Lurker.land - tag #pasta

Zobacz: https://lurker.land/post/dyNjvNJc9
Data dodania: 7/23/2022, 5:54:59 AM
Autor: verum

Chodziłem do gimnazjum, w którym pani Grażynka prowadząca szkolny sklepik zrezygnowała i po roku buntów ze strony młodzieży, bo nie było co kupować, a szkoła była w takim miejscu, że najbliższy sklep spożywczy znajdował się kilka kilometrów dalej, dyrekcja stwierdziła, że szkoła sama poprowadzi sklepik, a jego zarządzaniem zajmą się się uczniowie. Konkretnie to trzecia klasa, która w poprzednim roku miała najlepszą średnią. Funkcja osoby pracującej w sklepiku to był niesamowity prestiż. Uczniowie z klasy, która prowadziła sprzedaż byli szanowani, nikt ich nie zaczepiał i każdy im właził w dupę, bo przez to można było dostać się bocznymi drzwiami bez kolejki albo dostać coś na krechę.

No i tak się złożyło, że to nasz klasa dostała sklepik pod zarząd w ostatnim roku gimnazjum. Oczywiście głównie pracowały osoby najbardziej popularne i kilka najładniejszych dziewczyn dla towarzystwa. Prowadzenie sklepiku wymagało jednak obsadzenia funkcji księgowego, zaopatrzeniowca i magazyniera w jednym, który za wszystko odpowiadał. Czyli funkcja, która wymagała faktycznego zapierdalania, wiązała się z odpowiedzialnością własną głową, a nie dodawała żadnego dodatkowego prestiżu. Bardzo nie było chętnych, więc stwierdziliśmy, że potrzebujemy słupa. Wtedy to było bardziej podyktowane lenistwem, bo lepiej spędzać czas na bajerowaniu loszek w z kolejki, niż pobudkami kryminalnymi. Decyzja ta jednak wpłynęła na powstanie całego procederu.

Do klasy chodził Marcinek nazywany Pigułą z racji na swoja aparycję. Marcinek bardzo łaknął naszego towarzystwa, więc ochoczo zgodził się zostać naszym słupem. Dostaliśmy wszelkie instrukcje, przygotowaliśmy grafik i odebraliśmy klucze. Zbiegło się to w czasie z zamknięciem jedynego większego sklepu na osiedlu, więc dzieciaki zostały pozbawione ostatniego źródła chispów i tymbarków w drodze do szkoły. Przez to sklepik przeżywał prawdziwe oblężenie. Jeśli ktoś nie ustawił się na początku kolejki, to ciężko było dorwać się przed końcem przerwy do okienka.

Działaliśmy tak ponad dwa miesiące. Piguła na bieżąco sprawdzał stany, pisał zamówienia na to co się kończy i przekazywał dyrektorce. Dyrektorka w drodze do pracy kupowała wszystko w jakimś markecie, przywoziła do szkoły, my to sprzedawaliśmy z minimalną marżą, a zysk oficjalnie szedł na piłki i pomoce naukowe, czyli w rzeczywistości na wieżę stereo do gabinetu dyrektorki albo ekspres przelewowy do pokoju nauczycielskiego, w którym zawsze pachniało kawą i bogactwem. My bajerowaliśmy dziewczyny i zaliczaliśmy pierwsze macanki w kartonach po lejsach, a kujonki z naszej klasy pracowały w tym czasie na wzorowe sprawowanie i Pana Tadeusza z dedykacją na koniec roku.

Wszystko się zmieniło, gdy pewnego dnia Piguła wpadł rozemocjonowany do sklepiku. "Chłopaki, chłopaki, nie uwierzycie" krzyczał podniecony. Okazało się, że dzień wcześniej pojechał do Selgrosa z ojcem kupić jakieś rzeczy do jego firmy i poszli kupić kilka rzeczy do domu. Jak Piguła zobaczył ceny jakie tam są to w oczach pojawiły mu się dwa wielkie znaczki dolara. Okazało się, że chipsy, które my sprzedawaliśmy za 2,50 zł, w Selgrosie były po złotówce. Ktoś zaproponował, żeby iśc z tym do dyrektorki, ale szybko został uświadomiony.

Plan był taki, że Piguła podprowadzi ojcu kartę, każdy zbierze tyle kasy ile będzie w stanie i pojedziemy nabyć towar do Selgrosa, a potem sprzedawać w sklepiku. Po kilku dniach ja i Piguła pojechaliśmy do innego miasta do Selgrosa. Wyjazd we dwóch był konieczny, gdyż bilety kosztowały po kilka złotych, a na początku biznesu każdy grosz się liczył. Nabraliśmy cały wózek małych napojów, czipsów, batonów. Niestety przy kasie zderzyliśmy się z rzeczywistością, gdyż okazało się, że Piguła patrzył na ceny netto, które były tam podane jako ceny główne. Mimo to, biznes w dalszym ciągu był opłacalny.

Na początku w maksymalnej konspiracji wprowadzaliśmy do obiegu niewielką ilość. Może z 1-2 paczki czipsów na 10 sprzedanych. Panicznie baliśmy się, że ktoś rozpozna produkt z innego źródła, że dyrektorka spisuje numery seryjne czipsów albo, że ktoś nas podkabluje. Bezkarność powodowała, że z czasem lewe produkty zaczęły stanowić większość, a my zarabialiśmy już po kilkanaście złotych na łebka dziennie.

Niestety zmniejszony przychód spowodował podejrzenia dyrektorki. Popełniła jednak błąd, że powiedziała Pigule o kontroli jaką zamierza nam urządzić. Piguła chyba pobił swój rekord na 100m, który wynosił jakieś 30 sekund i w ostatniej chwili ostrzegł nas przed zbliżającym się nalotem wywiadu skarbowego w postaci dyrektorki. Na szybkości wrzuciliśmy co się dało do worów na śmieci i postawiliśmy koło drzwi do wyniesienia, a napoje wylaliśmy do sklepikowej umywalki. Dyrektorka wpadła, zażądała od Piguły dokumenty i faktury, czyli remanent w zeszycie, który miał robić na koniec każdego dnia. Porównała go z swoimi zapiskami i wyszło jej kilka nadprogramowych paczek czipsów których nie zdążyliśmy upłynnić, więc kazała popytać następnego dnia czy ktoś nie zapomniał odebrać swoich zakupów. Niskie obroty zrzuciła na karb bezrobocia w okolicy i dała nam spokój.

Taka bezkarność tylko dodała nam odwagi. Zaczęliśmy kupować produkty, których wcześniej nie było takie jak napoje w puszkach, kwaśne żelki czy porządne batony, a nie tylko wyroby czekoladopodobne, tanie czipsy i pseudotymbarki. Nieoficjalnie sprzedawaliśmy też zeszyty, długopisy, a nawet tabakę czy zakazane w szkole energetyki przelewane do z litrowej butli do małych butelek po napojach. Interes kręcił się tak dobrze, że postanowiliśmy sprzedawać rzeczy od dyrektorki jak wcześniej a zarabiać tylko na dodatkowych rzeczach, żeby nie budzić podjerzeń.

Pojawił się jednak problem z przemytem do szkoły. W plecakach nie dawaliśmy już rady, a korzystanie z mułów generowało koszty i budziło podejrzenia. Ale korzystaliśmy z okazji. Głównie dzięki Jarkowi, szkolnemu muzykowi, który co okazję targał do szkoły swój sprzęt w wielkich skrzyniach. Wszyscy myśleli, że z Jarkiem wnosimy jego głośniki, kable i inne kibordy, a tak naprawdę wjeżdżały kartony żelków czy zgrzewki napojów.

Zarabialiśmy wtedy po nawet 100 zł na dzień na osobę, co było dla 15latka ogromną kasą. Woziliśmy się do selgrosa taksówką odjebani w najnowszą kolekcję Mass 98 i inne ecko czy akademiksy. Niestety taka kasa w posiadaniu nastolatków ze średnio zamożnych domów powodowała podejrzenia, dlatego musieliśmy ją prać. Kolega, który jako jedyny ogarniał Corela zeskanował pismo o przyznaniu stypendium swojej siostry, podmienił dane i dał każdemu z nas do pochwalenia się rodzicom. Moi byli tak szczęśliwi, że obiecali mi dawać dodatkowo 100 zł co miesiąc jeśli tylko utrzymam stypendium. Inni chodzili co sobotę do centrum handlowego czy kina a w drodze powrotnej tarzali się po ulicy, żeby po powrocie twierdzić że robili na budowie. Jeden kolega dostał nawet wpierdol od ojca, bo ten podejrzewał go o handel narkotykami, gdy znalazł zwitek pieniędzy pod jego łóżkiem.

Niestety zawiść inne klasy spowodowała, że w końcu nie wytrzymali i poszli złożyć grupowy donos. Nic nam nie mogło pomóc, gdy wkurzona dyrektorka wpadła do sklepiku. Wobec masy nielegalnego towaru w naszym posiadaniu, zeznań świadków i słabej odporności Piguły na presję podczas przesłuchania nie było dla nas ratunku. Dostaliśmy nagany, zostaliśmy zawieszeni i odebrano nam wszystkie zarobione pieniądze które miały zostać przeznaczone na remont boiska, przy którym mieliśmy pomagać przez całe wakacje pod czujnym okiem woźnego. Najlepsze było gdy moja matka zaczęła płakać przy dyrektorce, że teraz mi odbiorą stypendium z kuratorium i prosi, żeby mnie nie zawieszać. Dyrektorka oczy jak pięć złotych i prosi o pokazanie tego dokumentu. Prawie wyleciałem za to fałszerstwo ze szkoły, uchroniło mnie że ojciec posunięty do ostateczności zasugerował dyrektorce, że prowadzenie niezarejestrowanej działalności zatrudniając przy tym nieodpłatnie uczniów jest chyba nie do końca legalne. Za to dostałem od ojca wpierdol, którego do końca życia nie zapomnę i całe wakacje spędziłem czytając książki. A oferta sklepiku strasznie podupadła.

O ile nas można było przyrównać do wyrafinowanej mafii paliwowej, to działania naszych następców można porównać do dresików kradnących radia. Podobno zaczęli od brania sobie żarcia na krechę, aż doszli do manka na kilka tysięcy. Wpadli po pierwszym remanencie. Do prowadzenia sklepiku wzięto jakąś firmę. Chłopaki pokończyli różnie. Część tyra za grosze po jakichś fabrykach, część ma zarabia całkiem przyzwoicie, a Piguła ma drukarnię, która dziwnym trafem wygrywa wszystkie przetargi dla urzędów i spółek samorządowych po tym jak druknął po taniości 100 tysięcy plakatów kandydatowi na prezydenta. A w sklepiku teraz podobno nawet gorące kubki mają i papier kancelaryjny, który za moich czasów przed polskim można było sprzedać za nawet 5 zł za arkusz.

#sklep #pasta #heheszki #biznes #szkoła


Zobacz: https://lurker.land/post/iwfOgQcsE
Data dodania: 6/29/2022, 4:54:14 PM
Autor: emrys_vledig

Ja i mój mąż... Cali wyszykowani na romantyczną kolację i wieczór w teatrze. Kilka razy okradziono nam dom więc nauczeni doświadczeniem zawsze zostawiamy nocne światło, włączony tv ,a kota wypuszczamy do ogrodu żeby nie uruchamiał alarmu. Zamówiliśmy taksówkę ,a gdy podjechała otworzyliśmy drzwi i wtedy nasz kot wbiegł do domu jak torpeda i poleciał na górę do sypialni. Ponieważ kot niszczy meble pod naszą nieobecność nie chcieliśmy zostawiać go w środku. Mój mąż wrócił do domu żeby go złapać i zanieść z powrotem do ogrodu. Ja poszłam do taksówki, przeprosiłam taksówkarza, a że nie chciałam żeby wiedział ,że dom będzie pusty cały wieczór powiedziałam "mój mąż poszedł sprawdzić czy z teściową wszystko ok bo ma już 89 lat i trzeba jej pomóc, pewnie za chwilę wróci". Parę minut później do taksówki wsiadł mój spocony, zdyszany mąż i mówi: przepraszam serdecznie że trwało to tak długo, ale dziwka schowała się pod łóżkiem i musiałem ukłuć ja w dupę wieszakiem żeby wyszła. Próbowała uciec ale ją złapałem, zawinąłem w koc żeby mnie nie podrapała jak ostatnio i wyjebałem do ogrodu". Cisza w taksówce bezcenna…
#pasta #heheszki #zawszebawi


Zobacz: https://lurker.land/post/tgypM0mOD
Data dodania: 6/22/2022, 1:07:45 PM
Autor: postironicznypoweruser

Jeden z moich kumpli zawsze robi mi ten sam żart kiedy chodzimy po górach - nagle zamiera w bezruchu i zaczyna się gapić w dal jakby coś zobaczył pomiędzy drzewami. Nie odzywa się wtedy ani słowem, tylko czasem rzuca mi krótkie spojrzenie jakby chciał powiedzieć "Kurwa, stary, widziałeś to?" Zwykle stoję obok niego jak debil i gapię się w to samo miejsce, zastanawiając się, czy coś jest nie tak z moimi oczami. Po chwili on odrywa wzrok i bez słowa wraca na szlak, a ja nie mogę nawet zapytać co zobaczył bo jest psem.
https://i0.hippopx.com/photos/859/914/393/dog-labrador-animal-canidae-thumb.jpg
#pasta #heheszki #psy


Zobacz: https://lurker.land/post/Awu_Tczwa
Data dodania: 6/20/2022, 11:04:02 AM
Autor: enviador

Kiedyś mój kumpel debil czyli Patyk zakleił sobie oko super klejem, i wylądował na pogotowiu, bo sobie chciał przymocować legendarny plaster na nos z Bravo Sport sygnowany przez samego Marcina Mięciela.
A było to tak…
Plaster można było kupić w Bravo Sport.
Naklejany miał zdziałać cuda. Dzięki ściągnięciu do siebie i rozchyleniu skrzydełek nosa, zwiększał dopływ tlenu do płuc, wzmacniając jednocześnie kondycję, wytrzymałość i sprawność.
A do tego, w co wierzono, prawidłowo naklejony miał poprawiać drybling, grę głową czy szybkość.
Przynajmniej w teorii.
Niektórzy kupili specjalnie po kilka wydań Bravo, by zdać się szczęśliwymi posiadaczami większej ilości plastrów – o ile ich było na to stać .
I tak też plaster w okresie publikacji królował w ekipie Patyka.
Zachomikowany i skitrany przed starszym rodzeństwem, czekał w tajnej skrytce w domu na najlepszą okazję, jakiś na mecz życia, podczas którego o wyniku miały decydować detale (mógł to być arcyważny klasowy lub placowy lub… osiedlowy).
I właśnie na taki najważniejszy mecz życia, ekipa Patyka postanowiła demokratycznie ze skrytek swe plastry wydobyć.
Ustalili, że wszyscy w nich zagrają.
Do tego rozrysowali taktykę na kartce, ustalili pozycje – kto w ataku, kto w obronie, kto na skrzydle, kto będzie defensywnym pomocnikiem, kto rozgrywającym (przypominam, że grali w 5) i to, że Gruby na bramę.
Do tego doprecyzowali, kto będzie Markiem Citko, a kto Davidem Beckhamem. Gruby rozdarł ryja, że jak on ma być Davidem Seamanem to ma to w dupie i idzie do domu.
Uparł się na Erica Cantonę. Niby z jednej strony jak to Cantona miał stać na bramce? Ale z drugiej…
Sprawa była na ostrzu noża, Gruby gotów był zrealizować swą groźbę rozpieprzając mecz i narażając ich na wiekuisty wstyd i hańbę. Więc mu odpuścili. I tak Eric Cantona w osobie Grubego strzegł budy.
Jeżeli chodzi zaś o plastry u Patyka et consortes to stany magazynowe prezentowały się różnie.
Mati wszedł posiadanie większej ilości plastrów, gdyż uprawiał popularną w latach 90 dziesionę. Czyli kroił młodszych szczyli z fantów. Później sam był krojony przez starszych, ale odpalał tylko część zrabowanych kosztowności, więc finalnie wychodził in plus.
No cóż, tak bywało, jak w Królu Lwie – krąg życia się zamykał.
W czasach wyjścia tej edycji Bravo Sport Mati czaił się pod kioskiem Ruchu i udało mu się złowić kilka egzemplarzy których strzegł zazdrośnie, licząc, że ktoś od niego kiedyś je odkupi (wszystkie zgubił przy przeprowadzce).
Łysy o plastrze mógł pomarzyć, gdyż pochodził z prawdziwie polskiej, dysfunkcyjnej rodziny.
Od matki dostawał zimną obojętność. Od ojca, zapijaczonego sadysty, otrzymywał regularny wpierdol kablem od prodiża. Tym samym kablem, który jest tak nostalgicznie wspominany przez zwolenników tradycyjnej szkoły twardej ręki i bicia dzieci.
W domu Łysego zarówno w przypadku dzieci jak i żony wpierdol był zwykle stosowany prewencyjnie, a więc Łysy dostawał za wszystko, niemalże codziennie. Stary w ten sposób chciał wybić mu zawczasu głupie pomysły ze łba, zanim tam się w ogóle pojawią.
Działało to średnio, bo rządza przygód Łysego była silniejsza. Więc Łysy i tak się oddawał młodzieńczym szaleństwom, z pewnym fatalizmem wiedząc, że pobicie i tak go nie ominie. A skoro czekał go taki edypowy los, to chociaż uszczknie trochę tych drobnych przyjemności z życia.
I tak to skali bólu, ani fioletowego wyglądu skóry na plecach i dupie nie zmieni.
Także Łysy o takich fanaberiach jak nowe buty, wycieczki szkolne, rower, regularny posiłek czy plaster z Bravo Sport mógł zapomnieć.
Przykleił więc sobie zwykły plaster na odciski (bo wyglądał mniej więcej jak ten z Bravo), żeby mieć jakiś tam substytut. Plaster antyodciskowy jakimś przenajświętszym cudem wytrzasnął mu Mały, wykradając go z harcerskiej apteczki swojego ojca.
Tak, ojciec Małego miał pierdolca. Był czynnym harcerzem i nie mógł zaakceptować, że syn trzyma się od bajzlu tego z daleka, nie chce z busolą biegać po lesie, śpiewać „płonie ognisko w lesie” i stać się pożywieniem dla komarów i kleszczy.
Mały zaś twierdził „jego stary w tym obsranym mundurze wygląda jak spasiony zbok, a on nie będzie chodził jak mikropedał w tych podkolanówkach i spodenkach nad kolana”.
Podmienił kiedyś w aucie staremu kasetę Starego Dobrego Małżeństwa i ich balladowych stęknięć o Bieszczadach na Nagły Atak Spawacza, i ich legendarne „ZHP to kurwy i pedały”. Stary dotarł do fragmentu o druhu Wojciechowskim, którego „tak kochamy, że go osramy”.
Wkurwił się wtedy niemiłosiernie na Małego. I skonfiskował mu wszystkie kasety. Nie ocaleli nawet Backstreet Boys czy Spice Girls.
Mały i tak twierdził, że „warto było”.
I przezornie porobił kopie zapasowe, zgrywając najlepsze numery. To była składanka. Obok wspomnianych Backstreet Boys, czy Spicetek, był tam NAS oczywiście, Honor, Legion, Konkwista, Liroy, Yaro, Pidżama Porno, KSU, Offspring, Majka Jeżowska i Smerfne Hity.
Ale wracając do meczu…
Patyk był zajebistym piłkarzem. Na boisku grał praktycznie codziennie, więc plaster doczekał ważnego meczu, był już wymiętoszony i sfatygowany. Trzeba go było więc reinkarować na to najważniejsze spotkanie.
I tu się zasadza cała oś tej historii.
Jak wspomniałem rzecz się działa na jakimś tam arcyważnym meczu tzw. placowym, gdzie ekipa Patyka grała 5 na 5 na asfaltowym boisku z łośkami z drugiej strony osiedla.
Zwykle wojny o dominację i ustalenie kto był lepszy były prowadzone za pomocą grochownic, proc, czy też kamieni.
Ale tym razem postanowili rozstrzygnąć odwieczny spór o to kto dominuje na osiedlu na bardziej rycerskich zasadach.
Nie grali o nic poza honorem. Może to i śmieszne. Może to i głupie. Może to i naiwne.
Ale każdy kto wziął udział w takim najważniejszym meczu życia te wie, ile znaczyło. I jaka waga była takich meczów.
I tu niestety starli się Patyk z Grubym.
Zwykle ekipa zmieniała się na bramie, bo nie można było standardowo na budę wrzucić Grubego. Dlaczego? Bo Gruby ZAWSZE dysponował najlepszą piłką.
Ciotka z Anglii raz w roku wysyłała mu takie piłki, że w Polsce to się pojawiały 3 lata później. Gruby więc miał dość silną pozycję negocjacyjną, bo jakby się wkurwił i poszedł do domu, to zostawała tylko twarda jak skała piłka Patyka.
W tym meczu Gruby akurat wziął piłkę, ale waga spotkania była zbyt wielka, by wystawić go w polu.
Patyk więc przed meczem dyskutował z Grubym, żeby odpalił mu swój plaster, bo i tak stoi na budzie. A Patykowi się przyda, bo musi strzelać bramki, szybciej biegać i w ogóle jest najlepszy (co akurat było prawdą).
Gruby niestety nie dał się przekonać. Uparł się, że ten plaster mu posłuży, bo jak stwierdził będzie więcej tlenu dopływać do mózgu i będzie miał lepszy lerfefleks.
Jako, że jak się Gruby na coś uwziął to był uparty jak cesarz wszystkich europejskich osłów, to Patyk odpuścił. Poza tym Gruby powoli dojrzewał do etapu, w którym zaczął zdawać sobie sprawę, że większość problemów Grubego skutecznie rozwiązuje szybki wpierdol od Grubego.
Patyk przezornie wolał więc nie ryzykować, by go niepotrzebnie nie rozjuszyć.
Oczywiście plaster w meczu niespecjalnie pomógł Grubemu.
Może i ilość tlenu poprawiła jaka dopłynęła do mózgu poprawiła lefreks Grubego, ale musiała też oszołomić, bo w tym meczu wpuścił 17 bramek.
Na szczęście ekipa Patyka strzeliła więcej (w tym Patyk z jednym okiem zaklejonym klejem był królem strzelców) i zanosiło się na zwycięstwo, ale jeden z przeciwników sięgnął po cios poniżej pasa.
Wezwał w sukurs swojego starszego brata z innymi miejscowymi hipkami w wieku późnej zawodówki.
Zanim mecz się skończył i doszło do wygranej drużyny Patyka, starsi kilkoma kopniakami obsikali teren, przegonili wygrywającą drużynę, pyskującego Matiego obili po ryju i dodatkowo skroili Grubemu piłkę.
I zanim ciotka dosłała nową, musiał biedak kisić się na bramce w kolejnych meczach.
I teraz najważniejsze.
Ponieważ Patyk nie dogadał się przed meczem z Grubym odnośnie plastra, to wymyślił sobie, że będzie używał tego swojego
wymiętoszonego, który już praktycznie do niczego się nie nadawał.
Po prostu doklei go sobie do nosa super klejem swojego Starego.
Stary Patyka przywiózł od rodziny z Niemiec dwa słoiki po ogórkach super kleju o kolorze brunatnej sraki i konsystencji gęstej żywicy.
Dostał to od jakiegoś Turasa, który tym kleił w warsztacie samochody.
Matka Patyka w ogóle myślała, że dostanie jakiś super prezent, bo zawsze tak było jak Stary wracał z zagranicznych wojaży, więc radośnie niemalże sfrunęła na dół do auta, licząc na jakieś perfumy, albo chociaż żelazko, a tu Stary Patyka, uśmiech od ucha do ucha, zadowolony i tryskający dumą jak słoneczko w pełni, wyjmuje z bagażnika dwa słoiki maziatego gówna i mówi:
- Patrz Bożena jaki klej ci przywiozłem! Na całe życie nam wystarczy! To jest dopiero prezent! Zobaczysz, sąsiady w kolejce ustawiać się będą żebym im tylko coś skleił, ale ani kropelki im nie dam złodziejom!
Nie muszę chyba opisywać, jaka była reakcja Matki Patyka. I gdzie Stary mógł sobie wsadzić te słoiki.
Stary od Patyka miał tak, że jak sobie coś wszył to raczył tą opowieścią przez dwa miesiące wszystkich dookoła.
I tak bohaterem jego narracji stał się rewelacyjny super klej.
Pół osiedla i wszyscy kumple w robocie wiedzieli, że do mieszkania Patyszczkiewiczów zawitał ósmy cud świata w postaci 3 litrów wunderwaffe substancji klejących. Klej co klei wszystko, ze wszystkim i do wszystkiego. Zasycha w 3 sekundy i łapie na wieczność.
Przy stole, przy obiedzie, przy piwie, zawsze rozmowa schodziła prędzej czy później na jego cudowne właściwości.
Stary się zaraz podniecał, nakręcał i opowiadał o kleju, jakby to był żyjący członek rodziny i udany syn, którego Staremu Patyka nigdy nie udało się doczekać.
Z jego opowieści wynikało jakby cała rodzina Patków, czyli Mama Patyk, siostra Patrycja, brat Piotrek czyli Badyl i Patyk właściwy czyli Patryk mieli sobie dzięki temu klejowi życie na nowo ułożyć.
- Synek, jakby Niemcy w czasie wojny ten klej na Atlantyku mieli, to by tak te u-booty poklelili, że dzisiaj na Wiśle by pływały. Niemcy wojny by nie przegrały i dzisiaj w Reichu byśmy żyli!
Minus tego był taki, że to gęste świństwo trzeba było nałożyć pędzlem, bo było tak gęste, że nabierały się dość solidne porcje.
Ponieważ więc zużyty plaster nie chciał trzymać się Patykowi na nosie, pomysł był zajebiście genialny w swej prostocie.
W tajemnicy przed Starym Patyk wyniósł z warsztatu jeden słoik.
Pomyślał, że na tym super kleju na pewno dobrze plaster będzie się trzymał.
Był jednak problem.
Próbowaliście kiedyś sobie samemu przykleić za pomocą kleju plaster do nosa? Jedną ręką?
No właśnie.
Mecz miał się zaraz zacząć, przeciwnicy ani myśleli czekać, aż Patyk sobie przygotuje plaster, więc wszyscy zaczęli się drzeć na niego, żeby się pospieszył.
Patryk stał z tym plastrem w jednej ręce i pędzlem z klejem w drugiej i próbował sobie jakiś to przymocować. Szło mu średnio.
Uznał, że zanim sam sobie to nałoży, to szybciej będzie jak mu Gruby pomoże.
Gruby był mistrzem delikatności i tak zajebiście przykleił Patykowi plaster, że nałożył solidną, dwucentymetrową warstwę na cały nos i pół twarzy.
Nałożył tak solidnie, że skleił Patykowi powiekę. Czy tam rzęsy. Czy brwi. Jak zwał tak zwał.
I pewnie myślicie, że Patyk pobiegł do domu to wypłukać?
Chyba, by go kumple zatłukli jakby odpuścił mecz w takim momencie.
Powiedział – „a tam zaraz klej się wykruszy” i biegał tak dwie połowy strzelając coś koło 15 bramek.
A ponieważ oko go szczypało, to żeby nie trzeć i nie otwierać niepotrzebnie, to wziął od Grubego okulary i tam władował jakiś kawałek starej gazety, którą znalazł obok śmietnika.
Widział w nich blisko kiepsko, ale dobrze daleko. Także jak powiedział „krzyczcie głośno gdzie jesteście, bo widze takie rozmazane plamy, drybling będzie na czuja i strzelał będę z kapy z dystansu”.
A ponieważ Patyk był w gałę naprawdę wymiataczem, to jakoś mu się to udało.
I choć mecz poszedł nieźle, z okiem było gorzej.
Niestety. Mimo głębokie wiary, klej się nie wykruszył.
Więc Patyk wylądował na pogotowiu.
Choć przed ekipą kozaczył, to na pogotowiu obsrał się na miętowo, bo było podejrzenie, że powieka przykleiła mu się do gałki ocznej i czeka go poważna operacja w Warszawie, gdzie była jakaś tam super klinika i w ogóle, że może stracić wzrok…
Na szczęście skleiły się przede wszystkim rzęsy i zewnętrzna część powieki i jakoś lekarze sobie z tym poradzili.
Jako, że znali już Patyka z innych wizyt i złamań, chyba bardziej chcieli go nastraszyć niż faktycznie mu coś groziło.
A jak go zapytali czym sobie to zrobił, to Patyk, żeby nie przyznać się ojcu, że zajmuał mu z warsztatu jego ukochane mazidło, to powiedział, że no takim klejem do dętek co miał „kolega”, żeby plaster się trzymał.
Najlepsze w tym było to, że jak pod koniec meczu uciekali przed wpierdolem, to Gruby przez przypadek kopnął w ten słoik z klejem i rozdupcył to na ziemi.
Ojciec Patyka chyba ze dwa lata szukał zaginionego słoika i oskarżał swego arcywroga, czyli sąsiada Sikorskiego, że ten się wkradł do warsztatu i z zazdrości ukradł mu ten klej.

Źródło: FB/Patykalia
https://www.facebook.com/patykalia/posts/128570926520713
#pasta #heheszki


Zobacz: https://lurker.land/post/CKMh-l9kY
Data dodania: 6/18/2022, 11:31:46 AM
Autor: postironicznypoweruser

przecież ta opcja w #microsoft #edge jest genialna. nie dość, że TL;DR to jeszcze żeński głos syntezatora nadaje taki śmieszny ton
dziękuję pan Wiluś Gejts
#pasta


Zobacz: https://lurker.land/post/LkH4u57r1
Data dodania: 6/7/2022, 3:06:16 PM
Autor: verum

Witam, chciałem wam powiedzieć bardzo ciekawą historię oraz się was poradzić co mam robić dalej po takich wydarzeniach, historia jest jak najbardziej autentyczna i dzieje się w moim domu i ze mną w roli głównej, oto ona:

Mieszkam sam w jednopiętrowym domu tzw. parter i piętro, dziś mam 28lat początek tej historii zaczyna się gdy miałem 16lat.

Październik 2010r. mam 16lat
Wtedy mieszkałem z rodzicami (obecnie się wyprowadzili) miałem własny pokój zaraz obok sypialni rodziców, nie pamiętam dokładnie który to był dzień października ale w tą noc wszystko się zaczeło, był wieczór po 23 godzinie, o tej godz. zwykle grałem na komputerze, musiałem iść za potrzebą do toalety która znajdowała się na parterze, mama już spała (tata był w pracy) z mojego pokoju do schodów prowadził korytarz, gdzię po lewej stronie pierwsze drzwi były do sypialni rodziców, drugie do pokoju gościnnego który zazwyczaj stał otwarty, szedłem korytarzem powolnym krokiem, mijając pokój gościnny zauważyłem coś w ciemności, cofnołem się, zauważyłem czarną postać siedzącą na kanapie, była cała czarna bez nosa oczu miała tam ciemność, kształt ciała przypominał mi człowieka, myślałem że w pokoju siedzi mama (a że ciemno w pokoju to nie widać rysów twarzy itd.), zdziwiłem się czemu siedzi po ciemku i zaświeciłem światło po zaświeceniu kanapa była pusta, ahh jak ja pamiętam wtedy gdy zacząłem się drzyć z całej siły ile tylko miałem... krzyczałem jak małe dziecko, obudziłem mamę, a nawet u sąsiadów zaświeciło się światło (musiałem ich też obudzić) mama wpadła do pokoju, potrząśneła mną i pytała co się stało, ja powiedziałem żę w pokoju ktoś jest, pokój gościnny był w kształcie kwadratu do którego prowadziły jedne drzwi, więc mama nawet nie wchodząć mówi ze przecież nikogo nie ma, ja powiedziałem żeby poszukałą w szafie i za kanapą, mama sprawdziłą kanapę, szafy, zasłony i nic, nikogo nie było.
Tamtejszej nocy nic się już nie wydarzyło, po tamtym zdarzeniu zapytałem się mamy czy kiedyś coś takiego widziała, powiedziała że dzieją się tutaj dziwne rzeczy czasami, opowiadała mi że leżąc przed telewizorem ze zgaszonym światłem, samo się zapaliło w tym pokoju co ona oglądała a włącznik od światła jest daleko od drzwi żeby ktoś mógł go włączyć, od tamtego czasu zagłębniłem się w świat filmowych horrorów, dziennie oglądałem po kilka, na początku bałem się bardzo ale wraz z wzrostem liczy oglądniętych horrorów wzrosła moja odwaga, i za każdo kolejnym horrorem mniej się bałem…

Na przełomie października - marca 2010-2011r.
W tych miesiącach po tym zdarzeniu z tą postacią, tak jak wyżej napisałem oglądałem dużo horrorów dzięki czemu mniej się bałem, jednak po kilkunastu dniach od tego wszystkiego w nocy zacząłem słyszeć różne hałasy, kroki po schodach, stukanie w ścianach jednak mówię własnie że dzięki oglądaniu horrorów nie bałem się tego tak bardzo. O wszystkim informowałem mamę która coraz bardziej się o mnie martwiła.

Kwiecień 2011r. mam 17lat

Jedna z kwietniowych nocy, znów ten sa motyw, gra na komputerze gdzieś do 01:00 w nocy i znów musiałem iść za potrzebą, tym razem drzwi od pokoju były zamknięte (zawsze mama zamykała na noc ;D) załatwiłem potrzebę w toalecie idę już do mojego pokoju jestem w połowie schodów nagle z dołu gdzie światło za mną było zgaszone, usłyszałem jak ktoś głośno wypowiedział 2 razy moje imię po czym dodał "proszę cię", uciekłem i zamknąłem sięw pokoju, nie krzycząłem ani nie budziłem już mamy, nazajurz poinformowałem mamę o zdarzeniu, powiedziała ona że coś się ze mną dzieje i że zapisze mnie na wizyte u lekarza, ja się zgodziłem ale również zacząłem szukać inforamcji o moim domię oraz miasteczku w którym mieszkam, okazało się że dom jest całkiem nowy przed nami nikt tam wcześniej nie mieszkał, został postawiony specjalnie dla mojej mamy po czym się wprowadziliśmy gdy miałem 1 rok, nic ciekawego, jednak bardziej zainteresowała mnie historia mojego miasteczka w której wyczytałem, żę moje miasto ma bardzo bogatą historię, leży nad wisłą , dlatego przebiegały przez nie dużę szlaki handlowe, oraz wodne, pierwsze osady pojawiły się już w neolicie, przetrwały długo potem zostały zniszcone, znów powstały osady celtyckie i wtedy gdy była tu osada celtycka , na miejscu gdzie stoi mój dom powstał średni kościół drewniany, jest o nim bardzo mało wzmianek nawet w księgach w parafi (sprawdzałem) w którymś tam wieku osada ta została zniszczona jednak zachował się jedynie ten kościół, przez 2 wieki stał na polach jeden kościół drewniany, a wokół pola, tak jak wspomniałem ze względu na otoczenie , na ten teren wprowadzili się nowi osadnicy, podobno wybudowano chaty koło kościoła, jednak ludzie z tych pobliskich domów zgłaszali żę w kościele po nocach dzieją sięstraszne rzeczy słaychać jęki itp. za dzień przy kościele zbierało sie dużo kotów i psów, z czego psy wyły, a koty miałczały, osądzono że kościół jest pod władaniem szatana i go spalono, na jego miejscu powstało pole uprawne, po wielu wielu latach w przed II wojną światową dziąłkę tę kupiła moja prababcia, na miejscu tego kościołą wybudowała stajnie, zaś koło stajni dom, po II wojnie światowej stajnia została zniszczona, i takie gruzy leżały aż do 1989 roku gdzie wybudowaliśmy się my…
Po tej histori i materiałach przeze mnie zebranych przestraszłyem się, no ale cóż mogłem zrobić, w maju poszedłem do lekarza który zapisał mi leki i powiedział żeby my się wyprowadzili z tego domu, tak też i moji rodzice zrobili.

Maj 2022r. mam 28 lat

Nudziło mi się już od paru lat mieszkaliśmy w nowym domu, ja jeszcze nadal z rodzicami, włączyłem sobię horror Egzorcyzmy Emilly Rose w którym dziwne zjawiska które były pokazane bardzo przypomniały mi stary dom, a co najbardziej pasowały do zjawisk dziejących się w nim (prócz opętania) gdy zobaczyłem scenę w filmie z czarną postacią natychmiast skojarzyłem ją z tą co widziałem w starym domie, w filmie przedstawiona byłą jako szatan, dlatego bardzo się wystraszyłem ale pomyślałem że to przypadek a film to film mimo iż oparty na faktach…
Byłem dość stary 28lata na mieszkanie z rodzicami, wiadomo starszy to odważniejszy, więc postanowiłem sam wrócić do starego domu…
W lutym wróciłem do starego domu, przeprowadziłem się, pierwsza noc powiem wam że miałem dreszczyk i nie mogłem usnąć ale nic się nie działo, po paru dniach znów powróciły szmery, kroki na schodach itd... jednak już w pewnym stopniu się do nich przyzwyczajiłem.

Czerwiec 2022r. mam 28 lat

Dziś gdy pisze tego posta mamy 7 czerwca wczoraj w nocy co mi się wydarzyło było znów bardzo straszne, (nie wspomniałem wcześniej ale jeszcze jak rodzice jeszcze ze mną mieszkali to był w domu pare razy ksiądz i go poświęcal ale nic nie zadziałało) nie chcę tego domu opuszczać a dzieją się w nim straszne rzeczy... dobra wróćmy do histori co się stało dnia wczorajszego:
Wieczór, 20:30 włączam LoL'a i sobie gram z kumplami, jest 22:45.
Nagle monitor sam mi zgasl. Na poczatku nic sobie z tego nie robilem, tylko ponownie go uruchomilem i gralem dalej.
Po paru minutach monitor znowu sie wylaczyl.
Po ponownym uruchomieniu moim oczom ukazaly sie dziwne artefakty.
Przestraszylem sie i po dluzszych ogledzinach doszedlem do wniosku, ze gpu poszlo, w zwiazku z tym jaka karte polecicie do 1500zl?

#duchy #heheszki #humor #pasta


Zobacz: https://lurker.land/post/gzNh3LLUe
Data dodania: 5/23/2022, 8:00:21 PM
Autor: verum

bądź mną
lvl 22,5
generalnie klasyczny przykład życiowego przegrywu i spierdolenia, problemy z nawiązywaniem normalnych kontaktów z ludźmi odkąd pamiętasz
mieszkam z rodzicami
mame Danka lvl 53, tate Józek lvl 57
mame szanuje jak pojebany bo dzięki niej mogę nadal mieszkać na ich garnuszku i to ona ratuje mnie przed pierdoleniem ojca, który jest jakimś bossem w gminie, od zawsze go nienawidziłem, skurwysyn niszczył moje dzieciństwo odkąd pamiętam, nie pozwalał mi wychodzić na dwór i mieć znajomcych (zapewne stąd moje zjebane kontakty z innymi ludźmi) dawał kary na kompa, raz nawet podjebał mi kabel zasilający i chodził dumny jak paw że hehe nie włączę już komputera, szkoda że nie wiedział że idiota ma taki sam kabel w swoim pudełku z kablami „do hehe wszystkiego” które trzyma w moim pokoju. Nie będę nawet wspominał ile razy mi wyjebał żeby pokazać jakim to jest kurwa samcem alfa, generalnie pojebany typ z wielkim ego i małym kutasem (wiem bo jak mu naprawiałem lapka to przetrzepałem jego historię przeglądania wyszukiwał w google hasło „jak powiększyć penisa” „problem z małym penisem” itp. XDDDDDDDDD)
moje życie sekusalne to dno dna, najlepsza baba to własna graba hehe
całe dnie spędzam na przesiadywaniu w pokoju i w przerwach na lurkowanie wszelkich chanopochodnych tworów przesiaduje na stronach porno
jestem fetyszystą dosłownie wszystkiego czego fetyszystą być tylko można, oprócz pedofilli, ustalam że to moja granica której nigdy nie przekroczysz
jestem na etapie hartowania miecza do scat
SCAT – wg. Wiki: sranie do mordy (dosłownie)
mój standardowy schemat walenia konia do określonej kategorii porno wygląda następująco: trzy tygodnie konkrentego podniecenia tematem, a potem tydzień który uświadamia mi że trzeba iść o krok dalej tzw. Faza znudzenia
dzień jak codzień, dzień po dniu szukam jakiegoś fajnego filmu nad którym mógłbym się seksualnie wyżyć
lurkując trafiam na nagranie z 2004 roku, w stylu podrywacze.pl, tylko jeszcze bardziej chujowej jakości, słyszę polskie głosy i jaram się znaleziskiem scata w rodzimym języku
postaram się opisać to nagranie: na początku dwóch kolesi nagrywa kamerą jak idą po klatce schodowej i szukają mieszkania swojej „Przyjaciółki”, typ który nagrywa praktycznie się nie odzywa, za to Mirek w kremowym swetrze prowadzi te dziwne show.
w końcu trafiają do mieszkania swojej znajomej i zastają otwarte drzwi
wnętrze wydaje ci się jakbym je już kiedyś widział, ale pierdolę to i z torpedą na wierzchu czekam na rowój wydarzeń tego złota polskiej kinematografii
dwóch januszy polskiej pornografii wchodzą do pokoju w którym na łóżku siedzi gruba brzydka grażyna w masce świni na twarzy
lekkikek.gif
przewijam kawałek zniecierpliwiony
grażyna kuca dupą nad mirkiem w swetrze i stara się wydalić kał z dupska na jego twarz
zabieram się do konkretnego masowania swojego pytona
czujeszdobrze
mimo podśmiechiwania się z polskich komentarzy w tle nie przestaję
cały czas zerkam na obraz zawieszony nad całą scenerią tego dziwnego przedstawienia, jakbyś go już kiedyś widział, przedstawia jakiegoś panicza na koniu, generalnie straszny kicz
nagle mirek w swetrze dochodzi z gównem grażyny w ustach, i przejmuje kamerę od tajemniczego janusza
po dwudziestu sekundach machania kamerą ukazuje się tajemnicza postać wcześniejszego kamerzysty
OKURWA.jpg
pyton wypada mi z łapy
nie wierzę temu co widzę, zatrzymuję film na momencie w którym twarz tajemniczego janusza widoczna jest najlepiej
OKAZUJE SIĘ ŻE TO MÓJ OJCIEC, TROCHE MŁODSZY CO PRAWDA, ALE TO MÓJ OCIEC, JÓZEF, BOSS GMINY, CZŁOWIEK KTÓRY DAŁ MI ŻYCIE I WYCHOWAŁ NA SPIERDOLINE
mój chuj opadł już całkowicie i mam wrażenie że zapadł się do środka ze wstydu że był walony do filmu na którym twój stary za chwile będzie miał gówno w mordzie
odwracam się na swoim jebiącym obracanym krześle mając za sobą stopklatkę z moim ojcem zajaranym faktem tego że zaraz będzie miał srane na ryj
boję się tego co będzie dalej, boję się kontynuować seans
nie wiem ile czasu mija ale w końcu zbieram się na odwagę
klikam magiczny guziczek play
z martwą twarzą oglądam dalej
bez wnikania w szczegóły, mój stary dostaje klocem na ryj i po krótkim stosunku z tłustą grażyną spuszcza się na nią ocierajac się gównem
mam łzy w oczach ale staram się być twardy, w przeciwieństwie do mojego fiuta który już zdążył się spakować i kupić bilety bo chce wypierdolić jeszcze dzisiaj z zażenowania
wklejam link do tego chorego gówna do notatnika i zapisuję w najmniej oczywistym miejscu
tuniemanicciekawego.txt
mijają trzy dni, od tamtego czasu nie waliłe, konia, nie mówiąc już o oglądaniu jakiegokolwiek porno
staram się unikać ojca, bo za każdym razem mam przed oczami jego uśmiechniętą twarz z ustami pełnymi gówna tłustej grażyny
mimo tego staram się zapomnieć o tym co widziałem
lurkuję jakiegoś chana i staram się onaleźć radość życia w śmiesznych hehe memach
ktoś otwiera drzwi do pokoju
to stary, wrócili z zakupów
wchodzi do pokoju z uśmiechem na ustach (tak tym uśmiechem) i kładzie mi na biurku snikersa trio, widzisz jak mieli coś w ryju
mówi „masz anon coś słodkiego on ojca hehe”
gdy otwierał usta mielil w nich snikersa
siedzisz w bezruchu postrzymująć odruch wymiotny widząc oczami wyobraźni sceny z pamiętnego filmu
”dz…dzi…dziękuję”
”co ty taki przerażony nie zatrute przecież, a i w ogóle to ciocia Anka z wawki przyjedzie do nas za tydzień, posprzątaj ten syf kurwa żeby wstydu nie było”
”okej tato”
wyszedł, ja pierdole, nie mogę żyć z tym normalnie, muszę się dowiedzieć więcej…
tryb sherlock holmes activated
czekam na moment aż starzy wypierdolą z chaty i pozwoli mi to bez stresu przeanalizować pornola z moim ojcem w roli głownej
w międzyczasie udawałem że wszystko jest w porządku, zamieniłem nawet kilka słów z ojcem zgrywając miłego, a snikersa pod osłoną nocy wyjebałem przez okno
nadszedł wielki dzień, pojechali na zakupy przed przyjazdem jakiejś pizdy ciotki Anki z wawki, nawet nie wiem kurwa kto to
zabieram się za oglądanie, ze skupieniem analizuję film sekunda po sekundzie, dowiaduję się że ten Mirek w swetrze to faktycznie Mirek, a ich koleżanka od srania to... o kurwa „Aneczka”
mam nadzieje że to nie ciocia aneczka z wawki
na końcu jest podany link do strony wytwórni tych polskich scatpornoli
wpisuję go w przeglądarkę, ładuje się chuj wie ile, ale w końcu pojawia się różowe tło i żadnej treści

kurwa.mp3
”zbadaj element”
jedyne co znajduje to jakieś niedojebane kawałki html i e-mail: [email protected]
wyszukuję go w google, znajdujesz go na nk.pl
ochuj, to jeszcze istnieje XDD
żeby mieć pełen dostęp do jego profilu musisz się zalogować
staram się przypomnieć sobie login i hasło do tego upadłego gówna
po licznych próbach zgaduję
inwigiluje profil mirasa, nic ciekawego oprócz kilku zdjęć z grilla i komentarzy licznych grażyn w stylu „ale się zmieniłeś Miruś, pozdrawiam z rodzinkom”
wyszukuję swoją rodzinę w jego znajomych
po godzinie lurkowania i żeżuncji ze zdjęć twojej rodzinki wpadam na pomysł znalezienia tej „Aneczki”
mam cię kurwa, okazuje się że to faktycznie moja ciocia
aparycja ta sama co na filmie, nawet ma jedno zdjęcie z plaży na którą pozuje na walenia ukazując swoje cudowne fałdy sadła
Anna Walicka, ma profil na fb
wpadam na pewien pomysł ale najpierw upewniam się że Miras nie ma konta na fb
zakładam mu konto, dane upodabniam do tych z nk i zapraszam do znajomych Ankę, grzecznie zaczynam rozmowę „Cześć Ania! Jak ja cię dawno nie widziałem, super wyglądasz”
tego samego dnia Anka akceptuje prośbę o dodanie do znajomych i odpowiada „mirek, jezu ty zyjesz, juz myslalam ze cie zabili w tych niemczech na robocie hehe bo kontaktu z tobą nie było tyle lat, opowiadaj co tam”
gadga szmatka pierdolenie, anka łyknęła bait jak pelikan żabę
w końcu wysyłam jej tego pornola, uprzednio pobierając go żeby nie nabrała podejrzeń i uwierzyła że miał go gdzieś schowanego
anka wyznaje że tęskni za tymi czasami i że niedługo wpada do Józefa więc może powtórzą te wyczyny z tamtych czasów
osztykurwojebana.png
drążę temat dalej i dowiaduje się że mój stary regularnie zdradzał moją mamę z Aneczką
pytam się jej czy ma więcej nagrań ze starych czasów
przez jakiś czas suka nie daje się przekonać ale w końcu wysyła kilka nagrań, prawie na każdym jest mój stary
zaczynam tracić wiarę w cokolwiek, mam ochotę pokazać to matce, ale nie wiem jak zareaguje, to trudne
żyję w świadomości że twój stary to większy skurwiol niż myślałem, mam ochotę wjebać mu strychninę do kawy ale na horyzoncie ukazuje się szansa na coś o wiele większego
dwa dni przed przyjazdem ciotki aneczki okazuje się że przyjechać ma połowa rodziny, w tym młodszy brat mamy Romek, taki jebany zwyrol 50 cm w bicepsie który nienawdzi ojca chyba od zawsze i nawet nie stara się udawać że jest inaczej
ojciec każe nagrać mi zdjęcia z wakacji na płytkę z turcji żeby się pochwalić rodzince jakie to zajebiste życie prowadzi, ma zamiar puszczać to jak zwykle z dvd kupionego chuj wie ile lat temu
wiem że sprzęt ma autoodtwarzanie i nie masz wpływu na to co pojawia się na ekranie po włożeniu płyty
nagrywam dwie płytym jedną ze zdjęciami z turcji, a drugą z dowodami na zdradę, tą dobrą dostaje mój stary, druga czeka schowana na odpowiedni moment
to ten dzień, rodzina się zjeżdża, jest też oczywiście ciocia aneczka która przyjechała z tym jebanym obrazem jakiegoś pizdzielca na koniu w ramach prezentu dla ojca wszyscy uśmiechnięci i szczęśliwi, jedynie wuja Romek patrzy swoim zwyrolskim wzrokiem na ojca, wujek to dobry człowiek, całe życie pracował na bramce w klubie Elektra, regularnie chodzi na siłownie, kiedyś trenował jakieś jew jitsu na kiju, z aparycji podobny do Mariana Kowalskiego, starego nienawidzi dlatego że uważa go za totalnego buca i zjeba z kijem w dupie
przychodzi ten moment, ojciec zaczyna wygłaszać swoją klasyczną przechwalankę o tym czego to on nie dokonał, w końcu przechodzi do tematu wakacji w turcji
onjeszczeniewie
”zaraz pokażę wam zdjęcia cośmy z Danką zrobili”
wkłada podmnienioną przeze mnie płytę do dvd
PANIE PANOWIE INBE CZAS ZACZĄĆ
oczom gości ukazuje się mój stary ubabrany gównem jebiący moją spasłą ciotkę z maską świni na twarzy
audio specjalnie podkręcone na 1488 decybeli żeby wszyscy ochujeli
rodzina zamarła na moment, a babcia chyba na trochę dłużej XD, jedynie wujek romek uśmiechnął się pod nosem i powiedział głosem bestii

”A NIE MÓWIŁEM DANUSIA, ŻEBYŚ TEGO CHUJA ZOSTAWIŁA JUŻ DAWNO” westchnął po czym podszedł do mojego starego i wypierdolił mu solidnego poskramiacza na ryj, na ryj który żuł na ekranie gówno cioci aneczki spuszczając się jej na cyce
wyłącznie to błagam - ryknął ktoś histerycznie z widowni
wujek Romek zabarykadował dostęp do DVD i wyryczał „PATRZ PATRZ DANUSIA, PATRZ DLA JAKIEGO CHUJA TYLE LAT OBIADKI GOTOWAŁAŚ”
ojciec doszedł do siebie po ciosie który powinien go zabić, z histerią w głosie i łzami w oczach wykrzyczał „anon kurwa, gdzie on kurwa jest ten szczyl zajebie go”

wbiegł do mojego pokoju, ale mnie już tam nie było, JESTEM POSKRAMIACZEK ZDRAJCÓW, SYNEM DANUTY I SIOSTRZEŃCEM ROMANA STRAŻNIKA ELEKTRY, WOJOWNIKIEM SPRAWIEDLIWOŚCI I INTRYGANTEM TEJ DEKADY, JA DECYDUJE O ŻYCIU I ŚMIERCI, O PORZĄDKU I CHAOSIE, O WOJNIE I POKOJU…JESTEM LEGIONEM.

#pasta #gównowpis #porno #zdrada


Zobacz: https://lurker.land/post/9HxcOIm8M
Data dodania: 5/9/2022, 9:16:48 PM
Autor: verum

https://www.youtube.com/watch?v=KbP17dON5TE
#heheszki #pasta #beczka #motocykle #lwg


Zobacz: https://lurker.land/post/8URSBgEwL
Data dodania: 5/2/2022, 2:13:09 AM
Autor: verum

Mój stary siedzi na fotelu i czyta rachunki. W pewnym momencie woła matke i pyta się,
jakim cudem przez 3 miesiące natrzaskaliśmy 90zł za wode. Czyli 30zł miesięcznie, na trzyosobową rodzine przez 3 miechy, czyli 10zł miesieczne na głowe

Hurr durr to dużo, czeba oszczendzać tak, mój stary mówi oszczeNdzać, a nie oszczędzać.

Ja tbw, mame twierdzi że nie ma na czym bo w domu nikt wody nie marnuje, a 10zł na głowe to jest śmieszna suma, więc ona nic zmieniać nie będzie.

Stary pojęczał, pojęczał, więc mu powiedzieliśmy ze jak taki oszczędny, to niech zacznie od siebie, bo to na niego najwięcej prądu i wody w domu idzie.

Stary wpadł na genialny pomysł, jakoś sobie wykombinował że najwięcej wody idzie na spuszczanie w kiblu (zbiornik 30L). kupa to śmierdzący problem i spuszczać trzeba, ale po co spuszczać po małym siku? po cholere spuszczać 30L wody psu w dupe, po jakimś małym 200-300ml sikaniu?

Jak też pomyślał, tak zrobił. przestał spuszczać wode po szczaniu. oczywiście wcześniej nas poinformował że to genialny pomysł i on wciela go w życie i że my też powinniśmy.

Został wyśmiany przez mnie, mame popukała się w glowe i stwierdziliśmy, że zobaczymy jak będa rachunki wyglądać po jego oszczędzaniu. 1m3 wody u nas kosztuje jakoś 2,80zł. jedno spuszczenie to 30L. Czyli jak stary 33 razy nie spuści wody, to oszczędzi 1m3 wody, czyli 2,80zł. ale on już na to nie wpadł, a w moje tłumaczenia nie wierzył.
Stary chodzi do kibla sie wyszczać ze 2-3 razy dziennie. wody po szczaniu nie spuszczał.

Problemu nie było, co 2-3 godziny ktoś wpada do kibla, robi swoje i spuszcza, więc zapach moczu w kiblu nie robił problemu
2 tygodnie później matka robi wieeelkie pranie pościeli.

Na drzwiach, szafkach, suszarce i sznurkach pod sufitem zajebane suszącą się pościelą
w tv jakiś mieć więc stary wieczorem strzelił hehe 4-5 piw. polska grała, chuj wie z kim.
ja ide spać koło 23, matka idzie chwile potem. stary idzie spać o 1 w nocy.
ale przed snem go te piwo przycisneło i poszedł się odlać, szczał z 2 minuty, więc sporo tego piwa/szczyn w muszli.
Oczywiscie kurwa deski nie opuścił

Śpie, śnie o sraniu i byciu wygrywem, budzi mnie głośny przeciągły krzyk mojej mame KUUURRRRWAAAA!
Wstaje, słońce świeci, 10 rano, ja rozbudzony szybko wychodze z piwnicy, bo matka nigdy nie przeklina.
Moja głowa pełna kremówek.jpg. kosmici, złodzieje, wojna, cokolwiek, pewnie coś strasznego bo matka nigdy nie przeklina.
Otwieram drzwi piwnicy która jest jakoś 5 metrów w lini prostej od kibla i aż mnie cofa
sztynks jebiącego przetrawionego moczu wali mnie w nos i w oczy, aż mnie zapiekły.
Stary zeszczał sie wieczorem po tych 5 piwach, nie opuścił klapy, w małym ciasnym dusznym kiblu bez wentylacji, zajebanym wilgotnym praniem.
Jego niespuszczone piwne szczyny przez bitych 8 godzin śmierdziały i parowały w dusznym kiblu, zamrodziły świeżo wyprane pranie (na 3 pełne pralki) i przez wywietrznik w drzwiach rozniosły sie na przedpokój i kuchnie małe mieszkanie, raptem 45m2.
Do mojej piwnicy nie doszły bo drzwi zamkniete, do salonu rodziców też drzwi zamkniete.
Matka wpada w berserk
"Wstawaj świnio, patrz coś narobił, ja ci kurwa dam oszczędzanie pijaku śmierdzący"
stary sie budzi, kac.rar, matka zdziera z niego kołdre, dostał pare razy zwiniętą gazetą (program telewizyjny).
Ściąga dupe z łózka wychodzi z salonu
staje jak wryty bo sztynks jego strawionych parujących szczyn własnie uderzył go w nos, aż go cofneło do pokoju.
Matka spuściła wode, zdjeła śmierdzące pranie i wrzuciła do wanny, otworzyła okna w całej chacie i wszędzie nasrmodziła odświeżaczem z puszki.
Chata wietrzyła się przez cały dzień
kibel przez 2 dni
matka na nowo zrobiłą 3 wielkie prania pościeli
matka prawie tydzień sie do starego nie odzywała. Nawet obiadu mu nie robiła sobie i mi tak
Stary przez pare dni spał na kanapie.
Zaczął z powrotem spuszczać wode
nawet po szczaniu.

#pasta #heheszki #pasjonaciubogiegozartu


Zobacz: https://lurker.land/post/hcy8y6FKT
Data dodania: 3/10/2022, 12:55:09 AM
Autor: ed161

Wyobraź sobie, że jesteś rosyjskim normikiem aspirującym do oskariatu. Żyjesz kurwa w Moskwie, pracujesz w niemieckim korpo-iwanexie i do tej pory zarabiałeś miesięcznie 125 000 rubli, czyli jakieś 1 500 euro. Jak na warunki rosyjskie bardzo dobrze. Nie był to twój jedyny dochód bo grałeś trochę na giełdzie. Szło ci całkiem nieźle. Wjebałes tam łączną sumę rubli odpowiadającą jakimś 5000 euro. Ale niech to chuj upali, bo znasz się na tym i tradeowałeś tak, by nie stracić. Jeszcze tydzień temu wartość twoich akcji w rublach wynosiła równowartość 20 000 euro.

Masz już wykupione wakacje w Hiszpanii, ale myślisz, żeby jeszcze pojechać na Dominikanę... bo cię k**** stać a twoja Julka bardzo chciałaby wstawić fotkę na instagramie z palmą i mokebe. W tym samym czasie śmiejesz się z gnijącego zachodu, a zwłaszcza z Polski i tego PIS-a, czy jakoś tak, i tego Dudu oszalałego. Zdrawstwuj, zdrawstwuj, żyzń krasiwaja.

Wybucha wojna na Ukrainie. Cieszysz się, że twój kraj wreszcie wyzwoli Małorosję spod władzy nazistów. Zdrawstwuj, zdrawstwuj, żyzń krasiwaja. Nagle okazuje się, że kurs rubla dramatycznie spada. Dalej zarabiasz 125 000 rubli, ale to jest już równowartość 1000 euro. Myślisz sobie, że to tymczasowe, bo przecież Wielikaja Rossija, ale nie wiesz jak powiedzieć Julce, że wyjazdu na Dominikanę nie będzie. Tymczasem ona płacze, bo mogą wyłączyć Instagram w Rosji.
Logujesz się na konto maklerskie. Nie działa. W końcu się udało i okazało się że wartość twoich inwestycji spadła do 30 euro. Suka, bliat', sobaka. Wydaje ci się że to błąd, ale dzwoni Alosza i mowi że u niego to samo. Myslisz sobie: a niech to chuj upali, był spadek, przyjdzie wzrost, trzeba żyć dalej. Idziesz do pracy w Iwanexie. Myslisz sobie, że to firma z kapitałem zagranicznym, więc chuj cię to obchodzi, ale mają dać ci podwyzke waloryzacyjną albo odchodzisz z Iwanexu.

Przypominasz sobie, że masz kupić opiekacz Russel Hobs "3 w 1", bo Julka przestawia się na Instagramie na cooking content. Coś tam słyszałeś jak Małafiejew pierdolił z Arapatowem, że w bankomatach nie ma gotówki. Zaglądasz do portfela a tam 4500 rubli. A niech to chuj upali. Wystarczy na opiekacz i jeszcze zostanie na kilogram cukierków "Jesienny Walc". Na przerwie lunchowej idziesz do Media Marktu i widzisz, że opiekacz kosztuje, suka jobannyj w rot, 18 000 rubli. Nie potrafisz sobie tego wytłumaczyć. Wiesz, że rubel spada i w ogóle, ale dlaczego ceny rosną nieproporcjonalnie do spadku rubla? Myslisz sobie: ach ta Gejropa i Amerikanci, chcą ci życie uprzykrzyć.

Wracasz do biura, woła cię szef. Myślisz sobie: no to teraz pokażę Iwanowi, podwyżka i chuj. Iwan oznajmia ze Iwanex wychodzi dzisiaj z Rosji i likwidowane są wszystkie placówki. Od jutra nie masz pracy, a właściwie już od teraz. Iwan próbuje cię wyprosić z gabinetu żartując i mówi "russkij wojennej, korabl idi na chuj". Nie wiesz o chuj mu chodzi, bo w TV ani internecie nie słyszałeś tych słów. Być może jakiś nowy boomerski mem.

Wracasz do mieszkania i zastajesz zrozpaczoną Julkę, która płacze bo dzwonili z biura podróży i w związku z sankcjami, wykluczeniem Rosji z systemu SWIFT i zamknięciem przestrzeni lotniczej dla rosyjskich samolotów obawiają się, że ty i Julka nie będziecie w stanie uregulować reszty rachunku i skorzystać z oferty, więc ja odwołują. Zaliczkę zabierają, bo i tak nie ma jak oddać. Myślisz: Ni chuja siebie... Pocieszasz Juloczku, mówiąc że będzie dobrze. Kiedy ta dowiaduje się ze straciłeś robotę w Iwanexie, to zaczyna się pakować i mówi, że wraca do siebie na wiochę do Siewieropiździecka. Próbujesz ją przekonać, by została, ale ona tylko odpowiada "ty szto? jebanułsja?"

Widzisz, że pakuje ze sobą twoje rzeczy: smart watch, laptop i krossowki Air Max. Mówi, że to rekompensata za jej iPad, który wczoraj niszczyliście młotkiem u niej na live w ramach protestu przeciw sankcjom. Julka cię opuszcza i wyjeżdża do Siewieropiździecka, ty zostałeś z wiplerem w ręku, a Rosja dalej nie może zdobyć Charkowa i Kijowa. Zdrawstwuj, zdrawstwuj, żyzń krasiwaja'…
#rosja #wojna #ukraina #pasta #pasty


Zobacz: https://lurker.land/post/kbZv1GqMW
Data dodania: 2/17/2022, 11:32:07 PM
Autor: verum

Przypomniała mi się historia mojego kolegi geja ze studiów.
Ziomek ubierał się bardzo schludnie i trendy, mówił lekko podwyższonym głosem, chodził do klubów dla gejów i ogólnie obracał się w tym towarzystwie. I oprócz tego miał wiele psiapsiółek, z którymi chodził na zakupki, doradzał, No ogólnie kurwa typowy gej przyjaciel z seriali pokroju "Seks w wielkim mieście". Z tą jednak różnica, ze jego koleżanki były znacznie ładniejsze, niż Pani Koń
Do czego zmierzam. Mój kolega dochodził do takiej zażyłości z tymi laskami, ze one bez problemów pokazywały mu się u siebie w mieszkaniu w bieliźnie i pytały czy ładna itd. Ofkorz w tym czasie (przypadkiem hehe) pojawiało się winko i ciekawsze tematy. I również temat jego pociągu do kobiet xDD I wtedy tez wiele jego psiapsiółek chciało sprawdzić, czy da się zaciągnąć geja do łóżka - on dawał się zaciągać, po wszystkim mówiąc, ze to nie to i jednak woli facetów, ale wiele z nich miało satysfakcję, ze zaciągnęło geja do łóżka.
No jak się kurwa domyślacie, ziomek nie był żadnym gejem, a 100% hetero - po prostu wykminił sobie ten sposób na ruchanie świnek i szło mu to znakomicie
Prawdę o nim poznałem, kiedy jeszcze razem należeliśmy do studenckiego ONR i ruchaliśmy się w dupe. To były czasy.

#pasta #onr


Zobacz: https://lurker.land/post/nwTszbmSw
Data dodania: 2/7/2022, 11:48:02 PM
Autor: verum

Co za inba, anony. Otwieram sobie lodówkę, biorę pomidory, ogórka, szczypiorek, chciałem zrobić sałatkę. Wiadomo, sałatkę trzeba zaprawić majonezem, bo inaczej jaki normalny człowiek by to jadł? Wszystko sobie pokroiłem i ogarnąłem, że zapomniałem majonezu, pozdro slowpoke. Otwieram lodówkę, biorę majonez i widzę, że mój lokator zostawił tam kaszankę. Nigdy wcześniej nie jadłem kaszanki, a tutaj nagle dostałem smaka, no to myślę, czemu by nie zjeść. Kiedy zaprawiałem majonezem sałatkę, podgrzałem kaszankę w mikrofalówce, tak jak trzeba, zjadłem ją, a tutaj nagle wszystko mi się przefarbowało na złoto-modro a wszandy widza wůngel. Jo [jerrůna.jpg], co sam śe uodkorfańćyło? Blank żech uoćuloł. Uoroz wyłaźi spod zola wjelgi reżyser Kaźimjerz Kutz a zaczyno pjerdolić cośik uo ślůnskij nacyji, uo hanysach a gorolach. Stary buzerant, uůn ńy mjoł już downo na kyrchofje leżeć?*!? I terozki jo ńic już uokrům ślůnskij godki ńy rozumja. Zdo mi śe, iże tyn krupńok bůł przeklynty.

#pasta #majonez #kaszanka

Gdyby ktoś nie widział co to krupńok, to pod linkiem jest przystępnie wyjaśnione.


Zobacz: https://lurker.land/post/8trRuLH-k
Data dodania: 2/6/2022, 1:02:19 AM
Autor: marshalist

Minimal od Ariol®, niszowej, ekskluzywnej firmy robiącej zegarki z duszą, przy wykorzystaniu 70% materiałów recyklingowych, do tego dbającej o prawa pracowników(zegarki ręcznie tworzone w Finlandii, przez dobrze opłacanych artystów-zegarmistrzów, a nie odlewane z rakotwórczego plastiku w Indonezji przez pół niewolników).
Każdy zegarek robiony indywidualnie pod klienta, numerowany, sygnowany przez artystę-zegarmistrza.
Mój custom ma:
- ręcznie malowane cyfry niedostępną na szerokim rynku, historyczną farbą "lead white"
- wskazówki ręcznie kute z materiału który wysłałem do finlandii, dokładnie jest to srebro przetopione z wisiorka Matki Boskiej, pamiątka rodzinna która uratował mojej rodzinie życie podczas drugiej wojny światowej, (nie każdy niemiecki żołnierz był potworem, sporo było katolikami)
- tarcza to niezwykle rzadki, trudny w imporcie granit wulkaniczny pochodzący z eksplozji wulkanu Krakatoa w 1883 roku(niewyedukowanym polecam poczytać o tej potężnej tragedii), kawałek granitu z którego wyszlifowano tarczę pochodzi ze zbiorów muzeum narodowego Korei, jest to odłamek znaleziony najdalej od epicentrum eksplozji, przekazany w geście przyjaźni socjalistycznej Edwardowi Gierkowi podczas wizyty w Korei w 1973 roku. Mój Dziadek pracował w resorcie, miał dostęp…
- Pasek bez specjalnych udziwnień, impregnowana skóra mojego psa Hessa, chciałem po nim pamiątkę, uśpiłem go bo był stary i tracił kontrolę nad pęcherzem, przy wykładzinie 200zł za metr kwadratowy nie miałem wyjścia.
- Głośność, ton, barwę i charakterystykę płynności cykania zawdzięczamy oryginalnym "wnętrznościom" przełożonym z przedwojennego zegarka należącego do reb Sztolca, najbogatszego kupca żydowskiego w naszym miasteczku, mój dziadek otrzymał ten zegarek od oficera Gestapo po tym jak wyjawił w której piwnicy ukrywa się Sztolc wraz z rodziną(jeszcze raz, nie wszyscy niemcy byli źli)

#zegarki #pasta #marshaltown


Zobacz: https://lurker.land/post/uPtpEXLo5
Data dodania: 2/2/2022, 1:07:20 AM
Autor: verum

#heheszki #pasta #brzydkipan

https://www.youtube.com/watch?v=H7vkPYAYXzg


Zobacz: https://lurker.land/post/DrmLBSI7v
Data dodania: 1/30/2022, 12:40:17 PM
Autor: verum

Niektórzy twierdzą że PM nie musi być techniczny, bo on jest od zarządzania pracą, więc liczą się miękkie umiejętności a techniczne są nieistotne. Czaicie co by było jakby to samo przenieść np. na budowlankę? Zrobić takiego Oskarka brygadzistą na budowie?

"Jak to płyta fundamentowa musi schnąć dwa tygodnie? A jak ci dorzucę kilku ludzi to wyschniecie ją do wtorku?"

"Betoniarka się zjebała? To nawet lepiej, powinniśmy rezygnować z narzędzi third-party, weź dwóch praktykantów i poskładajcie nową in-house"

"Nie potrzebujesz uprzęży, musisz być bardziej agile"

"Po co te rury w kuchni? Klient chce wodę bezprzewodowo, wiem że się da bo czytałem o tym na jednym blogu"

"Wiem, że nie dowieźli zbrojenia, ale piętro musi być dokończone w tym sprincie, wylejcie beton normalnie a zbrojenie doda się w refaktorze w przyszłym kwartale"

"Mieliśmy już robić odbiór, ale przyszedł change request, na ile wyestymujecie dobudowanie piwnicy i przesunięcie klatki schodowej o 15 metrów w lewo? UX mówi że dla nich to nie problem poprawić plany, więc mam rozumieć że uwiniecie się do końca miesiąca?

"Biznes uznał że dźwigowy z uprawnieniami jest za drogi, za te same pieniądze zatrudniliśmy do zespołu 6 praktykantów"

"Do wykonania fundamentów zatrudniliśmy kontraktora, wy róbcie ściany a oni fundamenty zrobią u siebie na budowie w Bengaluru a potem się zintegruje"

Oprócz tego codzienne daily gdzie pyta każdego z osobna co robił wczoraj, co będzie robił dzisiaj i czy coś go nie blokuje na którym 56-letni Zbyszek mówi że wczoraj nosił cegły, dzisiaj będzie nosił cegły, a blokuje go czasem Rychu bo leży najebany, potem kawka i krótki wpis na Muratorze o nowych trendach w budownictwie.

#pasta #pm #projectmanager #heheszki #podjebanezwypoku #budowlanka #budownictwo #programowanie


Zobacz: https://lurker.land/post/9pjF_13c2
Data dodania: 1/23/2022, 10:47:50 PM
Autor: macer

Siadajcież mościpanowie a miodu mi polejcie, bo też mi w gardle niemożebnie zaschło, to wam opowiem historyją o dwóch bitwach jednego dnia, co miasto nasze nawiedziły. Miodu nie macie? Okowitę macie! Też się nada, zawszeć to cieplej człowiekowi będzie, a i dowcipu przybywa!

Było to roków kilkanaście temu, kiedy to jeszczeście panowie oficyjerowie z kogutami na podwórcach kijem wojowali, a miecza podnieść by nie podołali. Ja czeladnikiem byłem przy artyleryji co to na murach naszych fortecznych stała i do dziś stoi. Wiosny pewnej wojennik wielki nazwiskiem Yog zdążał do księcia Boragusa w Ulgak. Ekstraordynaryjny wojennik był to, bowiem z matki dżina i ojca z naszych, w magii w Bracadzie długie lata szkolon był, ać krew ojca mu w żyłach zagrała, bo rzemiosło czarodziejskie porzucił, przysięgając nigdy więcej księgi zaklęć nie tknąć. Zdążał więc do Ulgak, aleć mu książęcy drogę utrudniali. W naszym mieście obóz miał, tośmy mu tabor i wojska dostarczali. Miał kumotra niezrównanego Tyraxora, któren mu wojsko odprowadzał: behemoty, ptaki gromu, ogry i wiele innych, u nas zrodzonych i szkolonych, żołnierzy wybornych. I kiedy mu je tak odprowadził, półkownik Yog bitwę z książęcymi wygrał, wróg u naszych bram stanął, jako pod Rzymem Hannibal.

Poruszenie wielkie się u nas wzbudziło, jak po ogień do fortecy zdążały zebrane po prowincyi oddziały. Tuszyli niektórzy, że rotmistrz Tyraxor wróci na czas komendę objąć, ale gdy już z murów chorągwie purpurowe się pokazały, toć się jasne stało, że retardacyją jakowąś miał. Niepokój się między podoficyjerami wszczął, jako też dowodzić nie było komu, kiedy porucznik Gurnisson na nogi stanął i rzekł, że komendę on obejmie i miasta ślubuje bronić do śmierci swojej lub wroga. Wypito tedy zdrowie jego i pomyślność naszą i buławę mu dano. Przygotowania do obrony poczyniono, porucznik uczciwie do pracy się wziął, chociaż grosza w kasie brakowało, a takoż i rekruta, kiedy co lepszego Tyraxor tydzień wcześniej już był zabrał. Wszystkie zapasy wartościowe w zamku kupcom za złoto przehandlowano, żeby pospolite ruszenie zebrać, i tak urobek tygodniowy do walki stanął: trzy behemoty, cztery cyklopy, sześć ptaków gromu i pomniejszych oddziałów nieco więcej. Hrabiego oddział liczniejszy był od naszego – roków miał samych trzydzieści, które to naszych obrońców najwięcej ubiły, łuczników dwakroć tyle co my, a w sztuce magicznej górował nad nami zupełnie.

Bitwa była sroga i krwawa (tu na tym sprawozdaniu mościpanowie to przeczytacie, co je po dziś dzień przechowuję), ale Gurnisson, w dowodzeniu miejskim garnizonem ani też wojskiem wielkim doświadczonym nie będąc, jakoż i czarownikiem miernym, wygrać nie podołał. Nasi w boju padli, zmorzyliśmy jakkolwiek wroga okrutnie, że hrabia Gird (niech go szkieletornie pochłoną!) triumfalnie do miasta wjeżdżał z garstką zaledwie. Porucznik Gurnisson jednak przysięgi swej dochował, w ostatniej chwili rzucając się straceńczo na grupę goblinów, gdzie zaraz usieczon został. Pochowalim go wraz z innymi za fosą.
Hrabia zamek obejrzał, nam, ostatkami sił stojącym, w oczy zajrzał, po czym wiktu dla swych oddziałów zażądał. Niewiele jednak mu się dostało, choć i przemocą resztkę odebrał, bo i śpichrze w zamku puste były, toteż sztandar swój tylko na wieżę usadzić kazał, podatek Yogowi należny od chłopów odebrał i w pole dalej naszego pana ścigać wyruszył. Nam z powrotem na murach stanąć polecił i zamku bronić, jakby go Tyraxor odbić chciał, acz wsparcia żadnego nam nie zostawił, jeno pachołków paru – pisarzy do liczenia podatku.
Ledwie jego chorągwie za lasem zniknęły, kiedy drugi oddział nam się na horyzoncie pojawia, wcale od Girdowej garstki niewiele mniejszy. Myślelimy, że hrabia wraca i jednak nam garnizon zostawia, tedy bramę naraz otwarto szeroko. Uwierzyć my nie mogli, kiedyśmy zobaczyli, że to pan Tyraxor po moście wjeżdża! Skakać żeśmy z radości zaczęli, a pana rotmistrzową szkapę wraz z nim podrzucać do góry, jakoby krasnolud złota sakiewkę, kiedy ją za wydobytą rudę dostanie. Rotmistrz złoto przywiózł i zapasy, i zaraz mówi – gotować się do obrony! My, choć zmęczeni, zaraz animuszu nabraliśmy, boć wojennik to wielki, a i czarownik nierównie od Gurnissona potężniejszy, toteż mimo liczebności oddziału niedużej, nadzieję mieliśmy już na wytrwanie.
Pana Girdowi pachołkowie zaraz na spytki wzięci zostali, bo też rotmistrz wiedzieć chciał, ile wojsk i jakich w pobliżu naszym stoi. Jednak myśmy z murów wnet mu wyeksplikowali, ile jakich wojenników hrabiemu zostało. Tyraxor ze spokojem nas wysłuchał, co też nam otuchy dodało. Pachołków do lochu zamknął, jednakże okazało się, że który musiał wcześniej zbiec, bo jeszcze przed wieczorem zobaczylimy purpurową drużynę pod zamkiem, szykującą się do szturmu.
Książęcy dużo wojska nie mieli, a zwłaszcza żadnego do murów szturmowania, ale łuczników okrutnie dobrych samych już więcej niż my wszystkich żołnierzy. Nasi strzelcy z wież jednak celnie ich razili, toteż nie mieli oni wolnej ręki nas ostrzeliwać, a rotmistrz Tyraxor potężnymi czarami ich nękał. Uważacie panowie, jaki oryginał z tego Yoga – sam magii się brzydził, a jednak magów zatrudniał i do bitew wykorzystywał! Boć to i naprawdę trzeba chcieć sobie życie utrudnić, kiedy byle jakie zaklęcie taką wspaniałą pomoc w bitwie oddać może. Ale nic to.
Gdy wróg katapultą swoją zburzył nam wieżę strzelniczą, a Girdowi łucznicy decymowali nas zza murów, rotmistrz wydał swoim wilczym jeźdźcom rozkaz wypad zrobić. Zadrżeliśmy na myśl o takowej eskapadzie, ale innego ratunku nie było. Oni w ogień piekielny by za nim skoczyli, toteż wzięli tylko na szczęście zaklęcie żądzy krwi od ogrzych szamanów i ruszyli. Hobgoblinów oddział znieśli przy samej bramie i popędzili w kierunku łuczników, tych jednak zasłonili goblinowie Girdowi. Wilcy znaleźli się w matni, legło ich ze czterdzieści, jednak nasze ogry dopędziły ich i wspomogły na skrzydłach. Widać było poruszenie i złośc w Girdowym obozie, bo zdrowasiek wcześniej już zwycięstwo tam niemal trąbiono. Po kolejnej magicznej strzale rotmistrza zobaczyliśmy padające tłumy uruków łuczników i zaraz rozległ się róg wzywający do odwrotu, a uciekali tak, że dogonić ich się nie dało, snadź hrabia zmiarkował, że chwila jeszcze i cała drużyna jego zniesiona by niechybnie została. Bitwa była wygrana! Wilki zaraz do zamku wróciły, chociaż we krwie nieprzyjaciela całe, gdy się słońce nad lasami już chyliło, a myśmy beczki z piwem otworzyli i do późna ucztowali, coraz to toasty na cześć Tyraxora wznosząc i Gurnissona upamiętniając. Pomnik obu bohaterom wzniesiony na rynku maślanym stoi, zaraz obok kościoła.
Ejże, mościpanowie, butla okowity pusta? To koniec opowiadania, legnijmy juże spać, bo jutro kolejny dzień wojaczki nas czeka i ze słońcem wstać trzeba.

#heroes3 #gownowpis #wojna #heheszki #sienkiewicz #zagłobizm #pasta


Zobacz: https://lurker.land/post/6SkR4taG6
Data dodania: 1/23/2022, 9:05:24 PM
Autor: oswiecony

Wchodzę do mac sraka. Ludzie wcinają pasze przy stolikach, stoję przy takim wielkim smartfonie, aby zamówić porcje, a tu podbija jakiś ufoludek, że maskę muszę. To ja że nie mam, a on że tu obok w sklepie z płazem sprzedają, więc poszedłem. Kupiłem bagietkę. Taniej i zdrowiej, czyli profit
#maska #pasta


Zobacz: https://lurker.land/post/mgb0xqgLT
Data dodania: 1/20/2022, 6:20:10 AM
Autor: cheater

Rok 2023
-Korwin wygrywa wybory
-jedziesz samochodem prywatną drogą do pracy
-od twojego samochodu odpada koło
-wpadasz na drzewo i uszkadzasz kark
-pozywasz producenta samochodów
-prywatny sąd orzeka, że powinieneś wiedzieć co kupujesz a chcącemu nie dzieje się krzywda
-kup sobie wózek inwalidzki i chciej jechać do domu
-właściciel drogi zatrzymuje cię i pozywa cię za zablokowanie drogi i uszkodzenie drzewa które było jego mieniem
-sąd skazuje cię na 9000 dolanów grzywny
-musisz sprzedać swój wózek inwalidzki i wszystko co masz przy sobie żeby zapłacić grzywnę
-czołgasz się z sądu do domu
-prosisz przechodniów o pomoc
-przechodnie mówią, że nie ma już obrzydliwego tfu socjalu i nie mają już obowiązku ci pomagać a chcącemu nie dzieje się krzywda
-czołgasz się dalej, jesteś już blisko domu
-spotykasz korwina
-korwin mówi, że ludzie powinni oglądać zdrowych, pięknych, a nie zboczeńców i inwalidów i pozywa cię za szkody moralne jakich doznał podczas oglądanie ciebie
-korwin wynajmuje najlepszego prawnika w korwinlandzie za 9000 dolanów
-przegrywasz, sąd orzeka, że musisz zapłacić korwinowi 9000 dolanów odszkodowania i opłacić koszty sądowe
-nie masz z czego zapłacić
-sąd decyduje, że należy ci wyciąć nerkę i z jej sprzedaży zapłacić korwinowi odszkodowanie i koszta sądowe
-płaci prywatnemu szpitalowi żeby wycięli ci nerkę
-ponieważ sąd nie zapłacił za znieczulenie, czyste narzędzia chirurgiczne ani żadne inne dodatkowe usługi a nie ma już bezsensownych regulacji rynkowych które tylko spowalniały gospodarkę, podczas wycinania ci nerki nożem do masła przez pijanego lekarza wdaje się zakażenie
-prosisz szpital o leczenie bo inaczej spadniesz z rowerka
-szpital odpowiada, że nie udzielają darmowych usług leniom i darmozjadom a chcącemu nie dzieje się krzywda
-szpital wzywa ochronę
-zostajesz wyrzucony na ulicę i umierasz
-pobliski rzeźnik zabiera twoje ciało, kroi i sprzedaje jako mięso ponieważ nie ma już tfu sanepidów i innych tfu lewackich bredni ograniczających przedsiębiorców
-za zarobione pieniądze otwiera drugi zakład i zatrudnia więcej pracowników
-kolejne zwycięstwo wolnego rynku
#heheszki #pasta


Zobacz: https://lurker.land/post/xvsrG1yOS
Data dodania: 1/19/2022, 9:32:19 AM
Autor: cheater

Siedzę w swoim prywatnym radiowozie wstrzykując sobie heroinę w ramię. Czytam gazetę podsumowującą siedem lat rządów Korwina gdy nagle słyszę głośny sygnał. Wrzucam złotówkę żeby aktywować policyjne radio. Odezwał się szef mojej jednostki
- Okropna sprawa, jedna z najgorszych jakie mogły się stać
- Co się stało? Czy ktoś znowu próbował przeszkodzić w legalnym handlu dziećmi na ulicy Pinochetta?
- Znacznie gorzej. W banku w centrum miasta trwa właśnie napad. Ktoś próbuje ukraść tysiąc Bitcoinów
Strzykawka wypadła mi z rąk gdy to usłyszałem
- Jedź tam jak najszybciej. Dorwij tych drani za wszelką cenę... o ile ktoś na wolnym rynku zapłaci nam za to uczciwą stawkę
- Szefie... każda stawka przefiltrowana przez mechanizmy wolnego rynku z definicji będzie uczciwa
- To w tobie lubię, detektywie. Do dzieła
Wrzuciłem złotówkę do syreny na dachu radiowozu i ruszyłem w drogę. Po pięciu minutach wysiadłem z auta tuż przed bankiem. Przeskoczyłem nad prywatnym chodnikiem otaczającym bank - nie miałem czasu żeby kupić bilet na poruszanie się nim. Wpadłem do banku, wyjąłem broń i krzyknąłem:
- Marlboro ® Stać! Chyba, że chcecie skorzystać z prawa do poruszania się
Wszyscy w środku spojrzeli na mnie ze strachem
- Dobra, ktoś w tym banku próbuje ukraść bitcoiny. Kto z was zapłaci mi, bym spróbował temu zapobiec?
Nikt się nie odezwał. Cisza trwała i trwała. Odpaliłem papierosa i wydmuchnąłem dym w ich stronę. Ciężarna kobieta zaczęła kaszleć ale miałem to gdzieś, w zeszłym miesiącu posłowie partii Marlboro przegłosowali zezwolenie na palenie w każdym miejscu w kraju. Jako, że firma Marlboro była też właścicielem mojego posterunku miałem całkiem niezłą zniżkę na ich papierosy
Nagle jeden z mężczyzn stojących w kolejce zerwał się do biegu. Ruszyłem tuż za nim. Miał ogromną przewagę - biegł po chodniku, podczas gdy ja miałem wykupiony voucher na poruszanie się tylko po ulicy. W pewnym momencie wyjął broń, którą mógł oczywiście nosić przy sobie bez żadnych zezwoleń. Strzelił w moim kierunku, ale kula poleciała daleko ode mnie. Szybko włożyłem złotówkę w mój pistolet i wystrzeliłem pół magazynka. Wszystkie kule trafiły w skrzynkę na listy koło złodzieja. Oczywiście zrobiłem to specjalnie. Pieprzona poczta polska, ostatnia niesprywatyzowana firma, cholerny państwowy moloch marnujący pieniądze.
Złodziej przerażony rzucił broń i padł na ziemię. Od razu przyznał się do wszystkiego błagając o litość. Już z daleka rozpoznałem kim był - to jeden z przedstawicieli czerwonej hołoty, były prezes banku centralnego, obecnie bankrut przymierający głodem
- Pójdziesz ze mną mały kurwiu, wasze rządy terroru są już skończone. Nikt nigdy nie będzie już potrzebować waszych kretyńskich regulacji
- Wolny rynek nie rozwiąże wszystkich waszych problemów - wysapał ze łzami w oczach
Uśmiechnąłem się prowadząc go do radiowozu oklejonego reklamami Marlboro. Na okolicznych latarniach wisieli politycy z bandy czworga i homoseksualiści. Dzieci w pocie czoła budowały ogromne wieżowce
- Chciałbyś być teraz w jakimkolwiek innym europejskim kraju? - spytałem go patrząc mu w oczy. Nic nie odpowiedział. Nie było już innych krajów - Unia Europejska doprowadziła wszystko do ruiny, nadmiar tolerancji i regulacji sparaliżował wszystko już w 2022 roku
- Przepraszam - wyszeptał
Popłynęła mi łza. To był pierwszy lewak w mojej karierze, który doznał olśnienia i zrozumiał swój błąd. Mimo wszystko został skazany na dożywotnie przymusowe prace przy pakowaniu papierosów w prywatnym więzieniu. To był dobry dzień. Dobry dzień w porządnym, wolnorynkowym państwie
#heheszki #pasta


Zobacz: https://lurker.land/post/5NCskJ2s_
Data dodania: 1/14/2022, 10:01:56 PM
Autor: postironicznypoweruser

Nie żebym był entuzjastą hitu "Kobiety są gorące", ale nie można nie docenić tego, jak Norbi uczynił z tej letniej piosenki fundament potężnej kariery. No bo zobaczcie - chłopak ma na koncie 1 (słownie: jeden) szlagier. A teraz spójrzcie na festyn dowolnej gminy większej niż 10.000 mieszkańców, albo dni jakiegokolwiek miasta. Na plakacie na pewno zobaczycie uśmiechniętą mordę Norbiego. Dwadzieścia jeden lat, a ten skurwiel dalej potrafi sprzedawać publice jedną i tę samą piosenkę.

Pomyślcie o tym - granie od dwóch dekad w kółko tej samej melodii to nie jest taka bułka z masłem jak mogłoby się wydawać. Wyobraźcie sobie, że wychodzicie na scenę, przed wami godzinny występ, a wy macie w rękawie jeden hit, trwający trzy i pół minuty. Jakich zdolności logistycznych wymaga takie rozłożenie kolejnych bisów, żeby publiczność nie znudziła się, słuchając po raz piąty tego dnia "Kobiety są gorące"?!

Pan Dudziuk wykorzystał swoją szansę od losu w sposób być może najwybitniejszy w historii polskiej muzyki, albo muzyki w ogóle. Otrzymał na pustyni lekko wilgotną ścierkę i wyżymał ją tak, że założył elektrownię wodną na środku Sahary. Nagranie bangera w teorii to jedno, ale to, czy banger chwyci to inna kwestia. "Kobiety są gorące" jako jedyny utwór w dyskografii ostródzianina chwycił, a mimo to do dzisiaj facet trzepie kasę chałturząc po całym kraju. Gdyby Norbi urodził się z jedną ręką i krztyną smykałki do sportu, pewnie regularnie dostawałby oferty walki o mistrzostwo Polski w boksie, jestem w stanie się o to założyć. Aż strach pomyśleć co by było, gdyby on faktycznie miał choć odrobinę więcej talentu kompozytorskiego czy producenckiego. Pewnie na śniadanie jedlibyśmy przemielone CDki "Samertajm", bo wszystkie zasoby na Ziemi szłyby na tłoczenie płyt Norbiego.

Powiecie może, że jechanie na jednym hicie nie jest takie trudne, ale weźcie Gabriela Fleszara. Kto to, kurwa, jest Gabriel Fleszar? No właśnie. On nagrał kiedyś hit "Kroplą deszczu namaluję cię", który ówcześnie był radiową petardą na poziomie "Kobiet…", i co? I gówno, panie oficerze. Słuch po nim zaginął, a piosenkę ledwo kto pamięta, mimo że jest młodsza. A Norbi jak grał po 10 koncertów w miesiącu, tak gra nadal. Założę się, że Fleszar ze starości spadnie z rowerka, a Norbi przyjedzie i zaśpiewa "Kobiety są gorące" nad jego grobem.
https://lelum.pl/wp-content/uploads/2020/02/Norbi-1.jpg
#pasta #heheszki #norbi


Zobacz: https://lurker.land/post/Uz2H6qkoD
Data dodania: 1/13/2022, 11:45:49 PM
Autor: enviador

"Uspokój się, bo cię ten brzydki pan zabierze"
To usłyszałem dzisiaj w sklepie, robiąc zakupy. W scence rodzajowej udział brała mama dziecka, lat 40-coś (albo spracowane 35), dziecko lat około 5 i ja, lat 30. Sytuacja stara jak świat - dziecko drze ryja, rodzic traci argumenty i siłę spokoju, po czym przechodzi do groźby - że zły lud (w tej zaszczytnej roli ja) go zabierze. I niby spoko, bo dziecko przestało płakać ale czemu mnie w to wciągnięto? I czemu brzydki pan? Normalnie bym to olał, pokurwił pod nosem i poszedł dalej. Tym razem jednak mi się ulało.
- No dobra - mówię do matki - co się dzieje?
- O widzi pan! - matka mówi teatralnie, jak w jasełkach - Jasiu się brzydko zachowuje! I ponieważ pan jest brzydki, to może go pan zabrać! BO BRZYDKIE DZIECI IDĄ Z BRZYDKIMI PANAMI (normalnie prawie jak hymn pedofilów).
- Spoko, biorę dzieciaka - patrzę na matkę i mrugam okiem.
Matka zadowolona, że dołączyłem do gry. Jednak ona gra w makao, a ja w pokera na noże:
- Zdrowy jest? - pytam matki.
- Słucham?
- Czy zdrowy? - mówię i podchodzę do dzieciaka. Podnoszę mu wargę, patrzę na zęby, badam oczy. Matka dostała lekkiego pierdolca:
- ALE CO PAN ROBI?
- Sprawdzam, czy zdrowy. Chorego nie biorę, nie będę się znowu męczył, ciężko potem sprzedać.
Matkę zatkało, a ja sięgam po telefon, robię dzieciakowi zdjęcie i udaję, że gdzieś dzwonię:
- No siema, mam towar dla Ciebie. Pięć lat, zdrowy, szatynek, brązowe oczy….-udaję, że słucham — nie, aż taki ładny to nie jest. Na adopcję też średnio. Ale może na części? Czekaj, zaraz zapytam:
- Chłopczyk siusia regularnie? Nerki w porządku?
Matka wyrwała do chłopca i zaczęła z nim uciekać. Ja za nią krzyknąłem:
- NO I CO PANI CZAS ZABIERA, JA TU POWAŻNY HANDEL PROWADZĘ A PANI TAK!
Kilka osób się spojrzało, ale w Poznaniu wariatów nie brakuje. Dokończyłem zakupy śmiejąc się pod nosem. A wszystko dlatego, że nazwała mnie brzydkim…
_____
Autor: Piotr Grzesiak

#pasta #sklep #heheszki #dzieci


Zobacz: https://lurker.land/post/JLMMA8oq5
Data dodania: 1/12/2022, 7:16:57 PM
Autor: emrys_vledig

Nie uwierzycie co mi się przed chwilą przydarzyło. Poszedłem jak zwykle po pracy na zakupy do domu, kupiłem chleb, wodę i papier toaletowy. No i kasjerka mi kasuje te zakupy i mówi 86 zł. A ja miałem tylko 30 zł ze sobą bo myślałem jeszcze po starych cenach i nie miałem jak zapłacić.
Nagle ktoś podsuwa do kasjerki banknot 500 zł z wizerunkiem Lecha Kaczyńskiego i płaci za mnie. Odwracam się a tam Prezes Narodowego Banku Polskiego a zarazem Przewodniczacy Rady Polityki Pieniężnej prof. Adam Glapiński. Mówię do niego dziękuję bardzo panie profesorze, proszę mi zostawić numer konta żebym mógł panu oddać to 500 zł. A on mówi, że nie trzeba bo ma tych banknotów mnóstwo bo ostatnio z Mateuszem drukowali cały tydzień i nie ma już gdzie tego upychać, a poza tym zanim dojdzie przelew to i tak to już będzie nic nie warte.
Podziękowałem i zacząłem się kierować do wyjścia. To jeszcze na odchodne powiedział mi że jak chodzę to żebym raczej tak powoli szurał idąc, bo on nie lubi jak się za szybko stopy podnosi.
#heheszki #inflacja #pasta #bekazpisu #takbyloniezmyslam


Zobacz: https://lurker.land/post/vgWoXnYC0
Data dodania: 1/2/2022, 2:20:07 PM
Autor: beconase

1. Bądź właścicielem plantacji trzciny.
2. Przychodzi burza.
3. Potężna wichura.
4. Łamie duże drzewa.
5. Trzciną zaledwie tylko kołysze.
6. Profit
#pasta #heheszki


Zobacz: https://lurker.land/post/DxdxR2rq7
Data dodania: 1/2/2022, 2:07:45 PM
Autor: beconase

Ja pierdolę, ludzie w technikum wyglądają wszędzie tak samo
Patrząc od lewej:
1. Dyrektor Technikum - bardzo fajny gość, można u niego załatwić wszystko. Zawsze bije od niego uśmiech i zapach Brutala. Podobno lubi sobie chlapnąć... chociaż w sumie, kto nie lubi.
2. Daniel - klasowy jebaka-żigolo, człowiek widmo 51% frekwencji. Nie opuścił ani jednej imprezy.
3. Matematyczka - boi się, że nie zdadzą matury, są jej najgorszą klasą.
4. Grzesiek - pracuje po szkole w warsztacie ojca, w wolnych chwilach grzebie przy swojej E36.
5. Wuefista - jest 3 razy starszy od nich i ma 3 razy lepszą kondycje od nich wszystkich razem wziętych. Ostry i stanowczy - lepiej go nie denerwować i zawsze mieć strój. Nigdy nie zdejmuje gwizdka z szyi.
6. Łukasz - klasowy kujon, zawsze przygotowany. Mimo to dobry kolega, zawsze da odpisać zadanie.
7. Pan Andrzej - przedmioty zawodowe, bardzo wymagający.
8. Dawid - klasowy cwaniaczek, nie bardzo lubiany, choć zawsze potrafi się zsolidaryzować, gdy trzeba całą klasą spierdolić z 3 ostatnich lekcji
9. Sebastian - klasowy sebix. Wykorzystuje kontakty z bloków, dzięki czemu jest głównym nadwornym monterem stuffu. Jego brat kończy niedługo wakacje we Wronkach.
#pasta #heheszki


Zobacz: https://lurker.land/post/xkrswgRcx
Data dodania: 1/2/2022, 1:07:59 PM
Autor: beconase

Wymyśliłem wczoraj nową grę miejską.

Wyobraźcie sobie lokal: Multitap. Białe, gołe ściany. Meble z europalet. Muzyka jakby ktoś łączył się do Internetu w latach 90. Rzutnik rzuca na ścianę psychodeliczne obrazki z Internetu.
Za barem pan znający się na piwie – z niejednego pokala piwo wąchał. Tunele, tatuaże, licencjat z socjologii, pęknięty ajfon, fryzura jak samuraj.

Na kontuarze w trzech rzędach, łukiem stoją butelki piwa różnych kształtów i wielkości. Każde jedno zostało uwarzone przez kogoś, kto zna różne nazwy chmielu i ma bardzo dużo postów na forum piwowym. Wszystkie są tak kurwa gorzkie, że wypada dodatkowo brać wodę, żeby je popijać.

W kuchni kucharz-artysta robi koktajl z jagód wojny według Goi i zapieka jarmuż w batatach, przez co w całej knajpie jebie jak w zoologicznym.

Przy stolikach same Taki Hemingłeje i Moniki Brodki. Taki – bystre obserwatory wielkomiejskiego życia w Warszawie – opowiadają o wielkomiejskim życiu w Warszawie, a Moniki Brodki z całych sił próbują zapomnieć Nowy Targ.

Czaicie typ knajpy?
No.

To moja gra polega na tym, żeby do takich miejsc nie chodzić.

#pasta #heheszki