Lurker.land - tag #ewolucja

Skokowy rozwój mózgu człowieka – ingerencja z zewnątrz?

Zobacz: https://lurker.land/post/QEtdIqERQ
Data dodania: 5/26/2022, 10:10:27 PM
Autor: lcoyote

#prehistoria #ciekawostki #ewolucja #dziwnosci #czlowiek #mozg
https://presume.pl/skokowy-rozwoj-mozgu-czlowieka-ingerencja-zewnatrz


Pozaziemskie istoty przypominające ludzi? Tak twierdzi naukowiec z Uniwersytetu w Cambridge.

Zobacz: https://lurker.land/post/kGRp7EosC
Data dodania: 2/1/2022, 8:16:41 AM
Autor: jacman

https://whatnext.pl/pozaziemskie-istoty-wyglad-ewolucja-konwergencja/

Simon Conway Morris z Uniwersytetu w Cambridge twierdzi, że w różnych zakątkach wszechświata ewolucja może przebiegać tak, jak na Ziemi. W efekcie lata świetlne stąd mogą przebywać istoty przypominające ludzi.

Podstawę takiego rozumowania stanowi tzw. konwergencja, czyli pojęcie odnoszące się do biologii ewolucyjnej. Najprościej mówiąc, możemy opisać konwergencję jako pojawianie się podobnych cech u odlegle spokrewnionych organizmów, które są od siebie oddalone, lecz zamieszkują podobne ekosystemy.

Oczywiście takie zjawisko zostało jak na razie zaobserwowane jedynie w ziemskich środowiskach. Wygląda jednak na to, że ewolucja jest na tyle uniwersalnym procesem, by zachodziła na podobnych zasadach również w innych częściach wszechświata. Przykładem konwergencji na Ziemi jest choćby niezależne pojawienie się zdolność lotu u ptaków, nietoperzy, owadów i pterozaurów. Z kolei oczy najprawdopodobniej wyewoluowały z osobna na naszej planecie aż 40-krotnie.

Pozaziemskie istoty powinny zdaniem Morrisa wyewoluować w podobnym sposób jak ludzie
Z tego względu Morris zakłada, iż prawdopodobieństwo wyewoluowania czegoś analogicznego do człowieka w innej części wszechświata jest dość wysokie. Biorąc pod uwagę liczbę potencjalnych planet, na których powinny występować warunki umożliwiające przetrwanie życia, otrzymujemy ogromną liczbę potencjalnie zamieszkałych światów. To z kolei może prowadzić do scenariusza, w którym na takiej egzoplanecie występują dwunożne, przypominające ludzi istoty.

Z drugiej strony, nie wszyscy naukowcy podzielają stanowisko Morrisa. Na przykład Stephen J. Gould przekonywał, że gdyby możliwe byłoby wciśnięcie przycisku RESET związanego z ewolucją życia na Ziemi, to wystąpiłoby niewielkie prawdopodobieństwo ponownego pojawienia się na niej ludzi. Nie można też zapominać o wpływie grawitacji, temperatur, promieniowania czy dostępnych składników na przebieg ewolucji.

#nauka #kosmos #ewolucja #życiepozaziemskie


Zobacz: https://lurker.land/post/evGM21Bmw
Data dodania: 9/30/2021, 12:29:17 PM
Autor: nuubeczek

Hahahaha, ale dzisiaj parschnąłem śmiechem.
W proponowanych pojawił się filmik bełkotu, w którym podobno rozprawia się z książka od religii do szkół i pierwsze co zobaczyłem na samym poczatku to:

wiem że to podręcznik który został wydany już kilka lat temu, jednak do tej pory nie widziałem tego fragmentu, o którym mowa w odcinku

Potem pokazał screen z facebooka (???) i na tym oparł cały swój monolog o tym jaka religia jest zła i o ewolucji.
Ten człowiek chyba nie może być poważny.
Zobaczył jeden screen niewiadomo skąd i od kogo, wyrwany z kontekstu podręcznika i na tym nagrał ten swój filmik z rantem. A co jeżeli w podręczniku po prostu przedstawiono oba światy, pro i anty ewolucyjne? I próbowano w tym podręczniku zachęcić dzieci do krytycznego myślenia? Albo czy ten fragment nie był zfabrykowany od samego początku?
Niby naukowiec, a łatwo go okłamać i zmanipulować jak jakąś nastolatke z twittera.

https://www.youtube.com/watch?v=6JlHKIrNud0

#heheszki #religia #szkola #kosciol #ewolucja #nauka


Hipoteza Wodnej Małpy - skąd pochodzimy? Czy człowiek wyewoluował z małpy brodzącej w wodzie?

Zobacz: https://lurker.land/post/m5BcASWkx
Data dodania: 7/25/2021, 9:59:13 PM
Autor: puech

https://youtu.be/watch?v=O7LiYK4WhCw
#biologia #ewolucja #ciekawostki


"Wszystkie jutra" Przyszłość ludzkości na przestrzeni najbliższego biliona lat.

Zobacz: https://lurker.land/post/MTGgPsrTt
Data dodania: 6/18/2021, 10:11:06 AM
Autor: andrzej_zielinski

"All Tomorrows" (Wszystkie jutra) to powieść napisana i ilustrowana przez C. M. Kosemena.
Puszczając wodze wyobraźni autor wysyła nas w odległą przyszłość, gdzie gatunek ludzi jaki znamy ewoluuje, zmienia się oraz staje się czymś abstrakcyjnie obcym.

Aury dziwności dodają ilustracje, małe koszmarki tego co może nadejść.
https://youtu.be/imNtSPM3-r4

#scifi #ciekawostki #ksiazki #ewolucja #czlowiek #ludzkosc #kosmos #historia


Ciekawy wykład ukazujący absurdy teorii ewolucji

Zobacz: https://lurker.land/post/_AUCeX2L-
Data dodania: 4/19/2021, 10:48:43 AM
Autor: omenksgw

#ewolucja Ciekawy wykład ukazujący absurdy teorii ewolucji. https://www.youtube.com/watch?v=G6W83mbhWLQ


Zobacz: https://lurker.land/post/ORQ-GvnjP
Data dodania: 2/28/2021, 6:13:01 PM
Autor: laffey

Czego drzewa mogą nauczyć nas o ludzkiej inteligencji?
Poziom abstrakcji: Zrozumiały

Pięć milionów lat temu przodkowie lwów rządzili dniem, przodkowie wilków wędrowali nocą. Rządzące drapieżniki były uzbrojone w zęby i pazury - ostre, twarde krawędzie tnące, wspierane przez silne mięśnie. Ich ofiara w samoobronie wyewoluowała pancerne pociski, ostre rogi, toksyczne jady, kamuflaż. Wojna trwała przez setki eonów i niezliczone wyścigi zbrojeń. Wielu przegranych zostało usuniętych z gry, ale nie było śladu zwycięzcy. Tam, gdzie jeden gatunek miał muszle, inny gatunek ewoluował, by je rozłupać; tam, gdzie jeden gatunek stał się trujący, inny ewoluowałby, by tolerować truciznę. Każdy gatunek miał swoją prywatną niszę - bo któż mógł jednocześnie mieszkać w morzach, niebie i na lądzie? Nie było ostatecznej broni, ostatecznej obrony i nie było powodu, by sądzić, że coś takiego jest możliwe. Potem nadszedł Dzień delikatnych istot. Nie mieli zbroi. Nie mieli pazurów. Nie mieli jadu. Gdybyś zobaczył film ukazujący wybuch jądrowy i powiedzieliby ci, że zrobiła to ziemska forma życia, nigdy w swoich najśmielszych snach nie wyobraziłbyś sobie, że delikatne istoty mogą być odpowiedzialne za to na tle innych gatunków.
Inteligencja okazała się najlepszą bronią jak i obroną.

Sekwoje

Kalifornia jest domem dla najwyższego gatunku drzewa na świecie: Sequoia sempervirens - Sekwoja wieczniezielona.

Najwyższy żyjący okaz wznosi się na wysokość 115 metrów i zwie się "Hyperion". Historycznie niektóre z nich mogły być nawet wyższe, istnieją dowody na to, że sekwoje osiągały 122 metry i więcej. Jest to mniej więcej wysokość, na której przestaje działać kapilarne działanie wody; jeśli drzewo jest wyższe, nie jest w stanie doprowadzić wody od korzeni do najwyższych liści. Wysokość nie jest jednak tania, zarówno w przypadku sekwoi, jak i każdego innego drzewa. Wymaga dużo energii i materiału, aby rosnąć w górę i pozostać w pozycji stojącej w obliczu wiatru i grawitacji - energii i materiału, który w innym wypadku mógłby być przeznaczony na wzrost korony wszerz (aby zebrać więcej światła słonecznego), wzmocnienie swoich korzeni i rozprzestrzeniania więcej nasion (w nadziei posiadania więcej dzieci). Więc po co się męczyć? Dlaczego drzewa wkładają tak wiele wysiłku w pionowy wzrost?

Cóż, to zależy od gatunku. Niektóre rosną wysoko, aby utrzymać ich liście z dala od roślinożerców. Najsłynniejszym tego przykładem jest ewolucyjny wyścig zbrojeń pomiędzy drzewem akacjowym a żyrafą, który przebiega mniej więcej tak:

Żyrafy jedzą liście akacji. Wyższe akacje zachowują więcej liści, dzięki czemu lepiej przeżywają i mają więcej potomków. Tak więc przez dobór naturalny, akacje ewoluują, aby być wyższe. Teraz jednak na żyrafy wywierana jest presja selekcyjna, gdyż nie zawsze mogą one dosięgnąć liści nowych, wyższych akacji. To daje wyższym żyrafom przewagę, dzięki czemu są lepiej odżywione i pozostawiają więcej potomków. Tak więc przez dobór naturalny, żyrafy ewoluują, aby być wyższe. Powtarzaj kroki 1 i 2, aż uzyskasz charakterystyczną geometrię akacji i charakterystyczną szyję (i nogi) żyrafy:

Dlatego drapieżnictwo jest powodem, dla którego niektóre gatunki (takie jak akacja) rosną wysoko. Ale zdecydowana większość gatunków drzew robi to, ponieważ muszą konkurować o światło słoneczne. Las to bardzo konkurencyjne miejsce, a światło słoneczne to ważny zasób, którego tym mniej im niżej w stronę ściółki. A nawet jeśli jesteś sekwoją, najwyższym ze wszystkich gatunków drzew, nadal musisz się martwić o dostateczną ilość słońca, ponieważ znajdujesz się w lesie innych sekwoi.

Tak więc sekwoja jest zamknięta w ewolucyjnym wyścigu zbrojeń ("wyścigu wysokości") z samą sobą. Rośnie wysoko, ponieważ inne sekwoje są wysokie, i jeśli nie włoży większości wysiłku w jak najszybszy wzrost, dosłownie uschnie i umrze w cieniu swoich rywali. Teraz załóżmy, że natrafiliśmy na samotne drzewo (sekwoję lub inne) na otwartym polu, górujące daleko, daleko ponad innymi roślinami i zwierzętami, bez innych drzew w pobliżu. Oto na przykład palma woskowa w dolinie Cocora w Kolumbii:

To niesamowite, prawda? Scena wygląda dziwnie, a nawet niepoprawnie, bo nie wygląda to tak, jak zwykle robi to natura. Dlaczego drzewo miałoby marnować swoją energię rosnąc tak wysoko nad otwartym polem? Czy nie zostałby on pokonany przez niższy odpowiednik, który więcej energii przeznaczałby na reprodukcję? Tak. Możemy więc rozsądnie wywnioskować, że otwarte pole nie jest rodzimym środowiskiem palmy woskowej. Zamiast tego musiał wyewoluować w gęstym lesie. Właściwie, jak się okazuje, niezwykle gęstym.

Wysokość palmy woskowej ma więc sens - ale tylko w odpowiednim kontekście. Możemy to przekształcić w zasadę: Gdziekolwiek znajdziemy wysoki organizm, możemy rozsądnie wywnioskować, że ewoluował on w środowisku przodków z innymi wysokimi rzeczami. To nie jest prawo fizyki; nie jest to ściśle, w 100% konieczne; ale jest to dobra ogólna heurystyka.

Rozważmy teraz istotę ludzką.
Podobnie jak sekwoja czy palma woskowa, nasz gatunek ma pewną charakterystyczną cechę: jesteśmy najbardziej inteligentnymi i elastycznymi behawioralnie stworzeniami na naszej planecie. Pytanie brzmi - dlaczego jesteśmy tak inteligentni i elastyczni w naszym zachowaniu? Jeśli pomyślimy o Homo sapiens jak o samotnej palmie na otwartej łące, górującej inteligencją nad pozbawionym mózgu polem - to oczywiście będziemy zdziwieni. Taka inteligencja wydawałaby się nie na miejscu, niecodzienna, niepotrzebna:
*kocham painta*

Ale oczywiście nie jest to właściwy sposób myślenia o tym. Nie ewoluowaliśmy na pustej łące, mówiąc metaforycznie; ewoluowaliśmy w gęstym lesie. I podobnie jak sekwoja i palma, konkurowaliśmy nie przede wszystkim z innymi gatunkami, ale przeciwko sobie nawzajem:

Najwcześniejsi Homo sapiens żyli w małych, zwartych grupach liczących od 20 do 50 osobników. Były to nasze „gaje” lub „lasy”, w których rywalizowaliśmy nie o światło słoneczne, ale o zasoby bardziej odpowiednie dla naczelnych: pożywienie, seks, terytorium i status społeczny. I po części musieliśmy na to zasłużyć, przechytrzając i przyćmiewając naszych rywali. To właśnie w tej walce, podobnie jak sekwoje, rozwinęliśmy niektóre z naszych najbardziej charakterystycznych cech.

Na koniec polecam na swój sposób pouczającą lekką animacje "Były sobie człowieki" opowiadającą o ewolucji człowieka. (To jest tylko urywek)
https://www.youtube.com/watch?v=fBa8YfHHp4g&t=6s

Więcej podobnych treści znajdziesz pod tagiem #frgtn

#inteligencja #IQ #ewolucja #biologia #czlowiek #spoleczenstwo


Zobacz: https://lurker.land/post/AovzGefi9
Data dodania: 1/25/2021, 9:53:47 AM
Autor: michwsek

Mars przechodził przez wiele zlodowaceń

W ciągu ostatnich 30-800 mln lat Czerwona Planeta mogła przejść przez 6 do 20 epok lodowcowych. To wynik analizy zdjęć nadesłanych przez sondę Mars Reconnaissance Orbiter.

Jak wyjaśniają planetolodzy z Colgate University, na Ziemi ostatnia epoka lodowcowa miała swój szczyt ok. 20 tys. lat temu. Potem lodowe masy wycofały się w rejony polarne.

Jednak na Marsie było inaczej – lodowce nigdy nie ustąpiły. Przykryte osadami pozostały obecne na zimnej powierzchni planety przez ponad 300 mln lat.

„Wszystkie te skały i piasek niesiony przez lód pozostały na powierzchni. To jakby umieścić lód w chłodziarce pod tymi wszystkimi osadami” – mówi prof. Joe Levy, autor publikacji, która ukazała się w piśmie „Proceedings of National Academy of Sciences”.

Geolodzy nie potrafili jednak stwierdzić, czy wszystkie lodowce powstały w trakcie jednej dużej epoki lodowcowej, czy w trakcie rozłożonych na miliony lat krótkich wydarzeń tego typu.

Epoki lodowcowe to tymczasem wynik zmian w nachyleniu osi planety, więc rozwikłanie historii lodowców może naukowcom wiele powiedzieć o historii planety i jej klimatu. Może nawet udzielić wskazówek o tym, jakiego rodzaju skały, gazy, a nawet potencjalnie mikroorganizmy mogą być uwięzione w lodzie.

„Istnieją naprawdę dobre modele orbitalnych parametrów Marsa dla ostatnich 20 milionów lat” – mówi prof. Levy. Jednak dodaje: „Po tym czasie modele zaczynają stawać się chaotyczne”.

Badacz postanowił zbadać skały na powierzchni lodowców.

Ponieważ, jak naukowcy wstępnie założyli, skały ulegały ciągłej erozji, stopniowe przechodzenie większych skał w mniejsze wraz ze spadkiem wysokości, wskazywałoby na jedną długą epokę lodowcową.

Z pomocą zdjęć przesłanych przez sondę Mars Reconnaissance Orbiter o rozdzielczości 25 cm planetolodzy sprawdzili 45 lodowców. Taka rozdzielczość, jak podrkeśla prof. Levy, pozwoliłaby dostrzec obiekt wielkości stołu.

Ponieważ jednak sztuczna inteligencja nie radziła sobie nawet z analizą zdjęć, zadania tego podjęło się dziesięcioro studentów, którzy policzyli i zmierzyli ok 60 tys. skał.

„Przeprowadziliśmy coś w rodzaju wirtualnych badań terenowych, chodząc w górę i w dół tych lodowców i analizując głazy” – opowiada prof. Levy.

Niestety, jak się okazało, skały układają się inny, pozornie wręcz losowy sposób.

Badacze jednak zdali sobie sprawę, że wcale nie liczy wielkość skał, bo podróżujące wewnątrz lodowca kamienie nie ulegały erozji. Jednocześnie ich rozkład jest nieprzypadkowy, lecz układją się w wyraźne pasma, wyznaczając granice osobnych okresów płynięcia lodu,.

Okresy te odpowiadają zmianom nachylenia osi planety.

Na podstawie tych informacji naukowcy twierdzą, że Mars w ciągu ostatnich 300-800 mln lat przeszedł przez 6 do 20 zlodowaceń.

„Nasza publikacja prezentuje pierwszy geologiczny dowód na to, jak orbita i oś Marsa mogły się zachowywać w czasie setek milionów lat” – podkreśla prof. Levy.

To nie jedyne informacje, jakie można uzyskać.

„Lodowce to małe kapsuły czasowe z zapisem tego, co znajdowało się w marsjańskiej atmosferze. Wiemy teraz, że mamy dostęp do setek milionów lat marsjańskiej historii bez konieczności wiercenia głęboko w skorupie. Możemy po prostu odbyć wycieczkę po powierzchni” – tłumaczy.

Naukowiec wskazuje nawet na możliwość znalezienia kiedyś śladów życia. „Jeśli na Marsie obecne były jakieś biomarkery, także będą uwięzione w lodzie” – zaznacza.

Jednocześnie odkrycie pomoże przyszłym marsonautom. Kiedy będą np. wydobywać z lodowców wodę, będą wiedzieli, aby uważać na ukryte w nich pasy skał, które mogą stwarzać ryzyko w czasie wierceń.

Badacze obecnie pracują nad stworzeniem map pozostałych lodowców planety.

Liczą przy tym, że z pomocą zebranych już danych uda im się wytrenować sztuczną inteligencję, tak aby analizowała kolejne zdjęcia.

W ten sposób uda się zrobić kolejny krok w stronę zrozumienia historii Marsa.

„Wiele pracy trzeba jeszcze wykonać, aby rozwikłać szczegóły przeszłości klimatu Marsa. Dotyczy to określenia kiedy i gdzie było wystarczająco ciepło i mokro, aby powstały solanki i ciekła woda” – mówi naukowiec.

Więcej na ten temat:

https://www.colgate.edu/news/stories/colgate-planetary-geologist-publishes-groundbreaking-analysis-mysterious-martian

https://www.pnas.org/content/118/4/e2015971118

źródło: https://www.magnapolonia.org/mars-przechodzil-przez-wiele-zlodowacen/

#mars #kosmos #ewolucja #planeta #nauka #


Ewolucja vs Bóg - to się wyklucza?

Zobacz: https://lurker.land/post/POSNl7Xtd
Data dodania: 11/25/2020, 1:02:18 PM
Autor: rmweb

Kubań i Łuksza - Fizyka Życia #ciekawostki #zycie #ewolucja #filozofia


#HomoSapiens ciągle ewoluuje, potwierdzają to badania tętnic przedramienia

Zobacz: https://lurker.land/post/zCMm_tQUc
Data dodania: 10/12/2020, 2:41:42 PM
Autor: ziemianin

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #mikroewolucja #przedramiona #tetnica #tetnicasrodkowa #czlowiek #ewolucja #HomoSapiens

Nowe badanie opublikowane w Journal of Anatomy dowiodło, że Homo sapiens (czyli my) nie skończyliśmy jeszcze z ewolucją.

Badanie przeprowadzone przez naukowców z University of Adelaide wykazało, że nasze przedramiona zawierają przekonujące dowody na to, że wciąż ewoluujemy, choć na małą skalę, ponieważ częstość występowania naczynia krwionośnego zwanego tętnicą środkową znacznie wzrosła od końca XIX wieku.

W fazie embrionalnej naszego rozwoju tętnica środkowa jest głównym naczyniem transportującym krew do przedramienia i dłoni. W przeszłości tętnica pośrodkowa zanikała, ponieważ zastępowały ją tętnice promieniowe i łokciowe. Odkrycia naukowców pokazują, że nie tylko tętnica środkowa nie znika u niektórych osób, ale ludzie ci stanowią coraz większą grupę.

Badanie szacuje, że około jedna na trzy osoby zachowuje tę środkową tętnicę, a statystycznie oczekuje się, że ten trend będzie się utrzymywał, ponieważ tętnica środkowa staje się coraz bardziej powszechna jako stała cecha ludzkiego przedramienia. Kiedy okaże się, że u ponad 50 procent ludzi występuje „anormalność”, przestanie ona być nienormalna i stanie się nową normą dla anatomii człowieka.

Schemat przedstawia położenie tętnicy środkowej u osób, które zachowują swoją tętnicę po urodzeniu. Zdjęcie: IFLScience

Naukowcy nazwali tę zmianę „mikroewolucją”, ponieważ chociaż według ich szacunków współcześni ludzie ewoluują w szybszym tempie niż na jakimkolwiek etapie w ciągu ostatnich 250 lat, zmiana jest niewielka.

„Od XVIII wieku anatomowie badali częstość występowania tej tętnicy u dorosłych, a nasze badanie wyraźnie się zwiększa” – powiedział autor badania, dr Teghan Lucas w oświadczeniu. „Częstość występowania wynosiła około 10% wśród osób urodzonych w połowie lat osiemdziesiątych XIX wieku w porównaniu z 30% wśród osób urodzonych pod koniec XX wieku, co oznacza znaczny wzrost w dość krótkim okresie czasu, jeśli chodzi o ewolucję.

„Ten wzrost mógł wynikać z mutacji genów zaangażowanych w rozwój tętnicy środkowej lub problemy zdrowotne u matek w czasie ciąży, lub w rzeczywistości z obu tych przyczyn. Jeśli ten trend się utrzyma, większość ludzi będzie miała środkową tętnicę przedramienia do 2100 r.”

Jakie dokładnie korzyści doprowadziły do zatrzymania tej tętnicy, nie jest jasne, ale naukowcy uważają, że jest to korzystna cecha anatomiczna, ponieważ zwiększa ogólny dopływ krwi do przedramienia i dłoni. Mamy nadzieję, że może być nawet używana podczas operacji jako zamiennik uszkodzonych naczyń w innych częściach ciała.

Zdaniem naukowców ta mikroewolucja tętnicza łączy kilka przykładów pokazujących, jak zmienia się anatomia człowieka w czasie.

Starszy autor, profesor Maciej Henneberg, powiedział: „To jest mikroewolucja u współczesnych ludzi, a tętnica środkowa jest doskonałym przykładem tego, jak wciąż ewoluujemy, ponieważ osoby urodzone niedawno mają większą częstość występowania tej tętnicy w porównaniu z ludźmi z poprzednich pokoleń”.


Teoria ewolucji największe kłamstwo pseudo nauki

Zobacz: https://lurker.land/post/GfHQWtKwU
Data dodania: 8/22/2020, 7:40:27 PM
Autor: konfederatarn

"Prawdopodobieństwo przypadkowych narodzin życia, jest porównywalne z prawdopodobieństwem powstania kompletnego słownika w wyniku eksplozji w drukarni"

Dr Edwin Conklin

#ewolucja #wiara #bekazlewactwa #biologia


Zobacz: https://lurker.land/post/MOGV54gBa
Data dodania: 7/29/2020, 4:28:36 PM
Autor: 12358

Lurker- ewolucja. #ewolucja #lurker #v3


Naukowcy odkryli podstawy mowy u szympansów

Zobacz: https://lurker.land/post/S5aY0A3qA
Data dodania: 6/27/2020, 10:19:07 PM
Autor: deux

Brytyjscy biolodzy odkryli, że szympansy, komunikując się ze sobą, wykonują pewne ruchy ustami, których rytm zaskakująco pokrywa się z rytmem ludzkiej mowy. Nowe badanie sugeruje, że jest to odpowiedź na pytanie, skąd pochodzi ludzka mowa. Wyniki zostały opublikowane w czasopiśmie Biology Letters.

#ciekawostki #zwierzeta #nauka #ewolucja


Strefa wolna od wilków Ktoś zapytał w jaki sposób zostaliśmy owcami...

Zobacz: https://lurker.land/post/vu9cgjCe3
Data dodania: 4/26/2020, 6:07:56 PM
Autor: filigranowygucio

#ludzie #wilki #spoleczenstwo #owce #ewolucja


Jak mięso zmieniło człowieka?

Zobacz: https://lurker.land/post/y46U2as21
Data dodania: 12/17/2019, 7:41:08 PM
Autor: ziemianin

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #swiat #natura #czlowiek #mieso #ewolucja

Większy mózg, mniej włosów, ciemniejsza skóra – mięso zmieniło ludzi na wiele sposobów. Stało się symbolem władzy, bogactwa, męskości. Jak się zaczęła i dokąd prowadzi nasza mięsożercza obsesja?

Jak mięso zmieniło człowieka?

Sześćdziesiąt pięć milionów lat temu małe kudłate zwierzę, przypominające skrzyżowanie wiewiórki ze szczurem, skakało z gałęzi na gałąź w poszukiwaniu soczystych owoców. Purgatorius (tak nazwano to stworzenie), podobnie jak i inni wcześni przodkowie człowieka, nie jadał mięsa. W terminologii współczesnej był frutarianinem – opierał swoją dietę na owocach.

Przez dziesiątki milionów lat nasi przodkowie byli weganami: poczynając od purgatoriusa, pierwszego znanego nam przedstawiciela rzędu naczelnych, po bardziej znajomo wyglądających australopiteków. Badania ich zębów wykazują, że do ok. 15 mln lat temu żywili się głównie owocami. Nieco później, na przedsionku okresu paleolitycznego, masywne trzonowce sugerują przejście na dietę trudniejszą do rozdrobnienia: liście drzew, korę, trawy. Gdyby ci przodkowie człowieka spróbowali współczesnego obiadu opartego na mięsie, nie byliby go w stanie strawić. Spora dawka schabowych mogłaby się dla nich wręcz skończyć śmiercią wskutek skrętu kiszek. Ich przewody pokarmowe, z charakterystycznym dla roślinożerców pokaźnym jelitem ślepym, nie były przystosowane do trawienia mięsa.

Od orzechów do mięsa

Zdaniem naukowców tym, co przygotowało nas na dietę mięsną, były orzechy i nasiona. Kaloryczne, tłuste, przyczyniły się do zmniejszenia jelita ślepego homininów i rozwoju jelita cienkiego, gdzie są trawione tłuszcze. To dzięki orzechom i nasionom 2,5 mln lat temu nasi krewni mogli wreszcie zabrać się za mięso. Przy czym nikt do końca nie wie, dlaczego właściwie zaczęli je jeść. Zdaniem takich naukowców, jak Katharine Milton z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, to zmiany klimatu przyczyniły się do modyfikacji diety homininów. Afrykańska kolebka ludzkości ochłodziła się wówczas i wyschła. Obfitujące w owoce i nasiona lasy ustąpiły miejsca sawannom, których trawy stały się pożywieniem coraz liczniejszych roślinożerców: antylop, żyraf, gazeli. Te zaś z kolei często padały ofiarą ówczesnych drapieżników – od ogromnych tygrysów szablozębnych po polujące hieny Chasmaporthetes. Nasi przodkowie, których dotychczasowe pożywienie stało się trudniejsze do znalezienia, musieli w miarę często trafiać na niedojedzone ofiary mięsożerców. Czemu więc nie spróbować?

Najstarsze dowody znaleziono w Gonie w północnej Etiopii. To liczące sobie jakieś 2,5 mln lat kości Hippariona, wymarłego już gatunku konia, na których przodkowie człowieka zostawili nacięcia – ślady po kamiennych narzędziach używanych do ćwiartowania. Ponieważ jednak było to znalezisko dość odosobnione, naukowcy uważają, że dopiero jakieś pół miliona lat później hominini zabrali się za jedzenie mięsa na dobre. W 2012 r. paleoantropolodzy ze Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii odkryli na wybrzeżu Jeziora Wiktorii w Kenii tak duże zbiorowisko pociachanych kości zwierząt, że rozwiało to wątpliwości co do mięsożerności mieszkańców Afryki sprzed 2 mln lat.

Czym delektowali się ówcześni przodkowie? Czym się dało: od gigantycznych wymarłych słoni z gatunku Deinotherium (mierzyły 4 m od ziemi do nasady szyi), przez hipopotamy i nosorożce, po żaby i jeże. Nie oznacza to jednak, że już przed 2 mln lat hominini byli sprawnymi myśliwymi. Raczej sprawnymi… padlinożercami. Początkowo, twierdzą naukowcy, albo jadali to, co zostało po ucztach innych drapieżców, albo odganiali tych drapieżców od upolowanej ofiary. Można to ocenić po kościach, jakie obrabiali; często do jedzenia zostawały im mniej smakowite kąski, jak szpik czy mózgi. Dopiero znaleziska ponacinanych kości z tych części zwierzyny, które lwy czy gepardy lubią najbardziej i zjadają w pierwszej kolejności (jak mięsiste nogi), sugerowały, że kolację hominini upolowali sobie sami.

Znalezione czy upolowane mięso poważnie zmieniło przodków człowieka. Niektórzy naukowcy, z Henrym T. Bunnem, profesorem antropologii z University of Wisconsin-Madison, na czele, posuwają się wręcz do twierdzenia, iż „mięso zrobiło z nas ludzi”. Po pierwsze, to prawdopodobnie właśnie dzięki jadaniu mięsa mózg przodków człowieka mógł się znacznie powiększyć. Mózg to kosztowny organ – zużywa 20–25 proc. energii potrzebnej do działania całego organizmu. Dieta w stylu australopiteków (liście, kora) była mało kaloryczna i pełna błonnika – jak mówią paleoantropolodzy – zbyt niskiej jakości, by utrzymać duży mózg. Według teorii sformułowanej jeszcze w 1995 r. przez Leslie Aiello, profesor paleoantropologii z University College w Londynie, i Petera Wheelera z John Moores University w Liverpoolu to właśnie mięso, kaloryczny pokarm pełen białka, mikroelementów i witamin, pozwoliło przodkom wykarmić ich coraz większe mózgi.

Po drugie, to że hominini weszli do grupy drapieżców i zaczęli konkurować z tak niebezpiecznymi zwierzętami, jak lwy czy tygrysy szablozębne, pchnęło ewolucję w kierunku coraz większej postury ciała (dużemu łatwiej odgonić lwa od upolowanej antylopy). Już 1,7 mln lat temu Homo był 50 proc. większy od przeciętnego australopiteka. Po trzecie, polowanie przyczyniło się do… łysienia. Ściganie zwierzyny to forsowna aktywność. Dobrze, by ciało myśliwego było w stanie efektywnie pozbyć się nadmiaru wytwarzanego ciepła, stąd też przodkowie zaczęli tracić futro i bardziej się pocić. W porównaniu z bliskimi krewnymi, szympansami, pocimy się znacznie bardziej, szczególnie na plecach i klatce piersiowej. Ok. 1,5 mln lat temu, gdy hominini byli już na dobre mięsożercami, pojawiła się też mutacja w genach odpowiedzialnych za wariacje w kolorze skóry. Dzięki ciemniejszej pigmentacji coraz bardziej wyeksponowana skóra przodków mogła być chroniona przed afrykańskim słońcem.

Co więcej – jak twierdzi prof. Richard Wrangham z Harvard University – od kiedy przodkowie odkryli technologię gotowania, mięso mogło zmienić ich ciała jeszcze bardziej. Gdy już hominini zaczęli pichcić (a mogli to zacząć robić nawet 1,7 mln lat temu, jak sugerują pozostałości ognisk odkryte w jaskini Wonderwerk w RPA – choć te znaleziska są jeszcze kontestowane w środowisku naukowym), ich mózgi mogły dostać jeszcze więcej kalorii z mięsa. Na dodatek miękkie i stosunkowo łatwe do przeżucia gotowane mięso mogło przyczynić się do tego, iż mamy tak małe usta i słabe szczęki (w porównaniu z innymi naczelnymi).

Nie jesteśmy kotami

Te wszelkie wywołane przez jedzenie mięsa zmiany nie oznaczają jednak, że ludzie są stworzeni do bycia mięsożercami. Gdyby przodkowie mieli do dyspozycji masło orzechowe albo placki ziemniaczane, nie potrzebowaliby pieczystych gazeli, by zapewnić mózgowi wystarczającą ilość kalorii i białek. Ludzie, podobnie jak szczury i karaluchy, są wszystkożercami, nie mięsożercami – jak koty czy wilki. W przeciwieństwie choćby do kotów możemy żyć zdrowo bez produktów zwierzęcych (mruczkom na diecie bezmięsnej braknie np. witaminy A, której nie mogą przetworzyć tak jak my z beta-karotenu).

Nie mamy też zębów mięsożerców – wbrew powszechnej opinii kły nimi nie są. Praktycznie wszystkie ssaki mają kły, a ich rozmiar świadczy jedynie o tym, że przedstawiciele danego gatunku walczą między sobą (stąd ogromne kły wegańskich goryli). Zębami do jedzenia mięsa są tzw. łamacze, duże i ostre, które można znaleźć choćby na tyłach szczęk psa. My, ludzie, łamaczy nie mamy. Nie mamy również silnych mięśni szczęk mięsożerców ani nie potrafimy tak szeroko jak one otworzyć ust.

Nie jesteśmy więc skazani na mięso, ale polowanie przyczyniło się do rozwoju ludzkich społeczności. Mięso bowiem jest specyficznym pokarmem. W odróżnieniu od owoców czy orzechów zdobywa się je rzadko, za to w dużych porcjach – i to w takich, które szybko się psują. Jeden człowiek może zjeść wszystkie orzechy, które sam nazbiera, ale z upolowanym słoniem już sobie nie poradzi (taki słoń to ok. 500 tys. kalorii – tyle co 1400 schabowych 100-gramowych).

Upolowanego słonia trzeba podzielić między plemię, a to przepis na politykowanie. Kto dostanie najwięcej? Kto otrzyma najlepsze kęski? Któremu z myśliwych najbardziej dziękować za ucztę? Już szympansy używają mięsa do celów politycznych, strategicznie rozdzielając upolowaną zdobycz, tworzą koalicje między członkami stada. Powiązanie pomiędzy mięsem, prestiżem i władzą, nabyte przez ludzkość w czasach szablozębnych tygrysów, to coś, co przetrwało przez wieki, przyczyniając się do tego, jak dużo jemy kiełbas i kotletów w XXI w.

Ludzkość lubi mięso. W skali świata rocznie na kotlety i kiełbasy idzie ponad 64 mld sztuk zwierząt – i to tylko jeśli liczyć te z ośmiu najważniejszych mięsnych gatunków. Przeciętny mieszkaniec Ziemi zjadł w 2013 r. 43,1 kg mięsa. Przeciętny Polak – 67,5 kg, Amerykanin zaś – 92,3 kg. Apetyty rosną. Holenderski Rabobank International przewiduje w swoim raporcie, że w porównaniu z 2010 r. w 2030 r. ludzkość zje 44 proc. mięsa więcej. Niewątpliwie jednym z tego powodów jest smak mięsa – unikatowa mieszanka tłuszczu, umami i zapachów powstających w tzw. reakcji Maillarda (brązowienia, do którego dochodzi, gdy smażymy czy pieczemy mięso). Innym motorem obsesji mięsa jest marketing i lobbing potężnego przemysłu, który w samych tylko Stanach Zjednoczonych odnotowuje roczne sprzedaże wartością przewyższające PKB Węgier. Gdyby jednak nie symbolika mięsa, ludzkości dużo łatwiej byłoby zarzucić jedzenie kotletów i kiełbas, niezależnie od ich smaku czy lobbingu producentów.

Coś , o czym wszyscy marzą

Mięso to przede wszystkim symbol dostatku i władzy. Tym, co przyczyniło się do przekonania, że jedzenie mięsa jest oznaką statusu, był mechanizm, który Robert Cialdini, profesor psychologii z Arizona State University, nazywał zasadą niedostatku (ang. scarcity principal). Na podstawie licznych eksperymentów wykazał, że im bardziej coś jest trudno dostępne, tym bardziej sobie to cenimy. Przez wieki mięso było trudno dostępne i drogie. Produkcja żywności ze zwierząt jest bowiem mało efektywna: aby wyhodować 1 kg wołowiny, krowa musi zjeść 13 kg zbóż. To dlatego Oskar Kolberg w „Materyałach do Etnografii Słowiańskiej” z 1871 r. odnotowywał, że chłopi „mięsa rzadko kiedy uwidzą. Na weselu nawet mięso w skąpych tylko ukazuje się porcyach”. Tymczasem arystokracji nie brakowało „baraniny, cielęciny, kapłonów, gęsi, kaczek, zajęcy, jeleni, sarn, odyńców i innej zwierzyny, jako to przepiórek, koropatw, skowronków” – jak przywoływał Beauplan, „indżynier w służbie królów polskich, Zygmunta III, Władysława IV, Jana Kazimierza”. Mięso nabrało waloru luksusu, czegoś, o czym większość tylko marzy.

Co więcej, im bardziej traktujemy dane potrawy jako nagrodę, tym bardziej lubimy je jeść. W eksperymentach przeprowadzonych m.in. przez Leann Birch, profesor psychologii z Penn State University, dzieci, którym mówi się, że dostaną ciasteczko za dobre zachowanie, nabierają większego niż zwykle apetytu na słodkości (działa to też w drugą stronę: jeśli oferować dzieciom w nagrodę marchewki, staną się one dla nich przysmakiem). Mięso przez wieki traktowane było jako nagroda. Odmawiano go sobie w czasie postów, by móc ucztować przy nim w czasie świąt i biesiad (samo słowo karnawał pochodzi od włoskiego carnevale, pożegnanie z mięsem). Również jedzenie potrawy w czasie świętowania samo w sobie przydaje jej smakowitości. W eksperymentach Leann Birch dzieci najbardziej lubiły jadać to, co regularnie dostawały podczas imprez towarzyskich, zwłaszcza jeśli dorośli wokół się uśmiechali (notka do rodziców: to dlatego zmuszanie do niczego dobrego nie prowadzi).

Mięso to również męskość. Korzenie tego przekonania sięgają do często podświadomej wiary w to, iż stajemy się tym, co jemy. Aby być silnym jak lew, trzeba jeść jak lew. Aby mieć mięśnie jak wół, najlepiej skonsumować wołu. Starożytni Grecy uważali, że zjedzenie słowika prowadzi do bezsenności, a w jednym z plemion Papui-Nowej Gwinei mówi się, że aby szybko rosnąć, dzieci powinny jeść to, co najszybciej rośnie.

W jednym ze swoich eksperymentów Paul Rozin, profesor psychologii z University of Pennsylvania, wykazał, że studenci uważają, iż osoby, które jadałyby dziki, byłyby szczególnie owłosione, a smakosze żółwi – powolni. Nic dziwnego więc, że wciąż tak silna jest wiara wśród mężczyzn w to, że aby mieć pokaźne mięśnie, należy jeść mięso (czego nie potwierdzają ani badania, ani przykłady kulturystów wegan). Co ciekawe, zdaniem uczonych, im bardziej mężczyźni czują, iż współczesna kultura zagraża ich tradycyjnie definiowanej męskości (bo metroseksualizm, bo małżeństwa gejów, bo urlopy tacierzyńskie), tym więcej pojawia się odniesień do mięsa jako pożywienia prawdziwych mężczyzn. Pisał o tym jeszcze w 1976 r. prof. Jean Mayer: „Im więcej mężczyźni przesiadują całymi dniami za biurkiem, tym bardziej chcą upewnić swoją męskość, zajadając wielkie kawały krwawiącego mięsa, ostatniego symbolu machismo”.

Symbolika mięsa jako czegoś, co daje władzę i prestiż, jest też jednym z motorów rosnących apetytów na mięso w Azji. Od lat 80. konsumpcja mięsa w Chinach zwiększyła się czterokrotnie. W miastach Indii spożycie drobiu między 2000 a 2030 r. ma pójść w górę o 1277 proc., a wołowiny w Nepalu o 1329 proc.! Za czasów Gandhiego w Indiach popularne było przekonanie, iż Brytyjczycy są kolonialną potęgą, gdyż lubują się w wołowinie, w przeciwieństwie do słabowitych wegetariańskich mieszkańców subkontynentu. Sam Gandhi też w to przez pewien czas wierzył za sprawą jednego ze swoich przyjaciół, którego cytował w autobiografii: „Jesteśmy słabymi ludźmi, bo nie jadamy mięsa. Anglicy są w stanie nami rządzić, bo oni mięso jedzą”. Jeszcze barwniej zilustrował to w 1976 r. Den Fujita, ówczesny prezes japońskiego McDonald’s: „Jeśli będziemy jadać hamburgery przez tysiąc lat, staniemy się blondynami. A jak będziemy blondynami, zawojujemy świat”.

Jak wykarmić zwierzęta?

Symbolika mięsa jest tak głęboko zakorzeniona w ludzkiej świadomości, że niełatwo nam zrezygnować z kotletów i wędlin, choćby nie wiem jak straszono rakiem i zawałami. Nie oznacza to, że nie powinniśmy poważnie przemyśleć mięsolubnych zwyczajów – i to nie tylko dla zdrowia. Również dlatego, że planeta nie daje sobie rady z taką dietą. W 1900 r. niewiele ponad 10 proc. światowych zbiorów zbóż szło na wyżywienie zwierząt gospodarczych. Teraz w USA dla zwierząt idzie już 60 proc. zbóż. Gdyby w 2050 r. cała ludzkość chciała jeść tyle mięsa co Amerykanie, brakłoby planety, aby te wszystkie krowy, kury i świnie wykarmić. Do tego dochodzi ocieplenie klimatu: konsumpcja mięsa odpowiedzialna jest za jakieś 14,5 proc. emisji gazów cieplarnianych, czyli więcej niż wszystkie samochody i samoloty razem wzięte. Nic dziwnego, że w listopadowym (2015 r.) raporcie brytyjski think tank Chatham House wskazywał, iż „zmniejszenie globalnej konsumpcji mięsa będzie miało zasadnicze znaczenie dla utrzymania wzrostu globalnego ocieplenia poniżej »niebezpiecznego poziomu« dwóch stopni Celsjusza”.

Choć mięso zrobiło z nas ludzi, w XXI w. jesteśmy w o wiele lepszej sytuacji niż przodkowie przed 2,5 mln czy nawet 100 laty: mamy dostęp do rozmaitych ultrazdrowych produktów roślinnych z całego świata. Czas zacząć je jeść. Jak marzył Cezary Baryka w „Przedwiośniu”: „W nowej cywilizacji niekoniecznie będzie się pożerało mięso starszych naszych braci w Darwinie”. I dzięki temu, uważał Baryka, polskie chłopstwo będzie „rasą najzdrowszą na ziemi”.


Źródło: Książka autorki „Meathooked: The History and Science of Our 2.5-Million-Years Obsession With Meat” ukzała się w lutym 2016 r. w USA.


Mózg – błyskotliwy idiota czyli krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko

Zobacz: https://lurker.land/post/N0GDhCZpg
Data dodania: 11/24/2019, 6:18:41 PM
Autor: ziemianin

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #kultura #ksiazki #nauka #ziemia #ludzkosc #ewolucja #heheszki #zprzymruzeniemoka

Nasz umysł potrafi wymyślać koncerty, miasta i teorię względności, a jednak bez pięciu minut bolesnych rozważań nie umie zadecydować, jakie chipsy chcemy sobie kupić. Przez większość czasu twój mózg (i mój) jest strasznym idiotą.

Mózg – błyskotliwy idiota czyli krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko

Około siedemdziesięciu tysięcy lat temu istoty ludzkie rozpoczęły pierwsze prawdziwe dzieło zniszczenia.

W tym czasie nasi przodkowie rozpoczęli migrację z Afryki i rozprzestrzeniali się po całej kuli ziemskiej – najpierw dotarli do Azji, chwilę później do Europy. Unieszczęśliwili przy tym mnóstwo innych istot ludzkich, bo tak się złożyło, że nasz gatunek, Homo sapiens, nie był wtedy jedynym gatunkiem rozumnym na tej planecie – wcale nie. To, ile dokładnie innych gatunków ludzi pałętało się tu wówczas, jest kwestią dyskusyjną. Zbieranie fragmentarycznych szkieletów czy fragmentarycznego DNA i próba ustalenia, co właściwie uznaje się za odrębny gatunek albo podgatunek, albo tylko za nieco dziwną wersję tego samego gatunku, jest nie lada sztuką (jest to również idealny sposób na wszczęcie dyskusji, jeśli kiedyś znajdziesz się w gronie paleontologów, którzy mają trochę czasu do zabicia). Ale jakkolwiek je klasyfikować, na Ziemi żyły co najmniej dwa inne gatunki człowieka, z których najsłynniejszy to Homo neanderthalensis – lepiej znany jako neandertalczyk. W rezultacie wcześniejszych migracji z Afryki neandertalczycy przez ponad sto tysięcy lat zamieszkiwali większą część Europy i znaczne obszary Azji. Zasadniczo nieźle im się wiodło.

Niestety, ledwie kilkadziesiąt tysięcy lat po tym, jak nasi przodkowie wtarabanili się na scenę – mgnienie oka w kategoriach ewolucyjnych – neandertalczycy i wszyscy inni nasi krewni zniknęli z powierzchni Ziemi. Taki był początek schematu, który szybko stał się typowy dla całej historii ludzkości: gdy tylko gdzieś się zjawiamy, święty spokój diabli biorą. W ciągu kilku tysięcy lat od wejścia tak zwanych współczesnych ludzi na tereny zajmowane przez neandertalczyków ci drudzy zaczęli znikać z zapisów kopalnych, zostawiając po sobie tylko kilka widmowych genów, które wciąż nawiedzają nasze DNA (najwyraźniej dochodziło do krzyżowania się neandertalczyków z intruzami, którzy ich wypierali. Jeśli jesteś pochodzenia europejskiego albo azjatyckiego, istnieje duża szansa, w przedziale od jednego do czterech procent, że masz neandertalskie DNA).

To, dlaczego i jak my przeżyliśmy, a nasi kuzyni pojechali ekspresem do Wymarłowa, jest kolejnym dyskusyjnym tematem. Właściwie mnóstwo najbardziej prawdopodobnych wyjaśnień wiąże się z zagadnieniami, które często będą się przewijać w tej książce. Może doprowadziliśmy do wymarcia neandertalczyków niechcący, przywlekając ze sobą choroby, na jakie nie byli odporni (większa część historii ludzkości jest tak naprawdę tylko historią chorób, które złapaliśmy podczas naszych podróży, a potem przekazaliśmy innym). A może byliśmy lepsi w przystosowywaniu się do zmian klimatycznych? Dowody wskazują, że nasi przodkowie żyli w większych grupach społecznych, komunikowali się i handlowali na znacznie większym obszarze niż bardziej odizolowani, skostniali neandertalczycy, co oznacza, że mogliśmy lepiej sobie poradzić, gdy uderzyła fala chłodów.

A może po prostu ich wymordowaliśmy, ponieważ, hej, właśnie to lubimy robić.

Zapewne – jak to zwykle bywa – nie ma jednego zgrabnego wyjaśnienia. Ale wiele z najbardziej wiarygodnych wyjaśnień łączy jedno – nasze mózgi i to, jak ich używamy. To niezupełnie takie proste jak stwierdzenie, że „My byliśmy mądrzy, a oni głupi". Neandertalczycy nie byli ociężałymi matołami z popularnego stereotypu. Mieli mózgi równie duże jak my i w Europie przez dziesiątki tysięcy lat wyrabiali narzędzia, rozniecali ogień, tworzyli abstrakcyjne dzieła sztuki i biżuterię, zanim przyszedł Homo sapiens i zaczął podnosić poprzeczkę. Nasza przewaga nad neandertalskimi kuzynami miała związek przede wszystkim z myśleniem przekładającym się na umiejętności przystosowawcze, lepsze narzędzia, bardziej złożone struktury społeczne czy sposoby komunikowania się w obrębie grupy i pomiędzy grupami.

W sposobie myślenia ludzi jest coś, co nas wyróżnia jako wyjątkowych. Poważnie. Wskazuje to sama nazwa naszego gatunku: Homo sapiens, czyli „człowiek rozumny" (skromność, bądźmy szczerzy, nigdy tak naprawdę nie należała do naszych typowych cech).

I oddając sprawiedliwość naszemu ego, ludzki mózg jest niezwykłą maszyną. Umiemy dostrzegać w otoczeniu wzory i na ich podstawie odgadywać, jak coś działa, bo tworzymy złożony mentalny model świata obejmujący więcej niż to, co widzimy. Następnie możemy wykorzystać ten model jako punkt wyjścia do twórczych skoków: jesteśmy w stanie wyobrazić sobie zmiany, które poprawią naszą sytuację. Możemy przekazać te koncepcje innym ludziom, żeby mogli wprowadzić ulepszenia, o jakich my nie pomyśleliśmy, i obrócić wiedzę i inwencję we wspólny wysiłek przekazywany kolejnym pokoleniom. Następnie możemy przekonać innych, by wspólnie pracowali przy realizacji jakiegoś planu, który wcześniej istniał tylko w naszej wyobraźni, tak by dokonali przełomu, jakiego nikt z nas nie mógłby dokonać w pojedynkę. A później powtarzamy to na setki tysięcy sposobów, na okrągło, i to, co kiedyś było szokującymi innowacjami, staje się tradycją, która rodzi nowe innowacje, aż wreszcie kończy się czymś, co nazywamy kulturą albo społeczeństwem.

Clerkenwell nie była gniazdem tajnych agentów Wehrmachtu

Pomyśl o tym w ten sposób: pierwszym krokiem jest spostrzeżenie, że okrągłe przedmioty toczą się ze wzgórza lepiej niż kanciaste. Drugi krok to wykombinowanie, że jeśli coś zaokrąglić przy użyciu jakiegoś narzędzia, to będzie się toczyć lepiej. Trzecim krokiem jest pokazanie kumplom nowych turlających się przedmiotów, po czym rodzi się pomysł, że można połączyć cztery takie, żeby zrobić wóz. Czwarty krok polega na zbudowaniu floty imponujących rydwanów, żeby ludzie mogli lepiej pojąć świetność twojej dobrotliwej, a zarazem bezlitosnej władzy. A piąty krok to jazda vauxhall insignią po A-dziesiątce przy słuchaniu kompilacji klasycznych softrockowych hymnów i pokazywanie kierowcy ciężarówki środkowego palca. (…)

Ale ludzki mózg, choć niezwykły, jest również wyjątkowo dziwaczny i skłonny do popełniania fatalnych omyłek w najmniej odpowiednim momencie. Wciąż podejmujemy koszmarne decyzje, wierzymy w idiotyzmy, ignorujemy dowody, które mamy przed oczami, i tworzymy plany pozbawione nawet odrobiny sensu. Nasz umysł potrafi wymyślać koncerty, miasta i teorię względności, a jednak bez pięciu minut bolesnych rozważań nie umie zadecydować, jakie chipsy chcemy sobie kupić.

Jak to się stało, że nasz wyjątkowy sposób myślenia pozwala nam na przeróżne sposoby kształtować świat zgodnie z naszymi pragnieniami, ale również dzięki niemu ustawicznie dokonujemy absolutnie najgorszych wyborów, chociaż jest jasne, że są złe? Krótko mówiąc: wysłaliśmy człowieka na Księżyc, a jednak wciąż wysyłamy TAKI tekst do naszych eks? Wszystko sprowadza się do tego, w jaki sposób ewoluował nasz mózg.

Rzecz w tym, że ewolucja jako proces nie jest bystra – jest tępa, i to w bardzo uparty sposób. Dla ewolucji ma znaczenie tylko to, żebyś przetrwał tysiące strasznych niebezpieczeństw, które czyhają na każdym kroku, i przekazał swoje geny następnemu pokoleniu. Jeśli się uda, zadanie wykonane. Jeśli nie, pech. To oznacza, że ewolucja naprawdę nie jest dalekowzroczna. Jeżeli jakaś cecha zapewnia nam przewagę w danej chwili, zostanie wybrana bez względu na to, czy w końcu nie obciąży naszych prapraprapraprawnuków czymś, co jest żałośnie przestarzałe. Ewolucja nie daje punktów za przewidywanie – argument „Och, ta cecha teraz jest przeszkodą, ale wierz mi, stanie się naprawdę przydatna dla moich potomków za milion lat" absolutnie do niej nie trafia. Ewolucja osiąga wyniki nie przez planowanie, ale raczej przez proste rzucanie absurdalnie wielkiej liczby głodnych, napalonych organizmów w niebezpieczny, bezwzględny świat i patrzenie, kto padnie ostatni.

To oznacza, że nasz mózg nie jest wynikiem drobiazgowego procesu projektowania, mającego na celu stworzenie jak najlepszych myślących maszyn; jest luźnym zbiorem klisz, improwizacji i skrótów, które uczyniły naszych przodków o dwa procent lepszymi w znajdowaniu pożywienia albo o trzy procent lepszymi w przekazywaniu informacji „O cholera, uważaj, to lew".

Te skróty myślowe (formalnie rzecz ujmując, nazywają się „heurystyką") są absolutnie konieczne do przetrwania, do kontaktów z innymi i do uczenia się na błędach: nie można każdorazowo siadać i opracowywać od podstaw wszystkiego, co chce się zrobić. Gdybyśmy za każdym razem, aby uniknąć szoku na widok wschodzącego słońca, musieli stosować poznawczy odpowiednik wielkoskalowego badania randomizowanego z grupą kontrolną, jako gatunek doszlibyśmy donikąd. Rozsądniejsze dla naszego mózgu jest przyjęcie „O tak, słońce wstaje" po tym, jak kilka razy widzieliśmy to zjawisko. Na tej samej zasadzie, jeśli Jeff mówi, że się zrzygał po zjedzeniu tych fioletowych jagód z tamtego krzaka nad jeziorem, prawdopodobnie lepiej po prostu uwierzyć mu na słowo, niż próbować to sprawdzić.

Ale tu również zaczynają się problemy. Nasze skróty myślowe (jak wszystkie skróty), jakkolwiek przydatne, czasami spychają nas na niewłaściwą ścieżkę. I w świecie, gdzie problemy, z którymi mamy do czynienia, są bardziej skomplikowane niż „Czy powinienem zjeść te fioletowe jagody?", prowadzą do wielu błędów. Mówiąc wprost, przez większość czasu twój mózg (i mój, i zasadniczo wszystkich innych ludzi) jest strasznym idiotą.

Na początek weźmy wspomnianą wcześniej zdolność dostrzegania wzorców i związków. Rzecz w tym, że nasze mózgi są tak bardzo zainteresowane ich szukaniem, że zaczynają widzieć je wszędzie – nawet tam, gdzie ich nie ma. Nie jest to wielkim problemem, kiedy dotyczy czegoś takiego jak na przykład pokazywanie gwiazd na nocnym niebie i mówienie: „Spójrz, to lis polujący na lamę". Ale jeśli wymyślony wzorzec, który zauważamy, jest czymś w rodzaju „Większość przestępstw popełnia jedna konkretna grupa etniczna", to… cóż, wtedy robi się naprawdę duży problem.

Istnieje mnóstwo określeń na ten rodzaj błędnego postrzegania, na przykład „korelacja iluzoryczna" czy „iluzja grupowania". Podczas drugiej wojny światowej wielu ludzi w Londynie było przekonanych, że niemieckie pociski V-1 i V-2 (już same w sobie ogromnie przerażające) spadają na miasto w ściśle określonych skupiskach – co skłaniało londyńczyków do szukania schronienia w rzekomo bezpieczniejszych dzielnicach czy do podejrzeń, że w pewnych, pozornie nietkniętych, rejonach mieszkają niemieccy szpiedzy. Sytuacja była na tyle niepokojąca, że brytyjski rząd zlecił statystykowi, niejakiemu R.D. Clarke'owi, sprawdzenie, czy to prawda.

Do jakich wniosków doszedł? „Skupiska" nie były niczym więcej jak sztuczkami płatanymi przez umysł, iluzorycznymi duchami dopasowywania wzorców. Okazało się, że Niemcy nie dokonali dramatycznego przełomu w technice naprowadzania pocisków i że dzielnica Clerkenwell nie była gniazdem tajnych agentów Wehrmachtu; bomby wystrzeliwano w kierunku miasta na chybił trafił. Ludzie widzieli wzory tylko dlatego, że właśnie tak reagują nasze mózgi.

Kotwiczenie i dostępność, czyli skróty myślowe mózgu

Nawet wysoko wykwalifikowani profesjonaliści mogą paść ofiarą tego rodzaju iluzji. Na przykład wielu pracowników medycznych z głębokim przekonaniem powie, że pełnia Księżyca nieuchronnie prowadzi do koszmarnie złej nocy na szpitalnym oddziale ratunkowym – napływ pacjentów, dziwaczne obrażenia, psychotyczne zachowanie. Kłopot w tym, że przeprowadzono badania i o ile wiadomo, to po prostu nieprawda: nie ma związku pomiędzy fazami Księżyca a liczbą pacjentów przyjmowanych przez SOR-y. A jednak gromada utalentowanych, doświadczonych profesjonalistów przysięgnie, że taki związek istnieje.

Dlaczego? Cóż, wiara nie bierze się znikąd. Przekonanie, że w czasie pełni ludzie dziwnie się zachowują, pokutuje od wieków. Stąd słowo „lunatyzm", stąd mitologia wilkołaka (może być z tym również związane przekonanie o rzekomej korelacji między fazami Księżyca a cyklem menstruacyjnym kobiet). I kiedyś rzeczywiście mogło to być swego rodzaju prawdą. Przed wynalezieniem sztucznego oświetlenia – zwłaszcza latarni ulicznych – światło Księżyca miało znacznie większy wpływ na ludzkie życie. Jedna z teorii mówi, że Księżyc w pełni nie dawał spać bezdomnym koczującym pod gołym niebem, a bezsenność nasilała ich problemy ze zdrowiem psychicznym (…).

Bez względu na to, skąd się wziął pomysł na dziwaczny wpływ Księżyca, na długi czas utrwalił się kulturze. I kiedy ktoś usłyszy, że pełnia zwiastuje noc wariactw, prawdopodobnie przypomni sobie wszystko, co potwierdza te słowa – a zapomni wszystko, co im zaprzecza. Mózg nieumyślnie stworzył wzór z przypadkowości.

Powtarzam, dzieje się tak dlatego, że nasz mózg używa skrótów myślowych. Dwa główne skróty to „heurystyka zakotwiczenia" i „heurystyka dostępności". I oba bez końca sprawiają nam kłopoty.

Kotwiczenie oznacza, że gdy podejmujemy jakąś decyzję, zwłaszcza nie za bardzo mając się na czym oprzeć, niewspółmiernie duży wpływ ma na nas pierwsza zasłyszana informacja. Na przykład w sytuacji, gdy brak nam niezbędnej wiedzy, żeby dokonać w pełni przemyślanej oceny – powiedzmy domu, który widzimy tylko na zdjęciu (uwaga dla milenialsów: domy to te wielkie ceglane rzeczy, na których kupno nigdy nie będzie was stać). Nie mając żadnych informacji, możemy tylko spojrzeć na zdjęcie, stwierdzić, że dom wygląda mniej lub bardziej fajnie, i strzelić w ciemno. Ale ocena może zostać dramatycznie wypaczona, jeśli wcześniej usłyszymy sugerowaną sumę – jak choćby w formie pytania: „Jak sądzisz, ten dom jest wart mniej czy więcej niż czterysta tysięcy funtów?". Ważne jest, by zrozumieć, że tak naprawdę pytanie nie dostarczyło nam żadnych pożytecznych informacji (na przykład za ile ostatnio zostały sprzedane domy w tej okolicy). A jednak ludzie, którym podsunie się sumę sześciuset tysięcy funtów, ocenią dom znacznie wyżej niż ci, którym podsunięto sumę dwustu tysięcy. Takie pytanie, chociaż nie zawiera żadnych informacji, wpływa na naszą ocenę, ponieważ dostaliśmy „kotwicę" – mózg ją chwyta jako punkt odniesienia i dostosowuje się.

Robimy to niemal do absurdalnego stopnia: strzęp informacji, którego używamy jako kotwicy, może być równie mało pomocny jak przypadkowo wygenerowana liczba, lecz mimo to nasz mózg będzie się go trzymać i od niego uzależniać nasze decyzje. To może być naprawdę niepokojące: w swojej książce „Pułapki myślenia" Daniel Kahneman podaje przykład eksperymentu przeprowadzonego w 2006 roku na grupie doświadczonych niemieckich sędziów. Pokazano im szczegóły sprawy sądowej, w której kobieta była winna kradzieży w sklepie. Następnie poproszono ich, by rzucili dwiema kośćmi, które (o czym nie wiedzieli) były obciążone w taki sposób, że zawsze wypadało łącznie trzy albo dziewięć oczek. Zapytano ich, czy kobieta powinna zostać skazana na więcej lub mniej miesięcy niż wyrzucona liczba oczek, a na koniec mieli podać długość wyroku.

Można się domyślić rezultatu: sędziowie, których kości pokazały wyższą liczbę, skazali kobietę na znacznie dłuższy pobyt w więzieniu niż ci, którzy wyrzucili mniej oczek. Uśredniając, rzut kośćmi sprawiłby, że kobieta spędziłaby w więzieniu trzy miesiące więcej. To nie jest pocieszające.

Z kolei dostępność oznacza, że dokonujemy oceny na podstawie tego, co najłatwiej przychodzi nam na myśl, zamiast głęboko rozważać wszystkie dostępne nam informacje. To zaś oznacza, że mamy tendencję do postrzegania świata przez pryzmat niedawnych zdarzeń albo tych wyjątkowo dramatycznych i zapadających w pamięć, podczas gdy stare, prozaiczne wspomnienia, które prawdopodobnie są dokładniejszym wyznacznikiem codziennej rzeczywistości, po prostu… się zacierają.

Właśnie dlatego sensacyjne doniesienia o potwornych zbrodniach każą nam myśleć, że wskaźnik przestępczości jest wyższy, niż jest w istocie, podczas gdy suche dane statystyczne mówiące, że ten wskaźnik spada, nawet w przybliżeniu tak na nas nie oddziałują. Między innymi dlatego wielu ludzi bardziej się boi katastrofy lotniczej (są rzadkie, ale dramatyczne) niż wypadków samochodowych (zdarzają się częściej i jako takie są mniej ekscytujące). I to dlatego akty terroryzmu mogą spowodować błyskawiczne odruchowe reakcje społeczeństwa i polityków, podczas gdy znacznie bardziej niebezpieczne, ale również bardziej banalne zagrożenia dla życia są odsuwane na bok. W latach 2007–2017 w USA więcej ludzi zginęło od kosiarek niż z rąk terrorystów, a mimo to rząd amerykański dotąd jeszcze nie wypowiedział wojny kosiarkom (chociaż, bądźmy szczerzy, w świetle niedawnych wypadków nie można tego wykluczyć).

Współdziałając, heurystyka zakotwiczenia i heurystyka dostępności są naprawdę przydatne do szybkiego wydawania sądów w chwilach kryzysu albo podejmowania tych wszystkich drobnych, codziennych decyzji, które w gruncie rzeczy nie mają większego znaczenia. Ale gdy chce się powziąć bardziej przemyślaną decyzję, biorąc pod uwagę całą złożoność współczesnego świata, mogą okazać się koszmarem. Umysł będzie próbował wśliznąć się do strefy komfortu, korzystając z czegoś, co słyszeliśmy niedawno albo co najszybciej wpada nam do głowy.

Tom Phillips jest brytyjskim dziennikarzem i pisarzem, redaguje internetowy serwis Full Fact, zajmujący się sprawdzaniem faktów (https://fullfact.org). Wcześniej był dyrektorem wydawniczym brytyjskiej wersji serwisu BuzzFeed.

Książka Toma Phillipsa „Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko", przeł. Maria Gębicka-Frąc, ukazała się w listopadzie nakładem wydawnictwa Albatros, Warszawa 2019. Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji


Jedzenie chleba wpłynęło na nasze geny, czyli o niedawnej ewolucji radzenia sobie z cukrem w diecie

Zobacz: https://lurker.land/post/A3qRORnT9
Data dodania: 10/19/2019, 6:06:55 PM
Autor: kagomat

Metabolizm glukozy, tej najbardziej kluczowej z budulcowych cegieł naszego organizmu, która jednocześnie jest najczęściej stosowanym brykietem opałowym, nie jest prosty ani banalny. Wokół tych cykli, które robią z glukozy pirogronian i na odwrót, kręci się cała nasza przemiana materii. Wiele zaangażowanych genów.

Większość z tych genów, jako geny metabolizmu podstawowego, odziedziczyliśmy w bardzo zakonserwowanej formie od naszych najdalszych ewolucyjnych przodków. Okazuje się jednak, że niektóre mutacje, a za tym niektóre allele związane z metabolizmem cukru, są bardzo młode. Pojawiły się one u naszych przodków, gdy ich dieta wzbogaciła się… w cukry. A stało się to wtedy, gdy pojawiło się rolnictwo.

#medycyna #diabetologia #ewolucja


Zobacz: https://lurker.land/post/r-Qa7m1cC
Data dodania: 10/6/2019, 6:04:32 PM
Autor: ziemianin

#zabawne #zwierzeta #pies #ewolucja

https://i.imgur.com/oEqQyar.mp4