Lurker.land - tag #przegladprasynaukowej

Prognozy dotyczące wzrostu temperatury na Ziemi. Dlaczego się nie sprawdziły? Omówienie artykułu opublikowanego w Nature

Zobacz: https://lurker.land/post/roqCYbuVW
Data dodania: 1/19/2021, 10:34:25 PM
Autor: skony85

Kolejny wpis z cyklu #przegladprasynaukowej dotyczy, zgodnie z tym, co zapowiedziałem globalnego ocieplenia. W komentarzu pod poprzednim wpisem, @Cheater podrzucił świetny artykuł na temat rozbieżności pomiędzy rzeczywistością a dramatycznymi prognozami dotyczącymi wzrostu temperatury na Ziemi. Szczerze mówiąc, byłem zdumiony, że nie miałem pojęcia jak niecelne są przewidywania naukowców w tym temacie. Mówiąc naukowców mam na myśli tych, którzy ciągle trąbią o nadchodzącej katastrofie. Takie porównania starszych prognoz z aktualnym stanem faktycznym są doskonałym dowodem na to, że modele matematyczne i wyniki uzyskane przy ich użyciu są wątpliwe. Dlaczego prognozy na następne 20 lat miałyby się sprawdzić, jeżeli prognozy sprzed 10 czy 20 lat się nie sprawdziły? Przy przeszukiwaniu literatury natrafiłem na artykuł z 2013 roku opublikowany w Nature. Można uznać, że w kwestii zmian temperatury na naszej planecie jest to przeszłość niedawna. Niniejszym streszczam poniższy artykuł:
„Overestimated global warming over the past 20 years”
http://www.blc.arizona.edu/courses/schaffer/182h/climate/overestimated%20warming.pdf

Na wstępie autorzy stwierdzają to, co już zaznaczyłem: zaobserwowane globalne ocieplenie jest znacznie mniejsze niż to przewidywane w symulacjach przy użyciu modeli klimatycznych. Następnie mamy trochę interesujących danych: globalna średnia temperatura w ciągu ostatnich 20 lat (1993–2012) rosła w tempie 0,14 °C na dekadę. Tempo ocieplenia było znacznie wolniejsze niż prognozowane przez modele klimatyczne. Aby to zilustrować, wzięto pod uwagę trendy globalnej średniej temperatury powierzchni obliczonej na podstawie 117 symulacji klimatu za pomocą 37 modeli. Uśredniając symulowane temperatury, obliczono średni symulowany wzrost globalnej temperatury powierzchni wynoszący 0,30 °C na dekadę. Podane powyżej rzeczywiste tempo ocieplenia stanowi mniej niż połowę tego symulowanego tempa.
Niespójność między obserwowanym a symulowanym globalnym ociepleniem jest jeszcze bardziej uderzająca w przypadku temperatur obliczonych na przestrzeni ostatnich piętnastu lat (1998–2012). W tym okresie obserwowany trend 0,05 °C na dekadę jest ponad czterokrotnie mniejszy niż średni symulowany trend 0,21 °C na dekadę. Warto zauważyć, że obserwowany trend w tym okresie - nieznacznie różny od zera - sugeruje tymczasową „przerwę” w globalnym ociepleniu [„przerwa” w globalnym ociepleniu to cytat z artykułu].
Dowody wskazują, że obecna [na moment pisania artykułu] generacja modeli klimatycznych nie przewidziała obserwowanego globalnego ocieplenia w ciągu ostatnich 20 lat, ani spowolnienia globalnego ocieplenia w ciągu ostatnich piętnastu lat.
Następnie autorzy starają się odpowiedzieć na pytanie, dlaczego prognozy uzyskane przy użyciu modeli matematycznych są niezgodne z rzeczywistością? Stawiają kilka hipotez, np. dotyczącą wpływu zjawiska ENSO (El Niño–Southern Oscillation) oraz AMO (Atlantic multidecadal oscillation). Żadne z wymienionych nie wyjaśniało tak dużych rozbieżności.
Kolejnym wziętym pod uwagę czynnikiem, który mógł spowodować różnicę między obserwowanym a symulowanym globalnym ociepleniem jest rosnące stężenie aerozoli w stratosferze. Wyniki z kilku niezależnych zbiorów danych pokazują, że ilość aerozoli w stratosferze wzrosła od późnych lat 90-tych z powodu serii stosunkowo niewielkich erupcji wulkanów tropikalnych. Autorzy zaznaczyli, że dwa niezależne zestawy symulacji szacowały, że rosnące stężenie aerozoli w stratosferze miały wpływ na chłodzenie powierzchni około 0,07 °C na dekadę od 1998 r. Następnie stwierdzają, że uwzględnienie wzrostu stężenia aerozoli w stratosferze spowodowałoby, że symulacje byłyby bliższe obserwacjom.
Następnie wymieniono inne czynniki, których pominięcie mogło tak istotnie wpłynąć na duże rozbieżności pomiędzy prognozami a rzeczywistymi wzrostami temperatury, np. pominięcie spadku stężenia pary wodnej w stratosferze (którego procesy nie są dobrze reprezentowane w modelach klimatycznych), błędy wymuszania aerozolu w modelach, czy odchylenie w trendzie natężenia promieniowania słonecznego.
Na koniec autorzy stwierdzają, że trzeba wiele pracy, aby zrozumieć te rozbieżności… bla bla i uwaga! Trzeba poczekać i zobaczyć, jak globalna temperatura zmieni się w nadchodzących dziesięcioleciach. [znów nie dodaję nic od siebie, to cytat z tekstu źródłowego]

Mój komentarz: Zwróćcie uwagę, że pominięcie niektórych zjawisk powoduje, że otrzymuje się rozbieżności w prognozach a rzeczywistym wzrostem temperatury. Jak wiele jest zjawisk, które trzeba uwzględnić, aby prognozy były prawidłowe? To pytanie retoryczne. Sami eksperci do końca nie wiedzą, dlaczego prognozy się nie sprawdziły patrząc w przeszłość. Jak zatem mogą powiedzieć do będzie za 10 czy 20 lat? I ostatnia uwaga, która wiąże się z ostatnim moim wpisem. W całym artykule nie ma słowa o udziale człowieka we wzroście temperatury na Ziemi. Zapewne modele, które były brane pod uwagę uwzględniały czynnik ludzki, ale jaki on ma wpływ, jeżeli pominięcie jednego zjawiska, czyli wzrostu stężenia aerozoli w stratosferze (i zapewne innych, których nie potrafimy nawet zidentyfikować) spowodowało, że przewidywania się nie sprawdziły?

#nauka


Czy naukowcy są zgodni co do przyczyn globalnego ocieplenia? Moja analiza

Zobacz: https://lurker.land/post/pUgRKuurF
Data dodania: 1/16/2021, 1:47:04 AM
Autor: skony85

Kolejne dwa lub trzy wpisy z cyklu #przegladprasynaukowej dotyczyć będą globalnego ocieplenia. Temat budzi wiele emocji, wpływa na politykę i gospodarkę, wskutek czego mocno dzieli społeczeństwo. Będę starał zachować się obiektywizm, jednak na wstępie muszę przyznać, że będę skupiał się na argumentach przeciw hipotezie, że globalne ocieplenie jest skutkiem działalności człowieka. Powodem tego jest fakt, że osobom o takim poglądzie zarzuca się nienaukowość.
Poniższy wpis dotyczyć będzie zgodności naukowców co do przyczyn globalnego ocieplenia leżących u podstawy działalności ludzkiej, co w skrócie będę nazywał konsensusem. W następnych wpisach postaram się omówić jeden bądź dwa artykuły, według których globalne ocieplenie nie jest wynikiem działalności ludzkiej. Będę posługiwał się terminem Antropogeniczne Globalne Ocieplenie, czyli globalne ocieplenie wywołane działalnością człowieka (w skrócie AGO).

A więc do dzieła!

W roku 2015 została opublikowana poniższa praca:
„Climate Scientists Virtually Unanimous: Anthropogenic Global Warming Is True”
https://www.rescuethatfrog.com/wp-content/uploads/2017/01/Powell-2015.pdf
Jak można przeczytać w tytule, „naukowcy są niemal zgodni: globalne ocieplenie jest skutkiem działalności ludzkiej”. Zaglądnijmy, zatem do środka. Przytoczone są przytłaczające statystyki na korzyść tezy postawionej w tytule. W latach 2013 i 2014 tylko 4 z 69 406 recenzowanych artykułów na temat globalnego ocieplenia negowało antropogeniczną genezę globalnego ocieplenia, co stanowi 0,0058%. Szokujące, prawda? W następnej kolejności zapytano ekspertów w dziedzinie klimatologii o ich zdanie na temat antropogenicznego globalnego ocieplenia. Z pośród 79 ankietowanych dwóch zakwestionowało w ogóle przyrost temperatury na Ziemi, zaś kolejnych dwóch zakwestionowało przyczynę wzrostu temperatury w działalności człowieka. Wychodzi na to, że czterech na siedemdziesięciu pięciu ekspertów w dziedzinie klimatologii neguje omawianą zależność. Nie jest to dużo, ale 5%, to nie to samo 0,0058% podane w streszczeniu pracy. W dalszej części pracy autor dowodzi jak marne są prace należące do tej niechlubnej grupy kwestionującej AGO. Cały artykuł wieńczy słowami:
„Nauka mówi wyraźnie: antropogeniczne globalne ocieplenie jest prawdą. Dalsze opóźnianie działań zapobiegających globalnemu ociepleniu oznacza zmuszanie nauki do ugięcia się przed ideologią i polityką. Hitler, Mao i Stalin próbowali tego wszystkiego, co zakończyło się śmiercią dziesiątek milionów.”
Po takim podsumowaniu wstyd jest człowiekowi, że śmie wątpić! W końcu nie chce stać w jednym szeregu obok takich zbrodniarzy.
Postanowiłem sprawdzić, czy inni naukowcy są tak samo zgodni co do konsensusu AGO. Natrafiłem na tę o to publikację:
“Comment on ‘Quantifying the consensus on anthropogenic global warming in the scientific literature’”
https://iopscience.iop.org/article/10.1088/1748-9326/11/4/048001/pdf

Autor (R. Tol) odwołuje się do pracy Cooka i współautorów (2013). W artykule Cooka, który jest licznie cytowany, bo aż ponad 1500 razy, ustalono, że konsensus w sprawie AGO wynosi 96-98%. Inaczej mówiąc, według Cooka w 96-98% artykułów akceptowano jawnie bądź niejawnie antropogenicznie wywołane globalne ocieplenie. R. Tol zauważył, że w innych pracach poziom konsensusu znacznie może się różnić. W jednym artykule wynosił 47%, w innym 100%. Z kolei w innych wahał się pomiędzy 40% a 96%. Skąd taka rozbieżność? Autor podkreśla, że ‘pomiar’ konsensusu nie jest łatwym zadaniem. Niektórzy naukowcy określają czy w badanych artykułach akceptuje się AGO jedynie na podstawie streszczenia. Nawet w takim przypadku są duże rozbieżności. Oreskes (2004) otrzymuje 75% potwierdzających AGO, a w 25% artykułów nie zajęto stanowiska. Według Cooka (2013) potwierdzenie znajduje się w 33% artykułów, w 66% nie zajmowano stanowiska i w 1% nie zgodzono się z hipotezą AGO. Zwróćmy uwagę, że w 66% uwzględnionych przez Cooka artykułach, nie napisano, że globalne ocieplenie jest wynikiem działalności człowieka. Cook wszystkie te prace wyłączył z grupy, którą dla skrócenia zapisu nazwę ‘zaprzeczenie’. Stąd tak wysoka wartość konsensusu. Zatem wartość konsensusu będzie silnie zależeć od tego, jak zaklasyfikujemy prace, w których nie zajęto określonego stanowiska. A jest ich większość!
Na załączonym rysunku przedstawiono poziom konsensusu otrzymany na przestrzeni lat. Kolorem zielonym przedstawiono wartości, które uzyskano, gdy prace ‘bez stanowiska’ były włączane do grupy ‘zaprzeczenie’, a kolorem czerwonym, gdy były wyłączane z tej grupy. Widzimy, że w zależności od sposobu wyznaczania konsensusu, jego wartość zmienia się na przestrzeni lat diametralnie inaczej.
Wnioski, które się nasuwają są następujące. W znacznej części artykułów naukowych nie przyznano ani nie zaprzeczono, że globalne ocieplenie jest skutkiem działalności człowieka. Jeśli te prace zakwalifikuje się do grupy niepotwierdzającej hipotezy AGO, to należy uznać, że nie ma jednoznacznego stanowiska w środowisku naukowym co do przyczyn globalnego ocieplenia.

#nauka


Zobacz: https://lurker.land/post/xEIZtzB0B
Data dodania: 1/15/2021, 7:34:24 AM
Autor: skony85

Aby nie zamknąć się w bańce informacyjnej, wziąłem dziś na warsztat artykuł, którego konkluzje (pozornie) gryzą się z moimi spostrzeżeniami i poglądami. Będę unikał wplatania własnych komentarzy i spostrzeżeń, skupiając się na punkcie widzenia autorów pracy i wynikach przez nich uzyskanych. Ciekaw jestem Waszych opinii. Streściłem artykuł, jednak, aby zachować jego oryginalny wydźwięk, moje streszczenie będzie dość długie. Nie znam za bardzo polskiego nazewnictwa w opisywanym temacie, więc momentami tłumaczenie może być trochę koślawe. Artykuł opublikowano w zacnym „Science”.

https://science.sciencemag.org/content/347/6227/1243.abstract

“Conservatives report, but liberals display, greater happiness”

Ocena szczęścia zgłaszana przez ludzi w Stanach Zjednoczonych jest generalnie wyższa w przypadku konserwatystów niż w przypadku osób o bardziej liberalnych skłonnościach. Wójcik i współautorzy zbadali trzy zbiory danych oparte na miarach behawioralnych, takich jak tweety i uśmiechy. Liberałowie okazali więcej szczęścia niż ich bardziej konserwatywni odpowiednicy. Na przykład, jak wynika z ich zdjęć w sieci społecznościowej, więcej pracowników „New York Timesa” uśmiechało się szczerze niż tych z Wall Street Journal.
W kilku ostatnich badaniach wykazano, że większy konserwatyzm polityczny koreluje z wyższym poziomem deklarowanego przez siebie szczęścia i zadowolenia z życia w Stanach Zjednoczonych. Tę „ideologiczną lukę w szczęściu” przypisuje się wielu różnym czynnikom psychologicznym. Niektóre wyjaśnienia zakładają, że większe szczęście konserwatystów wynika z zestawu adaptacyjnych wartości osobistych, społecznych i kulturowych, takich jak wysoki poziom osobistej sprawczości, optymizm i transcendentne przekonania moralne. Inni uważają konserwatyzm za mechanizm ochronny, a nawet obronny, który służy funkcji usprawiedliwiania niepokojących nierówności społecznych.
Wszystkie dane potwierdzające związek między konserwatyzmem politycznym a subiektywnym samopoczuciem opierają się na miarach samoopisu. Ocena szczęścia i zadowolenia z życia, podobnie jak ocena innych cenionych cech, jest podatna na zniekształcenia samoopisu.
Tendencje do autowaloryzacji [autowaloryzacja - dążenie do obrony, podtrzymania lub podniesienia samooceny] nie rozkładają się równomiernie w populacjach i istnieją powody, by podejrzewać, że liberałowie i konserwatyści mogą się różnić pod tym względem. Autowaloryzacja wiąże się z szeregiem czynników związanych z ideologiami konserwatywnymi politycznie: jest bardziej widoczna w kulturach indywidualistycznych, osobach religijnych oraz zorientowanych hierarchicznie grupach.
W badaniu 1 sprawdzono, czy doniesienia konserwatystów o większym subiektywnym samopoczuciu można przypisać autowaloryzacji. Zgodnie z oczekiwaniami, rosnący konserwatyzm polityczny korelował z większym zgłaszanym zadowoleniem z życia. Autorzy wskazują, że samo-raporty konserwatystów o większej satysfakcji z życia można przypisać ich silniejszej tendencji do autowaloryzacji. Ale istnieją dwie możliwe interpretacje tych odkryć. Po pierwsze, konserwatywni uczestnicy mogą doświadczać większego szczęścia i satysfakcji życiowej niż liberałowie. Alternatywnie, podwyższone oceny w samoopisach konserwatystów mogą być po prostu przykładem ich silniejszej tendencji do przedstawiania nierealistycznie korzystnych samoocen. Ta interpretacyjna dwuznaczność uwydatnia główne ograniczenie polegania na samych raportach o sobie: nie rozróżniają prawdziwych i powierzchownych przedstawień szczęścia.
W badaniu 2 zbadano zachowania związane ze szczęściem wśród najbardziej znaczących liberałów i konserwatystów w Stanach Zjednoczonych: członków Kongresu Stanów Zjednoczonych. Oceniono dwa behawioralne wskaźniki szczęścia w tej grupie: użycie pozytywnego i negatywnego języka emocjonalnego na podstawie analizy tekstowej zapisów kongresowych USA z 2013 r. oraz uśmiechanie się widoczne na publicznie dostępnych fotografiach. Większy konserwatyzm wiązał się z niewielkim, ale istotnym statystycznie spadkiem użycia słów pozytywnych. Konserwatyzm nie był w znaczący sposób związany ze stosowaniem słów nacechowanych negatywnie czy słów związanych ze smutkiem.
Następnie przeanalizowano uśmiechanie się na zdjęciach. Okazało się, że rosnący konserwatyzm polityczny przewiduje mniej intensywny ogólny uśmiech. Badanie 2 nie ujawniło dowodów na bardziej pozytywne emocjonalnie zachowanie wśród konserwatywnych polityków. Zamiast tego, to liberalni politycy częściej wyrażali pozytywne emocje, uśmiechali się intensywniej i szczerze. Efekty te były niewielkie, ale w przeciwnym kierunku niż poprzednio obserwowana luka szczęścia oparta na samoopisie. Oczywiście, wybrani przywódcy polityczni nie reprezentują bardziej ogólnie osób liberalnych i konserwatywnych, i nie jest jasne, jak dobrze mowa i mimika występująca w granicach Kapitolu odzwierciedla podobne zachowania związane ze szczęściem w mniej jawnych kontekstach politycznych.
W badaniu 3 oceniono zawartość językową 47257 aktualizacji statusu na Twitterze („tweetów”) od liberalnych i konserwatywnych przedstawicieli ogółu społeczeństwa. Przeanalizowanostatusy osób, które subskrybowały („obserwowały”) oficjalne strony na Twitterze Partii Demokratycznej lub Republikańskiej, z wyłączeniem tych, którzy śledzą obie, przy założeniu, że użytkownicy, którzy obserwują wyłącznie jedną z partii, prawdopodobnie podzielają poglądy polityczne tej strony. Oceniono zawartość emocjonalną każdego tweeta. W porównaniu z aktualizacjami subskrybentów Partii Demokratycznej [liberałów], aktualizacje subskrybentów Partii Republikańskiej [konserwatystów] znacznie rzadziej zawierały pozytywne słowa emocjonalne i radosne emotikony oraz znacznie częściej zawierały negatywne słowa związane z emocjami.
W badaniu 4 przeanalizowano 457 publicznie dostępnych zdjęć osób z LinkedIn. Wybrano uczestników, którzy publicznie identyfikowali się jako pracownicy w organizacjach silnie kojarzonych z wartościami ideologicznie liberalnymi lub konserwatywnymi (np. Planowane Rodzicielstwo czy Rada Badań Rodzin). Uśmiechy były marginalnie intensywniejsze wśród pracowników organizacji ideologicznie liberalnych niż wśród pracowników organizacji konserwatywnych ideologicznie.
Podsumowując, badania wykazały, że polityczni zwolennicy liberałów częściej i intensywniej przejawiali zachowania związane ze szczęściem niż polityczni konserwatyści. W przeciwieństwie do schematu występującego w samoopisach o szczęściu i zadowoleniu z życia, analizy językowe masowych archiwów tekstów pochodzących zarówno od wybranych polityków, jak i ogółu społeczeństwa ujawniły skromną, ale konsekwentną tendencję liberałów do używania bardziej pozytywnego języka emocjonalnego niż konserwatyści. Ponadto stwierdzono, że liberalni politycy i pracownicy organizacji promujących liberalne wartości uśmiechali się bardziej i autentycznie niż ich konserwatywni koledzy. Chociaż efekty w tych badaniach były niewielkie, konsekwentnie ujawniały one większe zachowania związane ze szczęściem wśród liberałów niż konserwatystów.

#nauka #przegladprasynaukowej


Zobacz: https://lurker.land/post/mvM9HKLHe
Data dodania: 1/14/2021, 9:07:53 PM
Autor: skony85

Tematyka wpływu pornografii na mózg pewnie jest większości dobrze znana. Interesowała mnie inna sprawa, tzn. czy zażywanie pornografii wpływa na satysfakcję seksualną oraz satysfakcję w związku. Takie badanie zostało przeprowadzone Poniżej krótki opis i ciekawsze wnioski.

"Pornography, preference for porn‐like sex, masturbation, and men's sexual and relationship satisfaction"

https://onlinelibrary.wiley.com/doi/abs/10.1111/pere.12267

W pracy badano zależności pomiędzy oglądaniem pornografii, preferencjami dotyczącymi seksu podobnego do pornografii, masturbacją oraz satysfakcją seksualną i satysfakcją w związku wśród dwóch próbek mężczyzn (n1 = 326, n2 = 335). Częste używanie pornografii wiązało się z niezadowoleniem seksualnym, preferowaniem seksu podobnego do pornografii i częstszą masturbacją w obu badaniach. Korzystanie z pornografii było związane z niezadowoleniem ze związku tylko w badaniu 2.

Częstotliwość korzystania z pornografii była umiarkowanie lub bardzo pozytywnie skorelowana z preferencją do aktów seksualnych powszechnie przedstawianych w pornografii w obu badaniach. Ponadto większa częstotliwość korzystania z pornografii była zapowiedzią większej zgodności ze stwierdzeniem „Chciałbym, aby seks, który uprawiam w prawdziwym życiu, był podobny do seksu w pornografii”.

Zdaniem autorów pornografia wpływa na postrzeganie przez mężczyzn tego, co jest normalne i pożądane w związku seksualnym. Jednak ze względu na projekt badania korelacyjnego nie można wykluczyć innych wyjaśnień (np.: preferowanie seksu podobnego do pornografii, powodujące użycie pornografii). Wydaje się prawdopodobne, że pornografia może zwiększyć zainteresowanie większą różnorodnością zachowań seksualnych, a to z kolei może zwiększyć satysfakcję seksualną (np. Jeśli nowe praktyki seksualne zostaną włączone do relacji seksualnej w sposób przyjemny dla obojga partnerów).

Dostęp do pornografii pozwala mężczyznom masturbować się częściej niż w innym przypadku. Częsta masturbacja może częściowo tłumić podniecenie wobec partnera (ze względu na efekty oporności po ejakulacji) i że to tłumienie podniecenia może skutkować niezadowoleniem seksualnym lub ze związku. W badaniu grupy 1 nie stwierdzono, aby status związku różnił się pod względem częstotliwości korzystania z pornografii lub częstotliwości masturbacji. Co więcej, mniej więcej połowa uczestników wskazała, że będąc w związku, utrzymuje ten sam poziom wykorzystywania pornografii lub zwiększa wykorzystanie pornografii. Wyniki badania 1 są niezgodne z ideą, że mężczyźni używają pornografii tylko wtedy, gdy partner jest niedostępny. Wydaje się raczej, że wielu mężczyzn oprócz uprawiania seksu ze swoimi partnerami wykorzystuje pornografię (a co za tym idzie, masturbuje się).

Zgodnie z poglądem, że częsta masturbacja osłabia satysfakcję seksualną, częstotliwość masturbacji była znacząco negatywnie powiązana z satysfakcją seksualną w badaniu 1. Dane z badania 2 dają większą wiarygodność poglądowi, że masturbacja odgrywa integralną rolę w związkach między używaniem pornografii a satysfakcją seksualną i związaną z relacjami. Wyniki były zgodne z modelem, w którym używanie pornografii osłabia satysfakcję seksualną i ze związku poprzez zwiększoną częstotliwość masturbacji.

#nauka #przegladprasynaukowej #rewolucjaseksualna


Zobacz: https://lurker.land/post/ekSNCGrLS
Data dodania: 1/14/2021, 5:47:02 PM
Autor: skony85

I znów "prawicowe" badanie. Ja naprawdę nie staram się wybierać tego co mi spasuje.

Associations Between Number of Lifetime Partners and Other Health Behaviors

https://www.ingentaconnect.com/content/png/ajhb/2001/00000025/00000006/art00003

Celem pracy było zbadanie zależności między zachowaniami prozdrowotnymi a liczbą partnerów seksualnych w ciągu życia wśród studentów.

Przeanalizowano dane z 1995 ankiet. Po uwzględnieniu wieku, płci i rasy, wykazano, że posiadanie 2 lub więcej partnerów seksualnych w ciągu całego życia wiązało się z rzadkim zapinaniem pasów bezpieczeństwa, prowadzeniem pojazdu po spożyciu alkoholu, wdawaniu się w bójki, rozważaniem samobójstwa oraz żuciem tytoniu i używaniem marihuany. Osoby takie również cechowały się większą skłonnością do upijania się.

Autorzy wywnioskowali, że posiadanie wielu partnerów seksualnych w ciągu całego życia (≥2) wiązało się z kilkoma negatywnymi zachowaniami zdrowotnymi.

Dajcie znać czy jesteście zainteresowani treściami, które wrzucam. Nie zamierzam skupiać się na jednym zagadnieniu. Interesują mnie różne dziedziny, więc pewnie w zależności od dnia będą inne zagadnienia. Rozpoczynam tag #przegladprasynaukowej

#nauka #przegladprasynaukowej