P.S: zaorać przemysł porno. jedyne wyjście.


Zobacz: https://lurker.land/post/OcKY2Cn7o
Data dodania: 2/16/2022, 7:03:34 PM
Autor: wokulski

#smiecizglowy epizod 47

Opowiem wam o mojej pierwszej w życiu książce, którą przeczytałem i jakie oburzenie wywołało to u mojej rodzicielki.

Moje relacje z matką, są dosyć ciężkie i w ogólnym rozrachunku ciężko mi się z nią dogadać i nie mogę z nią przebywać za długo w jednym pomieszczeniu. Powodów tego stanu rzeczy jest masa. Najwięcej jednak składa się na to pierdół, które może nie wydają się jakoś istotne to jednak gdy doda się wszystko do siebie to wyjdzie z tego komedio-dramat, który przeżywałem przez większość mojego życia.

No bo jak można zakwalifikować zmuszenie do chodzenia do kościoła co niedzielę, gdy samemu się siedziało w domu? Co miało na celu oglądanie pogrzebu Jana Pawła II w telewizji mając kilka lat? Co miało na celu trzymanie mnie zamkniętego przy biurku, aż będę miał czerwony pasek na świadectwie? Co miało na celu zamknięcie małego dzieciaka, bo nie umiał zawiązać butów? Co miało na celu, mówienie, że zamknie się mnie jak krowę w szopie i będę trzymany na łańcuchu? Mówienie, że mnie się odda? Straszenie? Ciągłe porównywanie do innych dzieci. Etc. Etc.

Pierdoły, za które ktoś inny by powiedział, żeby wziąć się w garść. Jednak częstotliwość tych pierdół była przeogromna. Mogłem dostać zjeby za odłożenie mleka nie na swoje miejsce w lodówce, a największym hitem, było wytknięcie mojej przegrywowej natury i twarz mojej mamy zalana łzami, bo jej koleżanki to mają już wnuki, a ona nie.

Moja mama była fanatyczną przeciwniczką gier, technologii oraz bajek dla dzieci. Dobrze przewidywała, że nadejdzie czas, iż rodzice będą swoim pociechom włączać tableta, telefon i puszczać inne frizy. Chociaż za moich czasów koledzy grali w cs-a, tibię i gta. W telewizji mówili, że gry powodują przemoc, więc trzeba było to ograniczać jak to tylko możliwe. Moja matka do dziś pluje sobie w brodę, bo kupiła mi z ojcem pegasusa i zagrywałem się w mario. Do dziś tego żałuje, bo to przez to stałem się przegrywem piwniczakiem bez zdolności społecznych, więc skutecznie ograniczała mi dostęp do gier. Limity, szlabany za byle co etc. W każdym razie nie miałem o czym rozmawiać z moimi kolegami w szkole. Bo ja w tym czasie siedziałem zamknięty w pokoju i patrzyłem tępo na książki.

Otóż to! Żeby mama nie dawać mi grać, oglądać bajek, albo musieć się mną zajmować, znalazła idealny sposób, żeby spełnić się jako matka, a dodatkowo żebym nie był narażony na zły wpływ technologii, ogłupiających gier i bajek, więc kazała mi się uczyć, a co jakiś czas przepytywała z tego. Trzeba było umieć 100% jeśli chociaż na jedno pytanie odpowiedziałem źle. To mama się uśmiechała. Mówiła, że muszę jeszcze się pouczyć. Oczywiście nie mogę przyjść za 5, 10 czy 15 minut, bo nie będę umiał na pewno. Mam przyjść za godzinę minimum i nie wolno mi się oddalać od biurka w ogóle.

I cyk pora na M jak Miłość

Ciekaw jestem czy mogę być jej wdzięczny za tę szczodrość i miłość jaką mnie darzyła i nie pozwoliła mi na ogłupiający wpływ telewizji i gier komputerowych sama mając wypaczony mózg telenowelami, a mi każąc się uczyć takich głupot, że nawet teraz nie potrafię znaleźć przykładów. Po prostu miałem zamknąć mordę, siedzieć w pokoju i się uczyć.

I tak pewnej soboty dbając o moje dobro i przyszłość, wiedząc, że czeka mnie sprawdzian z angielskiego, zamknęła mnie w pokoju przy biurku i kazała się uczyć do egzaminu. Mam jej nie wołać, póki się nie nauczę, bo wpierdol. Nie odejdę, póki nie będę umiał wszystkiego, a jak skończę to mam jeszcze 5 przedmiotów do nauki, więc weekend miałem już zaplanowany.

Znając podstawy matematyki, lepiej niż ona, wiedziałem, że nie ma sensu uczenie się. Nie zdążę, a i tak nie czeka mnie za to żadna nagroda, bo dostałem karę za 3 z matematyki, a to oznaczało, że nawet nie pogram wyznaczonej godziny w weekendy i mogę tylko tępo oczekiwać końca weekendu. Na dwór nie wyjdę (na dobrą sprawę, ja się zastanawiam co wtedy robiłem gdy nie musiałem się uczyć, a miałem i tak kary, które były mierzone w miesiącach i sobie przypomniałem: https://lurker.land/post/51jjrGDOl).

W takich warunkach nie miałem nic do roboty. Nie mogłem odejść od stołu, bo mama cały czas kontrolowała i przedłużała mi wtedy karę, więc musiałem siedzieć i przewracać od czasu do czasu kartki w podręczniku, bo mama też kontrolowała czy za długo na jednej stronie nie jestem…

Skąd ten upór u mnie? Nie wiem, ale pomyślcie sobie, mając lat 8-15 ile wy byście wytrzymali bezsensownej nauki i ciągłych obowiązków, pozbawieni wszelkich rozrywek za wszelką głupotę? To był jedyny sposób na bunt, za każdy inny dostawałem wpierdol i kary, a któregoś razu rodzice przesadzili i skończyłem wtedy z depresją.

Jakimś cudem nawinęła mi się wtedy Książka: ,,Przygody Tomka Sawyera”. Wypożyczyłem ją ze szkolnej biblioteki. Nie była to lektura szkolna wtedy, a poprosiłem wtedy jakąś dziewczynę, by mi coś poleciła. Jak potem ogarnąłem, zrobiła to na odwal się. Niby była oczytana i dostała nagrodę za przeczytane książki, ale tak naprawdę po prostu je wypożyczała i odnosiła po tygodniu, a statystyki się zgadzały. Jednak trafiło się jak ślepej kurze ziarno i miałem co czytać.

Zacząłem spokojnie i nim się obejrzałem, zaczęło to lecieć, a zimowe sobotnie popołudnie zaczęło mi lecieć bardzo szybko. Od czasu do czasu mama wpadała zobaczyć czy się uczę, jednak mi nie przeszkadzała, widząc moje zaangażowanie, jednak nie widziała, co czytam. Zorientowała się po trzech godzinach, kiedy byłem tak przejęty książką, że nie usłyszałem jak wchodzi. Podeszła do mnie i w pierwszej chwili się uśmiechnęła.

Pamiętam do dziś ten uśmiech. Taki dumny, widać było na jej twarzy radość, a zaraz potem mina jej zrzedła, zrobiła się czerwona i zabrała mi książkę, coś tam na mnie krzycząc, a ja zostałem wyrwany z tego wspaniałego i wciągającego świata z powrotem do tego pokoju, szarych ścian i otwartego podręcznika od angielskiego. Wyciągnęła mnie wtedy za ucho, zaczęła się drzeć i wyszła z książką, a ja dalej patrzyłem tępo w podręcznik, rozmyślając nad tym, co się wydarzy.

Ogólnie to czułem się wtedy źle. Jakbym zrobił coś niewyobrażalnie podłego i złośliwego. Jakbym kogoś zabił. Takie poczucie winy zostało we mnie wzbudzone i czułem się podle. Jakbym zdradził swoich rodziców, zawiódł na całej linii. Nie miałem takich wyrzutów patrząc tępo i nie robiąc nic jak robiąc cokolwiek. Bo chociaż nie wypełniałem swoich obowiązków to przy okazji nie miałem żadnych przyjemności. Jak na moje dziecięce oko to była sytuacja najbardziej fair. Jednak miałem wyrzuty, że mogłem dobrze spędzić czas, zamiast nie robić nic. Ciężkie to było dla mnie, jednak nie najgorsze przeżycie w domu.

Nie pamiętam przebiegu reszty tego dnia. W ogóle. Pamiętam natomiast, że następnego dnia zapytałem mamy gdzie jest ta książka. Oddała mi ją komentując to jakoś niemiło, a ja doczytałem ostatnie 50 stron i wszystko już wiedziałem. Od tamtej pory regularnie wypożyczałem książki, a mama bardziej się przyglądała czy aby na pewno się uczę czy jednak nie czytam książki, która nie jest w kanonie lektur szkolnych zapowiedzianych na dany rok.

I cyk pora na M jak Miłość.

#zalesie #gorzkiezale #depresja #przegryw


Zobacz: https://lurker.land/post/r30NNAlS_
Data dodania: 2/8/2022, 8:30:54 PM
Autor: mnieciekawi

Łyżką w p==/%e nie zamieszasz.

Its over for x <= 19 cm

#przegryw #zwiazk #blackpill #takaprawda #bekazrozowychpaskow #bekazpodludzi

@dyrygent poprawiine antypolaku, możesz już szukać nowego pretekstu by ocenzurowac, może regulamin z 2057? Btw - nadal czekam na przeprosiny za Twój poprzedni 'blad" i BEZPRAWNE OCENZUROWANE ZNALEZISKA NA DLUGIE GODZINY


Zobacz: https://lurker.land/post/4fw1OexOy
Data dodania: 2/2/2022, 2:06:44 PM
Autor: wokulski

#smiecizglowy epizod 46

Na jednego wygranego przypada milion przegranych, czyli nie czuj się lepszy, albo gorszy.

Jedną z rzeczy, która mnie wkurza w świecie to przesadne skupianie się na drobnostkach, mniejszych problemach i sytuacjach które statystycznie mają małą szansę się wydarzyć, jednak ktoś podporządkowuje swoje życie właśnie tej zasadzie.

Przykład?

W 95% przypadków, pasy ratują życie, jednak zdarzają się przypadki mieszczące w 5% kiedy zamiast ratować to mogą zabić. Mój dawny kolega, nigdy nie zapinał pasów, bo jego wujek wjechał kiedyś w drzewo, nie miał zapiętych pasów i przerzuciło go przez przednią szybę i poobijany przeżył wypadek. Gdyby miał zapięte pasy to najprawdopodobniej byłby zmiażdżony razem z autem, a tak skończyło się na złamaniach.

5% szans na powodzenie, 95% szans na to że się nie uda. Jednak dalej trwał przy swoim i chociaż dawno się z nim nie widziałem to pewnie jeszcze żyje. Co nie znaczy, że dzięki swojemu myśleniu, miał farta, tak samo jak jego wujek.

Innym przykładem są palacze. Każdy z nich zna wujka Heńka, który palił 60 lat i dożył 80-tki. Nie biorą pod uwagę, że Heniek by żył może i jeszcze dłużej, ale fajki to ukróciły.

Wkurza mnie skupianie się na cierpieniu zwierząt, a nikt nie zwraca uwagi na cierpienie ludzi. Weganie są dobrym przykładem. Strasznie się martwią losem zwierząt, podczas gdy miliony giną w wojnach, z głodu, z braku opieki medycznej etc. Chociaż o tym mógłbym oddzielny wpis napisać i notabene skupiam się na jakiejś mniejszości.

Innym złudzeniem i skupianiem się na tym jest mówienie o tym, że każdy może osiągnąć sukces. Każdy z was zna ze słyszenia syna koleżanki waszej starej, który samotnie opiekuje się piątką dzieci, chodzi na dwa etaty, studiuje i jeszcze prowadzi udane życie towarzyskie. Każdy zna ze słyszenia dziadka Wiesia, który ciężką pracą dorobił się czegoś w życiu. Każdy zna wujka Mariusza, który wyjechał i zarabia kokosy.

Każdy zna kogoś, kto rzucił studia i rozwijał swoje pasje w garażu, zapominając wspomnieć że wyglądają one jak nasze mieszkania, rzucili Harvard, a nie politechnike w Pcimiu Dolnym, a ich pasje i utrzymanie finansowali rodzice, którzy mogli sobie na to pozwolić…

Usłyszycie o wspaniałym poświęceniu, pasji i ciężkiej pracy, a potem się okazuje, że to tylko iluzja i tak naprawdę bez pomocy z zewnątrz nie osiągnęliby nic.

Oczywiście są przypadki, gdzie komuś się uda i faktycznie działa jak ten zasłyszany syn z akapitów wyżej, ale zawsze się zapomina o milionach poległych, a to oni są ważni. Dzięki ich błędom i poświęceniu wiadomo jest czego się wystrzegać i co robić. Jednak ludzie wolą patrzeć na tych kilku ludzi sukcesu, zapominając o milionach, którym się nie udało i skończyli fatalnie.

O takich ludziach lepiej nie mówić, psują narrację, że każdy może osiągnąć wszystko, a złudzenie wolności i świadomość, że można polepszyć swój stan daje siłę wielu ludziom, by dalej napędzać system, będąc prostym trybikiem. Raczej mało który z nich zada sobie pytanie czy naprawdę jest taka wolna, a ci którzy spróbują zostaną wpisani do liczby ofiar i strat koniecznych, a na koniec powie się, że za mało się starali i cyk pora na cs’a.

Ilu ludzi znacie, którym się nie powiodło? Którzy mimo starań i ciężkiej pracy, tylko się pogrążyli? Pewnie za mało się starali? Nie wątpię, jednak czy aby na pewno tak było? Czy mieli wpływ na wszystkie wydarzenia? Czy mimo poświęcenia całego swojego czasu byli w stanie odmienić swój los?

Zapomina się o takich czynnikach jak: Geny, biologia, czynniki losowe, polityka etc. Człowiek nie ma na wszystko wpływu, a bardzo dużo zależy od szczęścia. Możecie powiedzieć, że ten syn koleżanki daje radę, ale jednak nie każdy jest w stanie tak się poświęcić, chociażby przez czynniki biologiczne.

Myślicie że to głupie usprawiedliwienia? Mam pewną teorię. Jeśli to czytacie i tylko macie ochotę by powiedzieć weź się w garść i przestań szukać głupich wymówek to mam wrażenie, że nie poznaliście tych przegranych.

Najmocniejszym przegranym, który mi utknął w pamięci, był gość, którego ściągałem z drzewa. Napisałem o nim jeden z moich wpisów.

Facet miał firmę. Sam ją rozwinął, sam ją poprowadził i dorobił się całkiem ładnej sumy, żony, dzieci. Jego partnerka, poprosiła go, żeby załatwił posady jej braciom. Zrobił to. Zbyt ufny to był człowiek i dał im za dużą władzę, a po jakimś czasie wygryźli go z interesu, zabierając mu wszystko, a potem odcinając się od jego rodziny. Męczył się 10 lat z depresją, aż któregoś dnia znalazłem go wiszącego 4 metry nad ziemią i poznałem tę historię. Jedna z wielu.

Mój kolega z klasy, prymus, dzięki któremu cała nasza klasa zdawała, zmarł ojciec w ostatniej klasie technikum. Żeby utrzymać dom i chorą matkę, zrezygnował ze studiów i zaczął pracować. Czasami go widuję jak pracuje jako kurier. Jest sam.

Inny taki chłopak był znęcany przez rodziców i dzisiaj siedzi pod sklepem pijąc najtańsze piwo.

Los ci rozdaje karty, a ty musisz je wykorzystać.

Nawet przegryw nie wylądował w tym z własnej woli. Przegrywy to nie są rozpuszczone dzieciaki, które wszystko dostawały pod nos. Przegrywy to zbite psy, które reagują agresją na każdego kto się zbliży, bo znają tylko to, poniżanie i wyzwiska. Ciężko osobie takiej zrozumieć, że ludzie są z natury dobrzy, bo tak nie jest.

System nasz tak działa. Coś kosztem czegoś. Żeby był wygrany, musi być o wiele więcej przegranych. Żebyś ty mógł zarabiać więcej, ktoś musi zarabiać mniej. Żebyś ty żył w pokoju, ktoś inny idzie na wojnę. Byś ty mógł jeść, ktoś inny musi głodować.

Więc nie gardź ludźmi, tylko dlatego że miałeś szczęście, albo więcej możliwości by swój stan rzeczy zmienić. Nie czuj się lepszy, bo dorastałeś w domu, w którym rodzice cię kochali, a twój kolega musiał spać w budzie z psami.

Bo to cię nie czyni lepszym. Po prostu miałeś więcej szczęścia.

#przegryw #depresja #przemyslenia


KUPIŁEM ŻONĘ NA SLAMSACH - moje szalone WESELE w wiosce PLEMIENIA BADJAO!!

Zobacz: https://lurker.land/post/SWlxaqFYC
Data dodania: 1/30/2022, 6:16:17 PM
Autor: immortal_emperor

Ten odcinek jest bardziej odcinkiem dokumentującym wydarzenie naszego ślubu, kolejny opowie historię jak do tego doszło…

https://youtu.be/FXnVfuiMQjg

#wygryw #przegryw #pojebanaakcja #filipiny #podroze


Zobacz: https://lurker.land/post/lgFu2y9pJ
Data dodania: 1/24/2022, 7:26:35 PM
Autor: wokulski

#smiecizglowy epizod 43

Byłem programowany na niewolnika.

We wszystkim trzeba zachować zawsze równowagę. Cokolwiek by się nie robiło, zawsze to ma zastosowanie. Możesz umrzeć z głodu, a także z przejedzenia. Za mało tlenu cię udusi, za dużo zabije. Gdy będzie ci za zimno zamarzniesz, a gdy za gorąco to się ugotujesz/usmażysz. Przykładów można mnożyć wiele.

Jest rzecz narzucona mi przez otoczenie i która sprawia, że nigdy równowagi nie mogę osiągnąć i zawsze to powoduje u mnie stany depresyjne. Zbyt mało wolnego czasu. Nie dostałem depresjii, impulsu, ani załamania podczas siedzenia na dupie i nic nie robieniu. Największe problemy przeżywałem, kiedy mój czas był zajęty w 100% tak, że wolny czas uniemożliwiał mi odpoczynek psychiczny i zaczynałem działać jak robot, mając przebłyski, że dzieje się coś niedobrego. Krótkie epizody, kiedy miałem w końcu czas na odpoczynek. W końcu miałem głowę wyczyszczoną i mięśnie odpoczęły i nagle kiedy znów mogłem myśleć klarownie to stawało się dla mnie jasne co się wydarzyło przez te kilka dni, tygodni, miesięcy. Nie potrafiłem odpoczywać w ten wolny czas i doprowadzało mnie to do ciężkiej depresji. Gdy w końcu mogłem zająć się sobą, okazywało się, że mnie już nie ma.

Stałem się bezmyślnym robotem, wykonującym te same powtarzalne czynności, każdego dnia ,nigdy nie zastanawiając się nad sensem wykonywanych działań.

Krótka przerwa na regenerację uświadamiała mi mój stan i wpadałem w panikę przed powrotem do błędnego koła, jakim było moje życie, a brak czasu na zatrzymanie się, powodował, że nie potrafiłem nic zmienić, ani nawet pomyśleć jak to zrobić. Mój czas był zajęty w 100% i nie można tu było wcisnąć niczego. Jedynym ratunkiem wydawała się śmierć.

Pamiętacie moje poprzednie historie? Odkąd skończyłem gimnazjum starałem się uciec z domu i udało mi się ograniczyć kontakty z rodzicami do niezbędnego minimum, chociaż by to zrobić musiałem poświęcić mój wolny czas, ferie i połowę wakacji. Zapisałem się do klasy sportowej, zamieszkałem w internacie i siedziałem tam 6 dni w tygodniu. Spędzając łącznie średnio 12 godzin w ciągu dnia w szkole oraz na treningach. Pobudka o 6.00 rano, 7.00 trening, 10.00 szkoła 16.00 trening 18-19 powrót do internatu. W sobotę jeden trening i powrót do domu, żeby wyprać ciuchy i wziąć kieszonkowe na kolejny tydzień. Różnica kolosalna w porównaniu z tym co przeżywałem wcześniej. Wcale mi nie było przykro, że tak mało czasu spędzam w domu, chociaż klasa sportowa wcale nie była lepsza i tam doznałem więcej krzywd niż to było w latach ubiegłych, ale uwolniłem się od rodziców.

Nie chodziło o to, że byłem chudy, wątły czy jaki tam chcecie. Przegryw z aparycją tyczki, który postanowił iść na siłownię. Nie! Miałem 1.9m wzrostu, dobrą budowę ciała i bardzo szybko nadgoniłem moich rówieśników, niektórych nawet prześcignąłem i nawet znalazłem w sobie predyspozycje do przebiegania maratonów. Bo mimo że na krótki dystans, siłowo to nie byłem zbyt dobry to jednak na dłuższą metę byłem w stanie pokonać większość ludzi.

Jednak budowa ciała, predyspozycje i ciężkie treningi nic wam nie pomogą, jeśli macie bałagan w głowie.

Póki nie myślałem to było wszystko dobrze. Póki ignorowałem docinki w moją stronę, było dobrze. Póki poświęcałem swój cały wolny czas, było dobrze. Jednak gdy przychodził moment, kiedy było trzeba się zatrzymać, było fatalnie, a wtedy wszystko runęło i upadało na mnie, a do tego dochodziły tylko nowe problemy, które spiętrzyły się przez 3 lata takiego życia.

Jak ojciec się wyniósł to wróciłem do domu. Nie rozpaczałem w ogóle za tymi trzema latami, które trenowałem. Nigdy nie lubiłem tego sportu, większości tych ludzi, a to co mnie tam spotkało miało też wydźwięk na resztę życia.

Ostatni rok technikum bez treningu był dla mnie całkiem przyjemny. Osiągnąłem balans w moim życiu pomiędzy czasem wolnym i zajętym.

Miałem wystarczająco dużo czasu na odpoczynek, a także na obowiązki. Mimo ciężkich i długich dojazdów to porównywalnie więcej czasu miałem na swoje hobby i rozrywki, których całe moje życie musiałem sobie odmawiać, a raczej odmawiali mi ich inni. Wcześniej rodzice, potem mój tryb życia. Bardzo dużo zagrywałem się wtedy w cs:go, byłem całkiem dobry. Tak mi się wydawało i dużo czasu poświęcałem na treningi, granie i oglądanie profesjonalistów. Miałem marzenie, żeby też kiedyś osiągnąć taki poziom. Głupi byłem. Nigdy nie oszukiwałem, nigdy nie prosiłem, ani nie płaciłem za carrowanie. Poświęcałem czas na treningi aima i pamięci mięśniowej. Uczyłem się nowych taktyk etc. Nauka w szkole szła mi lepiej niż wcześniej, bo i tak paradoksalnie miałem więcej czasu na naukę i nie spałem na lekcjach, maturę też zdałem bez problemu.

Świadomy moich przeżyć z czasów szkolnych, epizodów depresyjnych oraz tego jak żyłem w tym momencie, wiedziałem, że nie dam rady uczyć się i pracować jednocześnie, a takie ultimatum dostałem od rodziców, którzy stwierdzili, że nie będą mnie utrzymywać. Mimo dostania się na studia nie mogłem na nie iść. Wiedziałbym jak to będzie funkcjonować, wiedziałem też, że nie chcę być zdany na rodziców i mieszkać w kraju, w którym sam się nie utrzymam, więc postanowiłem wyjechać za granicę.

Niestety praca uświadomiła mi brutalnie dlaczego nie mógłbym robić tych dwóch rzeczy naraz, a dodatkowo okazało się, że 8 godzin w pracy jest wystarczające by osiągnąć stary stan z technikum, kiedy nic nie szło po mojej myśli i po prostu działałem jak robot. Tak jak to opisałem w pierwszych akapitach.

Zatraciłem się. Straciłem swoje marzenia o studiach, nauce, e-sporcie etc. Cokolwiek nie robiłem nie byłem w stanie się temu poświęcić. Za cokolwiek się nie brałem, nie mogłem temu sprostać. Praca była udręką i nabyłem po niej traumę. Praca i kupowanie rzeczy, które nie były mi do niczego potrzebne. Musiałem mieć auto, musiałem wynajmować dom, musiałem przeżyć kolejny dzień. Ledwo wiązałem koniec z końcem i nie mogłem brać ani dnia wolnego. Ciągle miałem nad sobą wizję katastrofy. Dla wolności, której tak pragnąłem, dla niezależności, której tak chciałem pozwoliłem stać się niewolnikiem i jestem nim do dzisiaj.

Cokolwiek zrobię to długofalowo nie ma znaczenia.

#zalesie #przegryw #depresja


Zobacz: https://lurker.land/post/c2flbNyS0
Data dodania: 1/11/2022, 4:41:49 AM
Autor: macer

bardzo nie polecam gry heroes 3, a zwlaszcza wracania do niej po kilku latach. zarywa sie noce i rozgrywa 5 razy te sama bitwe, zeby sprawdzic czy da sie miec mniej strat.
#herosy #gry #przegryw ale też #wygryw


Zobacz: https://lurker.land/post/l0HmsPHsH
Data dodania: 1/10/2022, 1:47:17 PM
Autor: grubas_pornograficzny

DZIEWIĘĆ PRZYKAZAŃ WYZNAWCÓW SEKTY KOSMITOLOGA I PODWÓRKOWYCH SZATANISTÓW

1. Będziesz zaśmiecał fora, martwe i niemartwe, dialektyczną propagandą.
2. Będziesz wiernym NPC-tem, z poglądami zgodnymi w 100% z narracją (((mediów))).
3. Będziesz wiernym simpem big-pharmy i judeokorporacji.
4. Będziesz marnował minimum 10 godzin dziennie na próby zmuszania gojów do tzw. "szczepienia".
5. Będziesz zwalczał KK, nawet gdy jego narracja bedzie w większości styczna z twoją.
6. Będziesz marnował kolejne 10 godzin dziennie na dyskusje z tzw. "szurią", nawet jeśli ich argumenty mają odzwierciedlenie w rzeczywistości.
7. W przypadku styczności z autorytetem naukowym orającym twój talmudyczny bełkot, będziesz próbował go zdyskredytować oskarżając o bycie tzw. "ruskim agentem" lub opłacanym przez bliżej nieznaną organizację oszołomem.
8. Swoją prace bedziesz wykonywał nieodpłatnie
9. Trawy nigdy nie dotkniesz, z piwnicy nie wyjdziesz ( ͡° ͜ʖ ͡°)

#gownowpis #bekazpodludzi #pseudomedycyna #bekazlewactwa #przegryw


Zobacz: https://lurker.land/post/-ipgW5fbf
Data dodania: 1/10/2022, 11:54:38 AM
Autor: wokulski

#smiecizglowy epizod 42

Co jest nie tak waszymi radami? Dlaczego fora społecznościowe typu wykop są okropnym miejscem do wylewania swoich żali? Dlaczego ludzie z problemami się w nich pogrążają? Dlaczego nie można wyjść z kiepskich sytuacji? Dlaczego filozofia blackpill ciągnie zamiast odpychać?

Dawno temu czytałem dużo wpisów ludzi, którzy tkwili w depresji, albo narzekali na swój przegryw. Utożsamiałem się z nimi oraz widziałem podobieństwa. Zanim sam zacząłem się wypowiadać, minęły lata.

To co było charakterystyczne dla tych wpisów to ciągły marazm, topienie się we wspomnieniach oraz wszechogarniający ból i niemoc. Większość osób, która się udzielała robiła to, ponieważ nie miała nikogo komu mogłaby się zwierzyć, albo została zraniona. Różnie to bywało. Posty i komentarze ciągle kręciły się wokół tego samego, a każdy jeden wstawiał historię podobną do poprzedniej. Nigdy nie nudziło mi się tego czytać. Zawsze było coś, z czym mogłem się zgodzić i podejrzewam, że wielu, których utkwiło w tym błędnym kole, też to widzieli.

Najróżniejsze historie. Setki ludzi i ciągłe odczuwanie bólu, który czułem ja, ty, oni. Nic to nie dawało, ale przynosiło ulgę, bo nie byłem w tym sam. Mimo, że siedziałem sam przed monitorem, albo w ekranie telefonu to czułem więź z tym człowiekiem.

Do zachowań toksycznych i poglądów, które wielu z was się nie podobają przejdę później. Bo ci, którzy przestali komentować te wpisy, albo przestali w ogóle je czytać, wiedzą o czym mówię.

Osoby spoza kręgu ludzi chorych, albo te, które z tego wyszły dawały rady. Idź pobiegaj czy coś, zmień pracę, idź do barbera, zmień dietę etc. Rady same w sobie nie były złe i każdy kto wydostał się z tego, wie że ma to olbrzymi wpływ na nasze samopoczucie, jednak coś było nie tak z nimi i nie chcieli ich przyjmować, albo podawali kontrargumenty. Idź pobiegaj czy coś stało się formą mema i teraz jest wyśmiewane, jednak geneza tej rady jest trochę głębsza i cały sens się zatracił przez powtarzalność. Chodziło w tym o coś więcej.

Nie liczy się cel wędrówki, a droga ku niemu.

Zaczynam łagodniej, ale gdybym miał opisać wpis tego typu to przerysowałbym go tak:

OP: Jest mi źle i tragicznie! Mam kiepskie życie i nie wiem co zrobić! (opis sytuacji, życia, zdarzenie)
Kom1: Mam tak samo. (Okazanie wsparcia i zrozumienia)
Kom2: Próbowałeś mniej się przejmować? (Kogoś poruszył wpis i próbuje zrobić ,,coś” i nie wie co)
Kom3: Ogarnij się! Inni mają gorzej! (Najgorszy typ, przez który tylko OP się pogrąża)
Kom4: Miałem to samo, musisz zrobić to i to. (Może i miał, ale zapomniał swoje początki i nawet gdy to uwzględni to zapomni o wielu czynnikach, które mu w tym pomogły, a nie są w zasięgu OPA)

Ludzie w depresji zazwyczaj mają wybudowany mur wokół siebie, przez który nie wpuszczają nikogo. Zazwyczaj mają jakąś mała bramę, przez którą można się dostać do środka, ale w wyniku doświadczeń jest tak samo ciężka do sforsowania jak mur. Przykre jest, gdy ktoś wrzuca wpisy obnażające jego słabości, uchyla odrobinę bramę, a potem pojawi się ktoś, kto powie, że inni mają gorzej, przestał obwiniać rodziców, że go bili, bo teraz jest dorosły etc. Brama wtedy jest znów zamykana i nie trafia do niego nic. Chociażbyś przekazał mu coś wartościowego i faktycznie mogącego pomóc, to w jednej chwili wszystko trafia szlag, bo powiesz coś, co go dotknie, a wtedy będzie się bronił. Zamknie bramę i nie wpuści nikogo do środka.

Nie zarzucajcie ludziom w depresji braku empatii, oni mają jej o wiele więcej niż osoby zdrowe, a do tego są bardzo wrażliwi. Wszelkie negatywne komentarze czy to do ludzi w sieci, czy gdybyście znali kogoś takiego w swoim otoczeniu zamkną taką osobę w sobie i nie będzie się czuła przy was swobodnie.

Frustrujące? Na pewno. Sam nie mam cierpliwości mimo tylu lat tkwienia w takim marazmie. Nie komentuje i nawet już nie przeglądam takich postów z prostego powodu: Nie mam do tego cierpliwości by zbawiać wszystkich ludzi z depresją. To co opisuję to porady dla tych, którzy chcą zrozumieć, albo pomóc komuś w takiej sytuacji.

Jeśli nie chcesz pomóc w sposób, w którym naprawdę możesz pomóc to tego nie rób wcale. Przez takie gadanie, pouczanie i atakowanie tych osób stworzyła się jedna z najbardziej toksycznych grup jakie znam i odpowiedzialni za nią są osoby, które tych ludzi najbardziej gnoiły i kazały się im ogarnąć.

Zaraz do tego przejdę, ale żeby lepiej to zrozumieć odniosę się do czegoś innego:

Poszedłem na terapię grupową i dała mi ona naprawdę dużo. Profesjonaliści mający doświadczenie z takimi jak ja, otoczony grupą podobnych. Mój sceptycyzm nie pozwalał mi wierzyć w skuteczność takiej praktyki, kiedy siedzimy sobie razem w kółku i każdy coś mówi. Bite gadanie 5 godzin przez 5 dni, przez kilka miesięcy. Jednak ten okres wspominam wyjątkowo miło i jako ciekawe doświadczenie.

Jedną z rzeczy, które robiła ta terapia to burzyła mury, które mieliśmy. Długi czas się otwieraliśmy, gadaliśmy coraz więcej o nas i o naszych uczuciach. Budowaliśmy grupę ludzi, która sobie nawzajem ufała i czuliśmy się bezpieczni. Nikt nas nie krytykował, nikt dla nas nie był niemiły. Tematy były ciężkie, ale jak jedna osoba się przełamała to potem już leciało. Obnażało się swoje najgorsze demony i mury upadały.

Wtedy był najgorszy okres, bo gdy mury upadły przychodził czas by brutalnie bić po mordach i pokazać co z nami jest nie tak i co z tym zrobić. Wiele osób wymiękło i nie przychodziły nawet kilka dni. Ci, którzy to wszystko przetrwali wyszli zupełnie inni niż gdy tam weszli. Nawet jeśli od nowa zbudowałeś mur to miałeś intruza, który od środka zaczynał ci sabotować jego budowę. Z różnym skutkiem on sobie radził, wszystko zależało od terapeuty, ludzi wokół i ciebie samego.

Nie mam wątpliwości, że gdyby ktoś od razu zastosował terapię szokową to nic by to nie dało, bo póki istnieje mur to nic nie zrobisz.

Mówienie komuś w depresji, że się użala, wzmacnia mur.
Mówienie komuś w depresji, że inni mają gorzej, wzmacnia mur.
Mówienie komuś w depresji, żeby próbował się uśmiechać, wzmacnia mur.

Co w takim razie osłabia mur? Czas, rozmowy bez wyrzutów, zrozumienie, poczucie bezpieczeństwa i nienachalne próbowanie wyciągnięcia go z marazmu.

Nienachalne to kluczowe słowo! Jak nie ma ochoty, to zmuszaniem wzmacniasz mur.

Denerwujące? Na pewno! Do tego jeszcze wyczują, jak robicie to z przymusu i już was nosi. No tylko złość i agresja wam zostaje. Nie daj boże, żeby spotkało to waszych partnerów, albo najbliższe osoby. Można zgłupieć, a co dopiero mówić o tysiącach takich ludzi.

Jeszcze wyczują, że musicie się z nim jak z jajkiem obchodzić i czują się jeszcze gorzej. Dlatego polecam przekonać takich ludzi na terapię.

Wiecie co nie niszczy murów, ale pozwala dostać się do środka? Odpowiedzi na pytania, które tysiące takich ludzi sobie zadaje. Nie te trudne, jakie ja przeżyłem na terapii. Łatwe odpowiedzi, które nie naruszą konstrukcji muru, a nawet go wzmocnią.

Wiecie co musiałem odkryć na terapii i każdy inny? Obwinialiśmy się za wszystko złe co się wydarzyło, co się dzieje i co będzie się dziać. Branie odpowiedzialności za wszystko i wszystkich. Szczególnie to było widać u osób z nerwicą, wtedy terapeuta zaczyna nas uświadamiać, że nie jesteśmy za wszystko odpowiedzialni, ale robił to z rezerwą i delikatnie, aby nie popaść w drugą skrajność i nawet się z tym nie krył. Powolne uświadomienie, że dzieciństwo jednak miało wpływ na nasze życie i nie jesteśmy odpowiedzialni za innych ludzi, a niektóre sytuacje po prostu się dzieją i będą dziać. Oprócz tego uświadamiał nas na co mamy wpływ i co możemy robić.

Ja jeszcze jakimś cudem nie obwiniałem wszystkich wokół i sam brałem na siebie winy. Do terapii to myślałem, że to jest moja wina, że rodzice mnie tłuką, a to wszystko co mnie spotkało to moja wina. Dziś by to nie przeszło jeśli kogoś by stąd zabrać i wpuścić na terapię.

Pogarda, brak taktu i atakowanie ludzi z tym schorzeniem doprowadziło do tego, że zamknęli się na ludzi, którzy chcieli dla nich dobrze i otworzyli się dla kogoś, kto ich w tym stanie utwierdzał. Głaskał po głowie, mówiąc, że to nie ich wina. Tamci ludzie byli tego potwierdzeniem i powstały wtedy ciekawe ideologie, a raczej stały się bardziej popularne u ludzi uważanych za przegranych.

Nastąpiło wtedy skupienie całkowite na winę otoczenia, genów, dzieciństwa i praw rządzących naturą. Pozwoliło to ładnie uporządkować świat i doprowadzić do tego, że świat nadal był kiepski, nadal było źle, ale przynajmniej w tym bezmiarze chaosu, bólu i cierpienia wyłonił się porządek, który pozwolił na zrozumienie tego świata.

Może i nie poprawiło to ich sytuacji, ale zrozumieli dlaczego się tutaj znaleźli oraz mieli winnego. To działa różnie, dla jednych to oznaka by działać, a dla drugich to było usprawiedliwienie, żeby zostać w punkcie, w którym są teraz, bo i tak nie mają na nic wpływu.

Dlaczego więc artykuły i teksty w internecie odnośnie depresji i jak z niej wyjść etc. nie były dobre? Jest kilka odpowiedzi, ale tutaj zastosuję subiektywną opinię, zamiast tłumaczyć ogół.

Wertując takie artykuły szukałem rad, pocieszenia, albo ulgi. Rady były nieosiągalne, zamiast ulgi, narastała frustracja, a w wyniku tych dwóch pocieszenia nie znalazłem. Dlaczego? Ponieważ mimo że w Polsce na jedną kobietę zabija się dziesięciu facetów to wszystkie artykuły były napisane lub poświęcone kobietom. Nie znalazłem nic dla mnie, nie znalazłem opisów pasujących do mnie. Siedzę sam w pustym mieszkaniu, chce się zabić, każdy dzień to katorga i próbuję coś z tym zrobić, a czytam kolejny artykuł, w którym się okazuje, że ktoś faktycznie był w depresji. Faktycznie wyszedł z niej, ale zakrawa na ironię czytać, że były potrzebne tylko chęci, kiedy cały opis temu przeczy. Nie twierdzę, że nie były chore i nie umniejszam kobietom w tym, ale zbyt często przewijało się w tym, że mieli wsparcie, kochającą rodzinę, chłopaka, który o nich dbał i pozwolił leżeć i przeżyć tę chorobę. To jest ważne, jednak co ma zrobić samotny facet, odcięty od rodziny?

Kiedy próbujesz, nawet bierzesz te rady do siebie idź pobiegaj czy coś. Dbasz o siebie, rozwijasz się i ogólnie słuchasz tych rad (robiłem to bardzo długo) a one i tak nie dają efektu to dopada cię frustracja i szukasz rzeczy, które do tego doprowadziły. Dlaczego pomimo tego, że robię wszystko tak jak jest tam napisane, tak jak mi proponują ludzie i staram się jak mogę to czuję się tylko gorzej?

Zazwyczaj jest jedna rzecz, która do tego prowadzi. Mówcie co chcecie o piramidzie Maslowa, jednak jest bardzo ciężko realizować potrzeby wyższej potrzeby, bez zrealizowania tych niższej (albo na odwrót). Piramida bez fundamentów się zawali zawsze. Brak wsparcia i kogoś w prawdziwym życiu kto może ci pomóc jest bardzo uciążliwy i nie potrafię znaleźć przykładów, ani osób, które wyszły z tego pomimo bardzo złych przeżyć same.

Jak ktoś twierdzi, że terapia nic nie daje i są to przyjaciele za pieniądze i będzie to mówił osobom, którzy mają problemy to jesteście ignorantami, albo bardzo złymi ludźmi, lubiącymi sprawiać innym cierpienie. Terapia daje ,,coś” tak jak ,,coś” da ci przeczytanie tego tekstu. Może spojrzysz na osoby z depresją inaczej, może w końcu ich zrozumiesz. Kiedyś napisałem wpis odnośnie samobójstw dla pewnego użytkownika, który zadał mi na ten temat pytanie. Zrozumiał i zmieniłem jego podejście do tego, tak że na ostatnie pytanie mu już nie odpowiedziałem, bo sam do tego doszedł na podstawie mojej odpowiedzi. Terapia będzie naruszać mur i wpuszczać do środka informacje z pozoru błahe i nic nieznaczące. Na każdego działa coś innego i potrzeba wiele sesji, by odkryć co.

Tak, terapeuta to przyjaciel za pieniądze i co z tego? Ty zadajesz się z ludźmi bezinteresownie? Utrzymujesz kontakty, których nie chcesz? Jeśli tak to idź do przyjaciela za pieniądze to ci wytłumaczy, że jednak tak nie jest, albo uświadomi ci, że masz jakąś chorobę psychiczną.

Szkoda, że terapeuta musi istnieć, bo większości ludzi ma brak empatii i zrozumienia na tyle, żeby móc pomóc innym i trzeba chodzić do kogoś, kto rozumie, albo po prostu wie co powiedzieć i jak się zachować i chce ci pomóc. Inkasuje za to pieniądze? I co z tego? Mi było już brak siły na pomaganie wszystkim wokół bezinteresownie, ale gdybym brał za to pieniądze to bardzo bym się w tym spełnił.

To dlaczego filozofia blackpill tak trafia do tych ludzi? Zastanówcie się nad tym na podstawie tego co opisałem do tej pory.

Mam nadzieję, że trochę rozjaśniłem sytuacje i nawet jeśli nie bezpośrednio to pośrednio udzieliłem odpowiedzi na pytania. Nie odpowiadam za ogół, ale chciałbym wiedzieć na ile się zgadzacie z tym co napisałem i na ile jest to prawda. Temat był dłuższy niż myślałem i w zależności od pytań może napiszę jeszcze jeden wpis.

W ogóle pominąłem jeden istotny element, ale to dlatego, że nawet o nim wspominając, mógłbym doprowadzić do całkowitego skupienia na nim i zatracenia całego sensu mojej wypowiedzi.

To wszystko co tutaj opisałem można odnieść nie tylko do depresji, ale także do fanatyków, którzy są za wszelką cenę przy swoich poglądach politycznych,religijnych, osób uzależnionych, etc. Trzeba zdobyć zaufanie, naruszyć mur i wpuszczać intruza. Wbijanie się z taranem nic wam nie da.

Następnym razem zastanówcie się czy warto dawać rady, albo kogoś ,,uświadamiać” bo może nie robicie tego dobrze, a poza tym kosztuje was za dużo wysiłku i po co wam to?

#przegryw #depresja #blackpill #uzaleznienie


Zobacz: https://lurker.land/post/hx-ZSSVRY
Data dodania: 1/6/2022, 11:51:22 AM
Autor: am0k_music

#rozdajo
Dziś premierę ma mój nowy singiel
https://lurker.land/post/NWy5CSrEr

W związku z tym możecie zgarnąć vinyl z moimi autorskimi kompozycjami.
Fotki poniżej.

Aby wziąć udział w zabawie wystarczy zaplusować ten wpis oraz zamieścić pod singlem na YouTube komentarz o treści: Nigdy się nie poddawaj
(Być może przydługawe ale chcę o aby to wybrzmiało i żeby każdy kto jest w #przegryw oraz #depresja i myśli, że to już koniec nigdy nie tracił nadziei, że może być jeszcze pięknie)

Losowanie komentarza (za pomocą odpowiedniego narzędzia - commentpicker) odbędzie się w sobotę (8.01.2022) o godzinie 20:00.


Zobacz: https://lurker.land/post/rbKgJp01O
Data dodania: 1/5/2022, 6:33:22 PM
Autor: am0k_music

Już jutro premiera mojego najnowszego singla.
Zaczynam się stresować jak zostanie przyjęty - ale to już tradycja.

'Runaway', bo taki tytuł nosi jest dla mnie jednym z ważniejszych utworów w życiu.
Jest on odzwierciedleniem mojej osobistej tragedii, która wydarzyła się pół roku temu.
Straciłem coś co było dla mnie najcenniejsze - rodzinę.
Do dziś nie mogę się pozbierać i nie umiem się z tym pogodzić.

W tym momencie walczę przede wszystkim o siebie oraz jak najczęstsze kontakty z moim synem, z którym łączy mnie niesamowita więź.
Jestem w ogromnej #depresja z poważnymi problemami finansowymi a #muzyka to mój wentyl bezpieczeństwa.

Tekst piosenki napisany jest w dość uniwersalny sposób - mimo, że traktuje on o moim życiu na pewno wiele osób będzie mogło odnieść go do własnych doświadczeń.
Gościnnie zaśpiewał wokalista z Chile - Lukky Sparxx.

Nie wiem po co to wszystko piszę (może potrzebuje to po prostu wyrzucić siebie) ale pamiętajcie - co by się nie działo nie wolno się poddawać.

Również jutro startuje #rozdajo z vinylem, na którym znajdują się moje autorskie kompozycje.
Dla szczęśliwca dorzucę też trochę vlepek

--
Jeśli nie chcesz widzieć moich wpisów dodaj #am0k na czrnolisto.

#produkcjamuzyki #tworczoscwlasna #synthwave #przegryw


Zobacz: https://lurker.land/post/tIFYm7Kx5
Data dodania: 12/8/2021, 10:58:31 AM
Autor: wokulski

#smiecizglowy epizod 38

Jakby wszyscy skakali z mostu to tez byś skoczył?

Każdy z was na pewno chociaż raz w życiu musiał to usłyszeć. Czy to od rodziców, nauczycieli, lub przy innej okazji. Absurdalność tego stwierdzenia miała was w teorii skłonić do zastanowienia się nad tym co robicie i powstrzymać was przed owczym pędem za grupą, bo to niekoniecznie może się dla was dobrze skończyć. Jednak samo stwierdzenie jest absurdalne i fakt przez kogo jest wypowiadane, sprawia że traci na wartości. Powiedźcie szczerze ilu z waszych rodziców, albo nauczycieli poszłoby i skoczyło z tego mostu, bo co ludzie powiedzą?

Naprawdę zabawne to jest, gdy się temu przyjrzysz, a nawet trochę przykre jest, kiedy zrozumiesz, że powinieneś był skoczyć z tego mostu razem z grupą. Bo może i wszyscy zginęli, ale ty zostałeś sam. Skoczyć jest już za późno, a ruszyć z tego miejsca, gdzie teraz jesteś, jest ciężko.

Wytłumaczę to na zasadzie anegdotki, jeszcze ze szkoły średniej. Prawie cała klasa uciekła z lekcji i nie przyszła jednego dnia do szkoły. Wszyscy byli dogadani, umówieni. Część nie przyszła w ogóle, część spotkała się pod szkołą i ruszyła na miasto. Tylko jedna osoba się wyłamała, która deklarowała się jako jedna z pierwszych, że do szkoły nie pójdzie. Następnego dnia, mieliśmy pogadankę i wylądowaliśmy na dywaniku. Słuchaliśmy z ust dyrektora i wychowawcy, że jesteśmy frajerami, a Michałek, jako jedyny przyszedł do szkoły. Był nam stawiany za wzór do naśladowania i jedynym normalnym w klasie, podczas gdy cała reszta była frajerami.

Po całej tej sytuacji, klasa stwierdziła, że w grupie frajerów, frajerem jest ten, który nie jest frajerem. Przez jakiś czas chodzili i mówili do siebie w stylu: Cześć frajerze! Co tam frajerze? Co dziś zrobiłeś na szkodę naszej klasy frajerze? Jak tam frajernia?

W sali były trzy rzędy ławek i krzeseł. W lewej siedział ten ,,normalny” pośrodku nikt, a po prawej cała frajernia. Na pytania nauczycieli co robimy odpowiadaliśmy, że troszczymy się o kolegę, żeby się nie sfrajerzył tak samo jak my.

Nie skoczył z mostu.

Oczywiście to wszystko był żart i to całkiem udany, bo nikt go nie gnębił i nie miał prawa narzekać, bo bardziej to traktowaliśmy z przymrużeniem oka niż faktyczna próba dokuczenia drugiej osobie. Nabijaliśmy się z wychowawcy i dyrektora, nie z tego ziomka, ale sytuacja idealnie obrazuje co się stanie jak nie skoczysz z mostu.

Możesz być frajerem w grupie, możesz być jedynym ,,normalnym” stwierdziłem, że będę lepszy i aż do szkoły średniej trzymałem się moich zasad. Czego żałuję, bo nikt nie traktował tego jako żartu, a odstępstwa od normy były traktowane jako coś złego i jako przyzwolenie by niszczyć mi życie.

Ogólnie szkoda gadać o tym jak życie moje wyglądało w tamtych latach, bo to temat na oddzielny wpis. W każdym razie, podczas gdy chłopacy trzymali się razem, ja siedziałem na uboczu.

Gdy tak sobie myślę to nie byłem problemem, ani to, że nie skakałem z mostu. Ja po prostu wylądowałem w złym, patologicznym środowisku, gdzie w podstawówce paliło się fajki, piło alkohol, paliło zioło i tłukło się losowych dorosłych i kradło im rzeczy.

Dobrze że taki nie byłem, z drugiej strony to towarzystwo dręczyło mnie, więc mogłem być jak oni, albo skończyć upośledzony psychicznie przez kilkanaście lat. Ciężko stwierdzić dzisiaj co byłoby lepsze. Teoretycznie z problemów psychicznych wyszedłem, a raczej nauczyłem się z nimi żyć.

Tak to powoli się żyło na tej wsi.

I tak było źle i tak było niedobrze, jednak pozostawanie przy swoich zasadach i alienacja wcale mi się nie wydają atrakcyjne po takim czasie. Może trzeba było iść za grupą i się nie przejmować?

Prościej by mi było się odnieść do tego przykładu, gdybym nie wspomniał o kradzieżach, biciach i fajkach w podstawówce, ale nie jest też fajnie leżeć skopanym gdzieś w łazience i zaplutym przez rówieśników, a nauczyciele widząc siniaka pod okiem stwierdzą tylko, że znowu na drzwi wpadłem.

Jednak gdy się nad tym zastanowimy to społeczeństwo, czasy i czynniki niezależne od nas stwarzają normy i to co powinno się robić, by grupa nas zaakceptowała. To co opisałem wyżej, jest nie do zaakceptowania i raczej mało który z was wyobraża sobie, żeby jego dziecko w wieku lat 10 paliło i piło alkohol, ale 100 lat temu takie dziecko mogło już wyjść za mąż i urodzić dziecko jak warunki na to pozwalały i nikt w tym nie widział nic złego. 60 lat temu, byłeś pozerem jak nie paliłeś i szurem jak stwierdzałeś, że to niezdrowe. I mimo że miałeś rację to chciałeś narażać się na kilkanaście lat poniżania i traktowania jak idiotę, bo mówiłeś coś innego i nie szedłeś za tłumem?

Twoje zasady, twoje myśli i honor są dużo warte, dopóki są społecznie akceptowalne, a mało są warte, gdy większość się z nimi nie zgadza, zawsze wtedy będziesz wyrzutkiem, a ludzie cię będą traktować z agresją, nawet jeśli masz rację. 700lat temu z chrześcijańskim miłosierdziem byłbyś nabijany na pal za wygłoszenie tezy niezgodnej z narracją kościoła katolickiego.

Pytanie brzmi wtedy, czy ty jako szaraczek. Człowiek przeciętny powinieneś się tym przejmować? Czy warto dla własnych zasad i tego w co się wierzy iść pod prąd? Niesamowicie dużo to kosztuje wysiłku, a efekty są mierne. Nawet gdy okaże się, że masz rację nikt nie będzie o tobie wtedy pamiętał, a czego się nasłuchałeś i co przeżyłeś nikt ci nie zwróci, no chyba że masz satysfakcję z mówienia samemu do siebie a nie mówiłem! Bo nikt inny cię słuchać nie będzie chciał, bo co z tego, że miałeś rację jak po tylu latach i tak cię wszyscy traktują jak idiotę?

Nie lepiej było skoczyć z tego mostu i mieć spokój? Nie lepiej było podążać za tłumem i mieć wszystko w dupie? Wierzyć komuś innemu, robić to co wszyscy?

Wystarczy wyłączyć myślenie i pozwolić myśleć komuś innemu za ciebie. To takie proste.

#depresja #przegryw #koronawirus #psychologia #szkola


Zobacz: https://lurker.land/post/QZp4IXq_g
Data dodania: 11/30/2021, 2:32:15 PM
Autor: wokulski

#smiecizglowy epizod 37

Uwaga, wpis zawiera treści domyślnie uważane za szkodliwe dla społeczeństwa i jednostki. Jeśli jesteś podatny na sugestie i nie potrafisz wyciągać własnych wniosków to lepiej tego nie czytaj.

Znowu będzie o uzależnieniach. Tym razem jednak rozważę to czy są one tak naprawdę szkodliwe i jeszcze raz zwrócę uwagę na przyczynę i skutki oraz ich pomyloną kolejność.

Czasami jest tak, że jakieś zdanie, czy jeden komentarz zmobilizuje mnie do napisania czegoś dłuższego. Jedna iskra, która rozpala cały mój wpis. Nie inaczej było tutaj. Rzuciłem palenie i podałem pod wątpliwość to czy rzucenie faktycznie jest mi potrzebne i co ono mi wnosi. Napisałem także, że więcej zalet widzę w paleniu niż wad. I oczywiście usłyszałem o moim wyparciu, ciężkim uzależnieniu i padł komentarz, który był iskrą:

,,Zrozum – gdybyś nigdy nie palił potrafiłbyś skupić swoje myśli bez problemu i nie potrzebowałbyś do tego szluga. Każdy kto nigdy nie był w to wjebany może to zrobić.”

I bym się może z tym zgodził, gdybym się nie zgadzał. Bo jednak objawy, które opisałem i na które pomogły mi papierosy są ze mną od 12 lat, a palę od 2.

I w sumie dla wielu jest to wygodne. Zwalić winę na coś, a nie na osobę, okoliczności itp. Uświadomiłem sobie, że mój ojciec był alkoholikiem i winą za wszystko mogę obwinić alkohol, bo symptomy, objawy i wszystko inne wskazują na to, że miał z tym problem, jest tylko jeden szkopuł. Nie widziałem żeby pił więcej niż dwa razy w roku…

Ja miałem zawsze problem z nawałnicą myśli i pierwszy epizod mojego tagu pojawił się na długo zanim zacząłem palić. Stres i problemy z rozmawianiem z ludźmi miałem od dawna. Leczyłem się, chodziłem na terapię, brałem leki, które wyrządziły mi więcej szkody niż pożytku, a potem zacząłem palić…

Stres się zmniejszył, byłem bardziej rozluźniony w towarzystwie, łatwiej mi się rozmawiało i stałem się bardziej towarzyski. Odstawiłem leki i głupia nikotyna pomogła mi bardziej niż 10 lat ,,zdrowego” podejścia do tematu. Jednak potrafię usłyszeć, że fajki są problemem, ale jak tłumaczą tę prostą zależność:

Objawy odstawienia mam od 12 lat, a palę od 2.

To jest to ignorowane, bo nie pasuje w ogóle do narracji drugiej strony i każdy patrzy na mnie jak na idiotę.

Inny przykład. Od podobnego okresu czasu, mniej więcej w tym samym okresie bolała mnie głowa. Zaczęło się to 12 lat temu, a wtedy ćwiczyłem intensywnie, zdrowo się odżywiałem, nigdy nie miałem papierosa w ustach (podkreślam: NIGDY!) nie piłem alkoholu. Ból głowy był uciążliwy, ale mijał, chociaż z każdym rokiem był gorszy. Dopiero w tym roku przebadałem się na to, bo ból był uciążliwy, ale ktoś z mojego otoczenia stwierdził, że to wina fajek.

No fajnie, tylko że palę dwa lata, a ból mam tak samo 12 lat…

Pogadamy jak rzucisz… -.-

Oczywiście to ja się wypieram, gadam głupoty i mam problem, a każdy ignoruje to co mówię, więc oczywistym jest, że nie mam ochoty na ten temat dyskutować, a jak ktoś chce mnie przekonać to niech odniesie się do moich argumentów, a nie po raz kolejny mi będzie rzucał puste hasła i cytaty z innych artykułów i porównywanie mnie do ciężko uzależnionych osób, bo niby sobie tłumaczę. Odnieście się do tego co napisałem do tej pory, w przeciwnym razie nie będzie mi się chciało dyskutować na ten temat. Zlewasz mnie i traktujesz z góry. Nie mam zamiaru rozmawiać i przyjmować twoich argumentów. Proste.

I naszła mnie taka myśl, odnośnie uzależnień. Tak naprawdę od wszystkiego możesz się zniewolić i uzależnić. Od wszystkiego. Od swojej partnerki/partnera, od porno, masturbacji, seksu, zakupów, jedzenia, siłowni, joggingu, czytania, kradzieży w sklepie, adrenaliny etc. Etc.

We wszystkim tak naprawdę musisz znaleźć balans i wiedzieć ile możesz robić konkretnej rzeczy, żeby nie przesadzić. Jeść musisz, ale jak będziesz jadł za dużo to przytyjesz i będziesz podatny na choroby, a także ciężko będzie ci się opanować, żeby jeść mniej. Alkohol raz na jakiś czas jest dobry, jednak picie na umór prowadzi do poważnych konsekwencji zdrowotnych i psychicznych. Masturbacja jest dobra, ale jak bijesz niemca po kasku 5 razy dziennie to masz problem. To samo ze wszystkim.

I w sumie tak sobie myślę, że żyjemy w ciekawych czasach, gdzie każda potrzeba może zostać zaspokojona szybko i sprawnie i nie zajmuje ci to myśli. Oczywiście z jednej strony jest to złe, ale jednak nie każdy może zaspokoić swoją potrzebę w inny sposób i musi osiągnąć ten substytut, bo inaczej mózg cię zniszczy domagając się tego.

Jeśli na przykład mamy przedstawiciela klasy robotniczej zwanej #przegryw który hipotetycznie poza pracą nie ma nic i podjął działania, które miały na celu mu pomóc wyrwać się z tego dołka. Na przykład poszedł na siłownię, nofapchallenge już 100 dni, próbował rozmawiać z ludźmi, założył tindera, poszedł do psychiatry, na terapię i w ogóle obrócił swoje życie o 180 stopni. Poświęcił dużo czasu, wysiłku i robił to co dokładnie mu tutaj polecali.

BTW. Ja się słuchałem tych rad i nie polecam, bo wszystkie się gówno warte okazywały, a potem tylko słuchałem, że za mało się staram a jak zacząłem robić na odwrót i przestałem słuchać dobrych duszek to znalazłem swoją równowagę.

A teraz wracając do tematu i mimo wszystko (a bardzo prawdopodobne, że tak było) nie przyniosło to rezultatów to co taka osoba ma zrobić? Oczywiście usłyszy że za mało się starała i to może potrwać nawet tyle, że całe życie mu nie starcza, więc życie to będzie nieustanna walka o coś czego nigdy nie będzie miał. To może czas podejść do tematu trochę inaczej?

Uważam, że nie nauczysz głodnego zasad przy stole. Jak ktoś jest głodny, a ty go uczysz zasad. TJ. Ubierasz go, sadzasz, tłumaczysz mu co i jak, a on ledwo cię słucha, bo nie jadł już trzy dni i aż się trzęsie z głodu, a ty mu tłumaczysz jak ma się zachować, który widelec wziąć w którą rękę, a jak przychodzi jedzenie to nie potrafi się opanować i rzuca się z rękoma na to i zaczyna pożerać zawartość talerza.

Patrzysz z dezaprobatą, ale nie potrafisz zrozumieć jego sytuacji. Wystarczyłoby nie jeść kilka dni, żeby zrozumieć jego położenie. Wolisz jednak patrzeć z góry i nabijać się, że on nawet nie chce poprawy swojej sytuacji.

Jak można komuś powiedzieć, że jak nie będzie pałować wiplera to znacznie to wpłynie na poprawę jego sytuacji. Tak jakby ten najedzony, który uczy zasad tego głodnego powiedział mu, że post dobrze mu zrobi. Nie ma nic lepszego jak koleś, któremu sperma uderza do mózgu i niemal ślini się na widok kobiety. Strasznie to pociągające i wróżę wielu sukcesów takim ludziom, którzy nie potrafią trzeźwo myśleć i tylko myślą o tym, żeby zamoczyć kija, bo ich problemy wtedy magicznie znikną.

Nie znikną, ale dobrze jest mieć cel, którego nigdy się nie osiągnie i słuchać najedzonych ludzi, którzy proponują ci pokutę. Świetnie!

Napisałem to w jednym z moich wpisów: https://lurker.land/post/hLhz5ZJEY (Uzależnienia to skutek, a nie przyczyna problemów), więc jak ktoś chce się dowiedzieć więcej, albo chce zrozumieć mój punkt widzenia to niech leci i przeczyta, inaczej cały wydźwięk tego wpisu może nie mieć sensu.

Nie każdy z nas jest w stanie zaspokoić swoje potrzeby. Niektórzy nawet nigdy nie zaznali żadnej bliskości od drugiej osoby, nawet swojej matki i ciężko takiej osobie zbudować zdrowe relacje. Jednak gdy taka osoba nie potrafi sobie poradzić i na przykład gra w jakieś mmo i rozmawia na ts z obcymi osobami, żeby choć trochę zaspokoić swoje potrzeby interakcji z ludźmi. To nie uważam tego za coś złego. Złe jest wmawianie mu, że to jego wina i jak przestanie to nagle wszystko się poprawi. Alkoholik przestanie pić, a rzeczywistość nadal będzie okropna i wróci do tego. To samo z narkotykami, papierosami etc.

To problemy powodują uzależnienia. Jedyny sposób, żeby móc sobie z nimi poradzić i jakoś złagodzić ból. Samo rzucenie nałogu nie pomoże gdy zakrywają one problemy, bo one po prostu wychodzą. Jakoś osoby, które mają dobre życie i nie mają większych problemów raczej nie myślą, żeby popadać w używki, nawet im to do głowy nie przychodzi, a im ktoś ma większy bagaż emocjonalny tym bardziej w uzależnienia popada.

I może te uzależnienia, w odpowiednich ilościach nie są złe? Skoro nie możesz zaspokoić popędu seksualnego to ulżyj sobie? Ciężko ci nawiązywać relacje to wejdź i pogadaj z randomami, żeby mieć tę cząstkę kontaktu z innymi? Zapal sobie na odstresowanie. Zrób wszystko, żeby móc w miarę normalnie funkcjonować, żeby twoje braki i niemożność zaspokojenia pragnień cię nie paraliżowała. Zrób co musisz, żeby żyć i móc chociaż wstać i iść do pracy, a z uzależnieniami sobie poradzisz jak już będziesz wstał i szedł.

Bo nie sztuką jest wstać i się przewrócić. Sztuką jest iść.

#wychodzimyzprzegrywu #depresja #palenie #nofapchallenge #zaburzeniaosobowosci


Zobacz: https://lurker.land/post/y8541K1oM
Data dodania: 11/8/2021, 9:51:21 PM
Autor: emrys_vledig

Ten niezbity dowód zadaje kłam tezie simpów, inceli i innych przegrywów, że teraz to są same księżniczki. Błąd! Kobiety zawsze takie były, to wy zwyczajnie spadliście z konia, albo nawet go nigdy nie mieliście
#heheszki #incel #przegryw #kobiety #malzenstwo #kiedystobylo #ogloszeniadrobne


Zobacz: https://lurker.land/post/JpksHBzIe
Data dodania: 11/4/2021, 1:24:50 AM
Autor: cheater

Tak bardzo ja
Genialne! W końcu będę miał dobrą ripostę na to głupie pytanie.
#heheszki #przegryw


Zobacz: https://lurker.land/post/oBqxXZK39
Data dodania: 10/8/2021, 8:34:27 PM
Autor: yolodruid

#oswiadczeniezdupy
Wiecie co Lurki?
Grałem dziś w #pracbaza w kółko, krzyżyk. Żeby było trudniej grałem ze sobą. I jako rasowy #przegryw... Przegrałem ze sobą
#heheszki


Zobacz: https://lurker.land/post/Z3RpebyHG
Data dodania: 10/7/2021, 2:00:05 AM
Autor: wokulski

#smiecizglowy epizod 32

O samobójstwie część 1

Do napisania tego wpisu przekonał mnie jeden użytkownik, który zadał mi to pytanie pod jednym z moich wpisów, a także to, że mimo środków nasennych, nadal nie mogę spać, za 4 godziny idę do pracy, więc nie mam co i tak robić. Komentarz pozwolę sobie skopiować:

Jak już mam okazję zapytać kogoś w takim nastroju- zawsze mnie zastanawiało postępowanie ludzi, którzy się gdzieś wieszają albo trują po cichu. W końcu jak ktoś się chce zabić, to najwyraźniej jest mu wszystko jedno, dlaczego w takiej sytuacji nie robią czegoś z większym wykopem, jak:

- wzięcie chwilówek na miliony i balowanie przez ostatni miesiąc/ próba ucieczki za granicę i zaczęcia nowego życia
- zemsty na ludziach, którzy ich doprowadzili do obecnego stanu (w przypadku gnębionych w szkole/wojsku/pracy) i porozbijaniu im łbów.
- zrobienie ze swojego odejścia jakiejś manifestacji, jak facet od Killdozera (https://pl.wikipedia.org/wiki/Marvin_Heemeyer)

Rozumiem jeszcze, że wierzących przed tymi opcjami powstrzymuje kwestia grzechu, ale z tego punktu widzenia samym samobójstwem sobie grabią (do niedawna szło się za nie prosto do piekła, więc i tak nie powinno im robić różnicy).

Pytanie to dało mi tak do myślenia, że zacząłem się nad tym zastanawiać i postanowiłem odpowiedzieć na podstawie moich doświadczeń i dlaczego na przykład ja czegoś takiego nie zrobię.

W sumie to miałoby sens z perspektywy osoby zdrowej, lecz niestety osoby, które są pogrążone w marazmie nie chcą i nie mają ochoty na robienie czegokolwiek. Kiedy wszystko mi jedno to znaczy to że naprawdę mi wszystko jedno. Dotyczy to każdej sfery życia, teraz nie zbliżyłem się jeszcze do tego stanu, ale pamiętam go doskonale. Nie chce ci się robić NIC!

I to NIC jest potężne. Zastanówcie się chwilę nad jego znaczeniem. Osoby, którym się nie chce myć zębów, wstać z łóżka nie widzą sensu w czymkolwiek miałyby iść i zmuszać się do wysiłku jakim jest wzięcie kredytu? Nawet jak pójdziesz to co z tą kasą zrobisz? Ja miałem kupę kasy odłożonej i sobie po prostu leżała, a ja miałem wszystko w dupie. Nie zależało mi na niczym. Kiedy niczego nie pragniesz to na co miałbyś wydać pieniądze?

Jednak to subiektywne odczucia. Różnie to z ludźmi bywa. Niektórzy czują bezsens istnienia, innym życie biedaka nie odpowiada i może by wzięli taki kredyt, ale potem problemy by były jeszcze gorsze, a zabić się wcale nie jest tak łatwo jak wam się wydaje.

Rozmawiając z innymi podobnymi mi i poznając ich w realu, mam wrażenie, że wszystkie artykuły opowiadające o samobójcach i jakie dają ostrzeżenia, w pewnym stopniu się mylą. Każdy z nas planował swoją śmierć, ale nikt nigdy nie wybrał konkretnego dnia i godziny. Osobiście i pisząc tutaj czy to na innych forach, nigdy nie spotkałem kogoś, kto by zaplanował dokładny czas kiedy będzie to robić. Mieliśmy przygotowane linki, pomysły i miejscówki gdzie to zrobić, lecz nigdy nie myśleliśmy kiedy. W artykułach o samobójcach mówi się, że przed dokonaniem tego czynu, ludzie zaczynają normalnie funkcjonować, śmieją się i nagle się wieszają. Miałem to samo, ale nie wiedziałem, że tego dnia to zrobię. To o czym mówię i co przeżyłem nazwałem ,,impulsem”.

Jak źle by nie było. Jak źle byś się nie czuł to twój mózg za wszelką cenę walczy o przetrwanie i nie pozwala ci na to, żebyś zrobił sobie krzywdę. Depresja cię wyżera i niszczy na każdym kroku osłabiając twój mózg i ciało. Gdy nie jesteś w stanie się bronić to umierasz. Impuls czułem kilka razy w życiu i jakimś cudem zawsze z nim wygrywałem. Jednak jest to spowodowane moim myśleniem i przygotowywaniem wszystkiego na ostatni guzik.

Odchodzę od tematu. Czym jest impuls?

Kilka dni przed impulsem następuje osłabienie umysłu i ciała. Zaczynasz myśleć poważnie o swojej śmierci, masz już wszystko przygotowane, mimowolnie mówisz każdemu o tym, że życie jest mdłe. W zależności od zaufania do drugiej osoby, wprost mówisz o metodach samobójstwa, że nie chce ci się żyć itp. Czujesz się coraz gorzej i gorzej, aż dochodzisz do kulminacyjnego momentu, gdzie uważasz, że gorzej być nie może, ale jeszcze do tego momentu funkcjonujesz, idziesz spać i następnego dnia czujesz się kilka razy lepiej! Masz dobry humor, nie jest tak tragicznie, rozmawiasz normalnie. Każdy widzi po tobie, że już ci lepiej. Trwa to chwilę, nie jestem pewien czy u mnie wywoływała to jakaś sytuacja czy nagle po prostu impuls uderzał, ale pamiętasz jak uważałeś że gorzej być nie może?

Może… Depresja wtedy używa w jednym momencie wszystkie swoje siły i uderza w krótkim czasie ze wszystkim co ma. Jak źle się nie czułeś to wyobraź sobie, że może to być kilka razy gorsze. W jednej chwili jesteś bardziej zniszczony niż przez ten cały okres. Ból jest tak silny, że jedyne o czym myślisz to żeby go przerwać. Nie jesteś w stanie myśleć trzeźwo. Wcześniejsze planowania przygotowały cię na to, nie musisz myśleć, wszystko masz przygotowane. Ból, którego nie możesz umiejscowić. Ból z którym wiesz, że ani ty, ani nikt inny ci nie pomoże. Jest tylko jedna rzecz, która skróci te twoje męki. Tam jest linka, upatrzyłeś tamto drzewo. Ból się skończy tylko na jeden sposób. Przegrałeś, ale nie ma nic złego w tym, że nie chcesz czuć już bólu.

Jeśli przeżyjesz impuls to jesteś uratowany (na razie) bo depresja zużyła wszystkie siły, żeby cię zabić i się przeliczyła. Teraz potrzebuje czasu, by znowu cię wykończyć, a ty kilka dni będziesz nie do życia, bo wszystko to wymagało olbrzymich nakładów energii.

Pierwszy impuls mi się skończył, bo nie miałem gdzie linki powiesić (12 lat temu)
Drugi się skończył, bo tabletki, które wziąłem nie mogły mnie zabić choćbym ich łyknął 200 (6 lat temu)
Trzeci się skończył bo miałem do kogo iść i prosić o pomoc, gdy znów się zaczął. (W tym roku)

Przy tej tendencji zapiszę sobie lepiej w kalendarzu, że w 2027 roku, mogę mieć go znowu oczywiście były mniejsze impulsy, ale tak silne, że nie dałbym sobie z nimi sam rady były 3 i 2 mi się nie udały tylko dlatego, że warunki w jakich wtedy były nie pozwalały na to.

Okazuje się, że wpis będzie dłuższy niż myślałem, dlatego podzielę go na części. Jeśli ktoś chce sam sobie odpowiedzieć na pytanie tego użytkownika, zanim ja dodam kolejne wpisy to mogę dać wskazówki, w postaci moich poprzednich wpisów:
O tym jak ściągałem wisielca z drzewa: https://lurker.land/post/OHOcL6z_J
Dlaczego boję się nieśmiertelności: https://lurker.land/post/i07SyrZ8T
Wpis przed impulsem: https://lurker.land/post/T6jV9pgT7

@Eugeniusz to specjalnie dla ciebie

#przegryw #depresja #samobojstwo #przemyslenia


Zobacz: https://lurker.land/post/N80dgjYsm
Data dodania: 9/23/2021, 11:49:55 AM
Autor: wokulski

#smiecizglowy epizod 30

Minęło prawie pół roku od mojego ostatniego wpisu w temacie moich byłych pracodawców, więc postanowiłem, mimo tego, że sprawa nie jest skończona na kolejny wpis w tym temacie. Czyli co u mnie, jak sprawa wygląda i co zrobił PIP.

Po waszych radach i namowach, zacząłem działać. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem było złożenie skargi to pip-u oraz pójście do adwokata. Wiem, że mi odradzaliście takie rzeczy i że mnie adwokat skasuje, ale ja jestem dobry w laniu wody i pisaniu oczywistości na moim tagu, a nie do pisania pism urzędniczych i dopieszczania ich na ostatni guzik, żeby się żaden urzędas nie przyczepił. Mniejsza. Skarga do pipu poszła i była napisana w moim stylu. Z kolei sprawy z sądem trzeba było załatwić przez adwokata.

Okazało się, że moi pracodawcy od początku to planowali i byli na wszystko gotowi. Zadzwonili do mnie z mordą, że nic mi nie zapłacą, bo nie mają. To moja wina, bo odszedłem i nie są w stanie skończyć robót etc, etc. U adwokata się dowiedziałem, że zadzwonili 2 tygodnie po otrzymaniu świadectwa pracy jak już poczty były zamknięte i nie mogłem nic w tym świadectwie zmienić, więc zostało wypowiedzenie za porozumieniem stron. Odcięło mnie to od koroniówki oraz zasiłku dla bezrobotnych, bo mimo że miałem kolejną pracę zaklepaną to musiałem z niej zrezygnować, bo od początku zaczęły się kombinacje, zmuszanie mnie do zarejestrowania się przez urząd i obowiązkowe nadgodziny. Podziękowałem i szukałem czegoś innego i trafiłem do najgorszej speluny w jakiej miałem okazję pracować. Nie dziękuję.

Adwokat przedstawił całą sytuację i co mogę zrobić. Jedyne na co mogłem liczyć to na napisanie pisma o przedsądowym wezwaniu do zapłaty, a gdyby nic to nie dało to rozprawa, która będzie trwać długo i będzie kosztować mnie prawie 2000zł. Oczywiście się nie zgodziłem na takie coś. Byłem ostrzegany, ale za pismo zapłaciłem i czekałem na odpowiedź pipu, lub list zwrotny.

Minęły prawie dwa miesiące jak pip zaczął działać. Tłumaczyli to nawałem spraw, które do nich trafiają i mogli rozeznać się w sytuacji dopiero po dwóch miesiącach.

W międzyczasie dostałem list od byłego pracodawcy, adresowany do mojego adwokata, w którym stwierdził:

- Nie mam pieniędzy przez pana Garztama
- Bo on mi odszedł z dnia na dzień
- Wypłacić pieniądze mogę dopiero pod koniec czerwca
- I to jest z mojej strony łaska

Poinformowałem pip o tej sytuacji i to był błąd, bo uznali, że w takim razie oni sobie poczekają aż zapłaci. Oczywistym jest że nie zapłaciła, a w międzyczasie sponsorowała pewien event oraz robiła sobie sesje fotograficzne. Wszystkimi zakupami, sponsorowaniem etc chwaliła się na facebooku. Zablokowała mnie i wszystkich moich znajomych, żeby nie można było widzieć jej tablicy, ale to nie był problem zobaczyć co robi. W międzyczasie zatrudniła i zwolniła kilku ludzi, bo nikt tam robić nie chciał Tylko ja byłem takim idiotą.

Mój znajomy postanowił mi pomóc w tej sprawie i zaczęliśmy pisać pismo do sądu, bo ja wiedziałem, że nie zapłacą. Miałem już kilka pism, gdzie się przyznają do wszystkiego i dowodów było wystarczająco, żeby iść do sądu. Złożyłem sprawę do sądu upominawczego i czekałem.

Wtedy w końcu wszedł pip, bo oczywiście pod koniec czerwca nie wpłynęła mi nawet złotówka. Pominę fakt, że nie mogłem się dodzwonić prawie dwa tygodnie do Pipu i dopiero w połowie lipca poinformowałem o tej sprawie i dopiero wtedy pip wkroczył.

Wszedł, dostał oświadczenie od byłego pracodawcy, gdzie znów się do wszystkiego przyznaje i że deklaruje się, że zapłaci do końca lipca i będzie super. Oczywiście nie zapłaciła, a ja już czekałem na pismo od pipu, bo przecież tak to miało się skończyć. Nie wypłacili w terminie. Sprawa zakończona, dostają mandat, a ja list jak sprawa wyglądała i co pip ma. Jednak jak był koniec sierpnia, a ja nadal nie dostałem listu zadzwoniłem znów do PIP-u z pytaniem o co chodzi. Usłyszałem wtedy: A to panu nie zapłacili? No nie, informowałem o tym. A bo ja znów z nimi się umówiłem i zobowiązali się zapłacić do końca sierpnia

Dodzwonić mi się udało 31 sierpnia i nie było ani złotówki od nich. Jednak znowu sponsorowali event, kupili nowe auto i były szef założył drugą firmę na siebie.

Więc, uwaga!

Firma była na szefową. Szef wszystko robił. Firma szefowej stoi pusta i nikogo nie zatrudnia i Pip nie może nic zrobić w tej sprawie, ponieważ szefowa nikogo nie zatrudnia. Z kolei szef ma swoją firmę i na niej trzepie kasę, a ta firma na szefową leci ku bankructwu.

Pip nic nie może zrobić, bo ona nikogo nie zatrudnia i w domyśle nie jest pracodawcą. Sprawa idzie do sądu i może jej grozić kara w wysokości:

FAMFARY
TUTUTUTUTU
1000zł

I elo, pip kończy sprawę w tym temacie do widzenia.

W międzyczasie sąd upominawczy umorzył sprawę, bo: ,,Nie jesteśmy w stanie określić autentyczności pism”

Został mi tylko sąd pracy. Na dniach będę miał gotowe pismo i idę do sądu… Jednak czarno to widzę. Oczywiście adwokat mi odchodzi, bo znajomy mi we wszystkim pomaga, ale znów to będzie trwało, a ja tonę w długach i po wypłacie myślę cały miesiąc co mogę kupić, żeby nie skończyło się tak, że przed wypłatą nie mam co jeść. Kto ma ochotę może zajrzeć na mój tag i zobaczyć jak się moje życie toczy i jak blisko jestem załamania nerwowego.

Kolejny wpis w tym temacie nie wiem kiedy się pojawi.

#praca #pracbaza #anonimowelurkowyznania #zalesie #przegryw #depresja


Zobacz: https://lurker.land/post/g5H8UxqE4
Data dodania: 9/19/2021, 11:34:41 PM
Autor: wokulski

#smiecizglowy epizod 29

Jest niedziela wieczór, jestem zły, wykończony i mam po prostu wszystkiego dosyć. Jeszcze nie pisałem tekstu w takim stanie, a często się czuję tak jak dzisiaj. Doprowadziłem się na stan wytrzymałości. Najchętniej bym poszedł spać, ale wiem że jutro będę na wszystko patrzył inaczej, bo jutro w końcu mam wolne, chociaż nie odpocznę i nie będę miał czasu, a we wtorek znowu cztery dni będę w pracy na mojej znienawidzonej zmianie, czyli jedynki. Piszę ten wpis teraz, dzisiaj, bo nigdy tego nie robiłem.

Mam dosyć życia. Mam dosyć tego systemu, Mam po prostu dosyć wszystkiego. Jestem zmęczony i nic nie wskazuje na to, żeby miało być lepiej. Mogę tylko odliczać godziny do wolnego, bo tylko to mam, a jak mam wolne to i tak muszę załatwiać jakieś osobiste sprawy, których nie załatwiłem w dni pracujące, bo nie miałem siły. Dni kiedy mogę się wyspać mam zapisane w kalendarzu, a i tak zawsze coś wychodzi. Na ten moment jest to sobota, ale nie ma opcji, że to mi się uda. Ostatnim takim dniem była środa, ale też mi się nie udało, bo potrzebny był kierowca, który wstanie o 5 rano, poprzedniego dnia też mi się nie udało, bo złapało mnie przeziębienie. Im bardziej jestem zmęczony, tym większa szansa, że będę chory. I tak jak mogłem kiedyś w temperaturze minusowej chodzić na krótki rękaw i jeść lody, tak dzisiaj padam bo trochę mnie zawieje. Chociaż może to oznaka starości i tego, że bliżej mi do 30-tki niż do 20-tki.

Denerwuje mnie to wszystko. Praca, dom, praca, dom i tylko tyle. Praca to największy złodziej czasu i energii jaki jest. Nie potrafię funkcjonować po pracy. Wysysa ze mnie życie. Wysysa energię. Wysysa czas.

W ostatnim wpisie wspomniałem, że jest lepiej, ale pisałem to gdy w końcu miałem wolne i w końcu miałem reset. Nie jestem w stanie pracować cały etat, jestem po prostu za cienki na to i mnie to wkurwia. Napisałem, że wróciłem do grania w tibię. Ta… Może w ciągu tygodnia pogram te 3 godziny łącznie, bo po pracy nie mam siły na żadne przyjemności. Ostatnio wyciągnąłem kostkę rubika i znowu chcę zejść poniżej 20 sekund, ale muszę się nauczyć 90 algorytmów. Jeden dziennie będzie ok. Taki ch**. W dni wolne może się nauczę. W pracujące nie jestem w stanie. Bezmyślnie przekręcam te ścianki i po godzinie nadal nie potrafię zapamiętać kilku ruchów na jeden algorytm. Jedynie na co mi starczy siły to na bezmyślne przyjemności jak na przykład telewizja, albo oglądanie głupot na youtubie. Ja się nie dziwię, że większość starych jest takich zdziadziałych, albo sięga po alkohol. Po prostu na nic innego im nie starczy siły i tylko tyle mogą mieć z życia.

Oczywiście ktoś się odezwie, że trzeba było się uczyć, ogarnąć etc… Może zabrzmię jak boomer, ale życia nie znasz. Większość społeczeństwa to idioci, którzy mają problem przyswoić tabliczkę mnożenia i dla nich tworzy się miejsca pracy, gdzie bezmyślnie powtarzają jedną czynność. Studia? Edukacja? Nie masz takiej siły przebicia, żeby się przedostać przez konkurencję i znajomości. Jesteś jednym z wielu. Mamy za dużo wykształconych ludzi i ile jest historii, gdzie takie osoby muszą i tak pracować w gównorobotach? U mnie w fabryce brakuje pracowników fizycznych, a kierownictwo to chyba połowa załogi. I widzę ten trend u mnie w mieście. Kupę umysłowców, mało fizycznych. Fach w ręku już jest bardziej ceniony, ale zarobki nadal mniejsze. Za jakiś czas to będzie pięć osób nadzorujących jedną robotę i jeden pracownik.

Będzie kierownik do utrzymywania porządku przy miejscu pracy przez pracownika, kierownik do spraw noszenia poprawnie maseczki przez pracownika, kierownik do sprawdzania norm pracownika, kierownik do organizowania roboty dla pracownika i kierownik do kontrolowania czasu wejścia i wyjścia pracownika. Z czego najśmieszniejsze jest to, że pracownik sam wszystko załatwi i kierownictwo będzie siedzieć i pić kawę, a poruszenie będzie jak pracownik zda o minutę mniejszą normę, wyjdzie pięć minut wcześniej etc. Wtedy wyjdą i zaczną robić cyrk, żeby pokazać, że tutaj są i coś robią, a kawa będzie stygnąć.

I jak myślicie? Kto siedzi w tym kierownictwie? Pani Aneta, jej syn, synowa, wujek i szwagier.

Znowu uogólniam jak to mam w zwyczaju, bo nie chce mi się tłumaczyć, że są pojedyncze jednostki, które robią robotę za kilku, albo nie w każdej firmie tak to wygląda. Jednak niech nikt mi nie zarzuci, że jestem głupim robolem i mi się wydaje że tak robota wygląda, a jest strasznie ciężka. Tak ciężka, że mają jeszcze siłę na cokolwiek innego po pracy.

Żebym ja był zły na nich, ale nie jestem. Może jakbym był większym cwaniakiem, wchodził komu trzeba w dupę i był mniej uczciwszy to bym tak robił i śmiał bym się z frajerów na dole. Jednak nie jestem, w myśl zasady pokorne ciele, dwie matki ssie. Gońcie się z taką filozofią, gońcie się z byciem dobrym, uczynnym i miłym dla ludzi. Ludzie, których nazywałem przyjaciółmi i znałem się dwa lata załatwili mnie tak, że odczuwam to do teraz i jeszcze długo będę. Pier****e się!

Zamiast mnie zamykać w pokoju, wyzywać i bić, żebym nie dostawał ocen poniżej 4- trzeba było mnie nauczyć cwaniakowania i bycia mendą. Z moich dobrych ocen dzisiaj mam depresję, chujowe i ciężkie do przepracowania dzieciństwo, problemy w kontaktach międzyludzkich i kupę bezużytecznej wiedzy. Jest tego więcej, ale jestem zmęczony, by coś wymyślić.

Mam dosyć takiego życia. Znowu iść do pracy i być 8 godzin skupionym, czujnym i wyrabiać jeszcze normy. Uważać na każdego jednego kierownika, który przychodzi i zwraca mi uwagę, kiedy jestem 5 metrów od najbliższe osoby, że muszę mieć maseczkę na nosie przez bite osiem godzin. Największym zagrożeniem dla mnie i dla niego jest to, że podchodzi do mnie i nie zachowuje dystansu.

Nie żeby w jakiejkolwiek pracy w jakiej byłem, było lepiej. Ja zawsze staram się dawać 100% z siebie, ale zawsze to za mało, zawsze mnie to za dużo kosztuje. Mniej się przejmować, mniej robić? Męczy mnie to jeszcze bardziej niż faktyczna praca. 8 Godzin! 8 Jeb***ch godzin. Dzień w dzień i czekanie na wolne, z którego nic nie mam.

Zazdroszczę osobom z #neet tak się powinno żyć. Pasożytować na innych i żyć minimalistycznie. Zazdroszczę i podziwiam. Sam kiedyś neetowałem i nawet nie wiedziałem że to robię. Siedziałem na dupie prawie dwa lata, zniszczony przez depresję i bardzo dobrze to wspominam. Robiłem sobie naleśniki i tylko to żarłem. Grałem w tibię i zarabiałem na pacca, siedząc po kilka godzin dziennie bijąc moby, uprawiając handel etc. Miałem ekipę i zawsze z kimś sobie rozmawiałem. Mimo wszystko to było dobre, a największym problemem byli ludzie, którzy siedzieli po 8 godzin dziennie w robocie, mieli dzieci i byli tak zj***ni jak ja teraz i tylko ich gadanie mnie bardziej niszczyło niż taki tryb życia. Byłem pasożytem na czyimś utrzymaniu? Byłem! Teraz nie jestem i życie mnie mdli bardziej niż wtedy. Teraz bym poszedł do roboty i przepracował kilka miesięcy, żeby resztę roku neetować. Długo tak bym nie dał rady, bo koszty życia są okropnie wysokie i tak naprawdę żyję tak jak wtedy, z tym że nie mam czasu, ani siły na przyjemności i zapierdalam po to tylko, żeby przeżyć kolejny dzień!

Tylko jest tutaj kolejna sprzeczność, bo mam dziewczynę, którą bardzo kocham i chcę z nią być… Coś za coś. Raczej długo byśmy nie wytrzymali, gdybym neetował, a jakbym znów był sam to też by mnie depresja pochłonęła…

Potrzebny mi jakiś złoty środek w tym wszystkim, ale przecież nie ma czegoś takiego. Chcę pracować na pół etatu i zarabiać godziwe pieniądze. Jednak nie dla prostego robola to.

Ja mam zapie*****ć aż zdechnę jak pies, bo tylko tyle jestem warty. Nie daj boże żebym się położył, albo nic nie robił, bo mnie wszyscy zjedzą. Zawiść ich strzeli.

Mam wrażenie, że ludzie po prostu lubią jak ktoś ma tak samo źle jak oni, albo gorzej. Dlatego wszyscy napierają na dzieci, kredyty etc. Bo ja mam przej****e to ty też miej.

W jednej książce przeczytałem skrajny przykład kogoś takiego. Stracił jaja i strasznie go dupa piekła z tego powodu, więc założył klan eunuchów. Atakował innych ludzi, wycinał im jaja i kazał sobie służyć, a potem ci sami ludzie atakowali inne klany i wycinali jaja rywalom, żeby mieli tak samo źle jak oni i przynosiło im to ulgę.

Z każdym akapitem coraz bardziej zasypiam, a nerwy mi opadają. Już nawet nie pamiętam do czego dążyłem tym wpisem i nawet nie wiem ile luk i sprzeczności tutaj zostawiłem.

Jutro na to wszystko spojrzę inaczej.

Tak wiem, jestem idiotą, hipokrytą i mam za wysokie mniemanie o sobie.

Dobranoc.

#depresja #przegryw #zalesie #gorzkiezale #praca #pracbaza


Zobacz: https://lurker.land/post/JmK6fnV9B
Data dodania: 9/15/2021, 11:53:16 PM
Autor: cheater

#polityka #bosak #przegryw