Lurker.land - tag #pisanie

Zobacz: https://lurker.land/post/iflXXyOD0
Data dodania: 4/1/2022, 5:30:56 PM
Autor: mateusz43

"opinia prywatna"

To jest bardzo rzadko spotykane, jednak w praktyce nie działa tak jak należy.

Moim zdaniem ludzie odpowiedzialni za przedstawianie w jakiś programach albo konkretnie czcionkach, popełniają błąd, w których
Duże i czyli I
jest takie samo jak małe L czyli l

Jak również kiedy cyfra 0 z literą O są takie same. Oczywiście jeżeli ktoś zna różnicę, to to odróżni.

Wiem, że obecnie mało kto wpisuje ręcznie jakiś ciąg znaków, jednak mam stary telefon i jak pisze sms z linkiem np. filmiku na YT to bardzo często nie działają linki ponieważ nie wiadomo czy znak I to duże L albo małe i I


Odnośnie pisania długopisem:

Bardzo często miałem w pracy sytuację, że musiałem spisać nr rejestracyjne samochodów na parkingu i wtedy pojawiał się problem podczas przepisywania z brudnopisu do zeszytu, który był dokumentem, właśnie z
literą O i cyfrą 0
literami Z i cyfrą 2
literą małą L (I) i dużą i (I)

Mój styl pisania jest bardziej techniczny, więc nie bawiłem się w kaligrafię, ponieważ już się przyzwyczaiłem do szybszego pisania.

To takie małe spostrzeżenia.

#czcionka #programy #internet #pisanie #pismo #praca #praktyka


Zobacz: https://lurker.land/post/ShrSQr9gP
Data dodania: 11/23/2021, 10:16:25 PM
Autor: boguslav

CEL: POWIEŚĆ I CZY JEST ONA CIEKAWA

Powieści i baśnie często są pisane bez celu. Powoduje to że stają się one całkowicie jałowe i pozbawione jakiejkolwiek treści. Człowiek szuka daremnie zaciekawienia postaciami czy światem, który często istnieje jako barwne tło ale jest tylko i wyłącznie tym. Tłem. A postacie w niej zawarte są jak szczeble drabiny prowadzącej donikąd. Jest dlatego iż pisarz nie rozumie po co postacie te istnieją ani do czego służy otaczający postaci świat.

Światotwórstwo jest czymś nadrzędnym w tworzeniu powieści bowiem najpierw ono powstaje a potem powstają postacie je zamieszkujące. Jest to całkowicie naturalne. Człowiek nie wyrasta z niczego a kultury potrzebują rody oraz ziemię która je kształtuje. Panują tutaj pewne prawa natury. Jedno pochodzi od drugiego. Ustalamy zasady powieści i możliwości. Nie znaczy to że mamy wszystko mieć wymyślone i opisane na zawołanie ale musimy znać ogólne zasady wszystkich ważnych i odmiennych zjawisk danego świata. Potem kultury i rody oraz rasy wypełniają ten świat, a te najbardziej odmienne opisujemy na tyle by mieć je zapamiętane. Nie znaczy to że ktoś nie może tworzyć stworzenia i potwory na bieżąco. Bah, nawet należy. Często wyobraźnia i Baj nam przynoszą pewne prawdy przebrane jako stwory do powieści. Należy wtedy je odpowiednio opisać i nie stronić od szczegółów. Łatwiej odjąć i przepisać niż dodać.

Ale mimo tego całego barwnego świata powieść wciąż wydaje się nudna i pozbawiona celu. Niczym osoba której brakuje celu w życiu chrzątamy się zagubieni, najgorsze w tym wszystkim że swoim marudzeniem nasze otoczenie dołujemy. Dlatego że nie nadaliśmy postaciom celu. Powieść ma dwa cele, pierwsza jest oczywista tylko dla postaci, druga zaś jest dla nas wobec czytelnika i to ta jest być może ważniejsza od tej wyznaczonej dla postaci. Nim zaczniemy dobierać cel naszej powieści musimy się zastanowić co chcemy czytelnikowi przekazać. Sprawa niby prosta ale często widzimy powieści w której widnieje autor i jego tłumaczenie tematyki bardziej niż postacie którzy przeżywają tematykę. Cele powieści są często wartości. Dla alegorii i bajek mogą one być zasadniczo proste, skupione, i krótkie jak np: Nie zabijaj, nie zdradzaj, Kochaj swoich rodziców i rodzinę, męska cnota waleczności. Są one skupione i często dosłowne i widzimy tą nauczkę w tym jaka jest przyczynowość skutków naszych bohaterów. Piłosiek upił się i zabił brata w szale? Piłosiek jest skazany na samotność i wygnanie i głęboko żałuje i cierpi z tego powodu, nawet niebiańskie siły się na niego wypinają. Czasami kara może być nadprzyrodzona jak w przypadku syzyfowej pracy. Dla takiego Piłosieka może to być upiór jego brata wcielony w różne stwory lasu które na niego polują i pożerają, codziennie się budzi i chce uciec ale nie może a jego krzyki służą jako przestrogę dla innych co ich czeka jeśli posuną się do podobnego czynu. Czasami zaczynamy od drugiej strony i nasze postacie dowiadują się o takim Piłosieku. Suma sumarum cel powieści został uznany, a co najważniejsze cele postaci podporządkowano celom powieści. Cel powieści może obejmować tematykę dość rozległą. Tematyka jest oo tyle ważna że ustala ona co jest twierdzą naszej powieści a co jest je kresem. Zło czycha tam w kresach i poza w świecie zbłąkanym i złym. Często jest ono tam niewidzialne i nie da się go odróżnić od pospolitego błędu. Ale kiedy zaciągniemy je do twierdzy to wtedy staje się oczywiste co jest dobrem a złem. Często nasze postacie muszą wyruszać z przysłowiowej twierdzy która sama w sobie może być zapuszczona i zepsuta ale nadal tkwi w niej zalążek dobra, czasami nawet widzimy drogę z kresów do twierdzy. Ale zawsze nasze postacie muszą poznawać dobro i zło po swojej drodze, a tym dalej lub bliżej twierdzy tym więcej lub mniej zła. I tutaj jest czym cechujemy tak zwane przesłanie naszej powieści. Przesłanie może być tak samo ścisłe jak w przypadku powiastki, allegoria, czy baśni tudzież bajki albo może być obszerne i nadać wątkom ich cel. W przypadku długich powieści widzimy dość obszerną tematykę tak jak np: Miłość, Zemsta, Bóg, Duch ludzki, stan ludzki, marzenia a rzeczywistość, czyn a bezczyn, nawet “dobro a zło”. Co ciekawego liberałowie współcześni są mistrzami w tej ostatniej tematyce, tylko że zamiast twierdzy i kresów uznają oni kresy za dobre a twierdzę za złą. Wiele z nich by uznało moje użycie owego obrazu za obraźliwe i prawdziwe tylko że to ja przekręciłem to co dobre a złe a oni wiedzą co naprawde jest dobre a złe. Syndrom oblężonej twierdzy pewnie skandują, widząc w moich wypocinach zakutą psychikę i przestarzałe modele myślenia. Cóż potwierdzają jedynie to że ich nie da się zadowolić a ich powieści są tego dowodem. Bowiem są one tak proste że człowiek czuje jak z jednej strony mózg mu wypływa uchem a z drugiej nie może oderwać uwagi od wydarzeń książki. A więc teraz mowa o cel postaci. To co powoduje że powieść jest dla nas porywająca jest to że coś się dzieje, cele naszych postaci są szybko wyznaczone, i to oni dążą do nich jak jeden mąż. Czy to pokonanie zła, czy zwyczajnie wrócenie do domu po tym jak utknęli gdzieś w głuszy. Za to cel naszych postaci musi się odwoływać i służyć naszej tematyce. Trudno o powieść miłosną kiedy celem naszego bohatera jest zabicia posłańca szatana by uratować świat. Jego celem jest uratować świat, ale jego miłość do jednej kobiety powoduje że jedna z tych wątków musi przegrać i przeistoczyć się w drugą. Nagle nie może to być powieść o młodym rycerzu chcącego ocalić świat ale takiego który próbuje uratować miłość swojego życia i przy okazji uratować świat. Musimy więc uważać jak cel postaci odnosi się do celu powieści. Jeżeli przesłanie jest miłość i mamy obszerną powieść to możemy rozkminiać w nim różne rodzaje miłości, nawet te które tylko wydają się być miłością a są tak naprawdę tylko cielesną rządzą przyjemności. Na przykład:

[/code]

[i][b]Nasz bohater chce poślubić pewną kobietę więc chce się jej oświadczyć, zaręczyny są udane ale ona z jakiegoś powodu musi wrócić do swojego domu ojczystego po drugiej stronie Polski. Ona czeka na niego i chcą urządzić od razu ślub. Nasz bohater rusza w podróż życia które sprawdzi jego miłość. Po drodze spotyka liczne pokusy, i za każdą pokusę na którą się skusi coś traci, aż nie jest na skraju przepaści z którego straci miłość swojego życia. Przypomina sobie o jej miłości i jeden za drugim odrzuca pokusy które wcześniej go wiodły na zgubę. Ostatecznie po wielkich trudach, odnajduje swoją ukochaną i mimo tego że ją zawiódł nie raz wybacza mu po tym jak jej udowadnia że jest lepszym człowiekiem. Biorą ślub i żyją ścięśliwie. [/b][/i]

Piękne nie? Prosta opowieść która odkrywa przed nami oblicza miłości. W tym możemy przekazać coś innego. Że jak skusimy się raz to nigdy już nie przestaniemy i książka zamiast stać się książką wesołą i miłosną staje się tragedią. Niestety ale często to z tragedii wyciągamy najcenniejsze wnioski.

Ale to wszystko jest wciąż na marne bo nie wpływa bezpośrednio na to jak książka jest napisana i to co się w niej dzieje snuje przyczynowość która chwyci uwagę czytelnika. Niektórzy powiedzą że chodzi tutaj o hak. Hak wedle tego jak to uczą podręczniki i zajęcia z pisania to coś na wzór haka rybackiego który wciąga czytelnika i powoduje że chce czytać dalej. Że najważniejszy jest hak na samym początku książki i jest to związane z tym jak wprowadzamy ich w świat książki. Ja się z tym nie zgodzę. Hak nie jest tylko jeden, hak to jest każde wydarzenie w książce. Dlaczego kiedy czytamy dobrą książkę czyta się ona lekko? Poza oczywistym stwierdzeniem że napisana jest przyjemnie. Dlatego że hak nigdy nie zniknął. Gdyby hak był czymś co jedynie istnieje na początku książki to człowiek zwyczajnie nie miałby sił dalej czytać. Książki trzeba by było czytać za jednym posiedzeniem a tak jednak nie jest. Wracamy do nich, czasami w środku jakiegoś wydarzenia by czytać dalej. Jest to spowodowane tym że prawdziwym hakiem nie jest wstęp a wstęp do wydarzenia, celu, postaci oraz każdy raz kiedy spotykają się oni z niepowodzeniem i muszą zmienić cel. Cele postaci, tak jak ludzi codziennych, można podzielić na cele tymczasowe które są wynikiem przypadku oraz cele ostateczne. Cel ostateczny nadaje kierunek naszej powieści. A cele tymczasowe są odpowiedzią postaci na perypetia na które ich skazujemy. I to tutaj kryją się niezliczone haki. Na przykładzie poprzedniej opowiastki widzimy że będą pokusy po drodzę które sprawdzą naszego bohatera o czystym sercu, i wiemy że wobec wielu z nich jest bezbronny. Skutki czego są często tragiczne dla bohatera. Np. załóżmy że dochodzi do zdrady a postać nasza mimo żalu kąpie się w rozpuście. Nagle budzi się bez samochodu i portfelu. Jest sam na drodze, bez grosza przy duszy. Nie dość że przyszłą żonę zdążył już zdradzić to teraz nie wie czy nawet zdąży by jej spojrzeć w oczy przed ślubem czy uzna że zwyczajnie stchórzył. Mamy nowy hak, wydarzenia się rozwijają i mimo tego że cel pozostaje ten sam pojawia się seria nowych tymczasowych celów takich jak: pozbierać się i przetrawić to co zrobił, znaleźć sposób na dostanie się do żony. Jak ktoś weźmie i narysuje prostą linię od twierdzy do kresów zauważymy że powieść wydaje się nudna. Ale tak jak w życiu to tymczasowe cele są odpowiedzią bohatera na otaczające go okoliczności włącznie z jego błędami. Musimy pamiętać że każdy slalom w naszej linii, każda krzywa i półksiężyc, jest tak naprawdę tymczasowym celem który musi nasza postać osiągnąć nim przejdzie dalej. Wszystko to powoduje że nie tylko chwytamy za książkę ale również wracamy do niej. Przykład wstępnego haku o które wszystkie zajęcia i książki na ten temat mówią jest tak naprawdę wstępem w jakieś wydarzenie. Coś się dzieje niemal natychmiast i mimo że jest to często coś błahego stanowi ono łagodnym wprowadzeniem w świat. Mimo tego że my nie mamy pojęcia o tym jaki jest jeszcze ostateczny cel postaci wiemy że coś się gotuje i że zaraz coś się stanowczo zmieni. Dla naszych postaci jest to niemal zawsze coś na co nie byli gotowi. Ale mogli równie dobrze być doskonale gotowi. Np:

[/code]

[b][i]Postać nasza to wojskowy z długim stażem, był wiele razy na wojnie i mało co go porusza. Jedyne czego on pragnie to aby zakończyć swój pobyt na obcej planecie i wrócić do domu do żony i dzieci. Misja, jedna z wielu, czyha na horyzoncie i rusza. Podczas opowieści wszystko idzie nie tak i nasza postać która miała za zadanie przetrwać musi zmierzyć się z tym czy jest gotów zrobić wszystko aby przetrwać, nawet to co jest czystym złem? [/i][/b]

Brzmi jak streszczenie książki? Bo nią poniekąd jest. I jest to dobry zwyczaj bo tak naprawdę opisujemy wszystko co jest dla nas ważne przed rozpoczęciem pisania. Jeżeli możemy napisać takie streszczenie to możemy napisać w tej tematyce książkę. I wiemy że możemy przy tym odkrywać granice dobra i zła w sytuacjach które same w sobie są tak upadłe że granica między dobrem a złem się zamazuje. Jest to powieść o postaci która z kresów i tego co czyha poza, wraca do twierdzy. Chociaż wiemy że czasami nie wraca ona cała. Jeżeli nie cieleśnie to duchowo.

Stosując tą prostą metodę można wiele napisać na temat powieści jak i napisać wiele powieści. Jest ono narzędziem które mi od dawna sprzyja w pisaniu i czytaniu. Nie jest to nowy wniosek, jest to tylko coś co ja jako kolejny zauważyłem i przypadkiem zdarzyło mi się na ten temat napisać. Jedyna różnica jest taka że może w sposób w jaki ja to ująłem przypadnie ci do gustu i sprawi że sztuka pisania stanie się o tyle łatwiejsza. Ciekawsze jest to że taką strategię można przystosować do filmów czy animacji, czasami nawet obrazów. Być może dlatego że człowiek ma zwyczaj myślenia powieściowo.

PS: o co chodziło z tym liberalizmem i tej twierdzy. No! Czytając różne dzieła “lewackie” człowiek dochodzi do wniosku że przyjmują one założenie że to co jest poza twierdzą jest w jakiś sposób dobre i niedocenione a to co jest w twierdzy jest w jakiś sposób złe. Bowiem samo założenie twierdzy kojarzy się z hierarchią i zasadami czyli coś co wedle lewicy jest najcięższym grzechem. ustalają oni pewną zasadę a celem książki jest np: ustalenie że hetero ludzie są wszyscy źli, co jest oczywiście skrajną projekcją ich zaburzonego umysłu. W dodatku mają przykry zwyczaj tworzyć komicznie złych postaci gdzie są oni tak źli, tak pochłonięci złem, że wydają się być wcieleniem samego diabła. W sumie całą Polityka lewicy oraz ich teorie to takie “snucia złego niewidzialnego wroga”. tylko że ten wróg w końcu potrzebuje twarza i ciała i wszystkie ich wątki służą ku demonizacji danej osoby.

#sztuka #pisanie #bajka #baśń #polityka #polska


Zobacz: https://lurker.land/post/D5yUxynvF
Data dodania: 11/22/2021, 8:57:49 PM
Autor: boguslav

“Miłuj bliźniego swego” cytat który jest chyba najsłabiej zrozumiany ze wszystkich zasad chrześcijańskich (do tego nie jest prawidłowy cytat ani zasada ale reszta z tym, dla lewactwa i tak nie ma różnicy). Nie dlatego iż chrześcijanie je nie pojmują a raczej dlatego iż lewica, tak chętnie je stosuje przeciwko chrześcijanom. Strategia jest prosta. Droga do zysku leży w cierpieniu innych a więc Ty idziesz do nich i mówisz że to wina świata że są w nędzy a nie dlatego że popełnili błędy i dalej w nich tkwią. Przy okazji idziesz do “prawaka” który “wierzy” w Boga i uderzasz w niego. Jest to rodzaj szarej gry gdzie wszystko staje się szare i przy okazji następuje podkopanie twoich zasad moralnych tudzież wartości udawając przy tym że im w ogóle na tych ludziach zależy. To co się dzieje na granicy jest to co się na zachodzie wielokrotnie wydarzyło. Na zachodzie tą strategię stosowano nagminnie a prawda że ludzie zwyczajnie nie są wykształceni w swojej wierze, nie znają nawet własnych wartości czy podstawowych zasad logiki, i nie są skorzy do złośliwego sprostowania sprawy powoduje że człowiek jest bezbronny. Lewica objawia się patologiczną miłością do obcych kosztem cierpienia swoich. Wyobraźmy sobie przez chwilę taką krótką bajkę, bo jak inaczej się nauczyć czegoś bez bajki:

Pewnego dnia pewien dość zamożny kierownik firmy idzie ulicą i spotyka na swojej drodze starego stolarza. Jest to stolarz znany w całym mieście. Owy kierownik postanawia glęgnąć do starca z prośbą o wykonanie dla niego bardzo drogiej szafy i stołu. Stary stolarz zastanawia się przez chwilę i choć jest stary, pogrubiałe ręce od roboty ze spokojem spoczywają na brodzie i gaskają posiwiałe pasma.

-A czemu miałbym panu zrobić szafę i stół?- Pyta stary stolarz.

-A dlatego że jestem dobrym człowiekiem, i godnie panu zapłącę.- Odpowiada kierownik po czym szybkim ruchem otwiera portfel by ukazać jak ten niemal pęka od gotówki. Starzec się zastanawia i po chwili, obejrzawszy kierownika od stóp po głowę, mówi głosem na podobieństwo struganego drewna. 

-Przejdź się ze mną.- Kierownik nie chcący stracić okazji ruszył za stolarzem. 

Długo wędrowali po ulicach w ciszy, w między czasie stolarz skromnie wymachiwał rękami jakby obliczał jak donkonać zadanego mu dzieła aby było ono godne zacnego pana. W pewnej chwili napotkali człowieka klęczącego. Smród ciągnął się nim skręcili na drogę na której klęczał i kiedy do niego dotarli był niemal nie do wytrzymania. Był człowiekiem starym a włosy miał sztywne i posiwiałe, broda krzaczasta nieprzystrzyżona znikała pod porwaną koszulką z której wystawały pojedyńcze kikuty niczym chorągwie oznaczające dziury. Ręce miał wyciągnięte błagająco. Zatrzymali się niepodal starca gdzie stolarz stanąl pochłonięty w myślach, a na jego czole pojawiły się zmarszczki. Nie trwało to długo kiedy kierownik potrącił Stolarza łokciem. Ten spojrzawszy na niego podniósł jedynie zakłopotaną brew po czym ruszyli dalej pozostawiając śmierdzącego starca samego na ulicy. Stary stolarz zapytał wtedy Kierownika.

-Czemuś temu starcu nic nie podarował?- Kierownik spojrzał na stolarza zaskoczony. Westchnąl i odpowiedział sucho.

-A czemu niby darmozjadowi miałbym cokolwiek dać. Po co, wolę tysiąc głodnych gęb z jakiejś dziczy niż takiego nędznika nikomu potrzebnego. Do pracy by się wziął a nie żebrał.- Na co stolarz wydął usta i pokiwał głową. Choć na widok stolarza coś zakuło Kierowniku w sercu.

-A jak trzeba mu było tylko nowych szat, i jedzenia? Nie pragnął używek ani tanich przyjemności? Butów nowych by drogę do domu odnaleźć?- Kierownik pokręcił głową i pozwolił aby uśmiech wkradł się na twarz. Stary stolarz miał słabe serce, i postanowił skierować mu wyzwanie.

-To czemu pan mu nie dał?- Stolarz sprawnie wyciągnął portfel z kieszeni i ją zapracowanymi palcami otworzył tak jakby chciał ją rozerwać. Była całkowicie pusta prócz starego kurzu który je obrastał. Choć był najlepszym stolarzem w okolicy, i ubrany zwyczajnie, nie powiedziałby że takiemu człowiekowi brakuje pieniędzy.

-Jak widzisz ja nic miałem co mu dać, ale bym mu i tak pieniędzy nie dał tylko zaprosił na zakupy albo dał coś rzeczowego.- Szli dalej w ciszy.

Ich spacer szybko się skończył kiedy stary Stolarz zatrzymał się przed sklepem innego pracującego człowieka. Był w szatach biednych i dziurawych, a na młodej twarzy gościły głębokie przecinąjącą je bruzdy. Pod oczami widniały worki. Czekali chwilę aż mężczyzna zasłoni maszyny zakorzoną płachtą i kaszląc wyjszedł z pracy odbierając przy tym mały kwitek od jakiegoś pana, co wnioskowali była jego wypłatą. Ruszył za nim. Niepodal pracowni stary budynek w którym widniały dziury po kulach załatane nową cegłą, lecz okna były gdzieniegdzie popękane a dach stary był z kruszącego się już azbestu. Stolarz podszedł z kierownikiem pod okno za którym widniała kuchnia. Mężczyzna powoli wkroczył do domu i na głos jego kroków wyłoniły się dzieci. Wisiały na nich ubrania i wyglądały jak małe upiory z oczami zapadniętymi w glowie. Ojciec przytulił ich i szybko wyjął z siatki po bułce chleba. Stolarz nie odrywając wzroku odezwał się.

-Biedny człowiek że musi tak ciężko pracować a jego dzieci głodują. Uczciwym jest i cwaniactwem nie grzeszy.- Kierownik poczuł niesmak. Nie trawił kiedy ludzie prosili o więcej kiedy na to nie zasłużyli.

-To czemu nie zatrudni się gdzie indziej albo rozpocznie własną działalność? Czemu nie dokształci się może znajdzie inną pracę lepiej opłacalną? A może po prostu nie jest tego wart?- Stolarz spochmurniał i pokiwał głową.

-A gdyby pan go zatrudnił? Może to niesprawiedliwe i nieprawidłowe że pracuje za tyle ile pracuje? Że nie może ot tak zmienić pracy ani się dokształcić. Jednak warunki mu na to nie pozwalają.- Teraz to kierownik spochmurniał. Wędrował za cieślą który zabierał co rusz w nowe miejsce by obejrzeć jakiś biedaków, zdawało mu się że błaga go o pieniądze a sam był spłukany.

Stolarz ruszył bez słowa a kierownik choć chodował w swoim sercu złość i nienawiść wobec niego zagłuszył uczucie aby przypadkiem warknięciem nie stracić okazji na to po co przyszedł a była to prosta prośba. Przeszli obok straganu z plakatem biedynych dzieci, kobiet, i mężczyzn stojących w jakimś lesie. Na plakacie widniał napis niczym wyryty w skale „Straż ich nie wpuszcza, pomóż im!” Kierownik stanął. Powoli wyjął portfel i odliczając sposobną kwotę wrzucił do pudełka. Kobieta zaskoczona chojnością nieznanego pana podsuneła mu rytualnie książeczkę na szczycie której widniał kolejny, tym razem łągodniejszy, napis „Sponsorzy Polska Bez Granic”. Kierownik zadowolony pożegnął kobietę i skokliwym krokiem i szerokim uśmiechem podszedł do Stolarza który stał i patrzył na niego z niedowierzaniem. Usta wykrzywiły się w grymas i wisiały rozdziane, zmarszczki i bruzdy pogłebiły się wokół oczu a sam stolarz zdawał się urosnąć. Kiedy dotarł do niego czekał na chwilę pochwały, albo na spojrzenie uznania. Spotkał się z oczami niezłomnie szklistymi jakby stolarz zamieił się w posąg, by wiecznie przypominać mu o jego pogardzie dla niego wymieszane ze zdziwieniem. Kierownik nie wytrzymał i rzucając portfelem o starca które trzepnięciem odbiło się od jego luźnej kurtki i runeło na ziemię rozsypując banknoty które bezwładnie porwał wiatr, i wrzasnął na starca.

-Co ty niby chcesz ode mnie! Zrobiłem to co należy pomogłem tym biednym ludziom i co! I co teraz się tak gapisz! Że ja taki człowiek niby pazerny zrobiłem coś dobrego! Robię więcej dobrego niż ty w całym swoim życiu. Wiesz! Sponsoruje różne fundacje co niosą pomoc dzieciom w afryce i azji. Płaciłem za naukę dziweczynek w ameryce południowej! Z mojej kieszeni powostały całe szkoły i setki obiadów dla bezdomnych!- Stolarz uśmiechnął się kpiąca i pokręcił głową.

-Nie do wiary jesteś gorszy niż sobie wyobrażałem.- Słowa jego pełzły jak węże a ich syk posłał zimny dreszcz po plecach kierownika który odruchowo poprawił garnitur szukając otuchy po czym zebrał portfel z ziemi.

-Jak to, co takiego ty niby dobrego zrobiłeś dla świata!- Stolarz jedynie odpowiedział gromkim śmiechem, kiedy pozbierał się i łzy otarł rzekł w odpowiedzi.

-Panie kierowniku pan o nikogo nie dba i dobro nie czyni. Pokazałem panu cierpienie które widnieje pod pana nosem, a pan jedynie tymi ludźmi gardzi. Budzi się w tobie wstręt i wykrzywia pana twarz. Gdyby dorobić panu rogi byłby pan istnym wcieleniem diabła. Pana pieniądze to sztuczna troska bo gdyby panu zależało nie wpisałby się pan na listę, nie dałby pan pieniądze tym co żerują na cudzym cierpieniu. Ile z tych pieniędzy widziały te dzieci, kobiety, czy dziewczynki? Żadne, zamiast tego powstały budynki które są dla nich obozami umysłowego ubóstwa gdzie kształci się ich na twoją modłę. Lub uzależnia od technologi którą wy im dajecie, zakupione za twoje pieniądze. W międzyczasie pana imię i pana firmy widnieje w reklamach i plakatach wszędzie w swoim kraju, ale kiedy pan ma okazję cierpienie zmniejszyć a nawet unicestwić, czynić szczere dobro, pan stchórzy. Nie ma pan to w sobie by pomagać bliskim bo jest to wygodna wymówka twierdzić że walczy pan o wartości, o coś wielkiego i chwalebnego. Nie trawi pan kiedy ktoś się z panem nie zgadza i zamiast zrozumieć to pan od razu mnie w umyśle przeklina. Jesteś tutaj tylko i wyłącznie dlatego że chcesz ode mnie coś co jest zacnego, ale pan nie wie jedno. Ja pracuje tylko dla ludzi dobrych i poczciwych, ludzi z kręgosłupem. A takim farbowanym lisom jak pan, pluje na was, tyle ode mnie dostaniecie!- Stolarz dramatycznie splunął na ziemię przed kierownikiem i wbił w niego wzrok tak przenikliwy że wypalał dziurę w duszy i rwał sumienie na strzępy. Nim Kierownik pozbierał swje myśli Stolarz zniknął pozostawiając po sobą jedynie dłuto i młotek które leżały skrzyżowane nim wiatr zawiał i zamieniły się one w pył. wraz z nimi marzenia kierownika o najzacniejsze meble w mieście.

Niestety ale lewica tak jak kierownik nie są skłonni do refleksji, wręcz przeciwnie są wciąż skupieni na swoim samolubnym celu. Nie boli ich sumienie dlatego że zrozumieli że poczynili źle a raczej to że nie „konsumowali” to co chcieli. Kierownik nie kupił od cieśli mebli, tak lewak ni „kupi” uznanie czy sławę drugiej osoby, być może na tym nie zarobi. Ich nie boli więc to że czynią zło inaczej wytykanie ich hipokryzji wydawałoby się czymsz snesownym co by wielu z nich skłoniło do refleksji. Zamiast tego widzimy prostolinijne myślenie a hipokryzja zdaje się przybierać postać cnoty w ich panteonie zabobońskich bożków. Jest to strategia która nie jednego zaniosła na podest społeczny gdzie obsypano ich oklaskami i sławą. Kiedy jedna osoba twierdzi że pomaga i mówi o kłopotach „systemowych’ „Systematycznych” lub „że trzeba pomagać” ale jak na zawołanie podciąga pod to twierdzenie „uciemiężonych biednych XYZ” gdzie XYZ to jakaś tam grupa na drugim końcu świata jest to zwyczajna ściema. Cierpienia jest w Polsce pod dostatkiem. Ale to wszystko jest bardziej jadowite niż nam się wydaje. Bowiem kiedy owa osoba zwyczajnie nie zwraca uwagi na Polskie cierpienie jest to stwierdzenie że dla nich Polskie cierpienie jest w jakiś sposób mniej ważny niż cierpienie innych grup osób. Bowiem Polskie cierpienie nie przynosi nikomu zysku, ani sławy, uznania, czy zwyczajnie pieniędzy. Jest to często poświęcenie całkowicie bezinteresowne bo wiąże się z osobistym poświęceniem, za to rezultaty są rzeczywiste i natychmiastowe. Podobne myślenie jest w sprawie „wzbogacenia” czy „ubogacenia” nas kulturowo. Jest to zwyczajnie stwierdzenie że Polacy jako tako są w jakiś sposób bezwartościowi, a nawet stratni, dla danej osoby. I że potrzebni są nowi przybysze by dany kraj i region miały jakąkolwiek wartość. Tak jak Kierownik nie obchodzą ich ludzie a samolubne wartości które zostały dobrane pod samego siebie dla własnego zysku. Zasada którą powtarzam od lat ani razu mnie nie zawiodła i trzeba o niej zawsze pamiętać. Niezależnie czy mówimy o osobach nam bliskich czy odległych.

„Każdy liberał to zły człowiek, a liberalizm to wymówka”.

Następny wpis będzie o tym jak „uchodźcy” oraz imigranci widzą Polskę oraz europę. Skąd wiem? Bo mam z nimi dość bliski kontakt studiując na angielskiej dywizji. (nie są to uchodźcy ale studenci)

#polityka #imigracja #ciemnogródlewacki #pisanie #polska #patriotyzm


Zobacz: https://lurker.land/post/ISZnRU1Gb
Data dodania: 11/16/2021, 10:19:52 PM
Autor: boguslav

DIABEŁ W ZANADRZU

Krople deszczu suneły po szybie. Ich cichy szum napełniał Pawła spokojem, każda kropla załamująca światło przez chwilę błyszczała aż nie zastąpiła ją druga. Wszystko spływały po oknie do rynny, z tamtąd do ziemi która powoli zamieniała się w błoto. W tym błocie znikały jego zmartwienia. Jakby susza która mu doskwierała całe życie nagle znajdowała swój kres i niczym pęknięcie struny urywała jazgot muzyki.

-Widzę że wyjątkowo dobrze się czujesz.- Parchnął Olaf i dosiadł się do stołu. -Co ciebie tak dręczy że widzę uśmiech pełzający po ustach?- Paweł spojrzał się na Olafa. Dostjny granatowy garnitur szyto na krój współczesny, biały golf pod spodem pełzł po szyji i marszczył się jak wielki ślimak brakowało jedynie śluzu. Olaf był nieskazitelnym mężczyzną, brwi przystrzyżonę na modłe kobiecą, i twarz pokryta pudrem. Olaf zamieszał kubkiem. Woń mleka owsianego wypełnił nozdrza Pawła któremu ubudziło się pragnienie. Pragnienie dorównania Olafowi, też był dobrym człowiekiem, też dbał o ekologię ale dzisiaj siedział pusty kubek po nie ekologicznej zwyczajnej Polskiej kawie. Olaf zauważył gdzie Polak zerkał i westchnął. -Nie martw się ja też czasami popełniam taki błąd.-

-Wiem, wiem. Każdemu się zdarza. Boli mnie to wszystko.- Paweł spocmurniał i czuł jak do oczu podchodzą łzy, przełknął ślinę i choć przez chwilę zadusił płacz. Olaf spojrzał się na niego zmartwiony. Po chwili odezwał się.

-Wiem mnie też. Musi to być okropne że tacy ochydni ludzie zabraniają innym po prostu lepszego życia.- Paweł potaknął. Olaf zacierpnął łyka kawy i odetchnął. -Widzę że inwestycja dobrze idzie.- Paweł podniósł brew. Nie spodziewał się że ktoś tak zacny jak Olaf by zauważył jego drobne dzieło.

Za oknem powoli wyrastały budynki z ziemi, drzewa powalano i bagna osuszano. Nowe osiedle, nowa ostoja cywilizacji i zwycięstwa wartości nad prymitywizmem przodków. Kroczyli do przodu, choć powoli, i doganiali zamożnych zachodniaków. Spokój wieczornego deszczu przeszyły krzyki i huk. Paweł wyjrzał przez okno i zniesmaczony spojrzał na robotników klnących na siebie wzajemnie. Jedni biegli do miejsca zdarzenia a inni już sprzatali to co zostało z dużego okna które spadło z piątego piętra niemal miażdżąc kilkoro pracowników. Paweł wykrzywił twarz, niedobrze mu się robiło, pokręcił wzrokiem aż nie znalazł coś na ukojenie obrzydzenia. Znalazł swoje natchnienie w horyzoncie.

-Wiesz Olaf. ludzie dużo cierpią tam za granicą.- Olaf skinął głową i chwilowo zmarszczył brwi, udawana troska dla wielu zdawałaby się szczera, i może była szczera, ale dla takich jak oni na taką szczerość nie było czasu. Uczucia były niczym mgła która zasłaniała ważniejszy cel. Była jedynie tak gęsta jak się do niej poczuwali. W jednej chwili mogli ją rozproszyć wymagało to jedynie wysiłku woli, która tak ludzka była że raz popadała pojmana przez zwierzęce odruchy, innym razem była światłem wyrywających ich z nędzy zezwierzęcenia. -Nie trawie tego, tyle Polaków siedzi bezpiecznie w swoich domach i nie przejmuje się niczym, bah! Nawet plują na nich. Ci tylko chcą lepsze życie. Zasługują na nie, jak każdy uciemienżony człowiek.-

-Zgodzam się. Ale co jeżeli ich wpuścimy coś im się należy! Przecież nie można ich wpuścić i spodziewać się że rynek się na nich otworzy, sam wiesz jak Polacy go dominują.- Olaf miał rację. Paweł przyłożył palec do ust. Wiedział co musiał powiedzieć ale wolał zwodzić Olafa kusić go ciszą na odpowiedź. Kiedy z kąta oka ujrzał jak Olaf pokręciwszy się w siedzeniu sięgnął po kawę pozwolił aby odpowiedź uciekła mu z ust.

-Damy im pracę Olaf, priorytetowo, A Polacy poczują co to znaczy uciemienżenie.- Olaf uśmiechnął się. Paweł czuł ukłucie dumy. -Wiesz Polacy są jak te krople deszczu. Skraplają się i spływają, łączą się i wzajemnie ściągają ku dnu. Rzeczy się domagają od siebie wzajemnie, płace za niskie warunki zbyt surowe. Zysków nie rozumieją, że dzięki nim te domy takie drogie są. A sami je zaprzepaszczają! Jak krople spływają i mieszają z ziemią i tworzą jedynie błoto, rzecz nikomu potrzebna. Po czym znikają i gaśnie ich pragnienie. Poza tym jak można tak nienawidzieć kogoś za pochodzenie i swoją nędzę, ważne jest walczyć w sprawiedliwych sprawach. Ważne abyśmy wznosili takich walecznych ludzi na szczyt społeczeństwa inaczej mogliby popaść w jakąś obłudę że są ważniejszi niż inni tylko dlatego że się tutaj urodzili. Że jestem im coś winien kiedy to oni niczym menele pod sklepem błagają o drobniaki by przejebać na piwo.- Niesmaczony grymas wykręcił Pawłowi twarz. W odbiciu wyglądałby jak Diabeł gdyby tylko mu przysporzyć rogi. Machnąl ręką i zmył minę z twarzy, obróciwszy się do Olafa ujrzał jak ten jedynie powolnie mu przytakuje i wysuwa powoli z za stołu nogę. Nogawka powoli się podwineła ujawniając gołą kostkę. A jednak moda na gołe stopy w butach się przyjeła, pomyślał sobie Paweł.

-Tacy ludzie nigdy nie rozumieją zyski, wiesz są prości i utkneli w przeszłości. Nie rozumieją co dla nich robimy i ile są nam winni. Świat się zmienia i nie jesteśmy im winni jakiejś wyjątkowej łaski. Nie są tego godni, są butni i głośni, obrzydliwi i zanieczyszczają środowisko i jedzą mięso. Są ludźmi okrutnymi i mają w dupie cierpienie innych ludzi, po prostu narcyze i prostacy. Nie rozumieją nuansu świata bo dla nich to wszystko jest czarno białe. Dla mnie to takie zwierzęta któe trzeba tresować. W Szwecji już tego dokonaliśmy i patrz jaki mamy index wzrostu. Nikt nawet nie marudzi, każdy jest zadowolony bo zrozumiał że to ich antyczne podejście do życia jest pozbawione sensu. A my zasługujemy na miano bohaterów!- Paweł wstał i szybko uściskał Olafa. Dawno nie czuł jak samotność go opuszcza. Wyrwa nicości w jego świecie została wypelniona czymsz czego nie potrafił wciąż pojąć. Byli bohaterami, bohaterami odważnego nowego świata. Wyciągnąl Olafa na odległość ramion i uśmiechnął się, ten klepnąl go w ramię niemal kobiecą dłonią, pomalowane na fioletowo paznokcie błysneły pod światłem ekologicznych żarówek ledowych.

-Wiesz słyszałem kiedyś takie powiedzenie.- Wyznał Olaf, Paweł kiwnał aby powiedział. Ten speszony zarumienił się i powoli opuścił braterskie obejmy i usiadł. Po chwili zacierpnął głeboki oddech, Pawłowi serce niemal staneło. -Kochaj cudzego jak bliźniego swojego.- Paweł zmarszczył brwi. Olaf spojrzał się na niego ze zmartwieniem. -Nie chciałem ciebie urazić! Nie jest tak że ciebie Kocham o nie! Chodzi o…- Paweł nie pozwolił mu dokończyć.

-Wiem o zasadę. Jest ona dobra o ile się ją praktykuje.- Łypnął na swój pusty kubek i zerknąl na zegar. Zbliżała się godzina 17, a on miał wciąż długi dzień nadzorowania przed sobą. Wstał i kiwnął do Olafa. -Przeszedłby się pan ze mną na kawę?- Olaf zmieszany rozejrzał się zaskoczony popozycją. Po krótkiej chwili namysłu wstał i ruszyli w kierunku drzwi. Paweł otworzył mu drzwi i przetrzymał przepusczając kolegę. Nie dawło mu spokój. Olaf nie wypowiedział resztę powiedzenia. Powtórzył go sobie w głowie. "Kochaj obcego jak bliźniego swego, a swego nienawidź jak diabeł kadzidła.". Dreszcz poleciał mu po plecach. Głupie powiedzenie ze zmierzchłych czasów, szyderczy i złośliwy, wycelowany w postęp który był nieuchronny. Olaf ściągnął jego uwagę do rzeczywistości machaniem ręki. Upewniawszy się że nic mu nie jest obrócił się i krocząc z wdziękiem ruszył wzdłuż korytarza, Paweł ruszył za nim karnie.

Jest to piewszy taki wpis twórczy, uwielbiam pisać w szczególności powieści. ALe chce powoli wkroczyć w sferę polityki i takimi opowiastkami drążyć serce tematu w nieco inny sposób. Allegoria to oczywista formułka, już raz ją wykorzystałem i odzew był wspaniały. Może popełniłem błąd i tutaj nie wykorzystałem tej okazji by również zasadę tę przypisać w allegori. Ale bardziej niż cokolwiek chciałem ukazać jaką osobą są ci co napędzają tą hucpę graniczną. Co podżegają społeczeństwo oraz ci którzy ich popierają. Są o ludzie którzy wyłącznie dla zysku w ogóle o tym mówią, zysk rzeczywisty finansowy, oraz społęczny. Na takich ludzi w prawdziwym społęczeństwie, wspólnocie, nie ma miejsca. Są to ludzie którzy są samolubni i niczym rak żerują na społeczeństwie. Z jednej strony "są zatrudniaczami" z drugiej to zatrudnienie innych to nic więcej jak sposób na uzależnienie społeczeństwa od nich, po czym żerują na nim. Najgorsze w tym wszystkim że tworzą z siebie bohaterów za nic. Żaden z nich nie widział ognia wojny, żąden z nich nie narażał się by pomóc innym i nie poświęcił nic znaczącego by pomóc tym, nawet nam najbliższym. Może w następniej opowiastce przytoczę allegorię ale na razie wysiliłem się by napisać tą pseudo powiastkę. Pozdrawiam .

#sztuka #polityka #pisanie #ciemnogródlewacki


Jak pisać dialogi w książkach? Praktyczne porady. 10 punktów, które objaśniają zasady

Zobacz: https://lurker.land/post/m-Gy_ItF8
Data dodania: 12/11/2020, 11:52:25 PM
Autor: thanos

http://www.jezykowedylematy.pl/2011/09/jak-pisac-dialogi-praktyczne-porady/

treściwy poradnik dla tych, którzy mają w planach napisanie książki. a przypomnę tylko: każdy człowiek w życiu powinien napisać przynajmniej jedną książkę. trochę autobiografię, trochę własne przemyślenia (czyli mocno unikatowy content, bo nikt raczej nie ma identycznych myśli), no i aby zostawić coś po sobie dla potomnych (pra-pra-pra wnuki będą sie mogły zapoznać )

POLECAM!

#pisanie #ksiazki


Zobacz: https://lurker.land/post/EO7D5koWP
Data dodania: 7/14/2020, 8:59:20 PM
Autor: hollywoodemia

Hej! Chciałabym wstawić jakiś swój tekst. Piszę głównie wiersze i miniatury, i oto przed Wami otwieram taką pewną moją, dość starą, miniaturkę. :) Życzę smacznego.

Przez ukwiecone zasłony wdaje się nieco promieni słonecznych. Mimo, że to środek zimy. Wyglądam przez okno i widzę, jak resztki brudnego śniegu zajmują poszczególne partie chodnika i trawników. A owe promienie to tylko swoista walka ciemności ze światłem próbującym wywalczyć ostatnie chwile radości dla mieszkańców. Cisza i mrok zabierają ostanie resztki nadziei.

Ale ja nie daję się ponieść tej ponurej oraz a jakże depresyjnej atmosferze. Wchodzę na łóżko by dosięgnąć półki z książkami, wybieram którąś z tych pozycji, do których lektury zabrać się jeszcze nie miałam okazji.

Niezwykle zadowolona, biorę książkę pod pachę i kieruję się w stronę kuchni. Z szafki mieszczącej się nad blatem wyciągam swój wielki skarb. Jedyną pamiątkę po babce, jaką mam. Wykonana w Japonii, porcelanowa, przywołująca na myśl styl Vintage. Filiżanka.

Lekko nadkruszona na brzeżku oraz w środku, gdzie widnieje jakby kreska od tego uszkodzenia. Z cieniutkim uszkiem, wzorzysta we fantazyjnie przeplecione ze sobą pozłacane linie, są podobne do szlaczków, jakie się rysowało w zeszytach ze szkoły podstawowej.

Włączam elektryczny czajnik oraz wrzucam do filiżanki torebkę karmelowej herbaty. Otwieram książkę na przypadkowej stronie i czytam losowe zdanie. W sumie to zawsze przed lekturą tak robię. Oho, woda się zagotowała, więc zalewam naczynie wrzątkiem. Słodki zapach karmelu roznosi się po całej kuchni.

Ostrożnie przykładam filiżankę do ust. Gorący płyn sprawia, że ciepło roznosi się po całym moim ciele. Smak i zapach ogarnia zmysły. To niesamowite uczucie. Wie o tym każdy, kto pił z tej filiżanki. Bo to ona daje esencję odbierania przyjemności z picia z tego przedmiotu. Magicznego przedmiotu.

Dla jednych skarbem jest książka, dla innych wisiorek. Dla mnie czymś takim jest ta filiżanka, przenoszona w mojej rodzinie co drugie pokolenie. Mimo, że ten obieg trwa od niedawna. Zawsze, jak ją trzymam, oglądam ją bądź po prostu piję z niej, czas jakby się zatrzymuje. Nie wątpię, że ma magiczne właściwości. Ale nie mylić tego rodzaju magii z paranormalnością. To magia sentymentalizmu. Ponadto filiżanka ta jest przepełniona miłością babci do mnie. Czuję ją za każdym razem, kiedy jest w pobliżu. Jakby i Ona w takim momencie pojawiała się blisko mnie. Zeszła z Nieba na Ziemię, by objawić mi się w myślach. Oraz w filiżance.

Ale teraz, po krótkim zastanowieniu, stwierdzam, że magii tej filiżanki nie dane jest doznać komuś innemu, aniżeli mnie. Bo ktoś będzie tą niezwykłą moc odczuwać, przeglądając album ze zdjęciami albo modląc się za pomocą różańca. Każdy ma taki przedmiot, który napawa go tym niezbyt dobrym do opisania uczuciem. Magicznym uczuciem. A moc filiżanki objawia się jedynie mnie. Tylko mnie.

Pamiętam, jak odwiedzałam matkę mojego ojca, będąc jeszcze dzieckiem. Filiżanka miała swoje stałe miejsce w barku z szybką, powieszonym nad szafką z szufladami. Jej właścicielka zabraniała mi dotykać tego skarbu. Nawet, kiedy patrzyłam się w tamtą stronę, stronę łososiowej ściany z zawieszonym na niej mebelkiem – potrafiła mnie skarcić i przywołać do porządku. Jakby samo podziwianie filiżanki było karygodnym błędem.

Ostatni obraz babci, jakiego dane mi było zobaczyć, to jej wizerunek, jak leżała na łożu śmierci. W szpitalu. Jej zastygłe w bezruchu ciało, obwiązane niezliczoną ilością rurek i kabli, wijących się po jej ciele niczym stado kąsających węży, było niezwykle wychudzone. Grobową ciszę zakłócało jedynie równomierne pikotanie wydobywające się z wysłużonych monitorów. A nieskazitelną biel ścian urozmaicał wazon kolorowych kwiatów, których zapach roznosił się po całej sali szpitalnej, jakby walczył z wonią charakterystyczną dla takich miejsc.

Teraz siedzę wygodnie na miękkim posłaniu fotela, w pokoju, do którego zawitałam przed chwilką. Widzę, babcia wpatruje się we mnie wprost ze powieszonego na ścianie i oprawionego w ramkę malowidła. Spojrzałam na jedną z czterech tudzież występujących. A tam znów jej wizerunek; ten sam przyjacielski uśmiech uzupełniający się z krągłymi policzkami, którego nie sposób nie rozróżnić. Jej raczej ani trochę smukła postać uwydatniona farbą żywego koloru. Miała charakterystyczne rysy twarzy. Nie sposób jej nie rozpoznać. A kto zobaczył ją tylko raz w życiu, już nabrał sympatii do jej osoby. Mimo, że za życia była czasami naprawdę surowa. Ale wybaczam jej każde złe słowo, każdy powód mojej łzy, bo wiem, że babcia mnie kocha, i wszystko, co czyniła, czyniła to z miłości. Czuję tę magię poprzez jej prezent. Prezent mający w sobie tyle z praktyczności, ile również z sentymentalności.

#miniatura #pisanie


Zobacz: https://lurker.land/post/p_FwHrvDG
Data dodania: 6/10/2020, 6:38:43 PM
Autor: laffey

W jaki sposób mogę lepiej artykułować swoje myśli?

Nauczyć się pisać, mówię poważnie. Podchodzę poważnie do tego, ponieważ pisanie to formułowanie myśli.

Przede wszystkim potrzebujesz problemu, do ciebie należy, aby wgłębić się w materiał, żeby znaleźć to co cię interesuje. Coś co pragniesz zbadać. Tak więc potrzebujesz problemu.

Następną rzecz, którą musisz zrobić, to mieć coś do powiedzenia na ten temat, tak więc… czytanie.

Czytaj najwięcej jak możesz, dorwij się do tego, co tyczy się problemu, zdobądź potrzebną ci wiedzę.

Teraz zacznij to wszystko układać, musisz podsumować wszystko to czego się nauczyłeś.

Musisz to w elegancki sposób sformułować, musisz dobrać odpowiednie słowa, frazy oraz zdania.

Zorganizuj te zdania w odpowiednie akapity, a akapity w odpowiedni ciąg, tak żebyś miał spójną argumentacje.

W ten sposób ostrzysz swoje narzędzia i precyzujesz siebie, ponieważ uczysz się myśleć. Uczysz się tego przez pisanie.

Wybierz jakieś trudne problemy i ucz się pisać bardzo, bardzo starannie.

Kiedy mówię, że masz zwrócić uwagę na słowo to naprawdę mam to na myśli.

Wybieraj odpowiednie słowa, organizuj je w odpowiednie frazy, precyzuj swoje myśli.

Szlifuj swoje wypowiedzi, jak może brzmieć zdanie, które będzie lepsze od obecnego?

Bądź precyzyjny w swoich słowach.

Poprawiony cytat Jordana Petersona.

Oto jedna z moich ulubionych wypowiedzi, która motywuje mnie do pisania tu artykułów (aktualnie jedynie o Delfinach i eksperymencie calhouna).

#humanistyka #pisanie #rozwojosobisty #madrzyludzie #mysl #przemyslenia


Naucz się pisać bezwzrokowo!

Zobacz: https://lurker.land/post/PwI-nUXYO
Data dodania: 5/19/2020, 1:13:04 PM
Autor: nme

Bardzo przystępny kurs pisania bezwzrokowego (ang. touch typing). Dzięki niemu nauczysz się poprawnie korzystać z klawiatury i zaczniesz osiągać szybkość pisania powyżej 90 słów na minutę.

#touchtyping #pisanie #klawiatura